10 marca 2026

Moja Wenecja

Ech te wspomnienia
Jakiś już czas termu Ultra swoim tekstem o krakowskich ulicach zainspirowała mnie do wspomnień na temat światowych miejsc, zamkniętych na terenie Krakowa. Z jednym z nich mam spore i nawet szalone przemyślenia.
A wszystko to było tak.
Kiedyś jak wiecie pojawiły się spore trudności w poruszaniu się mojej żony. W zasadzie to nie trudności, ale jakaś boska ( nie boska ?) ręka wykreśliła z katalogu jej funkcji życiowych  chodzenie jako takie. Pozostał nam tylko wózek, a więc znacznie ograniczyły nam się możliwości podróżowania w celach turystycznych. Powstała cała lista miejsc do których planowaliśmy pojechać, a teraz ze względu na te niedogodności pewnie już nie pojedziemy.
Odpuściliśmy więc piaski gorącego Egiptu czy Turcji, ale prawdziwy ból pojawia się gdy wspominamy Wenecję. W tym przypadku mieliśmy już bowiem twarde postanowienie wyjazdu.
Być zmoże zbyt cieszyliśmy się z naszych planów,  bowiem przewrotny los zamieszał w tym garnku.
Tak więc wyjazd do Wenecji utknął na liście tych niezrealizowanych i bez szans na realizację.
Byłem w młodości w tym mieście kanałów i wiem jak trudno wchodzić na mosty rozparte nad ich brzegami, a co dopiero wepchnąć tam wózek.
Jako napęd tego wózka musze brać własne możliwości fizyczne pod uwagę.
Jestem jednak  wyznawcą zasady - nigdy nie mów nigdy, szukałem rozwiązania tego problemu w jakiś innowacyjny i rozsądny sposób.
Natchnienie przyszło gdy przechodziłem ulicą Krupniczą i po lewej stronie zobaczyłem tabliczkę z nazwą ulicy, Wenecja.
Może to dobry los sam skierowało moje kroki w to miejsce. Przecież nic palącego nie miałem tam do załatwienia.
Wtedy też wpadł mi do głowy ten szalony pomysł.
Miejsce na chodniku po lewej stronie wydało mi się odpowiednie.


A gdyby tak w jakimś przyjemnym fragmencie ulicy postawić stolik. Taki nieduży, taki jakie stoją przed włoskimi kawiarenkami. 

Jakieś delikatne przekąski. Co się jada w Wenecji?
Może "Baccalà mantecato" – pasta z dorsza podana na bagietce
lub "polencie Mozzarella in carozza" – małe mozzarelki smażone w panierce.
Ot drobiazg, nic wielkiego, a do tego jakieś białe musujące wino, aby stuknąć się kieliszkami w Wenecji, tak jak planowaliśmy.
A może tylko coś słodkiego jak na przykład narodowe ciasto Wenecjan -  "Frittelle"
Ciasto to  zostało wynalezione przez Bartolomeo Scappiego, osobistego kucharza papieża Piusa V. W XVIII wieku „frittelle” uważano za narodowy deser Republiki Weneckiej.  
No i kawa boć to Włochy
W Wenecji najlepiej zamawiać klasyczne, mocne espresso, mówiąc w barze „un caffè”. Jest to zazwyczaj intensywna mieszanka arabiki z r obustą, serwowana w małej filiżance (25-30 ml) z gęstą cremą.
Jestem w stanie powtórzyć to kelnerowi, ale jak znam siebie zamówiłbym doppio (podwójną).
Oczywiście ze względów organizacyjnych menu byłoby wcześniej uzgodnione w jakiejś  knajpce która podeśle razem z daniami odpowiednio ubranego kelnera.
Mój pomysł zabrania żony w to miejsce przebiegałby w absolutnej tajemnicy i stanowił niespodziankę.
Mój umysł pracował na najwyższych obrotach i kiedy  już dopracowywałem szczegóły, pojawiły się pierwsze wątpliwości
Po pierwsze, przedstawiciele knajpek z włoskim klimatem dość sceptycznie podchodzili do tego pomysłu. Poza tym, ileż by tu by wziąć za taką maskaradę. W dwóch miejscach zaczęto mnożyć problemy, które rosły jak ciasto na pizzę.
Po drugie trzeba liczyć się  choćby z wizytą straży miejskiej, bo przecież zajmuje się dla celów prywatnych przestrzeń publiczną
Już widzę te tłumaczenia przy zdobywaniu odpowiednich pozwoleń.
No i alkohol. Bez względu czy to Szampan, czy włoskie Prosecco, to istnieje zakaz spożywania  procentów w miejscach publicznych. Ilość spożytego alkoholu tez nie ma tu żadnego znaczenia.
Trzeba by też liczyć się z trollowaniem i chamskimi docinkami zdrowej części naszego narodu. Dla niektórych każdy indywidualizm, jest powodem do obywatelskiej reakcji i przeciwstawieniu się  potencjalnemu złu.
A gdyby jeszcze w menu tak niechcący pojawiły się ośmiorniczki ?
W tym kraju, ośmiorniczek się nie wybacza.
Odłożyłem w końcu ten pomysł do archiwum w dziale "zwariowanie i takie sobie". Liczyłem na to, że nasiąkniemy zachodnią tolerancją, a tu dzieje się zupełnie odwrotnie.
Póki co pozostały mi marzenia, a marzenia to z reguły takie plany które są bez szans na realizację.
Sztuczna Inteligencja  wykreowała mi taki kolaż sytuacyjny do niniejszego tekstu.

Para na zdjęciu powyżej jest zdecydowanie starsza, ale być może AI chce mi powiedzieć, abym nie tracił nadziei. Żebym wierzył w mądrość ludową która mówi - co się odwlecze to nie uciecze. 

PS

Póki co mam prośbę. Nie informujcie o niczym mojej żony. W oczekiwaniu zaś na szczęśliwy uśmiech losu pozostawiam jeszcze jedno, choć nieco  inne spojrzenie na Wenecję 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz