Od pewnego czasu wszelkie znaki na niebie i ziemi sygnalizowały mi nadejście zmian.
Coś wisiało w powietrzu, a od kilku ostatnich dni nie tylko wisiało, ale zaczęło również ciężko dyszeć. To dyszenie dawało mi się we znaki zwłaszcza w czasie kolejnych bezsennych nocy. Zdarzało się i tak, że naciągałem kołdrę na głowę i wbijałem zęby w dłoń, pomiędzy kciukiem a palem wskazującym, ale i to nie pomagało. Poza tym zostawiało brzydkie, wieloznaczne ślady. Poza tym wszystko wracało wzmocnione wspomnieniami potknięć i porażek z ostatnich dziesięciu, a może i dwudziestu lat. Miotałem się w tej klatce umysłu i tylko dzięki temu, że wcześniejsze problemy nie zabiły mnie, a więc zgodnie z popularnym powiedzeniem, wzmocniły.
Cóż było powodem moich nocnych lęków i codziennego wkur...nia ?
Odpowiedź jest banalna to starość.
Ta starość której nie czuję i z którą na razie nie chcę się za bardzo identyfikować.
Ten okres w którym nie rzucam się bez namysłu do podnoszenia wielkich ciężarów, oceniam zaś możliwości i dostosowuję technikę chwytu. I może potem niczym bohater filmu " Kosmiczni Kowboje" idę do siebie by wypłakać się w samotności, ale jak pisał klasyk - jeszcze w zielone gramy.
Kiedyś z wielką uwagą wsłuchiwałem się w piosenkę do tekstu Agnieszki Osieckiej Szpetni czterdziestoletni.
Boże kiedy to było?
Ponad dwadzieścia lat temu
Rozpoczął się trzeci okres mojego życia
Który?
Najpierw byłem młodym gniewnym
potem szpetnym czterdziestoletnim
a teraz jestem chyba starym wkurwionym.
Naprawdę?
Staram się być przed chociaż na trzy kroki przed nią przed przed mateczką starością.
Będąc przed nią, odnoszę wrażenie, że nie muszę spojrzeć jej w oczy.
Chociaż do tego face to face jestem jakby przygotowany.
Póki co mam ten czas gdzie nadrabiam dystans, podróżując przy nadarzających się sposobnościach motocyklem.
Ten czas w którym za żadne skarby nie założę na siebie, uszytej na modłę wędkarską kamizelki z mnóstwem kieszeni na: klucze, okulary, leki na nadciśnienie, prostatę i serce oraz inne rzeczy bez których nie sposób w pewnym wieku wyjść z domu.
Zamiast tego dopinam na ostatni guzik czarną skórzaną kamizelkę motocyklową z dużym logo Yamahy Drag Star.
Do tego przewrotne i sarkastyczne poczucie humoru, niczym ułańska szabla przy boku.
Dlaczego sarkazm ? Jak głosi napis jeden z moich tshirtów - Sarkazm: ponieważ zarzuty o morderstwo są zbyt kosztowne.
Do tego przewrotne i sarkastyczne poczucie humoru, niczym ułańska szabla przy boku.
Dlaczego sarkazm ? Jak głosi napis jeden z moich tshirtów - Sarkazm: ponieważ zarzuty o morderstwo są zbyt kosztowne.
Ostróg do tej szabli nie zakładam żeby nie porysować drewnianej podłogi, ale już podkute kowbojki tak.
Nie zakładam wożenia na moim motocyklu zdecydowanie młodszych kobiet, bo to raczej sugeruje kryzys wieku a nie dystans do niego.
Nie zakładam wożenia na moim motocyklu zdecydowanie młodszych kobiet, bo to raczej sugeruje kryzys wieku a nie dystans do niego.
Nawet zdemontowałem tylne siedzenie w swojej Gwieździe, co nadało jej lekkości.
No więc, tak nastawiony do codzienności usłyszałem kiedyś :
- Działamy tak, aby mógł Pan tu dotrwać do emerytury.
Kuźwa! Dotrwać do emerytury!? A ja chciałbym zrobić jeszcze coś co by ode mnie zależało, a nie tylko odcinać cyfry z metra krawieckiego jak czynili to kiedyś żołnierze zasadniczej służby wojskowej na ostatnie 100 dni przed wyjściem do cywila.
Pewnie to ten czas kiedy trzeba rozprostować skrzydła i odlecieć - pomyślałem.
Odlecieć ! - łatwo powiedzieć, tylko kto mi da skrzydła na niecałe dwa lata przed emeryturą.
- Niech Pan pohamuje te swoje żarciki bo nie przystoją do wieku.
- Tak je już tutaj pohamowałem - odparłem natychmiast - że stałem się nudny dla siebie. Tak nudny, że czasami mdli mnie jak spojrzę na siebie w lustrze.
Swoją drogą to lustro też odegrało w tej historii bardzo ważną rolę.
W apogeum mojej bitwy z myślami, któregoś dnia rano spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Szybko oceniłem, że żaden złośliwy kosmyk włosów nie ułożył się tam gdzie nie trzeba, a stan ubioru jest poprawny.
Wtedy to spojrzałem na t-shirt . Mam słabość do takich z napisami lub przynajmniej ciekawym motywem. Napis po angielsku na podkoszulku brzmiał :
No więc, tak nastawiony do codzienności usłyszałem kiedyś :
- Działamy tak, aby mógł Pan tu dotrwać do emerytury.
