Tak się złożyło, że tekst ten wpadł mi w ręce niedługo po stworzeniu panegiryku na cześć mojego małżeństwa z okazji rocznicy ślubu
Historia dotyczy małżonków na emeryturze którzy obchodzili 40 lecie swojego związku. U nas to 44, a więc o 4 lata więcej. Być może pewne rafy niebezpieczne dla związku udało nam się już skutecznie ominąć. Po przeczytania artykułu ogarnęły mnie wątpliwości. Czy jest tak jak ja optymistycznie założyłem, czy może te problemu tylko bardziej nabrzmiały? Takie nabrzmiewanie lubi odbywać się w ciszy, ciszy która często zapada między kobietą a mężczyzną w pewnym wieku. Czy w relacjach z kobietą można być pewnym czegokolwiek?
Poprzez portal Onetu trafiłem na stronę Kobieta XL, a zaintrygował mnie już sam tytuł : Mąż Teresy poszedł na emeryturę - Nie mogę na niego patrzeć.
Jest to historia równolatków których znajomość trawa od szkoły średniej. Obchodzili niedawno 40 rocznicę ślubu, a więc posiadają znaczny staż małżeński
Bohaterka artykułu skończyła 60 lat i przeszła na emeryturę. Mężowi pozostało do przepracowania jeszcze pięć lat. Dalej za artykułem :
" Te pięć lat w samotności Teresa wspomina z rozrzewnieniem. Rano Tadeusz wychodził do pracy, ona sprzątała po śniadaniu, wychodziła na zakupy, na spacer. Wracała do czystego domu, oglądała ulubione seriale, siadała w ciepłe dni z książką na balkonie. Kiedy Tadeusz wracał, jedli wspólnie obiad.(...)
- Posprzątałam po obiedzie, oddawałam mu telewizor. Ja sama wtedy prałam, prasowałam, przygotowywałam obiad na kolejny dzień. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. Ja chodzę wcześniej spać, Tadeusz często przesiaduje w nocy. W sumie widywaliśmy się może przez dwie, trzy godziny.
I to Teresie bardzo odpowiadało. Czuła się wreszcie zadowolona, ba może nawet szczęśliwa? Trochę pogadali, wymienili uwagi, co kupić, co trzeba zrobić i każde szło do swoich zajęć.
- Ale nic nie trwa wiecznie – mówi Teresa. - I choć Tadeusz wcale nie chciał, wypchnięto go na emeryturę. To też trudno mu było przeżyć.
Zostali już w domu we dwoje i uporządkowany świat Teresy runął. Już nie ma czystego domu, nie ma seriali, bo mąż od rana okupuje telewizor. Ma swoje nieznośne nawyki, które Teresę doprowadzają do szału. Jak choćby jedzenie pączka bez talerzyka, a potem wkoło okruchy i lukier, który przykleja się do dywanu.
- Ileż razy prosiłam, by tego nie robił – wzdycha Teresa. - Podobnie jest z kładzeniem ogryzków na moje serwety po babci. On mówi, że przecież są „na stojąco”, to nie mogą niczego pobrudzić. A to nieprawda, bo sok z nich kapie."
Tadeusz snuje się po domu bez celu, w końcu siada w kuchni i doradza Teresie jak gotować, chociaż nie ma w tek kwestii żadnego doświadczenia
- Posprzątałam po obiedzie, oddawałam mu telewizor. Ja sama wtedy prałam, prasowałam, przygotowywałam obiad na kolejny dzień. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. Ja chodzę wcześniej spać, Tadeusz często przesiaduje w nocy. W sumie widywaliśmy się może przez dwie, trzy godziny.
I to Teresie bardzo odpowiadało. Czuła się wreszcie zadowolona, ba może nawet szczęśliwa? Trochę pogadali, wymienili uwagi, co kupić, co trzeba zrobić i każde szło do swoich zajęć.
- Ale nic nie trwa wiecznie – mówi Teresa. - I choć Tadeusz wcale nie chciał, wypchnięto go na emeryturę. To też trudno mu było przeżyć.
Zostali już w domu we dwoje i uporządkowany świat Teresy runął. Już nie ma czystego domu, nie ma seriali, bo mąż od rana okupuje telewizor. Ma swoje nieznośne nawyki, które Teresę doprowadzają do szału. Jak choćby jedzenie pączka bez talerzyka, a potem wkoło okruchy i lukier, który przykleja się do dywanu.
- Ileż razy prosiłam, by tego nie robił – wzdycha Teresa. - Podobnie jest z kładzeniem ogryzków na moje serwety po babci. On mówi, że przecież są „na stojąco”, to nie mogą niczego pobrudzić. A to nieprawda, bo sok z nich kapie."
Tadeusz snuje się po domu bez celu, w końcu siada w kuchni i doradza Teresie jak gotować, chociaż nie ma w tek kwestii żadnego doświadczenia
W efekcie:
"Teresa jest stale poirytowana, ma kołatania serca, czasami drżą jej ręce, miewa dziwne nastroje, bywa, że płacze bez powodu. Mówiła o tym nawet swojej rodzinnej lekarce, ta poleciła zioła na uspokojenie. Ale nie pomagają.
- Bo we mnie jest coś takiego, że je nie mogę na niego patrzeć – mówi Teresa. - Wszystko, co mówi czy robi, doprowadza mnie do pasji. A przecież niby źle nie mamy, dwie emerytury, nie jesteśmy chorzy. Moglibyśmy żyć w miarę spokojnie."
Dochodzimy do sedna.
Ta dolegliwość która trapi Teresę to nie jest zwykła , prosta nienawiść do męża. To stwierdzony i udokumentowany Syndrom męża na emeryturze, a dosłownie „syndrom stresu z powodu przebywania męża w domu” RHS –( retired husband syndrome_)
Syndrom ten został zidentyfikowany przez Nobuo Kurokawę w 1991 roku Jest to psychosomatyczna choroba związana ze stresem, rozpoznawana w kulturze japońskiej, która według szacunków występuje u 60% starszych kobiet. Uważa się, że jest to stan, w którym kobieta zaczyna wykazywać objawy choroby fizycznej i depresji, gdy jej mąż osiąga lub zbliża się do emerytury.
Podobne problemy spotkać można i w innych kulturach. Na przykład w USA Europie Zachodniej i z tego co czytam u nas.
Nawet w dobrym małżeństwie, kiedy mężowie przechodzili na emeryturę, jakość życia ich żon szybko się pogarszała. Cierpiące żony tak opisywały ten stan :
: „Wariuję”, „Chcę krzyczeć”, „On doprowadza mnie do szału”, „Jestem zdenerwowana” lub „Nie mogę spać”.
"Amerykańscy mężowie wkraczali na teren na którym ich żony przyzwyczajone były do posiadania własnego autorytetu: domu, a zwłaszcza kuchni, i wykonywania obowiązków domowych.
Kiedy mężowie rozładowywali poczucie straty, popadając w depresję, nieczułość lub przemoc, relacje między małżonkami pogarszały się do tego stopnia, że żona czuła się źle fizycznie, emocjonalnie i psychicznie, rozwijając u niej zespół nadpobudliwości psychoruchowej.”
I to już koniec tego ciekawego skądinnąd tekstu.
"Teresa jest stale poirytowana, ma kołatania serca, czasami drżą jej ręce, miewa dziwne nastroje, bywa, że płacze bez powodu. Mówiła o tym nawet swojej rodzinnej lekarce, ta poleciła zioła na uspokojenie. Ale nie pomagają.
- Bo we mnie jest coś takiego, że je nie mogę na niego patrzeć – mówi Teresa. - Wszystko, co mówi czy robi, doprowadza mnie do pasji. A przecież niby źle nie mamy, dwie emerytury, nie jesteśmy chorzy. Moglibyśmy żyć w miarę spokojnie."
Dochodzimy do sedna.
