24 sierpnia 2026

Niszowy, czyli jaki ?

Cytat na dziś :
” Nie dąż do tego, aby być człowiekiem sukcesu, lecz raczej człowiekiem wartości. Sukces może dać sławę, ale to wartości dają szczęście”.  - Albert Einstein

Dzisiaj tekst pojawia się dzień wcześniej. Wymyka się więc z pewnego schematu regularności.
W pewnym wieku regularność jest bardzo ceniona. Dzięki tej prostej sztuczce powtarzania czynności o określonej porze, udaje nam się wyrobić w sobie przekonanie, że z naszą pamięcią jest jeszcze wszystko w porządku.
To wyrwanie się ze schematu ma jednak swoje głębokie uzasadnienie. Przedstawiam je poniżej.

Zaprosiłem go do pokoju. On wszedł delikatnie, rozglądając się na boki. W pewnym sensie był tu po raz pierwszy.
- Siadaj proszę - ręką wskazałem jeden z foteli.
- Wolałbym na tym. Ten profil mam lepszy - odpowiedział po chwilowym wahaniu
- Siadaj gdzie chcesz, znam doskonale twoje obydwa profile. Swoją drogą i każdą część która twoją jest.
  Nie na darmo przebywamy ze sobą już prawie osiemnaście lat.
- No tak, wchodzę w dorosłość - odpowiedział  nad wyraz dojrzale.
- Wchodzisz w dorosłość, to fakt jak niektórzy lubią dodawać autentyczny,
- Ja nie lubię, bo to niepoprawna forma.
- Teraz się boczysz na formy, a pamiętasz swoje początki? 
- A ty pamiętasz swój pierwszy raz? - zapytał zaczepnie - Wszystko ci wyszło idealnie?
- To jakby inna inicjacja, ale jeżeli się kiedyś nie przegięło to po latach, nawet wpadki można wspominać z rozczuleniem.
Pyskaty się zrobił  jakiś, podsumowałem w myśli. Wziąłem z półki "Siedem grzechów" jeżeli pamiętacie co to jest. Wspominałem o tym w swoich postach na przestrzeni lat
Nowy rok zacząłem od siedmiu grzechów
Jak widać grzeszyć lubię, bowiem posty publikowałem kolejno w 2014, 2022 i 2025.
Niestety zapas już się kończy, a postawiona na stole butelka jest ostatnią z podarowanej mi przez syna partii.  Dla niezorientowanych i niechętnych grzebaniu w historii powiem tylko, że to czerwone wytrawne wino ze szczepu Zinfandel.
   

Z sentymentem przetarłem kurz z etykiety i wyciągnąłem korek.  W końcu On lada chwila będzie pełnoletni
- Nie szkoda Ci ? - zapytał.
- Widzisz, szkoda to jest wtedy kiedy krowa nasra do studni. Wtedy z takiej studni ani wody, ani gnoju.
Uśmiechnął się. Bardzo lubię używać tej definicji szkody. 
Codziennie  przecież zadajemy sobie i innym, a przede wszystkim Ziemi na której żyjemy, bólu i cierpienia. Robimy to bez mrugnięcia okiem, rozdzieramy szaty nad głupotami niewartymi nawet splunięcia. To wspomniane powyżej powiedzenie, świetnie  zamyka to w tych krótkich, żołnierskich słowach.
Wracając do wina, ono pasuje do sytuacji. Spina bowiem klamrą całe 18 lat od narodzin do pełnoletności.
- Za przeszłość! Ta przynajmniej jest wiadoma, a przyszłość niekoniecznie.
- Dobra wypiję za to, ale Ty proszę wypij też za przyszłość. To, że jest niewiadoma to tylko pobudza moją wyobraźnię. 
- To Ci trochę w tej wyobraźni namieszam. Jest taki zabawny zwrot, a  brzmi on mniej więcej tak: Przyszłość jest niewiadoma, a przeszłość analogicznie.
- Nie mieszaj. Niech Ci jednak będzie, zdrowie.
Wyobraźni czytających  pozostawiam rozważenie który z nas wypowiedział które z tych dwóch powyższych kwestii ?
Upiliśmy po łyku, aby nic nie uronić z bukietu i smaku który powstał 16 lat temu i powoli dojrzewał. 
- Nie powiesz chyba, że ściągnąłeś mnie to tylko po to by wytrąbić tę flaszkę ?
- Zraz wytrąbić. To był tylko toast - powiedziałem zamykając butelkę odwrotną stroną korka, która to sztuczka ułatwia wciśnięcie uwolnionego  i rozprężonego już wcześniej kawałka kory dębu korkowego.
- Widzisz, powspominać chciałem przy okazji, to bardzo dobry pretekst. Oj były czasy!.
Kiedy skończyłem pięćdziesiąt lat, zacząłem się ze sobą rozliczać, tak na poważnie. 
Co mi się udało, a co nie. Gdzie byłem, gdzie planuję być, a gdzie z pewnością los mnie już nie poprowadzi.  Przy okazji tych  rozliczeń zrobiłem się jakiś taki gderliwy, może tym wszystkim  zawiedziony. Pomyślałem, że założę bloga i wyleję na jego stronach tę żółć co mi podchodziła do gardła, dając uczucie  goryczy. 
Tak to się zaczęło. Dość szybko zdałem jednak sprawę, że gderliwych i wkur...nych  jest wokół tylu, że nie mam szans w tej konkurencji. Coraz mniej narzekania zaczęło się na tym blogu pojawiać, na korzyść opisów mojej  ciekawości  tego świata.
- Chcesz powiedzieć, że kierowały tobą statystyki popularności?
- Nie nie jestem influencerem, i popularność mi wisi,  Muszę jednak przyznać, że na liczbę odwiedzających spoglądałem przynajmniej jednym okiem.
Poza tym jak powiedział najbardziej znany świecie Albert czyli Einstein :
„Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko”.
Starałem się wybierać tę drugą drogę, szczególnie od czasu gdy moja żona siadła na wózku.
Stało się to już po pierwszym roku prowadzenie bloga.
Możesz tego nie pamiętać, ale w pewnej chwili liczniki odwiedzin  wystrzeliły. Wszystko za sprawą tego, że Onet zaczął  promować swoją blogową platformę i podrzucał na pierwszej stronie  linki do ciekawych tekstów.
Załapałem się do tej grupy. Kiedyś ze zdziwieniem zauważyłem, że pod postem pokazało się 115.000 odwiedzin. 
Najmilej zaś wspominam pewien krytyczny komentarz pod postem o świniobiciu w górach.
Pewien sceptyczny czytelnik napisał:
"Tym niemniej Hrabal to opisał lepiej."
Odpowiedziałem mu bardzo uprzejmie:
- Dziękuję bardzo za to podsumowanie. Sam pomysł porównywania mnie z  Bohumilem Hrabalem jest tak szalony, że aż brak mi słów na określenie swojej radości. Pozdrawiam"
Nie zaprzeczam, że zawsze kulturalnie i bez emocji odpisywałeś na komentarze.  Co zaś się tyczy liczby odwiedzających, to rzeczywiście sporo. Mówią  jednak,  było minęło. Teraz jesteś raczej niszowy jako twórca blogowy.
No rzeczywiście. Wobec obecnych liderów sieci to ja nawet mrówką nie jestem. 
Pragnę ci jednak powiedzieć, że określenie niszowy nie jest w żaden sposób dyskryminujące czy obraźliwe.
Najpopularniejsze synonimy słowa niszowy to: wyspecjalizowany, sprofilowany, niemasowy, unikalny, elitarny, specjalistyczny, nieliczny, mało popularny, autorski lub zawężony.
Oto zestawienie synonimów w zależności od kontekstu:
W kontekście popularności będzie to : unikalny, elitarny, alternatywny, kameralny, niemasowy.
W kontekście zasięgu: zawężony, specyficzny, wyselekcjonowany.
No naprawdę nie ma się czego wstydzić.
- Niech Ci będzie. Powiedz mi jednak do czego zmierza ta rozmowa ? - zaczął mnie pospieszać.
- Jacy wy młodzi jesteście niecierpliwi. Moje dzieci też wolałyby gdybym wypowiadał się w formie SMS - ów. Skrótowo i bez językowych upiększeń.  Aż chciałoby się powtórzyć  rozmowę  węglarza z pewnym przeniesionym w przestrzeni aktorem w filmie "Zakochany Anioł":
- A gdzie wy na boga tak pędzicie? Do czego? Śmierci i tak pan nie przegonisz
- Z roboty mnie wywalą.
- Co panu zrobią? Przecież Pana nie zjedzą, a jak pana zjedzą to pana wysrają. 
Koniec cytatu
- A bez metafor- spytał 
- A wiesz, że to też cytat, tylko, że z filmu Vabank?
Wobec widocznego już choć lekkiego poirytowania dodałem:
