02 czerwca 2026

Fusy, plusy i minusy, czyli wiosenne czepianie się

Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, zdarzało mi się w bywać na paru konferencjach, spotkaniach i zebraniach. Organizator stawiał na stołach butelki z wodą. Zdarzało się, że i paluszki.
No koniec takiego spotkania, bywało, że brałem ze sobą niedopitą butelkę z wodą na zasadzie, że nic nie powinno się zmarnować. Oczywiście nie byłem jak ta chytra baba z Radomia i zadowalałem się jedną butelką. Żyłem sobie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, aż do czasu gdy nie przeczytałem pewnego wyjaśnienia Ministerstwa Finansów.
Już sam tytuł spowodował że poczułem się do tego zobligowany. Brzmiał on:

 "Klient zabrał butelkę, firma straciła kaucję. MF wyjaśnia, co z podatkiem", a dalej w tekście:

"Ministerstwo Finansów potwierdziło, że przedsiębiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wartość kaucji za opakowanie, którego nie odzyskał w systemie kaucyjnym. Nie oznacza to jednak automatycznego prawa do ujęcia takiego wydatku w kosztach. Resort wyraźnie wskazuje, że strata musi być definitywna, związana z działalnością gospodarczą i odpowiednio udokumentowana."

Dwa stwierdzenia : strata definitywna i odpowiednio udokumentowana. Moja złośliwa natura już zaczęła  podpowiadać mi  odpowiednie do tej sprawy kazusy 
Po pierwsze klient  dopił wodę  poza salą zebrania i wyrzucił  do kosza,  gdzieś  tam dalej  w tym samym budynku. Strata nie była więc definitywna, tylko kogo wysłać do grzebania w koszach i poszukiwaniu jednej lub dwóch butelek o kaucji 0,50 zł,-
Po drugie  Jak powinno wyglądać właściwie udokumentowane wyniesienie butelki przez klienta.
Już widzę oczami wyobraźni, że gdy ja sączę z lubością  chłodny płyn w pociągu relacji Warszawa Kraków, sztab ludzi opisuje dokładnie ten niecny czyn.  Brutalne wyniesienie butelki wody o pojemności  500 ml.  Marzeniem urzędników jest uregulowanie każdej kwestii naszego życia, a już Ministerstwo Finansów w tym celuje. Pytanie które mi się nasunęło brzmi, czy przy okazji nie ośmiesza się przypadkiem ?   


Pokolenie kopiuj wklej rozsiadło się już wygodnie i okrzepło w fotelach wszelkiej maści  dziennikarzy czy jak kto woli redaktorów. Stało się to w połączeniu z redukcją czy zlikwidowaniem całkowitym zawodu  korektora. Być może dlatego że zbyt kojarzył się cenzorem. Z drugiej jednak strony większość tego pokolenia nie przeżyło spotkania z takim zawodowym cenzorem. Efekty są widoczne gołym okiem.


   
Czyli w nowym sezonie nie będzie jedynie " śpiewająco" ale i gwizdająco  ?




A myślałem, że  ten krytykujący człowiek  jest raczej wyznawcą tradycyjnych wartości.  A tu proszę Można być i nią i nim i to w zaledwie dwóch zdaniach.  Jestem jednak tolerancyjny


Wydawało by się że określenie gwiazdor oznacza rozpoznawalność, a jednak nie.

Czasami, aż chciałoby się wsiąść na konia i w step ruszyć. Gnać tak byle gdzie, byle z dala od ludzi. 
W obecnej sytuacji gdy tłumy są wszędzie,  jedynym ratunkiem mógłby się okazać taki pojazd dla którego nie ma złych czy gorszych dróg. Wydaje mi się, że radzi sobie  również i tam gdzie dróg w ogóle nie ma.


                                            

Z zachwytem patrzyłem  gdy parkował pod moim  ulubionym spożywczym.