My też zmieniliśmy oprawę naszych spotkań z okazji. Po pierwsze grono znajomych kurczy nam się z każdym rokiem, a po drugie skupiamy się na rodzinnych spotkaniach w których priorytetem są relacje z synami i synowymi oraz wnuczką. Ktoś powie, że zdziadzieliśmy i może ma rację. Ja zaś nazywam to ewolucją.
Zwał jak chciał. Od młodszego Syna i jego Żony otrzymaliśmy vouchery na spotkanie z winem. W profesjonalnym punkcie sprzedaży i konsumpcji, wieczorową porą w piątek, zorganizowano kolejną degustację komentowaną. Tym razem poświęconą winom z Portugalii. Najpierw musiałem jednak opracować całą logistykę transportu. Mieliśmy do czynienia z konsumpcją wina, a więc samochód odpadał. Z kolei wyjazd ze wsi do miasta, szczególnie z wózkiem to już prawdziwe "mission imposible". Transportu na aplikację jakoś jeszcze nie praktykowaliśmy, a nie chcieliśmy ponieść klęski transportowej akurat w tym dniu. Zresztą całkiem do niedawna nasza wieś była w tej kwestii nie obsługiwana.
Nie da ci ojciec, nie da ci matka, tego co może dać ci sąsiadka. Tak też się stało.
W drogę do lokalu pojechaliśmy naszym samochodem, z sąsiadką jako dodatkowym pasażerem. Przez winiarnią sąsiadka zasiadła za kierownicą i odwiozła nam samochód pod dom.
Pozostała droga powrotna, ale tą zdecydował się obsłużyć młodszy syn, autor pomysłu na prezent.
Tak prawdę powiedziawszy to z reguły za pomysłami stoją synowe. Mądre synowe zabiegają o to, by więzi syna z rodzicami trwały choć po japońsku, czyli jako tako. Nie mówię tu o mamisynkach którym powinno się pępowinę odciąć, ale to już temat na inny post.
Kiedyś z okazji Dnia Ojca i Matki dostaliśmy dwa kubki. Na jednym napisane było - Prezent od syna na Dzień Ojca, kupiony przez synową. Na drugim - Prezent na Dzień Matki od syna, kupiony przez synową. Było śmiesznie, ale to dobrze że mamy taką synową.
W myśl moich zasad, byliśmy tam dokładnie na 5 minut przez zapowiedzianą godziną, czyli punktualnie. Małe zamieszanie z usunięciem stołka dla żony, bo wiadomo, że ona przybyła na swoim. Można zaczynać.
Uczestników było około 25 osób, w większości młodych ludzi. Nam przypadło miejsce na przeciw dwóch pań w średnim wieku. Młodszych od nas, ale jakby to powiedzieć, z naszego przedziału wiekowego, czyli jakieś minus do 10 lat.
Po degustacji pierwszego wina znaleźliśmy już wspólny język. Od tej pory było bardzo miło.
Sommelier prowadzący to spotkanie, opisywał regiony winne Portugalii skupiając się na różnicach. Potem poszły po kolei trzy wina białe, w tym jedno typu "blanc de noir", czyli białe wino robione z czerwonych winogron. Zabawa polega na sposobie produkcji. Sok oddziela się od skórek zaraz po wytłoczeniu. Praktyce w winnicy zawdzięczam, że popisałem się wiedzą na pytanie, co to za wino?
Potem przyszły trzy wina czerwone , a na koniec jakże by inaczej, tradycyjne portugalskie porto.
Dodatkowo stoły zastawione przekąskami od świeżutkiego pieczywa zaczynając, poprzez oliwę, oliwki, humusy wszelkiej maści, Na koniec ser w kilku wydaniach i wędliny regionalne długo dojrzewające.
Zwykle przyjęło się, że degustacja to 20 do 25 ml wina w degustacyjnym kieliszku pojemności 210 ml.
Sam takie degustacje w winnicy prowadziłem, a więc wiem. Tutaj postawiono przez nami kieliszki 350 ml i lano do nich 50 ml wina, a jeżeli komuś wino smakowało można było podstawić kieliszek po raz drugi. Jak domyślacie się, skorzystałem kilka razy z tej okazji.
Miłośniczka białych win czyli moja żona, delikatnie tylko degustowała czerwone wina, przekazując mi kieliszek. Z przyjemnością uwalniałem małżonkę od tego kłopotu. Żebyśmy dobrze się rozumieli, to spotkanie nie wyszło poza ramy degustacji, ale wino ma to do siebie, że rozwiązuje języki. Popycha nas to do miłej i co najważniejsze kulturalnej dyskusji. Najpierw o samym winie, a potem na tematy poboczne nie pozwalając jedynak na wyjście z formy. Bawiliśmy się wspaniale do czasu kiedy pojawił się syn, gotowy do odwiezienia nas do domu. Nie powinniśmy być zdziwieni, bowiem sami daliśmy mu sygnał do tego, ale czas tak szybko mija w dobrym towarzystwie. Przed wyjściem kupiłem butelkę oliwy, paczkę wędlin i oczywiście dwa wina: białe i czerwone.
Wróciliśmy do domu przed 22.00, pełni wrażeń i z postanowieniem, że jeszcze kiedyś tam wrócimy.
Pracujemy nad logistyką transportu i być może uda nam się tak załatwić, by nie angażować do tego własnych dzieci. Oni mają swoje życie, a my cieszmy się swoim.
Ostatnio przeczytałem taką mądrość:
Są kobiety z którymi chce się wypić, za które chce się wypić i takie przez które chce się wypić.
Dobrze że moja żona spełnia te dwa pierwsze przypadki. Niestety aforyzm kończy się stwierdzeniem:
Stąd alkoholizm u mężczyzn.
Myślę że ta nasza wspólna fascynacja winem nie wychodzi poza ramy degustacji. z tą różnicą że nasze kieliszki mają po 550 ml pojemności. Znajomy nie wierzył, musiałem mu odmierzyć. Oczywiście do takiego kieliszka nadal leje się 50 -75, no powiedzmy 100 ml, ale wspaniale kręci się w nich czerwone, aby uwolniło swój cały aromat.
Uczestników było około 25 osób, w większości młodych ludzi. Nam przypadło miejsce na przeciw dwóch pań w średnim wieku. Młodszych od nas, ale jakby to powiedzieć, z naszego przedziału wiekowego, czyli jakieś minus do 10 lat.
Po degustacji pierwszego wina znaleźliśmy już wspólny język. Od tej pory było bardzo miło.
Sommelier prowadzący to spotkanie, opisywał regiony winne Portugalii skupiając się na różnicach. Potem poszły po kolei trzy wina białe, w tym jedno typu "blanc de noir", czyli białe wino robione z czerwonych winogron. Zabawa polega na sposobie produkcji. Sok oddziela się od skórek zaraz po wytłoczeniu. Praktyce w winnicy zawdzięczam, że popisałem się wiedzą na pytanie, co to za wino?
Potem przyszły trzy wina czerwone , a na koniec jakże by inaczej, tradycyjne portugalskie porto.
Dodatkowo stoły zastawione przekąskami od świeżutkiego pieczywa zaczynając, poprzez oliwę, oliwki, humusy wszelkiej maści, Na koniec ser w kilku wydaniach i wędliny regionalne długo dojrzewające.
Zwykle przyjęło się, że degustacja to 20 do 25 ml wina w degustacyjnym kieliszku pojemności 210 ml.
Sam takie degustacje w winnicy prowadziłem, a więc wiem. Tutaj postawiono przez nami kieliszki 350 ml i lano do nich 50 ml wina, a jeżeli komuś wino smakowało można było podstawić kieliszek po raz drugi. Jak domyślacie się, skorzystałem kilka razy z tej okazji.
Miłośniczka białych win czyli moja żona, delikatnie tylko degustowała czerwone wina, przekazując mi kieliszek. Z przyjemnością uwalniałem małżonkę od tego kłopotu. Żebyśmy dobrze się rozumieli, to spotkanie nie wyszło poza ramy degustacji, ale wino ma to do siebie, że rozwiązuje języki. Popycha nas to do miłej i co najważniejsze kulturalnej dyskusji. Najpierw o samym winie, a potem na tematy poboczne nie pozwalając jedynak na wyjście z formy. Bawiliśmy się wspaniale do czasu kiedy pojawił się syn, gotowy do odwiezienia nas do domu. Nie powinniśmy być zdziwieni, bowiem sami daliśmy mu sygnał do tego, ale czas tak szybko mija w dobrym towarzystwie. Przed wyjściem kupiłem butelkę oliwy, paczkę wędlin i oczywiście dwa wina: białe i czerwone.
Wróciliśmy do domu przed 22.00, pełni wrażeń i z postanowieniem, że jeszcze kiedyś tam wrócimy.
Pracujemy nad logistyką transportu i być może uda nam się tak załatwić, by nie angażować do tego własnych dzieci. Oni mają swoje życie, a my cieszmy się swoim.
Ostatnio przeczytałem taką mądrość:
Są kobiety z którymi chce się wypić, za które chce się wypić i takie przez które chce się wypić.
Dobrze że moja żona spełnia te dwa pierwsze przypadki. Niestety aforyzm kończy się stwierdzeniem:
Stąd alkoholizm u mężczyzn.
Myślę że ta nasza wspólna fascynacja winem nie wychodzi poza ramy degustacji. z tą różnicą że nasze kieliszki mają po 550 ml pojemności. Znajomy nie wierzył, musiałem mu odmierzyć. Oczywiście do takiego kieliszka nadal leje się 50 -75, no powiedzmy 100 ml, ale wspaniale kręci się w nich czerwone, aby uwolniło swój cały aromat.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz