28 lipca 2026

Co ja tu robię, czyli: rozrachunki, potwierdzenia i zaprzeczenia.



Potwierdzenia

Tak to jakoś z nami jest, że wybiórczo zwracamy uwagę na pewne rzeczy. Gdy tak dla przykładu, kupimy sobie czerwonego Forda Focusa to nagle zauważamy jak wiele takich aut jeździ po naszych drogach. Dodatkowo nagle okazuje się, że czerwony to popularny kolor.
Wcześniej tego nie było. Moje oko posiadacza motocykla Yamaha Drag Star wyłapuje te motocykle z tłumu innych, nawet na zlotach gdzie setki maszyn stoją w równym rzędzie.
Może to ma coś wspólnego z Inżynierem Mamoniem z "Rejsu" . On to lubił te piosenki, które już kiedyś słyszał.
Podobnie jest z teoriami. Szukamy tego co potwierdzi nasze teorie lub przypuszczenia.
W jednym z poprzednich tekstów pod tytułem Gdybym był bogaty", napisałem o tym, że współczesne media proszą o opinie, rady i analizy sytuacji, osoby które nie są specjalistami z danej branży, a jedynym powodem ich zapytania jest stan posiadania lub celebrycka popularność.
Jakby na potwierdzenie tej tezy, kilka dni temu, czytałem na Onecie artykuł wspomnieniowy o Marlonie Brando, w związku z rocznicą jego śmierci . Marlon Brando był amantem kina, który gardził Hollywood. Unikał ceremonii wręczania nagród, a wiele lat spędził na prywatnej wyspie na terenie Polinezji Francuskiej. Doczekał się mnóstwa plotek, jak również prawie tuzina… nieślubnych dzieci. Wspaniały Don Corleone, obłąkany pułkownik Kurtz czy ikoniczny Dziki pod koniec życia był bez grosza. Marlon Brando zmarł 1 lipca 2004.
Na pewnym etapie swojego życia Branado usunął się w cień . Swoich kolegów po fachu traktował z ogromnym dystansem, o czym mówił w słynnej rozmowie z Lawrencem Grobelem. — Czytałem mnóstwo wywiadów z ludźmi, którzy nie mają najmniejszych podstaw, by udzielać odpowiedzi na zadane im pytania — mówił aktor. — Zadaje się im pytania tylko dlatego, że są sławni i znani, a oni nie mają najmniejszych kompetencji, żeby na nie odpowiadać: pytania o sytuację gospodarczą, o wykopaliska archeologiczne w Toskanii czy o najnowszą odmianę zakaźnej rzeżączki. Sam na takie pytania odpowiadałem, a potem zastanawiałem się, co ja w ogóle, k***a robię. To absurdalne, że ktoś zadaje takie pytania, i równie absurdalne, że zgodziłem się na nie odpowiadać — mówił w wywiadzie
No proszę bardzo. Jakże to miłe, że Marlon Brando zgadza się z tym co napisałem. No raczej jest odwrotnie, bo Brando zmarł w 2004 roku, ale suma suma sumarum jest to jakieś potwierdzenie mojej teorii. A przecież my bardzo lubimy gdy życie potwierdza nasze słowa.
Stajemy wtedy w szerszym rozkroku i wyciągając głowę, byśmy byli jeszcze wyżsi, wyrzucamy z siebie starannie artykułując - A nie mówiłem, mówiłam.
Robimy, chociaż to moje wyciąganie głowy i tak jest psu na budę. Z tym wzrostem, nawet z tą życiową mądrością, którą przez te lata nabyłem nie mieszczę się w widełki zainteresowania.

Rozrachunki
 
Upływa szybko życie,
Jak potok płynie czas,
Za rok, za dzień, za chwilę,
Razem nie będzie nas
Za rok, za dzień, za chwilę,
Razem nie będzie nas

Tak to się dzieje. Sypią się ziarenka z tej naszej klepsydry życia, ziarno za ziarnem, nieubłagalnie.
Nawet zdążyliśmy się do tego upływu przyzwyczaić i starać się go nie zauważać. Patrzymy na sibie codziennie w lustrze i jakby nie zauważamy zmian. Dopiero jak spotykamy dawno niewidzianą koleżankę lub kolegę, to myślimy sobie -  ależ ona jest stara. Jestem pewien, że kolega lub koleżanka myślą w tej samej chwili dokładnie to samo o nas. Nie dajmy się zwieść okrągłym słowom w stylu :
- Świetnie wyglądasz, nic się nie zmieniłeś, bo to przecież  nieprawda . Po trzykroć nieprawda jak w piosence Alicji Majewskiej Nie graj cynika na siłę

