Wzorem niezapomnianego Wiesława Dymnego chcą chyba powiedzieć - dość już tego memłania (na blogach). Koniec o swojskich makatkach, pieczeniu chleba i zdrowiu teściowej.
Teksty powinny być zaangażowane. Istotne w walce o pokój, albo sprawiedliwość społeczną.
Chyba zaczyna nam brakować określeń z poprzedniej epoki.
Bez memłania? Proszę bardzo.
Polska B. Niektórzy chcą krzyczeć, że zapóźnienie i oddalenie od władzy.
Przepraszam mieszkańców ściany wschodniej, ale ja tak nie uważam. W dobie wszechwładnego internetu nie ma już miejsc zapomnianych i prowincjonalnych.
Czytając wiadomości można dojść do wniosku, że bywa tam czasem ciekawiej niż w wielkim mieście.
Przykład? Proszę bardzo.
Do szkoły w Skomacku Wielkim (woj warmińsko-mazurskie) chodzi tylko 8 dzieci – pięcioro do zerówki, jedno do klasy pierwszej i dwoje do drugiej. Natomiast zatrudnionych jest w niej aż 9 nauczycieli.
Czy widział ktoś taką szkołę w Krakowie czy Warszawie gdzie na każdego ucznia przypada 1,1 nauczyciela?
Jak z tym żyć ?
* * *
Fragment z internetu:
Jeśli chcecie wkurzyć sąsiadów, to w soundbarze (cokolwiek to znaczy) LG i tu długi numer ustawcie basy na maksimum. Przy okazji skazujecie się jednak również na gniew innych domowników.
No tak. Z dalszej treści wynika, że jest to zestaw mogący zastąpić tradycyjne kina domowe 5.1
Mój sąsiad z góry uwielbiał kino domowe, nie uznawał natomiast wykładzin i dywanów.
Kiedy włączał kino akcji z efektami audio sound woofer podskakiwał na panelach niczym irlandzki tancerz. Wywoływał tym u mnie na dole przygnębiające wrażenie, że zaraz cały sufit runie, grzebiąc mnie pod jego resztkami.
Na sąsiada kinomana nie było silnych, a policja nie reagowała, być może z powodu kłopotów z właściwym zapisem słowa sound woofer w raporcie.
Tak czy inaczej z radością przyjąłem informację o nowej pracy sąsiada. Bywał w domu rzadziej a po powrocie słychać było raczej pracujące sprężyny materaca niż opróżniany magazynek pistoletu Stevena Seagala.
Ten ostatni dźwięk jak zgodny z naturalnym zachowaniem człowieka nie przeszkadzał mi zwłaszcza, że sąsiadka przyjmowała kolejne orgazmy w ciszy i spokoju.
Z rozrzewnieniem wspominałem też rozmowę z sąsiadem z dołu któremu przeszkadzały moje kąpiele po dwudziestej trzeciej.
Dzięki Bogu nie miałem wielu imprezujących sąsiadów.
A przecież mogliby w myśl piosenki Oddziału Zamkniętego (potem popularyzował ja Liroy).
Zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt,
Niech sąsiedzi walą, walą, walą,walą do drzwi.
Sztuczne ognie niech się palą, palą, palą, a Ty
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat,
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat.
A przecież kiedyś było inaczej. Czy razem z PRL- em odeszło do lamusa liczenie się z sąsiadem?
Bo przecież i my kiedyś będziemy mieli gorszy dzień i przyda nam się spokój dla skołatanej duszy?
Powyższe działanie nie różni się niczym od wystawiania śmieci na klatkę schodową. Bo przecież my home is my castle. A za drzwiami i murami to już mi wszystko jedno.
To trochę prymitywne, nie?
Z pewnością nie dla targającego 200 watowy wzmacniacz sąsiada z trzeciego piętra.
Przecież to dźwięk 5.1 jak można tego nie lubić?
* * *
Daniel Olbrychski twarzą Biedronki. Pamiętam jeszcze jego debiut reklamowy z lodami. W duecie z Marylą Rodowicz reklamował wyroby pewnego polskiego producenta.
Jakby odpierając zarzuty malkontentów, Daniel Olbrychski stwierdził, że po to wiele lat pracował na swoje nazwisko by teraz mógł z tego skorzystać. Zgadzam się z nim. Staramy się żyć w dobrobycie, ale tego samego zabraniamy jednak innym. Chcielibyśmy by popularny aktor występował tylko w ambitnych produkcjach, krzywiąc się na udział w telenowelach.
Tylko tych ambitnych filmów nikt nie kręci, albo kręcone są niezwykle rzadko. Rachunek za gaz czy owies dla konia trzeba płacić regularnie.
Tak więc poeta ma klepać biedę by być wiernym własnym wierszom, a aktor odgrywanej postaci.
Mieszkaniec gór powinien żyć ekologicznie, wyrabiając samemu ser i masło. Krzywimy się na jego zakupy w dyskoncie. W koszyku bowiem chleb z sieciowej piekarni i margaryna do smarowania pieczywa. Przecież powinien sam zasiać, zebrać, zemleć, zagnieść i upiec. Każmy mu jeszcze pleść kapcie z łyka, byśmy mogli w ramach dwóch tygodni urlopu rozkoszować się dzika prostotą, po której oczywiście wrócimy, do lunchów brunchów i klimatyzacji.
Nie mam pretensji do Daniela Olbrychskiego o występ w reklamie. Nie zniszczył tym swojego wizerunku mocnego faceta. W moich oczach nadgryzł ten wizerunek fotografując się dla jakiegoś kolorowego magazynu ze swoim psem rasy …. york, ale prawa do posiadania takiego właśnie psa też mu nie odmawiam.
I jeszcze jedna rzecz w tym temacie.
Stowarzyszenie przeciwko wykorzystywaniu przez Biedronkę pisze w liście do aktora:
"Chcielibyśmy nadal kojarzyć Pana raczej jako Kmicica z 'Potopu' i Karola Borowieckiego z 'Ziemi obiecanej' niż jako Starszego Pana Lubiącego Polskie Jedzenie z Biedronki". To może nie najlepszy przykład. Jeżeli ktoś nie czytał książki, ale karnie obejrzał „Ziemię Obiecaną” do samego końca ten wie, że her Borowiecki nie wahał się wysłać zbrojnych przeciwko robotnikom swojej fabryki.
Ale to tylko tak przy okazji.

