03 marca 2026

Albo jesteś Niemcem, albo tylko podążasz za modą

Moja ciocia z Ameryki ma samochód na guziki - śpiewałem będąc gówniarzem. Ponieważ miałem w Ameryce ciotkę, byłem jakby do tego uprawniony. W latach 60- tych auto na guziki jawiło się jako coś fantastycznego. Niestety korzyści z amerykańskiej ciotki nie miałem, no może poza jedną paczką która przyszła na święta. W pudełku była szynka i boczek z puszki. Była też czekolada co zapamiętałem chyba przez tą wyjątkowość i jednorazowość przesyłki. W zamian za to ojciec musiał wytrzymać opieprz jaki rodzona siostra z Chicago urządziła mu w trakcie jednego z jej pobytów s starym kraju., Podobno był za mało rodzinny. W jej ustach rodzinny był synonimem słowa pokorny. Tak więc rodzinność dla niej wiązała się z uległością wobec kogoś, komu się za tą wielką wodą udało. Ojciec pozostał sobą, a więc paczki czy też kartki świąteczne z dwoma dolarami wewnątrz nie przychodziły. Szybko i ja nabrałem honorowego dystansu wobec rodaków z zagranicy, a nawet przez pewnie czas do wszystkich cudzoziemców. Z czasem wyłączyłem z tego dystansu cudzoziemców, a to za sprawą dwójki uroczych Francuzów z którymi od prawie 40 lat mamy fantastyczne, lepsze niż rodzinne relacje.
Z czasem chciałem poprawić relacje z amerykańską rodziną, podczas goszczenia w kraju córki owej ciotki. Kuzynka gościła w naszej górskiej chałupie, a przyjmowana była po staropolsku, bo i jak ojciec chciałem pokazać, że tu sobie jakoś radzimy. Pokaz wypadł chyba doskonale, bowiem po powrocie do USA kuzynka zerwała ze mną wszelkie relacje. Jak już kiedyś wspomniałem ludzie chcą wiedzieć, że ci się dobrze powodzi, ale nie lepiej od nich.
Wtedy już praca na czarno na budowie z "Meksykanerami" ( jak mówią Polonusi) czy nocna praca w amerykańskiej piekarni nie była już taka prestiżowa, a 10 dolarów znaczyło coraz mniej. Kiedyś wystarczało na parę Wranglerów, teraz taka para spodni kosztuje u nas w przeliczeniu na dolary już ponad 100 dolarów. Szwajcarzy producenci serów nie chcieli eksportować tam swoich wyrobów, ponieważ twierdzili, że przeciętny Amerykanin nie rozróżni smaku dobrego szwajcarskiego sera od kostki mydła. Dowodzi to tego, że nie tylko ja jestem do tej Great Ameryki uprzedzony.
Ostatnie wydarzenia polityczne w tym kraju potwierdzają jakby te szwajcarskie obawy i to ze znacznym rozszerzeniem. Uważam, że amerykanie w ogóle mają problem z rozróżnienie dobra od zła, ponieważ n pierwszym planie jest zawsze tak zwany big deal.
I teraz wracam do tytułu tego tekstu.
Zszokowałem się totalnie gdy w Gazecie trafiłem na artykuł zatytułowany :
"Wietrzysz w domu? Albo jesteś Niemcem, albo podążasz za nową modą."
Dalej też ciekawie:
" Ktoś robi to codziennie bez zastanowienia, a dla kogoś innego to nowa moda z Internetu. Dlaczego amerykańskie media zajmują się otwieraniem okien w domu?
Zaczęło się od filmów na platformach społecznościowych. Osoby promujące zdrowy styl życia otwierają okna i tłumaczą, że to zwyczaj praktykowany w Niemczech, a czynność nazywa się „lüften", czyli wietrzyć. Robi się to przez cały rok, także w mroźne dni - pouczają influencerzy. Zwyczaj polega na otwieraniu okna lub okien na kilka minut raz lub dwa razy dziennie. Można stosować też wietrzenie uderzeniowe -„Stoßlüften", wtedy otwiera się na raz więcej okien.
„Lüften" stało się w USA viralem, pojawiało się w dziesiątkach tysięcy postów na Tik Toku, Instagramie i Meta.."
Przetarłem oczy ze zdumienia. Czy potraficie w to uwierzyć?
I trochę dalej:

"Wymiana domowego powietrza na świeże skojarzyła się komuś z usuwaniem powietrza z brzucha niemowlęcia. Po karmieniu dziecko trzyma się pionowo, aż mu się odbije. Tak powstało angielskie określenie na wietrzenie domu „house burping", czyli odbijanie domu. "


Dla dociekliwych i na dowód, że nie są to moje chore fantazje, zamieszczam pod tekstem link do artykułu w Wyborczej.
Sprawdziłem w Internecie. Serwisy internetowe pełne są rolek w których to ludzie z fascynacją mówią o zaletach wietrzenia domu.
Kiedy byłem w pierwszych klasach szkoły podstawowej, a działo się to jeszcze za rządów towarzysza Władysława Gomułki, na lekcjach przyrody omawialiśmy zalety i sposoby wietrzenia w domu. Dowiedzieliśmy się jak rozkłada się w pokoju ciepłe i zimne powietrze i jak długo wietrzyć zimą.
Wietrzenie stało się naszą codzienną czynnością, choć niektórzy musieli do tego przekonywać swoich rodziców. Wtedy jednak zawód nauczyciela cieszył się odpowiednim szacunkiem i wystarczyło powiedzieć, że pani w szkole tak kazała. Rzeczywiście było kiedyś w naszym kraju inaczej.
Profesor doktor Wiktor Zin w ramach programów w TV rysował perełki architektury piórkiem i węglem, stąd tytuł tego programu. Kiedyś tym swoim węglem naszkicował starą chłopską chatę. Mówił o ogacaniu jej na zimę w ten sposób, że nie dało się otworzyć okien aż do wiosny. Profesor pozwolił sobie wtedy na taki komentarz:
- Ale wiadomo, że ze smrodu jeszcze nikt nie umarł, a ze świeżego powietrza się zdarzało.
Oczywiście w ustach Profesora był to sarkazm, a chata była z XVIII czy XIX wieku.
Jeżeli mieliście jeszcze jakieś kompleksy wobec tego wielkiego kraju za równie wielką wodą, to po przeczytaniu cytowanego artykułu powinny Was opuścić wszelkie wątpliwości.




14 komentarzy:

  1. Jeszcze troszkę, a będą nas przekonywać, że myć się warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo odwrotnie. W zaleceniach dla ludzi w moim wieku czytam, że kąpiel tylko raz najwyżej dwa razy w tygodniu. Jakże odrzucić tak nagle wartości które wyznawałem dotychczas?

      Usuń
  2. Aj, wietrzenie pokoju przed snem było u nas w rodzinie normą od zawsze. Mam to we krwi do dziś, z tym, że wietrzę także rano, po nocy. Muszę doszukać się jakiś niemieckich przodków:)
    Amerykanie zawsze wydawali mi się dziwni a teraz to wrażenie narasta lawinowo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wietrzenie czy poranne wypuszczanie kotów celem oszczędzenia na wymianie kuwety przy -15 ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez względu na temperaturę wietrzę nie patrząc na temperaturę. Przy dużych mrozach również, może trochę krócej. W szkole uczyli nas , że świeże powietrze szybciej się nagrzewa.
      Co zaś się tyczy kota, to moja wychodząca kotka nie szła na kompromisy i przy -15 załatwiała szybciutko swój problem na zewnątrz.

      Usuń
  4. Jestem fanką świeżego powietrza choćby ono i spod stodółki było. Okna otwarte od marca do listopada na full a pozostałe trzy miesiące po pół dnia. Może to i niemieckie albo amerykańskie ale mi pasuje. A co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy mieszkałem w bloku, też miałem w zimie uchylone okno. Od czasu gdy mam własny piec do CO i licznik gazowy, zimowe wietrzenie jest już bardziej przemyślane, ale jest

      Usuń
  5. Ta cała opowieść o paczkach z Ameryki, relacjach rodzinnych i pracy za granicą daje świetny kontekst do dzisiejszego artykułu o wietrzeniu domu. I masz rację — trochę szokujące, że coś tak podstawowego jak otwieranie okien stało się viralem w USA! „House burping” brzmi po prostu komicznie 😅. A jednocześnie pokazuje, jak różnie traktuje się codzienne czynności w różnych kulturach.

    Dla mnie największe wrażenie robi to połączenie historii osobistej z tym globalnym fenomenem — naprawdę wciąga i zmusza do refleksji, ile rzeczy, które u nas są normalne, dla innych może być nowością albo „trendem”.

    Czy Ty też czasem masz wrażenie, że nasze codzienne zwyczaje, które są takie naturalne, w innych krajach nagle stają się sensacją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co rusz czytam o tym że gdzieś daleko dziwią się naszymi zwyczajami lub gestami. Ostatnio dowiedziałem się, że w krajach arabskich podniesiony kciuk wcale nie znaczy OK, a jest formą obelgi.
      Jak to mówią co kraj to obyczaj.

      Usuń
  6. Kuzyn, który studiował w USA, zawsze twierdził, że przeciętny Amerykanin, według europejskich standardów kwalifikuje się na kompletnego debila. Ponieważ z racji zawodu i miejsca pracy znam wielu Amerykanów, przez długi czas tak wcale nie uważałem. Owszem, mają klapki na oczach, owszem, poza biznesem i bronią nie znają się absolutnie na niczym, owszem, są prości jak wędzisko od spinningu, ale nie są idiotami! On popatrzył tylko na mnie z politowaniem i stwierdził:
    - Chłopie, ale przeciez ty nie znasz ani jednego prawdziwego Amerykanina! Ty znasz tylko menadżerów, inżynierów i naukowców! To jest absolutna elita!
    I coś w tym jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to geny po ojcu, ale nigdy jakoś Ameryką nie zachwycałem się. Teraz zrozumiałem powody.

      Usuń
  7. Cześć Antoni. Profesor Zin w podobnym odcinku przedstawiał relacje podróżnika muzułmanina, który opowiadał o polskiej wiejskiej chacie, co w zapisie w staropolskim brzmiało mniej więcej tak: "W sieni tej chaty stała wielka beczka zepsutej kapusty i z onej beczki fetor dobywał się straszny". Założę się że tam też okien nie otwierano bo kapusta pewnie by zmarzła :))) Pozdrawiam. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu relacji tego podróżnika minęły setki lat. Pamiętam piwnice w bloku w którym dorastałem. Z każdej komórki dobywał się ten kwaśny smród.

      Usuń