Ta dolegliwość która trapi Teresę to nie jest zwykła , prosta nienawiść do męża. To stwierdzony i udokumentowany Syndrom męża na emeryturze, a dosłownie „syndrom stresu z powodu przebywania męża w domu” RHS –( retired husband syndrome_)
Syndrom ten został zidentyfikowany przez Nobuo Kurokawę w 1991 roku Jest to psychosomatyczna choroba związana ze stresem, rozpoznawana w kulturze japońskiej, która według szacunków występuje u 60% starszych kobiet. Uważa się, że jest to stan, w którym kobieta zaczyna wykazywać objawy choroby fizycznej i depresji, gdy jej mąż osiąga lub zbliża się do emerytury.
Podobne problemy spotkać można i w innych kulturach. Na przykład w USA Europie Zachodniej i z tego co czytam u nas.
Nawet w dobrym małżeństwie, kiedy mężowie przechodzili na emeryturę, jakość życia ich żon szybko się pogarszała. Cierpiące żony tak opisywały ten stan :
: „Wariuję”, „Chcę krzyczeć”, „On doprowadza mnie do szału”, „Jestem zdenerwowana” lub „Nie mogę spać”.
"Amerykańscy mężowie wkraczali na teren na którym ich żony przyzwyczajone były do posiadania własnego autorytetu: domu, a zwłaszcza kuchni, i wykonywania obowiązków domowych.
Kiedy mężowie rozładowywali poczucie straty, popadając w depresję, nieczułość lub przemoc, relacje między małżonkami pogarszały się do tego stopnia, że żona czuła się źle fizycznie, emocjonalnie i psychicznie, rozwijając u niej zespół nadpobudliwości psychoruchowej.”
I to już koniec tego ciekawego skądinnąd tekstu.
Problem jest rzeczywiście poważny. Przez okres swojej pracy zawodowej mężczyzna postępuje według pewnych schematów do których z czasem się przyzwyczaja. Wiadomo zaś, że przyzwyczajenia są drugą naturą.
Kilkugodzinna nieobecność w domu skutkuje ożywioną konwersacją przy obiadowym stole, może i potem.
Można przecież się wymienić poglądami i uwagami. Co zaś w sytuacji kiedy od rana do nocy małżonkowie przebywają razem ?
Podświadomie jakoś chyba przyjąłem pod swoją kuratelę ogród razem z warzywniakiem.
Instynkt obronny pozwala mi ewakuować się ze strefy rażenia, a jednocześnie odbyć serię gimnastycznych ćwiczeń.
- Ćwiczeń siłowych przy przekopywaniu ziemi,
Kilkugodzinna nieobecność w domu skutkuje ożywioną konwersacją przy obiadowym stole, może i potem.
Można przecież się wymienić poglądami i uwagami. Co zaś w sytuacji kiedy od rana do nocy małżonkowie przebywają razem ?
Podświadomie jakoś chyba przyjąłem pod swoją kuratelę ogród razem z warzywniakiem.
Instynkt obronny pozwala mi ewakuować się ze strefy rażenia, a jednocześnie odbyć serię gimnastycznych ćwiczeń.
- Ćwiczeń siłowych przy przekopywaniu ziemi,
- ruchowych: postawa skłon postawa, lub postawa skłon przyklęk.
- nawet zwykły spacer kiedy muszę z kosiarką obejść te swoje 8 arów zieleni. Spokojnie mogę wtedy odhaczyć dzienną normę kroków. Tak mi mówi mój telefon ,który to liczy.
Że koszę z telefonem w kieszeni? Oczywiście, pracuję bowiem jeszcze od czasu do czasu. Nawet nie dla pieniędzy a właśnie dla owego zdrowia psychicznego.
Czuję się potrzebny, a nawet jestem w tej pracy lubiany.
Kiedy zaś siedzę w ogrodzie, pod koniec dnia proszę, by żona zawołała mnie na serwis informacyjny w TV. Chcę wiedzieć czy dalej żyję w tym samym kraju w którym się obudziłem
Zona wtedy mówi wtedy z reguły - to może jutro bo jest już 20.30. Może byś już wracał do domu.
W razie braku prac ziemnych, rozwijam swój pęd do majsterkowania lub naprawiania., Przy zupełnym braku zajęć, zawsze mogę wysprzątać samochód czy zająć się motocyklem.
Pilot do TV jest więc bezużyteczny przez większość dnia, bo żona do fanek seriali też nie należy.