Mało ci za to świat braw da
Nie mów że wszystko w miłości już było
Bo to nieprawda, nieprawda, nieprawda

Przeglądając zdjęcia z otoczenia mojego domu, doszedłem do tych fantastycznych wniosków na temat przemijania.
14 lat temu, kiedy zamienialiśmy mieszkanie na dom, a żona moja nie byłą pogodzona z tą zmianą.
Wyszukiwała słabych stron oferty, aby ugrać trochę na czasie. Przywiązała się bowiem do dotychczasowego miejsca. Jednak mieszkanie na trzecim piętrze w bloku bez windy, przy konieczności użytkowania wózka, było na dłuższą metę nie do opanowania.
Jakież to były zastrzenżenia?
Na przykład takie, że za siatką jest dom gdzie mieszkają przyszli sąsiedzi i nasza prywatnośc będzie taka sobie.
Na nic zdały się tłumaczenia, że na tę stronę nie ma żadnych okien , ani drzwi. Dodatkowo wzdłuż ogrodzenia posadzone sa świerki. Te świerki miały wtedy 1,20-1,50 m wysokości.
A kiedyż one urosną - odpowiadała żona.


                              rok 2013

W tym roku ekipa specjalistyczna, przycięła świerki o 1/3 wysokości. Ja sam jakieś 5 late temu  ścinałem już jakieś 1,5m z wysokości, ale zrobiłem to wtedy bez ryzyka upadku z wysokości
Teraz świerki wyglądają tak i zasłaniają całkowicie dom sąsiadów.




Lata mijały, a one rosły i wydawały mi się, że są jeszcze spoko, że do ogarnięcia. Nastał jednak czas kiedy to ogarnięcie musiałem powierzyć fachowcom z uprzężami.
Scedowanie roboty jest też skutkiem tego, że przez te 14 lat postarzałem się trochę, ale taka jest kolej losu.
Nie zauważamy zmian dopóki jakieś wydarzenie nie walnie nas jak obuchem w łeb.
Moja otolaryngolog wypisując mi zlecenie na aparaty słuchowe, zapytała mnie: 
- A dlaczego Pan nie mówił, że pogorszył się Panu słuch?
-Z jednej strony nie zrobił tego skokowo, z drugiej zaś strony to facetowi ciężko się przyznać do słabości. Tak już mamy genetycznie.
Przyzwyczajamy się do delikatnego osłabienia słuch podgłaśniając telewizor czy radio.
Zgadza się, ale ja miałem jeszcze inny bezpiecznik. Żona od lat korzysta z aparatów, ponieważ liczne operacje i narkozy spowodowały osłabienie słuchu. Ona jednak zaprawiona w bojach nie miała problemu aby powiedzieć o tym lekarzowi.
Jakie były tego skutki? Oglądając TV żona prosiła 
- Ścisz trochę, strasznie buczy
To moje trochę, było dla niej niewystarczające. Wstawałem więc z fotela i udawałem się do innych zajęć oddając jej władzę nad telewizorem. Co jak co ale honorowy to ja zawsze byłem.
Dodatkowo miałem pewien problem. Gdy ktoś chciał mi przekazać jakąś kwestię w sposób poufały czyli cicho to wtedy zaczynała się  jazda.  Miałem  jednak pewność, że się nie wygadam, ponieważ nie łapałem całości wypowiedzi.
To jakby plus, bo zyskiwałem na solidności jako zaufany człowiek Milczałem bo  mógłbym głupio coś skomentować gdy niedosłyszałem.
Aż tu zmiany
Kiedy w pierwszym dniu użytkowania aparatów wróciłem do domu, pierwsze co zrobiłem to przyciszyłem głos w telewizorze oglądanym przez żonę.
- Strasznie buczy - powiedziałem
- Działa - ucieszyła się moja żona.
Tak prawdę powiedziawszy tym spiritus movens w tej kwestii był mój francuski Brat. 
W trakcie ostatniej wizyty we Francji, wyciągnął aparat z ucha by mi pokazać, że lata lecą.
Brat jest starszy ode mnie o dwa lata.
Pomyślałem wtedy, że jak on podjął taką decyzję to i ja mogę.
Zrobiłem to zaraz po powrocie.
Teraz staram się przyzwyczaić  do nowej sytuacji i sprawnego zakładania. To są aparaty wewnątrz uszne a więc wciskane do śodka ucha. Teoretycznie niewiele wystaje poza ucho. Może tylko taka antenka z przezoczystego plastiku której zadaniem jest ułatwienie wyciągania  urządzenia z ucha. 
Specjalista z punktu powedział mi, że można to obciąć i niektórzy tak robią.
Muszę jednak dojść do jako takiej wprawy w tych czynnościach. 
Póki co, z tym antenkami wychodzącymi z uszu wyglądam jak Teletubiś. No może brakuje mi tylko torebki.



