wtorek, 6 grudnia 2022

Parada motocykli czyli nastał czas wspominania

Koniec dnia czerwonym pachnie winem, napisał w jednej ze swych piosenek Jonasz Kofta, a ja lubię ten cytat tak jak czerwone wino.
Koniec sezonu motocyklowego skutkuje wszelkiej maści zlotami i paradami. Jakoś tak się porobiło przy okazji, że na rozpoczęcie lub zakończenie zlotu odbywa się msza i pokropek. Podejrzewam, że motocyklistom wydaje się, iż w ten sposób kupują jakąś nietykalność i bezwypadkowość na drogach.
A tu nawet najdłuższa msza, nawet w rycie łacińskim nie zwolni od myślenia na trasie. Fakt faktem, że potrzebna jest przy tym wszystkim również odrobina szczęścia, ale w religii nie idzie chyba o kupczenie choć jest powszechnie praktykowane.
Poza tym jak odpowiedział kiedyś pewien opat (Armaud) przy okazji rzezi katarów we Francji? Zapytany jak rozpoznać chrześcijan powiedział - „Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich”.
Mówi się żartobliwie, że w motocyklu, do 120 km/h na tylnym siedzeniu jedzie z nami Anioł Stróż, powyżej tej szybkości ustępuje on miejsca Świętemu Piotrowi.
To dla otrzeźwienia.
Wracając zaś do ciała lub meritum czyli do motocykli.
Odkładam ten motocykl do garażu i wyciągam i tak na zmianę, pogoda bowiem zdaje się dawać sygnał, że w sprawie sezonu motocyklowego nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Tylko te drogi nie schnące już w ciągu dnia w miejscach zacienionych, lasach i te gnijące liście tworzące taką śliską nawierzchnię.
No i tutaj znów wracamy do wyobraźni. Trzeba ją mieć w każdej sytuacji. 
W trakcie parady motocykli w Krakowie, w październiku, w sieci pojawiło się wiele filmów i zdjęć.
Będąc posiadaczem motocykla w oryginalnym chociaż nietypowym malowaniu łatwiej mi było zauważyć, że fotograf Gazety Krakowskiej złapał mnie w locie. Nie wiem jak Wam, ale mnie się to zdjęcie bardzo podoba. Jest w nim dynamika, której dodaje nawet lekka nieostrość.
Sami zresztą oceńcie.



A teraz to już całkiem "po ptokach". Temperatury ujemne, zapowiadany opad śniegu, zamarznięte kałuże.
Zastanawiam się tylko czy wypinać akumulator. Z jednej strony aku nie lubi zimna, z drugiej na grudzień zapowiada się akcja Motomikołaje, gdzie w szczytnym celu jedziemy w grupie by złożyć prezenty w Szpitalu dziecięcym w Prokocimiu. Trzeba mi naprawić strój Mikołaja, bo po ostatniej przejażdżce nieco puścił  na szwach. 
Niech tam, nie wypinam. 
4 grudnia 
Na nic zdały się  plany i trzymanie akumulatora w motocyklu. Niedzielę  czwartego grudnia poświęciłem w całości wnuczce, a powiem Wam szczerze, że to partner wymagający którego nie wolno zlekceważyć.
I to by było na tyle w kwestii motocykla w tym roku 
I jeszcze tylko jedno uzupełnienie Post factum tekstu o znalezieniu dokumentów.
Jak to dobrze, że nie zaproponowałem gościowi który zgubił dokumenty, a ja je znalazłem i oddałem, wspólnego wypicia sprezentowanej flaszki. Taki oto tekst znalazłem wczoraj w Internecie





wtorek, 29 listopada 2022

Już nie chcę uciekać z małego miasteczka.

Chociaż kochał Zakopane, Witkacy nie miał sentymentu do małych miasteczek. Myślę że z wzajemnością.
Kiedy teatr miejski w Kielcach zamówił u niego sztukę teatralna, a następnie za jego pracę nie zapłacił, wkurzony artysta cała swoją frustrację przelał na papier i tak powstał wiersz - Do przyjaciół gówniarzy
Bulwersujący choć wierszowany opis małego miasteczka, posłużył potem artystom piwnicznym do ułożenia melodii i tak powstała piosenka którą wykonywał Zbigniew Raj Do przyjaciół... Z. Raj
Sam pochodzę z niedużego miasta chociaż z piękną historią. I tą historią żyli ludzie w czasach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Śnili oto, że to oni gubią srebrne podkówki u butów, jak ponoć czynili to mieszkańcy tego miasta w czasach Kazimierza Wielkiego. Gubią bez stresu bowiem noblesse oblige, a srebrne gwoździe  chyba słabo trzymały.
Gdzieś toczyła się rzeczywistość, ale o tej można było usłyszeć w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego.
A tu młodość chciałaby przyszłości, a nie marynowania w przeszłości choćby  nie wiem jak bardzo wspaniałej.
   Jak wyzwolenie przyjmowałem więc wyjazd z mojego miasta do Krakowa. Chciałem bowiem zawalczyć o te przyszłość.  Duże miasto, rozmach, dynamika, a do tego to czego uniknąć się nie da historia nieprzerwanie wielka. Te przestrzenie setki ulic na których tętniło lub nie codzienne intensywne życie. 
Żona mojego szwagra wyznała wtedy, co potem jej złośliwie wypominałem, że tu może się ocierać o kulturę.
Żona szwagra też pochodziła z niewielkiego miasta położonego za miedzą z rodzinnymi stronami Koziołka Matołka.
Kiedy chłonąłem, bo przecież kiedyś to musi nastąpić, zacząłem dostrzegać róniez inne kolory miasta szarość, czerń i wyzierającą  gdzieniegdzie ze zrujnowanych oficyn. Nie było przecież jeszcze tylu knajp na Kazimierzu, a na obskurnych ulicach spotkać można było jakieś szczątki prywatnej inicjatywy namiętnie tępionej w PRL-u  w postaci mydlarni, czy punktu naprawy zabawek. Do dzisiaj niczym horror potrafią mi się przyśnić te zdekompletowane lalki z trupiobladą cerą, poprószone ulicznym kurzem. 
Potem świat przyspieszył, wpadłem w jego tryby i po trzech dekadach zmęczyłem się wielkim miastem. Zapragnąłem wiejskiej sielanki którą w końcu wybrałem mniej lub bardziej dobrowolnie. Okoliczności czasem bywają dziwne.
Zdałem sobie sprawę ze swojego zachowania, bo i lata sprzyjały ku temu. Byłem jak ten przysłowiowy kot który zawsze chce być z drugiej strony szyby.
       Zamieszkałem na wsi i zacząłem pracować w pobliskim niedużym mieście.  Z przyczyn praktycznych zacząłem żyć tym miastem i na co dzień. Tutaj nie było wielkich marketów i galerii handlowych, które zresztą w mikroskali później zbudowano, ale odkryłem to czego te galerie nie miały, klimat.
Klimat trącący nieco myszką, ale nie PRL-owską szarzyzną. Powoli odkrywałem uroki małego miasta, nie napiszę na powrót bo w młodości robiłem wszystko by to małe miasto opuścić.
Odkryłem więc sklep gospodarczy pod egidą Społem, który klimatem cofa mnie do czasu PRL. W tym oczywiście zapamiętanym i wyidealizowanym wspomnieniu. Ten ten układ towarów, asysta sprzedawcy, odrobina przaśności i co najważniejsze, sklep był trzy kroki od mojej pracy. Potem dostrzegłem i zacząłem korzystać z innych małych sklepików : elektryczno-gospodarczego, metalowego w którym jak się okazuje śrubki są tańsze niż w renomowanym markecie.
Sklep z pościelą i ręcznikami. farby i lakiery w mikroskali. Apteka z regałami sprzed stu lat.  Połączenie sklepu rybnego z nabiałowym, co było dla mnie zaskoczeniem. Może nie takim jak przed laty w Smoleńsku gdzie  w jednym pomieszczeniu  funkcjonował sklep rybny a na przeciw apteka.
Do sklepy rybno-nabiałowego też się przyzwyczaiłem. szczególnie dobry tu mają ser biały w dużych kostkach o wyjątkowym smaku.
Bank i bankomat, punkt z oscypkami i w miarę delikatesowy sklep spożywczy. Przy okazji, dwa razy w tygodniu, dwie przecznice dalej swoje towary oferuje targ na który lubię chodzić choćby dla jego kolorytu. Wszędzie blisko, wszędzie bez samochodu.

Pomimo tego, że miasto nie jest duże to ruchliwe ze względu na swoje atrakcje turystyczne, z miejscami do parkowania jest jak wszędzie krucho.
Jest jeszcze to czego nie ma w wielkich galeriach i nowoczesnych osiedlach. Ludzi mijają się i zapamiętują, po którymś z razów zaczynają się sobie kłaniać a potem rozmawiać. Macie tak w galeriach?
Mówcie co chcecie odpowiada mi ten klimat tego małego miasta. 
Może trochę go sobie wyidealizowałem.
Może dlatego tak lubię piosenkę Andrzej Zauchy i zrealizowany do niej teledysk cest la vie. Po latach można zobaczyć jak kiedyś wyglądały Niepołomice, do których też ma tylko kilka kilometrów..
Nostalgiczny się jakiś zrobiłem na starość
Cest la vie



środa, 16 listopada 2022

Zagubiona i odzyskana tożsamość

Niedzielny poranek  to czas na pewien rytuał. Zaraz po rodzinnym śniadaniu które od czterdziestu lat sam przygotowuję, zauważam, że suka chodzi za mną krok w krok. Pilnuje abym przypadkiem sam nie poszedł na spacer i nie obwąchał, a następnie podlał tych wszystkich miejsc które ona uważa za godne do tego rodzaju działań. Żona też jakby uczestnicząc w tym przedstawieniu, kładzie obok drzwi torebkę foliową z tym wszystkim czego suka nie zjadła w ostatnich dniach. Są tam kulki suchej karmy okraszone gotowanym podrobami. Suka w zależności od humoru, albo je, albo grzebie nosem w misce próbując je zakopać. Pies sąsiadów wychowany na resztkach z obiadu czyli ziemniakach i zupie nie ma już tego dylematu i zżera wszystko łapczywie, krztusząc się przy okazji nadmiarem połykanej na raz karmy. Co więcej, kiedy wychodzę przez bramkę na ulicę, zauważa mnie natychmiast i szczeka donośnie, podskakując jak sprężyna. Podchodzę ostrożnie do niego bez jedzenia, klepię za uchem, zabieram pustą michę i wracam z pełną. Nie mogę podchodzić z pełną reklamówką bo rzuca się na nią z zębami, rozsypując wszystko dookoła budy. Pies jest w typie rotwailera i trzeba sporo odwagi by podejść do jego siedliska. Raz jeden moja suka podeszła zbyt blisko miski, a wspomniany pies sąsiadów rzucił się jej do gardła. Dzięki bogu na moją komendę zwolnił uścisk. Tak by to suczysko zginęłaby z powodu żarcia które sama wcześniej zlekceważyła.
Sąsiadka nie ma stresu i opowiada, że pies jest nienażarty. Ponoć może zjeść tyle ile mu się da. Rzeczywiście nigdy mi nie odmówił, ale nie pierwszy raz spotykam się z takim "żarłocznym" psem, szczególnie na wsi.
Ostatnia niedziela była jednak inna od poprzednich. W nocy padał intensywny deszcz, a w zagłębieniach bitych dróg powstały kałuże. Nie jest to jeszcze samo w sobie niespotykane, bowiem jak małe dziecko lubię ubrawszy gumiaki włazić do tej zgromadzonej wody i delikatnie rozgarniać  nimi wodę. Zdarza się więc to od czasu do czasu.
Teraz jednak w trakcie tego ruchu posuwisto zwrotnego spod buta wyskoczył mi kawałek plastiku. Ot jak karta kredytowa lub tak popularne obecnie karty lojalnościowe czy klubowe. Sięgnąłem ręką i obejrzałem kawałek plastiku. Karta płatnicza Banku Milenium, na dodatek ważna.
Jeszcze mi tu potrzeba dowodu osobistego do kompletu, pomyślałem powtarzając ruch gumowcem.
Spod buta, jak na żądanie wyskoczył plastikowy blankiet dowodu osobistego.
Właściciel ten sam co na karcie. Ciekawie.


Zaniosłem znalezisko do domu i pokazałem żonie. Sprawdziłem dane. Właściciel miał dowód wydany w sąsiedniej gminie, a więc stosunkowo niedaleko.
Moja pomysłowa żona wpisała w wyszukiwarkę personalia i za chwilę pokazały się wyniki. Pierwsze wyszukane osoby zbyt daleko od nas, a potem odkrycie.
Moja znajoma na Facebooku, była znajomą gościa o tych samych personaliach. Wszedłem na jego konto i poprzez Messengera wysłałem zapytanie, czy aby nie zgubił dokumentów?
Zgubił. Umówiliśmy się na odbiór.
Spójrz tylko - powiedziała żona - w Internecie jest wszystko. Była tam też informacja o postępowaniu komorniczym osoby o podobnych danych, a więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć że...
Odkrywamy się z naszym życiem w Internecie jak małe dzieci w czasie snu.
Tym razem pomogło to w oddaniu zguby, a ile razy przynosi efekt odwrotny ?Następnego dnia pojawił się właściciel zgubionych dokumentów. Podał dane, które skrupulatnie sprawdziłem i odebrał dwa dokumenty. Wyciągnął też dużą butelkę Żubrówki i pomimo moich sprzeciwów wręczył mi w podziękowaniu.
Najlepsze na końcu.
Człowiek nie wie skąd dokumenty w kałuży obok mojego domu. Nie pamięta, bez względu na to co ową niepamięć mogło spowodować. Smaczku sprawie dodaje fakt, że portfel bez dokumentów znalazł się trzydzieści kilometrów dalej.
- Dojdę do tego - powiedział na zakończenie.,

Tak sobie myślę, człowiek nie miał jeszcze 25 lat i pewnie dał w szyję.
Czy to o takich jak od wspominał ostatnio pewien Prezes?
Mówił o kobietach
No tak, facet.
Zostało mu jeszcze jakieś dwadzieścia lat spokojnego drinkowania.








czwartek, 3 listopada 2022

Test wiedzy który pogrążył Hanię

Nie oglądam cyklicznych programów w telewizjach. Chodzi tu o wszelkiego rodzaju talent show, relacji z rajskich miejsc gdzie dobierają się pary na chwilę, czy ślubów od pierwszego wejrzenia gdzie ma być na dłużej. Do tego Taniec z gwiazdami gdzie o gwiazdy coraz trudniej czy twarze które ponoć brzmią znajomo.
Tak, przyznaję się bez bicia, że oglądałem pierwszy sezon Big Brothera, ale wraz ze mną oglądała go wtedy tak zwana "cała Polska"
Teraz śmiało mogę zaprzeczyć pytaniom - oglądałeś ?, a zaprzeczając, czuć się gościem z wyższej półki.
Kiedyś tam zaplątałem się w Klan i kiedy zauważyłem, że planuję swoje życie tak by w porze emisji być w domu, odbyłem terapię uzależnień i od wielu sezonów udaje mi się wytrzymać we wstrzemięźliwości nie tylko wobec Klanu.
Z cyklicznych programów a raczej filmów toleruję jeszcze miniseriale, bowiem widzę, że współczesnym reżyserom trudno się zamknąć się w tradycyjnych 90 czy 120 minutach. Jak to się udawało wielkim reżyserom minionego okresu ? Teraz potrzeba do tego minimum 6 odcinków.
Zamiast oglądania staram się czytać, czasem na czytanie przerzucam się w połowie programu a telewizor zabija jedynie ciszę, aby żyć było łatwiej.
Czasami biorę się za czytanie i robię to bez tak zwanej selekcji wstępnej.
A może jednak przeprowadziłem ją tym razem i ujął mnie właśnie ten tytuł - "Test wiedzy pogrążył Hanię". Chodzi o popularny chyba format - Hotel Paradise
Tego się nie da opowiedzieć własnymi słowami, dlatego tez pozwolę sobie na dłuższy cytat:
"W czasie quizu Klaudia El Dursi zadawała następujące pytania: jak się nazywa papież, ile końców ma 9 i pół kija, co wynalazł Alfred Nobel, kto mieszkał na zamku w Malborku, kto napisał "Makbeta", ile siekaczy ma zdrowy dorosły człowiek, który król Polski jest na banknocie 50 zł, kim jest samuraj, czy koniki morskie to ryby czy jak się nazywa aktualny chłopak Jennifer Lopez. Kiedy prowadząca poprosiła o wymienienie ssaka, który umie latać, Marek zastanawiał się nad pingwinem.
Mogę się schować? — zapytała w pewnym momencie Hania.
Z kolei na pytanie "kim był Kopernik?" padały profesje takie jak m.in. astrofizyk i astrolog. Monika podejrzewała, że trylogia składa się ze 100 tomów, natomiast nasza galaktyka została nazwana przez niektórych wszechświatem i Pasem Oriona. Widzów najbardziej zaskoczyły jednak odpowiedzi na pytanie o stolicę Portugalii.
Strzelam, wyjdę na głupka najwyżej. Strzelam. Peru! — rzucił Adam.
Kambodża — dodała Hania. Później stwierdziła, że powiedziała to "dla żartu".
Widzowie nie pozostawili na uczestnikach "Hotelu Paradise" suchej nitki. Najbardziej dostało się Hani.

Żenujące? to mało powiedziane. Hania przebiła wszystko.

Hania jednak uczciwie przyznała się do wąskiej specjalizacji mówiąc - "Ogólnie ja wszystkiego się obawiam. Wiedza to jest dla mnie ciężki temat. Może być branża beauty, wtedy to wam wszystko powiem — stwierdziła.
Jak ktoś nie wierzy to tutaj jest tekst oryginalny. Test wiedzy
Tak, tajniki mocowania tipsów i zastrzyki z botoksu to teraz wiedza dla niektórych najważniejsza. I niech spróbują powiedzieć, że się nam Wesele zestarzało:

RADCZYNI
No, moja ty urocza panno młoda,
jakże wy sobie będziecie żyli?

PANNA MŁODA
A tak–ta, tak–ta, co jo wim,
jescem sie nie zgodała ś nim.

RADCZYNI
Ja wiem, że twoja uroda
niejedną trudność przesili,
żeś sobie młoda;
no, ale o czym wy będziecie mówili,
jak tak nadejdzie wieczór długi:
mówić się nie chce, trza przesiedzieć;
on wykształcony, ty bez szkół —
Po cóz by, prose pani, godoł,
jakby mi nie mioł nic powiedzieć,
po cóż by sobie gębę psuł?

Teraz on i ona pochyleni nad smartfonem, zatopieni w mediach społecznościowych dadzą sobie radę i bez rozmowy.
Spoglądam na torbę w jakiej dzieci przyniosły mi książki z ostatnich krakowskich targów książki



Wziąć Czasownik z okrojonym "ś" Wziąć bo nie braść. W emocjach napisałem kraść.

