A więc jadę z tym koksem.
W młodszej klasie szkoły podstawowej napisałem wypracowanie o jesieni. Napisałem tam w jednym ze zdań, że drzewa bez liści wyglądają jak chude kościotrupy. Wyraz kościotrupy podkreśliła mi pani czerwonym wężykiem, a ja długo zastanawiałem się dlaczego? Sprawdziłem po literce było jak trzeba ś, było też zwykłe u. O co więc chodzi ? Dopiero później zrozumiałem, że w niektórych sytuacjach powinniśmy używać łagodniejszych określeń. Z pewnością była to lekcja którą oblałem, bo jakiś czas później oglądając amatorski film zrobiony przez kolegę z wycieczki, pozwoliłem sobie na nieeleganckie porównanie, nieprzemyślane i rzucone po tak zwanym krótkim łuku nerwowym. Widząc dwie dziewczyny spacerujące po po pisaku nad jeziorem, wypaliłem o i mewki jakieś tu widzę. Nie będę tutaj rozdrapywał ran choć się już dawno zagoiły i nie opiszę konsekwencji które mnie ze strony owych koleżanek spotkały. Wypaliłem jak głupi, a zamiast śmiesznie wyszło dramatycznie głupio. Nic nie zmieniło tragedii, nawet to że zaraz przeprosiłem. Nie muszę chyba tłumaczyć kogo określano mianem "mewki" w latach 70-tych, a może i później.
Przeszedłem jednak stosowną edukację z życia i teraz bardzo dbam o to jakich używam określeń w rozmowach z poszczególnymi osobami. Rozumiem jednak, że w emocjach rzuci człowiek czasami coś za co przynajmniej wypada się wstydzić, a przeprosić należy bezwzględnie.
A że taka rzecz przydarza się i fachowcom, którym przydarzyć się nie powinna, niech świadczy informacja którą przeczytałem kilka dni temu w prasie:
Pewien komentator sportowy został zwolniony po 30 sekundach rozmowy wychowawczej ze swoim szefem. Powodem miała być wypowiedź Pana Jagody podczas kwietniowego meczu Widzewa Łódź z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Komentując grę Kamila Zapolnika, dziennikarz powiedział: "Ależ silny fizycznie jest Kamil Zapolnik. Odbijają się od niego piłkarze Widzewa Łódź jak dzieci od rozpędzonego pociągu".
Niesamowite. Po pierwsze emocje które musiały tej wypowiedzi uczestniczyć, a po drugie wyobraźnia. Jakże bogatą trzeba mieć wyobraźnię aby to sobie wymyślić?
Ulubionym powiedzeniem mojego byłego szefa było;
Potrzebne mi to jak kur**e majtki
A czy Wy macie jakieś takie szalone porównania na sumieniu ?
Nie można być poważnym przez całe życie. Dodatkowo ten tekst był głęboki jak kałuża na parkingu pod supermarketem
A na koniec kilka przykładów niesamowitych wprost porównań
Codzienne i życiowe
- Zagubiony jak toster w lodówce.
- Potrzebny jak łyżwy w lipcu.
- Pasują do siebie jak krzesło i helikopter.
- Pewny siebie jak mysz przed kotem.
- Cicho tam jak w bębnie pralki podczas wirowania.
- Kochał ją tak mocno, jak głodny pies kocha kość z plastiku.
- Jej spojrzenie było chłodne niczym zamrażalnik, w którym ktoś zostawił otwarte drzwi.
- Rozstali się szybko, jak dwie skarpetki w praniu.
- Serce biło mu jak szalony dzięcioł w metalową rynnę.
- Poruszał się z gracją wypchanego niedźwiedzia na rolkach.
- Fryzura ułożona idealnie niczym stóg siana po przejściu trąby powietrznej.
- Był wysoki i chudy jak niedokarmiona nitka spaghetti.
- Twarz miał gładką jak tarka do jarzyn.
- Plan był doskonały, dopóki nie rozbił się jak szklanka spadająca z dachu na traktor.
- Myśli krążyły mu po głowie niczym zdezorientowane bąki w słoiku.
Ja w szkole podstawowej napisałam nieco dłuższy tekst w zeszycie, który potem trzeba było oddać nauczycielce. W jednym miejscu wstawiłam zwrot "kant szemrany", który sama przekreśliłam trzema liniami, ale tak, żeby wciąż był widoczny - i obok wstawiłam łagodniejsze określenie. Później przeczytałam adnotację pani pochwalającą ten krok. :)
OdpowiedzUsuńAle super dziś temat, od wpadek sytuacyjnych po śmieszne porównania.
OdpowiedzUsuńSwojej wpadki nie pamiętam, ale sąsiadka moich teściów, przyjaciółka domu, wpadła kiedys w czasie wielkanocnym w odwiedziny i zobaczyła pisanki w pokoju mojego narzeczonego. krzyknęła na to: chłopcze, jakie masz śliczne jajka!
A porównanie? wystroił sie, jak stróż w Boże Ciało; wygląda jak śmierć na chorągwi; wysoki do nieba, a głupi jak trzeba:-)
😊 Z jednej strony człowiek się uśmiecha, a z drugiej przypomina sobie własne „mewki”, „kościotrupy” i inne językowe wyczyny z czasów, kiedy najpierw mówiło się, a dopiero później myślało. 😉
OdpowiedzUsuńLubię takie teksty — szczere, autoironiczne i bez zadęcia. Bo przecież każdy z nas ma na sumieniu jakieś porównanie, które w naszej głowie miało być błyskotliwe, a po wypowiedzeniu okazało się… głębokie jak kałuża na parkingu pod supermarketem. 😂
A „zagubiony jak toster w lodówce” zdecydowanie zapamiętuję. Ma w sobie coś z codziennej prawdy — czasem człowiek dokładnie tak się czuje. ❤️