Przy ulicy Mogilskiej 43b odsłonięto mural Andrzeja Zauchy. To w tej okolicy artysta mieszkał wraz z córką. Teraz jego wizerunek stał się częścią przestrzeni Grzegórzek. Grzegórzki zaś, to informacja dla niezorientowanych, są dzielnicą Krakowa.

Andrzej Zaucha przez większą część życia był związany z Krakowem. Zapisał się w historii polskiej muzyki jako wybitny wokalista, perkusista i członek zespołu Dżamble.
Na muralu artysta został przedstawiony z charakterystycznym mikrofonem. Całość utrzymano w pastelowej kolorystyce. Doczytałem się w lovekrakow.pl, że za projekt i wykonanie odpowiada Piotr TUSE Jaworski, znany twórca street artu, który ma już doświadczenie z wizerunkiem Zauchy – wcześniej namalował mural poświęcony artyście w Gdańsku. Realizacja pracy przy ul. Mogilskiej zajęła mu dwa dni.
Tragiczne wydarzenia przerwały trwającą od lat karierę Andrzeja Zauchy.
Po śmierci żony która zmarła na raka w wieku 39 lat Zaucha nawiązał romans z aktorką Zuzanną Leśniak, którą poznał w Teatrze STU w Krakowie. Wspólnie pracowali nad spektaklem "Pan Twardowski". Ich relacja szybko stała się tematem plotek, zwłaszcza że Leśniak była wówczas w związku małżeńskim z reżyserem Yves'em Goulaisem.
Znajomość okazała się kosztować Zauchę oraz jego partnerkę życie. Na gorącym uczynku nakrył ich mąż aktorki i już wtedy zapowiedział, że "nie ma czasu się rozliczyć, ale będzie musiał zabić".
Do tragedii doszło 10 października 1991 r. Po zakończeniu spektaklu w Teatrze STU Zaucha i Leśniak udali się na parking przy ul. Włóczków w Krakowie. Zmierzali wspólnie na imieniny do Andrzeja Sikorowskiego. Uzbrojony Goulais już na nich czekał. Jak sam później zeznał, odczuwał skrajną nienawiść wobec wokalisty. Oddał osiem strzałów, z których jeden rykoszetem trafił Leśniak. Zaucha zginął na miejscu, a Leśniak zmarła w szpitalu.
Goulais natychmiast zgłosił się na policję i przyznał się do winy. Został skazany na 15 lat więzienia.
Znajomość okazała się kosztować Zauchę oraz jego partnerkę życie. Na gorącym uczynku nakrył ich mąż aktorki i już wtedy zapowiedział, że "nie ma czasu się rozliczyć, ale będzie musiał zabić".
Do tragedii doszło 10 października 1991 r. Po zakończeniu spektaklu w Teatrze STU Zaucha i Leśniak udali się na parking przy ul. Włóczków w Krakowie. Zmierzali wspólnie na imieniny do Andrzeja Sikorowskiego. Uzbrojony Goulais już na nich czekał. Jak sam później zeznał, odczuwał skrajną nienawiść wobec wokalisty. Oddał osiem strzałów, z których jeden rykoszetem trafił Leśniak. Zaucha zginął na miejscu, a Leśniak zmarła w szpitalu.
Goulais natychmiast zgłosił się na policję i przyznał się do winy. Został skazany na 15 lat więzienia.
Resocjalizacja skazanego udała się, choć nikt już nikomu życia nie wróci.
W trakcie odsiadki Goulais angażował się w życie kulturalne w więzieniu i realizował projekty artystyczne. Po wyjściu na wolność w 2005 r. zmienił dane osobowe i podjął pracę w TVP, współpracując przy tworzeniu kilku programów.
Artysta odszedł w wieku niespełna 43 lat. Ktoś powie, że sam był sobie winien.
Artysta odszedł w wieku niespełna 43 lat. Ktoś powie, że sam był sobie winien.
Nie wydaję pochopnych sądów w sytuacji kiedy znam tylko strzęp tej historii. Nie siedziałem w głowie żadnego z uczestników tego tragicznego wydarzenia. Nie osądzam to nie znaczy, że nie myślę o tej absurdalnej śmierci
Powraca do mnie wtedy wspomnienie, które opisałem w 2014 roku, a które było w zasadzie poświęcone górom. Skąd więc Zaucha? Cierpliwości, oto fragment tamtego tekstu:
Powraca do mnie wtedy wspomnienie, które opisałem w 2014 roku, a które było w zasadzie poświęcone górom. Skąd więc Zaucha? Cierpliwości, oto fragment tamtego tekstu:
"... Kilka dni temu ( rok 2014) dotarła do mnie informacja o ofiarach lawiny w Himalajach.
Znów góry przypomniały, że są nieobliczalne i kocha je się trudno, bo pomimo wszystko.
Słyszałem pytanie - Po co tam szli ?
Jak by to się dało wytłumaczyć jednym słowem.
- Piękna śmierć – powiedział inny, nieco nawiedzony znajomy – na zawsze pozostaną wśród tych ośnieżonych szczytów.
Nie wiem czy śmierć ma nadal swoją romantykę, ale uważam, że to życie jest wyzwaniem.
Poza tym jeśli postawić się w sytuacje rodzin, które ta niewiadoma prześladować będzie do końca życia. Od czasu gdy sam mam rodzinę, patrzę na sprawę inaczej. A groby? Tak to już taka nasza narodowa tradycja by znać miejsce mogił swoich bliskich.
Ponoć Himalaje już nie są takie jak w naszej wyobraźni i z zachowaniem skali oczywiście, coraz częściej zaczynają przypominać drogę na Giewont. Ponoć w zeszłym roku na wejście na Mount Everest trzeba było czekać w kolejce kilka godzin.
Od czasu gdy świat nam zmalał, a wzrosło zapotrzebowanie na adrenalinę, trudno się temu dziwić.
Ja pozostanę przy swojej wizji i niespełnionej miłości do gór.
Tak na marginesie fascynacji śmiercią, która przewinęła się tu całkiem świadomie, przypominam sobie wydarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Andrzej Zaucha znany krakowski piosenkarz został zastrzelony. 10 października 1991 .... został śmiertelnie postrzelony wraz z aktorką Zuzanną Leśniak przez jej męża - francuskiego reżysera Yves'a Goulais. Motywem zabójstwa była zazdrość o żonę. Zabójca oddał dziewięć strzałów z pistoletu. Zaucha zginął na miejscu, kobieta zmarła w karetce pogotowia. Tyle dzisiaj pisze na ten temat Wikipedia.
Wtedy informacja o tym zmroziła mnie swoją brutalną wymową. W końcu dwadzieścia parę lat temu trochę inaczej podchodziliśmy do takich brutalnych zdarzeń. Z szoku wyrwał mnie znajomy, który w czapce austriackiego studenta, czy może urzędnika lub oficera, pojawił się na mojej drodze z pracy do domu. Czapkę taką nosił również ktoś w Piwnicy pod Baranami. Nie wiem czy nie Madejski.
- Co za piękna śmieć – powtarzał w rozmarzeniu – Czy może być coś piękniejszego niż, niż śmierć zadana ręką zdradzonego męża ?
- Tak. Życie
- Co życie ?
- Ponoć życie jest piękne
- Bo ja wiem ?
Dopiero sześć lat później, zgodził się ze mną Roberto Benigni, kręcąc swój film „La vita è bella”. Chciałem go polecić znajomemu, ale wyprowadził się z Krakowa. Został nagradzanym reżyserem...."
Słyszałem pytanie - Po co tam szli ?
Jak by to się dało wytłumaczyć jednym słowem.
- Piękna śmierć – powiedział inny, nieco nawiedzony znajomy – na zawsze pozostaną wśród tych ośnieżonych szczytów.
Nie wiem czy śmierć ma nadal swoją romantykę, ale uważam, że to życie jest wyzwaniem.
Poza tym jeśli postawić się w sytuacje rodzin, które ta niewiadoma prześladować będzie do końca życia. Od czasu gdy sam mam rodzinę, patrzę na sprawę inaczej. A groby? Tak to już taka nasza narodowa tradycja by znać miejsce mogił swoich bliskich.
Ponoć Himalaje już nie są takie jak w naszej wyobraźni i z zachowaniem skali oczywiście, coraz częściej zaczynają przypominać drogę na Giewont. Ponoć w zeszłym roku na wejście na Mount Everest trzeba było czekać w kolejce kilka godzin.
Od czasu gdy świat nam zmalał, a wzrosło zapotrzebowanie na adrenalinę, trudno się temu dziwić.
Ja pozostanę przy swojej wizji i niespełnionej miłości do gór.
Tak na marginesie fascynacji śmiercią, która przewinęła się tu całkiem świadomie, przypominam sobie wydarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Andrzej Zaucha znany krakowski piosenkarz został zastrzelony. 10 października 1991 .... został śmiertelnie postrzelony wraz z aktorką Zuzanną Leśniak przez jej męża - francuskiego reżysera Yves'a Goulais. Motywem zabójstwa była zazdrość o żonę. Zabójca oddał dziewięć strzałów z pistoletu. Zaucha zginął na miejscu, kobieta zmarła w karetce pogotowia. Tyle dzisiaj pisze na ten temat Wikipedia.
Wtedy informacja o tym zmroziła mnie swoją brutalną wymową. W końcu dwadzieścia parę lat temu trochę inaczej podchodziliśmy do takich brutalnych zdarzeń. Z szoku wyrwał mnie znajomy, który w czapce austriackiego studenta, czy może urzędnika lub oficera, pojawił się na mojej drodze z pracy do domu. Czapkę taką nosił również ktoś w Piwnicy pod Baranami. Nie wiem czy nie Madejski.
- Co za piękna śmieć – powtarzał w rozmarzeniu – Czy może być coś piękniejszego niż, niż śmierć zadana ręką zdradzonego męża ?
- Tak. Życie
- Co życie ?
- Ponoć życie jest piękne
- Bo ja wiem ?
Dopiero sześć lat później, zgodził się ze mną Roberto Benigni, kręcąc swój film „La vita è bella”. Chciałem go polecić znajomemu, ale wyprowadził się z Krakowa. Został nagradzanym reżyserem...."
Na na jednej z fotografii widziałem go ostatnio w artystycznym berecie na głowie. Ciekaw jestem, czy facet młodszy ode mnie tylko o jeden rok w dalszym ciągu jest pod takim wrażeniem śmierci z powodu miłości?
Wracając zaś do muralu.
Jak to bywa w naszym kraju i chyba nie tylko w naszym, mural wywołuje różne czasami nawet skrajne komentarze
- Fani chwalą pastelowe, stonowane barwy (beże i brązy) oraz fakt, że praca została wykonana na bazie autentycznego, pełnego energii zdjęcia z koncertu.
- Mieszkańcy Grzegórzek entuzjastycznie reagują na to, że Zaucha „wrócił” do swojej dzielnicy. Pojawiają się komentarze typu: „Ten mural jest tuż koło mnie, jak cudownie, że mogę go oglądać bez końca” oraz „Brawo Kraków, nareszcie godne upamiętnienie!”.
- Podoba się gra słów twórcy: Umieszczony w rogu napis „Tuse la vie” – będący zręcznym połączeniem pseudonimu autora i kultowego hitu artysty C'est la vie.
- ”: Pojawiły się głosy krytyczne ze strony osób, które pamiętały poprzednie malowidło zdobiące tę ścianę – popularnego, kolorowego smoka wodnego z rybkami.
- Komu przeszkadzał fajny smok? pytali Internauci
- Czy nie można było Zauchy namalować na innej ślepej ścianie, których w Krakowie nie brakuje?”.
Jak przy niemal każdym upamiętnieniu artysty, w sekcjach komentarzy na portalach takich jak Gazeta Krakowska doszło do ożywionych i momentami ostrych dyskusji światopoglądowych.
- Część internautów w bardzo bezpośredni (a czasem wręcz napastliwy) sposób nawiązywała do romansu Zauchy z Zuzanną Leśniak i tragicznych wydarzeń z 1991 roku, gdy oboje zostali zastrzeleni przez zazdrosnego męża, Yves'a Goulaisa. Niektórzy komentujący twierdzili, że upamiętnianie osób o skomplikowanym życiu prywatnym jest błędem.
- W odpowiedzi na te zarzuty natychmiast pojawiały się liczne głosy obrońców artysty. Fani i mieszkańcy stanowczo odcinali grubą kreską życie osobiste od geniuszu muzycznego, argumentując: „Ten mural to hołd dla jego artystycznej drogi, genialnego głosu i tego, co wniósł do polskiego jazzu, soulu i funku. Prywatne życie nie ma tu nic do rzeczy”
Gdybyśmy mieli honorować wyłącznie osoby o pięknym wyglądzie, bohaterowi kurzyliby się w magazynie, jak Birkut w "Człowieku z marmuru". Poza tym kanon piękna zmienia się z czasem, a więc pomnik byłby rzeczą ulotną, nietrwałą
A ja tam mam sentyment do artysty, który był w swoim życiu mężczyzną niższym ode mnie, co przecież rzadko się zdarza. Przy tym swoim wzroście udowodnił, że miarą człowieka nie jest wzrost, a to co osiągnął poprzez swoją pracą nad sobą.
A ja tam mam sentyment do artysty, który był w swoim życiu mężczyzną niższym ode mnie, co przecież rzadko się zdarza. Przy tym swoim wzroście udowodnił, że miarą człowieka nie jest wzrost, a to co osiągnął poprzez swoją pracą nad sobą.
Był mi chwilami latarnią na tle wzburzonego morza zdarzeń i wyborów.
I poskładałem sobie na koniec takie trio w którym dobrze się czuję. To Leśmian, Zaucha i ja, najwyższy z nich wszystkich, choć jedynie wzrostem.
I poskładałem sobie na koniec takie trio w którym dobrze się czuję. To Leśmian, Zaucha i ja, najwyższy z nich wszystkich, choć jedynie wzrostem.
A na koniec moja ukochana piosenka artysty. Francuski tytuł " Cest la vie" znaczy ni mniej, ni więcej tylko - Takie jest życie. No właśnie
Uwielbiałam jego piosenki, zwłaszcza Alibabę!
OdpowiedzUsuńPamiętam historię ze śmiercią artysty, to był szok, w naszych siermiężnych warunkach, to jak opowieść filmowa, choć tragiczna.
Mural mi się podoba. Sama zamieszczam czasami murale i wiem, że każdemu podoba się co innego!
Dzięki temu że mamy różny gust, ten nasz świat jest piękny i kolorowy. Czasami kolorowy aż do przesady, ale jak mówił mój znajomy - nie to jest ładne co jest ładne, ale to co się komu podoba. Pozdrawiam.
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńPiosenki Zauchy lubię, ale szczegółów jego tragicznej śmierci nie znałam.
Pozdrawiam serdecznie.
A ta historia brzmi jak gotowy materiał na film. Pozdrawiam
UsuńZwracam uwagę, że mamy problem z aktualizacją wpisów na blogach w ramach List blogów. Wisza tam już nieaktualne tytuły a nawet te, które zostały przez autora usunięte. Trzeba klikać w strony główne aby sprawdzić czy ukazał się nowy post. To tak dla porządku wspominam:))
OdpowiedzUsuńDobrze pamiętam tragiczną śmierć Andrzeja Zauchy - Kraków był poruszony tym wydarzeniem choć w owych czasach informacje docierały do nas nie tak jak dziś.
W Onecie też się zaczęło od drobnych awarii, a jaki był finał to już wszyscy zainteresowani wiedzą.
UsuńRzeczywiście wtedy najszybsza była plotka, teraz rolka na Instagramie. Pozdrawiam
Andrzej Zaucha, wielki artysta i wielki człowiek. Usłyszałem go pierwszy raz gdzieś w końcu lat siedemdziesiątych na płycie zespołu Dżamble "Wołanie o słońce nad światem", ale najbardziej utkwił mi w pamięci później, kiedy zaśpiewał kilka piosenek z bluesowym zespołem Kasa Chorych. Jego głos i harmonijka Ryszarda Skibińskiego brzmiały wręcz bosko. Szkoda było takiego człowieka. Ale jakaż uboga byłaby literatura i sztuka gdyby ludzie nie zabijali się z miłości. Ale też ile pięknych wierszy mógłby napisać Puszkin gdyby nie zginął również z powodu zazdrości i również z rąk Francuza. Dziwny jest ten świat. Pozdrawiam. JerryW_54
OdpowiedzUsuńWielkie dzieła lubią być poprzedzane przez jakieś traumatyczne doświadczenia. Gdyby Kochanowskiemu nie zmarła córeczka.... i tak dalej. Przykłady można mnożyć. Pozdrawiam
UsuńW bloku naprzeciw moich okien wychował się i mieszkał Tadeusz Nalepa. Też widnieje na nim mural jemu poświęcony. Mural Zauchy jest ładny, ale sama byłabym przeciwna zamalowaniu starego, skoro był popularny. Przecież to prawda, że ślepych ścian nie brakuje.
OdpowiedzUsuńZ muralu z wizerunkiem Zauchy jestem zadowolony. Co do miejsca to nie znam okoliczności więc nie zabieram stanowiska, ale zawsze jak zwykle pozdrawiam.
UsuńMoże i nie był kolosem w ciele ale był kolosem w głosie. Nie do zapomnienia mimo że już go nie ma od tylu lat.
OdpowiedzUsuńTak, głos miał wspaniały. Śpiewający zecer, bo był z wykształcenia technikiem zecerem. Ten zawód w tradycyjnym rozumieniu go już nie istnieje, teraz rządzą graficy komputerowi. Głoś jednak pozostał z nami. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńO tragicznej śmierci artysty słyszałam, ale Jego dorobku nie znam, poza kilkoma piosenkami ("Czarny Alibaba", "Wakacje z blondynką", zielono mi", Byłaś serca biciem"-moja ulubiona). Murale są o wiele ciekawszą i piękniejszą formą upamiętnienia niż pomniki, tak popularne w PRL-u. Ukłony.
OdpowiedzUsuńDla nas ten artysta był na wyciągnięcie ręki, stąd może większe zainteresowanie i sympatia. Pozdrawiam
UsuńNie byłem jego fanem. Miał w sobie coś, co mnie drażniło. Sam nie wiem co. Może ta poza cwaniaka, którą tak często przybierał? Ale głos miał, śpiewać umiał i bawić publiczność również - nawet ja to muszę przyznać.
OdpowiedzUsuńJak ci brakuje wzrostu to nadrabiasz miną. Być może było tak i u niego. Nie wiem, nie znałem go jako człowieka, a jedynie jako artystę
Usuń