24 lutego 2023

Selfie z Jezusem

W czasach gdy tylko naukowcy amerykańscy wiedzieli co to komputer, a sam sprzęt zajmował parę hal w których ekipa nieustannie wymieniała spalone w nim lampy, w zasypanym śniegiem Zakopanem królował Miś. Biały miś na Krupówkach bądź w Kuźnicach. Stawał przy zadziwionych turystach, pozujących do zdjęcia na tle gór. Efektem tej sesji była czarnobiała fotografia, przysyłana po kilku dniach do domu. Być może z powodu tego misia ludzie zachodu uważali, że Polska to taki kraj w którym białe niedźwiedzie chodzą po ulicach. 
Z biegiem lat wraz z  rozwojem przemysłu filmów animowanych dla dzieci, powiększyła się  kolekcja nowych bohaterów.  Pojawiła się tez dostępność do wszelkiej maści filmów ponieważ komputer zredukował masę własną i stał się popularnym laptopem.  Na ulicach ZXakopanego pojawiła się konkurencja dla białego misia w postaci całej hordy postaci z kreskówek które z tym miejscem nie miały absolutnie nic wspólnego. Nagabywały  za to turystów, żądając za asystę do zdjęcia dychę z  czasem nawet dwie.
Postacie dziecięcych bohaterów nie zachowywały się zawsze jak na bohaterów przystało, zwłaszcza jeżeli idzie o kontakt z różnymi substancjami.
Znany jest całkiem zabawny opis bijatyki jaką odbyli na ulicach Zakopanego podchmieleni animatorzy owych bajkowych postaci. Z pewnością była to znana z przyrody walka o terenu, a uczestnicy  ubrani byli oczywiście w stroje służbowe. 
Być może powodem rękoczynów był tylko fakt, że ktoś chciał wypić a nie dołożył się do kolejnej flaszki. Zwał jak chciał, ale jak to mówią trup słał się gęsto, a pluszowe członki latały w powietrzu.
Jak już wspomniałem, z czasem komputer dostał przydomek osobisty i taki stał się w rzeczywistości, a Windows nadał mu jakieś takie ludzkie oblicze. Co więcej pojawiły się różne programy graficzne. Taki program potrafił wmontować naszą twarz w jakieś znane i funkcjonujące w przestrzeni publicznej zdjęcie. Sam uległem tej modzie i miałem zdjęcie w ubraniu astronauty, amerykańskiego żołnierza, oraz jako bohater plakatu na 5th Avenue
Z czasem też okazało się, że te produkowane na smartfony apki oprócz dawania zadowolenia ich posiadaczom w wielu przypadkach szpiegowały nasze urządzenia wykradając poufne dane.
Coś za coś. W życiu nie ma nic za dramo. 
Pomijając aspekty kryminalny, zastanawiałem się nieraz gdzie jest granica ludzkiej fantazji i dobrego smaku, przy czym smak jak ktoś mi tu z pewnością pięknie zauważy jest sprawa indywidualną.
Parę dni temu doszedłem do wniosku, iż do owej granicy dotarłem, widząc reklamę na jednej ze stron internetowych

                         

Tak więc za pomocą kilku kliknięć myszką możesz cieszyć się własnym portretem z Jezusem.
O Dżizus..... jakby to powiedział bohater filmu Dzień Świra. 
          To są jednak tylko moje odczucia. Żyjemy w wolnym kraju gdzie  pomimo wszystko jeszcze wiele wolno.
Nikt nikogo nie zaskarży za zamówienie piwa z sokiem, chociaż podrażni to zawodowe sumienie niejednego barmana.
Póki co nie nie zapisano jeszcze klauzuli sumienia dla obsługi knajp.

19 lutego 2023

Co robimy kiedy nas nie widzą, albo w weekend

Jestem prostym człowiekiem, widzę wino piję wino - mógłbym powiedzieć, ale nie powiem. Najpierw próbuję czy wino mi odpowiada. Ostatnio trafiła mi się butelka którą w nabożnym zapomnieniu przechowywałem na regale przez 5 lat. Czerwone wino ze szlachetnej winnicy z jeszcze bardziej szlachetną ceną czekało na lepszą okazję. W pozycji leżącej, na małym regaliku dedykowanym takim butelkom.
W jeden z ostatnich weekendów ustaliliśmy z koleżanką małżonką, że dla dwojga najlepszą okazją będzie właśnie brak okazji wynikającej z kalendarza czy jakiejś tam sumy cyfr.
Przygotowałem więc całą oprawę do owej degustacji. Bagietka z pszenicy durum w typie francuskim, ser przywieziony przez znajomego z Sardynii wprost od jednego z mniejszych producentów. Na ławie położyłem dwa kieliszki o pojemności 450 ml. Lubię duże naczynia gdyż wino, szczególnie to czerwone lubi być napowietrzone przed spożyciem, bo wtedy oddaje cały swój wyjątkowy smak i aromat. Dodatkowo zataczając kieliszkiem kółka powodujemy, że wino rozlewa się po obszernych ściankach naczynia intensyfikując ten aromat. Dlatego do dużego kieliszka lejemy mało, co z kolei stanowi dużo gdyby to wino przelać do zwykłego degustacyjnego kieliszka 160 czy 210 ml.
Z resztą degustacyjne ilości podawane w trakcie wszelkiego rodzaju prezentacji w winnicy czy restauracji to z reguły od 25 do 50 ml jednorazowo.
Zasada zasadą, a rysunek zamieszczony poniżej pokazuje, że z tymi ilościami w naczyniu bywa różnie.

          
                       


Wracając zaś do tego wspomnianego wina pitego z wyjątkowej "bez okazji".
Rozlałem niewielką ilość do kieliszka. Z lubością pokręciłem kieliszkiem aby płyn miał jak najwięcej kontaktu z powietrzem i wielokrotnie spłynął po ściankach. Potem wciągnąłem aromat znad kieliszka i tu spotkało mnie pierwsze rozczarowanie. Zapach wina nie zachwycił mnie, czuć było korkiem. Jak w zapachu tak i w smaku, korek. Spróbowałem raz jeszcze, próbując przekonać siebie wciąż nieprzekonanego. Myślałem, że mi się to tylko zdaje, ale smrodek korka w winie stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Być może za bardzo nastawiliśmy się na cudowne doznania - powiedziałem do żony wylewając wino do zlewu.
- I zmieniliśmy się nieco od tamtego czasu - powiedziała żona.
- Od jakiego czasu? - spytałem
- Od czasu gdy takie duperele jak aromat korka zupełnie nam nie przeszkadzały.
Fakt, był taki czas w naszym życiu nazywany młodością kiedy najważniejsza była siła uderzenia.
Jeden z pracowników tartaku pod Szczawnicą, z zabójczą szczerością tak mówił do swojej szefowej:
- Ej Pani Kierownicko ! Jo to bym móg nawet gnojówke pić byleby sie we łbie jeb.ło.
Ja nigdy nie byłem taki ekstremalny, ale do smaku wina podchodziłem wyrozumiale.
Czy żałuję tamtej beztroski? Swoją drogą bardzo.
Teraz przeszkadza mi tak wiele rzeczy, jak choćby niewygodny materac.




14 lutego 2023

Balonik w kształcie serca

14 lutego, Dzień Świętego Walentego czyli popularne Walentynki. Nie będę tutaj dopisywał się do tych którzy Walentynki krytykują, ani do tych co pieją z zachwytu nad tym świętem. W trakcie 15-letniej prawie działalności blogowej parę raz coś na ten temat już napisałem. Teraz podchodzą do tematu konformistycznie. Całuje żonę czule wyznając miłość. Robię to także 8 marca z okazji Dnia Kobiet. Dodam tylko, że czynię to także bez okazji.
   Dzień dzisiejszy zaczął się standardowo. Zrobiłem śniadanie dla dwojga, zapatrzyłem kawę i ucałowałem żonę. Potem ubrałem się, potrząsnąłem za ucho śpiącą sukę i ruszyłem do pracy.
  Ósma wybiła kiedy wspinałem się do schodach na drugie piętro. Kiedy wyszedłem zza załomu korytarza wprost na swoje służbowe drzwi, moim oczom ukazał się taki oto widok



Ponieważ sam zajmuję ten pokój, wychodzi na to, że prezent przeznaczony był dla mnie. Nagle poczułem się jakby ubyło mi ze dwadzieścia pięć lat. Wciągnąłem brzuch i wyprostowałem zgarbione plecy. Przeciągnąłem dłonią po siwych włosach. Nie jest źle. Czerwony balonik w kształcie serca zrobił mi dzień.
 Wiem na pewno, że nie była to żadna akcja socjalna, ta zorganizuje nam pączki na tłusty czwartek.
Czy podejrzewam kto to ?
Podejrzewam. Spokojnie, nie zagrozi to w żaden sposób trwałości naszego ponad 40 letniego związku małżeńskiego.
W końcu Walentynki to tylko zabawa.


06 lutego 2023

Miód od pszczół LGBT+

Podczas przeglądu uli pewien mistrz pszczelarski z Pensylwanii odkrył coś bardzo niezwykłego. Podczas gdy pszczoły w ulu miały standardowe czarne oczy, jeden z owadów miał parę kremowo-żółtych patrzałek, których na tle pozostałych nie można było przeoczyć. To nie wszystko – kiedy pszczelarz przyjrzał się bliżej owadowi, zdał sobie sprawę, że oczy pszczoły nie tylko nie były w typowym dla siebie kolorze, ale były też nienaturalnie duże. W rzeczywistości wyglądały jak oczy typowe dla samców pszczół, czy trutni, mimo że brzuch, żądło i skrzydła owada były wyraźnie żeńskie.
– Trzymam pszczoły od 1976 roku i po raz pierwszy widzę coś takiego – mówi właściciel pasieki, który opiekuje się sześcioma milionami pszczół na swojej farmie Country Barn Farm na północ od Pittsburgha.


  
                                                               foto National Geografic

Być może to ten wieszczony koniec świata, który ma się zapowiadać ekstremalnymi zjawiskami

Konopielka I scena

A może to tylko nieogarnięte do końca siły przyrody ? Przyroda idzie swoim rytmem i daleko jej do negowania i nieakceptowania wszystkiego co zawiera się w skrócie LGBTQIA+ a na dodatek bezczelnie rozpościera na swoim niebie wielobarwną tęczę którą ja osobiście podziwiam, ale zdarzają się i tacy którym ten widok nie w smak.
Do tych którzy odrzucają informację o tym że natura jest bardziej skomplikowana niż nam się wydaje mam pytanie. Jak podejdą do tematu śniadań gdy okazać się może że miód rozlewający się pysznie na porannej grzance może być wyprodukowany przez pszczoły LGBTQIA+?
Chyba, że oni od dawna uważają że prawdziwy facet żre na śniadanie jajecznicę z pięciu jaj na boczku, a grzanki z miodem nadają się tylko dla pedałów.
Tego też wszakże nie można wykluczyć.
No cóż prawdziwym twardzielom w tej kwestii polecam film American Beauty.

31 stycznia 2023

Czy to dobrze Panie Bobrze ?

Początek roku zawsze objawia się całą furą horoskopów, które zapowiadają nam świetlaną przyszłość, bowiem z punktu widzenia biznesowego napisanie komuś, że w tym roku będzie miał przesrane, spowoduje tylko utratę klikalności. Zainteresowany i tak gdzie indziej znajdzie taki horoskop który przepowie mu, że będzie super. Można by się pokusić o stwierdzenie, że zaletą horoskopów jest taka sama jak przysłów, wzajemnie sobie przeczą. No ale jeżeli korzystasz z chwili przerwy w pracy, a przed tobą stoi filiżanka wonnej i aromatycznej kawy, takiej to o której Charles Maurice de Talleyrand powiedział - Kawa musi być gorąca jak piekło, czarna jak diabeł, czysta jak anioł i słodka jak miłość. Wszystko się zgadza z wyjątkiem tej słodyczy. Pije gorzką ponieważ miłość do niej po latach zmieniła się w uzależnienie, a posiadanie w pracy osobistego ekspresu z młynkiem poczyniło w tej kwestii spore postępy
Zniewala więc swoim zapachem świeżo parzona kawa, a ja zamykam na chwilę tabelki zestawienia w Excelu na rzecz niezobowiązującego tekstu który być może przepchnie mi żyły i przewentyluje mózg.
Dzisiaj na tę okoliczność wybrałem Horoskop totemowy, który przez swoją nazwę sugeruje indiańskie mądrości.
Któż z nas będąc dzieckiem nie bawił się w Indian i nie biegał z własnoręcznie zrobionym z kawałka gałęzi orzecha laskowego łukiem. Któż nie płakał nad śmiercią Winetou i nie podkochiwał się w pięknej Apanachi.
Niektórzy wyrośli z tego, innym pozostało pomimo upływu lat. Stad pewnie wzięło się soczyste określenie niedojrzałości jakże trafnym stwierdzeniem, że oto stare ch.je bawią się w Indian.
Wracając zaś do horoskopu. Według zamieszczonego w Onecie tekstu indiański horoskop wywodzi się z dawnych wierzeń plemion zamieszkujących tereny Ameryki Północnej i Południowej. Występuje w nim 12 zwierząt, które symbolizują 12 typów osobowości — Wydra, Wilk, Sokół, Bóbr, Jeleń, Dzięcioł, Łosoś, Niedźwiedź, Kruk, Sowa, Gęś, Wąż.
Każdy z nich ma określone cechy charakteru, mocne strony oraz słabości. Według daty urodzenia jestem w tej indiańskiej systematyce bobrem.

                                                                               źródło Drapiezniki.pl

" Bobry są pełne niepokoju i często czymś się martwią, chociaż na pierwszy rzut oka w ogóle tego nie widać. Sprawiają bowiem wrażenie osób niezwykle spokojnych, pewnych siebie i wyluzowanych. W rzeczywistości natomiast biorą na siebie bardzo dużo obowiązków, są ambitne, a często też miewają nierealne oczekiwania wobec siebie. Cechuje je duża wytrwałość i konsekwencja. Po prostu robią swoje, nawet jeżeli jest ciężko albo źle idzie. Ciężko jest je zniechęcić czy powstrzymać. Mają skłonność do zatracania się w obowiązkach. Często zapominają o odpoczynku i ignoruje swoje potrzeby. W miłości Bóbr poszukuje spokoju, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Na początku jest nieufny i zamknięty. Potrzebuje więcej czasu, żeby się zaangażować, ale będzie wierny i wytrwały."
Gdyby nie to, że jak wspominałem powyżej, pisze się takie treści tak by każdy był zadowolony, krzyknąłbym - taki właśnie jestem.
Popełniłbym jednak grzech pychy jak ten Dyrektor pewnej firmy który życzył sobie usłyszeć tekst mowy pogrzebowej jaką wygłoszą podwładni nad jego trumną, czyli na wypadek ewentualnej śmierci:
Kadrowy posłuszny poleceniu zasiadł przy swoim biurku i zaczął tworzyć tekst owej mowy pożegnalnej.
Następnego dnia wygłosił ją przed Dyrektorem często używając słów w stylu : wybitny, genialny, niezastąpiony, pracowity, sumienny.  Wielki człowiek i obywatel.
Łza wzruszenia spłynęła po policzku Szefa. Wytarł ją  szybko mankietem koszuli i powiedział ze wzruszeniem
- Tak. Taki właśnie byłem.
Ja tak nie powiem, znam bowiem historię mowy pogrzebowej.
O! kawa się skończyła, czas wracać do Excela.

23 stycznia 2023

Kilka słów o miłości

Z okazji byłych już w tym roku Dni Babci i Dziadka wiele pisano o miłości. Napiszę nieco i ja o miłości do drugiego człowieka w sposób być może nie oczekiwany.
Jak już wlazłem do kościoła to podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami.
Sojusz tronu z ołtarzem - cytat, slogan z książek do historii, pozostaje niezmiennie aktualny i w obecnych czasach. Być może czuję lepiej to co się wokół mnie dzieje teraz niż to co wydarzyło się pięćset lat temu. Efekty są widoczne. Zgodnie z prawami fizyki które mówią, że każdej akcji towarzyszy reakcja, odpowiedzią na ten jawny i widoczny sojusz staje się wypowiadanie coraz częściej i swobodniej głosów na temat kościoła krytycznych. Jakby na przekór logice te wszystkie krytyczne słowa nie stają się niestety zaczynem do jakiegoś pożytecznego fermentu tej instytucji, a jedynie powodują, że sama instytucja zamyka się w oblężonej twierdzy. W czymś w czym od lat czuje się najlepiej. Cały czas słyszę, że w tym kraju prześladuje się katolików, że zabrania im się swobodnie wykonywać swoje obrzędy. Świat się jednak zmienił i to już nie działa.
  
                   

Czytam te krytyczne wypowiedzi i z wieloma nie sposób się nie zgodzić. Coraz łatwiej zanegować mi wypowiedzi krakowskiego arcybiskupa Jędraszewskiego, które od pierwszych słów budzą we mnie wewnętrzny sprzeciw. Ktoś powiedział, że sam Jędraszewski jest liderem procesu sekularyzacji w Polsce.
Od lat zastanawiam dlaczego ludzi którzy w dzień wolny zgromadzili się w świątyni opieprza się bez żądnych skrupułów, wytykając im realne, ale i wymyślone niedociągnięcia. Ciągłe okazuje się niezadowolenie z wiernych wraz z ustawicznym straszeniem ogniem piekielnym. Jakże się ma do tego stwierdzenie, że Bóg jest miłością?
Gdzie dodanie jakiejś otuchy, aby pchany z mozołem wózek codzienności stawał się odrobinę lżejszy ? Staram się doszukać takich pozytywnych przesłań, dotyczących choćby stosunku do drugiego człowieka i miłości, a ponieważ nic w tym życiu nie jest oczywiste, znalazłem taki pozytywny stosunek w wypowiedzi publicysty i protestanta zarazem Tomasza Piątka.
Właśnie ukazała się książka zatytułowana "Ojciec nie święty", która jest zbiorem rozmów autora Piotra Szumowicza z kilkoma osobami. Nie czytałem książki ( jeszcze ?), nie oceniam więc ani treści, ani zestawu osób zaproszonych do rozmowy. Uwagę moją przykuł natomiast fragment rozmowy z Tomaszem Piątkiem, a w nim odpowiedź na następujące pytanie:

- A jak Pan jako protestant ocenia podejście Jana Pawła II do antykoncepcji, homoseksualizmu czy aborcji?

- Było ono nieludzkie i wynikało właśnie z tej szatańskiej pychy, z pragnienia oceniania ludzi, rządzenia nimi manipulowania nimi i potępiania ich. Luter zakładał, że już sam pociąg seksualny jest bożym cudem, bo człowiek jest z natury zły i zwykle jest bliźniemu wilkiem, a tu nagle dzieje się taka wspaniała rzecz, że jeden człowiek drugiego pragnie i chce być mu miły. Miłość to wielki dar, miłość pochodzi od Boga, Bóg jest miłością. Wierzę – podobnie jak Luter – że monogamiczne małżeństwo jest najlepszym sposobem na kultywowanie miłości i pociągu seksualnego. Ale nie wyobrażam sobie, żeby z tego powodu wszystkie inne rodzaje miłości i pociągu od razu potępić i wyrzucić do śmieci tylko dlatego, że ktoś kocha osobę tej samej płci. Nie mamy wiele miłości na świecie, żeby sobie pozwalać na takie jej marnotrawienie. Chociaż właściwie nie powinienem tak mówić, bo każda szczera miłość jest i zawsze byłaby święta, nawet gdybyśmy wokół nas mieli jej dużo. Katolicy jednak myślą inaczej. Potępiają związki homoseksualne. Potępiają nawet miłość dwojga małżonków, jeśli ci nie chcą mieć dzieci. To są szatańskie pomysły, bo szatan jest wrogiem miłości. *)

