08 sierpnia 2021

Dzień na dopingu

Pracuję w centrum. Jak to bywa z praca a takim miejscu trudno znaleźć miejsce na parkingu w pobliżu, a jeżeli już je znajdziesz to okazuje się w strefie płatnego parkowania. Motocykl jest do tego bezcenny ponieważ z definicji nie płaci się za jego parkowanie, a dodatkowo można przystanąć tam gdzie nie zmieści się już żaden samochód. I wszystko by było w porządku bo to i czas na śmiganie motocyklem, ale codziennie zmienna pogoda z masą opadów niszczy przyjemność z uczucia wiatru we włosach, bo określenie wiatr w mokrych włosach nie brzmi już tak fascynująco. Po krótkich obserwacjach udało mi się jednak znaleźć miejsce nieco oddalone od centrum, ale za to bezpłatne. Za zgodą zarządzającego stawiam więc samochód przed jednym z obiektów i stąd mam już niecały kilometr do pokonania spacerkiem. Od czasu gdy otrzymałem w spadku po pierworodnych smartwatcha i sprzęgnięciu go ze smartfonem wiem że wykonuję około 1175 kroków dla pokonania tego dystansu co zajmuje mi średnio ok 7 - 8 minut. Dodatkowo idzie się przyjemnie bo z góry. Co prawda z pracy mam pod górkę, ale komu się spieszy po pracy.
Gubię przy okazji jakieś kalorie, które smartwatch też mi pokazuje i dobrze chociaż że nie wytyka mi iż tak mało.
Czemu o tym wszystkim piszę. Otóż w trakcie tych wędrówek do pracy i z pracy mogę obserwować otaczającą mnie rzeczywistość. Budzące się miasto, krzątających się zaopatrzeniowców, wracających z targu tych dla których okolice ósmej to już prawie południe.
Zauważam ile straciłem kursując samochodem z domu do pracy wg zasady door to door czyli Od drzwi do drzwi. Ile rzeczy ucieka kiedy człowiek musi skupić się na obserwacji drogi.
Mijam po drodze stoisko z sadzonkami do ogrodu, piekarnię z regionalnym pieczywem, trzy warzywniaki pod chmurka i malutka księgarnię na rogu. Kiedyś tam wpadnę na pewno, na razie potrzebę czytania zabezpiecza mi czytnik z książkami w formacie MOBI. No i ludzie , mnóstwo tych ludzi na mojej drodze, a każdy z nich z jakimś planem na ten dzień z wyjątkiem grupy cztrech osób na ławeczce na plantach, niedaleko mojej firmy. Niespiesznie piją ranne piwko , nie myśląc co dzień przyniesie, bo z boża pomocą i ten dzień jakoś zleci.

- Nieroby, menele - ktoś powie - żeby tak pić od samego rana trzeba być pijakiem.

Można to dodać i pewnie złodziejem, bo jak mówił klasyk :


 
A nie, nie,  nie.  Daleki jestem od takiej oceny  Jako baczny obserwator otaczającej mnie rzeczywistości o czym wspominałem wyżej, zauważyłem, że wielu stroskanych i spieszących do pracy obywateli lubi sobie łyknąć dla kurażu.

"By dzień powszedni  nam jakoś minął, trzeba lać wódę w to głupie ryło"

Wczoraj po drodze z pracy, na mojej raptem kilometrowej drodze naliczyłem 5 butelek po wódce, tak zwanych małpek. Stały dumnie na parapetach, murkach i skrzynkach elektrycznych. Każdej zrobiłem zdjęcie chociaż niczym Zagłoba, nie cierpię pustych naczyń. Licho wie ile na tej trasie porzucono jeszcze butelek których nie zauważyłem, lub które elegancko umieszczono w koszach na śmieci.
Zaczynam rozumieć skąd taka obfitość malutkich butelek w każdym sklepie spożywczym.
Jednym zdaniem - Pijemy od rana ! Czytałem o tym w prasie, ale nie do końca to do mnie docierało.
- Przejaskrawiają - pomyślałem. Nie przejaskrawiali.
Czy to mnie nie przeraża ? Przeraża.
Nie dlatego że nie piję, chociaż od ponad 5 lat nie używam twardych alkoholi, pijąc wyłącznie wino.
Niestety też potrzebowałem do tego ekstra bodźca, ale liczy się przecież efekt.
Przeraża dlatego też, że w całej swojej karierze drinkera nigdy nie wypiłem alkoholu z rana.
Budzę się z wystarczającym entuzjazmem do życia i nie potrzebuję wspomagania, Faktem jest także to, że po przyjściu do pracy ten szalony entuzjazm i miłość do ludzi jako takich pryskała niczym bańka mydlana już dziesięć minut po ósmej, ale nigdy tego nie zakładałem by musieć się znieczulić.
Jeżeli zaś narozrabiałem dzień wcześniej to uważałem, że jakaś kara mi się z tego powodu należy.
Suszyło więc w słusznej sprawie.

Wniosek który mi się nasunął z tej historii jest nieco szerszy niż, kac czy butelki na ulicy.
Myślę, że czasem trzeba sobie buty błotem ubrudzić, aby je zauważyć (błoto).
Niestety dominujące stało się intencjonalne widzenie rzeczywistości. Pochlebców którzy chcą widzieć to samo również nie brakuje.

A oto efekty sesji zdjęciowej w drodze do pracy





No to może pić coś innego? Choćby kumys

Kiedyś napisałem taki limeryk o preferencjach, by nie rzec wyborach :

Pewien Pan z samego Przemyśla

Smaku wina się jeno domyślał 

Tak naprawdę pił tylko kumys

Który ponoć  rozjaśniał mu umysł 

Chyba, że z tym kumysem coś  zmyślał


Smacznego !

05 sierpnia 2021

Komentator rzeczywistości czyli moja Droga na Ostrołekę

" Koń, kura, krowa, kaczka... drób.( ... ) Droga ...chyba na Ostrołękę" 
Tak w kultowym filmie "Rejs" mówił inżynier Mamoń  patrząc przez lornetkę i komentując mijaną rzeczywistość.
Jako komentator rzeczywistości śmieszył do bólu, choć tak prawdę powiedziawszy dla tego co w "Rejsie" nie jest zakochany cytat wcale śmieszny nie jest.
Taki jednak był ten amator piosenek które już kiedyś słyszał, śmieszny w tym, że nie śmieszny i poważny.  Aktorzy uczestniczący w kręceniu filmu wspominają, że Maklakiewicz z Himilsbachem tak mocno popijali przy produkcji, że nie potrafili zapamiętać napisanych dla nich kwestii i w kółko wymyślali swoje dialogi. Taśma filmowa ponoć była wtedy strasznie droga
Wiele razy sam deklarowałem cechy inżyniera Mamonia,  innym razem inni mi je wmawiali. Potrafiłem z tym żyć, a nawet mieć się jako tako. 
Nie przewidziałem wtedy tylko jednego o czym poniżej.
Tak więc rosłem w szacunku do "Rejsu", do czasu gdy ten nie zaczął się pokazywać we wszystkich kanałach telewizji, a dzień bez "Rejsu był dniem straconym. Teraz sam sobie muszę dawkować częstotliwość.
Nie pozwólcie, żeby ktoś to zrobił z "Ziemią Obiecaną". Sam Wajda dość  zamętu zrobił wprowadzając pod koniec życia tak zwaną wersję reżyserską. 
Nie o Łodzi będę jednak pisał czyli wracając do tematu.
     Od czasu gdy w związku z epidemią wprowadziła się do mnie teściowa, która miała być chwilę, a jest już półtora roku, czuje się jakbym uczestniczył w takim Rejsie. 
Z tym, że w Warszawie pływało się Wisłą do Młocin, w Krakowie płynie się na Bielany.
Kiedy dzieci opuściły dom i wydawało nam się, że czeka nas już tylko powolne, ciche starzenie lub tupot wnucząt na drewnianym tarasie ( Daj Boże) pojawił się, a żeby uczynić zadość modnej ostatnio feministycznej odmianie, pojawiła się "komentatorka rzeczywistości".
Komentatorka rzeczywistości w odróżnieniu od Maklakiewicza nie używa alkoholu, a nawet jest jego zdecydowaną przeciwniczką. Po dłuższych namowach udaje się ja skusić na kieliszek własnej Ratafii, ale już po drugim naparstku mówi, że ma problemy z wejściem na schody.
Przyjmuję więc, że komentowaniu poddaje się całkowicie na trzeźwo.


- O Kicia idzie. Jak to przeszła koło mnie z podniesionym ogonem. Gdzie idziesz kocie ? Kici, kici, kici.  Zobacz jak on siadł przed oknem

- Siadała - odpowiada moja żona - to kotka.

 
- A jak ja mówię?
 
- Co ty tam kocie widzisz za oknem?
 
- ....cisza  ( kot nie odpowiada)

- Kot siedzi i patrzy, pewnie patrzy na drzewa, czy nie ma tam jakiegoś ptaszka.

W telewizji, akurat leci program informacyjny. Ze względu na specyfikę  niewielkiego pomieszczenia, teściowa siedzi mi z tyłu za lewym uchem. W ucho sączy mi się bieżąca, taka oto relacja :

- Wczoraj  w godzinach popołudniowych... oj ty kocie jak to drapiesz....trzy ofiary zamachu.... dać ci kocie jeść do miseczki .... co potwierdza oficer dyżurny komendy. 

Dupa. Nic z tego nie wiem.
Dodatkowo moja teściowa jest sprzężona w jakąś ekstra wieżę z telewizorem. 
Zauważyłem pewną prawidłowość. Otóż natężenie komentowania wzrasta wprost proporcjonalnie do wzmocnienia poziomu głosu na pilocie telewizora. 
Poddaję się wtedy choć niechętnie i w skrajnie ważnych sytuacjach zakładam słuchawki. 
Po pierwsze to trochę niewygodne, po drugie wydaje mi się, że tymi słuchawkami zamykam się na kontakt i wymianę myśli z własną żoną. Ganię się za to i otwieram wiadomości przez Internet na komórce.

-Ty potrafisz tak Antoni patrzeć na telefon i oglądać wiadomości?

- Potrafię. Nie daję rady tylko wtedy jak ktoś gada z kotem za moimi uszami.

Parę razy złapałem (delikatnie) za futro  kota i powiedziałem:

- Kocie zmiataj z kolan babci bo zagadujesz informacje i babcia nie może się skupić. Prawda mamo ?
Proponuję też by zabrała kata do siebie na całą noc i tam gadała do niego, niej  do rana, pod warunkiem zamknięcia drzwi do pokoju.
Niestety działanie to, nieco sarkastyczne jest krótkotrwałe tak jak trwałość  pierwiastka Moskowin *
Zamiast kota może być pies, albo widok za oknem z lewej lub prawej strony. Droga, chociaż ta nie prowadzi na Ostrołękę. 
Przed ostatnimi mistrzostwami w piłce nożnej wiele osób odsyłało Włodzimierza Szaranowicza na emeryturę, część uważała, że zasłużył na ten finał na koniec kariery. U nas w domu jest podobnie z tym, że teściowa jest już od lat na emeryturze.

 -  Spójrz, moja teściowa jest o dwanaście lat starsza od Szaranowicza a dalej  komentuje - zauważam
Moja żona mówi wtedy  - ale to jest moja matka. 

Tak to nasza rodzina  jest podzielona niczym ta ojczyzna tylko w mikroskali.
Różnica polega na tym, że bez względu na to co skomentowała na żywo matka mojej żony, następnego dnia, wychodząc do pracy zrobię jej śniadanie, ponieważ zgodnie z teorią innego znanego recenzenta rzeczywistości, oboje ponoć staliśmy tam gdzie stało ZOMO.



* dla Moskowinu trwałość  to ok 100 milisekund













29 lipca 2021

Powrót do przyszłości

Znicz odpalony. Dzieje się tyle, że nawet nie będąc kibicem sportowym, nie wypada, nie zasiąść przed telewizorem i nie obejrzeć jakiejś transmisji. (Strasznie dużo tego "nie" w jednym zdaniu chociaż generalnie jestem na tak.)
Wszędzie poprawność i nowoczesność. Swój prymat w wielu dziedzinach Japonia potrafiła już nie raz udowodnić, a teraz, jak czytam w materiale Onetu do kompletu sukcesów doszła podróż w czasie. Oto japoński kompozytor Keigo Oyamada podał się do dymisji po tym, gdy wyszły na jaw jego handikapizm z przyszłości, jak czytam w artykule. Tak, tak, z przyszłości.
Zawsze uważałem że Japonia jeszcze nie jednym nas zaskoczy. Znowu są o krok przed nami.
Tekst napisany po japońsku czyli  jako - tako.
Tutaj informacja dla tych którzy nie lubią wertować, aby się dowiedzieć więcej - (z ang. handicap – niepełnosprawność, przeszkoda) to dyskryminacja, niechęć, wrogość względem osób niepełnosprawnych
     Śledzenie meczów naszych siatkarzy, już delikatnie naruszyło zręby mojego małżeństwa. Dlaczego? Ponieważ  nie chciałem zasiąść do obiadowego stołu w trakcie Tie-breaka z Iranem.
Nasi darli punkt za punktem, by za chwilę wszystko stracić. Horror.
Naruszenie było jednak niewielkie a poczucie winy naprawiło problem. Czegoś się jednak w życiu nauczyłem.
Z drugiej strony, czy przy kolejnej piłce meczowej, można spokojnie zajadać się fasolką szparagową, nawet tą z własnego ogródka ? Ech priorytety.
Mały zgrzyt z fasolką ma się nijak do dużego zgrzytu z Klepacką.
I znowu podział na Polaków i nie Polaków.
A przecież igrzyska miały jednoczyć ludzi.
Jednoczyć tak w równości i szacunku dla drugiego człowieka 
Skasowałem te parę dosadnych zdań które napisałem we wcześniejszej wersji. Po co ma się  żreć na forum i kopać z koniem.
Boże mój, tak bardzo nie interesuje mnie to co na tematy ogólne sądzą  sportowcy, muzycy, blogerki modowe, a nawet i aktorzy. On zresztą lubią mówić tekstem wyuczonym, vide  Krzysztof Malewski grany przez Tadeusza Huka w Aktorach Prowincjonalnych
Nie interesuje mnie kto z kim śpi i czy ma przy tym udany orgazm, jakim jeździ autem i co zjadł w ostatnią sobotę w modnej restauracji na wybrzeżu. Staram się tego nie słuchać, chociaż niestety nie zawsze jest to możliwe.  Nie da się uciec od polityki, nawet w trakcie igrzysk co to odwołują się do Pokoju.
         Nie samym sportem człowiek żyje, do życia potrzebne są kalorie.
Już drugi raz (na cztery podjęte w tym roku próby) niepowodzeniem zakończyły się moje próby grillowania. 
Jakieś trzy tygodnie temu zaprosiłem znajomych w wolną od dłuższego czasu sobotę. Godzinę przed ustalonym terminem rozlało się tak intensywnie, że nie pozostało nic innego jak tylko szybko zagnieść drożdżowe i zrobić pizzę.
W sumie o spotkaniach nie decyduje menu, a atmosfera. Przegryźć jednak od czasu do czasu coś trzeba. Dawniej mówiło się zagryźć (stąd pochodzi określenie zagrycha)
W ostatnią niedzielę podjąłem kolejną próbę grillowania. Dzieci zaproszone na czternastą, a na stole piętrzy się stos składający się z karkówki, kiełbas i kaszanek. O trzynastej z nieba zaczął kapać drobny deszcz
- Nic to - pomyślałem - zwlekę parasol ogrodowy i dzielnie wytrwam.
Pomyślałem chyba zbyt głośno. Równo o trzynastej trzydzieści z nieba poleciało tyle wody, że nie próbowałem nawet rozpalać ognia.
Gdzieś tam na górze stwierdzili, że nie dadzą się nabrać na taki prosty fortel. 
Tak jak poprzednio skończyło się na: zapiekanych warzywach z ryżem, czosnkowym chlebku i gruzińskim chaczapuri z kozią ricottą.
O lekkim białym winie już nawet nie wspominam. 
Zdrowo i lekko, a o wszystkim jak zwykle zdecydowała atmosfera. 
Kiedy następnym czasem wpadnę na pomysł urządzenia grilla, zrobię to bez wcześniejszego planowania.   
Ot tak zdecyduję, rozpalę i może uda się dopiec karkówkę nim spadną pierwsze
krople. Ale jak nie planować jak właśnie zaplanowałem, a za oknem już zaczyna się chmurzyć.
Swoją drogą deszcz najczęściej spotykał mnie zaraz po myciu samochodu.
No tak, teraz znowu wszystko stało się dla mnie jasne. 
Z myciem auta trochę się zaniedbałem, stosując zasady z południa Europy czyli rzadko, albo raczej bardzo rzadko. Wiecie - woda, planeta, albo po prostu brak chęci.
Mój pech musiał gdzieś znaleźć sobie inne ujście.
Wszystko w przyrodzie musi się zgadzać, nawet  suma mojego pecha.
A na Olimpiadzie pierwszy srebrny medal dla kobiecej czwórki podwójnej.
Brawo.
Boję się, że na kolorowych slajdach polityka stanęła  jako piąta. 
 



18 lipca 2021

Znaki

Od pewnego czasu wszelkie znaki na niebie i ziemi sygnalizowały mi nadejście zmian. 
Coś wisiało w powietrzu, a od kilku ostatnich dni nie tylko wisiało, ale zaczęło również ciężko dyszeć. To dyszenie dawało mi się we znaki  zwłaszcza w czasie kolejnych bezsennych nocy. Zdarzało się i tak, że naciągałem kołdrę na głowę  i wbijałem zęby w dłoń, pomiędzy kciukiem a palem wskazującym, ale i to nie pomagało. Poza tym zostawiało brzydkie, wieloznaczne  ślady. Poza tym wszystko  wracało wzmocnione wspomnieniami potknięć i porażek z ostatnich dziesięciu,  a może i dwudziestu lat. Miotałem się w tej klatce umysłu i tylko dzięki temu, że wcześniejsze problemy  nie zabiły mnie, a więc zgodnie z popularnym powiedzeniem, wzmocniły. 
Cóż było powodem  moich nocnych lęków i codziennego wkur...nia ?  
Odpowiedź jest banalna to starość. 
Ta starość  której nie czuję  i z którą na razie nie chcę się za bardzo identyfikować.
Ten okres w którym nie rzucam się bez namysłu do podnoszenia wielkich ciężarów, oceniam zaś możliwości i dostosowuję technikę chwytu. I może potem niczym bohater filmu " Kosmiczni Kowboje" idę do siebie by wypłakać się w samotności, ale jak pisał klasyk - jeszcze w zielone gramy.
Kiedyś z wielką uwagą wsłuchiwałem się w piosenkę  do tekstu Agnieszki Osieckiej  Szpetni czterdziestoletni. 
Boże kiedy to było?
Ponad dwadzieścia lat temu
Rozpoczął się trzeci okres mojego życia
Który?
Najpierw byłem młodym gniewnym
potem  szpetnym czterdziestoletnim
a teraz jestem chyba starym wkurwionym.
Naprawdę?
Staram się być przed  chociaż na trzy kroki przed nią przed przed mateczką starością. 
Będąc przed nią, odnoszę wrażenie, że nie muszę spojrzeć jej w oczy.
Chociaż do tego face to face  jestem jakby przygotowany. 
Póki co mam ten czas gdzie  nadrabiam dystans, podróżując przy nadarzających się sposobnościach motocyklem.
Ten czas w którym za żadne skarby nie założę na siebie, uszytej na modłę wędkarską kamizelki z mnóstwem kieszeni na: klucze, okulary, leki na nadciśnienie, prostatę i serce oraz inne rzeczy bez których nie sposób w pewnym wieku wyjść z domu.
Zamiast tego dopinam na ostatni guzik czarną skórzaną kamizelkę motocyklową z dużym logo Yamahy Drag Star. 
Do tego przewrotne i sarkastyczne poczucie humoru, niczym ułańska szabla przy boku.
Dlaczego sarkazm ? Jak głosi napis jeden z moich tshirtów - Sarkazm: ponieważ zarzuty o morderstwo są zbyt kosztowne.
Ostróg do tej szabli nie zakładam żeby nie porysować drewnianej podłogi, ale już podkute kowbojki tak.
Nie zakładam wożenia na  moim motocyklu zdecydowanie młodszych kobiet, bo to raczej sugeruje kryzys wieku a nie dystans do niego.
Nawet zdemontowałem tylne siedzenie w swojej Gwieździe, co nadało jej lekkości.
No więc, tak nastawiony do codzienności usłyszałem kiedyś :
- Działamy tak, aby mógł Pan tu dotrwać do emerytury.
Kuźwa!  Dotrwać do emerytury!?  A ja chciałbym zrobić jeszcze coś  co by ode mnie zależało, a  nie tylko odcinać cyfry z metra krawieckiego jak czynili to kiedyś żołnierze zasadniczej służby wojskowej na ostatnie 100 dni przed wyjściem  do cywila.
Pewnie to ten czas kiedy trzeba rozprostować skrzydła i odlecieć - pomyślałem.
Odlecieć ! -  łatwo powiedzieć, tylko kto mi da skrzydła na niecałe dwa lata przed emeryturą.
- Niech Pan pohamuje te swoje żarciki bo nie przystoją do wieku.
- Tak je już tutaj pohamowałem - odparłem natychmiast - że stałem się nudny dla siebie. Tak nudny, że czasami mdli mnie  jak spojrzę na siebie w lustrze. 
Swoją drogą to lustro też odegrało w tej historii bardzo ważną rolę. 
W apogeum mojej bitwy  z myślami, któregoś dnia rano spojrzałem na  swoje odbicie w lustrze. Szybko oceniłem, że żaden złośliwy kosmyk włosów nie ułożył się tam gdzie nie trzeba, a stan ubioru jest poprawny. 
Wtedy to spojrzałem na t-shirt . Mam słabość do takich z napisami lub przynajmniej ciekawym motywem. Napis po angielsku  na podkoszulku   brzmiał : 
Still time to change the road you're on



Co można przetłumaczyć  mniej więcej tak :
Zawsze jest czas by zmienić drogę na której jesteś.
Kuźwa ( niestety jak typowy Polak nadużywam tego słowa i wstydzę się z tego powodu co chyba nie jest dla wszystkich typowe), czyż to nie jest kolejny sygnał ? Toż to regularne wezwanie do odlotu.
 "Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął"- Usłyszałem z radia  w drodze do pracy Jak tu nie słuchać Mistrza Młynarskiego.
Klej trzymał konstrukcję, chociaż pióra na tych skrzydłach przerzedzone zostały nieco we wcześniejszych upadkach.  Burza zaś która nadeszła w pewien piątkowy poranek spowodowała tak silne turbulencje, a potem prąd wznoszący, że ogłosiłem - za dziesięć dni odlatuję. 
Aby mieć do siebie szacunek zaryzykowałem i aby być wiernym sobie odleciałem. 
Życie nie zawsze składa się z pięknych chwil. Tak naprawdę piękne chwile stanowią jedynie  mały  ułamek całość. Pewnie dlatego też wymyślono wspomnienia a  pamięć zaciera gorsze chwile i pozostawia  tylko te warte zapamiętania.
Nie będę  kisił się we własnych złych emocjach. To nudne i destrukcyjne dla życia?
Ktoś powie - nie masz nudnego życia,
Prawda jest taka, że nie ma nudnego życia, jest tylko źle opowiedziane.
Ot i cała tajemnica moich skrzydeł. 

20 czerwca 2021

Kto mi dał skrzydła



 Nie potrafię dokładnie odpowiedzieć na pytanie  – kiedy?

 Kiedy pierwszy raz poczułem to dziwne uczucie, ni to swędzenia ni to pieczenia pleców w dwu symetrycznych względem kręgosłupa punktach, gdzieś tak na wysokości łopatek.

Z czasem do tej sytuacji zdążyłem się przyzwyczaić i jakby o niej zapomniałem.

Do czasu, bo przecież wiadomo, że co ma wisieć nie utonie.

Gdzieś tak w zeszłym tygodniu, we wspomnianych miejscach pojawiły się swędzące wypustki, a wczoraj przez skórę przebiło się pierwsze pióro. Za nim kolejne i następne.

Anioł ? – ktoś by zapytał.

Nie były to jednak anielskie skrzydła, znane mi z dziecięcych lekcji religii, i półek w sklepikach z pamiątkami. To było coś bardziej użytecznego.

 - Kto mi dał skrzydła ? - zapytałem sam siebie  tytułem książki Janiny Porazińskiej.

I wtedy  uzmysłowiłem sobie że rosną mi one na własne życzenie.

Ileż to razy  w ostatnim czasie  powtarzałem - pora się zbierać. Dłużej tu chyba nie wysiedzę.

Zbierałem się w sobie i utwierdzałem w przekonaniu, że tak trzeba, by zachować szacunek dla samego siebie.  Bo  w końcu sam to sobie  obiecałem.

By zdążyć nim ta cała moja niska samoocena spadnie całkiem, wbijając zęby w bruk.

Zgłosiłem do wieży termin startu i w oczekiwaniu na godzinę zero trenuję mięśnie, aby w żadnym razie  nie wyjść na sójkę która to od zawsze wybiera się za morze.

Z tego powodu nikt nie traktuje jej poważnie, jak i mnie próbowano.

Jak Bronik  z mojego ukochanego serialu Z biegiem lat z biegiem dni, który całe życie już jutro wyjeżdżał do Paryża, by nigdy do niego nie dotrzeć.

- Powiedziałeś że ten czas który ci pozostał to dasz radę przestać nawet w przedpokoju. Skąd więc takie decyzje? - spytał mnie jeden naiwny zbyt krótkim czasem przebywania w moim towarzystwie. 

 - Nie sztuką jest zrobić coś czego wszyscy się spodziewają. Sztuką jest zrobić coś czego nikt się nie spodziewał.

A chwila?

Jak to napisał Wojciech Młynarski - Trzeba wyczuć kiedy w szatni płaszcz zostanie przedostatni, aby wstać i wyjść


17 stycznia 2021

Niewęglowy ślad życia

Pamiętam, jak moja babka mówiła  - W przyszłym roku, jak dożyję...
Strasznie irytowało mnie to powiedzenie.
Teraz mnie samemu zdarza się użyć tego sformułowania. Bynajmniej nie z powodu podeszłego wieku, chociaż  od pewnego czasu załapałem  się na sklepowe godziny dla seniorów. 
Czasem dochodzi do tego jakiś rabat.
Miłe zaskoczenie
Prócz życiowej mądrości z której nikt nie chce skorzystać i problemach z prostatą, zdarzają się też przynależne do wieku serwituty.
Częściej niż poprzednio liczę ile mi do tej mojej emerytury zostało.
Nie nie z tego powodu, że jedyne czego pragnę do zasiąść z piwem przed telewizorem i narzekać na wszystko.
Myślę że emerytura to takie  powracające comiesięczne bezpieczeństwo, kiedy wiem, że będzie z czego opłacić płatności. Teraz gdzieś w tyle głowy pojawia się strach, że może nie być z czego. Przy tym tempie rozdawnictwa połączonego z kryzysem.
Przeczytałem w którejś z gazet takie określenie - o trzy pensje od bezdomności - I pewnie to mnie tak przeraża.
W zeszłym miesiącu  przejeżdżałem obok kuchni  dla ubogich, prowadzonej w Krakowie na ulicy Dietla. Była pora  wydawania posiłków i wzdłuż ulicy ustawiła się kolejka. Jak dla mnie była to spora kolejka. Być może to z powodu  zaleceń o bezpiecznym odstępie ta kolejka była tak długa.
Zamieszało mi totalnie w głowie. Jakże krucha jest ta tak zwana stabilizacja.
Wydawało mi się, że nie jestem zbyt mocno przyszyty do tej materii zwanej życiem. Teraz uświadomiłem ile spraw pozostało jeszcze do zrobienia, ile w połowie zaczętych i niedokończonych.
No więc - w ciągu tego roku, jak dożyję... 
 
Odwiedzę te wszystkie miejsca które w 2020 roku przywitały mnie napisem nieczynne. 
Słowo nieczynne mieści się pewnie w pierwszej dziesiątce najczęściej używanych w  roku 2020                Poprawność, poprawność polityczna wokół nas. tylko w naszym "domu" poprawność  znaczy coś całkiem innego.Być może ta poprawność przybiera czasami śmieszne formy, ale daje wszystkim prawo do godnego życia.
Bo czyż nie jest zabawną  taka oto informacja : 
Na żądanie potomka Agathy Christie we Francji zmieniono tytuł jednej z jej najpopularniejszych książek „Dziesięciu małych murzynków”, na „Było ich dziesięciu”. „Nie chcę by ten tytuł szokował” – powiedział w wywiadzie dla radia RTL James Prichard, prawnuk pisarki.
Kpiliśmy kiedyś, że w ramach poprawności politycznej nie mówi się już czarny węgiel, tylko węgiel afro-śląski. Teraz  można bić w: pedała, żyda, lewaka.
No cóż, albo coś się z domu wynosi albo nie. 
Jako mieszkaniec wsi, może nawet chłop z zamiłowania, koszę i sadzę, ścinam, obsługuję glebogryzarkę, piłę łańcuchową i tarczową. Nie używam pestycydów i trochę czytałem o ekologii a nawet biodynamice.
Czytam o zagrożeniach  dla moich roślin i sposobach ich unikania. Gdzieś tam wpadnie w ucho nazwa jakiegoś żyjątka. Czasem śmieszna, czasem nie do zapamiętania. 
Kto to wymyśla? 
Dlaczego tak wymyśla?
Czepiam się ? Oto próbka :
  • śmietka kapuściana
  • chowacz czterozębny {chrząszcze}
  • chowacz galasówek {chrząszcze}
  • żaczka warzuchówka {chrząszcze} 

A to prosta biedronka azjatycka. Znaleziona w fałdach namiotu imprezowego w połowie grudnia ubiegłego roku. Można prosto? Można.

Popsuł mi się kaloryfer w łazience. Po prostu przestał grzać. Sprawdziłem, że nie był zapowietrzony, więc czując podskórnie poważniejszą naprawę, wyszukałem w internecie odpowiedni punkt i udałem się do fachowca. Fachowiec już na wstępie pozbawił mnie wszelkich złudzeń, informując, że do takich pierdół to mu się nie opłaca wysyłać pracownika. Może to bagaż doświadczeń sprawił, że nie zdenerwowałem się prawie wcale.  - Jakaś głupota po prostu - w końcu tak twierdzi fachowiec. Przy okazji obejrzałem jak wygląda zawór do grzejnika łazienkowego i otrzymałem skróconą instrukcję jego działania. Po powrocie do domu wykonałem rutynowe rozruszanie zaworu i wszystko wróciło do normy. Rzeczywiście głupota. Do standardowego odpowietrzania układu dołożyłem nową umiejętność odwieszania zaworów. Czasem tylko  zastanawiam się jak to jest, że z jednej strony nie ma pracy, a z drugiej strony brakuje ludzi do roboty.  Dylemat  nie nowy , a zawsze na czasie.  Póki co, też  trzeba trochę wyżej podnieść poprzeczkę od której zaczynają się tak zwane głupoty.


"Swój świat projektował węglem bo myślał przebiegle"  Odczytałem na murze gdzieś w Nowej Hucie.Gdzie tu przebiegłość ? Węgiel jest ostatnio de mode, po cichu przystępuje się do likwidacji kopalń, a co rusz ktoś oskarżany jest o tak zwany ślad węglowy. Zerknąłem do definicji .
Ślad węglowy – całkowita suma emisji gazów cieplarnianych wywołanych bezpośrednio lub pośrednio przez daną osobę, organizację, wydarzenie lub produkt. Jest rodzajem śladu ekologicznego. Może i tak, ale spece od reklamy i marketingu już wpletli to określenie jak modne zaklęcie do reklam. To jak reklamowana kiedyś woda mineralna bez cholesterolu. Segreguję odpady, nie palę kiepskim bądź zabrudzonym drewnem, chociaż używam kominka. Pewnie mogę więcej.  Kiedyś krążył taki dowcip -

 Kiedy można poczuć się naprawdę kiepsko?  Kiedy stoimy w kolejce do Nieba za Matką Teresą , a Święty Piotr mówi do niej: - Droga Matko można było zrobić więcej. 

Teraz jest jakby nieco inne spojrzenie na Jej działalność, ale  określenie - można więcej - po tym dowcipie dalej urasta we mnie dalej do czegoś niemożliwego

        I na koniec  słów kilka w temacie tak zwanej męskiej solidarności. Chociaż solidarność jest męska, to wg Słownika Języka Polskiego jest  to rzeczownik rodzaj żeńskiego. 

Do czego potrzebni są facetom inni faceci i o co w tym wszystkim chodzi ?  Mężczyznom inni mężczyźni potrzebni są do tego, żeby mogli być mężczyznami – mówi terapeuta Jacek Masłowski w wywiadzie dla Zwierciadła.

Przeżyłem kilka imprez w tak zwanym męskim gronie. Byłem świadkiem gestów jednych mężczyzn wobec drugich. 
Choćby taka impreza. Pijanego kumpla wyprowadzało się do drugiego pokoju, aby nie brnął dalej w kompromitację. Wypowiadane w tym stanie kwestie, zasłaniane były następnego dnia woalem milczenia i jakoś było. 
 Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami 
Tak pisał w jednej z piosenek Andrzej Sikorowski.
Czy naprawdę tacy sami ? W dobie Facebooka, Instagrama, oraz pożądanych lajków nic nie jest już takie samo.
Przykład ?
Przebywający na imprezie urodzinowej  z okazji pięćdziesiątki Piaska  niejaki Nergal, nagrał chwilę euforii Piaska spowodowaną z pewnością wcześniejszym  nadmiernym zażyciem "elementu bajkowego"
Padło parę słów dotyczących tego co należy teraz pieprzyć, poza wołowiną i wieprzowiną oczywiście.
W normalnych warunkach wszystko rozeszło by się w efekcie zamroczenia alkoholowego. Kto by to nazajutrz pamiętał i któż by wspominał. 
Niestety, wspomniany Nergal  upublicznił nagranie w mediach społecznościowych i mleko się rozlało. 
Piasek kaja się i jest gotów przeprosić, chociaż mówi, że impreza była udana.
Według mnie powinien zweryfikować listę swoich przyjaciół.
Patrząc na to co się teraz publikuje na wszelkiej maści Yutubach, stwierdzam, że nie ma męskiej solidarności, a wobec jej braku życie jawi mi się jak proces przebiegania przez jezdnię na czerwonym świetle. 
-Żyj tak jakby wszyscy chcieli cię zabić - mówił Wielki Szu w filmie pod tym samym tytułem.
Prorok jaki czy co?
 
