Tak to żonina zazdrość przyniosła pozytywne skutki dla trwałości małżeńskiego stadła.
Swoją drogą miała rację ponieważ gdy nasz inżynier pojawił się ubrany w elegancki garnitur, wzbudził zainteresowanie pewnej kobiety w innym filmie z tego samego cyklu. Było to w filmie "Motylem jestem czyli romans czterdziestolatka" a kobietą była nie kto inny jak sama Irena Jarocka.
Mieć 40 lat. Boże kiedy to było? Prawie trzy dekady temu. Od dawna noszę w sobie wstręt do zestawienia koszulki polo z marynarką, a ostatnio pojawił mi się nawet do samej marynarki.
Na usprawiedliwienie dodam, że unikałem sytuacji dwuznacznych z których trudno było by mi się później wykręcić.
Co prawda mówią, że w życiu trzeba wszystkiego spróbować, aby na łożu śmierci nie żałować, że się czegoś nie zrobiło. W moim życiu nie brakowało jednak adrenaliny i to bez niepotrzebnego ryzyka.
Solidne podejście do związku nie uchroniło mnie jednak od trudnych chwil, zwłaszcza w czasie gdy pracowałem poza Krakowem i w domu bywałem weekendowo.
Już wam o tym opowiadałem w 2009 roku.
Byliśmy wtedy wystawieni na wielką próbę, ponieważ ktoś postanowił nas sprawdzić .
A było to tak:
Zadzwonił telefon. Żona podniosła odruchowo słuchawkę.
- Pani Maria Relska ? - spytał damski głos w słuchawce.
- Tak słucham.
- Jestem kochanką Pani męża - nieznajoma wypaliła z grubej rury.
- Kochanką mojego męża ? - żona powtórzyła ostatnie zdanie .
- Tak - odparła nieznajoma .
Małżonka moja pozostając niewzruszoną, przerwała ewentualne wywody :
- Wie Pani, cieszę się, że mąż uregulował sobie życie poza domem. Wiem, że dużo pracuje, sprawdza się również jako ojciec i mąż w weekendy. Jeżeli więc ma jeszcze na tyle siły, aby zająć się Panią, to pogratulować energii. Cieszę się z jego zdrowia. Niech się facet zrelaksuje, a my nie róbmy z tego dramatu.
Odpowiedź żony kompletnie załamała misterny plan nieznajomej. Nie tego się spodziewała. Rozmowa zakończyła się więc po paru minutach. Maria odłożyła słuchawkę.
- Dzwoniła kochanka mojego męża - powiedziała zaskoczonej matce (czyli mojej teściowej ) i bratu (czyli mojemu szwagrowi ) .
- Boże gdyby moja żona odebrała by taki telefon nie miałbym co robić w domu i to bez względu na stopień winy - stwierdził zazdrośnie szwagier.
- A ty w ogóle nie jesteś zazdrosna - spytała zaczepnie teściowa.
- Mamo ja dostałam już w tej sprawie list który potargałam. Jest takie jedno słowo które potwierdziliśmy sobie przed wyjazdem Antoniego do pracy w N. To słowo to zaufanie - podsumowała żona.
O treści rozmowy dowiedziałem się dopiero po kilku miesiącach i to raczej informacyjnie niż prowokacyjnie. Nie udał się komuś misterny plan skłócenia mnie z żoną i spowodowania wyjazdu z N. A że pracy poświęciłem się bez reszty, a więc poza współpracownikami w liczbie 40 osób nie utrzymywałem z nikim kontaktów. Życie moje toczyło się w pewnym powtarzalnym ciągu: praca, mieszkanie, obiad, telewizor, lektura, spanie i śniadanie. Komu zależało, abym zwolnił miejsce pracy w N tego nie wiem do dzisiaj. Myślę, że musiał to być ktoś ze współpracowników. Być może chodziło wyłącznie o wywołanie sensacji o której można by opowiadać przez kilka tygodni, a że spowodowało by to ludzką tragedię toż to przecież drobiazg.
To jedno słowo - zaufanie. Zaufanie do partnera, zaufanie do samego siebie. Dużo lżej żyć gdy jesteś pewien swego partnera i wiesz, że wszystko co robi, robi z myślą o Tobie. Nawet pozornie złe słowo jest pewnie tylko źle dobranym określeniem i nie wynika ze złych intencji.
Czy to jest zawsze możliwe tego nie wiem. Powiem tylko jedno, za to co zdarzyło się wtedy i Twoją reakcję - Dziękuję Ci Kochanie .
Jak jednak zmieniają się kwestie zaufania i zazdrości po latach ? O tamtej pory minęło już jak powiedziałem, prawie trzy dekady.
Jak zwykle w takich razach, nieocenione stają się popularne memy .
Powodem do zastanowienia się nad powyższą kwestią był poniższy zestaw zdjęć
To też przykład bezgranicznego zaufania w swojego faceta. Może to być także kiepska opinia o swoim facecie, że to niby nie jest na siłach, nie potrafi lub już mu się po prostu nie chce.
