Jakiś już czas termu Ultra swoim tekstem o krakowskich ulicach zainspirowała mnie do wspomnień na temat światowych miejsc, zamkniętych na terenie Krakowa. Z jednym z nich mam spore i nawet szalone przemyślenia.
A wszystko to było tak.
Kiedyś jak wiecie pojawiły się spore trudności w poruszaniu się mojej żony. W zasadzie to nie trudności, ale jakaś boska ( nie boska ?) ręka wykreśliła z katalogu jej funkcji życiowych chodzenie jako takie. Pozostał nam tylko wózek, a więc znacznie ograniczyły nam się możliwości podróżowania w celach turystycznych. Powstała cała lista miejsc do których planowaliśmy pojechać, a teraz ze względu na te niedogodności pewnie już nie pojedziemy.
Odpuściliśmy więc piaski gorącego Egiptu czy Turcji, ale prawdziwy ból pojawia się gdy wspominamy Wenecję. W tym przypadku mieliśmy już bowiem twarde postanowienie wyjazdu.
Być zmoże zbyt cieszyliśmy się z naszych planów, bowiem przewrotny los zamieszał w tym garnku.
Tak więc wyjazd do Wenecji utknął na liście tych niezrealizowanych i bez szans na realizację.
Byłem w młodości w tym mieście kanałów i wiem jak trudno wchodzić na mosty rozparte nad ich brzegami, a co dopiero wepchnąć tam wózek.
Jako napęd tego wózka musze brać własne możliwości fizyczne pod uwagę.
Jestem jednak wyznawcą zasady - nigdy nie mów nigdy, szukałem rozwiązania tego problemu w jakiś innowacyjny i rozsądny sposób.
Natchnienie przyszło gdy przechodziłem ulicą Krupniczą i po lewej stronie zobaczyłem tabliczkę z nazwą ulicy, Wenecja.
Jestem jednak wyznawcą zasady - nigdy nie mów nigdy, szukałem rozwiązania tego problemu w jakiś innowacyjny i rozsądny sposób.
Natchnienie przyszło gdy przechodziłem ulicą Krupniczą i po lewej stronie zobaczyłem tabliczkę z nazwą ulicy, Wenecja.
Może to dobry los sam skierowało moje kroki w to miejsce. Przecież nic palącego nie miałem tam do załatwienia.
Wtedy też wpadł mi do głowy ten szalony pomysł.
Miejsce na chodniku po lewej stronie wydało mi się odpowiednie.
Wtedy też wpadł mi do głowy ten szalony pomysł.
Miejsce na chodniku po lewej stronie wydało mi się odpowiednie.
A gdyby tak w jakimś przyjemnym fragmencie ulicy postawić stolik. Taki nieduży, taki jakie stoją przed włoskimi kawiarenkami.
Jakieś delikatne przekąski. Co się jada w Wenecji?
Może "Baccalà mantecato" – pasta z dorsza podana na bagietce
Może "Baccalà mantecato" – pasta z dorsza podana na bagietce
lub "polencie Mozzarella in carozza" – małe mozzarelki smażone w panierce.
Ot drobiazg, nic wielkiego, a do tego jakieś białe musujące wino, aby stuknąć się kieliszkami w Wenecji, tak jak planowaliśmy.
Ot drobiazg, nic wielkiego, a do tego jakieś białe musujące wino, aby stuknąć się kieliszkami w Wenecji, tak jak planowaliśmy.
A może tylko coś słodkiego jak na przykład narodowe ciasto Wenecjan - "Frittelle"
Ciasto to zostało wynalezione przez Bartolomeo Scappiego, osobistego kucharza papieża Piusa V. W XVIII wieku „frittelle” uważano za narodowy deser Republiki Weneckiej.
No i kawa boć to Włochy
W Wenecji najlepiej zamawiać klasyczne, mocne espresso, mówiąc w barze „un caffè”. Jest to zazwyczaj intensywna mieszanka arabiki z r obustą, serwowana w małej filiżance (25-30 ml) z gęstą cremą.
No i kawa boć to Włochy
W Wenecji najlepiej zamawiać klasyczne, mocne espresso, mówiąc w barze „un caffè”. Jest to zazwyczaj intensywna mieszanka arabiki z r obustą, serwowana w małej filiżance (25-30 ml) z gęstą cremą.
