Było się romantykiem, od czasu do czasu zakochanym. Niestety, wiele razy też nieszczęśliwie. Odnoszę wrażenie, że w wieku 16 lat miałem serce o dwa rozmiary za duże do ogólnej budowy, a gigantem raczej nie byłem.
W myśl przedwojennej piosenki - Na pierwszy znak gdy serce drgnie, ledwo drgnie a już się wie... i tak dalej. Oj rozedrgane to serce miałem i gdyby wtedy panowała moda na tak częste robienie EKG, zdiagnozowano by u mnie arytmię. Niestety koleżanki z mojego rocznika oglądały się za wyższymi kolegami i mnie nawet nie zauważały. Jak psu w d.pę była więc ta strzała amora, która przelatywała przez moje serce, pozostawiając krwawiącą ranę. A co może zrobić nieszczęśliwy w miłości młodzieniec?
Próbuje być poetą, ale nie było to remedium na wszelkie smutki i żale. Poza tym poetą się nie jest, poetą się bywa - jak powiedział CK Norwid. Musi być w tym sporo racji ponieważ powiedzenie to przypisuje się wielu innym poetom, jak na przykład Jonaszowi Kofcie.
I choć analizowano te moje teksty na lekcjach języka polskiego w klasie humanistycznej miejscowego ogólniaka, niewiele zmieniało to w mojej sytuacji. Cierpiałem za miliony, aż z tego cierpienia wyrosłem. Po latach gdy przeczytałem wiersz Andrzeja Bursy Poeta
W myśl przedwojennej piosenki - Na pierwszy znak gdy serce drgnie, ledwo drgnie a już się wie... i tak dalej. Oj rozedrgane to serce miałem i gdyby wtedy panowała moda na tak częste robienie EKG, zdiagnozowano by u mnie arytmię. Niestety koleżanki z mojego rocznika oglądały się za wyższymi kolegami i mnie nawet nie zauważały. Jak psu w d.pę była więc ta strzała amora, która przelatywała przez moje serce, pozostawiając krwawiącą ranę. A co może zrobić nieszczęśliwy w miłości młodzieniec?
Próbuje być poetą, ale nie było to remedium na wszelkie smutki i żale. Poza tym poetą się nie jest, poetą się bywa - jak powiedział CK Norwid. Musi być w tym sporo racji ponieważ powiedzenie to przypisuje się wielu innym poetom, jak na przykład Jonaszowi Kofcie.
I choć analizowano te moje teksty na lekcjach języka polskiego w klasie humanistycznej miejscowego ogólniaka, niewiele zmieniało to w mojej sytuacji. Cierpiałem za miliony, aż z tego cierpienia wyrosłem. Po latach gdy przeczytałem wiersz Andrzeja Bursy Poeta
Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat
cierpi za miliony
Uśmiechnąłem się wtedy do siebie, wspominając tamto własne cierpienie, przerywane imprezami, wyjściami do teatru i próbami zainteresowania sobą płci przeciwnej. Po wszystkim wracałem do domu, by dalej cierpieć.
Mądry gość z tego Bursy, nie ma co. Ma dystans do siebie jako twórcy.
Nabrałem dystansu do siebie po rocznej pracy na pogotowiu ratunkowym w charakterze sanitariusza.
Wobec bezmiaru ludzkiego cierpienia moje problemy zmalały i nie były warte nawet wspomnienia.
Kiedy jednak sięgam po tomik poezji własnej, wydany na koszt żony z okazji mojej 40-tki, uśmiecham się. Wspominam tamte czasy ze szczególnym uwzględnieniem czasu beztroskich z pozoru wakacji.
Ileż to człowiek naganiał się za jakimkolwiek odwzajemnieniem uczucia. Niczym przysłowiowy kot z pęcherzem, to tu, to tam. Przypomnę, że były to czasy kiedy nie było takiej swobody obyczajowej jak teraz. Z drugiej strony ganialiśmy za miłością w jej sferze romantycznej, biorąc oczywiście pod uwagę możliwość miłości zmysłowej. Kto odrzuci taką możliwość w wieku kilkunastu lat ? Hormony buzują wtedy tak, jak gotująca się woda w czajniku.
