wtorek, 30 listopada 2021

Winny Świat Antoniego i nie tylko jego

  Właśnie odbyłem sesję wymiany e-maili  ze znajomą o której wspominałem Wam parę postów wcześniej. Rozmowa dotyczyła wina i wszystkiego co się wokół wina  kręci. Według mnie koło wina kręci się cały świat i to od ponad dwóch tysięcy lat, a więc ta wymiana myśli była nad wyraz owocna. Biadoliłem już wiele razy nad zanikiem  sztuki epistolografii, ale sam jestem dowodem tego by przy odrobinie wysiłku oddać   się emailografii. Tu list leci błyskawicznie, bez wrzucania go do skrzynki i naklejania polizanego znaczka. Może ten rytuał przygotowania znaczka do nalepienia zwiera w sobie jakiś ładunek emocji, ale szybkość  transportu to rekompensuje. 

W podzięce za tę korespondencję przesyłam prosty wierszyk, który dotyczy jej  ulubionych  win robionych metodą Amarone, czyli wstępnego podsuszana gron przed ich fermentacją. No to lecimy

Amarone della Valpolicella

Kiedy  popijam Amarone
Mam przed oczami Weronę.
Widzę bez Julii balkony
I Romka co taki szalony.
Dla mnie to wino do degustacji
Zaraz po wstępnej dekantacji

A gdy próbuję Młode Wino,
Łzy wspomnień po policzkach płyną.
Bo widzę siebie pod balkonem
Gdy rzucam kwiaty słów szalone
I zwykle to mnie trochę smuci
Bo ten czas nigdy już nie wróci





środa, 24 listopada 2021

Konrad do spółki z Hamletem, albo co jest z tą sztuką

Naszło mnie dziwne uczucie. Jakieś deja vu czy coś ?
Co prawda w 1968 r Kiedy Kazimierz Dejmek reżyserował Dziady w Teatrze Narodowym miałem 10 lat, a ponieważ moi rodzice nigdy na Dziadach nie byli, a co najwyżej na koncercie Jerzego Połomskiego, nie miałem skąd czerpać dobrych wzorców oburzenia. Nadrobiłem jednak te zaległości i kiedy przyszła pora, jednym tchem przeczytałem wszystkie części Dziadów.
Ba, należałem do tych szczęśliwców którzy obejrzeli Dziady w reżyserii Konrada Swiniarskiego w krakowskim Starym Teatrze. Boże, jakże myśmy tę sztukę przeżywali i ileż było dyskusji na polskim i poza nim w moim prowincjonalnym liceum. Można było równocześnie słuchać  Pink Floydów, Yes, King Krimson, oraz uwielbiać Dziady.
Poszedłem za ciosem i obejrzałem Hamleta z Sir Laurencem Olivierem, Inokientijem Smoktunowskim, i Janem Englertem w Teatrze TV. Dodatkowym smaczkiem tego telewizyjnego przedstawienia było to że reżyserem w 1974r był 
Gustaw Holoubek nomen omen Konrad-Gustaw z Dejmkowskich Dziadów z 1968r.
Dlaczego się tym wszystkim popisuję ?
Z powodu wypowiedzi przedstawicieli władzy którzy zabierają głos na temat Dziadów wystawianych obecnie na deskach krakowskiego Teatru Słowackiego.
Chodzi o najnowsze teatralne dzieło Mai Kleczewskiej w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Premiera sztuki odbyła się w 120-lecie prapremiery "Dziadów" w inscenizacji Stanisława Wyspiańskiego
Oto  świeża garść cytatów z Onetu:

"Odradzam organizację wyjść szkolnych na spektakl »Dziady« w Teatrze J. Słowackiego" — napisała w swoim stanowisku małopolska kurator oświaty Barbara Nowak

— Bardzo dziękuję pani kurator za reakcję — zwrócił się Przemysław Czarnek do Barbary Nowak. — Nie wolno siedzieć cicho i milczeć w obliczu właśnie deformowania piękna i bezczeszczenia sztuki

Z kolei Piotr Gliński zaznaczył, że "niepokoją go wszelkie działania, które są kontrowersyjne w sztuce i przekraczają granice tej akceptowalnej kontrowersji"

Na usta ciśnie mi się pytanie - czy cytowane osoby widziały chociaż  przedstawienie? A może nie muszą go oglądać ponieważ z racji funkcji wszystko wiedzą najlepiej.
Ponieważ widziałem kilka wersji tej sztuki czuję się upoważniony do wyrażenia własnego zdania
Czyżby obsadzenie aktorki w głównej roli (męskiej) tak uraziło uczucia patriotyczne, że trzeba dyskutować o granicach wolności sztuki?
Czyżby taka niejednoznaczność  naruszała te wszystkie normy określane ostatnio elegancko cnotami niewieścimi?
A po co to w ogóle?
W demokratycznym społeczeństwie 
widownia głosuje nogami i portfelami, bo przecież bilety do teatru nie są teraz najtańsze.
Totalna krytyka Dziadów spowodowała że jak twierdzi Dyrektor teatru - trzeba dostawiać przedstawienia wobec ogromnego wzrostu zainteresowania.
Smaczku całemu skandalowi dodaje fakt że w treści sztuki nie zmieniona żadnej wypowiadanej przez aktorów kwestii. Wszystko pochodzi od Wieszcza. A że Wieszcz był trochę prorokiem, to już nie nasza wina.
Eksperymenty szkodzą sztuce ? Tak ?  A mnie wydawało się, że ją wzbogacają i to one właśnie przesuwają tę granicę na rzeczy które sztuką nie są, a powinny.
Swoją drogą Andrzej Wajda miał kupę szczęścia, że na pomysł obsadzenia w roli Hamleta Teresy Budzisz Krzyżanowskiej ( też widziałem ) wpadł w 1989r.
Nie było wtedy tylu obrońców czci, uczuć i moralności. Na moralność socjalistyczną wszyscy mieli jak to się mówi- wywalone.
W tym to 1989 roku Teresa Budzisz-Krzyżanowska zagrała jedną ze swoich największych ról. Andrzej Wajda obsadził ją w tytułowej roli Szekspirowskiego Hamleta w Starym Teatrze w Krakowie. Spektakl nosił tytuł Hamlet IV, ponieważ była to czwarta inscenizacja tego dramatu Szekspira w karierze Wajdy. Przedstawienie toczyło się częściowo w teatralnej garderobie, a częściowo na właściwej scenie. Historia rozgrywała się w Danii z dramatu Szekspira i równocześnie w teatrze, który wystawia sztukę wielkiego Stradfordczyka. Budzisz-Krzyżanowska grała zarówno Hamleta, jak i aktora wcielającego się w jego postać.
                                                                           źródło telemagazyn.pl

Ówczesna prasa Kultura pisała  o tym w sposób następujący:
"Nie wiadomo, kiedy Budzisz-Krzyżanowska przeistacza się w Hamleta" - notowała Urszula Biełous. - "Po prostu wychodzi zza kulis w cielistym kostiumie i niedbałym ruchem zdejmuje kapelusz, zmienia kostium na inny i - dalej jest, działa, mówi, porusza się, sama, oddzielona od widowni, od aktorów także, jak ptak uwięziony w klatce. (...) Hamlet Krzyżanowskiej tyle czuje, tyle cierpi, tak wiele rozumie, że wydaje się - jakby był obdarzony stanem świadomości ponad wszystko, ponad wszystkimi. Kruchy i wrażliwy, agresywny i atakujący. Walczący zajadle na skutek swojej słabości, porażek i krzywd. Budzisz gra, zda się lekko bez wysiłku, bezbłędnie, tj. bez cienia fałszu. Jest to jej wielkie osiągnięcie aktorskie. (...) Hamlet prawdziwy, cichy refleksyjny - mimo bólu i agresji - tak jakby aktorka swą grą, swoim byciem, pisała esej na temat natury ludzkiej (...)" ("Kultura" 1989, nr 36).
I taka uwaga z tamtego okresu:
Aktorka "(...) nie była kobietą przebraną za mężczyznę, lecz wcieleniem dramatu i rozterek Hamleta, które przecież nie są od płci uzależnione (...) (Joanna Godlewska, "Najnowsza historia teatru polskiego", Wrocław 1999). *
Kiedyś  tam i to nie w odległej galaktyce, rząd wydał wojnę sztuce. Przegrał tę wojnę z kretesem.
Dlaczego jako naród nie uczymy się na cudzych błędach, co gorsza nie uczymy się nawet na własnych.
A to już jest par excellence sztuka.

