24 lutego 2026

Gra ciałem, albo kartka z kalendarza

Marudom na narzekania, że znowu tylko o tych nartach, zdecydowanie odpowiadam - nie tylko.

Piątek 20 lutego 2024r.

Spojrzałem na prognozę pogody i doszedłem do wniosku, że to chyba ostatnie chwile na ośnieżone stoki narciarskie. W weekend planowane są obfite opady deszczu, a w połowie przyszłego tygodnia  trafi nam się pogoda do 15 stopni na plusie. Szybko też doszedłem do porozumienia z synem. Ja emerycki wolny ptak, on obywatel korpo, ale na małym jednodniowym urlopie. Cóż więc zabroni nam  tego kontaktu z przyrodą?  Przyrodą dziką mroźną i męską, chociaż co trzeba dodać uczciwie, kobiety stanowią na  stoku prawie 50 procent szaleńców.  Oczywiście  szaleńców w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Anglicy mają na to swoje określenie - freak, my od biedy możemy powiedzieć - pasjonaci.
Tradycyjnie wczesnym rankiem, jeszcze przed wschodem słońca wyruszyliśmy na spotkanie z przyrodą. Tym razem nasz azymut wyznaczała stacja narciarska Czorsztyn Ski w Kluszkowcach.
Mam dziwny sentyment do tego miejsca. W czasach gdy posiadaliśmy starą chałupę w Gorcach,  odwiedzaliśmy ten stok regularnie, a już obowiązkowo zimową porą. Nie byłem tam jednak od ponad piętnastu lat, a więc targała mną ciekawość, taka sama jak oczekiwanie na aktualne zdjęcie byłej dziewczyny na Naszej Klasie ( pamiętacie ten czas i to uczucie ?)
Będzie czego żałować, czy nie będzie ?
Stacja narciarska rozbudowała się zdecydowanie i to na plus. Kiedyś dominowały wyciągi talerzykowe, przy których pysznił się tylko jeden kanapowy. Teraz narciarzy wywożą trzy kanapy, a talerzyki służą tylko najmłodszym.
Wszystko poszło sprawnie. Przy słonecznej pogodzie i kilkustopniowym mrozie, pozjeżdżaliśmy jak to mówią do bólu. Bólu jednak z powodu regularnego korzystania z roweru treningowego nie doświadczyłem. Ta metoda wzmocnienia nóg działa rewelacyjnie, a ja mogłem cały czas dotrzymywać kroku młodszemu synowi.
Nawet na takiej jednej nowej trasie, tak stromej, że zjazd na niej przypominał walkę o życie.
Udało mi się zjechać, oszczędzając tyłek.


                                                       

Kiedy zbieraliśmy się do domu, adrenalina zaczynała ustępować miejsca dopaminie i w takim właśnie nastroju wróciłem do domu. Stan ten trwa jeszcze w sobotę, kiedy piszę ten tekst.
Młody przygotował króciutki filmik który mam nadzieję, że tym razem odpali. Co prawda Młody promuje tu raczej siebie, ale wnikliwy obserwator zauważy też moje narty. Klimat zaś i otoczenie było dane nam wszystkim.


                                         
                                                     

W  sobotę temperatura wskazywała już 9 stopni na plusie i zaczęła się plucha. To było powodem mojej radości, że mieliśmy dość siły i samozaparcia, by wstać po piątej rano i gnać te 140 kilometrów  w stronę gór Jak wspomniałem już wyżej, mogłem z dużą swobodą przyjmować właściwe pozycje ciała w trakcie  jazdy na nartach. Jak się komuś wydaje że to tylko statyczne zjeżdżanie na deskach to się grubo myli. To walka z prawami przyrody, gdy czasem wykorzystuje się jej siły, a czasem próbuje z nimi 
walczyć. Tym razem jedno i drugie udało czynić wyjątkowo skutecznie.
Można powiedzieć, że była to taka gra ciałem na własny użytek.
W końcu narty to jakiś sport w którym  definicja określenia "gra ciałem" ma różne znaczenie w zależności od dyscypliny sportu. 
I tak w przypadku piłki nożnej, gra ciałem to technika wykorzystywania tułowia, ramion i nóg do ochrony piłki, zastawiania się, wygrywania pojedynków jeden na jeden oraz mylenia przeciwnika (zwody).
W koszykówce zaś (gra ciałem) to kluczowy element obrony i ataku, który musi mieścić się w ramach legalnej pozycji obronnej i zasad "cylindra
Nie wszystkim jednak gra ciałem wychodzi na zdrowie. W sporcie to kontuzje fizyczne i innych dziedzinach dochodzą uraz psychiczne.
Jest taki sport, a w zasadzie styl bycia, gdzie gra ciałem jest natychmiast zauważana, nagłaśniana i krytykowana. To celebryci.
Poniżej kilka artykułów potwierdzających moją tezę.

                                                        


                                                              


                                                          

Pomyśleć, że tym biedaczkom dla lepszego uprawiana gry ciałem nie wystarczy tak jak mnie rowerek, kilka skłonów i obrotów ciała. One  do tego zaprzęgły cały sztab ludzi z medycyną estetyczną włącznie.
A potem co ? Ludzie obejrzą, a zamiast pochwalić skrytykują. 
I czyż nie powinniśmy, choćby z tego powodu współczuć obecnym  celebrytom ? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz