Ileż to razy słuchałem tej piosenki, ba hymnu na cześć młodości i za każdym razem przebiegał mi wtedy wzdłuż kręgosłupa taki charakterystyczny dreszcz. Mam jeszcze kila utworów na które reaguję tak samo. Być może jest to jakąś miarą mojej wrażliwości, ponieważ mam się raczej za człowieka wrażliwego. Wrażliwość to nic wstydliwego dlatego cieszę się również z tego, że przekazałem ją w genach swoim dzieciom.
Wracając zaś do tekstu Śliwiaka. Przy tym pięknym opisie młodości, autor nie pozostawia wątpliwości w którym kierunku młodość zmierza. Wszystko bowiem przemija co podkreśla pisząc ostatnie słowa wiersza:
Buntem jest niespełnionym
Co na serce umiera
Ona tylko to daje
Co innemu zabiera
No właśnie, mowa o starości, czasie w którym życie zabiera po kolei wszystkie zabawki. j
Co na serce umiera
Ona tylko to daje
Co innemu zabiera
No właśnie, mowa o starości, czasie w którym życie zabiera po kolei wszystkie zabawki. j
Jak to się okazuje już po czasie, nie były one nigdy dane nam na własność, a zostały nam jedynie wypożyczone.
A my nie dopuszczamy tego do siebie jak długo się da ignorować ten fakt. Jeszcze trochę się szarpiemy jak w piosence Wojciecha Młynarskiego
Jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny marzenia plany
Jako przedstawiciel tych z siwymi skroniami, zauważam coraz częściej to zabieranie.
Kondycja już niestety nie ta, a potrzeba odpoczynku coraz częstsza.
Opisywałem jakiś czas temu mój pierwszy w tym sezonie wyjazd na narty.
Mróz był pierwszym z przeciwników, drugim zaś postępujący spadek kondycji.
A my nie dopuszczamy tego do siebie jak długo się da ignorować ten fakt. Jeszcze trochę się szarpiemy jak w piosence Wojciecha Młynarskiego
Jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy
Jeszcze się spełnią nasze piękne sny marzenia plany
Jako przedstawiciel tych z siwymi skroniami, zauważam coraz częściej to zabieranie.
Kondycja już niestety nie ta, a potrzeba odpoczynku coraz częstsza.
Opisywałem jakiś czas temu mój pierwszy w tym sezonie wyjazd na narty.
Mróz był pierwszym z przeciwników, drugim zaś postępujący spadek kondycji.
Kiedyś jeździliśmy przy minus 20 stopniach i nikt nie narzekał, teraz zjazd przy -12 stopni Celsjusza uchodzi za akt bohaterstwa.
Podczas gdy w poprzednim sezonie zjeżdżałem ze stroku średnio od 10 do 11 razy, o tyle w tym sezonie moje zjazdy zakończyły się już na ósmym zjeździe. W tekście, jak zauważyłem teraz, popisałem się brakiem umiejętności liczenia lub fantazją i zawyżyłem liczbę o jeden zjazd.
W trakcie drogi powrotnej zwierzyłem się synowi, że coś z tą moją kondycją muszę zrobić ponieważ do nart potrzebne są silne nogi. Takie które potrafią zapanować nad niesfornymi nartami.
Podczas gdy w poprzednim sezonie zjeżdżałem ze stroku średnio od 10 do 11 razy, o tyle w tym sezonie moje zjazdy zakończyły się już na ósmym zjeździe. W tekście, jak zauważyłem teraz, popisałem się brakiem umiejętności liczenia lub fantazją i zawyżyłem liczbę o jeden zjazd.
W trakcie drogi powrotnej zwierzyłem się synowi, że coś z tą moją kondycją muszę zrobić ponieważ do nart potrzebne są silne nogi. Takie które potrafią zapanować nad niesfornymi nartami.
Narty jak nuty w piosence Wysockiego wolą tańczyć solo, a my chcemy by ganiały równiutko w parze.
Dobrym pomysłem na wzmocnienie nóg wydał mi się zakup roweru treningowego.
Wiem, że sam zakup takiego sprzętu nie poprawi mi kondycji, a jedynie nastrój. Postanowiłem więc również z niego korzystać. Pomyślałem, że dzienna trasa długości 20 kilometrów będzie wystarczająca.
Dwa dni po powrocie, korzystając z sezonowej obniżki cen w pewnym dużym sklepie, kupiłem rower.
To sprzęt bez tak zwanych wodotrysków, ale licznik ma i regulację obciążenia też. Poza tym siodełko i dwa pedały, a więc jest do moich planów całkowicie przydatny.
Boże. Pierwsze 20 kilometrów podzieliłem sobie na raty, a zszedłem ze sprzętu mocno już zmęczony.
Każdy dzień przynosił mi jednak kolejne powody do radości.
Nogi przestały boleć w finale, a trasę 20 km pokonuję teraz na raz. Z szybkością też nie szaleję, moja średnia to 20 - 22 km/h co powoduje, że kręcę pedałami przez równą godzinę.
Trzeba się jakoś ratować, bo powołując się na Młynarskiego
Jeszcze w zielone gramy chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo to bym jeszcze raz pofrunął.
Dobrym pomysłem na wzmocnienie nóg wydał mi się zakup roweru treningowego.
Wiem, że sam zakup takiego sprzętu nie poprawi mi kondycji, a jedynie nastrój. Postanowiłem więc również z niego korzystać. Pomyślałem, że dzienna trasa długości 20 kilometrów będzie wystarczająca.
Dwa dni po powrocie, korzystając z sezonowej obniżki cen w pewnym dużym sklepie, kupiłem rower.
To sprzęt bez tak zwanych wodotrysków, ale licznik ma i regulację obciążenia też. Poza tym siodełko i dwa pedały, a więc jest do moich planów całkowicie przydatny.
Boże. Pierwsze 20 kilometrów podzieliłem sobie na raty, a zszedłem ze sprzętu mocno już zmęczony.
Każdy dzień przynosił mi jednak kolejne powody do radości.
Nogi przestały boleć w finale, a trasę 20 km pokonuję teraz na raz. Z szybkością też nie szaleję, moja średnia to 20 - 22 km/h co powoduje, że kręcę pedałami przez równą godzinę.
Trzeba się jakoś ratować, bo powołując się na Młynarskiego
Jeszcze w zielone gramy chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo to bym jeszcze raz pofrunął.
I pofrunąłem 24 stycznia chociaż w tym dniu zapowiadała się całkowicie bezwietrzna pogoda.
Wyjazd tradycyjnie w to samo miejsce i w tak samo wczesnej porze.
Nagrodą za krótszy sen był stok pięknie przygotowany do zjazdu. Moje narty znaczyły dziewicze ślady na śniegu, a temperatura lekko poniżej zera był bardzo przyjazna.
Na wszelki wypadek wyposażony w dwie pary rękawic i jednorazowe żelowe ogrzewacze dłoni, których w tym dniu nie potrzebowałem. Mówią jednak, że lepiej dźwigać niż ścigać.
I stało się.
Po trzecim zjeździe Syn powiedział:
Wyjazd tradycyjnie w to samo miejsce i w tak samo wczesnej porze.
Nagrodą za krótszy sen był stok pięknie przygotowany do zjazdu. Moje narty znaczyły dziewicze ślady na śniegu, a temperatura lekko poniżej zera był bardzo przyjazna.
Na wszelki wypadek wyposażony w dwie pary rękawic i jednorazowe żelowe ogrzewacze dłoni, których w tym dniu nie potrzebowałem. Mówią jednak, że lepiej dźwigać niż ścigać.
I stało się.
Po trzecim zjeździe Syn powiedział:
- Widzę efekty tego roweru. Wcześniej jeździłem przed tobą, a teraz to ja muszę ciebie gonić.
Rzeczywiście czułem się zdecydowanie pewniej na stoku, czego oczywiście nie przełożyłem na beztroską krechę w dół z dużą szybkością.
Trening na rowerze nie zniszczył mi szarych komórek, tych odpowiedzialnych za rozsądek.
Jechałem za to bardziej pewnie i nie miałem problemów z prowadzeniem nart wtedy kiedy trzeba było przyciąć zakręt.
Powiększyłem dzienną ilość zjazdów w porównaniu do poprzedniego razu. Kiedy jednak zauważyłem, że narty, a dokładnie jedna z nich zaczyna żyć własnym życiem, odpiąłem deski.
Po dwóch tygodniach, nabiłem na liczniku 300 kilometrów. Teraz podkręcam obciążenie pozostawiając dystans i szybkość bez zmian.
.jpg)
Trening na rowerze nie zniszczył mi szarych komórek, tych odpowiedzialnych za rozsądek.
