10 września 2022

Realizacja zleceń i słów kilka o substancji baśniowej.

Pierwsze zlecenie wykonane. I to jakiś czas temu czyli przed tym jak doktorzy dłubali mi w ręce. Zimą robiłem już serię takich podstawek pod duże donice. Wtedy nie miałem jeszcze tej wymarzonej piły ukosowej i to cięcie z ręki było męczące i długotrwałe.
Teraz bzyk, bzyk i było po kłopocie.
Zaraz też pojawił się pomysł na kolejną robótkę.
Na długiej liście miałem karmnik. To taka robota jak na zajęcie techniczne z podstawówki, ale to przecież rodzice wieczorami i po nocy z zaparciem klecili te karmniki dla swoich pociech.
Teraz zrobiłem bez przymusu, a zimą lubię patrzeć jak ptaki w nim rozrabiają.  
Cięcie nowym sprzętem to bajka, a najniebezpieczniejszym elementem pracy było przycinanie gałęzi leszczyny 
na dwie 


części wzdłuż. 
W trosce o palce trzeba było zachować maksimum uwagi.
Całość  po zmontowaniu olejowana, aby było ekologicznie. Do kompletu pozostało dorobić mocowanie na profilu stalowym.
Tu przyda się małe spawanie. To musi jednak chwile poczekać.
Dodatkową nowością było to, że tym razem z grubych łat wyciąłem sobie cieńsze listewki, które niby można gotowe kupić w markecie budowlanym, ale ich cena jest wysoka.
Bawię się przy tym jak małe dziecko.
Krytyczny jak zwykle wobec działań rodziców syn, zamiast ocenić wykonaną pracę, filozoficznie spytał o domek dla wnuczki który deklarowałem zbudować.
Toż to są właśnie wprawki do tej solidnej inwestycji.
Poza tym na korzystanie z domu jest jeszcze za mała, a ptaszki zajadające słonecznik w karmniku może już oglądać.
Myślę, że przyszły rok będzie do tego odpowiedni. Pytanie tylko czy wzrastające ceny drewna pozwolą na jego zakup.
W końcu wchodzę w wiek emerytalny.
A gdy w grę wejdą priorytety, to dziadkowie mają je tak jakoś dziwnie ustawione, że z pewnością damy radę.
Przy tej zmiennej pogodzie jakby mniej jeżdżę na motocyklu i to jest łagodne wytłumaczenie braku motocyklowej aktywności. Prawda jest prozaiczna, ze szwami na dłoni trudno utrzymać prawie ćwierćtonową maszynę.  
Noce chłodne, dni takie sobie, a na koniec tego tygodnia ponoć poleje.
To dobrze dla rzodkiewki bowiem zbyt wysoka temperatura sprawia że roślina idzie w liście zamiast korzeń. Niby z liści rzodkiewki też można zrobić sałatkę, ale wolę tradycyjnie, biały ser zagryźć korzeniem rzodkiewki.
 To już drugi rzut w tym  roku rzodkiewki, cebuli dymki, sałaty i fasolki szparagowej.
Po raz drugi kwitnie też róża pnąca.
Łaskawa urodzajność trwa i to pomimo wszechobecnej suszy. Jednak instalacja zbiorników na deszczówkę nie była takim głupim pomysłem.
Ponieważ lubi padać szczególnie w weekendy to jakiś czas temu,  korzystając z takiej właśnie deszczowej pogody i zarazem wolnej soboty, spotkaliśmy się w gronie rodziny w jednej z knajp w Wieliczce. Powód oczywiście był, a my właśnie z tego powodu byliśmy zaproszeni.
Z menu wybrałem rostbef wołowy i znów musiałem zmagać się z decyzją dotycząca stopnia wysmażenia.
Idę w populizm i zamawiam medium, ale w głębi duszy chciałbym tak po męsku zamówić wysmażenie rar, albo rar blue. Znam jednego gościa który bez wahania życzy sobie rar, czyli ok 3 centymetrowy na grubość kawałek mięsa rzucony na gorący tłuszcz na klika sekund z każdej strony. Z pewnością czuje się on choć przez chwilę niczym dziki wiking, chociaż sam z wyglądu przypomina raczej pazia królowej.
Do takiej sztuki mięsa obowiązkowe staje się wino, a skojarzenie z wołowiną to Argentyna, a jak Argentyna to oczywiście Malbec.
Szczep wydaje się typowo argentyński, a tak naprawdę wywodzi się z południowo - zachodniej Francji.
Oczywiście Malbec był, ale tu zaskoczenie z Mołdawii.
Miłe zaskoczenie. 
Malbec niestety w kupażu z innymi szczepami ale efekt był wyśmienity. Bardzo żałowałem wyprawy samochodem, ponieważ mogłem sobie pozwolić wyłącznie na jeden kieliszek do posiłku.
Natychmiast sfotografowałem etykietę, a inteligentna aplikacja w smartfonie szybciutko wyszukała sklep z tym winem.
Podała również cenę co otrzeźwiło mnie  nie pijanego przecież i wiem już, że nie będzie to wino do tak zwanej codziennej konsumpcji, a raczej na tak zwane okazje.
Dobre i to
Że to takie pijackie to zainteresowanie alkoholem?
Stare japońskie przysłowie mówi - Bez sake nawet kwiat wiśni wygląda zwyczajnie. Z pewnością wiedzą co mówią ci co to pochodzą z kraju dumnie nazywającego się Krajem Kwitnącej Wiśni.
Zdobył bym się tutaj na wyznanie, że z wiśni najbardziej lubię wiśniówkę i dżem wiśniowy, ale mam też szacunek dla kwiatu, w końcu to on jest początkiem owej wiśniówki.
A propos wspomnianej wiśniówki. Z nalewek w tym roku tylko zdrowodajne : orzechówka i miętówka, a dla relaksu półwytrawna ratafia na długie zimowe wieczory. Ta ostatnia zresztą historycznie polska.
W tym roku mijają cztery lata od czasu gdy nastawiłem dereniówkę, a więc to pierwszy rok w którym można ja próbować jak twierdzą fachowcy.
Trzeba zobaczyć czy warto było czekać.
Musze tylko poczekać na jakieś zimniejsze wieczory, bo wtedy nalewki smakują najlepiej
Ucieka z nas ten pośpiech i nerwowość. Gdzie te czasy gdy przygotowując napoje nie potrafiliśmy poczekać, aż rozrabiany spirytus zdąży się "przegryźć", a czekać na kieliszek cztery lata było co najmniej mission impossibile.
Ech !



 

 

4 komentarze:

  1. Nigdy nie zrozumiem jak można taki 3 centymetrowy, surowy kawał mięsa zjeść z przyjemnością. No, ale ja nie jestem mężczyzną...
    Efekty prac stolarskich podziwiam natomiast z przyjemnością:)
    Niestety, każą mi komentować jako Anonimowy bo logowanie z konta Google nie działa:((
    Bet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię tez tatara, to już całkiem na surowo. Oczywiście okazjonalnie. Mam taką okazje raz do roku.

      Usuń
  2. Piękne podstawki, karmniki, więc i domek zapewne też będzie urokliwy. Może to sposób, by kiedyś tak dorabiać do emerytury?
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mam miękkie serce i z reguły działam non profit

      Usuń