W tekście z 10 kwietnia 2025 pod tytułem: Nadal góruję nad Leśmianem opisałem wizytę o lekarki rodzinnej, która postanowiła zrobić mi jakiś cząstkowy bilans życia. Zleciła badania krwi i moczu, a dodatkowo postawiła na wagę i zmierzyła.
Tu spotkało mnie małe zaskoczenie, bowiem okazało się, że jestem niższy od tego co wiedziałem, o całe cztery centymetry .
- To człowiek maleje na starość - spytałem
- Bardzo ciekawe, nie? - odpowiedziała rozbawiona lekarka.
Ze względu na długoletnie już opowiadanie jej o zdrowiu moim i mojej rodziny, przyjąłem tę drobną złośliwość całkiem spokojnie.
Zresztą od pewnego już wieku nie mam na tym tle żadnych kompleksów.
Było minęło, aż tu nagle kilka dni temu czytam tekst na portalu Onet dotyczący wzrostu poszczególnych nacji w Europie, półtora wieku temu."Dzięki statystykom gromadzonym przez poszczególne armie podczas poboru wiemy, że 150 lat temu najwyższym średnim wzrostem w Europie cechowali się mężczyźni z krajów nordyckich. Mierzyli oni nieco ponad 171 cm. Tuż za nimi plasowali się Szkoci i Anglicy (171 cm). Młodzi Niemcy mieli statystycznie 168,5 cm, Czesi 166 cm, Francuzi 165 cm. Średnią europejską zaniżali z kolei Węgrzy i Hiszpanie, którzy mierzyli nieco ponad 164 cm.
Całą stawkę zamykali zaś galicyjscy chłopi narodowości polskiej. Mogli się oni "poszczycić" średnio zaledwie 162 cm wzrostu! O niespełna pół centymetra wyżsi byli od nich rodacy z zaboru rosyjskiego. Górowali za to nad nimi Rusini (Ukraińcy) z Galicji, którzy stając przed komisją wojskową, mieli średnio po 164 cm wzrostu."
Fragment te wywołał u mnie pewne przemyślenia i doszedłem do ciekawych wniosków.
Otóż to nie ja jestem niskiego wzrostu tylko zwyczajnie zbyt późno się urodziłem.
Ze swoim wzrostem mógłbym być na przykład Hiszpanem lub Madziarem, bo i włosy u mnie ciemne i gęba zawsze jakby opalona.
Z dumą zauważyłem, że byłbym wtedy wyższy niż statystyczny chłop galicyjski, czy ten z zaboru rosyjskiego.
Tak to w każdym tekście można wyczytać coś co nas pocieszy lub zmartwi w zależności od nastawienia do życia.
A czy możliwa jest sytuacja w której usłyszana wiadomość jednocześnie nas ucieszy i zasmuci?
Oczywiście. To jest jak w tym dowcipie:
Mąż pyta żonę - Czy potrafisz powiedzieć coś co mnie równocześnie ucieszy i zasmuci?
Tak - odpowiada żona - Masz penisa większego niż twój brat.
Pamiętajcie więc, by nie robić tego typu eksperymentów we własnym domu.
Po co?

Bez względu na to, ile sobie mierzysz, duchem zawsze będziesz wielki. Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKiedyś w to uwierzyłem i trwam w tej wierze. Pozdrawiam
UsuńNo właśnie, nie centymetry się liczą ale ich zawartość.
OdpowiedzUsuńGdyby wyrwać to zdanie z kontekstu to można by podsumować starym cytatem, że liczy się nie długość a technika. Zgadzam się 😃
UsuńSkoro zdanie pasuje do co najmniej dwóch kontekstów to tylko potwierdza jego prawdziwość:))
OdpowiedzUsuńZłośliwość tego twierdzenia polega na tym, że wypowiadającego te zdania, kwitowano uśmiechem i stwierdzeniem - jeszcze jeden z krótkim do kolekcji.
UsuńCześć Antoni. Oj ta statystyka. W latach czterdziestych XX wieku amerykańscy naukowcy zbadali jaka jest średnia statystyczna wielkość najlepszego przyjaciela mężczyzny. Wyszła im ta wielkość całkiem spora, więc wielu facetów nawet tych o ciemnej skórze popadło w depresję, co zaowocowało wzrostem. Niestety nie wzrostem naszego najlepszego przyjaciela ale spożycia amfetaminy, która w tym czasie w Ameryce była całkowicie legalna i uważana za antydepresant. Tak cierpiały męskie rzesze aż do lat dziewięćdziesiątych, kiedy podano nowe statystyczne wymiary kuśki. I o dziwo wymiary te okazały się o blisko 3 cm niższe od tych wcześniejszych. Skąd taka różnica. Otóż w latach czterdziestych pytano respondentów o wielkość freda, a w latach dziewięćdziesiątych po prostu go mierzono przy zachowaniu określonej i stałej metodologii. Wielu, wielu członków hmmm... członków.... rodu męskiego odetchnęło, co nie znaczyło, że porzuciło amfetaminę, ale zażywało ją już zwyczajnie dla uciechy, bez żadnej cierpiętniczej ideologii. A ja oczami wyobraźni widzę jak zapytany amerykański małżonek patrzy dumnie stalowym wzrokiem prosto w oczy ankietera i mówi mu tę podwyższoną o 3 cm wielkość. Nie wiem dlaczego w tym miejscu, przyszedł mi do głowy fragment wiersza Ignacego Krasickiego:
OdpowiedzUsuńDlaczegóż los tak różny mieli ci malarze?
Piotr malował podobne, Jan piękniejsze twarze.
PS. Ja na szczęście dowiedziałem się o obu pomiarach oraz ich metodologii jednocześnie i tym sposobem uniknąłem wielu rozmyślań typu: A dlaczego żona po powrocie z zakrapianej imprezy firmowej, zbeształa mnie tak ostro o głupie nie sprzątnięcie talerza po posiłku :))) Pozdrawiam JerryW_54
Kręcąc kilometry na rowerze treningowym, czytałem książkę "Epoka hipokryzji" Kamila Janickiego.
UsuńRzecz dotyczy spraw związanych z seksem w Polsce od XIX wieku na tle zmian jakie działy się na zachodzie w tym samym czasie. Są tam poruszone kwestie różnych statystyk i szczerości w podejściu do nich przedstawicieli różnych narodów. Dokładnie tak jak o tym piszesz, niektórzy mają fantazję.
Najważniejsze jak to się mówiło kiedyś w naszym roczniku, grunt to się nie przejmować i mieć wygodne buty. Pozdrawiam
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńLudzi mierzę w kategoriach dobry - zły oraz mądry - głupi. Szkoda, że centymetry tego nie pokazują.
Pozdrawiam serdecznie.
Pozdrawiam po długim nieczytaniu Twojego bloga
UsuńGdyby ludzi oceniało się po centymetrach i kilogramach, na świecie byłoby jeszcze gorzej, niż jest.
OdpowiedzUsuń