* Na podstawie https://culture.pl/pl/tworca/teresa-budzisz-krzyzanowska

piątek, 19 listopada 2021

O delikatnych facetach

Dzięki bogu, sezon na komary już się skończył. Gdzieś tam jeszcze w zakamarków wyleci jakaś niedobita,  zaspana komarzyca, ale wygląda wtedy jak naćpana i trafić sobie w człowieka nie potrafi, nie mówiąc już o tym aby dopaść i w ciało się zanurzyć.
Komarów nie widzę w ogóle. Jeżeli miały jakąś dziejową misję do wykonania w tym roku, to ją wykonały i śpią gdzieś na kanapie przed telewizorem, lub wyzdychały.
Oni są spoko. Kąsają nas jedynie komarzyce, które stanowią aż 90 procent wszystkich komarów. Samce nie są krwiożercze i żywią się jedynie pyłkami kwiatów, choć przeważnie przez całe krótkie życie nie jedzą niczego.
Jak to mając do dyspozycji średnio 9 partnerek na 1 komarze ciało, nic nie jedzą?
To jak ten górnik z dowcipów co dociążony robotą w kopalni był tak bardzo, że nawet nie chciał zjeść obiadu tylko ustawił się na małżeńskie tam i nazad  a potem zaraz szedł spać.
Komarzyce potrzebują krwi, aby móc po kilku dniach złożyć około 300 jaj w stojących zbiornikach, z których z 230 wyklują się kolejne komary płci żeńskiej.  Do rozrodu skłania je nasza krew. Po pobraniu nam krwi bez pozwolenia, komarzyca rozpoczyna składanie jaj. (Twoja pogoda.pl)
To pokazuje, że człowiek wzorem świata zwierząt rozpoczął właśnie ewolucję. Niczym ten komar żywiący się pyłkiem z kwiatów (ach jakie to poetyckie) faceci doskonalą się w sztuce kulinarnej a sięgając wyżyn mistrzostwa, serwują swoim partnerkom wyszukane dania sparowane z odpowiednim winem.
Jakiś czas temu mój syn zapraszał do domu swoje znajome ( brakuje mi tutaj właściwego słowa) którym przygotowywał kolacje, a następnego dnia podawał śniadanie ( nie do łóżka) do stołu w salonie, dzięki czemu mogłem być świadkiem takich oto rozmów.
- Ty gotujesz ? To świetnie bo ja przypalę nawet wodę na herbatę. Będziesz więc nam gotował.
Nie było gotowania bo nie było żadnych "nas"
Teraz jest w jego życiu Taka która gotuje i sprząta z nim na zmianę. Duch równouprawnienia czuje się tam dobrze.
Ogólnie mówiąc następuje wielka zmiana.
Facet zdobywca ( piszą teraz o takich seksista ) odchodzi do lamusa, na rzecz gościa który wcale nie garnie się do sexu, a jedynie wtuli się w pełne piersi partnerki, aby zasnąć jak niemowlak.
To tylko krok do tego by rozpłakać się w trakcie komedii romantycznej. Słyszałem o takich przypadkach. Mnie też czasem ściśnie gardło, ale ja to co innego. Nade mną moja żona pracuje od prawie czterdziestu lat.
No więc mamy delikatnych i wyrafinowanych facetów i kobiety które są świadome swoich oczekiwań. Już nikt im nie wmówi, że tyle ( tutaj ruch dłoni wskazujący miarę) to osiemnaście centymetrów. Same mają metr w domu nie mówiąc o dildo w szufladzie.
Kobiety prowadzą ciężarówki, statki, samoloty. Kilka dni temu przeczytałem, że strzepały tyłki facetom w szachach zajmując na mistrzostwach open w Turcji cztery pierwsze miejsca. Ba, wskoczyły do oktagonu, bijąc się bez umiaru po twarzach i biustach poprawionych przez chirurgów, kopiąc po tyłkach i brzuchach ile wlezie.
Czy mi to przeszkadza? A cóż mi ma przeszkadzać w moim wieku? Najbardziej prostata. Zastanawiam się  tylko jak mogłyby wyglądać moje relacje z taką fighterką z oktagonu. Związek z kobietą która może cię sprać na kwaśnie jabłko lewą ręką.
Dla jasności dodam, że nikt nigdy nie powinien używać siły wobec drugiego człowieka, bez względu na płeć, wyznanie czy kolor skóry.
Porobiły się z nas białe misie pogrążające się w stresach i depresjach, a one, silne kobiety wciskając kształtny tyłek w jeansy i robocze trzewiki prą do przodu.

Cipiejemy Panowie.