Widzisz, przez te osiemnaście lat uczyłem Cię tego co sam wiedziałem lub czego właśnie się nauczyłem. 
To było dokładnie 24 sierpnia 2008 roku. Wtedy zacząłem pisać swojego bloga, a pięć lat później chciałem rzucić to wszystko w diabły.
Powody opisałem w okolicznościowym poście " Zamknąć za sobą drzwi tak na zawsze" Tutaj
Okazało się, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Założyłem innego bloga, bo niczym potrzeba narkotyku tkwiła we mnie potrzeba pisania.
Nie dotrzymałem danego sobie słowa, nałóg wygrał.
-  Wtedy cisnęło mi się na usta - Mam 55 lat i jestem uzależniony. Tak jak to się mówi w grupie terapeutycznej. No i wróciłem do Antoniego na kolejne lata.
"To jeden z ciekawszych niszowych blogów" - napisała pewna blogerka w komentarzu.
Znaczy się wpadłem w dziurę i wydaje mi się, że  chyba w tej dziurze dalej tkwię.
Nie miałem ambicji,  by być pokarmem duszy dla gimbazy, W ogóle nie miałem żadnych oczekiwań. O braku wyobrażeń już nawet nie wspominam. Tak mówiłem po 10 latach prowadzenia bloga, czyli w 2018 roku. 
Broniłem się rękami i nogami przed tanią popularnością.
Westerplatte broni się jeszcze - chciałoby się powiedzieć i zaraz przypominam sobie utwór kabaretu TEY sprzed wielu lat
Westerplatte broni się jeszcze
Profesor Władysław Bartoszewski ujął to w jedno piękne i proste zdanie - Warto być przyzwoitym.
Czy przez te lata udało mi się zachować przyzwoicie ?. Mam takie poczucie, ocena nie należy jednak do mnie.
Nie będzie deklaracji i zobowiązań, bo najłatwiej nie złamać deklaracji których się nie złożyło.
Cieszyło mnie kiedyś takie rekordowe liczby wejść w ciągu jednego dnia, zastanawiały posty którym poświęciłem kupę czasu, a nie zasłużyły nawet na 1 komentarz.
Samo życie.
Zdecydowanie jednak nie chciałem się rozwijać i budować własnej satysfakcji na lajkach.
Tkwię więc w tej niszy niejako na własne życzenie.
Czy żałuję ?
Non, je ne regrette rien - jak śpiewała Edith Piaf - Nie, niczego nie żałuję.- 
Patetyczny to Ty jesteś  - przerwał mi siedzący w drugim fotelu On.
- Cholera. Rzeczywiście wyszło jak zwykle patetycznie, a miało być tylko jasno i prosto.
- Jest to proste jak precel - ocenił mój interlokutor.
Widzę, że teraz on sam wchodzi w fazę  zadziornej pełnoletności.
 - Może by wobec twojej rozkwitającej niezależności, pozwolić Ci byś sam zajął się sobą?
Twórz kreację która wyjdzie poza tą wyśmiewaną przez ciebie niszowość.
- To znaczy co?  Mam sobie być sterem, żeglarzem i okrętem?
- O widzisz. Ty też lubisz cytaty i powiedzonka
-  A tak wprost?
Tak wprost, czyli po prostu. Świat się zmienia, a ja się starzeję. Powiedzmy, że ostatnio bardziej się starzeję.
Producenci środków na witalność określenie srebrny wiek  zaczynają od pięćdziesiątki.
- Motocykliści mówią, że wszyscy zaczynają od pięćdziesiątki, a potem okazuje się, że najlepiej jest dopiero od pół litra w górę.
- Patrzcie go jaki mądry, a Ty skąd to wiesz?
- Mogłem gdzieś przeczytać, choćby w którymś z twoich postów?
- No tak, tematy motocyklowe i alkoholowe nie były mi obce.  Mówiąc krótko, bierzesz to?
- Co ?
- Nie chcesz decydować o sobie? Teraz jesteś jedynie nośnikiem, a gdybyś chciał zostać autorem pełną gębą?
-  Że niby ja mam to wszystko zapełniać treścią i odpowiadać?
- No tak, a ja idę na emeryturę, mogę nawet powiedzieć, zasłużoną.
- Muszę to przemyśleć, to duża odpowiedzialność.
- Ja Cię rozumiem. Zawsze to lepiej wpaść, pokrytykować i wrócić do swojej norki, nie?
- Wulgaryzujesz stary. Przemyślę, ale zacznijmy może tak pół na pół? Ja się jeszcze uczę, cały czas się uczę.
- Tak. Były prezydent też się ciągle uczył a był około 50-tki. Żeby Ci to nie weszło w krew.
- Nie żeby zaraz weszło, ale nawet w naszym prawie jest tak, że jak się dziecko uczy to rodzic ma go finansować do 25 roku życia. Nie?
- Patrzcie go jaki cwany. Ok. bądź mi dzieckiem kochanym i utrzymywanym.
- To powiedz mi na koniec bo nigdy o to nie pytałem. W tych moich danych - "Suma lat z biegu dni" to co jest imieniem a co nazwiskiem?
- Czy Ty się za bardzo nie personifikujesz? Na razie to prostu Blog, Mój Blog.
- O kurde to prawie jak Bond, James Bond
- Nich Ci będzie.
Kiedy wyszedł zauważyłem, że butelka wina opróżniła się całkowicie w jakiś dziwny i nieco tajemniczy sposób. A może tylko nie potrafię  robić naraz kilku rzeczy. Argumentować i nalewać.
Wspomniałem Bałtroczyka - wszyscy wiedzą, że flaszka kiedyś się skończy, a gdy to się stanie to jesteśmy zdziwieni.
Spojrzałem na etykietę. Siedem grzechów. Do którego najbardziej zbliżyłem się tego wieczoru ? 
Jakoś tak po północy, pojawił się On. Wsadził głowę przez uchylone drzwi i powiedział:
- Słuchaj stary to się chyba nie uda. Skoro ty mnie stworzyłeś, to jak ja mogę iść na swoje?
Zawsze będą o mnie mówić - Blog Antoniego.
Cholera, ma rację.
Spojrzałem na zegarek  wyświetlane cyfry wskazywały 2.30. No to po spaniu. Pozostaje teraz czekać do świtu, przewalając przez swoją głowę setkę myśli. Któraś z nich pewnie  zaowocuje kolejnym postem.
I jak tu udać się na emeryturę, kiedy nawet drzwi nie potrafię porządnie zamknąć za sobą 

