28 kwietnia 2026

Remonty, a motocykl nadal w garażu

Niebywałe, ale mój motocykl śpi nadal snem zimowym. Kiedyś o tej porze miałem już na koncie parę setek kilometrów. Może już swoje przejeździłem, a może mam inne pasje?
Nie zdecydowanie nie, nie mam innych pasji, jedyne co musze przyznać to to, że uległem pasjom żony.
To nie jest tak, że szukam specjalnie. Fakt pozostaje faktem, że z każdym rokiem, albo wydarzeniem w naszym domu, odnajduję kolejne różnice pomiędzy mężczyzną a kobietą.
Facet z wiekiem potrzebuje coraz mniej zmian. Przyzwyczaja się do kątów, mebli, kolorów ścian i w tym dobrze znanym mu wnętrzu czuje się bezpiecznie.
On wie, że ta przykurzona ściana spokojnie wytrzyma jeszcze ze dwa lub trzy lata. Wiszące drzwiczki do szafki w kuchni można po raz kolejny, ósmy lub dziewiąty, podkręcić i będzie jak trzeba. A te rysy na płytach meblowych to przecież nic takiego, na tym się nie jeździ.
Ona czuje, że ta przykurzona ściana wywołuje u niej negatywne emocje, a ten kolor był może modny, ale cztery lata temu. Drzwiczki w szafkach obwisły pomimo tego, że on  stara się nad tym zapanować. Podejmował już z osiem, dziewięć finalnie nieudanych prób likwidacji tego problemu. Ileż jeszcze trzeba, aby zrozumieć, że tak dalej nie może być. Te rysy, odpryski i przebarwienia są już całkowicie nie do zaakceptowania. On mówi, że w tych starych szafkach kuchennych wie gdzie jest co położone i nawet w nocy, po ciemku trafi na to co potrzebuje. 

- A czy ja mu zabraniam włączenia żarówki? - dziwi się 

On kocha święty spokój, aby mógł usiąść w kąciku z ulubionym laptopem, słuchawkami, czy nawet książką. Jeżeli już, to myślałby o zmianie pokrycia dachowego, a nie mebli kuchennych.
Ona na fali rosnącego poziomu testosteronu, zmienia się w człowieka czynu i uważa, że szkoda życia na siedzenie w kąciku. Ona uważa zmianę mebli za priorytet, a pokrycie dachowe też za priorytet, ale tak zwany "drugiej kolejności".
On opowiedział dowcip o ojcu i synu:

- Tato, tato kup mi loda. Proszę cię kup mi loda, loda. Kup mi kup. 

- A ty myślisz gówniarzu, że ja też nie zjadłbym sobie loda?  Niestety pieniądze mamy tylko na wódkę.

Ona odpowiedziała, że się czepia, bo są jeszcze pożyczki.

- Można też sprzedać złoto, a potem odkupić - odpalił on na hasło "pożyczka".

Leonard Cohen wspominał w swoich piosenkach o wojnie między kobietą i mężczyzną, bo jak twierdził ta wojna wciąż trwa. Od dłuższego już czasu uważam jednak, że powinniśmy uczyć się na cudzych błędach. Kiedy więc padło hasło zmiany mebli kuchennych, zachowałem stoicką postawę.
Dla mnie jako faceta, meble kuchenne są jeszcze zupełnie wystarczające i co jest podstawową zaletą, doskonale wiem gdzie co jest. Postanowiłem jednak nie kruszyć kopii na tym polu, a dodatkowo nie mieszać się w wybory małżonki.
Nie, nie mieszać co do projektu, układu, a przede wszystkim co do wzorów i kolorów. Facet w końcu potrafi funkcjonować prawie w każdym wnętrzu i okolicznościach. Pamiętam jak w okresie kiedy Nergal tworzył związek z Dodą, bez mrugnięcia okiem paradował po lotnisku z różową walizką.
To się nazywa sztuka przetrwania. Fakt, że ten związek długo nie przetrwał, ale liczy się poświęcenie.
Na własne życzenie nie będę wkładał palców między drzwi. 
Po co mi usłyszeć narzekania w stylu - bo ty mnie namówiłeś na takie rozwiązanie. 
Nie chcę, żeby zabrzmiało to seksistowsko, ale kuchnia to przede wszystkim domena kobiet.
Postawiłem tylko dwa warunki. O niemieszaniu się do koncepcji już napisałem, a drugi to taki, że nie będę słyszał narzekania na uciążliwości remontu.
A potem wkroczyliśmy na wyboistą drogę realizacji pomysłu.
Już po miesiącu pojawiła się uzgodniona ekipa stolarzy, którzy zdemontowali stare meble. Stare meble znalazły od razu chętnego poprzez Facebooku. Przyjechał samochodem i zabrał szafki w ciągu godziny od zdemontowania.
Do akcji wkroczyła ekipa fliziarzy lub płytkarzy jak kto woli.
Okazało się że jakieś 10 płytek jest pękniętych, a mody zmieniają się tak szybko, że po 12 latach nie dobrałem ani wzoru, ani koloru nie wspominając o wymiarze. Trzeba było kuć. W obecnych rozwiązaniach kuchnia często połączona jest z salonem, a więc i u mnie  stare płytki pokrywały ciągiem kuchnię,  1/3 salonu, korytarz i wiatrołap.
Zaczęło się kucie, prucie i kurzenie. 

                                                              

W tak zwanym międzyczasie zjawili się elektrycy którzy zmieniali rozmieszczenie gniazdek na ścianach, pod nowy układ sprzętów AGD czyli  jeszcze więcej kurzu i gruzu,


           

Przez ten czas, kuchnią była nam moja sypialnia, a zlewem łazienkowa umywalka. W sąsiednim pokoju stała lodówka obłożona rupieciami. Zdemontowano, kuchenkę i zmywarkę.
Stara mikrofalówka z trudem podgrzewała jedzenie, ale z parówkami dawała radę.
Parówki i gotowe dania z marketów stały się nam  się na ten czas podstawą wyżywienia. Jedynie ekspres do kawy, podłączony w nowym miejscu, jak dawniej mielił i parzył doskonałe espresso.
No i toster, grzał i odświeżał pieczywo.

                                                                   


Po wizycie specjalistów od podłogi, wywiozłem prawie 700 kg gruzu, organizując transport i pozwolenia. Pozbyć się gruzu legalnie i w zgodzie z sumieniem, cale nie jest tak łatwo
W oczekiwaniu na stolarzy, mieliśmy jakieś cztery dni "wolnego" od remontu, które postanowiłem wykorzystać do porządkowania ogrodu, warzywniaka i cięcia oraz rąbania podarowanego mi 1,5 m3 drewna czereśniowego. Nie jest tajemnicą, że ja mam wyjątkowe szczęście do roboty, a robota jak i nieszczęścia, lubi chodzić parami. Stolarze dorzucili nam sporą porcję pyłu i wiór z płyt meblowych, cyzelując swoją robotę do środy w tygodniu przedświątecznym.
Na koniec ja osobiście podłączyłem kuchenkę indukcyjną, oraz hydraulikę.
Pozostało sprzątnąć z grubsza oraz znaleźć nowe miejsce dla starych talerzy i kubków
Skończyliśmy układanie już w piątek wieczorem. Zasiadłem w fotelu i poczułem się jak u siebie.
Oczywiście pomijając widok kuchni który był mi obcy poprzez swój sterylny minimalizm.
Przed nam wielkanocna sobota i święta. Cóż było robić, skorzystaliśmy z zaproszenia dzieci. Tak więc w sobotę święciliśmy jajeczka z wnuczką i młodszymi dziećmi, a niedzielę spędziliśmy ze starszym synem i synową. Drugi dzień świąt to było takie "dolce farniente" czyli słodkie nic nierobienie, w końcu należy nam się po prawie miesięcznym okresie remontu.  Piszę to z przesadą ponieważ ja nie umiem tak siedzieć bez celu.
Tu muszę wspomnieć o postanowieniach podjętych przed remontem.
Ja wytrwałem w niemieszaniu się w koncepcje żony, mając jednak nadzieję, że wspierałem ją wyborach.
Żona zaś po trzech tygodniach bałaganu, przy śniadaniu stwierdziła:

- Powiem to tylko jeden, jedyny raz. Dość mam już tego remontu,

Trochę jej się nie dziwię. Poprzestawiane meble i sprzętu są kłopotem dla osób sprawnych. Wnętrza stają się więzieniem dla osób na wózkach. Jak to mówią, wszystko dobre co się dobrze kończy.
Żona zmienia koncepcje ułożenia rzeczy w kuchni, a jak walczę z ogrodem. W sam środek remontu wpisała się ekipa do przycinania świerków,  które nad wyraz dobrze czują się w moim ogrodzie.
Przycięli te świerki, sosny, zmulczowali to co wycięli i pojechali, ale to już całkiem inna historia.
               Mówią, że nie samą pracą człowiek żyje. W trakcie tych remontów udało mi się jeszcze uczestniczyć w wernisażu prac nowych członków  Związku Polskich Artystów Plastyków w Galerii Pryzmat w Krakowie na Łobzowskiej.
Powód mojej tam obecności oprócz powodów artystycznych miał także swoje drugie dno, ale o tym to ja już zamieściłem notkę.

Uzupełnienie :

Udało się jednak wyciągnąć motocykl z garażu i rozpocząć sezon.
15 kwietnia pojechałem nim na wernisaż do galerii Kotłownia, a następnego dnia  wybrałem się do neurologa na kontrolną wizytę. Oba wyjazdy w szczycie komunikacyjnym  w Krakowie  czyli pomiędzy 15.00  a 17.00.
Powrotną drogą odebrałem też alkomat z kalibracji by służył kolejny rok, dając pewność trzeźwości.
W sumie to nawet zastanawiałem się czy to konieczne, ponieważ to mój organizm sam daje mi sygnały, że czasy przesady mam już za sobą, a ja go słucham. 
Może się jednak zdarzyć coś o czym od wieków ludzie mówią. O tym że czasem głupieje się na starość.




13 komentarzy:

  1. Spisaliście się wyśmienicie z tym remontem, dlatego mały wypad motocyklowy, byłby stosowną nagrodą dla Ciebie, a dla żony i synowych pobyt w SPA? Pozdrawiam już prawie majowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co będzie wypad nie motocyklowy, a jednodniowy, samochodowy z żoną w nasze ukochane Gorce. Jasiek zapraszał. Kto by potrafił odmówić?
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. taka ciekawostka - kiedy pracowałam w hotelu, spotykałam ludzi, którzy na czas remontu (w wakacje) wynajmowali pokój w akademiku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to bardzo dobry pomysł, ale tu mam dom przystosowany do potrzeb żony. Trudno bo trudno, ale dało się z nich korzystać. Trochę pocierpiała, ale jak mówią cierpienie uszlachetnia. Pozdrawiam

      Usuń
  3. A może opóźniłeś się motocyklowo, bo pogoda niezbyt dopisuje tej wiosny?

    OdpowiedzUsuń
  4. Remont!!! Planujesz, podejmujesz decyzję, montujesz ekipę, zabezpieczasz, koczujesz, sprzątasz i wreszcie gubisz sie we własnym domu. Dopiero po około roku myślisz i mówisz - było trudno ale warto było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim układzie, pozostaje mi jeszcze około 11 miesięcy, by w pełni cieszyć się efektami remontu. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Cześć Antoni. Jak zwykle ze swoją wręcz genialną spostrzegawczością wypunktowałeś różnice w mentalności kobiety i mężczyzny. Zgadzam się co do joty z tym co napisałeś i sam sobie się dziwię, że czując to podskórnie, nie potrafiłem tego tak jednoznacznie sformułować w swojej głowie. Ale nawet bez tego ułożyłem ze swoją małżonką zasady koegzystencji w tym zakresie. Jako małżeństwo z odzysku bardzo często nie mamy wspólnych celów przy wydawania pieniędzy, szczególnie pieniędzy dotyczących inwestycji. Dlatego też aby nie ponosić kosztów tego, co w księgowości określa się jako inwestycje w obce środki trwałe, określiłem jasno, że ponoszę wszelkie koszty i wkładam pracę w utrzymanie technicznej sprawności domu i ogrodu, natomiast dystansuję się od pomysłów typu przebudowa łazienki, wymiana mebli kuchennych i tym podobnych kobiecych fanaberii. Tym sposobem bez protestu kupuję najlepszą (i najdroższą), jaką znalazłem pompę do studni, naprawiam kominy, wentylację i piec CO, wymieniam potrzaskane dachówki, naprawiam i maluję walący się płot sztachetowy o długości 240 m i robię wiele podobnych rzeczy, ale zdecydowanie odmówiłem jakiejkolwiek aktywności przy remoncie całkiem dobrej łazienki i kuchni. Ponieważ moja małżonka nie bardzo lubi wydawania swoich pieniędzy, sprawa ta na razie utknęła i jeżeli będę miał pecha (lub szczęście, zależy z której strony popatrzeć) to może nie dożyję z uwagi na wiek tego remontu. A na rowerze też nie byliśmy jeszcze z powodu tego płotu i ogrodu. Cholera mnie bierze jak widzę jak drogą jadą rowerzyści z pobliskiego miasta. Wymyśliłem nawet taka maksymę że mieszkaniec domu z ogrodem jest niewolnikiem tych nieruchomości, a mieszkaniec mieszkania w bloku jest właścicielem całego świata. I w tym filozoficznym nastroju pozdrawiam i życzę dobrej pogody przy motocyklowych wyprawach. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze jest jak najwcześniej ustalić warunki rozejmu, choć i tak wiadomo, że będzie on naruszany.
      Mądre są te teksty Leonarda. Pozdrawiam

      Usuń
    2. A pierwsza setka wybiła mi na liczniku motocykla 30 kwietnia. Tradycyjnie do Szczurowej. Żona pyta, co tam jest ?. Niezmiennie odpowiadam że nic, ale nie chce wierzyć. Na tym właśnie polega istota wyjazdu, dla samego wyjazdu czyli po nic.

      Usuń
  6. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale kobieta zawsze domaga sie dwu rzeczy:
    1. Kolejnego remontu (choć poprzedni dopiero się skończył).
    2. Końca tego cholernego remontu! (choć sama go chciała).
    I, co najdziwniejsze, po skończonym remoncie natychmiast zapomina o jego uciązliwości i domaga się następnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie nic nie jest dla niej wystarczająco dobre. Niestety my też.

      Usuń