Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, zdarzało mi się w bywać na paru konferencjach, spotkaniach i zebraniach. Organizator stawiał na stołach butelki z wodą. Zdarzało się, że i paluszki.
No koniec takiego spotkania, bywało, że brałem ze sobą niedopitą butelkę z wodą na zasadzie, że nic nie powinno się zmarnować. Oczywiście nie byłem jak ta chytra baba z Radomia i zadowalałem się jedną butelką. Żyłem sobie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, aż do czasu gdy nie przeczytałem pewnego wyjaśnienia Ministerstwa Finansów.
Już sam tytuł spowodował że poczułem się do tego zobligowany. Brzmiał on:
"Klient zabrał butelkę, firma straciła kaucję. MF wyjaśnia, co z podatkiem", a dalej w tekście:
"Ministerstwo Finansów potwierdziło, że przedsiębiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wartość kaucji za opakowanie, którego nie odzyskał w systemie kaucyjnym. Nie oznacza to jednak automatycznego prawa do ujęcia takiego wydatku w kosztach. Resort wyraźnie wskazuje, że strata musi być definitywna, związana z działalnością gospodarczą i odpowiednio udokumentowana."
Dwa stwierdzenia : strata definitywna i odpowiednio udokumentowana. Moja złośliwa natura już zaczęła podpowiadać mi odpowiednie do tej sprawy kazusy
Po pierwsze klient dopił wodę poza salą zebrania i wyrzucił do kosza, gdzieś tam dalej w tym samym budynku. Strata nie była więc definitywna, tylko kogo wysłać do grzebania w koszach i poszukiwaniu jednej lub dwóch butelek o kaucji 0,50 zł,-
Po drugie Jak powinno wyglądać właściwie udokumentowane wyniesienie butelki przez klienta.
Już widzę oczami wyobraźni, że gdy ja sączę z lubością chłodny płyn w pociągu relacji Warszawa Kraków, sztab ludzi opisuje dokładnie ten niecny czyn. Brutalne wyniesienie butelki wody o pojemności 500 ml. Marzeniem urzędników jest uregulowanie każdej kwestii naszego życia, a już Ministerstwo Finansów w tym celuje. Pytanie które mi się nasunęło brzmi, czy przy okazji nie ośmiesza się przypadkiem ?
Pokolenie kopiuj wklej rozsiadło się już wygodnie i okrzepło w fotelach wszelkiej maści dziennikarzy czy jak kto woli redaktorów. Stało się to w połączeniu z redukcją czy zlikwidowaniem całkowitym zawodu korektora. Być może dlatego że zbyt kojarzył się cenzorem. Z drugiej jednak strony większość tego pokolenia nie przeżyło spotkania z takim zawodowym cenzorem. Efekty są widoczne gołym okiem.
Czyli w nowym sezonie nie będzie jedynie " śpiewająco" ale i gwizdająco ?
A myślałem, że ten krytykujący człowiek jest raczej wyznawcą tradycyjnych wartości. A tu proszę Można być i nią i nim i to w zaledwie dwóch zdaniach. Jestem jednak tolerancyjny
Czasami, aż chciałoby się wsiąść na konia i w step ruszyć. Gnać tak byle gdzie, byle z dala od ludzi.
W obecnej sytuacji gdy tłumy są wszędzie, jedynym ratunkiem mógłby się okazać taki pojazd dla którego nie ma złych czy gorszych dróg. Wydaje mi się, że radzi sobie również i tam gdzie dróg w ogóle nie ma.
Z zachwytem patrzyłem gdy parkował pod moim ulubionym spożywczym.

.jpg)
.jpg)
