18 września 2014

Bez paniki Panowie



 Nie nie popadam w panikę, patrząc na niebieski płomień dającego ciepło gazu ziemnego.
Życie nauczyło mnie nie denerwować się tym co będzie za tydzień. Dzisiaj denerwuję się sprawami dnia dzisiejszego i jutra, w znaczeniu wyłącznie dnia następującego po dniu dzisiejszym.
O tym co będzie pojutrze będę się martwił jutro. To zdrowe podejście do życia pozwoliło mi jak na razie uniknąć zawału, chociaż parę już razy myślałem, że to się nie uda.
Polityka włazi z butami do naszego życia i bez względu na nasz sprzeciw, odciska na nim piętno.
Tegoroczne przygotowania do zimy wiążą się z pewną nerwowością. Bo to za chwilę może się okazać, że ktoś nam zakręcił kurek i nie mamy dostępu do gazu ziemnego.
Czytałem na ten temat teksty u Szanownego Vulpiana i  nie mniej Szanownego Leszka z rozważań 60 latka. Ten ostatni dopiero co założył nowy piec gazowy i nie może doczekać się sezonu grzewczego. Ten pierwszy rozgląda się za profilaktycznie za kuchenką elektryczną.
A jeżeli są jakieś wątpliwości to znajdą się zaraz tacy którzy udowodnią nam, że mają na wszystko receptę. Żeby tylko receptę, oni proponują gotowy produkt.
Nie dalej niż wczoraj, na mojej skrzynce znalazł się e-mail o następującym tytuł



„Nie masz dostępu do gazu ziemnego?”
No ja na razie jeszcze mam, ale ciekawie zerknąłem na tekst

No tak. Działanie marketingowe wzorowane żywcem ma Marii Antoninie, która znalazła remedium dla głodujących francuskich chłopów
„Jeśli nie mają chleba, to niech jedzą ciastka!”
W rzeczywistości, królowa, której powiedziano o głodujących wieśniakach, miała jakoby odpowiedzieć „To niech jedzą (bułki) brioche”
A już tak całkiem serio to ponoć tego wcale nie powiedziała.
Wracając zaś do chleba czyli do gazu, przypominam, że gazoport ruszy dopiero za rok.
Za rok może dwa, stanie sobie … jak Bóg da.
Bo my Polacy już tacy jesteśmy, że nie tylko lubimy Biedronkę ale w czasach trudnych zawsze uwielbiamy liczyć na Bożą pomoc.
Tak czy siak odniosłem wrażenie, że mail jest trochę przedwczesny.
A może jestem zbyt podejrzliwy i połączyłem pewne fakty i zdarzenia w sposób dla siebie typowy czyli bez sensu?
Był taki czas kiedy wszystko kojarzyło mi się z seksem, teraz chociaż się bronię jestem przed drzwiami z napisem – seks jest przereklamowany. Sorry takie mamy życie.
Więc nie mówicie mi że tu chodzi tylko o tych którym rura biegnie zbyt daleko od domu
Może i tak może i nie
Mogą Indianie zbierać chrust? mogę i ja
Zaczynam w weekend, czyli po jutrze.

15 września 2014

Dojrzeć z nudów

W czasach zamierzchłej niestety przeszłości, mieliśmy z kumplem pewną manierę. W chwili gdy któryś z naszych interlokutorów kończył jakiś silnie naukowy wywód i kończył ostatnie wypowiadane zdanie na przykład słowem „grupa”, odpowiadaliśmy mu całkiem niemerytorycznie
- Mam dobry chociaż brzydki rym do słowa „grupa”.
Mieszaliśmy szyki nawiedzonym dyskutantom i leczniczo powodowaliśmy, że spuszczali trochę powietrza z nadętego do granic możliwości ego.
A jeżeli to nie nastąpiło i zdenerwowany człowiek zarzucał któremuś z nas - Głupi jest dowcip twój, wtedy odpowiadaliśmy zgodnie z wzorcem - Do „twój” ma równie dobry co brzydki rym.
Z perspektywy czasu myślę, że może rzeczywiście to było trochę głupie. Myśleliśmy jednak, że jest czas na picie wina i słuchanie płyt jak i czas na dyskusje o Ludwigu Feuerbachu. Nie powinno się w żadnym razie mylić a tym bardziej mieszać tych dwóch okazji.
Pisałem kiedyś o tym, że niektórzy naoglądali się w młodości niewłaściwych filmów o studentach.
Dlaczego przypomniałem sobie o tej naszej manierze właśnie teraz?
Bo zauważyłem, że słowo „starzeje” rymuje mi się z „dziadzieje”. Rym może i dobry ale czuję, że trochę brzydki.
W ramach tego rymu do „starzeje” zredukowałem jakby ilość wypijanego alkoholu. Moja cukrzyca była zresztą świetnym pretekstem do tego.
Wiem już że nie w każdej imprezie trzeba uczestniczy, tak jaki i nie każda kolejka jest do obowiązkowego wypicia.
No bo niby co zrobią jak nie wypiję? Cholera coraz bardziej mam to w dupie.
Najczęściej pijamy sobie z żoną w piątkowe lub sobotnie wieczory, a w chwilach większej fantazji w piątki i soboty. Butelka na dwie osoby do meczu co trwa trzy godziny, to chyba żaden wyczyn.
To straszne ale coraz rzadziej sięgam po drugą butelkę, tego samego wieczora.
Coraz mniej mi wystarcza.
No chyba, że to jakaś między rodzinna impreza wtedy się mobilizuję.
Nie chcę tutaj chwalić się jakąś podjętą decyzjąś w intencji, bo wszystko jest względne. Zaraz też ktoś napisze, że z tą ilością to za kołnierz nie wylewam. Mało i dużo to są wielkości względne.
Po tym jednak co przeczytałem w artykule Agnieszki Komosy ( Na temat pl ), poczułem się się źle a nawet gorzej. Gorzej niż przysłowiowy Mały Pikuś.
Otóż znany i lubiany kiedyś aktor francuski ( to znaczy i kiedyś lubiany i kiedyś francuski) Gerard
Depardieu sam przyznał że dziennie wypija do czternastu butelek wina. Nie stroni też od innego alkoholu.
– Pić zaczynam już przed dziesiątą. Zwykle sięgam wtedy po czerwone wino lub szampana. Następnie nalewam sobie pastis, anyżowy francuski likier – wymienia aktor. Przy każdym posiłku towarzyszą mu nieodłącznie przynajmniej dwie butelki wina. Popołudniami lubi rozsmakować się w szampanie, piwie, ponownie pastis oraz produktach własnej winiarni. Dzień kończy z przytupem – wódką lub whisky.
Aktor na końcu dodaje, że picie jest jego sposobem na nudę.
Boże – pomyślałem jak on się musi haniebnie nudzić.
Niestety ze względu na moją cztery razy mniejszą masę niż Depardieu nie mogę sobie pozwolić na taka nudę.
Odezwała się moja wątroba. Zrozumiałem, że westchnęła tylko -  Może i na szczęście.

12 września 2014

Z dostawą do domu

- Cześć Misiu – powiedziała kiedy Nieistotny uchylił drzwi.
Stała na na zewnątrz, dzierżąc w ręce niewielką torbę turystyczną.
Niebrzydka – pomyślał, trochę wyzywająca ale niebrzydka. Faceci lubią takie kobiety. Nie nie jako kandydatki na żony, ale stanowią one istotny element ich sennych marzeń.
- Dzień dobry Pani – pytająco odpowiedział, przyzwyczajony do stosowania norm grzecznościowych.
- Sorki za spóźnienie ale tam przy pętli dłubią w ziemi. Zrobili zwężenie, a korek taki, że nawet moja Tigra by nie przeskoczyła.
- Opel Tigra? – spytał nie wiadomo dlaczego
- Opel, Opel – odpowiedziała a wykorzystując jego zaskoczenie weszła do środka.
- Długo chyba nie czekałeś ?
- Wcale nie czekałem – odpowiedział zgodnie z prawdą
- No widzisz jak wyobraźnia działa to czas staje. Przy mnie kochany nie tylko czas ci stanie. To gdzie ja się mogę przebrać?
- Przebrać? Do czego?
- Do dojenia – zażartowała - Zamówiłeś usługę i jeszcze nie zdążyłeś się zastanowić jaką?
Rozejrzała się po mieszkaniu i pochwaliła – Ładne i czyste mieszkanie. Sam mieszkasz?
- Z żoną
- Twoja żona?
- Moja. Jestem taki raczej tradycyjny.
- Tradycyjny, tradycyjny – zaczęła żartować – ale w pomysłach na spędzanie czasu to chyba nowoczesny, nie? Niby z żoną a dzwoni bo samotny
- Zaraz, zaraz az kim ja mam w ogóle przyjemność?
- Przyjemność to będzie Misiu za chwilę, jak się tylko ogarnę. A widzisz, zapomniałam się przedstawić. Na imię mam Amanda, ale jak ci się nie podoba to możesz mówić do mnie jak chcesz.
Co zaś do zasad. Żadne tam trójkąty z żona nie wchodzą w grę. Nie pracuję również bez zabezpieczenia ale o tym pewnie powiedzieli ci przez telefon?
- Mnie?
Baczny obserwator mógłby dojść do wniosku, że Jan Maria Nieistotny cierpi na jakąś formę starczej demencji, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że właśnie rozmawia właśnie z dziwką, bądź jak chcą teoretycy teorii wyzwolenia z kobietą pracującą. Pytaniem zaś na które szybko powinno się znaleźć odpowiedź jest, kto ową panienkę zamówił do domu Nieistotnego i w jakim celu? Stan niepewności nie mógł w końcu trwać wiecznie jak i wiecznie nie będzie trwało robienie trwałej na głowie ślubnej małżonki.
Co zaś się tyczy Jana Marii, to korzystając z okazji oglądał właśnie jakiś czaro-biały film Akiro Kurosawy na kanale kultura TV i zasnął w atmosferze kwitnących wiśni i wojennych okrzyków samurajów. Wybudzony brutalnie nagłym atakiem na dzwonek, nie doszedł jeszcze do siebie. Stąd też początek rozmowy wyglądał tak jak wyglądał.
- My tu gadu gady a licznik bije - powiedziała Amanda - Za godzinkę wpadnie po mnie Olo i będę się musiała ewakuować. Szybkim ruchem zrzuciła modną jak wydawało się Nieistnemu kurtkę.
Krótka bluzeczką sugerowała brak biustonosza oraz pępek. Była jeszcze krótsza spódnica, która nic już nie ukrywała. Ani koronkowego zakończenia czarnych pończoch ani tym bardziej zapięć do paska. Zwieńczeniem albo jak kto woli ze względu na logikę, podstawą były Wysokie a nawet jakby można było rzec niebotyczne szpilki.
Kiedy stała przed Nieistotnym jej biust znajdował się mniej więcej na wysokości jego oczu, co być może było dodatkowym powodem dla którego Jan Maria Nieistotny dalej stał tak w przedpokoju, będąc nadal mocno rozkojarzony.
Nie zrażona brakiem konwersacji Amanda weszła do salonu który wydawał jej się odpowiednim miejscem, przynajmniej dla początkowej fazy spotkania.
Ileż to razy faceci tracili w kontakcie z nią cały rezon. Każdy z nich taki kogut, ale tylko do czasu, gdy spotkana kobieta powie mu dosadnie - No misiu jedziesz!
Przecież to kwestia faceta.
- I najważniejsze Misiu. Musisz mi zapłacić przed, bo Olo się bardzo denerwuje jak biorę po fakcie. Tyle z tym kłopotów. Biorę dwie stówy za godzinę i pięćdziesiąt za dojazd. Razem dwieście pięćdziesiąt.
- Dwieście pięćdziesiąt? To chyba jakaś pomyłka
Wysoka kwota stała się powodem jego nagłego przebudzenia.
- Pomyłka, pomyłka. Olo zna te numery. Mnie zaś jest wszystko jedno. Bzykasz czy nie bzykasz dwie i pół stówki kładziesz na stole.
