Wychodzi na to, że już na samym początku stawiamy naszej miłości pewne wymagania. A co jeżeli nie poprzestajemy tylko na wymaganiu finansowym ?
Poniżej jako przykład, opis wymagań przykład jednej z osób, których historie opisano w artykule *
"...Od kilku miesięcy Hanka jest zalogowana na specjalnym portalu dla zamożnych osób, które chcą kogoś poznać. Płaci abonament, poznaje wirtualnie mężczyzn, którzy osiągnęli sukcesy zawodowe, finansowe. I co? I jest coraz bardziej rozczarowana. Smutna i zdumiona. Bo żaden z nich nie spełnia nawet 20 punktów z listy. Każdego więc Hanka po kolei odrzuca. Tych randek robi się już naprawdę sporo, a ona ma powoli dość. Chciałaby od tego odpocząć, ale czuje się zwyczajnie samotna. Marzy, aby móc przytulić się do kogoś wieczorem na kanapie, gdy syn wychodzi z dziewczyną do kina. O jaką listę chodzi? Hanka stworzyła sekretną listę życzeń, czyli zestaw cech osobowości, charakteru i wyglądu potencjalnego partnera. Lista ma aż 30 punktów. Na przykład ktoś, z kim miałaby się związać na stałe, powinien mieć minimum 180 cm wzrostu i nie może mieć nadwagi. Musi regularnie uprawiać jakiś sport. Być lojalny, bardzo pewny siebie, ale też skromny. Musi być singlem, ewentualnie po jednym rozwodzie (kandydat w trakcie rozwodu odpada!). Nie może mieć pofarbowanych włosów ani brody. Studia — obowiązkowe. Na liście znajdują się nawet widełki pensji, którą powinien pochwalić się wybranek..."
A gdyby teoretycznie znalazła człowieka który spełnia te założone 30 punktów z listy to co ?
Przecież przy takiej metodzie wyboru możliwe jest z kolei z dużym prawdopodobieństwem, że Hanna trafi na kandydata z równie długa listą oczekiwań. Z pobieżnych wyliczeń wynika, że szansa na sukces zaczyna być iluzoryczna, a prawdopodobieństwo mniejsze niż wygrana w totka.
Za moich młodych czasów mówiło się zaś elegancko, że kocha się nie za coś, a pomimo czegoś.
Poza tym, fantastyczne było to poznawanie osoby na raty. Każde spotkanie przynosiło nowe informacje. Czasami lepsze, czasami gorsze. Wtedy człowiek mówił sobie - Nie ma tego i tego, ale pomimo to ją kocham. Czyż to nie było piękne i nacechowane pewnym poświęceniem?
Dawaliśmy sobie wtedy więcej czasu na poznanie się i jeszcze więcej na dopasowanie.
Kobieta mogła wtedy przez całe lata reformować swojego męża i formować pod własne wyobrażenia.
Niestety, wychodził z tego czasami mocno kaleki osobnik, była to już jednak jesień związku i łączyła ich już tylko przyzwyczajenie, a w optymistycznej wersji przyjaźń.
Dzisiaj kobieta chce mieć faceta od razu pod własny gust, całkowicie bez pracy własnej, albo organicznej jak lubili mówić pozytywiści.
I taki ja, bez przypominania opuszczam klapę w sedesie. Opróżniam też bez wezwania zmywarkę i regularnie wynoszę śmieci. Nie mam jednak minimum 180 cm wzrostu. Czy w ogóle można te cechy położyć na jednej wadze?
bowiem daje ciekawe spojrzenie na ten problem. Jakoś dziwnie ten tekst zachował aktualność, ale to tylko moja opinia więc nie jest obiektywna.
W Elle zamieszczono rozmowę Anny Luboń z socjologiem dr hab. Tomaszem Szlendakiem.
Tytuł artykułu : Dlaczego kobiety chcą zmieniać mężczyzn
Rzuciłem się na tekst ponieważ wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie.
Oczywiście mam swoje gotowe odpowiedzi, ale jak to mówią - mądrego przyjemnie posłuchać.
No więc dlaczego?
… Jak to się dzieje że kobieta tuż po ślubie zaczyna się przeprogramowywać i rekonstruować mężczyznę z wymarzonego księcia na białym koniu w misia w papuciach…
Kiedyś poznała bezkompromisowego, dowcipnego i podobającego się kobietom faceta. A zamienia go w człowieka ukierunkowanego na dom i sprawy rodziny. Powoli to te sprawy dominują na tym co się dzieje na zewnątrz. Robi to, po to aby go zatrzymać.
A kiedy jako wymagający pedagog, kobieta osiągnie swój wychowawczy sukces, zżyma się na pojętność swojego ucznia:
- Ciebie to nawet kijem z domu nie można przepędzić. Zostaw tego pilota. Ruszmy się gdzieś.
Zapuściłeś się, zrób coś z tym brzuchem...
… Ale kobiety nie tylko chcą mężów "umisiowić". Chcą ich też nauczyć sprzątać po sobie brudne skarpetki. Albo żeby się trochę podciągnęli towarzysko: zaczęli mieć właściwe poglądy. Najczęściej takie jak one.
Wśród kobiet w naszej kulturze cały czas pokutuje wyobrażenie o związku jako komunii dusz. Mężczyźni takich wyobrażeń nie mają. Zupełnie inaczej widzą zakres autonomii w związku. Kobieta chciałaby, żeby związek działał jak jedna osoba, żeby oboje podobnie myśleli o wielu dziedzinach. Mężczyźni nie zmuszają się do tego, żeby czuć świat tak samo. Kobiety próbują kształtować mężczyzn na swoje podobieństwo, bo wydaje im się, że tylko wtedy jest dobrze…
Pan doktor uważa i trudno mi się z tym nie zgodzić, że faceci poddają się swoim kobietom z wygodnictwa. Nie do przecenienia jest również obraz stosunków wyniesiony z domu .
- Tak kochanie. Oczywiście Kochanie. Masz rację Kochanie.
Tak przecież zachowywał się jego ojciec i czynił to dla własnego spokoju.
Dla własnego wygodnictwa tracimy więc wolność, ale równocześnie przestajemy traktować własny dom jako pole walki. Tutaj role są już podzielone. Żona rządzi
….Może dlatego, że mają w domu święty spokój. Mężczyźni są w stanie wiele oddać dla spokoju. Unikają konfliktów, w które kobiety wchodzą częściej. Oddając część władzy, wolności, mężczyzna bardzo dużo zyskuje w swoim mniemaniu…
Przypomina mi się taki dowcip:
W trakcie męskiego piwa, faceci żalą się jak to są gnębieni i przez swoje małżonki. Wtedy jeden z nich mówi:
- A ja w domu robię to na co mam ochotę. A dzisiaj na przykład mam ochotę słuchać żony.
Lektura artykułu pozwoliła mi zrozumieć dlaczego mężczyźni nie próbują zmieniać kobiet?
Może piersi. One zawsze mogły by być większe.
Oczywiście wszystkie te działania nie powinny być postrzegane tylko w negatywnym zabarwieniu. Wymagająca kobieta w sprzyjających okolicznościach potrafi być muzą mężczyzny.
… A przecież wtedy również wykonuje rodzaj formatowania. Żonie Einsteina przypisuje się znaczną część idei, które opublikował pod swoim nazwiskiem. Freud też pisał dzięki swojej partnerce…
Niestety zdaniem socjologa to są wyjątki.
…. Zazwyczaj jednak kobiety formatują mężczyzn, ściągając ich w dół: żeby się nie wyróżniali, żeby byli jak inni, kiedy spotkają się z sąsiadami w niedzielę w kościele.
Pamiętam taką scenę z Czterdziestolatka, kiedy inżynier Karwowski idzie na służbowe chociaż domowe spotykanie z młodą i atrakcyjną panią architekt (w tej roli Grażyna Szapołowska) Przezorna żona nakazuje ubranie koszuli polo do marynarki. Efekt śmieszności i nieatrakcyjności faceta został osiągnięty
Marlena Dietrich powiedziała, że większość kobiet usiłuje zmienić swojego faceta, a kiedy im się to wreszcie udaje, ten facet wcale im się nie podoba.
… Tym, co przyciąga kobietę do mężczyzny, jest jego egzotyczność. To, że potrafi ją zaskoczyć, że jest nieprzewidywalny. Ale potem kobieta zaczyna go socjalizować, dopasowywać do swojej codzienności. Obudzi się, kiedy będzie za późno. Ten mężczyzna, za którego wyszła, już się nie zachowuje, jak trzeba, ani nie wygląda, jak trzeba. Stał się kimś innym, nudnym i przewidywalnym. Pierwsza myśl to rozwód – cztery na pięć jest inicjowanych przez kobiety. Dopiero socjoterapia może jej uświadomić, że to ona wymogła na swoim partnerze zmiany, których teraz nie akceptuje. Że to ona sama doprowadziła do końca atrakcyjności swojego mężczyzny…
Na koniec warto dopuścić do głosu prawdziwego fachowca, jeśli idzie o damsko-męskie relacje. Nieżyjący już Georges Brassens tak śpiewał o tym, co z twardego faceta potrafi zrobić delikatna i krucha kobietka.
Na koniec wypada odpowiedzieć na jedno pytanie. Dlaczego mężczyźni na to wszystko się godzą?
Najzabawniejsze jest to, że wypowiedziała je jedna z bohaterek powieści, Pani Kazimiera Wąsowska


.jpg)










