29 września 2026

O powodach topnienia lodowców, surrealistycznym kinie lat siedemdziesiątych i nie tylko

Na liście moich ulubionych filmów znajduje się " Widmo Wolności", film z 1974. Widziałem go i polecałem znajomym wielokrotnie. Premiera miała miejsce w Polsce w 1975r. i w tym właśnie roku widziałem go w kinie. Miałem wtedy siedemnaście lat i skłonność do buntu.
Film składa się z luźnych epizodów pozbawionych pointy. Znajdziemy tam sekwencję z mnichami grającymi w pokera o medaliki. Historia zniknięcia dziewczynki, która zjawia się z rodzicami w komisariacie, gdzie ignoruje się jej obecność i kontynuuje poszukiwania. Jest i historia snajpera, który z dachu wieżowca strzela do przechodniów, a pojmany i osądzony wysłuchuje wyroku śmierci i spokojnie wychodzi z sali, rozdając autografy. Ciekawy wykład profesora o społecznych konwenansach, ilustrowany opowieścią o przyjęciu, w czasie którego goście zasiadają wokół stołu na sedesach, a jedzenie - jako czynność wstydliwa odbywa się w zamknięciu.


             


Powyżej dwa plakaty z filmu, jeden wyluzowany, zachodni, a drugi to tak zwana "polska szkoła plakatu". Ten nasz miałem kiedyś w pokoju nad łóżkiem. Odkleiłem go ze słupa ogłoszeniowego, zanim klej wysechł. Przyznaję się do tego po latach.
Reżyserem filmu był Luis Bunuel uważany za jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii kinematografii. Powszechnie nazywany jest ojcem kina surrealistycznego, którego był twórcą i propagatorem. Był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Oprócz sztuki reżyserii, Buñuel studiował również religioznawstwo, zoologię, historię i rolnictwo. Podczas studiów na uniwersytecie w Madrycie poznał Salvadora Dali, z którym się zaprzyjaźnił. Można było przypuszczać, że te dwa nazwiska to idealny przepis na mieszankę wybuchową.
W 1928 roku, dzięki pomocy finansowej swojej matki, reżyser zrealizował wspólnie z Dalim swój pierwszy film " Pies andaluzyjski". Obraz ten był jednocześnie manifestem kina surrealistycznego.  Film wywołał wielkie emocje w całym kraju i tym samym zrealizował cel jaki postawili przed sobą jego twórcy - zaszokował.
Potem rozpoczął się okres tworzenia dzieł wybitnych, a nierzadko arcydzieł. W najgorszym wypadku filmów wzbudzających ożywiona dyskusję.
Po obejrzeniu "Widma wolności" rzuciłem się jak szczerbaty na suchary na inne jego filmy.
Zapisałem się nawet do dyskusyjnego klubu filmowego, ale na objerzenie "Psa andaluzyjskiego" musiałem jeszcze parę dobrych lat poczekać. Wtedy był nieosiągalny.
Dlaczego zaczynam od wspomnienia tego filmu w którym, jak by to powiedzieli współcześni młodzi widzowie, reżyser odpiął wroty?
Bunuel tłumaczy nam, że Człowiek jest niby wolny, a uwięziony przez konwenanse.
Poszczególne historie pokazują co by było gdybyśmy te konwenanse odwrócili o całe 180 stopni.
Zajmijmy się więc konwenansami.
Niedawno wpadł mi w oczy tekst: Nietypowy problem na Evereście. Zaciekawiony zerknąłem niżej.
Podtytuł - "Mocz przyczynia się do topnienia lodu" zaraz skojarzył mi się ze sceną przyjęciu z opisywanego powyżej "Widma Wolności", 
W scenie w której  goście zasiadają wokół stołu na sedesach, a jedzenie - jako czynność wstydliwa odbywa się w zamknięciu.
Dalej nie będzie więc przepisu na serniczek, a roztrząsanie tematu efektów ubocznych przemiany materii. Wrażliwi mają się szansę wycofać.