- Zaraz, zaraz ja niczego, ani nikogo nie zamawiałem. Poza tym ja nie jestem żadem Misiu tylko Jan Maria
- Maria ? A cóż to za imię dla faceta – Amanda zaczęła kpić.
- To w tej chwili nieistotne – uniósł się tak jak od dziecka unosił się przy tego typu uwagach.
Poza tym cały jej czar którym nie ukrywa zaskoczyła go na wejściu gdzieś prysł. Jakaś taka prosta jest, prostacka nawet
- A nazwisko nasz też Misiu szlacheckie? - kontynuowała.
- Nieistotny
-Jak już mówisz ładnie to mów gramatycznie Misiu. Mówi się nazwisko nieistotne, w mojej profesji ja to rozumiem. Niektórzy lubią pozostać anonimowi
- Nie nie Nieistotny to moje nazwisko. Jan Maria Nieistotny.
- Czekaj, czekaj To Ty nie nazywasz się Pietruski
- Nie nie nazywam się Pietruski, bo nazywam się Nieistotny.
- Czekaj czekaj – powtórzyła i wybrała jakiś numer z listy kontaktów w swoim smartfonie.
- Olo ! Jest tu jakiś mały problem.
Jedyne co Jan Maria usłyszał to był głośny bluzg dobiegający z głośnika.
- Nie nie denerwuj się i na razie twoja obecność nie jest konieczna.
- Powiedz mi tylko, jaki ma numer blok przed którym zaparkowaliśmy?
- 45? i osiedle Jana Chryzostoma.
- No proszę osiedle się zgadza numer bloku też
- A numer mieszkania – spytał Jan Maria, odzyskując zwykłą jasność myślenia
- Osiem... osiemnaście
- No właśnie a tu jest osiem. Swoją drogą to tego Pietruskiego to ja znam. To w sąsiedniej klatce Pani Amando.
- Sorki – powiedziała po raz któryś z kolei dziewczyna. Po czym szybko założyła sportową, modną jak to się już wydawało Nieistotnemu kurtkę, obciągając jednocześnie nieistniejącą spódnicę ku dołowi.
- Lecę bo sąsiad się wścieknie, Ty nie wiesz do czego zdolni są napaleni faceci. Zwykle złościsz się, że pizza się spóźnia, a tu idzie o ciało i o ducha, co się rucha zażartowała wulgarnie dodając wyznanie którego Jan Maria Nieistotny zupełnie nie oczekiwał - A twój sąsiad ducha ma ogromnego. Wierz mi już ja się znam na tych sprawach.
- Gówno mnie to obchodzi - chciał krzyknąć, ale dobre wychowanie stłumiło agresję.
Amanda wrzuciła do torby to co już zdążyła z niej wyciągnąć, w postaci kolorowych zabawek rodem z sex shopu. W tym momencie, dopiero kiedy je zauważył wtedy tak naprawdę uświadomił sobie prawdziwy powód jej wizyty.
- Swoją droga Misiu, jakbyś kiedyś się zdecydował, to dzwoń i od razu proś o Amandę. Tu masz moją wizytówkę. Za dzisiejsza pomyłkę dostaniesz ode mnie coś specjalnego, pod warunkiem oczywiście, że nie pochwalisz się do Ola.
- Ale ja go wcale nie znam
- I to jest dla ciebie bardzo dobra sytuacja. Pa Misiu – powiedziała i zamknęła drzwi za sobą.
Chwilę jeszcze obracał wizytówkę w dłoniach zanim odczytał jej treść:
Jestem atrakcyjną, zadbaną, kobietą o aksamitnym ciałku, ładnym naturalnym biuście. Mam bardzo duże poczucie humoru. Jeśli i Ty je posiadasz będzie Nam bardzo sympatycznie. Zawsze uśmiechnięta i bezpośrednia – lubię spędzać czas z inteligentnym mężczyzną, który wie jak traktować kobietę. Możemy spotkać się w moim prywatnym mieszkaniu w centrum lub w Twoim
Zadzwoń
... tu był podany numer telefonu którego postanowił nie zapamiętywać.
Z drugiej strony znajdował się wykaz wykonywanych usług.
Zmiął ją i wrzucił do kuchennego kosza na śmieci. Za chwile jednak wrócił i grzebiąc dwoma palcami wyciągnął z powrotem. Podarł na kawałki i wrzucił do muszli klozetowej.
Będąc całkowicie niewinnym postanowił i tak nie pozostawić nic przypadkowi. Spuścił wodę a potem jeszcze raz spojrzał w dół. Z wyjątkiem jednego kawałka papieru wszystkie inne spłynęły w czeluść kanalizacji. Spojrzał dokładniej, na różowym fragmencie kartonu jak wyrzut sumienia widniała resztka napisu - „anal” Jak na przykład analizy czy analityka
- Banał – pomyślał Jan Maria Nieistotny i zatopił niebezpieczeństwo przy pomocy szczotki do kibla.
- Jestem już bezpieczny - pomyślał, gdy usłyszał chrzęst przekręcanego w drzwiach klucza.
- Kochanie już jestem – usłyszał z przedpokoju. Wstał aby pocałować na przywitanie małżonkę, chwaląc jednocześnie nowa fryzurę. Lata praktyki zrobiły w końcu swoje.
Kiedy tak zbliżał się do niej, ona niespodziewanie zapytała
- Był ktoś u nas?
No właśnie, był czy nie był? Tego pytania Nieistotny nie spodziewał się. Szybko rozważył wszystkie za i przeciw.
Pójdę w zaparte – postanowił – szczerość nie zawsze się opłaca, szczególnie gdy człowiek całkiem niewinny.
- Nie, nie było nikogo – odpowiedział w staranie wyreżyserowany, spokojny sposób.
- A Iza mówiła, że jakaś młoda dziewczyna z torbą turystyczną. Zaraz sobie pomyślałam, że to może Anka przyjechała.
Iza to była sąsiadka z półpiętra. Niestety zawsze dobrze poinformowana. Anka zaś to siostrzenica żony. Młoda i szalona studentka pedagogiki.
- A o to pytasz - Jan Maria przedłużał odpowiedź, dodając wtręt o sąsiedzkiej ciekawości.
- Była dziewczyna z organizacji ekologicznej Free Animals czy coś takiego. W torbie miała ulotki.
- I była u ciebie a nie była u Izy ? – zaczęła drążyć temat jego szanowna i ukochana.
- Bo jak ją zapytałem, skąd ma nasz adres to okazało się, że to jest bratanica Piertuskiego spod osiemnastki. Sąsiadujemy garażami, pamiętasz? Z pewnością podrzucił jej nasze namiary bo Ty. zawsze z taką miłością kochanie mówisz o psach i kotach - zakończył wyraźnie zadowolony z siebie. Podszedł pocałował ją mocno
- Już mnie całowałeś na powitanie – zauważyła
- To już nie mogę sobie pocałować własnej żony, kiedy mam na to ochotę? - spytał z wyrzutami -
A nawet jakbym miał ochotę zrobić to jeszcze raz
Zaskakujesz mnie czasami – powiedziała z widocznym jednak zadowoleniem.
Sam, siebie zaskakuję – powiedział ni to niej ni to do siebie.
Siadł przed telewizorem ale nie mógł skoncentrować się na przekazywanych właśnie wieczornych wiadomościach.
Poszedł w prymitywne kłamstwo, czego nie miał w zwyczaju. Z drugiej jednak strony, jak jej miał to powiedzieć
- Kochanie była u nas dziwka. Pomyliła drzwi.
I ona niby w to uwierzy bez mrugnięcia okiem. Może i uwierzy na początku, ale potem sobie przemyśli i zacznie robić wyrzuty. Już on zna te słowa pełne wyrzutu i te nietrafiające do jej przekonania tłumaczenia. Mówią, że tylko winny się tłumaczy. Spróbujcie jednak użyć tego argumentu w rozmowie z Nieistotną.
Zresztą już w pierwszym słowie zapyta
- A ty skąd wiesz że to była dziwka? Znasz ją?
Następnego dnia, wczesnym rankiem Nieistotny jak zwykle udał się po samochód do osiedlowego garażu. Niespiesznie podnosił drzwi uchylne, rozglądając się na boki. Bardzo liczył na pojawienie się sąsiada.
Szczęście mu sprzyjało, bo za chwilę zza zakrętu wyłonił się Pietruski.
- Czołem sąsiedzie – powiedział z daleka
Nieistotny wyczekał, aż zbliży się wystarczająco blisko i odpowiedział
- W porządku. A jak pańscy wczorajsi goście?
- Jacy goście ? – wyrzucił lekko zmieszany sąsiad.
- Pańska bratanica – ułatwił mu Nieistotny.
- Wie pan, pańska bratanica pomyliła wczoraj numery i ze swoim warsztatem wpadła do mnie. Mało brakowało a Olo spuściłby mi wpierdol za niechęć do uiszczenia. Na szczęście się wytłumaczyłem .
- No ja się nie dziwię Olo to kupa mięcha, ale dlaczego bratanica ?
Bo całe zajście widziała sąsiadka i powiedziała żonie, o czym ta trochę później już mnie wypytywała. Zaczęła jednak tak podstępnie, że musiałem kombinować zaraz po tym jak zaprzeczyłem, że ktoś u mnie był. Przyszedł mi do głowy Pan, bratanica a w torbie ulotki z organizacji Free Animals. I niech tak pozostanie jakby żona spytała o bratanicę.
- W porządku - odpowiedział Pietruski a buraczany kolor twarzy znikał powoli, ukazując tylko lekkie nerwowe zaczerwienienie policzków.
- Swoją drogą to masz pan literacki talent Panie Nieistotny. Może byś pan co fajnego napisał. Ja w rewanżu za dyskrecję opowiem panu jak z Amanda było.
- Może to i pomysł. Na razie niech pan zaspokoi moją męską ciekawość. Warta była tych dwóch stów?
- Oczywiście. Każdej zapłaconej złotówki, plus koszty dojazdu.
To mi trochę osładza gorycz niewinnego ale w końcu kłamstwa.
- Oj Misiu Misiu – powiedział do siebie przekręcając kluczyk w stacyjce.



10 września 2014

Ja kibicuję, mnie kibicują...

Poczułem w sobie zwiększone zainteresowanie sportem i z zapartym tchem śledzę poczynania naszych siatkarzy. Powiem więcej, nie tylko naszych bo jako abonent tej telewizji satelitarnej co to zakodowała transmisję z Mistrzostw Świata, korzystam z czterech kanałów poświęconych piłce siatkowej plus jeden w technologi HD.
Dech zaparło nawet mojej ślubnej małżonce, która nie zauważała dotychczas we mnie tak dużego zainteresowania sportem.
- To miłe że po trzydziestu trzech latach wspólnego pożycia możemy jeszcze zobaczyć w partnerze coś nowego – stwierdziłem dodając – Prawda kochanie?
- Prawda, tylko dalej zastanawiam się nad tym fenomenem.
- Myślę, że chodzi o to iż jakiś wyliniały lekko samiec po pięćdziesiątce, siada na kanapie przed telewizorem, patrzy jak młodzi, wysportowani faceci uwijają się po parkiecie wzbudzając entuzjazm publiczności i myśli sobie : No właśnie taki mógłbym być jak oni, ale zwyciężyło we mnie poczucie odpowiedzialności za rodzinę i moje życie. Ojciec mówił mi, że taki sportowiec pociągnie do trzydziestki i jak to mówią żegnaj Gienia. Nie przewidział niestety, że teraz sport to świetny biznes. Mówił, że towarzyszy mu stres i alkohol, zwłaszcza w ostatnim okresie kariery.
A ja co ? Nie mam powyżej uszu stresów? A i ostatnio lekarka powiedziała, że moja wątroba jest zdecydowanie starsza ode mnie. I co ? I to bez uprawiania sportu.
Ech spieprzyłem to... Ale Ty Wlazły nie musisz psuć serwisu. Wyżej nad siatką, a potem ostro w dół , byle przed linią. Bo siedząc ze szklanką piwa przed telewizorem jak zwykle wie się najlepiej.
- Co za wywód na temat własnego życia. Zaraz rzucimy ci się doi stóp i podziękujemy za poświecenie. Młody!! młody schodź na dół !!!
- Mnie nie interesuje siatkówka – doszło do nas z góry, gdzie młody pogrążony był w kolejnej rozgrywce FIFA 2014 na PS 3.
A tak naprawdę, to lubię siatkówkę dlatego, że po pierwsze zawodnicy nie mogą się ślizgać na plecach kolegów, jak to w piłce nożnej bywa, a po drugie to ta widoczna różnica w kulturze kibicowania. Jakoś tak bez maczet, kastetów i hektolitrów przekleństw wylewających się na stadion. Śmiało można rodzinnie wybrać się na taki mecz. Widziałem zresztą siedzące na widowni niemowlęta z ochraniaczami słuchu, bo doping rzeczywiście jest szalony.
Na meczu piłki nożnej można zostać oplutym i zwymyślanym nawet w tak zwanym sektorze rodzinnym.
No i ten System Challenge, czyli gra w otwarte karty.
Przeszkadza mi tam również także to, że przeciętny kibic piłkarski nie może być zwyczajnie za swoim klubem, on musi być obowiązkowo przeciw innemu klubowi, najlepiej z tego samego miasta jak Cracovia z Wisłą. Co robić na stadionie gdy kierujący dopingiem krzyczy – kto nie skacze ten za Wisłą (lub odwrotnie) - Macie odwagę nie skakać?
Podobnie jest chyba pomiędzy Legią a Gwardią. Resztę nie podam z powodu świadomie kontrolowanego ograniczenia zainteresowania.
A co ja uprawiam?
Aktualnie to chyba tylko dynię i winogrona. O reszcie powoli zapominam, no i sałaty jest do bólu. W tym roku teściowa zasadziła ją w równych rządkach. Lubię ją tak posadzoną, bo ja też jestem trochę Pan Symetryczny (Dom) i taka jest moja estetyka.
W ostatni piątek postanowiłem dla odmiany ułożyć chodnik, który byłby równocześnie zjazdem dla żony.
Wybrałem ziemię, wypoziomowałem obrzeża które obsadziłem na betonie. Tutaj dzielnie pomagała mi Kota, która musiała przejść grzbietem każdego ułożonego i jeszcze nie wzmocnionego fragmentu. I kto powiedział że koty nie są towarzyskie? Zabrałem się po pracy więc kończyłem pierwszy etap już przy sztucznym świetle. Może dlatego, że mam taki stojący na trójnogu, solidny reflektor. Kiedy włączyłem go do prądu i dało się zobaczyć zakres prac, do pomocy przystąpiły komary. Pod wpływem ich działania ruchy moje stały się zdecydowane i energiczne. Mogły by se już dać spokój – zakląłem zbierając narzędzia.
- A teraz będę pił wino - powiedziałem budząc z lekkiego letargu szanowną małżonkę.
Pomimo późnej pory postanowiła mi towarzyszyć, bo w końcu jesteśmy ze sobą na dobre i złe. Nie? Nie pytałem już czy dla niej to teraz to dobre czy złe. Wino nadawało się do picia.
Następnego dnia wrzuciłem do uformowanej przez obrzeża ramki gruz, drobniejsze kamienie i piasek z odrobiną cementu na koniec. Wypoziomowałem podsypkę za pomocą poziomicy i gdy
wygładziłem i wypieściłem wszystko, odwróciłem się po płytkę chodnikową a wtedy suka przystąpiła do pomocy. Za pomocą własnych łap badała twardość przygotowanej mieszanki.
I tak za każdą nową warstwą. Do tego doszły jeszcze próby organoleptyczne. Ciekaw jestem czy na smak można stwierdzić czy cement to 350 czy tylko 250- tka?
Dobrym psim pomysłem była również piecza nad drobnymi narzędziami, takimi jak miarka, kątownik czy ołówek budowlany. Zawsze były w pysku psa gdy akurat je potrzebowałem.
Jeszcze kilka prac a zwierzęta uczynią mnie świętym. Cały czas bowiem ćwiczę cierpliwość
Pod warunkiem oczywiście, że pohamuję swój język, bo póki co klnę szpetnie.
Było dobrze po trzynastej gdy wysypałem warstwę piachu która uszczelniała płytki od góry. Potem, żona dokonała pierwszego zjazdu i wyjazdu. To było jak przecięcie wstęgi.
Zachęcałem ją do tego pokrzykując – zjeżdżaj, zjeżdżaj!
- Daj spokój zaprotestowała żona. Co sąsiedzi sobie pomyślą? 


Zjazd się udał, wyjazd również.
Poskładałem narzędzia i siadłem do wytęsknionej kawy. Pies z kotem w wielkiej zgodzie legły pomiędzy rozchodnikami. One w końcu też napracowały się przy chodniku. 



Wszyscy zmęczeni ale zadowoleni.
Sceptycyzmem popisał się tylko mój starszy syn, który fachowo tupnął w betonowa płytkę a następnie powiedział
- Zobaczymy po trzecim deszczu
Na własne dzieci zawsze można liczyć

05 września 2014

Przy okazji

- W zasadzie to dzwonię do męża – powiedział głos w słuchawce - ale myślę, że mogę podzielić się z panią tą informacją
- Witam doktora – powiedziała zaskoczona żona – w zasadzie to mój numer telefonu, ale mąż też mój. Co się stało?
- Przyszły wyniki badania wycinka, który pobraliśmy w trakcie zabiegu męża. Wyszło, że to nic złośliwego. Mąż będzie dalej żył i mam nadzieję, że to dobra wiadomość również i dla Pani.
- Dziękuje bardzo i z pewnością przekaże mężowi tę dla nas dobrą nowinę.
Małżonka odłożyła telefon
- Mam dla ciebie dobrą nowinę
- Bóg mnie kocha? - spytałem
- Dlaczego?
- Dlaczego nie?
- Dlaczego tak pytasz? - żona powtórzyła pytanie.
- Bo z tym kojarzy mi się to staromodne określenie o dobrej nowinie.
- Nie tym razem. Chociaż ja wiem?. Może właśnie tak. W każdym bądź razie, dzwonił doktor i mówił, że będziesz żył. Przy okazji nazwał te Twoje kłopoty – Tu padła nazwa.
- To dobrze, że nazwa taka poważna, od razu poczułem się lepiej. Lepiej że wtedy miałem się znacznie gorzej niż myślałem. W końcu to od czasu do czasu człowiek chciałby się poczuć gorzej. Wtedy wszyscy znajomi interesują się tobą.
- A tak się nie interesują?
- Nie, bowiem interesują się Tobą. Ileż to razy wpadam do doktora po swoje leki, a doktor wita mnie słowami - co tam u żony słychać?
- Wygląda na to jakbyś mi zazdrościł wózka – powiedziała zaskoczona żona.
- Zazdroszczę ci troszkę zainteresowania, ale ja wiem, na to trzeba sobie zasłużyć. U nas jest tak, że pies wzbudza zainteresowanie, kot wzbudza zainteresowanie o Tobie już wspomniałem. Interesujemy się naszymi dziećmi w związku małżeńskim i tym singlem co właśnie studia skończył.
Tylko ja czuję, że zainteresowanie mną jest takie trochę przy okazji.
Przy okazji Pana zbadam, przy okazji wypisze receptę. Zrobię zabieg przy okazji.
- Z tobą się coś dzieje?- spytała żona, udając zaniepokojenie? A może to nie było udawane zaniepokojenie. Chcę wierzyć w to drugie. - A może tylko idzie jesień.
- Myślisz, że wzięła mnie w ramiona jesienna depresja?. Nic z tego, nie mam na to czasu. Tak naprawdę to na wiele rzeczy nie mam czasu. Któregoś dnia tylko zmiecie mnie bez ostrzeżenia, bo nie mam też czasu na zauważanie ostrzeżeń.
- Trzeba zwolnić, dawno ci już o tym mówiłam.
- Jak mam zwolnić gdy życie przyspiesza? Rzekłbym, że gna niczym suka wokół świerków
A propos suki, co robi ten pokruszony styropian wokół domu?
Niestety dalsze nasze rozstrzyganie kto ma depresję a kto nie ma na nic czasu przerwał nerwowy dzwonek do drzwi.
Rzeczywiście już 20.15, a my jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami dekodera satelitarnego tej platformy która zakodowała transmisję z mistrzostw świata.
- Wchodźcie, wchodźcie - powiedziałem do sąsiadów, którzy w komplecie stawili się do kibicowania.
- Zostawcie mi tylko jakiś fotel, żebym w godnych warunkach obejrzał transmisję.
-Rzeczywiście coś się z tobą dzieje - szepnęła mi do ucha żona - Kiedyś broniłeś jak lew swojego fotela, a teraz wystarczy ci wszystko jedno jaki.
- Pewnie z wiekiem spadł mi testosteron
- To zażywaj w tabletkach.
- I na co mi to? Łagodność to dar bogów. Dzień wcześniej udało mi się z tego bożego daru czerpać pełnymi garściami.
Byłem w mieszkaniu które nasi Młodzi wynajęli pod kątem urządzania tam biura.
Słuchałem spokojnie jakie planują remonty, meble i kolory ścian.
Sam zadeklarowałem że pomogę w ramach swoich umiejętności. Na sam koniec w czasie wizyty gościa od drzwi który roztaczał bajkowe wizje, powiedziałem tylko.
- Wiecie kochani, podziwiam się, że jako teść i ojciec, tak spokojnie przyjmuję tę rozmowę. Nie doradzam, nie namawiam. Słucham tylko w ciszy.
- Bo pewnie pan jest fundatorem i już postawił pan już swoje warunki – próbował zgadywać facet od drzwi.
- Nie, młodzi płacą za siebie sami, ja tu jestem tylko przy okazji.
Cholera jasna sam przyznałem, że znowu „przy okazji”

04 września 2014

Testosteron do późnej starości? Wolę przemijać świadomie

Pan Nieistotny przeglądał właśnie wiadomości na Onecie, kiedy rzucił mu się w oczy artykuł o nowym leku hormonalnie wspomagającym dla mężczyzn
„Na rynku pojawiła się nowość o nazwie TRT. Ci, którzy ją stosują mają więcej energii i chęci do życia, czują się bardziej agresywni i seksowni. Tabletki dedykowane są przede wszystkim osobom zmagającymi się z andropauzą. Jan Maria już widzi to hasło - ' Andropauza nie musi być wyrokiem”
To jak żyć bez tego stopniowego przekwitania i przemijania skoro jest ono fragmentem pewnego naturalnego cyklu wymiany pokoleń?
- Panie Premierze jak żyć - jakby zapytał najsłynniejszy polski paprykarz, chociaż dla Pana Nieistotnego najsłynniejszy polski paprykarz to ' Paprykarz Szczeciński” którym znaczona było edukacja Jana Marii.
To co pozwala zmagać się z przemijaniem jak zwykle staje się wsparciem dla tych którzy potrzebują więcej lepiej i dłużej Lek stał się przebojem wśród maklerów giełdowych.- TRT jest niesamowicie popularna na Wall Street i coraz popularniejsza na innych parkietach.
Pewnie już za chwilę zobaczymy bandę łysych maklerów giełdowych bo ponoć to nadmiar testosteronu odpowiedzialny jest za wypadanie włosów. Przynajmniej według producentów pewnego szamponu do włosów, oczywiście dla facetów.
Bo czy trzeba walczyć z przemijaniem? Według Pana Nieistotnego najważniejsze jest zrozumienie nieuchronności przemijania. W tekście jest nawet na ten temat taki fragment:
„... I być może akceptacja. – Mnie podoba się męski wiek średni i towarzyszące mu wrażenia – twierdzi Nicholas Coleridge, prezes Conde Nast, firmy medialnej, wydającej takie czasopisma jak miesięcznik ”GQ”, który od dawna wychwala zalety silnego, zadbanego męskiego ciała. – Nie ma już tej nerwowości, człowiek nie przejmuje się tak bardzo tym, co myślą o nim inni, wie co lubi i wie kim jest. Planuję dożyć dokładnie setki, więc mam za sobą 57 proc. mojego życia. Gdy tak się na to patrzy, manopauza jest tylko jednym z przystanków w długiej, szczęśliwej podróży.
Nie ma już tej nerwowości?
Kurde a co się ma, gdy jemu się kończy kolejna umowa zawarta na czas określony, a nie obejmuje go jeszcze okres ochronny związany z przejściem na emeryturę?
Człowiek nie przejmuje się tym co pomyślą o nim inni?
No niby tak, bo Jan Maria ma w zwyczaju powtarzać, że z każdym dniem zwiększa się ilość ludzi którzy mogą pocałować w dupę. Niestety wobec swego przełożonego, od którego zależy kontynuacja zatrudnienia jest elegancki, przejmujący się i jak mu to wypomniało któreś z dzieci wazeliniarski.
Nie potrafi dyskutować z tą diagnozą, chociaż jest mu przykro z powodu takiej oceny. Zachowuje spokój godny mędrca chociaż czasem tylko upija się do granicy sterowności własnym ciałem, by na chwilę zapomnieć o owym niewidzialnym autocenzorze. To przecież on co chwilę coś mu każe lub czegoś zabrania.
- Aż chce się rzygać – mówi Jan Maria Nieistotny i zdarzyło się, że w nerwowym stresie, uczynił zadość temu swojemu pragnieniu.
Wie co lubi ?
I co z tego, skoro własna małżonka powiada mu, że facet w tym wieku nie powinien mieć takich
pragnień, a już w ogóle nalegać na ich realizację.
I chociaż w odżywianiu ma jasno sprecyzowaną listę ulubionych dań to gdy otworzy lodówkę jakiś wewnętrzny imperatyw każe mu zjadać te produkty które mają najkrótsza datę przydatności do spożycia.
Starcza oszczędność? Nie to trening przed emeryturą.
Poza tym Nieistotny nie planuje dożywać setki, bo po co?
Chciałby tylko pracować do emerytury i przez kilka lat ową emeryturę brać, by nie wyjść na całkowitego ciula który całe życie płacił składki tylko na to by zmniejszyć dług publiczny.
Ma też nadzieję, że z tej emerytury, po opłaceniu mediów i zakupie leków pozostanie mu jeszcze na jakie takie przeżycie i niespieszne przejrzenie Internetu. Jan Maria ma bowiem świadomość, że Aero nie będzie już wtedy bezpłatne.
- Czemuś się ciulu nie uczył – zapyta ktoś w komentarzu
- A może po prostu miałem tylko wybiórcze szczęście? - odpowie wtedy Jan Maria Nieistotny - takie trochę zezowate.

01 września 2014

Maryśka

- Czy ktoś palił u was Marihuanę? - Zapytała nasza francuska znajoma na trzeci dzień swojej majowej wizyty.
Zrobiła to na tyle dyskretnie, że dopiero w ostatnia niedzielę dotarło ono do mnie.
- Claire miała jednak rację - powiedziała moja żona, otwierając zmywarkę – śmierdzi marychą
Po chwili zwracając się do mnie dodała
- Antoni nie kupuj tych zapachów do zmywarki. Zwłaszcza zestaw dwóch niebieskich płynów daje wrażenie, że myjemy w niej fajki do marychy.
- Zaraz, zaraz, z fajki to się chyba opium pali. Nie?
- Ty myślisz, że jak byłam dłuższy czas na opioidach to wiem wszystko. - zarzuciła mi.
Sprawdziłem w internecie, ponoć można palić z lufki. Takiej jak kiedyś paliło się sporty bez filtra ( kto to pamięta? Pewnie ci moi znajomi górale, których wyrzucono z pracy na budowie w USA bo manager myślał, że właśnie w pracy palą zioło.)
Fachowiec radzi a takich porad w internecie całe mnóstwo
Siedzę w Holandii już rok, poza tym, pale od 4 lat więc wiem co i owo. ( czytam bo Holandia to dobra rekomendacja)
Bijesz bongo/ lufkę/butlę/wiaderko/puszkę bądź też bociana. To obojętne. (starzeję się i mam problem z rozumieniem tekstu)
Paląc zioło nie musisz się zaciągać, aczkolwiek będzie bardzo słabo odczuwalny efekt, tak więc lepiej się zaciągać.( Clinton też palił trawę ale się nie zaciągał)
Nie musisz trzymać żadnych 5 sekund dymu w płucach jak to już ktoś tu napisał, trzymanie dymu w płucach powyżej 3 sekund powoduje niedotlenienie mózgu, idioci uważają że od razu odczuwają efekt palenia a to nie jest prawda. (Boże a ja będąc dzieckiem wstrzymywałem powietrze na ponad minutę, może więc to wszystko co mam to efekt niedotlenienia mózgu? )
Nie ma czegoś takiego jak dobre czy gorsze zioło. (A na amerykańskich filmach widziałem że po tak zwanym machu kulturalnie jest pochwalić – dobre zioło)
Produkt jest mniej lub bardziej zadbany prze hodowce ( pewnie idzie o hodowlę) są też gatunki konopii, których jest ich mnóstwo. Jedna działa tak druga inaczej, jedna pobudza a druga powoduje senność.( czyli z punktu widzenia konsumenta są lepsze lub gorsze. Nie?
Masz więcej pytań? Napisz, z chęcią udzielę kilku rad
Nie mam bo to i tak jak na mnie dużo. Teraz już jednak wiem, że taką lufkę można w zmywarce myć, ale jak pachnie lub śmierdzi marycha tego dalej nie wiem, a współczesny Internet nie daje jeszcze próbek zapachów.
Od czegóż jednak dezodorant do zmywarki. Szybko pobiegłem do spiżarni i tam zrywając folię ze zbiorniczka, zaciągnąłem się do głębi płuc.
Może i śmierdzi marychą Dla mnie to jakiś chemiczny zapach i to bez żadnych skojarzeń.
Skąd umiejętność porównania zapachów u mojej żony i naszej znajomej?
Kobiety mają umiejętność rozpoznania i nazwania kolorów, może to samo dotyczy zapachów?
Wierzę w to rozpoznawanie zapachów. Za każdym razem kiedy decyduję się na zakup artykułu tańszego dostaje wyraźny sygnał
- Ależ to śmierdzi ?
Za to pieniądze niech pachną inaczej – odpowiadam nieco zaczepnie, bo ten schemat się często powtarza.
Wracając zaś do znajomości zapachu zioła, to powiem tak - Nie wiem. Ja tam nic nie wiem ale przemyślę jej kolejny wyjazd do Francji.
Może się starzeję ale nie rozumiem swojego braku pędu do wiedzy w tej kwestii. A przecież młode pokolenie z pewnością mogło by w zdobyciu tej wiedzy pomóc.
Stary już jestem i nie zapowiada się żebym był młodszy, co słusznie to zauważył mój syn nomen omen młodszy. Nikt cię tak nie sprowadzi na ziemie jak własne dzieci.
Ustaliłem, że mogę nie kupować tego zapachu do zmywarki, ale ten o zapachu cytryny wiodącego na rynku producenta jest co najmniej trzy razy droższy. Przy tych oszczędnościach mogę pić kawę z delikatnym zapachem marychy. Dodatkowo zaś, gdy w trakcie takiej degustacji wpadnie któryś z kolegów Młodszego to wciągając powietrze do płuc pomyśli
- Ale ten K ma nowoczesnego starego.
Kiedyś popularność zyskiwało się czyniąc dobro. Teraz łamiąc granice przyzwoitości.
Nie ja wymyśliłem powiedzenie, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą.
A propos powiedzenia, to od razu dementuję - Nie jestem grzeczną dziewczynką, tym bardziej niegrzeczną.
Za młodu chciałem mieć krótkie ale namiętne kontakty z tymi niegrzecznymi. Rozglądając się za żoną całkowicie zmieniłem preferencje.
Tyle w temacie marychy, zioła czy jak kto woli konopi indyjskiej oraz preferencji przy wyborze kandydatki na żonę. O ile się nie mylę, bo jak mówi przysłowie ludowe – w kobiecym sercu społem mieszka diabeł z aniołem