Jestem w stanie powtórzyć to kelnerowi, ale jak znam siebie zamówiłbym doppio (podwójną).
Oczywiście ze względów organizacyjnych menu byłoby wcześniej uzgodnione w jakiejś knajpce która podeśle razem z daniami odpowiednio ubranego kelnera.
Oczywiście ze względów organizacyjnych menu byłoby wcześniej uzgodnione w jakiejś knajpce która podeśle razem z daniami odpowiednio ubranego kelnera.
Mój pomysł zabrania żony w to miejsce przebiegałby w absolutnej tajemnicy i stanowił niespodziankę.
Mój umysł pracował na najwyższych obrotach i kiedy już dopracowywałem szczegóły, pojawiły się pierwsze wątpliwości
Po pierwsze, przedstawiciele knajpek z włoskim klimatem dość sceptycznie podchodzili do tego pomysłu. Poza tym, ileż by tu by wziąć za taką maskaradę. W dwóch miejscach zaczęto mnożyć problemy, które rosły jak ciasto na pizzę.
Po drugie trzeba liczyć się choćby z wizytą straży miejskiej, bo przecież zajmuje się dla celów prywatnych przestrzeń publiczną
Już widzę te tłumaczenia przy zdobywaniu odpowiednich pozwoleń.
No i alkohol. Bez względu czy to Szampan, czy włoskie Prosecco, to istnieje zakaz spożywania procentów w miejscach publicznych. Ilość spożytego alkoholu tez nie ma tu żadnego znaczenia.
Trzeba by też liczyć się z trollowaniem i chamskimi docinkami zdrowej części naszego narodu. Dla niektórych każdy indywidualizm, jest powodem do obywatelskiej reakcji i przeciwstawieniu się potencjalnemu złu.
Mój umysł pracował na najwyższych obrotach i kiedy już dopracowywałem szczegóły, pojawiły się pierwsze wątpliwości
Po pierwsze, przedstawiciele knajpek z włoskim klimatem dość sceptycznie podchodzili do tego pomysłu. Poza tym, ileż by tu by wziąć za taką maskaradę. W dwóch miejscach zaczęto mnożyć problemy, które rosły jak ciasto na pizzę.
Po drugie trzeba liczyć się choćby z wizytą straży miejskiej, bo przecież zajmuje się dla celów prywatnych przestrzeń publiczną
Już widzę te tłumaczenia przy zdobywaniu odpowiednich pozwoleń.
No i alkohol. Bez względu czy to Szampan, czy włoskie Prosecco, to istnieje zakaz spożywania procentów w miejscach publicznych. Ilość spożytego alkoholu tez nie ma tu żadnego znaczenia.
Trzeba by też liczyć się z trollowaniem i chamskimi docinkami zdrowej części naszego narodu. Dla niektórych każdy indywidualizm, jest powodem do obywatelskiej reakcji i przeciwstawieniu się potencjalnemu złu.
A gdyby jeszcze w menu tak niechcący pojawiły się ośmiorniczki ?
W tym kraju, ośmiorniczek się nie wybacza.
Odłożyłem w końcu ten pomysł do archiwum w dziale "zwariowanie i takie sobie". Liczyłem na to, że nasiąkniemy zachodnią tolerancją, a tu dzieje się zupełnie odwrotnie.
Odłożyłem w końcu ten pomysł do archiwum w dziale "zwariowanie i takie sobie". Liczyłem na to, że nasiąkniemy zachodnią tolerancją, a tu dzieje się zupełnie odwrotnie.
Póki co pozostały mi marzenia, a marzenia to z reguły takie plany które są bez szans na realizację.
Sztuczna Inteligencja wykreowała mi taki kolaż sytuacyjny do niniejszego tekstu.
Sztuczna Inteligencja wykreowała mi taki kolaż sytuacyjny do niniejszego tekstu.
Para na zdjęciu powyżej jest zdecydowanie starsza, ale być może AI chce mi powiedzieć, abym nie tracił nadziei. Żebym wierzył w mądrość ludową która mówi - co się odwlecze to nie uciecze.
PS
Póki co mam prośbę. Nie informujcie o niczym mojej żony. W oczekiwaniu zaś na szczęśliwy uśmiech losu pozostawiam jeszcze jedno, choć nieco inne spojrzenie na Wenecję

Aj, Antoni, kombinujesz jak przysłowiowy koń pod górę:) Znając Twoją kreatywność jestem pewna, że wymyślisz dla swojej Żony taką atrakcję, która przykryje do cna podróż do Wenecji, a nam wszystkim oko zbieleje!
OdpowiedzUsuńDo dzieła!
Spoglądasz na temat ze strony konia, a ja jeźdźca. Wolę więc myśleć, że przemawia przeze mnie ułańska fantazja.
UsuńOby koń Bet nie zrzucił Cię z siodła. :-))))
OdpowiedzUsuńSpokojnie. Moim idolem jest sam Bolesław Wieniawa Długoszowski pierwszy ułan II RP
UsuńWenecja to dla Was coś więcej niż zwykły wyjazd – to marzenie, które miało być wspólnym przeżyciem i chwilą radości w trudniejszym czasie. Twój pomysł z mini-Wenecją na Krupniczej jest przepiękny i bardzo kreatywny – czuć w nim troskę, miłość i chęć, żeby choć symbolicznie zrealizować to, co życie chwilowo ograniczyło.
OdpowiedzUsuńTo też piękne, że potrafisz połączyć wspomnienia z wyobraźnią, smakami i detalami włoskiego klimatu – od espresso po frittelle – naprawdę wciąga i wywołuje uśmiech. I choć przeszkody formalne czy społeczne są realne, to sam fakt, że myślisz w ten sposób o żonie i Waszych marzeniach, pokazuje ogrom czułości i determinacji.
Trzymam kciuki, żeby kiedyś udało się zrealizować choćby część tych planów – czasem los potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie ❤️
Jako pokolenie słuchające Skaldów nucę w takich sytuacjach ten fragment :
UsuńNie domykajmy drzwi!
Zawróćmy porzucone słowa
Nie domykajmy drzwi
Może zaczniemy żyć od nowa
Dlatego też nie porzucam myśli i dziękuję bardzo za doping
Cześć Antoni. Słusznie zrezygnowałeś z pomyslu. Zdrowa część narodu mogłaby się zbulwersować, gdyby zobaczyła Baccalà mantecato na ulicy zamiast bimbru z torebki. Ale specjalnie dla Ciebie znalazlem w internecie restaurację Venezia w Krakowie pod adresem: Kraków ul. Czerwiakowskiego 6. A tam hulaj dusza. Pozdrów Żonę. JerryW_54
OdpowiedzUsuńNiestety, kiedy wszedłem na Google dla umiejscowienia lokalu, przywitała mnie informacja - Lokal stale zamknięty. Nie mogę więc wykorzystać metody na Twardowskiego. Pozdrawiam
UsuńAntoni, jesteś niezwykłym romantykiem!
OdpowiedzUsuńByć może
UsuńNa pewno. To niezwykłe!
UsuńCóż życie byłoby warte bez prób spełniania marzeń ?
OdpowiedzUsuńA wózek nie jest obecnie przeszkodą w podróżowaniu. Elektryczny można pożyczyć, będzie łatwiej. Wcześniej trzeba opracować trasę, ale to wszystko można dograć, więc na Twoim miejscu ja próbowałabym, może się uda.
Muszę przyznać się, że ja też planuję taką ostatnią podróż marzeń, chociaż moje choroby również ograniczają mnie w aktywności.
Ulica Wenecja wzięła się stąd, że tedy biegło koryto rzeki.
Zasyłam serdeczności
Może to moje dążenie do perfekcji, zaburza mi prosty osąd sytuacji. Wiem, że można nawet człowieka z porażeniem czterokończynowym wynieść na Giewont. Widziałem w TV. Za tym moim sceptycyzmem w tej kwestii przemawia 16 letnie doświadczenie z ludźmi i sprzętem. Dziękuję za ten świeży powiew nadziei, że chcieć to móc. Pozdrawiam
UsuńZauroczona całkiem Twoją czułą pamięcią podpowiadam do kolekcji: Wenecja- urocza wieś w powiecie ostródzkim woj warm-maz.
OdpowiedzUsuńProponowane mrnu jest całkiem wykwintne. Powodzenia! Weronika