Do tej pory znałem dwa powody zanikania lodowców:
  • Gazy cieplarniane: Spalanie paliw kopalnych i wycinka lasów zwiększają ilość dwutlenku węgla w powietrzu.
  • Wzrost temperatur: Cieplejsza atmosfera i cieplejsze prądy morskie ogrzewają lodowce od góry i od dołu.
Od 50 mln lat Mount Everest opiera się siłom natury. Teraz musi mierzyć się z nietypowym zagrożeniem: ludzkimi potrzebami fizjologicznymi. Jak ustalił międzynarodowy zespół naukowców, sam mocz pozostawiany na lodzie, może każdego roku powodować topnienie ponad 150 ton lodu i śniegu.
Powód jest prosty: mocz jest ciepły. "Ma temperaturę około 37 st. C, czyli odpowiadającą temperaturze ludzkiego ciała, i prowadzi do topnienia lodu"
"Rosnąca liczba wspinaczy, turystów pieszych i osób wspierających wyprawy, szczególnie w rejonie obozu bazowego, zwiększyła presję na środowisko lodowca Khumbu" — podkreślają naukowcy. Wiosną 2023 r. przebywało tam około 2 tys. osób. Nie wszystkie pozostawione przez nich nieczystości są jednak później usuwane z góry.
Od 2024 r. wspinacze muszą wprawdzie znosić swoje odchody w specjalnych workach z powrotem do doliny. W przypadku moczu taki obowiązek jednak nie istnieje. W efekcie nadal trafia on bezpośrednio na lód.
Ponieważ na dużej wysokości wspinacze muszą pić dużo płynów, każdy z nich podczas trwającej 50 dni wyprawy oddaje — według badaczy — około trzech litrów moczu dziennie. Łącznie daje to około 330 tys. litrów. Ciepło zawarte w takiej ilości moczu mogłoby, według badania, w ciągu jednego sezonu doprowadzić do stopienia około 154 ton lodu.
Jeśli doliczyć do tego tysiące litrów paliwa wykorzystywanego na Evereście do ogrzewania i gotowania, szacowana ilość stopionego lodu wzrasta do 2492 ton.
Teraz już wiesz!
I nie krzyw się na proponowany temat, zrzuć łańcuchy konwenansu i maskę sztucznego zniesmaczenia.
W końcu nic co ludzkie nie jest nam obce. Najważniejsze by podjąć jakieś skuteczne działania, aby zapobiec, albo  choć opóźnić katastrofę.
Postanowiłem nie jechać na Everest. Ani teraz, ani nigdy.
I chociaż nie zarzekałbym się tak zdecydowanie, że nie pojadę do Rzeszowa czy Warszawy, to Everestu jestem pewien. Nie pozostawię tam ani węglowego śladu ani próbki DNA.
Po przeczytanie tego artykułu jakby mniej śmieszny wydaje mi się dowcip o tym, czego jako pierwszego Eskimosi uczą swoje dzieci?
- Nie jedz żółtego śniegu.
A tak na zakończenie, jeżeli ktoś lubi surrealistyczne obrazki, a nie widział nigdy tego filmu to polecam. Teraz łatwo go znaleźć w sieci .
A potem można iść za ciosem:
  • Dyskretny urok burżuazji
  • Mroczny przedmiot pożądania 
i jak chwyci to dalej pójdzie samo.
No i podejmijcie decyzję w sprawie Everestu. Warto

PS
Jeszcze o pogodzie:
Lato dobiega końca, a eksperci z portalu Severe Weather Europe (SWE) zaktualizowali prognozy dotyczące opadów śniegu w Europie zimą. Wygląda na to, że będzie ona zróżnicowana i pojawią się okresy, gdy białego puchu zabraknie, jak i takie, gdy spadnie go sporo. Niewykluczone, że najbardziej śnieżnym miesiącem będzie styczeń.
Przeczytałem tę prognozę na nadchodzącą zimą. Jest godna nazwania jej góralską prognozą.
Bo śniegu będzie czasem więcej, a czasem mniej, Jak by na to nie patrzeć sprawdzi się.
Tak i będzie ze mną. W mroźne lub cieplejsze popołudnia, albo będę oglądał więcej, albo mniej, zróżnicowanego bardziej lub mniej materiału filmowego. Ot tak, dokładnie tak.

PS II
Poprzednio napisałem, że lato dobiega końca, a tu już jesień. Post dalej czeka w roboczych.
Miałem pewną nadprodukcję w postach, ale co się odwlecze... może i dobrze.
Skoro mówimy o kontrowersjach.
Do kompletu obejrzałem właśnie "Lalkę", serial wyprodukowany i emitowany przez Netflix.
Serial od czasu swojej premiery wzbudza gorące, pełne emocji dyskusje.
Dlaczego o tym filmie piszę w tym miejscu?
No cóż, parę akapitów wyżej poruszałem sprawę żółtego śniegu, no więc mogę słowo o serialu który tak wielu zmieszało za przeproszeniem, z gównem.
Kolejny to raz kiedy my Polacy nie pozwolimy na szarganie świętości.
Co prawda mój znajomy lubił mówić, że wszystko to gówno oprócz moczu, ale ja bym z tym stwierdzeniem polemizował.  
Przykładami takiej walki z szarganiem można tu sypać jak z rękawa. Pamiętacie, że poselskiej interwencji zawdzięczamy uwolnienie  JPII od kamienia, który go przygniatał na w wystawie w warszawskiej Zachęcie. 
Artystyczna prowokacja? Nie z nami te numery Brunner !
Wracając do "Lalki".
Pragnę tylko powiedzieć, że serial powstał za sprawą komercyjnej platformy. Został sfinansowany i wyprodukowany wspólnie przez globalną platformę streamingową Netflix oraz polskie studio produkcyjne Akson Studio. 
W związku z powyższym jest wyświetlany wyłącznie na tej platformie ( Netflix) , czyli za oglądanie  trzeba płacić
Nie jesteśmy narażeni na przymusowe oglądanie, bo mamy wolność wyboru. Można więc zrezygnować z wypożyczenia. Można zagłosować pilotem i przełączyć się na inną platformę. Zawsze więc możemy zrezygnować z jego oglądania, jeżeli obraża to nasze wewnętrzne poczucie przyzwoitości artystycznej.
Prawda czasu, prawda ekranu, jak mawiał reżyser Zagajny w kultowym "Misiu".  Reżyser używa tego sformułowania, aby usprawiedliwić mijanie się z rzeczywistością oraz wszelkie manipulacje i kłamstwa pokazywane w mediach lub sztuce. Teraz mamy inne czasy niż te w których żył Bolesław Prus, są one delikatnie mówiąc bardzo dynamiczne.
Ktoś napisał, że prezentowany serial depcze książkę Prusa, ale jeżeli ją depcze to robi to perfekcyjnie.
Pamiętam co się działo gdy w teatrze wystawiano Balladynę, Legendarne, kontrowersyjne przedstawienie w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, wystawione zostało w 1974 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie.
W postać Goplany wcieliła się, Bożena Dykiel która wjechała na scenę na japońskim motocyklu Honda. Aktorka miała na sobie obcisły kostium inspirowany strojem Jane Fondy z filmowej „Barbarelli”. Takimi samymi motocyklami poruszali się słudzy Goplany – Skierka  i Chochlik. Spektakl wywołał ogromny skandal i podzielił publiczność oraz krytyków na zagorzałych przeciwników i zwolenników nowoczesnej formy, na stałe wpisując się  jednak w historię polskiego teatru.
Nie mówię, że serial dorównuje poziomem artystycznym wystawianej przed laty sztuce, ale odbiór jest również histeryczny. I tu i tu mamy świętość w postaci pomnikowych autorów i lektury szkolnej.
Być może na początku filmu można by wyraźnie zaznaczyć, że serial nie jest wierną adaptacją, a fabuła powstała na motywach książki. O tym, że będzie inaczej mówiło się już przed premierą.
Czytałem, że pomysł na serial miał być jeszcze bardziej szalony, gdyż akcja miała dziać się w czasach smartfonów. Twórcy doszli do wniosku, że to chyba jednak zbyt wiele. Ciekawe, ale pewnie ponad naszą możliwość akceptacji.
Tego zabiegu nie bała się Agnieszka Holland która w filmie "Franz Kafka" dość swobodnie porusza się w czasie mieszając ze sobą epoki. I co? I nic, mnie się Kafka podobał.
Wracając zaś do kolejnej adaptacji jednego z kanonów naszej literatury.
Przypomnę, że całkiem niedawno oglądaliśmy nowego Znachora. Trudno tu było rywalizować z kreacją Jana Bińczyckiego, a więc twórcy postanowili zrobić inny film na motywach powieści.
Nie pamiętam czy film wywołał aż tyle kontrowersji.
Pragnę zauważyć, że i w Lalce i w Znachorze, bohaterkami są silne kobiety o współczesnych cechach i zachowaniu, niepasującym do tamtej epoki, ale są one zrozumiałe dla młodego pokolenia.
Może nam ludziom w pewnym wieku zostaje podziwiać Beatę Tyszkiewicz i Małgorzatę Braunek. Sztuki teatralnej z 1952 roku z Niną Andrycz z pewnością nikt z czytających już nie pamięta. W końcu było to 74 lata temu.
No i choćby z przyzwoitości wypada przypomnieć nową realizację "Chłopów" film jeszcze inny niż inne. Powstał z malowanych obrazów, ale jest to też historią mocnej kobiety, która przegrała z systemem i społecznością.
Pamiętam jak w ogólniaku, na języku polskim, robiliśmy sąd nad Jagną. Odpowiadaliśmy na pytanie nauczycielki - Jagna, kobieta lekkich obyczajów czy ofiara stosunków społecznych.
Głosy podzieliły się prawie według płci. Chłopaki surowo oceniali Jagnę, dziewczyny brały ją w obronę.
Myślę, że obecnie ten podział w ocenie bohaterki chłopów przebiegałby według innego schematu niż płeć i więcej osób stanęłoby w obronie Jagny.
Ktoś powie, że jestem kolejnym, który musiał zabrać głos na temat filmu. Ja zaś chciałem odnieść się nie do filmu, ale do prawa twórców do nakręcenia swojej wizji, czyli tak zwaną wolność twórczą.
Dajmy szansę ludziom, którzy inaczej postrzegają nasz świat. Oczywiście w granicach poza którymi przemówić musi  już inna klasyczna książka - Kodeks Karny.  

3 komentarze:

  1. Z tym moczem na Evereście to wcale nie żart, każdy kto chodzi po górach wie, ile nieczystości zostawiają w krzaczorach turyści i nie zawsze jest to wina turystów.
    Lalkę obejrzałam i choć po pierwszej części nie pasowała mi obsada, to później stwierdziłam, że do tej konwencji filmu pasuje, jedynie Rzecki nadal mi zgrzyta.
    Napisałam już u kogoś, że to Lalka Maślony, nie Prusa. A ile było gadania , że Zamachowski to żaden Wołodyjowski itd.
    Obejrzałam kiedyś w Bydgoszczy spektakl Maria Antonina, na początku otwierałam szeroko oczy, nieprzyzwyczajona do takich atrakcji jak nadzy aktorzy, dziwne tańce itp. ale doceniam kreatywne podejście, wysiłek i odwagę aktorów...
    Wspomnianego przez Ciebie filmu nie widziałam, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chcesz obejrzeć ten film, to aktualnie jest dostępny na cda.pl. Pozdrawiam

      Usuń
  2. "Pies andaluzyjski" to faktycznie niesamowity film, z domieszką grozy i erotyzmu. Ale "Widma wolności" nie widziałam.

    Jak można osądzić na przykładzie moczu, ludzie oddziałują na każdy skrawek ziemi, na którym się pojawią. :)

    OdpowiedzUsuń