30 czerwca 2026

Aeroscopia, brzmi to jak jakieś medyczne badanie

Na wstępie wyjaśniam :
Aeroscopia – to nie badanie medyczne, albo małoinwazyjna procedura chirurgiczna jak sugeruje tytuł. To  francuskie muzeum lotnictwa w Blagnac, niedaleko Tuluzy. Znajdują się w nim  między innymi dwa okazy Concorde. Skojarzenia z badaniem medycznym, jeżeli je mieliście są oczywiście błędne. 

           

Młodszy syn chciał koniecznie zobaczyć to muzeum, mając w głowie wizyty w Krakowskim Muzeum Lotnictwa.
Ja już w czasie pierwszej wizyty u moich francuskich przyjaciół w 1992r, odwiedziłem zakłady Airbusa. Ponieważ byłem przedstawicielem kraju który dopiero co wyszedł z innego obozu i stanął po jasnej stronie mocy, musiałem przedstawić mój paszport do weryfikacji, a pozytywna decyzja o moim zwiedzaniu zapadłą jakieś dwa dni później. W związku z obowiązującym w fabryce  zakazem fotografowania fabryki, wszyscy musieliśmy zostawić w depozycie aparaty fotograficzne. Z podziwem patrzyłem jak ludzie kładli na ladę drogie Canony i Nikony z wypasionym obiektywami, a obsługa pakowała je do podręcznych koszyków i to bez potwierdzenia depozytu. Smartfonów jeszcze wtedy nie było. Po zakończonej wycieczce każdy zabierał swój aparat z całej kupy leżących na ladzie i nikt nie odszedł bez swojej własności. Wtedy to jeszcze wydawało mi się niemożliwe, ale czasy ( łaskawie dla nas) się zmieniają.
Wizyta w fabryce samolotów jest dalej możliwa, ale muzeum kusi chyba bardziej.

                                                                               

W sobotnie przedpołudnie zaparkowaliśmy gdzieś w tyłu budynku i skierowaliśmy się na sylwetkę Concorda stojącego na zewnątrz. Sądząc z ilości samochodów, cieszy się to muzeum sporym zainteresowaniem.

Muzeum to ogromna hala w której swobodnie mieściły się dwa solidne samoloty pasażerskie i wiele mniejszych. Na zewnątrz stały nowe modele Airbusów które ze względu na swoje parametry już by się tam nie zmieściły.  Drugi Concord się jednak zmieścił i można było wejść na jego pokład. Z  samolotów nietypowych eksponowany był przedni fragment kadłuba samolotu Airbus Bieluga którego zadaniem było przewożenie na swoim pokładzie gotowych części kadłuba wykonywanych w innym kraju, na warunkach współpracy w ramach EWG.


A tak wyglądał załadunek  gotowych  kadłubów w częściach



Byłem na pokładzie tego sławnego naddźwiękowego samolotu pasażerskiego produkcji francuskiej i powiem Wam jedno, jest ciasno. Morze wskaźników i jakichś urządzeń, a gdzieś jakby w drugim planie upchnięte fotele.

Przez założenie przeźroczystych plastików, mogliśmy zobaczyć jak skomplikowany jest twór zwany samolotem.  Kilometry przewodów, linek i wskaźników. Gdy obejrzałem kabinę  w pasażerskim A380 rozumiem jak trudno wyłapać przez pilota odczyt wszystkich informacji. Tym większy mój szacunek dla tego zawodu. No a komfort w klasie biznes wspomnianego A380 po prosu uderza. Patrząc na to, przez chwilę przynajmniej myślisz, że rzeczywiście pieniądze dają szczęście. Zwłaszcza wtedy gdy w porównuję je z moim miejscem w klasie ekonomicznej, tanich linii lotniczych którym do Francji przyleciałem.

                                            

 Wewnątrz hali znajdował się jeszcze jeden samolot pasażerski A300 oraz mniejsze samoloty  prywatne, wojskowe i specjalnego przeznaczenia.

Samoloty wojskowe i myśliwce: m.in. Mirage III, MiG-15Bis, F-104G Starfighter, Vought F-8 Crusader czy Saab J35 Draken.

Muszę przyznać, że niektóre z nich wcale nie były takie okazałe jak to widać na filmach.

                                                        

Na koniec ciekawostka 
Samolot z klocków Lego. Prawie 1.585.000 klocków  i 1750 godzin poświęcone na złożenia  tego pojazdu rodem z Gwiezdnych Wojen o wymiarach 8,90 m x  9,56 m i wysokości 2,12 m
Potęga pasji 






                                              

Nie wierzycie że to zrobili z małych klocków?
Powyżej  zbliżenie elementu

Na zewnątrz  Airbus A380, zaparkowany przy kilkukondygnacyjnym budynku z którego można było wchodzić na  poszczególne pokłady samolotu


Wróciliśmy bardzo zadowoleni z wycieczki do tego muzeum lotniczego. Mój francuski brat, wiele lat temu odwiedził muzeum krakowskie. To co mu zapadło w pamięć, oprócz oczywiście oryginalnych i historycznych maszyn to był  sposób w jaki je zwiedzał. Pojawiliśmy się tam na dwa tygodnie przed sezonowym otwarciem muzeum. Kiedyś to było chyba 15 maja.
Podłamanemu z tego powodu Ericowi powiedziałem, że to nie problem. 
Krótka rozmowa ze stróżem pilnującym kolekcji i drobny dowód wdzięczności spowodował, że Pan stróż otworzył dla nas podwoje muzeum.  Załatwiłem więc indywidualne zwiedzanie VIP. 
Okres PRL i jeszcze parę lat później charakteryzował się tym, że  nie było u nas sprawy nie do załatwienia. 
Myślę czasem o tym odbijając się od korespondencji z wirtualnym asystentem jakieś instytucji.
Ostatnio wstępną selekcję interesantów telefonujących  do  Urzędzie Skarbowego też prowadziła AI.
Rozczuliło mnie jej prosta odpowiedź na mój problem - Nie rozumiem pytania.
Poczułem jakaś dziwną więź z tą maszyną ponieważ dzwoniłem do US sam nie rozumiejąc zadanego w formularzu pytania.  
Zaliczyliśmy  samoloty stojące na zewnątrz, z wyjątkiem wojskowego transportowca który miał wyznaczone godziny zwiedzania. Potem przemykając przez sklepik z pamiątkami niczym rasowi Szkoci skierowaliśmy się do wyjścia. Tam gdzieś w domu czekał na nas basen całkiem nietematycznie z wystawą lotniczą, ale przy wysokich temperaturach, nie wybrzydzamy na brak logicznego ciągu.
Wieczorem zaś  siedliśmy do stołu na którym królowała  Saucisse de Toulouse: kultowa kiełbasa tuluska, która jest podstawą cassoulet, ale świetnie smakuje również grillowana i duszona.
W takiej właśnie grillowanej formie byłą nam podana
Informacja dla  zainteresowanych Cassoulet to flagowe danie Tuluzy. To bogata, długo duszona zapiekanka z białej fasoli, mięsa wieprzowego oraz confit de canard (kaczki).
Od sztandarowego dania odpychał nas fragment w przepisie mówiący - długo duszona.
Zamiast nad garami woleliśmy spędzić ten czas przy stole ze sobą.
A zegar odmierzający czas wizyty bezlitośnie tykał.  
To już ostania część  tej trylogii. Przynajmniej przez jakiś czas nie będę zanudzał Was francuskimi tematami. Teraz wakacje, czyli czas lekki i niezobowiązujący, a przy okazji powinien być wesoły, może nawet śmieszny.
To ostatnie jest jednak wielkim wyzwaniem, co widać obserwując poziom obecnych kabaretów.




10 komentarzy:

  1. Z radością odwiedziłabym takie muzeum, ale tam mam nieco zbyt daleko :)
    W pobliżu Bremerhaven znajduje się po drugiej stronie zatoki Nordenham, gdzie mieści się jedna z fabryk Airbusa, muzeum tutaj chyba nie ma, ale niedaleko mnie w tym roku odbywała się jakaś impreza lotnicza, niestety było to tuż przed egzaminami, więc nie wybrałam się na nią.
    Z przyjemnością przeczytałam twoje opisy.
    P.S. Mojego Canona bym nie oddała! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A oni posłusznie oddawali te swoje wypasione sprzęty. Ja miałbym taki sam dylemat jak Ty, pozdrawiam

      Usuń
  2. Zazdroszczę! Też chętnie bym się tam wybrał.
    Kabinę Concorde'a zwiedziłęm kiedyś w muzeum w Sinsheim, skąd wiem, jak bardzo jest ciasna i najeżona przyrządami. Miejsca w niej tyle, co w Maluchu - byłem tym szczerze zdziwiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem nieco zawiedziony wnętrzem Concorda który do tej pory jawił mi się jako jeden z symboli luksusu.
      Widocznie luksusem był czas. {Pozdrawiam

      Usuń
  3. Z przyjemnością przeczytałam Twój post. Boję się latać, płynąć statkiem i jeździć samochodem, dlatego nigdy nie wybrałabym się do muzeum poświęconego tym środkom transportu. W kręgu moich zainteresowań znalazłoby się muzeum historyczne, literatury, malarstwa lub rękodzieła. W czasie pierwszej wizyty w Tuluzie małżonka pewnie też Ci towarzyszyła. Co wtedy zwiedzaliście? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To żona wciągnęła mnie w tę Francję. Pierwszy raz też byłem na motocyklu ale jako pasażer.
      Jak przystało na religijnych Francuzów, pokazali nam parę kościołów, ale też kluby jazzowe i knajpki o północy. Poza tym podróżowaliśmy dalej na południe do miasta twierdzy Carcassone i nad Morze Śródziemne. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cześć Antoni. Kiedyś na przełomie wiekow byłem, wracając samochodem z kolegą ze slużbowej delegacji w ogromnym Technik Museum Sinsheim i Speyer znajdujacym się gdzieś pomiedzy Frankfurtem a Stuttgartem. Przełaziliśmy tam dobre kilka godzin, ryzykując nocną kilkunastogodzinną jazdę powrotną i wydając na bilety sporą część z zaoszczędzonych diet. Ale było warto. Pozdrawiam. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteś pasjonatem to zapraszam do Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Można pogodzić ze zwiedzaniem Kopalni w Wieliczce. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Mojemu tacie bardzo spodobałby się takie muzeum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością.. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to seksistowsko, ale to taki mały męski świat

      Usuń