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat
cierpi za miliony
Uśmiechnąłem się wtedy do siebie, wspominając tamto własne cierpienie, przerywane imprezami, wyjściami do teatru i próbami zainteresowania sobą płci przeciwnej. Po wszystkim wracałem do domu, by dalej cierpieć.
Mądry gość z tego Bursy, nie ma co. Ma dystans do siebie jako twórcy.
Nabrałem dystansu do siebie po rocznej pracy na pogotowiu ratunkowym w charakterze sanitariusza.
Wobec bezmiaru ludzkiego cierpienia moje problemy zmalały i nie były warte nawet wspomnienia.
Kiedy jednak sięgam po tomik poezji własnej, wydany na koszt żony z okazji mojej 40-tki, uśmiecham się. Wspominam tamte czasy ze szczególnym uwzględnieniem czasu beztroskich z pozoru wakacji.
Ileż to człowiek naganiał się za jakimkolwiek odwzajemnieniem uczucia. Niczym przysłowiowy kot z pęcherzem, to tu, to tam. Przypomnę, że były to czasy kiedy nie było takiej swobody obyczajowej jak teraz. Z drugiej strony ganialiśmy za miłością w jej sferze romantycznej, biorąc oczywiście pod uwagę możliwość miłości zmysłowej. Kto odrzuci taką możliwość w wieku kilkunastu lat ? Hormony buzują wtedy tak, jak gotująca się woda w czajniku.
W porywie fascynacji pomieszałem młodzieńcze wspomnienia ze współczesną techniką. Korzystając z AI, dałem głos kolejnemu mojemu wierszowi z tamtych lat. Nie pamiętam już do kogo wzdychałem w tamtej chwili. Czas zaciera twarze, wyciągając na wierzch ogrom młodzieńczej naiwności. A może to ta naiwność jest taka ważna i wartościowa?
Wiersz powstał gdzieś w drugiej połowie lat 70 tych.
Ostrzegam wrażliwych i alergików, że muzykę i głos podłożyła Sztuczna Inteligencja
Ostrzegam wrażliwych i alergików, że muzykę i głos podłożyła Sztuczna Inteligencja
Jak komuś się podobało choć odrobinę, to zacytuję jeszcze pewien fragment wiersza
Nie przynoście kwiatów poetom
Dajcie wódki bo lubią pić
Takim bilans nie może na zero
Lecz na minus koniecznie ma wyjść
... i trochę dalej
Oni muszą mieć ciągle za mało
I najlepiej zawsze nie tak
Żeby pięknie się im umierało
Raz na tydzień a nawet i dwa
To fragment tekstu Andrzeja Wawrzyniaka, który do spółki z Michałem Wiśniewskim śpiewają. To piosenka pod tytułem "Nie przynoście kwiatów poetom". Dla zainteresowanych i pozbawionych alergii na Michała, ta piosenka dostępna jest na YouTube.
Swoją drogą to nie wiem czy gdybym wtedy usłyszał ten utwór, brałbym się za pisanie.
Na pisanie namówił mnie swoim wierszem Jerzy Harasymowicz
Rano wstaję poemat chwalę biorę się za słowo jak za chleb.
Harasymowicz był jednak pierwszy. Wydał tomik z tym wierszem już w 1972.
Harasymowicz był jednak pierwszy. Wydał tomik z tym wierszem już w 1972.
Miałem wtedy 14 lat i gorączkowo szukałem ideałów.
Dziś sam jestem dziadkiem - jak mówi pewna reklama słodkich cukierków, ale kiedy włączę Spotify, polska poezja śpiewana wyświetla mi się jako pierwsza.
Może zostało we mnie choć troszkę tej młodzieńczej, pozytywnej naiwności ? Kęsek, pyłek, ziarenko piasku ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz