Film składa się z luźnych epizodów pozbawionych pointy. Znajdziemy tam sekwencję z mnichami grającymi w pokera o medaliki. Historia zniknięcia dziewczynki, która zjawia się z rodzicami w komisariacie, gdzie ignoruje się jej obecność i kontynuuje poszukiwania. Jest i historia snajpera, który z dachu wieżowca strzela do przechodniów, a pojmany i osądzony wysłuchuje wyroku śmierci i spokojnie wychodzi z sali, rozdając autografy. Ciekawy wykład profesora o społecznych konwenansach, ilustrowany opowieścią o przyjęciu, w czasie którego goście zasiadają wokół stołu na sedesach, a jedzenie - jako czynność wstydliwa odbywa się w zamknięciu.
Powyżej dwa plakaty z filmu, jeden wyluzowany, zachodni, a drugi to tak zwana "polska szkoła plakatu". Ten nasz miałem kiedyś w pokoju nad łóżkiem. Odkleiłem go ze słupa ogłoszeniowego, zanim klej wysechł. Przyznaję się do tego po latach.
Reżyserem filmu był Luis Bunuel uważany za jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii kinematografii. Powszechnie nazywany jest ojcem kina surrealistycznego, którego był twórcą i propagatorem. Był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Oprócz sztuki reżyserii, Buñuel studiował również religioznawstwo, zoologię, historię i rolnictwo. Podczas studiów na uniwersytecie w Madrycie poznał Salvadora Dali, z którym się zaprzyjaźnił. Można było przypuszczać, że te dwa nazwiska to idealny przepis na mieszankę wybuchową.
W 1928 roku, dzięki pomocy finansowej swojej matki, reżyser zrealizował wspólnie z Dalim swój pierwszy film " Pies andaluzyjski". Obraz ten był jednocześnie manifestem kina surrealistycznego. Film wywołał wielkie emocje w całym kraju i tym samym zrealizował cel jaki postawili przed sobą jego twórcy - zaszokował.
Potem rozpoczął się okres tworzenia dzieł wybitnych, a nierzadko arcydzieł. W najgorszym wypadku filmów wzbudzających ożywiona dyskusję.
Po obejrzeniu "Widma wolności" rzuciłem się jak szczerbaty na suchary na inne jego filmy.
Zapisałem się nawet do dyskusyjnego klubu filmowego, ale na objerzenie "Psa andaluzyjskiego" musiałem jeszcze parę dobrych lat poczekać. Wtedy był nieosiągalny.
Dlaczego zaczynam od wspomnienia tego filmu w którym, jak by to powiedzieli współcześni młodzi widzowie, reżyser odpiął wroty?
Bunuel tłumaczy nam, że Człowiek jest niby wolny, a uwięziony przez konwenanse.
Poszczególne historie pokazują co by było gdybyśmy te konwenanse odwrócili o całe 180 stopni.
Zajmijmy się więc konwenansami.
Podtytuł - "Mocz przyczynia się do topnienia lodu" zaraz skojarzył mi się ze sceną przyjęciu z opisywanego powyżej "Widma Wolności",
Do tej pory znałem dwa powody zanikania lodowców:
- Gazy cieplarniane: Spalanie paliw kopalnych i wycinka lasów zwiększają ilość dwutlenku węgla w powietrzu.
- Wzrost temperatur: Cieplejsza atmosfera i cieplejsze prądy morskie ogrzewają lodowce od góry i od dołu.
Powód jest prosty: mocz jest ciepły. "Ma temperaturę około 37 st. C, czyli odpowiadającą temperaturze ludzkiego ciała, i prowadzi do topnienia lodu"
"Rosnąca liczba wspinaczy, turystów pieszych i osób wspierających wyprawy, szczególnie w rejonie obozu bazowego, zwiększyła presję na środowisko lodowca Khumbu" — podkreślają naukowcy. Wiosną 2023 r. przebywało tam około 2 tys. osób. Nie wszystkie pozostawione przez nich nieczystości są jednak później usuwane z góry.
Od 2024 r. wspinacze muszą wprawdzie znosić swoje odchody w specjalnych workach z powrotem do doliny. W przypadku moczu taki obowiązek jednak nie istnieje. W efekcie nadal trafia on bezpośrednio na lód.
Ponieważ na dużej wysokości wspinacze muszą pić dużo płynów, każdy z nich podczas trwającej 50 dni wyprawy oddaje — według badaczy — około trzech litrów moczu dziennie. Łącznie daje to około 330 tys. litrów. Ciepło zawarte w takiej ilości moczu mogłoby, według badania, w ciągu jednego sezonu doprowadzić do stopienia około 154 ton lodu.
Jeśli doliczyć do tego tysiące litrów paliwa wykorzystywanego na Evereście do ogrzewania i gotowania, szacowana ilość stopionego lodu wzrasta do 2492 ton.
Teraz już wiesz!
I nie krzyw się na proponowany temat, zrzuć łańcuchy konwenansu i maskę sztucznego zniesmaczenia.
W końcu nic co ludzkie nie jest nam obce. Najważniejsze by podjąć jakieś skuteczne działania, aby zapobiec, albo choć opóźnić katastrofę.
Postanowiłem nie jechać na Everest. Ani teraz, ani nigdy.
I chociaż nie zarzekałbym się tak zdecydowanie, że nie pojadę do Rzeszowa czy Warszawy, to Everestu jestem pewien. Nie pozostawię tam ani węglowego śladu ani próbki DNA.
Po przeczytanie tego artykułu jakby mniej śmieszny wydaje mi się dowcip o tym, czego jako pierwszego Eskimosi uczą swoje dzieci?
- Nie jedz żółtego śniegu.
A tak na zakończenie, jeżeli ktoś lubi surrealistyczne obrazki, a nie widział nigdy tego filmu to polecam. Teraz łatwo go znaleźć w sieci .
A potem można iść za ciosem:
- Dyskretny urok burżuazji
- Mroczny przedmiot pożądania
No i podejmijcie decyzję w sprawie Everestu. Warto
PS
Jeszcze o pogodzie:
Lato dobiega końca, a eksperci z portalu Severe Weather Europe (SWE) zaktualizowali prognozy dotyczące opadów śniegu w Europie zimą. Wygląda na to, że będzie ona zróżnicowana i pojawią się okresy, gdy białego puchu zabraknie, jak i takie, gdy spadnie go sporo. Niewykluczone, że najbardziej śnieżnym miesiącem będzie styczeń.
Przeczytałem tę prognozę na nadchodzącą zimą. Jest godna nazwania jej góralską prognozą.
Bo śniegu będzie czasem więcej, a czasem mniej, Jak by na to nie patrzeć sprawdzi się.
Tak i będzie ze mną. W mroźne lub cieplejsze popołudnia, albo będę oglądał więcej, albo mniej, zróżnicowanego bardziej lub mniej materiału filmowego. Ot tak, dokładnie tak.
PS II
Poprzednio napisałem, że lato dobiega końca, a tu już jesień. Post dalej czeka w roboczych.
Miałem pewną nadprodukcję w postach, ale co się odwlecze... może i dobrze.
Skoro mówimy o kontrowersjach.
Do kompletu obejrzałem właśnie "Lalkę", serial wyprodukowany i emitowany przez Netflix.
Serial od czasu swojej premiery wzbudza gorące, pełne emocji dyskusje.
Dlaczego o tym filmie piszę w tym miejscu?
No cóż, parę akapitów wyżej poruszałem sprawę żółtego śniegu, no więc mogę słowo o serialu który tak wielu zmieszało za przeproszeniem, z gównem.
Kolejny to raz kiedy my Polacy nie pozwolimy na szarganie świętości.
W związku z powyższym jest wyświetlany wyłącznie na tej platformie ( Netflix) , czyli za oglądanie trzeba płacić
Prawda czasu, prawda ekranu, jak mawiał reżyser Zagajny w kultowym "Misiu". Reżyser używa tego sformułowania, aby usprawiedliwić mijanie się z rzeczywistością oraz wszelkie manipulacje i kłamstwa pokazywane w mediach lub sztuce. Teraz mamy inne czasy niż te w których żył Bolesław Prus, są one delikatnie mówiąc bardzo dynamiczne.
Ktoś napisał, że prezentowany serial depcze książkę Prusa, ale jeżeli ją depcze to robi to perfekcyjnie.
Pamiętam co się działo gdy w teatrze wystawiano Balladynę, Legendarne, kontrowersyjne przedstawienie w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, wystawione zostało w 1974 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie.
W postać Goplany wcieliła się, Bożena Dykiel która wjechała na scenę na japońskim motocyklu Honda. Aktorka miała na sobie obcisły kostium inspirowany strojem Jane Fondy z filmowej „Barbarelli”. Takimi samymi motocyklami poruszali się słudzy Goplany – Skierka i Chochlik. Spektakl wywołał ogromny skandal i podzielił publiczność oraz krytyków na zagorzałych przeciwników i zwolenników nowoczesnej formy, na stałe wpisując się jednak w historię polskiego teatru.
Nie mówię, że serial dorównuje poziomem artystycznym wystawianej przed laty sztuce, ale odbiór jest również histeryczny. I tu i tu mamy świętość w postaci pomnikowych autorów i lektury szkolnej.
Być może na początku filmu można by wyraźnie zaznaczyć, że serial nie jest wierną adaptacją, a fabuła powstała na motywach książki. O tym, że będzie inaczej mówiło się już przed premierą.
Czytałem, że pomysł na serial miał być jeszcze bardziej szalony, gdyż akcja miała dziać się w czasach smartfonów. Twórcy doszli do wniosku, że to chyba jednak zbyt wiele. Ciekawe, ale pewnie ponad naszą możliwość akceptacji.
Tego zabiegu nie bała się Agnieszka Holland która w filmie "Franz Kafka" dość swobodnie porusza się w czasie mieszając ze sobą epoki. I co? I nic, mnie się Kafka podobał.
Wracając zaś do kolejnej adaptacji jednego z kanonów naszej literatury.
Przypomnę, że całkiem niedawno oglądaliśmy nowego Znachora. Trudno tu było rywalizować z kreacją Jana Bińczyckiego, a więc twórcy postanowili zrobić inny film na motywach powieści.
Nie pamiętam czy film wywołał aż tyle kontrowersji.
Pragnę zauważyć, że i w Lalce i w Znachorze, bohaterkami są silne kobiety o współczesnych cechach i zachowaniu, niepasującym do tamtej epoki, ale są one zrozumiałe dla młodego pokolenia.
Może nam ludziom w pewnym wieku zostaje podziwiać Beatę Tyszkiewicz i Małgorzatę Braunek. Sztuki teatralnej z 1952 roku z Niną Andrycz z pewnością nikt z czytających już nie pamięta. W końcu było to 74 lata temu.
No i choćby z przyzwoitości wypada przypomnieć nową realizację "Chłopów" film jeszcze inny niż inne. Powstał z malowanych obrazów, ale jest to też historią mocnej kobiety, która przegrała z systemem i społecznością.













