Nie wiem z jakiego powodu zwykłe chlanie nazywa się ostatnio "Kulturą nadmiernego spożycia alkoholu". I co to w ogóle ma wspólnego z kulturą ?
Wino poprzez swoja tajemniczość i różnorodność zainteresowało mnie z wielu stron, a nie jedynie z powodu samej konsumpcji. Pomijając wszystko, twierdzę, że rozsądna degustacja wina wpływa na ogólną kulturę.
Preferujący wódkę lub (i) piwo mają za złe picie przez innych wina. Atakują ich gusta, za zły smak, kwasowość płynu i ileś tam jeszcze wymyślonych jego mankamentów.
Bardzo rzadko zdarza się odwrotna reakcja.
Zaraz po zamieszkaniu w nowym (dla nas) domu, zbliżyliśmy się towarzysko z sąsiadami. Niektórzy byli bardziej biesiadni inni mniej.
Zaprosiłem kiedyś z rewizytą jednych z nich, pamiętając, że dwoje z nich pije wódkę, a jedna piwo. Dobrze schłodzone trunki znalazły się na stole do wyboru. Nie zapomniałem rzecz jasna o gospodarzach. Dla żony przygotowałem białe wytrawne wino, dla siebie wytrawne czerwone.
Już przy pierwszym kieliszku spotkałem się z zarzutem, że lekceważę gości nie pijąc wódki. Wytrzymałem jeszcze dwie zaczepki i powiedziałem:
- Drogi sąsiedzie. Spotkaliśmy się tu, aby porozmawiać, pośmiać się i dobrze bawić. Biorąc pod uwagę zwłaszcza to ostatnie przygotowałem dla każdego z nas to co lubi, to co sprawia mu przyjemność już podczas picia. Lubisz wódkę, masz wódkę. Tak samo Twoja siostra i żona maja wybór. My lubimy wino i to lejemy do własnych kieliszków. Dlaczego zabraniasz nam wyboru?
Nie zmuszam Cię do picia wina, więc z jakiego powodu ty zmuszasz mnie do konsumpcji wódki?
- Bo nie piejmy równo - odpowiedział.
- A więc tu Cię boli sąsiedzie drogi. Z przeliczenia na 40 procentową wódkę jedna butelka wina to ćwiartka wódki o stężeniu 40%. Patrząc na butelkę Twoja i moją butelkę, to jesteśmy na podobnym stopniu konsumpcji, a obaj pijemy to co lubimy.
Nie wiem czy przekonałem go do końca, bo w kwestii alkoholu jest podobnie jak z polityką. W tym kraju nikt nikogo do niczego nie przekona, a jedynie zwiększy urazy.
Postanowiłem obniżyć nieco temperaturę naszych relacji, Po śmierci sąsiada reszta towarzystwa zaakceptowała w końcu nasze "dziwactwo" W końcu dobrze żyć zgodnie z sąsiadami.
I oto właśnie chodzi, o akceptację. W końcu alkohol ma być tylko i wyłącznie dodatkiem do towarzyskich spotkań, a nie jego głównym celem .
- A więc tu Cię boli sąsiedzie drogi. Z przeliczenia na 40 procentową wódkę jedna butelka wina to ćwiartka wódki o stężeniu 40%. Patrząc na butelkę Twoja i moją butelkę, to jesteśmy na podobnym stopniu konsumpcji, a obaj pijemy to co lubimy.
Nie wiem czy przekonałem go do końca, bo w kwestii alkoholu jest podobnie jak z polityką. W tym kraju nikt nikogo do niczego nie przekona, a jedynie zwiększy urazy.
Postanowiłem obniżyć nieco temperaturę naszych relacji, Po śmierci sąsiada reszta towarzystwa zaakceptowała w końcu nasze "dziwactwo" W końcu dobrze żyć zgodnie z sąsiadami.
I oto właśnie chodzi, o akceptację. W końcu alkohol ma być tylko i wyłącznie dodatkiem do towarzyskich spotkań, a nie jego głównym celem .
Po co przywołuje te procentowe wspomnienia?
Od początku prowadzenia tego bloga ciepło piszę o degustacji wina. Z rozsądkiem i umiarem.
Teraz chcę napisać o przełamywaniu rutyny.
Czytający mój blog wiedza, że piątek godzina 17.00 to ten magiczny czas kiedy zaczynam przygotowywać stół na piątkową degustację. To raczej taka kolacja z winem, chociaż nieco skromniejsza w oprawie. Świeża bagietka, kabanos, kilka rodzajów dobrego sera i wino.
Teraz chcę napisać o przełamywaniu rutyny.
Czytający mój blog wiedza, że piątek godzina 17.00 to ten magiczny czas kiedy zaczynam przygotowywać stół na piątkową degustację. To raczej taka kolacja z winem, chociaż nieco skromniejsza w oprawie. Świeża bagietka, kabanos, kilka rodzajów dobrego sera i wino.
Jak wspominałem, białe delikatne z owocowym aromatem dla żony. Czerwone, zdecydowane w smaku średnio ciężkie z dającym się wyczuć aromatem suszonej śliwki, wanilii czy czarnej porzeczki, ale też czekolady, czy pieprzu.
Od lat trwa ta celebracja piątkowego wieczoru i ta długotrwałość doprowadziła do pewnej rutyny. Nie chodzi o to, że tego wina jest zbyt dużo, ponieważ z wiekiem narzuciłem sobie pewne maksymalne normy, które są zależne od nastroju i potrzeb. Zwykle lokuję się poniżej normy, czasem do niej dobijam. Norma nie jest na szczęście wygórowana. Staram się i w tej kwestii słuchać organizmu.
Problemem jest to, że piątek stał się nieco przewidywalny. Dodatkowo gdzieś z tyłu głowy siedzi mi zdanie z rozmowy z pewnym specjalista od terapii uzależnień. Stwierdził on, że nawet weekendowa konsumpcja alkoholu niesie za sobą zagrożenie. Jeżeli w piątek rano cieszysz się z tego, że wypijesz wieczorem to znaczy, że masz problem.
Niby śmiałem się z tego, ale cytowane zdanie powracało jakoś tak samo z siebie.
Co, ja nie dam rady?
W piątek 19 września podjąłem decyzję o zmianie piątkowych zachowań. Żona zadeklarowała, że będzie uczestniczyć w ogłoszonym przeze mnie zobowiązaniu.
Od zawsz żartowałem na temat noworocznych zobowiązań. Szczególnie tych dotyczących picia , alkoholu. Uważam że jeżeli już, to w takich przypadkach nie powinno się szermować słowami "nigdy" i "zawsze".
Przyjmujmy zobowiązania na naszą miarę ponieważ niehonorowo jest ich nie dotrzymywać.
Postanawiamy - Nie degustujemy przez miesiąc.
Od lat trwa ta celebracja piątkowego wieczoru i ta długotrwałość doprowadziła do pewnej rutyny. Nie chodzi o to, że tego wina jest zbyt dużo, ponieważ z wiekiem narzuciłem sobie pewne maksymalne normy, które są zależne od nastroju i potrzeb. Zwykle lokuję się poniżej normy, czasem do niej dobijam. Norma nie jest na szczęście wygórowana. Staram się i w tej kwestii słuchać organizmu.
Problemem jest to, że piątek stał się nieco przewidywalny. Dodatkowo gdzieś z tyłu głowy siedzi mi zdanie z rozmowy z pewnym specjalista od terapii uzależnień. Stwierdził on, że nawet weekendowa konsumpcja alkoholu niesie za sobą zagrożenie. Jeżeli w piątek rano cieszysz się z tego, że wypijesz wieczorem to znaczy, że masz problem.
Niby śmiałem się z tego, ale cytowane zdanie powracało jakoś tak samo z siebie.
Co, ja nie dam rady?
W piątek 19 września podjąłem decyzję o zmianie piątkowych zachowań. Żona zadeklarowała, że będzie uczestniczyć w ogłoszonym przeze mnie zobowiązaniu.
Od zawsz żartowałem na temat noworocznych zobowiązań. Szczególnie tych dotyczących picia , alkoholu. Uważam że jeżeli już, to w takich przypadkach nie powinno się szermować słowami "nigdy" i "zawsze".
Przyjmujmy zobowiązania na naszą miarę ponieważ niehonorowo jest ich nie dotrzymywać.
Postanawiamy - Nie degustujemy przez miesiąc.
Ten detoks, ma na celu przełamanie dotychczasowej piątkowej rutyny.
Tak jak już wspomniałem, pod koniec września rozpoczęliśmy detoks i przyznam szczerze, że poszczególne weekendy minęły nam bez żadnych problemów. Nawet moje wewnętrzne ja nie naciskało na zmianę decyzji. Zadziwiające, że żaden z moich organów wewnętrznych na czele z głową nie strajkowały.
W chwili gdy pisałem te słowa kończyłem ów 30 dniowy okres niekorzystania z winnych aromatów.
Powiem, że po tym miesiącu czuję się lepiej, pewniej i mogę pisać o zrównoważonej konsumpcji.
Choć niektórzy próbowali wybić mi z głowy sympatię do wina, pisząc o nim : Skisła, śmierdząca, niepijalna ciecz, to ja przyjmę tę ich subiektywną ocenę z pokorą i nie będę ich przekonywał, że jest inaczej.
W końcu to sami sobie w miarę możliwości budujemy swój mały świat, swój dom w którym nawet drobne przyjemności ustawiamy po swojemu.
Tak jak już wspomniałem, pod koniec września rozpoczęliśmy detoks i przyznam szczerze, że poszczególne weekendy minęły nam bez żadnych problemów. Nawet moje wewnętrzne ja nie naciskało na zmianę decyzji. Zadziwiające, że żaden z moich organów wewnętrznych na czele z głową nie strajkowały.
W chwili gdy pisałem te słowa kończyłem ów 30 dniowy okres niekorzystania z winnych aromatów.
Powiem, że po tym miesiącu czuję się lepiej, pewniej i mogę pisać o zrównoważonej konsumpcji.
Choć niektórzy próbowali wybić mi z głowy sympatię do wina, pisząc o nim : Skisła, śmierdząca, niepijalna ciecz, to ja przyjmę tę ich subiektywną ocenę z pokorą i nie będę ich przekonywał, że jest inaczej.
W końcu to sami sobie w miarę możliwości budujemy swój mały świat, swój dom w którym nawet drobne przyjemności ustawiamy po swojemu.
Ponieważ jednak niektórzy mają jakąś potrzebę ekshibicjonizmu, dlatego ja zaprosiłem Was do mojego świata, mając nadzieję, że tego nie pożałuję. Wiele razy pisałem na tych łamach, iż wierzę w Człowieka.
Z drugiej strony, trzymam się wiernie czerwonej linii prywatności, którą sobie kiedyś wyznaczyłem.
Patrząc zaś na sprawę wina, zauważam, iż potrafię być czasami konsekwentny. No ale już dość tej auto pochwały.
Taki idealny to ja znowu nie jestem
Z drugiej strony, trzymam się wiernie czerwonej linii prywatności, którą sobie kiedyś wyznaczyłem.
Patrząc zaś na sprawę wina, zauważam, iż potrafię być czasami konsekwentny. No ale już dość tej auto pochwały.
Taki idealny to ja znowu nie jestem
Wino to wspaniały trunek, a przeciwnicy win to głównie ci, którzy piją po to, żeby się upić. A wiadomo, po nadmiarze wina głowa boli (jeśli się nie wypije mojej autorskiej szczepionki). Podobno organizm na tyle kocha odstawienie alkoholu, że w mózgu wytwarza się coś-tam-coś-tam, co sprawia, że wcale nie chce się do niego wracać. Sprawdziłem kilkakrotnie, przy dłuższych etapach całkowitej abstynencji, że wcale się o nim nie myśli.
OdpowiedzUsuńHola, hola! Jestem przeciwniczką, a raczej niewielbicielką wina, a alkoholu nie piję prawie w ogóle. Od czasu do czasu, tak ze 2 - 3 razy w miesiącu, zimne piwo, a nieraz i nie to. Raczej trudno mi pić po to, żeby się upić.
UsuńRzeczywiście nie jestem, aż tak radykalny w ocenach pijących coś innego. Sam apeluję o tolerancję.
UsuńNajłatwiej ją jednak uzyskać. gdy odrobina alkoholu jest uzupełnieniem a nie celem spotkań towarzyskich
To ja jestem ta niektóra, upsss...!
OdpowiedzUsuńTa sytuacja z sąsiadem i jego haremem była żenująca. Też bym odpowiedziała konkretnie i stanowczo, a potem ochłodziłą stosunki.
Jak widzisz nie zmyślam wypowiedzi. Mój blog to jak kiedyś mówiono - Prawda czasu, prawda ekranu.
UsuńZgodnie z przysłowiem "Kiedy wejdziesz miedzy wrony..." piłam wódkę białą choć tak naprawdę wolę kolorową. Wino też sączyłam w towarzystwie preferującym ten trunek , ale bardziej smakuje mi słodkie niż wytrawne. Zdarzało mi się też pijać piwo(choć najrzadziej ze wszystkich alkoholi), ale wolę ciemne niż jasne. Najbardziej odpowiada i lampka koniaku. Pozdrawiam serdecznie koneserów wina.
OdpowiedzUsuńTo dowód na to że się różnimy. Chodzi tylko o to byśmy mogli różnić się pięknie, bez narzucania własnych poglądów. Pozdrawiam
UsuńPodoba mi się "okno konsumpcyjne":)) Też mam takich kilka :)
OdpowiedzUsuńAle po co rezygnować z ulubionych rytuałów, tego nie zrozumiałam. Cóż szkodzi odrobina przyjemności raz w tygodniu?
Idzie o to "R", aby Rytuał nie zamienił się w Rutynę. Rutyna bywa bezrefleksyjna. To tak najkrócej.
UsuńGdybym się kiedyś wprosiła do Was to proszę o naleweczkę. Kilonek albo trzy aromatycznego, pięćdziesięcio - procentowego nektaru, który rozgrzewa ciało i duszę.
OdpowiedzUsuńCześć Antoni. Ty też przeciwko mnie. Coraz częściej czytam jaka zbawienna dla organizmu jest przerwa w spożyciu alkoholu, a nawet o zgrozo, całkowite zaprzestanie jego picia. Czytam? To za mało powiedziane. Jestem wręcz atakowany tego typu tekstami z ekranu, z kartki papieru, dousznie, w metrze swetrze itd. Czasem złośliwie myślę, że beznadziejny poziom obecnego dziennikarstwa jest rezultatem trzeźwości piszących, ponieważ moi ulubieni mistrzowie słowa z czasów chmurnych i durnych nie tylko nie wylewali za kołnierz, ale i słynne były ich ekscesy alkoholowe, które to ekscesy następnie potępiane były przez rozmaite ważne gremia reprezentujące ludzi pracy, a bardzie drastyczne przykłady pijaństwa potępiali nawet ludzie ciężkiej pracy. Ale było co czytać. Dlatego też Antoni mam nadzieję, że dłuższa Twoja abstynencja nie pogorszy jakości tekstów, które tworzysz ku radości swoich czytelników. A jeszcze wyjaśnienie dlaczego wystartowałem tym: I ty przeciwko mnie. Otóż czasami kiedy odczuwam coś, co lekarze określają jako dyskomfort pod prawym żebrem, rozmyślam też o jakiejś formie detoksykacji organizmu. Ale zawsze do tej pory myślałem: Antoni jest tylko trochę młodszy, a winko ciągnie. Przeliczyłem whisky na butelkę czerwonego i starałem się nie przekraczać tej miary. A tu taka hiobowa wiadomość. Cóż, trzeba będzie wymyślić inny powód, dzięki któremu będę mógł nadal obchodzić godnie "piątunio". Rozmaite pomysły chodzą mi po głowie. Większość w rodzaju głupie i głupsze, a najgłupszy to chyba taki, że skracając sobie trunkiem życie, uniknę choroby Alzheimera i tym sposobem nie będę zatruwał życia pracownikom jakiegoś domu opieki...brrr. Pozdrawiam. Całkowicie trzeźwy (dzisiaj) JerryW_54
OdpowiedzUsuńSpokojnie. Przecież napisałem, że już skończyłem ten eksperyment. Miesiąc minął szybko, a ja odzyskałem tę radość z posługiwania się korkociągiem lub jak wolą fani trybuszonem. W ostatni weekend degustowałem
Usuńbuteleczkę z Madiran To kupaż win z odmian Tannat i Cabernet Sauvignon. Tannat to synonim win zdecydowanie ciężkich, Cabernet dodał mu owocowych nut. Ciekawe, choć nie dla wszystkich, jak w życiu.
A wiek taki, że po konsumpcji szybciej Ci do snu niż do romansu z muzami poezji. Takie życie
Kultura picia - mam wrażenie, że to w kraju nad Wisłą, oksymoron.
OdpowiedzUsuńPijemy dużo. Często bez umiaru.
Być może łatwiej jest wysączyć lampkę wina, prowadząc życie sielskie anielskie emeryta niż w codziennym kieracie, gdzie biez wodki nie razbieriosz. Nie bierz tego do siebie, bo nie mówię tego złośliwie.
Zastanawiałeś się, dlaczego jesteśmy takim pijackim narodem? Czy to marne zarobki, brak stabilności, klimat, złe teściowe, zrzędliwe żony hałaśliwe dzieciaki są tego powodem? A może słaba psychika, przypisana nam w genach?
Teraz zamiennie do alko stosowane (bo coraz łatwiej dostępne) - wszelkie energetyki, dopalacze, amfy, zioła i inne snusy. Pobudzacze - nakręcacze. I potem łazi pół narodu nakręcone jak sprężyna, że nie podchodź bez kija.
Przy byle starciu wybuchają jak fajerwerki, przy byle niepowodzeniu wpadają w depresję, rezygnują z życia.
Dziwny naród...
Te Twoje piątkowe rytuały wyglądają uroczo, nie warto z nich rezygnować. A co do upierdliwego sąsiada - nie wiem, czy starczyłoby mi cierpliwości na tak obszerne tłumaczenia, dlaczego jest upierdliwy.
Dzisiaj piątek, a więc cheers!
Sąsiad już nie narzeka na mnie z przyczyn naturalnych. Najprościej było się wycofać i tak uczyniłem.
UsuńPiątek tak, ale dzisiaj na tapecie wyższa kultura niż czytanie etykiet. Razem z małżonką wybieramy się do teatru.
W końcu życie jest kwestią wyboru. Pozdrawiam
Jedno nie wyklucza drugiego. Dobrego wieczoru!
UsuńNo i namówiłaś. Udany wieczór zakończyliśmy kieliszkiem Shiraza
Usuń- Na litość boską, królowo - zachrypiał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus. Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
OdpowiedzUsuńWolę wódkę od piwa. Ta przynajmniej działa i nie boli brzuch. Ale tylko smakową piję.
Rosja to inny świat, gdzie indziej można by poczęstować damy spirytusem? Mówią że Rosja to stan umysłu i chyba mają rację. Co do ulubionych trunków to już starożytni mawiali - "De gustibus non est disputandum" i tak jest uczciwie.
UsuńZasygnalizowaną w tytule kwestię szkodliwości wina podjął pewien XVIII-wieczny podręcznik teologii moralnej dla francuskich karmelitów trzewiczkowych. Napisano w nim, że grzech ciężki jest wtedy, kiedy zakonnik wypił tyle, że nie odróżnia opata od... pieca. Bogobojni braciszkowie z pewnością stosowali się do tych zbawiennych pouczeń, a dzięki nieprzekraczaniu czerwonych linii nieumiarkowania to i na ciele zdrowsi byli, i na duszy szkody nie ponosili. Czego i sobie życzmy.
OdpowiedzUsuńPomyślności!
wicesołtys pomorski
Ja stawiam sobie zdecydowanie ostrzejsze normy spożycia, ale ten opis bardzo mi się podoba. Miłego
UsuńCiekawy wpis i dyskusja poniżej.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że w kwestii picia (i niepicia) nie ma wymiernych standardów. Każdy pije (i nie pije) jak chce. Mam znajomą winiarkę - nie wiem jak nazwać kobietę, która zrobiła studia z hodowli winorośli i destylacji wina - która twierdzi, że każdy powinien znaleźć pasujące sobie wino i nie przejmować się opiniami najznamienitszych znawców wina. Chyba można to przenieść na cały alkohol. I cieszyć się nim w zdrowiu i dla zdrowia. O ile tylko zdrowie pozwoli;-) Więc "na zdrowie"!
Gdyby nie to, że dzieli nas spora odległość byłbym skłonny przyjąć, że rozmawialiśmy z tą samą winiarką.
UsuńMoja twierdziła by nie sugerować się ceną wina, a jedynie własnymi gustami.
Pozdrawiam
Szanuję ludzi, którzy piją z umiarem. A co piją, to ich sprawa. Jedni wino, drudzy piwo czy wódeczkę, byle nie namawiano do picia. Wszystko jest dla ludzi. Rozważnych, tak jak Ty.
OdpowiedzUsuńZasyłam moc serdeczności
Być może ten umiar i rozsądek przychodzą z wiekiem. Co do wyborów, zawsze podkreślałem że różnorodność to wspaniała sprawa. Przez nią życie nie jest nudne.
UsuńChlejemy, bo możemy, bo lubimy i chcemy osiągać stan szczęśliwości. A że otępiałej? A komu to szkodzi – i tak jesteśmy tępi, więc większej różnicy tu akurat nie ma. Za to dzięki wódce zapominamy o czymś, co gryzie nas, choć się do tego przed nikim (chyba nawet przed samymi sobą) nie przyznajemy – od wieków bowiem wiemy, żeśmy ostatnimi głupkami i zawistnymi prymitywami, którzy by innych zawsze chcieli wyonaczyć (że użyję wyrażenia łagodzącego wydźwięk), stosując swoje credo: „a niech wiedzą”. Jak nie my ich, to przecież oni nas. Co prawda przez ostatnich kilkadziesiąt lat zarówno władze jak i tzw. inteligencja robiły wiele, żeby nam dosłodzić, wmawiając, żeśmy istną solą ziemi, a jak z naszych gardzieli wyrwie się ryk „Hure Mutter”, to przecież właściwie sam Bóg tak chce, więc trzeba walić różnych innych, Boga obrażających samym swoim istnieniem. Wmawiali, wmawiali – a my przecież doskonale o tym sami wiemy i nie muszą się złodzieje w krawatach przymilać tak nachalnie. Tyle im z tego przyszło, że sami zaczęli mówić, używając tak może ze trzystu słów. W sumie – i tak za dużo, ale zawsze lepiej, niż kiedyś, bo czasem da się coś z tego wyrozumieć. No to, wracając do wódki: hasłem wszystkich będzie w końcu „robota to głupota, picie to życie”. Doczekamy. I wtedy zapanuje raj na ziemi, Polska będzie mistrzem Polski, a pedalskich inteligentów wyśmiewających się z uczciwych ludzi nie będzie. Amen.
OdpowiedzUsuńGorzkie to wszystko co napisałeś, niestety prawdziwe. Górale u których gorzała też jest stałym elementem życia mają takie credo : Zabije nas ktosik, abo my kogosik. To się wprost wpisuje w Twoją wypowiedź. Aż się pić odechciewa, a że nie jestem taki radykalny więc tylko ograniczę. Dziękuję za odwiedziny. Kopę lat jak to mówią. Pozdrawiam
Usuń