A może to one chcą byśmy tacy byli?
Przypomina mi się post Mały Miś, który napisałem w 2011 roku.
Mały Miś pokazuje jak kobiety pracują by nas zmienić i czy ta zmiana wychodzi im na dobre.
W folderze wrzesień 2011 postu Mały miś szukać proszę pod datą 11.09.2011r.
Dzisiaj uważam, że w tym procesie sami wyprzedzamy oczekiwania kobiet, a efekt jaki jest każdy widzi


 
Ponieważ jest jakiś problem z przekierowaniem,  wklejam wspomniany post  :

Po raz pierwszy od  dłuższego czasu przeczytałem  tak szczerą rozmowę. Być może zachwyt wynika z faktu, że potwierdza moje przemyślenia?
W Elle zamieszczono rozmowę Anny Luboń z socjologiem dr hab. Tomaszem Szlendakiem.
Tytuł artykułu :   Dlaczego kobiety chcą zmieniać mężczyzn
Rzuciłem się na tekst ponieważ wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie.
Oczywiście mam swoje gotowe odpowiedzi, ale jak to mówią - mądrego przyjemnie posłuchać.
No więc dlaczego?
… Jak to się dzieje że kobieta tuż po ślubie zaczyna się przeprogramowywać i rekonstruować mężczyznę z wymarzonego księcia na białym koniu w misia w papuciach…
Kiedyś poznała bezkompromisowego, dowcipnego i podobającego się kobietom faceta. A zamienia go w  człowieka ukierunkowanego na dom i sprawy rodziny. Powoli to te sprawy dominują na tym co się dzieje na zewnątrz. Robi to, po to  aby go zatrzymać.
A kiedy jako wymagający pedagog,  kobieta osiągnie swój wychowawczy sukces, zżyma się  na  pojętność swojego ucznia:
- Ciebie to nawet kijem z domu nie można przepędzić. Zostaw tego pilota. Ruszmy się gdzieś.
Zapuściłeś się, zrób coś z tym brzuchem.
Ale najlepsza receptą będzie rowerek treningowy, wyciągany zza zasłony w sypialni. Będzie mógł pedałować oglądając przy okazji pięć pięć tysięcy sześćset dwudziesty czwarty odcinek „Mody na sukces” . I będzie przecież cały czas  na oku.
I tak współczesny Felicjan Dulski nie musi dymać na  własnych nogach na  Kopiec. Ona na ten Kopiec może pojechać. A że prócz ciała jest również umysł, kobiece  ambicje  odważnie sięgają również tam.
… Ale kobiety nie tylko chcą mężów "umisiowić". Chcą ich też nauczyć sprzątać po sobie brudne skarpetki. Albo żeby się trochę podciągnęli towarzysko: zaczęli mieć właściwe poglądy. Najczęściej takie jak one.
Wśród kobiet w naszej kulturze cały czas pokutuje wyobrażenie o związku jako komunii dusz. Mężczyźni takich wyobrażeń nie mają. Zupełnie inaczej widzą zakres autonomii w związku. Kobieta chciałaby, żeby związek działał jak jedna osoba, żeby oboje podobnie myśleli o wielu dziedzinach. Mężczyźni nie zmuszają się do tego, żeby czuć świat tak samo. Kobiety próbują kształtować mężczyzn na swoje podobieństwo, bo wydaje im się, że tylko wtedy jest dobrze…
 Pan doktor uważa i trudno mi się z tym nie zgodzić, że faceci poddają się swoim kobietom z wygodnictwa. Nie do przecenienia jest również obraz stosunków wyniesiony z domu .
- Tak kochanie. Oczywiście Kochanie. Masz rację Kochanie.
 Tak przecież zachowywał się jego ojciec i czynił to dla własnego spokoju.
Dla własnego wygodnictwa tracimy więc wolność, ale równocześnie przestajemy traktować własny dom jako pole walki. Tutaj role są już podzielone. Żona rządzi  
 ….Może dlatego, że mają w domu święty spokój. Mężczyźni są w stanie wiele oddać dla spokoju. Unikają konfliktów, w które kobiety wchodzą częściej. Oddając część władzy, wolności, mężczyzna bardzo dużo zyskuje w swoim mniemaniu…
Przypomina mi się taki dowcip:
W trakcie męskiego piwa, faceci  żalą się jak to są gnębieni i przez swoje małżonki. Wtedy jeden z nich mówi:
- A ja w domu robię to na co mam ochotę. A dzisiaj na przykład mam ochotę słuchać żony. 
Lektura artykułu  pozwoliła mi zrozumieć dlaczego mężczyźni nie próbują zmieniać kobiet?

… Bo lista cech, których kobiety oczekują od mężczyzn, jest dłuższa, niż lista cech pożądanych przez mężczyzn u kobiet. Im wystarczy, że kobieta pasuje wizualnie, jest miła, inteligentna, nie wstyd się z nią pokazać. Co tu więcej zmieniać?
Może piersi. One  zawsze mogły by być większe.
Oczywiście wszystkie te działania nie powinny być postrzegane tylko w negatywnym zabarwieniu. Wymagająca kobieta w sprzyjających okolicznościach  potrafi być muzą mężczyzny.
…  A przecież  wtedy  również wykonuje rodzaj formatowania. Żonie Einsteina przypisuje się znaczną część idei, które opublikował pod swoim nazwiskiem. Freud też pisał dzięki swojej partnerce…
Niestety zdaniem  socjologa  to są wyjątki.
…. Zazwyczaj jednak kobiety formatują mężczyzn, ściągając ich w dół: żeby się nie wyróżniali, żeby byli jak inni, kiedy spotkają się z sąsiadami w niedzielę w kościele.
Pamiętam taką scenę z Czterdziestolatka, kiedy inżynier Karwowski idzie na służbowe chociaż domowe spotykanie z młodą i atrakcyjną panią architekt (w tej roli Grażyna Szapołowska) Przezorna żona nakazuje ubranie koszuli polo do marynarki. Efekt  śmieszności i nieatrakcyjności faceta został osiągnięty
 Marlena Dietrich powiedziała, że większość kobiet usiłuje zmienić swojego faceta, a kiedy im się to wreszcie udaje, ten facet wcale im się nie podoba.   
… Tym, co przyciąga kobietę  do mężczyzny, jest jego egzotyczność. To, że potrafi ją zaskoczyć, że jest nieprzewidywalny. Ale potem kobieta zaczyna go socjalizować, dopasowywać do swojej codzienności. Obudzi się, kiedy będzie za późno. Ten mężczyzna, za którego wyszła, już się nie zachowuje, jak trzeba, ani nie wygląda, jak trzeba. Stał się kimś innym, nudnym i przewidywalnym. Pierwsza myśl to rozwód – cztery na pięć jest inicjowanych przez kobiety. Dopiero socjoterapia może jej uświadomić, że to ona wymogła na swoim partnerze zmiany, których teraz nie akceptuje. Że to ona sama doprowadziła do końca atrakcyjności swojego mężczyzny…
 I w zasadzie nic dodać nic ująć a każdy komentarz wydaje się zbędny z wyjątkiem jednego.
Na koniec warto dopuścić do głosu prawdziwego fachowca, jeśli idzie o  damsko-męskie relacje. Nieżyjący już  Georges Brassens tak śpiewał o tym, co z twardego faceta potrafi zrobić delikatna  i krucha kobietka. Przepraszam że wrzucam cały tekst, ale nie mogłem się zdecydować na żaden skrót. Wszystkie  bowiem zwrotki tworzą zamkniętą doskonałą całość.  

Nigdy w życiu mym nie umiałem zdjąć
Czapki przed nikim,
A teraz na twarz, na kolana ryms -
Przed jej bucikiem.
Byłem wściekłym psem, ona uczy mnie,
Jak jeść z jej rączki.
Miałem wilcze kły, zamieniłem je
Na mleczne ząbki.

Jestem mały miś, własność lali tej,
Co palec ssie, kiedy zasypia.
Jestem mały miś, własność lali tej,
Co mamy chce, gdy jej dotykam.

Byłem twardy drań, ona sprawia że,
Jak z makiem kluska.
Smaczny, słodki i ciepluteńki wciąż
Wpadam w jej usta.
Mleczne ząbki ma, kiedy śmieje się
I kiedy śpiewa,
Lecz ma wilcze kły, gdy jest na mnie zła,
Kiedy się gniewa.

Jestem mały miś, własność lali tej,
....

Siedzę w kącie mym i cichutko łkam
Pod jej pantoflem,
Kiedy wścieka się, choć powodu brak,
Bo jest zazdrosna.

Jestem mały miś, własność lali tej,
....

Pewien śliczny kwiat wydał mi się raz
Ładniejszy od niej,
Pewien śliczny kwiat, zginąć musiał więc,
Pod jej pantoflem

Jestem mały miś, własność lali tej,
....

Wszyscy mędrcy wciąż wykrzykują mi,
że w jej ramionach,
Gdy skrzyżują się, gdy oplotą mnie,
Niechybnie skonam.
Może będzie tak, może będzie siak,
Ale dość krzyków!
Jeśli zginąć mam, jeśli wisieć mam,
To na jej krzyżu
 

środa, 10 listopada 2021

Wzorzec metra

W nocy z 21 na 22 sierpnia 1986 roku w jeziorze Nyos w Kamerunie doszło do limnicznej erupcji z dna jeziora, która natychmiast uwolniła około 1,6 miliona ton CO2. Gaz spowodował śmierć ok 1700 okolicznych mieszkańców.
Internety i inne media lubią przypominać takie historie. Tragedie świetnie się sprzedają i wzrasta klikalność linków. Z jednej strony to dobrze bowiem pokazuje jak krucha jest nasza egzystencja wobec wszechpotężnych sił przyrody. Z drugiej....no właśnie.
Czytam sobie o tym wydarzeniu po raz kolejny i dowiaduję się całkiem przy okazji, że poziom wody w jeziorze obniżył się o metra?




Ile to jest? Pewnie dwa razy po pół metra, ale dwa razy po pół metra to przecież metr.
Jeden metr, dwa metry...pięć metrów i tak dalej.
Znam tylko jeden przypadek z mowy potocznej kiedy używa się takiej formy. Oto przykład, cytuję :
- Wczoraj założyliśmy się o metra i Jacek przegrał.
- Wypiliście całego metra?
- A co mielibyśmy innego z nim zrobić ?  Na każdego wypadło tylko po pół metra.
Jeden z emerytowanych już kabareciarzy twierdził, że w Sevres pod Paryżem widział wzorzec metra. Były to dwie zalakowane butelki wódki o pojemności pół litra utrzymywane w stałej temperaturze i wilgotności.
Chronione przez dwóch strażników, z których każdy pilnował jednej połówki.
Trzeba pilnować bowiem wszystko drożeje. Na Facebooku widziałem opinię, iż niedługo pół litra będzie kosztować 50 złotych.  O my biedni.
No może nie wszyscy. 
Ponoć wino piją ci którzy cieszą się życiem, wódkę ci którzy chcą o nim zapomnieć. Poza tym dobre wino już dawno przekroczyło pięć dych za flaszkę.
Jak nie jak tak !
Wszystko drożeje z ogromną szybkością, a niektórzy uważają, że to dlatego iż rząd niektórym nam daje.  A ja cały czas mam przed oczami cytat z Margaret Thatcher  która mówiła - Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy". 
Powoli zauważamy że coraz bardziej rośnie grupa tych którym się zabiera. Zerknijcie na prąd, gaz czynsz. Na pocieszenie znalazłem informację że bywa gorzej choćby na Karaibach.  Tam czynsz jest już tak wysoki, że niektórzy używają go do do transportu naprawdę dużych węży.  Węży olbrzymów. Nie wierzycie? spójrzcie poniżej 
 




czwartek, 4 listopada 2021

Kiedy zaczyna się życie

Czas taki, że wszyscy wokół mówią i piszą o śmierci. Mówi się nawet o cywilizacji śmierci, ale to jakby w innym kontekście. No więc 1 listopada to czas do takich rozmów o śmierci idealny. Przez lata prowadzenia bloga tyle już narzekałem na komercjalizację i zatracenie się nomen omen ducha święta, że tym razem o tym ani słowa.
Jakby dla przeciwwagi chcę pisać o życiu, a dokładnie o jego początku.
Codziennie dochodzą mnie hiobowe wieści dotyczące przyszłości kościoła w Polsce w kontekście masowego wypisywania się z lekcji religii.
Ileż bowiem można słuchać, przemyśleń domorosłych filozofów lub janczarów ideologii.
Dziwić się alergicznym reakcjom inteligentnych w końcu dzieci, szczególnie tych w wieku w którym zadaje się trudne pytania?
Dziwić się negacji wygadywanych bredni?
O jakie brednie chodzi ?
Katecheci mówią na przykład, że homoseksualizm to choroba, którą można leczyć m.in. elektrowstrząsami albo wycięciem macicy, że tampony noszą tylko zboczone dziewczyny, które nie potrafią wytrzymać bez niczego w pochwie. Że jeżeli mąż chce seksu, to żona musi się zgodzić. Że plemniki w prezerwatywie to zamknięte duszyczki, a tabletki antykoncepcyjne zabijają zarodki
No comment - wypadałoby powiedzieć.
Zaraz zaraz a propos duszyczek.
W czasach komunistycznych czyli słusznie minionych, katechetka mówiła nam na lekcjach religii, że tylko człowiek obdarzony jest duszą. 
A od kiedy mamy do czynienia z człowiekiem? -  Oczywiście jako ludzie myślący natychmiast zadaliśmy takie pytanie - No od kiedy ?
Katechetka zaczerwieniła się nieco (może nawet nieco bardziej niż nieco) i powiedziała, że człowiek zaczyna się w chwili gdy plemnik spotka się z jajeczkiem, a powstała w wyniku zapłodnienia zygota zaczyna się dzielić.
Może nauka oficjalnie była w sprawie tego początku innego zdania, ale bez szemrania przyjęliśmy te zapewnienia osoby z kościelnej branży.  
Pozostając zaś w branży. Czyżby ksiądz katecheta nie uważał na tej lekcji religii będąc szczeniakiem ?
Czyżby nowe kościelne badania zmieniły coś w tej sprawie?  
Nie będąc zygotą - zgodnie ze słowami katechetki - Plemnik ani jajeczko nie mogą mieć duszy !
Gdybym miał dzieci w wieku szkolnym, z pewnością napisałbym im z tego przedmiotu zwolnienie i żaden purpurat na czele z tym krakowskim, do zmiany decyzji by mnie nie nakłonił.
Bo jakże można opowiadać takie głupoty i dodatkowo robić kartkówki z Pana Boga.


                                                                                             ( foto  tapeciarnia.pl)




piątek, 29 października 2021

Każdemu wolno kochać ?

Gówniarzem byłem kiedy ruch hippisowski rozlewał się na cały świat, a Woodstock w 1969 r zgromadził tysiące ludzi pod znakiem miłości i wolności. "Make peace not war"  brzmiało ich hasło. I rzeczywiście kochali się namiętnie ku zgorszeniu starszego pokolenia. Pamiętam te kolorowe stroje, koraliki i bose stopy, zabrudzone od miejskiego bruku. 
Potem hippisi poszli w dyrektory i ministry a nawet marszałki.
Co przenieśli do współczesności wyznawcy tego pokojowego nurtu ?
Nie do uwierzenia, a jednak jeżeli ktoś nie wyłapie subtelności to niektórzy wcale nie mało. Słychać przecież wyraźnie  "make pis" a o "war" wspomina się teraz coraz częściej.
W atmosferze tego hippisowskiego pokoju i oraz rozumianego na mój sposób chrześcijańskiego wybaczenia, obserwuję to co dzieje wokół pewnego obywatelskiego projektu ustawy. Nie wymienię kojarzonego z tym projektem nazwiska ponieważ nie będę tej pani napędzał popularności. Wszak stare powiedzenie brzmi - Dobrze lub źle byle tylko mówili. Nie ze mną te numery Brunner
         Mam do powiedzenia a może zacytowania parę słów w tym temacie, ale jakby trochę inaczej.

"Jednemu los da złota trzos, Drugiemu gładkość lic, Lecz bywa też tak, Że czasem nie da nic."
Samo życie, prawda?
"Lecz nie martw się, Choć dziś Ci źle, W słoneczne jutro wierz... Kiedy zjawi się ktoś, Czule wyzna Ci coś I miłości da znak... nucąc tak:
Każdemu wolno kochać
to miłości słodkie prawo
bo kocha się sercem a każdy je ma
Każdemu wolno kochać...
a więc za miłości sprawą,
niech znikną troski
a radość niech trwa
Byle serca się dobrały,
sen miłości wtedy śnić
może śmiały i nieśmiały,
snując złotą szczęścia nić
Każdemu wolno kochać...
to otuchą nas napawa,
miłość jest łaskawa
i warto dla niej żyć..."