Mając w pamięci początek tego tekstu można by spytać głosem wołającego na puszczy - Kogo to kuźwa obchodzi?

środa, 26 października 2022

Życzliwy seksizm

Ziarno zasadziła Bet swoim tekstem o kapeluszu i wynikającym z tego tytułu kłanianiem się poprzez uchylenie tego archaicznego dzisiaj, no może z wyjątkiem Teksasu, nakrycia głowy.
W komentarzach zeszło na temat zasad dobrego wychowania.
Anzai napisał tak:
Od mojego stryja legionisty dostałem perfekcyjną szkołę pt. "Kto pierwszy, kiedy, gdzie i komu się kłania". Wiedza przydała się ale tylko do końca lat 70' ub.w. Teraz nawet wstydzę się o tym mówić i pisać, ale obserwować warto ...
Dużo racji.
Obecnie nie zawsze z tą wiedzą na temat savoir vivre trafiasz na podatny grunt. Mnie wpojono parę praktycznych wydawałoby się zasad.
Po pierwsze całując na powitanie podaną przez kobietę dłoń należy przygiąć swój kręgosłup, a nie jak to niektórzy ciągnąc tę dłoń do wysokości swych ust.
Kto teraz całuję kobieca dłoń na powitanie?
Widuję w telewizji zwłaszcza informacyjnej takie przypadki, zwłaszcza w ramach jednej opcji politycznej. Lider tej formacji ciągnie te kobiece dłonie na wysokość swoich ust, chociaż uwarunkowania fizyczne nie wymagają  od niego  zbytniego wyginania się przy powitaniu.
Powiem szczerze, że mając na względzie tamten stający przed oczyma obrazek, unikam jak mogę cmokania w rączkę.   
Poza tym dobrze wychowany mężczyzna grzecznie czeka, aż kobieta poda mu dłoń do uściśnięcia na powitanie. Moje czekanie  zostało gdzieś tam zinterpretowane jako swego rodzaju seksizm, bo witam się z facetami a nie podaję kobietom ręki. 
Kiedy to zauważyłem, pospieszyłem z wyjaśnieniem niczym Kamyczek (kto ją jeszcze pamięta?).
Okazuje się więc, że z wiedzy trzeba teraz korzystać z umiarem.
Bet dodała że teraz seksizmu doszukuje się nawet w ustępowaniu pierwszeństwa
I tak dotarliśmy do określenia "słodki seksizm"
Cóż to takiego
Rysunek który znalazłem w Internecie doskonale to tłumaczy


gdyby ktoś pragnął zanurzyć się w rozważania na ten temat to proszę bardzo, oto link:

Życzliwy seksizm

I tak po zapoznaniu się z tematem zaczęło rozpadać się moje życie. Od teraz wiem, że wpojone przez rodziców i późniejsze lektury zachowania są za przeproszeniem psu na budę. Cóż mam jednak zrobić gdy nie potrafię żyć inaczej?
Ja nie potrafię iść spokojnie gdy towarzysząca mi kobieta dźwiga jakiś ciężar i zabieram go jej z ręki
Gdy nie potrafię wcisnąć się przed kobietę w drzwi, chociaż zwłaszcza te młodsze patrząc na moją siwiznę próbują ustąpić mi miejsca.
Tkwię w tych zasadach bez względu na to że już dawno zauważyłem, że kobietom bardziej zależy na facetach którzy ich nie szanują, a moje kontakty z nimi znacznie się poprawiły gdy zastosowałem to samo.
Nie chciałbym zmieniać swego stosunku wobec pań podług współczesnej mody.
Chociaż jestem elastyczny i potrafię zaakceptować nawet muzykę house, to takiej zmiany zachowań nie potrafię.
Żona zgasiła mnie jak świecę przeciągu. Jeszcze chwila, a powszechnie będą ci ustępować miejsca w autobusie czy tramwaju, a emerycki portfel nie pozwoli bywać w knajpach. Dasz więc radę.
Ze względu na bardzo popularny obecnie egoizm na pierwsze nie liczę, a drugie rzeczywiście wisi nade mną
Póki jeszcze krew ciepła w żyłach nie skrzepła ( jak mówił Młynarski) powtarzam to co moja teściowa lubi mi czasami odpowiedzieć - starego wróbla chcecie uczyć latać?






