17 lutego 2026

Dzień jak co dzień, a jednak inny od poprzedniego

Znajomi chcą wiedzieć, że nam się dobrze powodzi.  Dobrze, ale w żadnym wypadku  nie lepiej od nich.  Kochani, idąc za tą życiową mądrością, zamieszczam dziś opis jednego z moich lutowych dni.
Obudziłem się wcześnie, jak zresztą każdego dnia. Świątek, piątek i niedziela wstaję o tej samej godzinie. Co to znaczy przyzwyczajenie. Ponieważ nie chciałem zrywać z łóżka żony, zaległem w ciepłej pościeli jeszcze na chwilę. Umysł jednak zdążył już włączyć się do życia i zaczął podrzucać mi plan dnia. Dodatkowo pojawiły mi się i inne takie sobie rozważania w stylu - dobrze coś zrobiłeś czy nie dobrze ? Miło zacząć dzień od pochwały, a ponieważ nie było nikogo wokół mnie sam siebie pochwaliłem za rozsądne gospodarowanie budżetem. Nie ulegam pokusom, promocjom i jak mówił Pan Peresada z "Siekierezady", nie wydaję pieniędzy na jakieś majonezy.
Połechtany mile tym autokomplementem,  zebrałem się w sobie. Zrobiłem nawet kilka skłonów i przysiadów więcej niż zazwyczaj, a zaraz potem  przystąpiłem do golenia zarostu. Robię to regularnie dzień w dzień, bez względu na to czy mam w tym dniu wychodne czy nie. Kiedy robiłem śniadanie, do okna w kuchni zaglądały ptaszki, tak jakby sprawdzając czy o nich przypadkiem nie zapomniałem.
Nie zapomniałem, ale sikorka to nie kot by ją karmić już  nad ranem.
Po pierwszej  kawie sypnąłem ziarna słonecznika sikorkom, naciągnąłem mocniej czapkę na głowę i wsiadłem do samochodu. Przywitał mnie pisk kontrolera ciśnienia w oponach. Zimą, zwłaszcza przy temperaturach poniżej -10 stopni to rzecz  zupełnie normalna. Rozmawiałem nawet o tym wczoraj z synem, ponieważ i u mnie i u niego zapiszczało koncertowo. On dopompował koła, a ja nie zdążyłem.
Spoko, pomyślałem, dzisiaj też jest -12 stopni. Niestety, ale starcza potrzeba sprawdzania wszystkiego po kilka razy zatriumfowała i tym razem.
Wylazłem z auta i omiotłem  wzrokiem opony, oceniając ilość sprężonego w nich powietrza. Wszędzie było w miarę i już miałem wracać do środka, kiedy coś błysnęło mi na boku jednej z opon.
Pochyliłem się niżej. Tylna lewa opona posiadała  coś co normalnie nie powinno się tam znaleźć. Srebrny wkręt wystawał  złowieszczo z gumy. Połowa była elegancko wciśnięta, a  druga połowa wystawała na zewnątrz. Ponieważ do najbliższego zakładu wulkanizacyjnego miałem ok 5 km, a w oponie było jeszcze powietrze, zaryzykowałem jazdę. W tym dniu miałem bowiem kilka spraw nie cierpiących zwłoki.
Dzięki bogu skończył się już okres wymiany opon z letnich na zimowe, a więc bez czekania skierowano mnie na stanowisko.
Kiedy pracownik zakładu zdjął oponę, skrzywił się i rzekł:

- Spytam szefa, ale uszkodzeń w tym miejscu nie naprawiamy.

Szef był tego samego zdania. Śruba tkwiła w dziwnym miejscu. Ani to bieżnik, ani bok opony. To tak ładnie na styku tych powierzchni, czyli tam gdzie opona pracuje najbardziej.
Na styku splotu stalowego i  oplotu sznurkowego.

                                                                                                  

- Trzeba będzie kupić nową oponę. Zapraszam do biura. Może Pan u nich zamówić.

Troskliwy człowiek z obsługi spytał ile lat jeżdżę na tych gumach, bo może trzeba wymieniać do pary.

- Dopiero drugi sezon, a więc pewnie nie mają jeszcze przejechanych nawet 10 tysięcy kilometrów.

- To dobrze bo przy większych przebiegach sugerowałbym wymianę dwóch.

Spodobało mi się  nawet,  że nie straszą, a jedynie sugerują. Dla mnie jednak bezpieczeństwo jest ważne. Zamówiłem, zostawiłem kapcia w warsztacie, a uzbrojony w tak zwaną dojazdówkę wyruszyłem w miasto. Guma nie guma, a tu trzeba  załatwić listę spraw i to w danym dniu.
Dojazdówka to opona o mniejszych rozmiarach i możliwościach. Maksymalna szybkość na takiej oponie to 80 km/godz o czym informują specjalne naklejki na feldze. Poza tym to dojazdówka to  opona letnia, bo o ile wiem nikt nie robi wersji zimowej.
To było pierwsze użycie tej dojazdówki. Kupiłem ją zaraz po nabyciu samochodu, a ten firmowo wyposażony był w zestaw do klejenia na drodze, czyli wpuszczanie w razie potrzeby pod ciśnieniem takiego uszczelniającego świństwa z którym nie chcą mieć potem nic wspólnego wulkanizatorzy

                                                                                       

Jeżdżąc delikatnie i ostrożnie załatwiałem sprawy. Dotarłem z powrotem do warsztatu około 13.30.
Fachowcy wymienili koło i tak dojazdówka wróciła to plastikowego pokrowca, a nowa opona na oś.
Rachunek zamknął się kwotą 500 zł-. Jak to mówią, nie jadł nie pił.
Wróciłem do domu z takimi oto przemyśleniami, bo każda sytuacja w życiu wywołuje w człowieku potrzebę analizy i wyciągnięcia wniosków
  • Po pierwsze. Tak dziwne miejsce uszkodzenia koła, przy odrobine czarnowidztwa wskazuje na czyjś akt dywersji  czyli celowe wkręcenie tam śruby.
  • Po drugie. Po raz kolejny przekonałem się, że nie ma co cieszyć się z jakiejś górki w oszczędnościach, ponieważ przewrotny los zaraz znajdzie dziurę do zasypania ową zaoszczędzoną forsą.
Z wiadomych powodów starałem się nie myśleć o tym, że jest jeszcze takie jedno takie popularne przysłowie. Brzmi ono tak - Nieszczęścia chodzą parami.
Na koniec chciałbym odeprzeć ewentualne zarzuty o to, że zacząłem praktykować  starcze skąpstwo.  Ponieważ obecnie najlepiej przemawia do nas mem,  niechaj więc ten mem przemówi:


                                                                               

I to by było na tyle, jak mawiał profesor  mniemanologii stosowanej  Jan Tadeusz Stanisławski 



10 komentarzy:

  1. Nie dziwię się, że wolałbyś wydać tę pięćsetkę na wnuczkę, a nie na oponę, która została przebita przez jakiegoś złośliwca. Wierzę, że dzisiejszy dzień będzie wyśmienity, bo tego Wam życzę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może moje dni nie są wyśmienite, ale cieszę się, że zwykle okazują się takie w sam raz. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Pokazujesz, jak wiele drobnych zdarzeń potrafi wypełnić jeden dzień i jednocześnie go wykończyć 😬.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych zdarzeń jest w naszym codziennym życiu tyle, że tylko bohaterowie filmu potrafią bezbłędnie odpowiedzieć na pytanie w stylu - Co pan robił 26 sierpnia pomiędzy godziną 12.00 a 20.00 ? .
      Ja miałbym z tym kłopot. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Patrz pan. Zwykła opowieść na temat opony, a ja się wciągnąłem. Jak to dobrze, że nie mam już samochodu, bo majątek na to idzie cały. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Istotnie, mógł to być akt dywersji, ale mogło to być również przypadkowe najechanie na wystający wkręt. Sam fakt, że tkwił pod kątem i nie był do końca wciśnięty sugeruje takie zdarzenie. Gdyby ktoś chciał Ci zrobić na złość, zapewne wkręciłby go do końca, żebyś zbyt łatwo go nie zauważył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym sabotażem to tylko taka nie udokumentowana myśl, a wszystko to samo życie. Pozdrawiam

      Usuń
  5. O, proszę. A ja babcią nie jestem, wnuków nie mam, więc nadal mogę nie mieć na lody? 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to wolny kraj. Byleby nie jak w dowcipie:
      - Tato, tato kup mi lody. Tato kup mi lody !
      - A ty gówniarzu myślisz, że ja też nie zjadłbym lodów? Niestety pieniądze mamy tylko na wódkę.
      Pozdrawiam

      Usuń