Mówię a raczej piszę słowami piosenki którą skomponował Emmanuel Schlechter,  muzykę skomponował  Szymon Kataszek i Zygmunt Karasiński, a w 1933r zaśpiewał ja pierwszy raz Adam Aston.
Zaraz ktoś oburzy się i powie, że: nie będzie nam żyd mówił jak Polak ma kochać. Bo Polak najlepiej wie co, kto z kim może, a kto nie  i po co ? Tego po co może nie zawsze wiedzieć,  ale  przede wszystkim wie jak jeść widelcem. Klękajcie więc wszyscy przed narodem wybranym


Choć od tamtego czasu minęło 88 lat słowa piosenki są tak niebywale aktualne.
Teraźniejszość 2018 rok Za nami traumatyczna Druga Wojna Światowa, czas otrzeźwienia narodów
W tym to 2018 roku przedstawiciel młodego pokolenia Sławomir Uniatowski urodzony w  1984 r  napisał i zaśpiewał tekst pod takim samym tytułem jak Aston, jakże podobny w wymowie a inny w treści.
 Zaczynało się od słów:

Każdemu wolno kochać
I wolno być kochanym
Każdemu wolno kochać
Do tego prawo mamy

Uważnie przejrzałem oba teksty. W żadnej linijce tekstów nie znalazłem wskazania o jaką miłość chodzi. 
To proste - Miłość to jest miłość.
I wydawać by się mogło, że to wołanie o prawo do miłości z 1933r bardziej uzasadnione, bo był to czas kiedy Europę zalewała faszystowska nienawiść i taka sama poprawność. Wszyscy zaś wiemy, a niektórzy nawet pamiętają czym to się wszystko skończyło. Wbrew temu co uważali niepoprawni (jak się okazuje optymiści) nie wyciągnęliśmy z tej lekcji żadnych wniosków. Znów życie nam brunatnieje, a my jak w jednej ze scen z filmu "Cabaret" uważamy, że jeszcze zdążymy nad tym zapanować.

Czy jest coś piękniejszego niż miłość jednego człowieka do drugiego ?
W tych trudnych czasach, epidemii która dołożyła się do bezrobocia, ubóstwa, wykluczenia, depresji i innych plag, wsparcie ukochanej osoby to jest czasami jedyna opoka na której można budować teraźniejszość i przyszłość.
A czy ktoś do tego potrzebuje osoby tej samej czy innej płci. Cóż mi do tego, na jakiej opoce wspiera ktoś swoje życie. Czy to zburzy moje? Z całą pewnością nie.
Dlaczego my w tym całym popierdolonym choć pięknym świecie zachowujemy się jak pisklęta które potrafią zadziobać inne pisklę tylko dlatego, że nie pasuje do schematu.
- No właśnie! - powie ktoś - naturalnym prawem przyrody jest eliminować inność.
Przyroda przyrodą, natura naturą,  ale my różnimy się od kurczaków choćby tym, że umiemy jeść widelcem.
Czy mam prawo wypowiadać się w tej sprawie ? Mam na bazie własnych doświadczeń.
Czy powinienem wypowiadać się w tej kwestii?
Odpowiem inaczej,  nikt nie ma prawa milczeć.


Post scriptum

Wraz z moją przyszłą małżonką, ileś tam lat temu dziobani byliśmy przez oszalałe stado kurcząt, bo jakże to tak aby żona była wyższa od męża. To się nie godzi, to nie pasuje do schematu.
Ileż to przekonujących rozmów wykonali stroskani członkowie rodziny i znajomi królika.
I być może nie szykowałbym się teraz do okrągłej rocznicy ślubu, gdybym wtedy im wszystkim, głośno i wyraźnie nie powiedział  "Mam to w dupie" 




wtorek, 26 października 2021

Na duszy mi pstro czyli Carpe diem

Remanenty.
Gdzieś się zawieruszył, ale znalazłem jeszcze jeden, z mojego "okresu winnego"
Poniżej wierszyk o tym, że trzeba chwytać dzień (Carpe diem)  dopóki mamy jeszcze chwytne dłonie, bo kiedy wejdzie w nie artretyzm, skoncentrujemy się nie na łapaniu dnia, ale życia. Łapać i trzymać, aby zbyt wcześnie się od nas nie odkleiło. Wtedy to jest  desperackie i wydaje mi się, że czasami  nawet nieco żałosne.

Trzeba kochać żeby żyć, trzeba młode wino pić
By ratować się przed chłodem brać dziewczyny tylko młode
Bo gdy wejdziesz w drogie wino, kupowane z mędrca miną
Puszczasz wtedy w gwizdek parę, a kobiety chcą cię stare.
Wiersz ten uszu ci nie pieści seksistowskie niosąc treści ?
Ale taki jest ten świat dziś Apollo juto dziad.
Stare młode, młode stare, Martwimy się ponad miarę
Wszak najlepsze wino to, co ci zrobi w duszy pstro.


Tak więc jak napisał  Horacy:  Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”
No i rada na koniec, oczywiście jeżeli ktoś rad potrzebuje.