 

 

16 czerwca 2020

Zostań w domu, albo i nie zostawaj czyli dziwaczeję

Najlepiej zacząć od  jakiegoś mocnego akcentu, a potem akcja może lekko przyspieszać.
Podziałajmy więc na zmysły, jak produkty z poniższej reklamy

Moja polonistka napisałaby poniżej tekstu - "masło maślane". Była na to wyczulona. 
A przecież pończochy są jedynie bodźcem dla zmysłów.
Na drugiej stronie ktoś napisał już  rozsądniej - Zmysłowe pończochy, które rozgrzeją atmosferę.  I to jest lepiej.  A więc zostań w domu i bądź seksi

*
Problem wychodzenia z domu ale za to w Rosji rozwiązał poniższy mem


Gdyby tylko twórca wiedział jak się pisze "opcja"   Chyba że  ta druga to już jest tak zwana "obcja" atomowa
A może  przy okazji taka obcja  to jakaś odmiana obstrukcji ? Mózgu?
*
Wybrałem się do pewnej sieci aby odebrać zamówiony towar. Po odstaniu swojego i założeniu maseczki udałem się do środka. Podałem kod i grzecznie czekałem na odbiór paczki.
Wtedy zauważyłem te  niezamknięte drzwi na zaplecze, a tam takie kwiatki :


Myślałem że wystarczy wziąć taki wyłącznik  z czółka, sam tak nieraz robiłem.  Instrukcja jest jednak wyjątkowo  nomen omen jasna.
Twarz masz jak matkę, tylko jedną. I to bez względu na kontekst 
*
Punkty fryzjerskie zamknięte. 
Zaczynam wyglądać jak Rysio Ochódzki w Misiu.

 
Czyżby jedynym ratunkiem dla mnie miał być szampon do włosów Samson z tego  właśnie filmu ?
Szukając odpowiedzi na to pytanie jeździłem motocyklem dopóki głowa wraz z bujną fryzurą mieściła się jeszcze w kasku.
A potem odblokowali. Kiedy więc po trzech  miesiącach dostałem się do fryzjera  z którym żyję w pewnym emocjonalnym związku niczym z terapeutą, zadedykowałem jej wierszyk lub jak kto woli fraszkę. Ostrzegam !  Raczej pikantną jak to z fraszkami bywa
Nie będę  obłudny i nie kropkuję akcentów

Na nic dzisiaj kawał młodej oraz chętnej piczki
Bo faceci teraz wolą fryzjerskie nożyczki
Na nic kawał ostrej dupy lub drobnej dupinki
Wszak facetów dziś rajcują trymer i maszynki
A życiowe doświadczenie myśl mi w głowie jeży
Chociaż sex jest fantastyczny to rządzą fryzjerzy.

Swoja drogą co to się porobiło z tymi facetami ? Dziwię się chociaż z wiekiem mocno złagodniałem.
To chyba  dobrze, że się jeszcze dziwię, bo jak powiedział poeta -  kiedy się dziwić przestanę,  będzie po mnie.
Mimowolnie po raz kolejny cytuję  Mistrza Jonasza.

*
Nie ma szczęścia na tym świecie, ni sprawiedliwości
Anioł pije piwo trzecie, diabeł mu zazdrości
A to już  z Osieckiej
A żeby coś twórczego od siebie dodać to powiem, że wymyśliłem  taki system  który nazwałem 
Praca na 200 2%
O co chodzi?
Chodzi o to że zatrudniając się  do pracy liczysz że dasz z siebie 100 %  a pracodawca wypłaci ci umówione 100 % wynagrodzenie.
To sto za sto daje nam 200% bez wzgklędu na to jakby się nie zżymali matematycy.
W chwili obecnej, w związku z pandemią sięga się po warianty oszczędnościowe, A ponieważ rodzimy biznesmen najpierw stosuję metodę ograniczenia wynagrodzenia, co rusz któryś z nas ma możliwość uczestniczenia w scenach rodem z Ojca Chrzestnego, otrzymując propozycję nie do odrzucenia.
Tak więc raz po raz wypada ktoś z hukiem z gabinetu , godząc się na pensję mniejszą o ćwieć czyli o 25%
100 minus 25 daje nam 75 % wynagrodzenia.
 No tak, ale ponieważ zasada 200 % obowiązuje, oczekuje w zamian 125% dyspozycyjności i wydajności. 
Suma musi się zgadzać
Media piszą,  że skończył się rynek pracownika.
Mam  trzy lata do emerytury. Mówią, że wystoję nawet w przedpokoju.
Co zaś myślą sobie młodsi?
- Nie jestem niedouczonym ciulem i wiem że gospodarka działa jak sinusoida.
Poczekaj, kiedy moje będzie na górze policzymy te  dwieście procent  tak aby się zgadzało.
Tak to kwitnie dziewiętnastowieczne podejście do pracownika i postrzeganie pracodawcy.
 a mogło by być jak u Osieckiej
 Nie ma szczęścia na tym świecie, ni sprawiedliwości
Anioł z diabłem piją piwo, cały raj zazdrości
Co tam raj. Kraj, Europa, Świat
Chociaż jak brzmiał tytuł jednego z Bondów? - Świat to za mało.
*

Przed wejściem do akademików AWF, obok platformy dla niepełnosprawnych, zastałem taki oto widok.



Porzucone  rowery, zarosły zielskiem ze wstydu że takie zrobiły się niepotrzebne.
Rozumiem taką scenerię przed  Domem Seniora, no może przed szpitalem ortopedycznym, ale przed AWF-em?
O tempora,  o mores !