środa, 5 października 2022

Pożądanie pośród książek, albo przy ich okazji

Jakiś czas temu popełniłem tekst  Czy jesteś pandemiczno seksualny  w którym mierzyłem się z preferencjami które współcześnie określają potrzeby partnerów w sferze intymnej. Teraz jakby uzupełnieniem tamtego zestawienia jest tekst o osobach sapioseksualnych. A któż to na boga wszechmocnego?
Jak zwykle określenie to bierze swój początek w łacinie. Tutaj też jest nie inaczej. "Sapio" po łacinie znaczy: rozumiem, wiem, ale także - smakuję, kosztuję.
Można by przyjąć, że w takim razie jest to seks z osobą która jak to się mówi jest zorientowana w temacie. Nic z tych rzeczy. Osoba sapioseksualna wybierze się na randkę raczej z oczytanym intelektualistą nawet wątpliwej urody niż przystojniakiem, którego przemyślenia kończą się na refleksjach nad najnowszym zestawem ćwiczeń na sześciopak. Sapioseksualni za seksowny uważają intelekt.
Piękne i wzniosłe. Porozumienie na poziomie umysłów jest dla nich podstawą dla tworzenia związków.
Czyli innymi słowy czytać ! dużo czytać!
W kiepskiej sytuacji są więc ci którzy czytają wyłącznie skład ulotki ze składem białkowych odżywek dla kulturystów, ponieważ najbardziej muskularne ciało wysiada w pojedynku z przeciętnym facecikiem który śliniąc paluszek przerzuca kartkę za kartką.
Wiem że nie powinno się ślinić, ale "róbta co chceta tylko czytajta". 
Tak całkiem na marginesie chciałbym nadmienić, że sam nie korzystałem z odżywek białkowych, ale samodzielnie przeczytałem choćby Biegunów i doszedłem do połowy Ksiąg Jakubowych zanim zastał mnie początek prac w ogrodzie.
Potem dopadł mnie cytat, że pewne książki są nie dla wszystkich, po którym już czułem się wyróżniony, ale to już całkiem inna historia.
Z badań przytoczonych przed serwis medonet.pl, wynika,  że osoby sapioseksualne tworzą trwałe i udane związki. Ich relacja opiera się na porozumieniu intelektualnym, a nie pociągu fizycznym, co zapewnia trwałość więzi.
Ja tam nie demonizuję seksu, ale uważam, że od czasu do czasu pociąg fizyczny też jest w porządku. Problemem związków jest to, że na wskutek nierównomiernego oczytania, partnerzy różnie interpretują  znaczenie określenia "od czasu do czasu".
Prywata i wspomnienia które wyciskają łęzkę wzruszenia.
Otóż trwałość i mojego związku opiera się na tym wspomniany porozumieniu, do którego jednak ja jako czytający mniej od mojej żony (podziwiam) dorzucałem ten element  prostego pożądania. Ona (żona) w mądrości swej potrafiła zaś od czasu do czasu odłożyć tę książkę na półkę.
Gdyby tak przyjrzeć się bliżej to wychodzi na to, że sam ruch sapioseksualny ma sporo wyznawców. Dowodem na to jest akcja pod hasłem "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka".


                                                                              foto - gdzieś w Internecie


Czasy się zmieniają. Stosunek tak z osobami wykształconymi jak i do osób wykształconych się zmienia.
Obecnie Mistrz Jan Sztaudynger z pewnością dwa razy zastanowiłby się, nim raz upublicznił tę fraszkę z obawy o zyskanie łatki seksisty

Pani ty jesteś wykształcona
Chciałbym te kształty wziąć w ramiona

Teraz zaś jak dowodzi dzisiejszy post chcieć to znaczy móc. Wziąć możesz, wystarczy tylko trochę poczytać.
I oczywiście wcześniej zapytać bo akcja #metoo  obowiązuje, ale brak o kultury i kindersztuby czytających posądzać chyba nie można. 
A co z resztą?
No cóż, w naszym kraju nadal aktualny jest ten rysunek Andrzeja Mleczki 

 
62% To więcej niż elektorat jakiejkolwiek oficjalnej opcji politycznej. 




piątek, 23 września 2022

A tymczasem w szpitalu...

Mały syn moich znajomych mówił osobom które nie przypadły mu do gustu następujące zdanie:
Nie lubię Cię, idź do "śpitala".
Rodzice próbowali zapobiegać takiemu zachowaniu, zwłaszcza, że ojciec był praktykującym w pewnym szpitalu lekarzem.
Z perspektywy własnych doświadczeń wiedziałem, że to świetne miejsce dla nielubianych osób, a dzieci są szczere.
Teraz dzieciak jest już na drugim roku medycyny i niedługo znów będzie wysyłać do szpitala, ale już bez tej emocjonalnej podbudowy.
Pozmieniały nam się szpitale. Zmieniły elewację, stolarkę na aluminiową, w długiej kolejce nie stoisz już za tęgim brunetem tylko kulturalnie pobierasz numerek z automatu. Wtedy już wiesz, że od numerka który wyświetla się nad stanowiskiem do tego który trzymasz w ręku jest jakieś trzydzieści innych numerów.
Za to masz spokój, nikt Cię nie zapyta - czy jesteś ostatni ?
Zwykle na takie pytanie miałem przygotowaną odpowiedź - No taki ostatni to ja znowu nie jestem.
I już się cieszę. 
Zresztą - Ja to się cieszę byle czym - jak śpiewał przed laty Wojciech Skowroński
W trakcie ostatniej wizyty z małżonką w jednym ze szpitali, po kilku godzinach  siedzenia na twardym szpitalnym krześle zapragnąłem skorzystać z toalety.
Okazało się, że w okolicach rejestracji szpitalnej jest jedna ( przynajmniej o tylu mi wiadomo ) toaleta.
Przed nią zawsze stoi przynajmniej jedna osoba.
Kiedy już dostałem się do środka oczom moim ukazały się następujące komunikaty 





Kochani, nie róbcie z nas idiotów - chciałem krzyknąć parafrazując cytat z Seksmisji. Po pierwsze sznurek nie był w żaden sposób zintegrowany  z muszlą klozetową, a po drugie zakończony był czerwonym brelokiem z pielęgniarką.
Zastanawiam się po co ktoś powywieszał te kartki, w sytuacji gdy jak mówią społeczeństwo nasze jest takie nowoczesne i w ogóle. 
Codzienne doświadczenie z pewnością przeczy jednak tej nowoczesności.
To i tak kulturalne komunikaty, kiedyś pisano - Nie lać na deskę !
Czyżby to była już nieaktualna tabliczka, bowiem kobiety wszystkich nas zmusiły do załatwiania tych spraw na siedząco i weszło nam to w nawyk?
Nie wydaje mi się, ale kultura korzystania z takich miejsc jakby jest już inna, a przypadki kradzieży papieru toaletowego są sporadyczne.
Gówniany temat - powiecie.
A taki Felicjan Sławoj Składkowski, a właściwie: Sławoj Felicjan Składkowski – generał dywizji Wojska Polskiego, premier II RP, doktor medycyny, wolnomularz, członek loży wolnomularskiej Wielkiej Loży Narodowej Polski, przeszedł do historii i świadomości rodaków najbardziej jako pomysłodawca suchych toalet wystawianych za stodołą, zwanych od jego imienia sławojkami.
Nigdy nie wiadomo za co uhonoruje nas historia