poniedziałek, 10 stycznia 2022

Do końca życia, a może gdzieś po drodze do jego kresu

" — Moja pani! — powiedziała matka bardzo stanowczym głosem. — Taki porządek to nie na pożyczki, nie na ludzkie ręce!… To kosztuje!… To raz na całe życie sprawunek!… Od tej też chwili żelazko niezmiernie poszło w górę w moim rozumowaniu. Zaliczyłem je nawet w myśli do tych rzeczy, które są raz na całe życie, jak chrzest na przykład, bierzmowanie i granatowy płaszcz, o którym ojciec też mówił, że jest raz na całe życie. "
Maria Konopnicka którą w historii postów na tym blogu przyszło mi już cytować, pisała o rzeczach na całe życie, które tak naprawdę jak pamiętamy ze szklonej lektury na całe życie nie były.

Kilka dni temu przyszło mi odbierać nowe prawo jazdy i kiedy obracałem go w palcach, tym właśnie tekstem przemówiła do mnie autorka "Naszej szkapy" ale po kolei.
Kiedy kilka lat temu rozwinęła się u mnie choroba zwana motocyklem, rozpocząłem ją od silnika o pojemności 125 ccm, które można prowadzić z prawem jazdy kategorii B.
Prawka na motocykl nie posiadałem ponieważ mój sponsor czyli ojciec stwierdził, że motor jest niebezpieczny. Kto dyskutuje ze sponsorem?
Kiedy na wskutek jazdy tym małym motocyklem choroba moja nie minęła a zmieniła się w stan ostry dodatkowo ze stanem zapalnym, wiedziałem już wszystko.


Postanowiłem, że zrobię prawo jazdy na motocykl.
Pięć lat temu opisywałem tę historię a więc opis jazd i egzaminów podaruję sobie.
Zgodnie z przepisami, prawo jazdy robi się jakby od początku z wszystkim tego konsekwencjami, jak uzyskanie zaświadczenia o stanie zdrowia.
Ponieważ od siódmego roku życia nosiłem okulary skierowano mnie do okulisty.
Ten zajrzał mi głęboko w oczy ( w trakcie tego badania uzmysłowiłem sobie na czym polega różnica pomiędzy okulistą a proktologiem) i powiedział - zaćma prawie operacyjna, dał mi więc zgodę na 5 lat.
Tak to ograniczono mi do 5 lat uprawnienia nie tylko do jazdy motocyklem, ale i samochodem.
Czas oczekiwania na operację zaćmy określany był wtedy na 3 lata, a więc jeszcze w tym samym miesiącu udałem się do szpitala i zapisałem do kolejki.
Po owych trzech latach dostąpiłem operacji najpierw jednego, a za trzy miesiące drugiego oka. Przy okazji, ponieważ NFZ sypnął groszem i wszczepiono mi soczewki w wersji super czyli z korekcją mojej wady.
Tak to w wyniku zamiłowania do motocykli przestałem chodzić w okularach, co spowodowało protest mojej małżonki, która poznała mnie w okularach i takim spędziła 39 wspólnych lat.
Ja zaś cieszyłem się jak małe dziecko z możliwości kupna zwykłych okularów przeciwsłonecznych i rzuciłem w wir motocyklowego życia.
Ponieważ wszystko co dobre kiedyś się kończy i mnie zaczął się zbliżać kres okresu ważności prawa jazdy.
Powtórzyłem wszystkie lekarskie procedury i otrzymałem zgodę lekarza na maksymalny okres czyli zgodnie z obecnymi przepisami 15 lat.
I tu wracamy do Konopnickiej. Kiedy odbierałem nowy blankiet prawka i spojrzałem na datę ważności, zrozumiałem że mam uprawnienia do kierowania pojazdami do końca roku w którym skończę 78 lat.
No tak. Mój ojciec zmarł w wiek 74 lat. Czyżby więc to była pierwsza taka rzecz o której można powiedzieć, że jest może nie na całe życie ale do jego końca?
Mam nadzieję, tutaj głośno odpukuję w niemalowane, że obowiązujące od 1 stycznia tego roku przepisy nie spowodują zamieszana w moim toku rozumowania.
Nie znaczy to, że określam kres swoich swoich możliwości zgodny z kresem ważności prawa jazdy.
Nie nastawiam się jednak na nie wiadomo co, aby w razie czego być mile zaskoczonym, a nie zawiedzonym.
W końcu jak śpiewał Okudżawa

Nie wierzcie, nie wierzcie
Gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił
Wy jeszcze nie wiecie
Co komu pisane i kto będzie żył
Wy jeszcze nie wiecie
Co komu pisane i kto będzie żył

12 komentarzy:

  1. "A wszystko zaczęło się od starego łóżka, ojciec, matka i pięcioro dzieci" tyle pamiętam z Konopnickiej, a właściwie z pracy napisanej przez ucznia:)) Motocykla i miłości do niego zazdroszczę, ale wyznając zasadę, że nie muszę doświadczyć osobiście, by być szczęśliwą, deleguję te doznania . Ciesz się , oby jak najdłużej!
    Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz doznać osobiście gdy masz wyobraźnię. Wychodzi na to, że takową posiadasz

      Usuń
  2. Kilka lat temu kupowałam nowy zlewozmywak do kuchni, który był dość drogi. Koleżanka pocieszała mnie tymi słowy: " Nie żałuj sobie, to prawdopodobnie ostatni zlewozmywak w Twoim życiu":) Od razu raźniej się zrobiło na duszy i zapłaciłam bez wahania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż bardziej lubię sam siebie określać, a nie jak to robi nawet najlepszy przyjaciel

      Usuń
  3. Żyjemy w XXI wieku. 74 lata to teraz dopiero tzw. "późna młodość".

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć Antoni,trzy lata temu kupowaliśmy nowego Yarisa. Ponieważ poprzedni też Yaris służył nam 16 lat, to zaczęło mi po głowie chodzić, że jeżeli go nie rozbiję, to wszystko wskazuje, że będzie to ostatni samochód w moim życiu. I zrobiło mi się nieprzyjemnie tak jakoś. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich razach targają nami takie właśnie wzorcowe ambiwalentne uczucia.
      Coś już mamy w dupie, a na czymś nam jeszcze zależy.

      Usuń
  5. Ja mam w dowodzie: "Termin ważności nieoznaczony" a to chyba znaczy, że będę żyć tyle ile mi się zechce 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tyle ile Ci się zechce, a może nawet ze dwa dni dłużej

      Usuń
  6. I Ty żyj tak długo jak zechcesz i ciesz się wspaniałą maszyną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet tu przesada nie jest wskazana. Byle by nie być problemem dla własnych dzieci

      Usuń