Jako bonus do okolicznościowego tekstu dorzucam swoje zdjęcie wykonane do pierwszego dowodu osobistego w życiu, a więc w chwili gdy osiemnastka wkraczała do mojego życia przez otwarte drzwi. Było to jakieś pół wieku temu. Dziś mój blog kończy 18 lat. Można by rzec stary koń.
 
                                                                               

Tak zaś AI wyobraża mnie sobie w tamtym czasie, na Rynku w Krakowie, u stóp pomnika Mickiewicza.
Za wzór posłużyło je to powyższe dowodowe zdjęcie. 




Może ktoś zarzuci mi nadmierną fascynację AI.
Mam prostą odpowiedź na te zarzuty. Powiem wam, że tylko AI bez szemrania robi to o co ją poproszę.
Teraz właśnie wygenerowała  moje alter ego w ulubionym otoczeniu. Nie ma tu butelki wina o którym tyle piszę, aby ktoś nie pomyślał, że jeżdżę po alkoholu. Nie jeżdżę.
            



Dlaczego alter ego ? Przypomnę tym którzy zapomnieli lub dołączyli do czytelników później.
Ta uśmiechnięta twarz która towarzyszy mi na na blogu jako Antoni Relski nie jest moja prawdziwą twarzą. Zgodne to jest z zasadą bloga, że nic nie jest takie na jakie wygląda. Poszukiwałem odpowiedniego wizerunku Antoniego Relskiego i w Internecie znalazłem kogoś kto spełniał wszystkie moje oczekiwania w tym względzie.
Podpis brzmiał "man" czyli człowiek. To też mi odpowiadało. Dopiero po pewnym czasie kiedy zżyłem się z moim nowym wizerunkiem, otrzymałem informację od kogoś zza wielkiej wody, że jest Dr Phil prowadzący w Stanach jakieś popularne Tv Show.
Mam nadzieję że Dr Phil wybaczy mi to zapożyczenie wynikające z nieświadomości, zresztą w poprzednich tekstach już za to przepraszałem.
Pozdrawiam wszystkich, którzy towarzyszą mi w tej podróży przez słowa i dziękuję za wsparcie.
To zaszczyt mieć wokół siebie tak kulturalnych czytelników.

18 sierpnia 2026

To minie

Dwie litery K R, a potem pięć cyfr, lub połączenie cyfr i liter. Tablica rejestracyjna Małopolski. Ostatnio skończyło się R i drugą literą dla Krakowa jest też K czyli KK. Jak jest u Was sami wiecie najlepiej.

Rejestracja, wyróżnia nasz pojazd z tysiąca innych pojazdów tej samej marki. Bardzo przydatna do identyfikacji sprawcy wykroczeń, czy kontroli obowiązkowego ubezpieczenia pojazdu. Nieraz pomaga na parkingu, by nie dłubać w cudzym zamku, kiedy pilot nie zadziała.

Pamiętam numer rejestracyjny mojego pierwszego pojazdu marki Trabant. Było to w 1984 roku, a rozpadający się na części pojazd miał  pokrycie z duroplastu. Od tego czasu  miałem jeszcze parę samochodów, ale żaden numer nie utkwił mi tak dobrze w pamięci.
Litery, cyfry i znowu litery, nuda jednym słowem.
Od czasu jednak kiedy ustawodawca dopuścił  możliwość tworzenia indywidualnych tablic, oczywiście  za wielokrotność ceny tablic normalnych, coś zaczęło się w tej nudnej branży dziać.
Tak więc zmaterializowały cię ciekawe pomysły, marzenia i rządze właścicieli.
 Poniżej  popularne i zabawne przykłady :

Nawiązania i pytania: B0 TAK, C0 ZJESZ, D0 SETKI
Zabawne słowa i postacie: Z0 OMBIE, K0 CICA, K0 NIEC
Dystans do siebie: P0 BABCI, B0 GACZ.
To poniżej to zdjęcie które zrobiłem dosłownie wczoraj.


Ile kosztuje indywidualna rejestracja? Cena za takie tablice jest znacznie wyższa niż w przypadku standardowych numerów. W przypadku samochodów osobowych wynosi blisko 1000 zł, a dla motocykli 500 zł. Do tego dochodzą dodatkowe opłaty, m.in. za dowód rejestracyjny i nalepki legalizacyjne, co podnosi całkowity koszt do około 1080 zł.  Na gotowe tablice czeka się średnio trzy tygodnie, choć formalne rozpatrzenie wniosku trwa zwykle tylko kilka dni. W tym czasie kierowca może korzystać z tablic tymczasowych.
Niektórzy wpisują na tablicę imię swojej aktualnej miłości i tu tkwi pułapka.
Co zrobić jak ktoś z tablicami KO GOSIA akurat rozstał się z tą panią?
Zmieniać na tablicę na taką  z napisem KO NIEC,  jako przejściową przed nową miłością?
Wiecie jakie to generuje koszty?
A co będzie jak posiadaczka tablicy KO CICA zmieni się z biegiem lat w kuguarzycę gustująca w młodszych facetach?
Niby kuguar to też kotowaty, ale to już inny wymiar drapieżnika. Zmieniać  by można wtedy tablice na KO PUMA , bo kuguar to inna nazwa zwierzęcia o nazwie Puma Płowa.
Parę dni temu w trakcie wycieczki motocyklowej do Buska Zdroju mignął mi Jeep Wrangler z rejestracją TO OZZY. To przynajmniej rozumiem. Hołd oddany Ozziemu Osbourneowi może być stały i nieograniczony w czasie.
Są też tablice które podtrzymują na duchu i maja działanie terapeutyczne.
Klika dni temu przed wejściem do apteki zauważyłem samochód z taką tablicą.



TO MINIE. Pewnie, że minie. Samochód zaś każdego ranka podpowiada nam na dzień dobry, że dołek w którym jesteśmy jest chwilowy, a nasza droga się wyrówna.
Uniwersalność tej tablicy jest taka, że w przypadku wspaniałego życia i dobrobytu, nie pozwala nam się w nim zagubić. Codziennie rano uczy nas pokory mówiąc, że nic nie jest nad dane na zawsze.
Niczym jak ten starodawny zakonnik, który pozdrawiał się formułą "Memento mori".
Ten jednak kazał tylko myśleć o śmierci. Tablica tego żółtego auta działa w każda stronę.
Gdybym miał wręczać nagrody za ciekawy pomysł na tablice, to pomysłodawca tego napisu miałby u mnie wielką szansę na wygraną. Ileż to razy sam sobie mówiłem - Opamiętaj Antoni to minie. Licząc podświadomie, że tą  pokorą uda mi się ten czas na fali nieco przedłużyć.
Wszak jesteśmy tylko ludźmi, nieco interesownymi, ale jednak ludźmi.
A Wy, macie jakiś pomysł na własną tablicę rejestracyjną?




11 sierpnia 2026

Za duży na bajki

W odniesieniu do mnie lepiej by było powiedzieć - za stary na bajki.
Cholera, rzeczywiście nikt mi nigdy nie powiedział, że jestem na coś za duży.
Post ten wpisuje się cykl który od czasu do czasu uskuteczniam, a mianowicie - Znacie? to poczytajcie.
Nie wiem czy ktoś pamięta tę moją bajkę "O lwie" która jest jakby połączeniem myśli Ignacego Krasickiego i  Wojciecha Młynarskiego. Panie Boże wybacz mi przy okazji bezczelność porównania.
No ale jak to mówią,  napisało się i poszło. Dlatego pewnie tak wielu ludzi boi się słowa pisanego.
Na piśmie zostaje twardy dowód naszej niewiedzy lub głupoty
Przeglądając swoje posty z wczesnych lat, trafiłem przez przypadek na bajkę swojego autorstwa o której całkiem zapomniałem. Ba wpisałem nawet w wyszukiwarkę dwie zwrotki tekstu, by przekonać się czy to rzeczywiście ja jestem ojcem. Wyszło, że jestem.
Muza Euterpe: patronka poezji lirycznej zgrała nade mną  na aulosie ( flet podwójny ) 
Chyba było już po koniec jej dniówki. Muza grając popychała mnie kolanem, bym szybko zebrał się do roboty.
- Szybko, szybko, zaczyna się weekend.
W tym twórczym uniesieniu wyobraziłem sobie lwa w cętki przynależne  jaguarowi, panterze lub gepardowi. 
Nie zmienia to jednak wymowy bajki, ani jej morału.
To tak dla porządku, abyście  nie pisali, że skleroza atakuje mój umysł. To była tylko chwila słabości w natchnieniu. 
Jeżeli więc nie macie nic innego do roboty w to gorące popołudnie, poczujcie się przez chwilę jak ten lew na sawannie.

Tak mnie codziennych moc problemów
wgniata w fotela chłodną skórę,
z którego perspektywy smętnie
oglądam świat swój i naturę.

Lecz nawet jednym okiem patrząc,
czy tego chce się czy też nie,
to nie widziałem by depresja
drzemała w takim groźnym lwie.

Pan lew w sawannie leżąc bykiem,
znosi piekące w dupsko słońce.
Ogląda sobie kątem oka
zebry pasące się na łące.

Pazur wyostrzy na kamieniu,
dmuchnie w rozwianą mocno grzywę
i myśli sobie - choć są w paski,
ja się paskami tymi żywię.

Nie ma kryzysu w mej spiżarni,
Kilimandżaro jest daleko.
Wszyscy z mej drogi karnie schodzą
gdy tylko ruszę swą powieką.

W dodatku moja pani lwica
jak tylko wróci z polowania,
to zaraz się przekona sama
jak to przeze mnie jest kochana

Dobrze być lwem co trzęsie grzywą,
dzięki ci Panie za te kły,
bo chociaż chciałeś mieć świat dobra,
najlepiej temu kto jest zły.

W tym samym czasie biedna zebra
skubiąc pozostałości trawy,
z daleka obserwuje lwisko
tłumacząc sobie swe obawy.

Przez ten szalony pomysł stwórcy
ni ukryć się, ni zmienić skórę
Jak tu w poczuciu zagrożenia
ćwiczyć świadomość i kulturę.

Żeby ten lew miast zaraz zabić
tylko zapłodnić zechciał mnie,
to może wtedy zebrze dzieci
miały by choćby cętki swe.

Że niby zebra w cętki śmieszna?
to niech się śmieje kto jest zdrów.
Lecz kto by się odważyć zechciał
wykrzywić gębę wobec kłów.

Prosty dylemat ale stały
Nikt nie chce zebrą na sawannie...
Lepiej ze zgrabną lwicą razem,
pijać szampana w dużej wannie.

Ty dobry Boże, zamiast pasków
daj cętki dla ochrony skóry.
I niech mi wtedy kto podskoczy,
z grzbietu polecą tylko wióry.

I tak od wieków jak światem światem
Jak zebra zebrą, a lew lwem
toczą się nieustanne walki,
bo nikt z nas nie chce zostać tłem.

Gdy siedzę tak w fotelu swoim,
wniosek nasuwa sam się, gdy
zebr jest mniej na bożym świecie,
snują się wokół głodne lwy.




04 sierpnia 2026

Hanka szuka, ale czy znajdzie?

  Motto na dziś :
„Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość”. Lalka B. Prus
Ja rozbudowałbym to zdanie o dookreślenie na końcu  -  "własnymi wymaganiami.                                                                                              
Dzięki lekturze pewnego artykułu dowiedziałem się, że są specjalne portale randkowe dla zamożnych.
Wychodzi na to, że już na samym początku stawiamy naszej miłości pewne wymagania. A co jeżeli nie poprzestajemy  tylko na wymaganiu finansowym ?
Poniżej jako przykład, opis wymagań przykład jednej z osób, których historie opisano w artykule *

"...Od kilku miesięcy Hanka jest zalogowana na specjalnym portalu dla zamożnych osób, które chcą kogoś poznać. Płaci abonament, poznaje wirtualnie mężczyzn, którzy osiągnęli sukcesy zawodowe, finansowe. I co? I jest coraz bardziej rozczarowana. Smutna i zdumiona. Bo żaden z nich nie spełnia nawet 20 punktów z listy. Każdego więc Hanka po kolei odrzuca. Tych randek robi się już naprawdę sporo, a ona ma powoli dość. Chciałaby od tego odpocząć, ale czuje się zwyczajnie samotna. Marzy, aby móc przytulić się do kogoś wieczorem na kanapie, gdy syn wychodzi z dziewczyną do kina. O jaką listę chodzi? Hanka stworzyła sekretną listę życzeń, czyli zestaw cech osobowości, charakteru i wyglądu potencjalnego partnera. Lista ma aż 30 punktów. Na przykład ktoś, z kim miałaby się związać na stałe, powinien mieć minimum 180 cm wzrostu i nie może mieć nadwagi. Musi regularnie uprawiać jakiś sport. Być lojalny, bardzo pewny siebie, ale też skromny. Musi być singlem, ewentualnie po jednym rozwodzie (kandydat w trakcie rozwodu odpada!). Nie może mieć pofarbowanych włosów ani brody. Studia — obowiązkowe. Na liście znajdują się nawet widełki pensji, którą powinien pochwalić się wybranek..."

Wypadałoby życzyć Hance powodzenia, bowiem szukanie i znajdowanie jest zakotwiczone nawet w Ewangelii.  Kto szuka, ten znajdzie” to znane polskie przysłowie oraz biblijna zasada pochodząca z Ewangelii wg św Mateusza  oznaczające, że wytrwałość w dążeniu do celu lub rozwiązywaniu problemów zawsze przynosi skutek. Czy tym razem jednak przyniesie?
Czy ja się dziwię, że tytułowa Hanna ma problemy ze znalezieniem odpowiedniego kandydata?
A gdyby teoretycznie znalazła człowieka który spełnia te założone 30 punktów z listy to co ?
Krzyknie do Amora - Strzelaj!
A Amor posłusznie polecenie wykona?
Przecież przy takiej metodzie wyboru możliwe  jest z kolei z dużym prawdopodobieństwem, że Hanna trafi na kandydata z równie długa listą oczekiwań. Z pobieżnych wyliczeń wynika, że szansa na sukces zaczyna być iluzoryczna, a prawdopodobieństwo mniejsze niż wygrana w totka.
Poza tym, jak mawiają górale, "Śmierć, miłość i sracka, przychodzą znienacka 
Za moich młodych  czasów mówiło się zaś elegancko,  że kocha się nie za coś, a pomimo czegoś.
Poza tym, fantastyczne było to poznawanie osoby na raty. Każde spotkanie przynosiło nowe informacje. Czasami lepsze, czasami gorsze. Wtedy człowiek mówił sobie - Nie ma tego i tego, ale pomimo to ją kocham. Czyż to nie było piękne i nacechowane pewnym poświęceniem?
Dawaliśmy sobie wtedy więcej czasu na poznanie się i jeszcze więcej na dopasowanie.
Tu pojawiała się dla płci pięknej pewna szansa.
Kobieta mogła wtedy przez całe  lata reformować swojego męża i formować pod własne wyobrażenia.
Niestety, wychodził z tego czasami mocno kaleki osobnik, była to już jednak jesień związku i łączyła ich już  tylko  przyzwyczajenie, a w optymistycznej wersji  przyjaźń.
Dzisiaj kobieta chce mieć faceta od razu  pod własny gust, całkowicie bez pracy własnej, albo organicznej jak lubili mówić pozytywiści.
I taki ja, bez przypominania opuszczam klapę w sedesie. Opróżniam też bez wezwania zmywarkę i regularnie wynoszę śmieci. Nie mam jednak minimum 180 cm wzrostu. Czy w ogóle można te cechy położyć na jednej wadze?
Nie naprawiamy, nie kształtujemy.  Potrafimy się  jednak wściekać na to, że nie jest jak sobie wymyśliliśmy.  Jakże to inne od tego co było wcześniej.
Jak jest lepiej? Zmieniać czy żądać gotowego upgradowanego już faceta, według własnych życzeń.
Sam miałem kiedyś boksera z przyciętym według mody ogonem, ale ja wymyśliłem sobie aby miał kopiowane uszy. Weterynarz zrobił to co chciałem, a ja przez cała noc trzymałem szczeniaka na rękach uczestnicząc choc w ten sposób w jego bólu. Bólu który mu sam zafundowałem.
Powiedziałem sobie wtedy, że nigdy więcej. Kolejna suka, też bokserka, biegała w ogonem w naturalnymi uszami.  Suka biegała szczęśliwa, a ja miałem możliwość zaobserwowania, że długi ogon jest psu do życia potrzebny
15 lat temu napisałem tekst o zmienianiu swojego mężczyzny, który pozwolę sobie tu wrzucić,
bowiem  daje ciekawe spojrzenie na ten problem. Jakoś dziwnie ten tekst zachował aktualność, ale to tylko moja opinia więc nie jest obiektywna. 
A teraz cofnijmy się o 15 lat do roku 2011

Mały Miś
Po raz pierwszy od dłuższego czasu przeczytałem tak szczerą rozmowę. Być może zachwyt wynika z faktu, że potwierdza moje przemyślenia.
W Elle zamieszczono rozmowę Anny Luboń z socjologiem dr hab. Tomaszem Szlendakiem.
Tytuł artykułu : Dlaczego kobiety chcą zmieniać mężczyzn
Rzuciłem się na tekst ponieważ wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie.
Oczywiście mam swoje gotowe odpowiedzi, ale jak to mówią - mądrego przyjemnie posłuchać.
No więc dlaczego?
… Jak to się dzieje że kobieta tuż po ślubie zaczyna się przeprogramowywać i rekonstruować mężczyznę z wymarzonego księcia na białym koniu w misia w papuciach…
Kiedyś poznała bezkompromisowego, dowcipnego i podobającego się kobietom faceta. A zamienia go w człowieka ukierunkowanego na dom i sprawy rodziny. Powoli to te sprawy dominują na tym co się dzieje na zewnątrz. Robi to, po to aby go zatrzymać.
A kiedy jako wymagający pedagog, kobieta osiągnie swój wychowawczy sukces, zżyma się na pojętność swojego ucznia:
- Ciebie to nawet kijem z domu nie można przepędzić. Zostaw tego pilota. Ruszmy się gdzieś.
Zapuściłeś się, zrób coś z tym brzuchem...
No tak,  ale najlepsza receptą będzie rowerek treningowy, wyciągany zza zasłony w sypialni. Będzie mógł pedałować oglądając przy okazji pięć pięć tysięcy sześćset dwudziesty czwarty odcinek „Mody na sukces” . I będzie przecież cały czas na oku.
I tak współczesny Felicjan Dulski nie musi dymać na własnych nogach na Kopiec. Ona na ten Kopiec może pojechać. A, że prócz ciała jest również umysł, kobiece ambicje odważnie sięgają również tam.
… Ale kobiety nie tylko chcą mężów "umisiowić". Chcą ich też nauczyć sprzątać po sobie brudne skarpetki. Albo żeby się trochę podciągnęli towarzysko: zaczęli mieć właściwe poglądy. Najczęściej takie jak one.
Wśród kobiet w naszej kulturze cały czas pokutuje wyobrażenie o związku jako komunii dusz. Mężczyźni takich wyobrażeń nie mają. Zupełnie inaczej widzą zakres autonomii w związku. Kobieta chciałaby, żeby związek działał jak jedna osoba, żeby oboje podobnie myśleli o wielu dziedzinach. Mężczyźni nie zmuszają się do tego, żeby czuć świat tak samo. Kobiety próbują kształtować mężczyzn na swoje podobieństwo, bo wydaje im się, że tylko wtedy jest dobrze…