Mieczysław Foog śpiewał kiedyś piosenkę, "Bo to się zwykle tak zaczyna:. Ja poznałem ją w wykonaniu Bohdana Łazuki i to ta wersja do mnie przemówiła. Łazuka był takim bon vivantem polskiej estrady i Fogg wydawał mi się człowiekiem nieskazitelnym. Dopiero wiele lat po jego śmierci dowiedziałem się, że żył w dwóch równoległych rodzinach, nie potrafiąc z żadnej zrezygnować. Ponoć żona o tym wiedziała i godziła się na taki stan rzeczy.
Bo to się zwykle tak zaczyna
Sam nie wiesz o tym, jak i gdzie
Zaczyna nudzić cię dziewczyna
A to jest znak, że już jest źle
Zaczynasz chodzić z nią do krewnych
A potem mówisz: "Sama idź"
I w końcu trudno - jesteś pewny
Że dłużej z nią nie możesz żyć
I byłbym przekonany, że miłość po prostu umiera tak jak wszystko na tej ziemi. Wszystko zmieniło się kiedy pewien mem nie uzmysłowił mi, że to nie kwestia zamierania uczucia, a wchodzenia w starość.
- Tak słucham.
- Jestem kochanką Pani męża - nieznajoma wypaliła z grubej rury.
- Kochanką mojego męża ? - żona powtórzyła ostatnie zdanie .
- Tak - odparła nieznajoma .
Małżonka moja pozostając niewzruszoną, przerwała ewentualne wywody :
- Wie Pani, cieszę się, że mąż uregulował sobie życie poza domem. Wiem, że dużo pracuje, sprawdza się również jako ojciec i mąż w weekendy. Jeżeli więc ma jeszcze na tyle siły, aby zająć się Panią, to pogratulować energii. Cieszę się z jego zdrowia. Niech się facet zrelaksuje, a my nie róbmy z tego dramatu.
Odpowiedź żony kompletnie załamała misterny plan nieznajomej. Nie tego się spodziewała. Rozmowa zakończyła się więc po paru minutach. Maria odłożyła słuchawkę.
- Dzwoniła kochanka mojego męża - powiedziała zaskoczonej matce (czyli mojej teściowej ) i bratu (czyli mojemu szwagrowi ) .
- Boże gdyby moja żona odebrała by taki telefon nie miałbym co robić w domu i to bez względu na stopień winy - stwierdził zazdrośnie szwagier.
- A ty w ogóle nie jesteś zazdrosna - spytała zaczepnie teściowa.
- Mamo ja dostałam już w tej sprawie list który potargałam. Jest takie jedno słowo które potwierdziliśmy sobie przed wyjazdem Antoniego do pracy w N. To słowo to zaufanie - podsumowała żona.
O treści rozmowy dowiedziałem się dopiero po kilku miesiącach i to raczej informacyjnie niż prowokacyjnie. Nie udał się komuś misterny plan skłócenia mnie z żoną i spowodowania wyjazdu z N. A że pracy poświęciłem się bez reszty, a więc poza współpracownikami w liczbie 40 osób nie utrzymywałem z nikim kontaktów. Życie moje toczyło się w pewnym powtarzalnym ciągu: praca, mieszkanie, obiad, telewizor, lektura, spanie i śniadanie. Komu zależało, abym zwolnił miejsce pracy w N tego nie wiem do dzisiaj. Myślę, że musiał to być ktoś ze współpracowników. Być może chodziło wyłącznie o wywołanie sensacji o której można by opowiadać przez kilka tygodni, a że spowodowało by to ludzką tragedię toż to przecież drobiazg.
To jedno słowo - zaufanie. Zaufanie do partnera, zaufanie do samego siebie. Dużo lżej żyć gdy jesteś pewien swego partnera i wiesz, że wszystko co robi, robi z myślą o Tobie. Nawet pozornie złe słowo jest pewnie tylko źle dobranym określeniem i nie wynika ze złych intencji.
Czy to jest zawsze możliwe tego nie wiem. Powiem tylko jedno, za to co zdarzyło się wtedy i Twoją reakcję - Dziękuję Ci Kochanie .
Jak jednak zmieniają się kwestie zaufania i zazdrości po latach ? O tamtej pory minęło już jak powiedziałem, prawie trzy dekady.
Jak zwykle w takich razach, nieocenione stają się popularne memy .
Powodem do zastanowienia się nad powyższą kwestią był poniższy zestaw zdjęć
Mieczysław Foog śpiewał kiedyś piosenkę, "Bo to się zwykle tak zaczyna:. Ja poznałem ją w wykonaniu Bohdana Łazuki i to ta wersja do mnie przemówiła. Łazuka był takim bon vivantem polskiej estrady i Fogg wydawał mi się człowiekiem nieskazitelnym. Dopiero wiele lat po jego śmierci dowiedziałem się, że żył w dwóch równoległych rodzinach, nie potrafiąc z żadnej zrezygnować. Ponoć żona o tym wiedziała i godziła się na taki stan rzeczy.
Bo to się zwykle tak zaczyna
Sam nie wiesz o tym, jak i gdzie
Zaczyna nudzić cię dziewczyna
A to jest znak, że już jest źle
Zaczynasz chodzić z nią do krewnych
A potem mówisz: "Sama idź"
I w końcu trudno - jesteś pewny
Że dłużej z nią nie możesz żyć
I byłbym przekonany, że miłość po prostu umiera tak jak wszystko na tej ziemi. Wszystko zmieniło się kiedy pewien mem nie uzmysłowił mi, że to nie kwestia zamierania uczucia, a wchodzenia w starość.
Starość w biologicznym znaczeniu, ze zmęczeniem i coraz mniejszą chęcią na jakąkolwiek aktywność.
Poniżej zamieszczam wspomniany obrazem z nową definicją starości
Poniżej zamieszczam wspomniany obrazem z nową definicją starości



Ogromny szacunek dla Twojej Żony za niezwykle mądrą reakcję na opisany incydent. Nie byłoby to możliwe bez tak wielkiego zaufania między Wami i za to gratulacje. Piękna historia i aż się wzruszyłam:)
OdpowiedzUsuńOprócz pozytywnej reakcji mojej żony jest i drugie spostrzeżenie, niestety smutne. Spójrz jak niewiele trzeba żeby zniszczyć związek. Wystarczy tylko zasiać niepewność.
UsuńPo przeczytaniu tej historii, jeszcze mocniej Wam kibicuję.
OdpowiedzUsuńDziękujemy
UsuńMasz po prostu mądrą i rozsądną żonę. Wygrałeś los na loterii, bo taka żona to skarb.
OdpowiedzUsuńZasyłam serdeczności
Jakże mógłbym polemizować z tą opinią. W pełni się z nią zgadzam.
UsuńZawsze, ilekroć czytam tego rodzaju historie, chce mi się ryczeć. Dlatego, że mnie się nie udało, nie miałam kochającego męża, zaledwie złośliwego i wrogiego współlokatora.
OdpowiedzUsuńSpójrz w siebie. Z pewnością los obdarzył Cię hojnie w jakiejś innej dziedzinie, bowiem jak śpiewał Jan Kaczmarek - Pero, pero bilans musi wyjść na zero.
UsuńNie wiem. Nie widzę w sobie niczego, co byłoby hojnym obdarowaniem. No chyba że chodzi o kilogramy... ☹️
UsuńNie bądź taką egoistką, Nie tobie jednej się nie udało. I co z tego? masz spokój, nikt nie chrapie obok.
UsuńA może byłaś taką megierą, że złośliwość i wrogość wyzwalałaś? każdy medal ma co najmniej trzy strony. Miło poczytać i to z życia a nie z książki że komuś się udało i trwa. Na marginesie - mocne nerwy miała Pani Relska, nie powiem.
Za to ją kocham
UsuńŚwietnie napisana, bardzo osobista i dojrzała refleksja — czyta się to z ogromną przyjemnością. Umiejętnie łączysz wspomnienia, anegdoty i cytaty z głębszymi przemyśleniami, a motyw zaufania wybrzmiewa tu wyjątkowo mocno i szczerze. To tekst, który zostaje w głowie na długo i skłania do własnych refleksji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i serdeczności ślę.
Bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie
UsuńŚwietnie pokazujesz, że zaufanie i dojrzałość w związku naprawdę potrafią przezwyciężyć nawet najbardziej niespodziewane sytuacje. Moment z rozmową żony z „kochanką” to mistrzostwo – pokazuje, że spokój i pewność siebie są czasem silniejsze niż emocjonalna burza. I zgadzam się – zazdrość i miłość towarzyszą nam całe życie, tylko w różnej formie w zależności od doświadczenia i wieku
OdpowiedzUsuńCieszę się, że wbrew przeciwnościom wszystko się ładnie poukładało.
UsuńCześć Antoni. Niestety ja jestem na etapie z tego ostatniego zdjęcia. Na dzisiejszym wieczornym piwku ze znajomymi (i z małżonką oczywiście) opowiadałem ze swadą, że życie podstarzalego małżonka przypomina stan psychiczny faceta, do mieszkania którego wieczorem wpadł przez okno ogromny i wściekle bzykający szerszeń i po kilku rundach dookoła pokoju zniknął, jak gdyby zapadł się pod ziemię. I facet czeka na atak. Opowiastkę wymyśliłem jako głos w dyskusji, której tematem były rozważania dlaczego faceci żyją kilka lat krócej od kobiet. Pozdrawiam. JerryW_54
OdpowiedzUsuńJa niestety nie mam wyboru i wszędzie muszę towarzyszyć żonie. Pozdrawiam
UsuńA może jednak 'stety" ? A może to jest najlepszy wybór?
UsuńMemy mają swoją skondensowaną wartość, są i mądre i zabawne. Zaufanie to cenna sprawa ale cenna riposta Twojej żony to perełka. Pozdrawiam Panią Marię R.
OdpowiedzUsuńPrzekażę pozdrowienia
Usuń