Nie wtykam nosa z sposób zarządzania kuchnią przez moją żonę, ale potrafię zrobić to czy tamto, może nawet trochę więcej. Oczywiście w ramach uzgodnień. Bez uzgodnień za to opróżniam zmywarkę czy robię śniadanie jaki i kawę dla dwojga.
Być może w ten sposób, zupełnie instynktowny udało nam się ominąć rafy RHS .
Być może nie. Nie chcę być zarozumiały w swych stwierdzeniach.
Liczę na to, że chociaż uwielbiam mieć własne zdanie potrafię dać się prowadzić niczym elegancki Bentley. Swoją drogę sztukę delikatnego prowadzenia narowistej maszyny, moja małżonka bardzo dobrze opanowała.
Kiedy zaś siedzę w ogrodzie, pod koniec dnia proszę, by żona zawołała mnie na serwis informacyjny w TV. Chcę wiedzieć czy dalej żyję w tym samym kraju w którym się obudziłem
Zona wtedy mówi wtedy z reguły - to może jutro bo jest już 20.30. Może byś już wracał do domu.
W razie braku prac ziemnych, rozwijam swój pęd do majsterkowania lub naprawiania., Przy zupełnym braku zajęć, zawsze mogę wysprzątać samochód czy zająć się motocyklem.
Pilot do TV jest więc bezużyteczny przez większość dnia, bo żona do fanek seriali też nie należy.
Nie wtykam nosa z sposób zarządzania kuchnią przez moją żonę, ale potrafię zrobić to czy tamto, może nawet trochę więcej. Oczywiście w ramach uzgodnień. Bez uzgodnień za to opróżniam zmywarkę czy robię śniadanie jaki i kawę dla dwojga.
Być może w ten sposób, zupełnie instynktowny udało nam się ominąć rafy RHS .
Być może nie. Nie chcę być zarozumiały w swych stwierdzeniach.
Liczę na to, że chociaż uwielbiam mieć własne zdanie potrafię dać się prowadzić niczym elegancki Bentley. Swoją drogę sztukę delikatnego prowadzenia narowistej maszyny, moja małżonka bardzo dobrze opanowała.
Mam też takie humorystyczne spojrzenie na całą tę sytuację.
Mówi się, że jak facet mówi, że coś zrobi to zrobi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.
Jak w końcu ma tyle wolnego, że przychodzi czas na tę robotę i facet postanawia, że pomoże na przykład w kuchni to wywołuje to stres a nawet syndrom RHS
Mówią, że kobieta powinna kochać i zrozumieć swojego faceta.
Mówi się, że jak facet mówi, że coś zrobi to zrobi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku.
Jak w końcu ma tyle wolnego, że przychodzi czas na tę robotę i facet postanawia, że pomoże na przykład w kuchni to wywołuje to stres a nawet syndrom RHS
Mówią, że kobieta powinna kochać i zrozumieć swojego faceta.
Facet zaś powinien kobietę bardzo kochać i pod żadnym pozorem nie próbować zrozumieć.
No to smacznego
Dzisiaj robię pizzę Pepperoni, bez sprzeciwu ze strony żony. Sama mnie do tego zachęcała.
No to smacznego
Dzisiaj robię pizzę Pepperoni, bez sprzeciwu ze strony żony. Sama mnie do tego zachęcała.
PS
Chciałem zakończyć tekst jakimś miłym obrazem zgodnego małżeństwa i poprosiłem AI o stworzenie takiego sielankowego obrazu, mężczyzny który podaje żonie posiłek. Wiać tu z pewnością ciepło między tymi dwoma osobami
Kiedy pokazałem obraz żonie, oczywiście bez kontekstu, spojrzała na niego i powiedziała .
- Widzisz, facet ma na sobie elegancką koszulę.
Szybko pokazałem jej możliwości AI. Teraz obraz jest jakby bardziej do nas dopasowany.
Kolejny wniosek wynikający z tej sytuacji jest taki, że kobiety stosują inne kryteria do oceny sytuacji
Ja już nie chcę się rozwodzić nad tym, dla kogo w tym kochającym się związku AI przygotowała trzeci talerz?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz