- A w nowym roku jak Bóg pozwoli....
Możecie się śmiać i żartować, ale dość już naoglądałem się sytuacji kiedy wielkie plany i niepohamowane ambicje w jednej chwili pakują się do urny i lądują na cmentarzu, na którym to nic co doczesne nie jest już istotne. No być może poza tym, by granit błyszczał, ale to już plan tylko dla żyjących.
Wracając jednak do tej weselszej części planowania.
Prosimy Pana Boga o to, by może nagiął swoje plany co do naszej osoby i szczodrze sypnął łaską posiadania.
Uważajcie jednak o co prosicie ponieważ jak to powiedział znajomy ksiądz - Łaska Pańska chodzi różnymi drogami.
Pomyślałem o tym wtedy gdy usłyszałem ten dowcip :
Działo się to wtedy kiedy dobry Pan Bóg stwarzał mieszkańców ziemi, tej ziemi, zakreślał mi czasowe ramy życia.
Pan Bóg stworzył psa. Do psa powiedział :
- Będziesz biegał wokół domu, szczekał, warczał i odstraszał innych. Daję Ci 20 lat życia
- Panie- rzekł pies - 10 lat zupełnie mi wystarczy.
- Dobrze - zgodził się Pan.
Kiedy stworzył małpę rzekł :
- Będziesz fikać koziołki i robić sztuczki, aby zadowolić człowieka. Daję ci 20 lat życia
- Panie- rzekła małpa - 10 lat zupełnie mi wystarczy
- Dobrze- zgodził się Pan
Stworzył też wołu któremu rzekł:
- Będziesz pracował, orał ziemię, dźwigał ciężary i ciągnął wóz. Daję ci 60 lat życia.
- Panie - rzekła wół, wystarczy mi 20 lat
- Dobrze - po raz kolejny zgodził się Pan
Na koniec jak to już wiemy ze Starego Testamentu, Pan stworzył człowieka.
- Będziesz poznawał ten świat cieszył się nim przez 20 lat
- 20 lat? Panie Boże to za mało. Daj mi te 10 których nie chciał pies i te 10 z których zrezygnowała małpa. Wezmę też te 40 których nie chce wół.
- Na pewno tego chcesz ? - Spytał Pan - Dobrze będziesz miał.
W efekcie po 20 latach przyznanych przy stworzeniu, przez kolejne 40 człowiek zapieprza jak wół.
Potem przez 10 fika i robi sztuczki by zadowolić wnuki, a końcowe dziesięć spędza przy domu warcząc na wszystkich.

rys AI Gemini
Śmieszne, ale przy okazji przypomniałem sobie jakie osobiste doświadczenia mam z prośbami do Pana Boga. Napisałem o tym w 2008 roku, dokładnie 7 września 2008 w poście pod tytułem Znajomy Pana Boga
Ponieważ od tamtego czasu minęło już prawie 18 lat, pozwolę sobie przypomnieć ten tekst. Czynię to pod rozwagę w składaniu noworocznych zobowiązań powiązanych z prośbami o wsparcie Pana Boga.
Znajomy Pana Boga 07 września 2008
Mam się za znajomego Pana Boga. No może jest to określenie na wyrost, ale muszę stwierdzić, że mam dobre relacje z Panem.
Mam się za znajomego Pana Boga. No może jest to określenie na wyrost, ale muszę stwierdzić, że mam dobre relacje z Panem.
Pierwszy przykład jest może trochę żartobliwy.
Rzecz działa się 10 lat temu ( w 1997 roku dopisek aktualizujący). Pracowałem poza K, a z nadwyżki budżetowej modernizowaliśmy mieszkanie. Zakupiliśmy właśnie bardzo wygodne skórzane fotele, Takie, by tylko zapaść się w nich z pilotem w ręce i nic więcej do szczęścia nie potrzeba, no może piwo ( teraz wolałbym kieliszek wina). Cały tydzień poza domem, a gdy wracałem w piątek wieczorem i już miałem oddać się ulubionej czynności domatora, usłyszałem od żony:
- Jedźmy gdzieś. Cały tydzień nigdzie nie wychodziłam.
Któregoś dnia, na takie zawołanie powiedziałem wznosząc oczy w górę:
- Dobry Boże, żebym tak mógł posiedzieć w moim fotelu do bólu.
W ten weekend pojechaliśmy na narty. Już w sobotę skręciłem nogę w kolanie. Najbliższe dwa tygodnie spędziłem w moim ulubionym fotelu, siedziałem tak, aż rozbolały mnie krzyże, a nawet to miejsce gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
- Uważaj o co prosisz - żartowała żona.
Przypadek drugi uzasadnia pierwsze zdania posta.
Przypadek drugi uzasadnia pierwsze zdania posta.
Cztery lata temu ( w roku 2004 dopisek aktualizujący) miał miejsce następujący przypadek.
Nawał pracy, sprawy domowe i zwykłe wygodnictwo, albo jeszcze tysiąc innych pretekstów spowodowały, że przez kilka lat nie korzystałem z dobrodziejstwa spowiedzi. Wtedy, tak jak dzisiaj odstręczała mnie od tego sama forma. Po pierwsze mechanizm działania,
Za kratką siedzi przypadkowy ksiądz, zadający jak mi się wydaje również przypadkowe pytania. Nie wiem dlaczego najczęściej są to pytania o antykoncepcję, oraz inne równie sztampowe. Nie odpowiadała mi ten mechanizm, spowiedzi jak taśmy produkcyjnej w fabryce. Każdy z nas chciałby być potraktowany chociaż trochę indywidualnie. Zacząłem nawet szukać tej innej formy. Rozpytywałem znajomych o możliwość spowiedzi, tak twarzą w twarz. Takiej rozmowy indywidualnej o myślach, obawach, odczuciach. Chciałem by ksiądz przeznaczył mi więcej niż standardowe trzy minuty. Jak to jest trudne, doświadczyła moja znajoma, która zbyt rozgadała się w konfesjonale. Usłyszała wtedy, że to nie jest gabinet psychoterapeuty. Poczuła się zlekceważona.
Padały różne propozycje możliwości. Może ośrodki akademickie, może Beczka … może … Tak to trwało, a czas mijał.
W tak zwanym międzyczasie zacząłem odczuwać mocne dolegliwości związane z woreczkiem żółciowym. Inni zmagają się z nim przez dziesięciolecia zanim zdecydują się na operację. Ja miałem trzy poważne ataki i natychmiast zostałem skierowany do szpitala na zabieg. ( Jak się potem okazało prawie w ostatnim momencie ) Leżę więc tak po pierwszej nocy w szpitalu, a tu około 5.30 wchodzi ksiądz i pyta czy chcę przyjąć Komunię.
Kto wymyślił te godziny nawiedzania chorych? Zaspany i rozkojarzony spojrzałem na niego
- Nie mogę - odpowiedziałem - nie byłem u spowiedzi.
- Może chciałby się pan wyspowiadać ? - spytał
- Może chciałby się pan wyspowiadać ? - spytał
- Może mógłbym.
- Przyjdę wieczorem - powiedział i wyszedł.
- Przyjdę wieczorem - powiedział i wyszedł.
Leżałem samotnie w trzy osobowej sali, która tego dnia miała tylko jednego pacjenta, mnie.
Przyszedł późnym wieczorem. Był to młody ksiądz od Bonifratrów. Od razu sprawiał wrażenie inteligentnego ideowca, co się zresztą potwierdziło. Byłem trochę zmieszany.
- To jak mam to zrobić ? uklęknąć ?
- Nie trzeba – rzekł – Zamkniemy drzwi, niech Pan siądzie naprzeciw i mówi. Mamy dużo czasu. Rzeczywiście spędziliśmy tak około godziny. Była to forma klasycznej rozmowy, bez gróźb i połajanek do których zdążyliśmy się przyzwyczaić i chyba przestawały robić na nas wrażenie.
- Nie trzeba – rzekł – Zamkniemy drzwi, niech Pan siądzie naprzeciw i mówi. Mamy dużo czasu. Rzeczywiście spędziliśmy tak około godziny. Była to forma klasycznej rozmowy, bez gróźb i połajanek do których zdążyliśmy się przyzwyczaić i chyba przestawały robić na nas wrażenie.
Opisywana sytuacja często wychodziła poza klasyczną spowiedź. Dokładnie tak jak chciałem, dokładnie tak jak sobie wymyśliłem.
Nie będę tu już czepiał się okoliczności i miejsca spowiedzi. Nie mogę być drobiazgowy. W końcu różnymi drogami chodzi Wola Boża .
Tylko żona od tego czasu mówi : Myśl o co prosisz. Już dwa razy Ci się spełniło
Poniżej króciutki wiersz który napisałem po tamtym wydarzeniu
Wątpię czasem w istnienie Boga.
Podważam dogmaty
Żeby za chwilę wystraszyć się swych myśli
I skrywać za filarem kościelnej nawy
Ze wstydu przed Nim
A ja jakiem mam plany na ten rok?
Tylko żona od tego czasu mówi : Myśl o co prosisz. Już dwa razy Ci się spełniło
Poniżej króciutki wiersz który napisałem po tamtym wydarzeniu
Wątpię czasem w istnienie Boga.
Podważam dogmaty
Żeby za chwilę wystraszyć się swych myśli
I skrywać za filarem kościelnej nawy
Ze wstydu przed Nim
A ja jakiem mam plany na ten rok?
Cieszyć się radością życia i obecnością w nim wnuczki. Oczywiście jak Bóg pozwoli