Jechałem za to bardziej pewnie i nie miałem problemów z prowadzeniem nart wtedy kiedy trzeba było przyciąć zakręt.
Powiększyłem dzienną ilość zjazdów w porównaniu do poprzedniego razu. Kiedy jednak zauważyłem, że narty, a dokładnie jedna z nich zaczyna żyć własnym życiem, odpiąłem deski.
Po dwóch tygodniach, nabiłem na liczniku 300 kilometrów. Teraz podkręcam obciążenie pozostawiając dystans i szybkość bez zmian.
.jpg)
Zauważyłem, może to bez związku, ale śpię jakby lepiej. Gdyby jeszcze ta szyja nie dawała tak w du.*ę . A nie, ona jest wyżej i oddziałuje bardziej na głowę.
Ponieważ budzę się codziennie zbyt wcześnie tak jakbym musiał odbić kartę w robocie, co nieustannie krytykuje moja żona, zmieniłem plan dnia.
Ponieważ budzę się codziennie zbyt wcześnie tak jakbym musiał odbić kartę w robocie, co nieustannie krytykuje moja żona, zmieniłem plan dnia.
Rozciągam się teraz przez kwadrans i zostawiam, a przynajmniej staram się zostawiać w łóżku te wszystkie chrzęsty i strzelania w stawach.
Na ile mi wystarczy tej determinacji do takiej aktywności fizycznej?
Oby wystarczyło na długo. Jak jednak przyjdzie wiosna i wkroczę do ogrodu to może być gorzej.
Na ile mi wystarczy tej determinacji do takiej aktywności fizycznej?
Oby wystarczyło na długo. Jak jednak przyjdzie wiosna i wkroczę do ogrodu to może być gorzej.
Mam jednak jeszcze rower tradycyjny więc może jak nabiorę wprawy to te kilka razy wyskoczę na nim do pracy. W tę i z powrotem też wypada 20 kilometrów
Póki jednak jest zima to stwierdzam, że rower bardzo mi się spodobał Czuję nawet codzienny przymus aby na niego wsiąść. Sprzęt ma na liczniku taką rynienkę, by można było oprzeć smartfon lub tablet.
Sprawdziłem, świetnie mieści się tam również czytnik E-booków, a kręcenie pedałami nie powoduje dyskomfortu czytania.
Póki jednak jest zima to stwierdzam, że rower bardzo mi się spodobał Czuję nawet codzienny przymus aby na niego wsiąść. Sprzęt ma na liczniku taką rynienkę, by można było oprzeć smartfon lub tablet.
Sprawdziłem, świetnie mieści się tam również czytnik E-booków, a kręcenie pedałami nie powoduje dyskomfortu czytania.
Wczoraj w trakcie godzinnej jazdy przeczytałem biografię Lucyny Messal przedwojennej gwiazdy sceny operetkowej. Fajnie napisanej, bez tego patetycznego nadęcia który charakteryzował opowieści Bogusława Kaczyńskiego. Swoją drogą Kaczyńskiego ( Bogusława) też lubiłem słuchać.
To dopiero cuda. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Wiem, że od dawna ludzie dzielili sztukę czytania z innymi niezbędnymi do życia czynnościami. Ja jednak nigdy nie należałem do tych co czytali na kiblu.
Nie świadczy to jednak o niechęci do czytania, a jedynie o świetnej perystaltyce jelit.
Żona zauważyła tę moją konsekwencję w działaniach.
Boże mój, czemóż ja nie potrafiłem być taki konsekwentny w swoich działaniach w czasie o którym śpiewała Halina Wyrodek.
Taka kolej rzeczy, mądrzejemy na starość, ale wtedy nikt nie chce już korzystać z naszego doświadczenia życiowego, bo przecież :
Taka kolej rzeczy, mądrzejemy na starość, ale wtedy nikt nie chce już korzystać z naszego doświadczenia życiowego, bo przecież :
Jeszcze krew ciepła w żyłach nie skrzepła i stać na własne cię błędy ( Młynarski - Dzieci Kolumba)
A żeby tak mądrze zakończyć jakąś zawoalowaną przestrogą, pozwolę sobie zacytować Stanisława Jerzego Leca :
Zegar tyka. Wszystkich
A żeby tak mądrze zakończyć jakąś zawoalowaną przestrogą, pozwolę sobie zacytować Stanisława Jerzego Leca :
Zegar tyka. Wszystkich