Kuźwa! Dotrwać do emerytury!? A ja chciałbym zrobić jeszcze coś co by ode mnie zależało, a nie tylko odcinać cyfry z metra krawieckiego jak czynili to kiedyś żołnierze zasadniczej służby wojskowej na ostatnie 100 dni przed wyjściem do cywila.
Pewnie to ten czas kiedy trzeba rozprostować skrzydła i odlecieć - pomyślałem.
Odlecieć ! - łatwo powiedzieć, tylko kto mi da skrzydła na niecałe dwa lata przed emeryturą.
- Niech Pan pohamuje te swoje żarciki bo nie przystoją do wieku.
- Tak je już tutaj pohamowałem - odparłem natychmiast - że stałem się nudny dla siebie. Tak nudny, że czasami mdli mnie jak spojrzę na siebie w lustrze.
Swoją drogą to lustro też odegrało w tej historii bardzo ważną rolę.
W apogeum mojej bitwy z myślami, któregoś dnia rano spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Szybko oceniłem, że żaden złośliwy kosmyk włosów nie ułożył się tam gdzie nie trzeba, a stan ubioru jest poprawny.
Wtedy to spojrzałem na t-shirt . Mam słabość do takich z napisami lub przynajmniej ciekawym motywem. Napis po angielsku na podkoszulku brzmiał :
Still time to change the road you're on
Co można przetłumaczyć mniej więcej tak :
Zawsze jest czas by zmienić drogę na której jesteś.
Kuźwa ( niestety jak typowy Polak nadużywam tego słowa i wstydzę się z tego powodu co chyba nie jest dla wszystkich typowe), czyż to nie jest kolejny sygnał ? Toż to regularne wezwanie do odlotu.
Kuźwa ( niestety jak typowy Polak nadużywam tego słowa i wstydzę się z tego powodu co chyba nie jest dla wszystkich typowe), czyż to nie jest kolejny sygnał ? Toż to regularne wezwanie do odlotu.
"Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął"- Usłyszałem z radia w drodze do pracy Jak tu nie słuchać Mistrza Młynarskiego.
Klej trzymał konstrukcję, chociaż pióra na tych skrzydłach przerzedzone zostały nieco we wcześniejszych upadkach. Burza zaś która nadeszła w pewien piątkowy poranek spowodowała tak silne turbulencje, a potem prąd wznoszący, że ogłosiłem - za dziesięć dni odlatuję.
Aby mieć do siebie szacunek zaryzykowałem i aby być wiernym sobie odleciałem.
Życie nie zawsze składa się z pięknych chwil. Tak naprawdę piękne chwile stanowią jedynie mały ułamek całość. Pewnie dlatego też wymyślono wspomnienia a pamięć zaciera gorsze chwile i pozostawia tylko te warte zapamiętania.
Nie będę kisił się we własnych złych emocjach. To nudne i destrukcyjne dla życia?
Ktoś powie - nie masz nudnego życia,
Prawda jest taka, że nie ma nudnego życia, jest tylko źle opowiedziane.
Ot i cała tajemnica moich skrzydeł.
Życie to noce i dnie, i tylko czasem niedziele... fakt, niektórzy mają tych niedziel więcej, inni mniej.
OdpowiedzUsuńA co do odlatywania, czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Zaciska się zęby, przestępuje z nogi na nogę i w końcu musi...Może najwieksza tajemnica tkwi w tym , by własne życie dobrze opowiedzieć sobie...?
Pozdrawiam
No i żyjemy dla tych niedziel. Pozdrawiam
UsuńLed Zeppelin, prawda? Mówię o napisie na koszulce.
OdpowiedzUsuńCóż, Twoje życie nie jest źle opowiedziane. Przeciwnie, opowiedziane tak dobrze, że nie nie da się nie odczuć tego smutku, który przebija przez ten tekst.
Tylko nie potrafię zgadnąć, jakąż to niespodziankę nam szykujesz. Czy raczej nie nam, a sobie - ale my i tak dostaniemy rykoszetem.
Oczywiście to Led Zeppelin - Stairway to Heaven.
UsuńTen fragment akurat świetnie pasuje do sytuacji - Tak, są dwie ścieżki, które możesz obrać, lecz na dłuższą metę I tak będzie czas, by zmienić drogę, którą podążasz
Kiedyś napisałem taki tekst na tym blogu o życiu jako marszu po drzewie i wybieraniu gałązek na rozwidleniach.
No i wybrałem, czas pokaże czy dobrze.
Pozdrawiam
"Graj w zielone" do stu lat,
OdpowiedzUsuńbo jest z Ciebie niezły chwat.
Uściski.
No cóż, gdzieś słyszałem że
Usuń"Kiedy minie roków kopa
Ni ma chwata, ni ma chłopa"
Może wtedy niektórzy biorą się za politykę
A Może to tylko te złe ludzkie języki ?
Póki co, czuję że mentalnie mam mniej
Pozdrawiam
Zaciekawiłeś i zaintrygowałeś, będziemy z niecierpliwością czekać na następnego posta.
OdpowiedzUsuńAż tak podkręciłem napięcie?
UsuńPozdrawiam