 Dobra wiadomość jest taka że mogę założyć kask motocyklowy mając założone aparaty.
Tylko motocykl tak jakby głośniej pracuje, ale fanów coś takiego cieszy. 
Połączenie ze smartfonem pozwala nam rozmowy telefoniczne  przez słuchawki  Jeżeli tylko telefon jest w zasięgu Bluetooth.  Mogę  słuchać też na nich Spotify.
Same zalety z tego pogorszenia słuchu, nie?
Nie, ale zgodnie z zaleceniem grupy Monty Python - zawsze staram się patrzeć na jaśniejszą stronę życia.

Powyższy opis wypełnia też trzecią kwestię wymienioną w tytule a mianowicie

Zaprzeczenia

Przez parę lat zaprzeczałem, że mam problemy ze słuchem  i twierdziłem, że jest wszystko w porządku. Dopasowane do wieku bo wiadomo, że nikt z nas nie jest młodszy tylko starszy.
Czy czuję się staro?
Zaprzeczam. Żebyście wiedzieli jakie jeszcze głupoty chodzą mi po głowie.
 

21 lipca 2026

Męski pakiet startowy

Czas się zmienia i my zmieniamy się wraz z nim. Stajemy się bardziej wrażliwi na własne problemy i potrafimy  w nich się nawet  zagubić. Świetnym potwierdzeniem tego stanu jest wywiad z Arturem Nowakiem który przeczytałem jakiś czas temu w Magazynie Wyborczej .
Wywiad poświęcony jest w dużej części problemom z alkoholem, który był dominujący w życiu ojca naszego bohatera i co niestety często się zdarza w takich rodzinnych układach, jego samego. W pewniej chwili tak mówi o wsparciu w problemach :

" Ja miałem terapeutów, książki Osiatyńskiego, mapy i instrukcje obsługi mojego bólu. On nie miał nic – tylko wstyd i złość, ten stary, męski pakiet startowy. A jednak któregoś dnia po prostu przestał pić. Bez fanfar, bez posta w Internecie, bez grupy wsparcia. Jakby cicho podjął decyzję, że dalej już nie idzie, że ten kieliszek to ostatni rozkaz, którego nie wykona. No i wywalił ten stół. Im dłużej o tym myślę, tym większy mam do niego szacunek." (*)

Ja też mam olbrzymi szacunek dla ludzi którzy sami z siebie potrafią podnieść się z upadku. Sam dzięki bogu nie doświadczyłem tego rodzaju zdarzeń w moim życiu, bo ono ułożyło mi się we w miarę przewidywalny ciąg zdarzeń. No może poza paroma przypadkami, ale to już inna historia.
Parę jednak decyzji poprawiających to moje życie podjąłem ot tak z siebie
Mam tu na myśli choćby taki drobiazg jak  rzucenie palenia.
Przepraszam za porównanie, ale zrobiłem  to w takim stylu jak Ojciec Osiatyńskiego.
Wiem, że palenie i picie nie jest porównywalne. Kiedy jednak  obecnie widzę w mediach reklamę tabletek na rzucanie palenia, mówię do siebie - jakie to teraz proste.
 Asortyment  narzędzi do walki z nałogiem jest zresztą  znacznie bogatszy. Tabletki, gumy do żucia chyba nawet jakiś sprej.
Za moich czasów przekazywanym z ust do ust sposobem na niepalenie, było włożenie do ust miedzianego gwoździa. Wkładało się kawałek miedzi do ust na kilka minut, bezpośrednio przed sięgnięciem po papierosa. Ponoć smak dymu był wtedy okropny, po prostu nie do zniesienia.
Raz, drugi, czy trzeci chciało ci się rzygać przy paleniu i więcej nie próbowałeś.
Ano nie koniecznie.  Nałóg bywa ważniejszy niżli nawet spore niedogodności.
Nie trafiłem jednak w schyłkowym okresie PRL-u na miedziane gwoździe  więc i nie stosowałem tego przepisu.
Pewnej niedzieli  doświadczyłem i ja złości,  która pomogła mi podjąć decyzję. Było to wtedy gdy nałóg zmusił mnie do biegania po całym osiedlu  w poszukiwaniu papierosów. Przemierzyłem  sąsiednie osiedla, ale w czynnych  kioskach RUCHU tytoniu nie było.
Zakup papierosów, nie była to wtedy prosta sprawa. Tej niedzieli niestety to mi się nie udało.
Niedziela była więc pierwszym dniem dobroci dla moich płuc.
Wkurzony mocno i upokorzony tym bieganiem, podjąłem stosowne  decyzje.
W poniedziałek z rana kupiłem trzy paczki papierosów. Jedną do pracy,  drugą do domu, i trzecią by mieć ją zawsze pod ręką.
- Mam Was - powiedziałem do fajek -  ale nie zapalę.
O dziwo rzeczywiście przestałem palić. Tak z dnia na dzień. Z czasem minęło wkurzenie i poranny kaszel.
Od tamtej pory, a jest to już ponad 40 lat nie sięgnąłem po papierosa. Nie zaciągnąłem się nim ani razu i to  bez względu na to,  czy byłem totalnie trzeźwy, czy absolutnie pijany. Taki też czasami bywałem.
Po latach zdarzyło mi się jednak parę razy śnić o paleniu. To był bardzo realistyczny i męczący sen 
Jeszcze jakieś pięć lat od rzucenia miałem ten bardzo  realistyczny sen. Obudziłem się pełen poczucia winy za to, że zmarnowałem te lata abstynencji nikotynowej. Dopiero gdy jawa zwyciężyła zmagania z marzeniami sennymi, zdałem sobie z tego sprawę.

- Toż to tylko sen głupolu - powiedziałem waląc się dłonią w czoło.

Ponoć po 15 latach niepalenia, płuca osiągają stan absolutnej czystości. Ja zaliczyłem  już 2 razy po 15 i jeszcze przynajmniej dychę. Mam  z tego powodu satysfakcje choć nie chcę zrobić z siebie bohatera.
Dziękuję również losowi za to,  że nie musiałem radykalnie odstawiać alkoholu, a splot okoliczności życiowych mógł mi taki nałóg zafundować.
Bałem się też kontaktu z substancjami psychoaktywnymi, choć w czasach szkoły średniej byłem już z pewnym kolegą na starym cmentarzu, a on w tajemnicy  wyciągnął z kieszeni  jakieś ampułki.
Może to ten dobry Anioł Stróż. Taki  sam jak z piosenki Jaromira Nohavicy  - "Mam ledwie bliznę"

Niektórzy mają skłonność do dziwnych upodobań
A ja cię, moja miła, tak niezmiennie kocham
Kiedy się krzątasz w kuchni, gotując konfitury 
Gdy dyrygujesz domem z rodzinnej partytury
I choć nas w różne strony niesie spraw lawina 
To złe wspomnienia dla dobrych zapominam
A co z aniołem? - gdyby ktoś wiedzieć chciał 
Mam ledwie bliznę, bo przy mnie stał
 
 






14 lipca 2026

Jak cudne są wspomnienia

Było się romantykiem, od czasu do czasu zakochanym. Niestety, wiele razy też nieszczęśliwie. Odnoszę wrażenie, że w wieku 16 lat miałem serce o dwa rozmiary za duże do ogólnej budowy, a gigantem raczej nie byłem.
W myśl przedwojennej piosenki - Na pierwszy znak gdy serce drgnie, ledwo drgnie a już się wie... i tak dalej. Oj rozedrgane to serce miałem i gdyby wtedy panowała moda na tak częste robienie EKG, zdiagnozowano by u mnie arytmię. Niestety koleżanki z mojego rocznika oglądały się za wyższymi kolegami i mnie nawet nie zauważały. Jak psu w d.pę była więc ta strzała amora, która przelatywała przez moje serce, pozostawiając krwawiącą ranę. A co może zrobić nieszczęśliwy w miłości młodzieniec?
Próbuje być poetą, ale nie było to remedium na wszelkie smutki i żale. Poza tym poetą się nie jest, poetą się bywa - jak powiedział CK Norwid. Musi być w tym sporo racji ponieważ powiedzenie to przypisuje się wielu innym poetom, jak na przykład Jonaszowi Kofcie.
I choć analizowano te moje teksty na lekcjach języka polskiego w klasie humanistycznej miejscowego ogólniaka, niewiele zmieniało to w mojej sytuacji. Cierpiałem za miliony, aż z tego cierpienia wyrosłem. Po latach gdy przeczytałem wiersz Andrzeja Bursy Poeta

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat
cierpi za miliony

Uśmiechnąłem się wtedy do siebie, wspominając tamto własne cierpienie, przerywane imprezami, wyjściami do teatru i próbami zainteresowania sobą płci przeciwnej. Po wszystkim wracałem do domu, by dalej cierpieć.
Mądry gość z tego Bursy, nie ma co. Ma dystans do siebie jako twórcy.
Nabrałem dystansu do siebie po rocznej pracy na pogotowiu ratunkowym w charakterze sanitariusza.
Wobec bezmiaru ludzkiego cierpienia moje problemy zmalały i  nie były warte nawet wspomnienia.
Kiedy jednak sięgam po tomik poezji własnej, wydany na koszt żony z okazji mojej 40-tki, uśmiecham się. Wspominam tamte czasy ze szczególnym uwzględnieniem czasu beztroskich z pozoru wakacji.
Ileż to człowiek naganiał się za jakimkolwiek odwzajemnieniem uczucia. Niczym przysłowiowy kot z pęcherzem, to tu, to tam. Przypomnę, że były to czasy kiedy nie było takiej swobody obyczajowej jak teraz. Z drugiej strony ganialiśmy za miłością w jej sferze romantycznej, biorąc oczywiście pod uwagę  możliwość miłości zmysłowej. Kto odrzuci taką możliwość w wieku kilkunastu lat ?  Hormony buzują wtedy tak,  jak gotująca się woda w czajniku.
W porywie fascynacji  pomieszałem młodzieńcze wspomnienia  ze współczesną techniką. Korzystając z AI, dałem głos kolejnemu mojemu wierszowi z tamtych lat. Nie pamiętam już do kogo wzdychałem w tamtej chwili. Czas zaciera twarze, wyciągając na wierzch ogrom młodzieńczej naiwności. A może to ta naiwność jest taka ważna i wartościowa?
Wiersz powstał gdzieś w drugiej połowie lat 70 tych.
Ostrzegam wrażliwych i alergików, że muzykę i głos podłożyła Sztuczna Inteligencja





Jak komuś się podobało choć odrobinę, to zacytuję jeszcze pewien fragment  wiersza

Nie przynoście kwiatów poetom
Dajcie wódki bo lubią pić
Takim bilans nie może na zero
Lecz na minus koniecznie ma wyjść

... i trochę dalej 

Oni muszą mieć ciągle za mało
I najlepiej zawsze nie tak
Żeby pięknie się im umierało
Raz na tydzień a nawet i dwa


To fragment tekstu Andrzeja Wawrzyniaka, który do spółki z Michałem Wiśniewskim śpiewają. To piosenka pod tytułem "Nie przynoście kwiatów poetom". Dla zainteresowanych i pozbawionych alergii na Michała,  ta piosenka dostępna jest na YouTube.
Swoją drogą to nie wiem czy gdybym wtedy usłyszał ten utwór, brałbym się za pisanie.
Na pisanie namówił mnie swoim wierszem Jerzy Harasymowicz
Rano wstaję poemat chwalę biorę się za słowo jak za chleb.
Harasymowicz był jednak pierwszy. Wydał tomik z tym wierszem już w 1972. 
Miałem wtedy 14 lat i gorączkowo szukałem ideałów.
Dziś sam jestem dziadkiem - jak mówi pewna reklama słodkich cukierków, ale kiedy  włączę Spotify, polska poezja śpiewana wyświetla mi się jako pierwsza.
Może zostało we mnie choć troszkę tej młodzieńczej, pozytywnej naiwności ?  Kęsek, pyłek, ziarenko piasku ?



07 lipca 2026

O upałach prawią, a tu deszcz nadciągnął

Miniona niedziela. Poranna temperatura wynosi 15,5 stopnia, zachmurzone niebo i lekkie opady. Mogę powiedzieć, że bardzo lekkie. Nie nasyci to roślin wodą, a jedynie uspokoi sumienie leniwego ogrodnika. Nie wszędzie jednak jest tak jak u nas. Dochodzą mnie wieści o interwencjach straży pożarnej po ulewach i wichurach. Do wiatru to mam akurat szczęście. Rozwiewa mi po całym ogrodzie akcesoria basenowe i zabawki wnuczki. Skrupulatnie zbieram i układam wszystko na miejscu, jakbym chciał wiatrowi powiedzieć, że się nie poddam. Czy marudzę?
W żadnym wypadku. Nie przeżywam zmian pogodowych i nie chcę deszczu gdy jest skwar i odwrotnie. Funkcjonuje we mnie taka zgoda na zmieniające się warunki pogodowe i w ten sposób,  jakby mniej mi wtedy doskwierają.
Niczym Pan Palacz w Misiu tłumaczę mojej żonie: Pani kierowniczko jak jest zima to musi być zimno, a latem gorąco. Ona jednak nie zawsze jest do tego przekonana. W takich chwilach przypomina mi się dowcip stary dowcip, suchar jak mawiają. Niby o facetach, ale pasuje gdy tylko w to miejsce podłożysz pogodę.
Otóż : W pewnym mieście powstał sklep, w którym każda kobieta mogła sobie kupić męża. Miał sześć pięter, a jakość facetów rosła wraz z każdym piętrem. Był tylko jeden haczyk: jak już kobieta weszła na wyższe piętro, nie mogła zejść niżej, chyba, że prosto do wyjścia bez możliwości powrotu. Wchodzi, więc tam pewna babka poważnie zainteresowana kupnem męża. Na pierwszym piętrze wisi tabliczka:   - Mężczyźni tutaj mają pracę"
 - Na drugim piętrze był napis: "Mężczyźni tutaj mają pracę i kochają dzieci"
Na trzecim piętrze była tabliczka: "Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci i są niesamowicie przystojni"
Na czwartym piętrze można było przeczytać: "Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci, są niesamowicie przystojni i pomagają przy pracach domowych" -
Na piątym piętrze stało: "Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci, są niesamowicie przystojni, pomagają przy pracach domowych i są diabelnie dobrzy w łóżku"
Wiele z nich docierało jednak do ostatniego piętra  
Na szóstym piętrze bardzo zdziwiona kobieta przeczytała: "Na tym piętrze nie ma żadnych facetów. Zostało ono stworzone tylko po to, aby udowodnić, że wam babom za nic nie można dogodzić.
Prawdą jest to, że opinie na temat zadowolenia są podzielone. Znam wielu zwolenników i wiele przeciwniczek tego stwierdzenia.
Wracając do pogody, zostawmy tych facetów co to pomagają i są cholernie dobrzy w łóżku, bo tacy z tego co czytam w prasie kobiecej, nie istnieją. Zajmijmy się pogodą bo to fakt. Niektórzy lubią dodawać jeszcze, autentyczny (sic!) dla wzmocnienia przekazu.
Otóż zagościł u nas upał wprost nieprawdopodobny, a życie przerosło kabaret. Utkwił mi w pamięci taki cytat "Rtęć wylazła z termometra i chodzi po ścianie. Sorok stopni tego lata było w Kazachstanie"
Słuchałem tej piosenki w radio w ramach ITR lub IMA w III programie Polskiego Radia. Pochodzi z twórczości kabaretowej lat 70.
To co w latach siedemdziesiątych wydawało się u nas niemożliwe, stało się jakąś szaloną normą.
Mamy i my swoje sorok ( czterdzieści w języku rosyjskim )
Piosenki nie znalazłem w przepastnych zasobach YouTube, ale cytat często przypominany jest dziś w kontekście zmian klimatycznych.

Jakiż upał panował w naszym kraju w 1970 roku gdy Andrzej Kondratiuk kręcił swoją Hydrozagadkę ?
Zdecydowanie mnijszy.

                                                   

Teraz gdy temperatura  powyżej 35 stopni stałą się normą, wzdychając na trudy życia w skwarze, zadajemy sobie, a szczególnie ta piękniejsza połowa naszego społeczeństwa, zasadnicze   pytania egzystencjonalne.


No to jak? Ojciec prać ? I czy prać przy takiej temperaturze?
My faceci mamy bardziej praktyczne podejście do prac porządkowych w czasie trudnym.
To co możesz odłóż na jutro, no chyba, że już bardzo śmierdzi.
Tak też postanowiliśmy ze znajomym spędzić czas gdy temperatura  była wyższa niż temperatura ciała normalnego zdrowego człowieka. 


Oczywiście wino trzeba było schłodzić do temeperatury pokojowej, ale jedna czy dwie kostki  lodu czyniły cuda. Osoby o purytańskim zacięciu uspokajam. W tym przypadku nie chodziło o dosłowne picie, ale delektowanie się winnym szczepem Tempranillo w basenie. 
W końcu jak to już kiedyś pisałem, każdy z nas jest  Carringtonem na miarę własnych możliwoości.
A propos smrodu  o którym wspominałem ze dwa zdania powyżej. 
Pewnej nocy obudził mnie dziwny zapach. Kiedy przechodziłem do łazienki tak koło 2.00 w nocy poczułem coś co przypominało mi fermentujące jabłko lub jakiś inny owoc. Może to wnuczka porzuciła coś czego nie dojadła?  Sprawdziłem swój pokój, łazienkę a nawet pomieszczenia na dole. Smród szedł z góry. W drugim pokoju na górze, dopiero za tak zwanym drugim rzutem oka zauważyłem  leżący na podłodze  korek do wina. 
Okazało się, że na wskutek  wysokiej temperatury,  rozpoczęła się wtórna fermentacja. Pod ciśnieniem gazu nastapił wystrzał. Butelka  ośmioletniego Rieslinga zalała podłogę i wiklinowy kosz  z pościelą.
Przystąpiłem do nocnego sprzątania, bo gdybym czekał do rana, panele podłogowe nie byłyby już do uratowania. 


Kiedy pochwaliłem się synowi moimi nocnym zajęciami, odpowiedział tylko, że poddasze to średnie miejsce do przechowywania wina. 
Odpowiedziałem mu, że nie mam piwnicy o niższej temperaturze.
Zaraz zaproponował montaż klimatyzatora w tamtym pokoju.
Wiem, że jak rabin, masz dla mnie jeszcze dużo pomysłów.  Nie wiem czy mam odpowiednią ilość wina do ich wypróbowania.
Dyskusja ustała. 
Kiedy opanowałem tematy związane z wysoką temperaturą, ta spadła i pokropił deszcz.
Zaraz też ogórki wezwały do siebie, a żona zaczęła łamać koper i obierać czosnek. 
Z naszego zagonu zapewniamy kiszone dla nas i  gospodarstw domowych naszych dzieci.  
Te ogórki pojechały też z nami do Francji na polską sałatkę. Ponoć u nich ogórki nie kiszą się. 
Nie wiem czy to prawda, ale tak mówiły Panie domu. 
 

Ogórki wiadomo, są dla ciała, ale staram się też o coś dla ducha,
Rano wychodząc z domu zauważyłem, że mój przegorzaniec zakwitł. 
Echinopsis Eyriesa, nazywany również przegorzańcem, to jeden z chętnie uprawianych kaktusów. W odpowiednich warunkach i przy właściwej pielęgnacji wytwarza białe lub różowe kwiaty, które zapierają dech. Są duże, szeroko otwarte i roztaczają wokół przyjemny, słodki zapach.
Widać że warunki ma odpowiednie i troski ile trzeba, bowiem mój  biały od lat kwitnie jak zwariowany. W tym roku również przywitał mnie morzem  jednodniowych kwiatów. Krople deszczu na płatkach dodały uroku roślinie. 

                                                                

Mówcie co chcecie, ale kiedy widzę coś takiego, to zachwyt nad darami przyrody powoduje, że staję się lepszy. No może tylko ciut lepszy, bo kto by wytrzymał taką moją diametralną zmianę na lepsze ?
Przecież Ona ( żona) jako rasowa kobieta ma narzekanie wpisane w DNA.
Pozbawić ją tej możliwości ? Nie, zdecydowanie na to nie pozwolę.



A upały ponoć wracają już w połowie lipca