Pan doktor uważa i trudno mi się z tym nie zgodzić, że faceci poddają się swoim kobietom z wygodnictwa. Nie do przecenienia jest również obraz stosunków wyniesiony z domu .
- Tak kochanie. Oczywiście Kochanie. Masz rację Kochanie.
Tak przecież zachowywał się jego ojciec i czynił to dla własnego spokoju.
Dla własnego wygodnictwa tracimy więc wolność, ale równocześnie przestajemy traktować własny dom jako pole walki. Tutaj role są już podzielone. Żona rządzi
….Może dlatego, że mają w domu święty spokój. Mężczyźni są w stanie wiele oddać dla spokoju. Unikają konfliktów, w które kobiety wchodzą częściej. Oddając część władzy, wolności, mężczyzna bardzo dużo zyskuje w swoim mniemaniu…
Przypomina mi się taki dowcip:
W trakcie męskiego piwa, faceci żalą się jak to są gnębieni i przez swoje małżonki. Wtedy jeden z nich mówi:
- A ja w domu robię to na co mam ochotę. A dzisiaj na przykład mam ochotę słuchać żony.
Lektura artykułu pozwoliła mi zrozumieć dlaczego mężczyźni nie próbują zmieniać kobiet?

… Bo lista cech, których kobiety oczekują od mężczyzn, jest dłuższa, niż lista cech pożądanych przez mężczyzn u kobiet. Im wystarczy, że kobieta pasuje wizualnie, jest miła, inteligentna, nie wstyd się z nią pokazać. Co tu więcej zmieniać?
Może piersi. One zawsze mogły by być większe.
Oczywiście wszystkie te działania nie powinny być postrzegane tylko w negatywnym zabarwieniu. Wymagająca kobieta w sprzyjających okolicznościach potrafi być muzą mężczyzny.
… A przecież wtedy również wykonuje rodzaj formatowania. Żonie Einsteina przypisuje się znaczną część idei, które opublikował pod swoim nazwiskiem. Freud też pisał dzięki swojej partnerce…
Niestety zdaniem socjologa to są wyjątki.
…. Zazwyczaj jednak kobiety formatują mężczyzn, ściągając ich w dół: żeby się nie wyróżniali, żeby byli jak inni, kiedy spotkają się z sąsiadami w niedzielę w kościele.
Pamiętam taką scenę z Czterdziestolatka, kiedy inżynier Karwowski idzie na służbowe chociaż domowe spotykanie z młodą i atrakcyjną panią architekt (w tej roli Grażyna Szapołowska) Przezorna żona nakazuje ubranie koszuli polo do marynarki. Efekt śmieszności i nieatrakcyjności faceta został osiągnięty
Marlena Dietrich powiedziała, że większość kobiet usiłuje zmienić swojego faceta, a kiedy im się to wreszcie udaje, ten facet wcale im się nie podoba.
… Tym, co przyciąga kobietę do mężczyzny, jest jego egzotyczność. To, że potrafi ją zaskoczyć, że jest nieprzewidywalny. Ale potem kobieta zaczyna go socjalizować, dopasowywać do swojej codzienności. Obudzi się, kiedy będzie za późno. Ten mężczyzna, za którego wyszła, już się nie zachowuje, jak trzeba, ani nie wygląda, jak trzeba. Stał się kimś innym, nudnym i przewidywalnym. Pierwsza myśl to rozwód – cztery na pięć jest inicjowanych przez kobiety. Dopiero socjoterapia może jej uświadomić, że to ona wymogła na swoim partnerze zmiany, których teraz nie akceptuje. Że to ona sama doprowadziła do końca atrakcyjności swojego mężczyzny…


I w zasadzie nic dodać nic ująć, a każdy komentarz wydaje się zbędny.
Na koniec warto dopuścić do głosu prawdziwego fachowca, jeśli idzie o damsko-męskie relacje. Nieżyjący już Georges Brassens tak śpiewał o tym, co z twardego faceta potrafi zrobić delikatna i krucha kobietka. 

 
 

Na koniec wypada odpowiedzieć na jedno pytanie. Dlaczego mężczyźni na to wszystko się godzą?
No cóż zaczęliśmy od Prusa i jego Lalki a więc zamknijmy  jak klamrą, innym cytatem z tej powieści:
„Ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary”.
Najzabawniejsze jest to, że wypowiedziała je jedna z bohaterek powieści, Pani Kazimiera Wąsowska