Mocne, ale nic dodać nic ująć, zwłaszcza w kwestii miłości do drugiego człowieka. Czuję dokładnie to samo. Cud miłości i szacunku do drugiej osoby jest niezależny od płci wieku i jako taki godny jest najwyższego uszanowania.
Bo kimże my jesteśmy, dając sobie prawo do ocen? ( Celowo powtarzam za Franciszkiem)
Tego choćby mi brakowało w niedzielnych kazaniach, przepełnionych polityką oraz nakazami i groźbami.


17 stycznia 2023

Wizyta która coraz częściej staje się powodem rozważań

Poprzez okres Covidowej ostrożności przyzwyczailiśmy się już do tego, że nie ma świątecznych wizyt duszpasterskich. W zasadzie nie miałbym nic przeciwko utrzymywaniu tego stanu z taką modyfikacją, że potrzebę takiej wizyty można zgłosić w parafii zapraszając księdza do siebie, ale to chyba zawsze można było zrobić. Nie będę tu nawet wspominał o kopercie co to stała się jakimś fetyszem, a to w końcu my sami w pewnym sensie jesteśmy winni takiemu stanowi rzeczy. Nigdy nie szedłem za modami w tej kwestii, bowiem zawsze byłem zwolennikiem tak zwanego zrównoważonego budżetu jeżeli po stronie przychodów, to co się z tym wiąże w rubryce wydatków.
Przerabiałem wizyty księży w wielkim bloku i na wsiach, a są one nieporównywalne jak woda i ogień, chociaż punktów wspólnych im nie brakuje.
Na wsi z założenia przyjmuje się otwartość każdego domu na świąteczne spotkanie z księdzem, a odstępstwo od tego zwyczaju potrafi być napiętnowane, chociaż w ostatnich latach i to się zmienia.
W naszej wsi w sposób nowoczesny on line można się dowiedzieć o terminach takich wizyt na internetowej stronie parafii.
Kiedy więc czytam, że w danym dniu wizyta odbędzie od południowych granic wsi do skrzyżowania, to znaczy mniej więcej tyle, że odwiedzać będą w odwrotnej kolejności. Proboszcz zaczynał od skrzyżowana, a kończył przy granicy miejscowości.
Przyzwyczajeni do takiego stanu mieszkańcy wiedzieli mniej więcej o której taka wizyta się przydarzy. Jest to o tyle ważne, że na wsi wizyty zaczynają się zaraz po ósmej i trwają do dwudziestej.
Kto więc chce bierze urlop, inni idą do pracy, bo ktoś nie śpi żeby spać mógł ktoś.
W tym roku, proboszcza który ma problemy z biodrami zastąpił nowy ksiądz i przyjął za dobrą monetę to co zostało zapowiedziane na stronach parafii. W efekcie cześć wsi do wizyty była nieprzygotowana, a cześć od wczesnych godzin porannych do późnych popołudniowych spoglądała to na biały obrus z kropidłem to przez okno, bo być może już idzie.
Przyszedł o 19.30 gubiąc po drodze ministrantów i zmieniając nie tylko kolejność całego dnia ale i poszczególnych domów.
Gdzieś mi podziała się ta cała wojowniczość, chyba dlatego, że z każdym rokiem testosteronu w organizmie coraz mniej. Z drugiej strony nawet sympatyczny i lekko zagubiony ten ksiądz i parę razy zachwycał się moim motocyklem, sam kręcąc pedałami mocno zużytego roweru. Ksiądz należy do tych zakonnych, skierowanych do pomocy w parafii. Może dlatego nie był nadęty jak ten sylwestrowy balonik.
Tak to po 11 godzinach oczekiwania, postawiono nam ptaszka w kartotece, co może się okazać istotne w organizacji na przykład pochówku któregoś z nas. W końcu cmentarz jest parafialny.
Tyle wspomnień z tego roku.
Przy okazji zaś świeżych wspomnień, odszukałem wpis z poprzednich wizyt i tę notkę z 2011roku, zamieszczoną na tym blogu.
Dwanaście lat. Internet przez ten czas zmienił się nie do poznania, ba Polska zmieniła się nie do poznania. Kościół jednak uważa, że cała jego atrakcyjność polega na tym, że trwa i się nie zmienia. Czy na pewno to zaleta?
Poniżej wpis z mojego bloga pod datą 5 stycznia 2011.

Kropiona wizyta.
Przybyli wczoraj jak trzej królowie.
Dwóch pierwszych zapukało z pytaniem, czy ich przyjmę?. Kiedy akceptująco kiwnąłem głową, zaśpiewali dwie zwrotki tradycyjnej kolędy. Nigdy nie wiem jak się wtedy zachować. Pewnie powinienem stać słuchać i cieszyć się, że to dla mnie, ale co roku z okazji wizyty kolędników mam taki sam dylemat. Później przyszedł ten trzeci, a zarazem najważniejszy. Odmówili modlitwę a najstarszy pokropił mieszkanie. Później rozsiadł się wygodnie w dużym skórzanym fotelu, a złocistą stułę rozłożył na boki. Fakt pokropienia wpisał do parafialnej kartoteki osobowej. Zaliczyłem kolejną wizytę duszpasterską w moim mieszkaniu. Dwudziestą ósmą w naszym domu, wspólnym domu. Zmienia się świat, zmieniają się okoliczności, zmienia się również atmosfera.
Kiedyś moja niepracująca matka doprowadzała dom do stanu błysku, a my nie mogliśmy nawet głębiej odetchnąć, bo przecież za chwilę może przyjść ksiądz. Cały dzień dedykowany był tej wizycie.
Jedynie ojciec podchodził do tematu wizyty jakby spokojniej.
- Mam w barku jarzębiak, to sobie mogę palnąć po bańce z wielebnym.
Jako dziecku nie mieściła mi się w głowie taka poufałość, bo ksiądz przecież był drogowskazem do mojego wiecznego życia.
Jakże to częstować wódką taki moralny drogowskaz. Minęło kilka lat i przeszedłem przyśpieszoną edukację, również w tej kwestii. Wiedza i własna rodzina, a także tempo codziennego życia wymusiły na nas swobodniejsze podejście do tematu. Bo to przecież żona biegiem, po pracy via przedszkole pędziła do domu. A tam szast -prast : biały obrus lichtarz, pismo święte i witajcie u nas. Modlitwa, kropienie i kartoteka. Ten sam kartonik od wielu lat, gdzie spisuje się nasze dobre i złe zachowania wobec parafii. Powiem szczerze, że w trakcie tego ceremoniału czuję się jak przed pracownikiem działu kadr. A jak napisał Lenin – kadry decydują o wszystkim. Nie o dział kadr jednak szło.
Młody ten ksiądz, ale nie za młody. To dobrze. Czas najbliższy pokaże jednak, o czym porozmawiamy.
No więc,.. Co tam u was słychać? – powiedział.
Dziękuję w porządku, a co u Was? - odwzajemniłem pytanie.
Ksiądz spojrzał na mnie uważnie
- U nas również w porządku. Dzięki Bogu.
Pytanie - odpowiedź , pytanie - odpowiedź , w zasadzie wyczerpały temat.
Łapiąc się kołą ratunkowego, ksiądz powrócił do kartoteki.
- Starszy syn. Gzie jest starszy?
- Mieszka u babci - tutaj krótki opis powodów.
- Ale młodszy jest.
- Jestem - odpowiedział tubalnym głosem dwudziestolatek.
- A do kościoła chodzisz?
- Bywam, ale nie chcę dalej dręczyć tego tematu.
- Ale - zaczynał właśnie pasterz, gdy wmieszałem się do rozmowy.
- Kto z nas nie był młodym, poszukującym buntownikiem?. To prawo wieku. Wątpić i zadawać pytania. Niestety, coraz mniej chętnych do udzielania odpowiedzi. Polityka weszła w sferę sacrum. Tak wiele osób czuje do niej obrzydzenie.
- Bo najważniejsza jest prawda – podchwycił temat
- I ksiądz chce jej szukać w polityce?
- Wybory mogą być różne, a chodzi o to, aby nie dokonać niewłaściwych, na przykład…
- Przepraszam.W moim domu nie mówi się o polityce. Takie wprowadziłem zasady i zdecydowanie ich przestrzegam.
- Ale, prawda wymaga…
- Zabroniłem nawet własnemu Ojcu i on się dostosował, myślę więc, że i ksiądz nie będzie miał z tym problemu. W tym kraju nikt nikogo nie przekonał do swoich poglądów. Częściej zniechęcił takim bredzeniem. A ja lubię swoich znajomych, rodzinę i księdza też polubiłem. Zostawmy to w sferze własnej prywatności.
- Oby to były wybory właściwe.
- Od tego mam sumienie.
Potem już było tylko o zdrowiu i tego zdrowia pożyczyliśmy sobie w najbliższym roku.
Wzrokiem omiótł jeszcze mieszkanie rejestrując wiszący na ścianie krzyż prawosławny, pamiątkę ze Lwowa.
Nie było pytania, nie musiało być odpowiedzi. Buddy, który stał na półce za jego plecami, z pewnością nie zauważył.
Wiem, pokój niczym Salon z Grześkowiaka:
„Od powietrza morowego, no i od wszelkiego złego
Salon nieźle jest chroniony,w rogu wiszą dwie ikony.
Budda się w czystości nurza. …”
Śpiewał świątek wyszarpany z wiejskiej kapliczki. Jak mój krzyż, którego jakiś dureń dla kilku hrywien, wyszabrował w jakiejś cerkwi.
I właśnie o to mi chodzi o szacunek dla wszystkich religii.
Tylko menory nie mam. Stała się tak popularnym elementem wystroju w tym chrześcijańskim narodzie, że aż trąci kiczem. Może tu idzie również o ten szacunek dla innych religii?
Z rozrzewnieniem wspominam wiejskie kolędy,na mojej górskiej wsi. Ksiądz katecheta, ten sam od lat. Bez kartoteki pamiętał: kto, co i dlaczego?. Odśpiewywał ze dwanaście zwrotek kolędy. Na Boga! Słyszałem je pierwszy raz w życiu. Recenzował postępy prac remontowych. Oglądał moje anioły na strychu, wychodząc po drabinie. Wtedy tak śmiesznie zawijał sutannę między nogami. A potem była i Metaxa i rozmowy o życiu. Tylko te rozmowy były takie tischnerowskie. Może dlatego, że Ksiądz Profesor bywał na pobliskiej parafii.
Nie namawiał mnie do „właściwych wyborów” , ufając w moje tradycyjne sumienie. Deklarował gotowość do pomocy, nie tylko przy Metaxie, Ja jednak tej pomocy miałbym najpierw potrzebować. I zdarzało się.
On po prostu wierzył, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, a więc i mądrości wyborów nie można mu odmówić.
Bo chodzi o to, aby dzierżąc opiekę nad owczarnią, nie widzieć w niej samych baranów.
Za to jestem wdzięczny księdzu Markowi, a jemu podobnych życzę Wam, w trakcie obecnych i przyszłych, tradycyjnych, kropionych wizyt.

Tyle historia.
Świat się kończy mówią niektórzy.
Ponieważ wczoraj był tak zwany blue monday czyli najbardziej depresyjny dzień roku pozwolę sobie przestawić taki oto graficzny komentarz do tego stwierdzenia