15 września 2026

Czarny Alibabo, takie jest życie ( C`est la vie)

W swoich publikacjach na blogu, często podpieram się piosenkami Andrzeja Zauchy.  Przy okazji wsadzałem  historyczne już klipy z You Tube. Choćby z tego tylko powodu winien jestem artyście chwilę uwagi. Dodatkowo, pewne wydarzenie miało miejsce kilka dni temu w Krakowie. 
Przy ulicy Mogilskiej 43b odsłonięto mural Andrzeja Zauchy. To w tej okolicy artysta mieszkał wraz z córką. Teraz jego wizerunek stał się częścią przestrzeni Grzegórzek. Grzegórzki zaś, to informacja dla niezorientowanych, są dzielnicą Krakowa.

                                         

Andrzej Zaucha przez większą część życia był związany z Krakowem. Zapisał się w historii  polskiej muzyki jako wybitny wokalista, perkusista i członek zespołu Dżamble. 
Na muralu artysta został przedstawiony z charakterystycznym mikrofonem. Całość utrzymano w pastelowej kolorystyce.  Doczytałem się w  lovekrakow.pl, że za projekt i wykonanie odpowiada Piotr TUSE Jaworski, znany twórca street artu, który ma już doświadczenie z wizerunkiem Zauchy – wcześniej namalował mural poświęcony artyście w Gdańsku. Realizacja pracy przy ul. Mogilskiej zajęła mu dwa dni.

Tragiczne wydarzenia  przerwały  trwającą od lat karierę Andrzeja Zauchy.
Po śmierci żony  która zmarła na raka w  wieku 39 lat Zaucha nawiązał romans z aktorką Zuzanną Leśniak, którą poznał w Teatrze STU w Krakowie. Wspólnie pracowali nad spektaklem "Pan Twardowski". Ich relacja szybko stała się tematem plotek, zwłaszcza że Leśniak była wówczas w związku małżeńskim z reżyserem Yves'em Goulaisem.
Znajomość okazała się kosztować Zauchę oraz jego partnerkę życie. Na gorącym uczynku nakrył ich mąż aktorki i już wtedy zapowiedział, że "nie ma czasu się rozliczyć, ale będzie musiał zabić".
Do tragedii doszło 10 października 1991 r. Po zakończeniu spektaklu w Teatrze STU Zaucha i Leśniak udali się na parking przy ul. Włóczków w Krakowie. Zmierzali wspólnie na imieniny do Andrzeja Sikorowskiego.  Uzbrojony Goulais już na nich czekał. Jak sam później zeznał, odczuwał skrajną nienawiść wobec wokalisty. Oddał osiem strzałów, z których jeden rykoszetem trafił Leśniak. Zaucha zginął na miejscu, a Leśniak zmarła w szpitalu.
Goulais natychmiast zgłosił się na policję i przyznał się do winy. Został skazany na 15 lat więzienia. 
Resocjalizacja skazanego udała się, choć nikt już nikomu życia nie wróci.
W trakcie odsiadki  Goulais angażował się w życie kulturalne w więzieniu i realizował projekty artystyczne. Po wyjściu na wolność w 2005 r. zmienił dane osobowe i podjął pracę w TVP, współpracując przy tworzeniu kilku programów.
Artysta odszedł w wieku niespełna 43 lat. Ktoś powie, że sam był sobie winien.
Nie wydaję pochopnych sądów w sytuacji kiedy znam tylko strzęp tej historii. Nie siedziałem w głowie żadnego z uczestników tego tragicznego wydarzenia. Nie osądzam to nie znaczy, że nie myślę o tej absurdalnej śmierci
Powraca do mnie wtedy wspomnienie, które opisałem w 2014 roku, a które było w zasadzie poświęcone górom. Skąd więc Zaucha? Cierpliwości, oto fragment tamtego tekstu:

"...  Kilka dni temu ( rok 2014) dotarła do mnie informacja o ofiarach lawiny w Himalajach.
Znów góry przypomniały, że są nieobliczalne i kocha je się trudno, bo pomimo wszystko.
Słyszałem pytanie - Po co tam szli ?
Jak by to się dało wytłumaczyć jednym słowem.
- Piękna śmierć – powiedział inny, nieco nawiedzony znajomy – na zawsze pozostaną wśród tych ośnieżonych szczytów.
Nie wiem czy śmierć ma nadal swoją romantykę, ale uważam, że to życie jest wyzwaniem.
Poza tym jeśli postawić się w sytuacje rodzin, które ta niewiadoma prześladować będzie do końca życia. Od czasu gdy sam mam rodzinę, patrzę na sprawę inaczej. A groby? Tak to już taka nasza narodowa tradycja by znać miejsce mogił swoich bliskich.
Ponoć Himalaje już nie są takie jak w naszej wyobraźni i z zachowaniem skali oczywiście, coraz częściej zaczynają przypominać drogę na Giewont. Ponoć w zeszłym roku na wejście na Mount Everest trzeba było czekać w kolejce kilka godzin.
Od czasu gdy świat nam zmalał, a wzrosło zapotrzebowanie na adrenalinę, trudno się temu dziwić.
Ja pozostanę przy swojej wizji i niespełnionej miłości do gór.
Tak na marginesie fascynacji śmiercią, która przewinęła się tu całkiem świadomie, przypominam sobie wydarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Andrzej Zaucha znany krakowski piosenkarz został zastrzelony. 10 października 1991  .... został śmiertelnie postrzelony wraz z aktorką Zuzanną Leśniak  przez jej męża - francuskiego reżysera Yves'a Goulais. Motywem zabójstwa była zazdrość o żonę. Zabójca oddał dziewięć strzałów z pistoletu. Zaucha zginął na miejscu, kobieta zmarła w karetce pogotowia. Tyle dzisiaj pisze na ten temat Wikipedia.
Wtedy informacja o tym zmroziła mnie swoją brutalną wymową. W końcu dwadzieścia parę lat temu trochę inaczej podchodziliśmy do takich brutalnych zdarzeń. Z szoku wyrwał mnie znajomy, który w czapce austriackiego studenta, czy może urzędnika lub oficera, pojawił się na mojej drodze z pracy do domu. Czapkę taką nosił również ktoś w Piwnicy pod Baranami. Nie wiem czy nie Madejski.
- Co za piękna śmieć – powtarzał w rozmarzeniu – Czy może być coś piękniejszego niż, niż śmierć zadana ręką zdradzonego męża ?
- Tak. Życie
- Co życie ?
- Ponoć życie jest piękne
- Bo ja wiem ?
Dopiero sześć lat później, zgodził się ze mną Roberto Benigni, kręcąc swój film „La vita è bella”. Chciałem go polecić znajomemu, ale wyprowadził się z Krakowa. Został nagradzanym reżyserem...."
 Na na jednej z fotografii widziałem go ostatnio w artystycznym berecie na głowie. Ciekaw jestem, czy facet młodszy ode mnie tylko o jeden rok w dalszym ciągu jest pod takim wrażeniem śmierci z powodu miłości?
Wracając zaś do muralu.
Jak to bywa w naszym kraju i chyba nie tylko w naszym, mural wywołuje różne czasami nawet skrajne komentarze
  • Fani chwalą pastelowe, stonowane barwy (beże i brązy) oraz fakt, że praca została wykonana na bazie autentycznego, pełnego energii zdjęcia z koncertu.
  • Mieszkańcy Grzegórzek entuzjastycznie reagują na to, że Zaucha „wrócił” do swojej dzielnicy. Pojawiają się komentarze typu: „Ten mural jest tuż koło mnie, jak cudownie, że mogę go oglądać bez końca” oraz „Brawo Kraków, nareszcie godne upamiętnienie!”.
  • Podoba się gra słów twórcy: Umieszczony w rogu napis „Tuse la vie” – będący zręcznym połączeniem pseudonimu autora i kultowego hitu artysty C'est la vie. 
  Zdarzają się kontrowersje wokół zamalowania poprzedniego dzieła
  •  ”: Pojawiły się głosy krytyczne ze strony osób, które pamiętały poprzednie malowidło zdobiące tę ścianę – popularnego, kolorowego smoka wodnego z rybkami.
  • Komu przeszkadzał fajny smok? pytali Internauci 
  • Czy nie można było Zauchy namalować na innej ślepej ścianie, których w Krakowie nie brakuje?”.
Jak to zwykle bywa, wydarzenie było okazją do  Dyskusji wokół życia prywatnego i tragicznej śmierci
Jak przy niemal każdym upamiętnieniu artysty, w sekcjach komentarzy na portalach takich jak Gazeta Krakowska doszło do ożywionych i momentami ostrych dyskusji światopoglądowych. 
  •  Część internautów w bardzo bezpośredni (a czasem wręcz napastliwy) sposób nawiązywała do romansu Zauchy z Zuzanną Leśniak i tragicznych wydarzeń z 1991 roku, gdy oboje zostali zastrzeleni przez zazdrosnego męża, Yves'a Goulaisa. Niektórzy komentujący twierdzili, że upamiętnianie osób o skomplikowanym życiu prywatnym jest błędem.
  •  W odpowiedzi na te zarzuty natychmiast pojawiały się liczne głosy obrońców artysty. Fani i mieszkańcy stanowczo odcinali grubą kreską życie osobiste od geniuszu muzycznego, argumentując: „Ten mural to hołd dla jego artystycznej drogi, genialnego głosu i tego, co wniósł do polskiego jazzu, soulu i funku. Prywatne życie nie ma tu nic do rzeczy”
Powalił mnie na łopatki jeden wpis w którym autor sugerował, że Zaucha nie nadaje się na mural ze względu na brzydką twarz. Dorobek muzyczny przemilczano.
Gdybyśmy mieli honorować wyłącznie osoby o pięknym wyglądzie, bohaterowi kurzyliby się w magazynie, jak Birkut w "Człowieku z marmuru".  Poza tym kanon piękna zmienia się z czasem, a więc pomnik byłby rzeczą ulotną, nietrwałą  
A ja tam mam sentyment do artysty, który był w swoim życiu mężczyzną niższym ode mnie, co przecież rzadko się zdarza. Przy tym swoim wzroście udowodnił, że miarą człowieka nie jest wzrost, a to co osiągnął poprzez swoją pracą nad sobą.
Był mi chwilami latarnią na tle wzburzonego morza zdarzeń i wyborów.
I poskładałem sobie na koniec takie trio w którym dobrze się czuję. To Leśmian, Zaucha i ja, najwyższy z nich wszystkich, choć jedynie wzrostem.
 
 A na koniec moja ukochana piosenka artysty. Francuski tytuł " Cest la vie" znaczy ni mniej, ni więcej tylko - Takie jest życie. No właśnie 



 

2 komentarze:

  1. Uwielbiałam jego piosenki, zwłaszcza Alibabę!
    Pamiętam historię ze śmiercią artysty, to był szok, w naszych siermiężnych warunkach, to jak opowieść filmowa, choć tragiczna.
    Mural mi się podoba. Sama zamieszczam czasami murale i wiem, że każdemu podoba się co innego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki temu że mamy różny gust, ten nasz świat jest piękny i kolorowy. Czasami kolorowy aż do przesady, ale jak mówił mój znajomy - nie to jest ładne co jest ładne, ale to co się komu podoba. Pozdrawiam.

      Usuń