Umówiony z Młodszym, przygotowałem dzień wcześniej potrzebne elementy. Oprócz nart i kijków oraz obowiązkowego kasku, przygotowałem bieliznę termiczną czyli koszulkę, kalesony i równie termiczne rękawiczki jako wkład w typowe rękawice narciarskie. Słuchając komunikatów meteo dołożyłem również kominiarkę. Teraz bieda już mi chyba nic nie zrobi.
Kierowany emocjami nie mogłem zasnąć, a kiedy już zasnąłem śniły mi się takie głupoty, iż byłem zadowolony z nagłego przebudzenia. Dzięki bogu obudziłem się przed finałem tego dramatu o zagubionym mnie. Druga w nocy w tej sytuacji zupełnie mi nie przeszkadzała.
Ponieważ rozbudziłem się totalnie, zrobiłem to czego w żadnym razie nie powinno się robić. Sięgnąłem po komórkę i sprawdziłem pogodę na Wierchomli, wsi za Piwniczną gdzie znajduje się nasz ulubiony stok narciarski.
Prognozy nie były optymalne. Zapowiadał się silny mróz. Kiedyś nie zwracałem uwagi na takie drobiazgi jak niska temperatura, ale od tego "kiedyś" nieco się zmieniło. Coraz bardziej lubię ciepło.
Tak to mieszały się we mnie myśli optymistyczne i pesymistycznymi. W końcu, tak koło 5.30 wysłałem zrzut prognozy z pytaniem, czy jedziemy ? Oczywiście zapewniłem, że ja jestem na taką pogodę przygotowany.
- Jedziemy, trzeba być twardym - odpisał Syn
- Twardym trzeba być a nie miętkim, jak mówił Jurek Kiler w filmie pod tytułem Kiler, uzupełniłem wypowiedź Syna.
Ok spodobało mi się zarazem takie postawienie sprawy.
Ponieważ lubimy być na stoku od jego otwarcia, trzeba było też zaraz wstawać. Higiena codzienna, śniadanie, garść tabletek , a potem upychanie na siebie tych wszystkich warstw odzieży. Trochę to trwało. Kiedy dojechał syn zapakowałem sprzęt i o 6.45 wyruszyliśmy spod domu. Przed nami jakieś 130 kilometrów
- Twardym trzeba być a nie miętkim, jak mówił Jurek Kiler w filmie pod tytułem Kiler, uzupełniłem wypowiedź Syna.
Ok spodobało mi się zarazem takie postawienie sprawy.
Ponieważ lubimy być na stoku od jego otwarcia, trzeba było też zaraz wstawać. Higiena codzienna, śniadanie, garść tabletek , a potem upychanie na siebie tych wszystkich warstw odzieży. Trochę to trwało. Kiedy dojechał syn zapakowałem sprzęt i o 6.45 wyruszyliśmy spod domu. Przed nami jakieś 130 kilometrów
Siedziałem już wyluzowany i zadowolony. Od czasu do czasu szeleściłem radośnie. Ten szelest wynika stąd, że w czasie mojej większej aktywności narciarskiej, otrzymałem od żony prezent. Był to sweter w norweski wzór z wszytą w niego membranę z folii aluminiowej i to ta folia tak właśnie szeleści.
Swoją drogą, szeleści już tyle lat
Swoją drogą, szeleści już tyle lat
Temperatura - 12 stopni Celsjusza dawała się we znaki, ale entuzjazm dominował.
Potem tylko szybki odbiór karnetów i kanapa. Już pierwszy zjazd przekonał nas o dobrodziejstwie posiadania kominiarki.
Wyglądaliśmy tak jakbyśmy chcieli obrobić kasę wyciągu, ale było cieplej.
Może te 11-12 stopni mrozu to nie jest jakieś lodowe piekło, ale pamiętajmy, że zjeżdżając z góry z szybkością ok 50 km na godzinę tworzymy wiatr pozorny. Wtedy odczuwalna temperatura może wynosić około minus 18 stopni Celsjusza lub jeszcze mniej
Szybko zaczęły marznąć mi koniuszki palców. Mam taką nadwrażliwość, że przy niskiej temperaturze odczuwam to boleśnie.
Palce mi marzną a naskórek lubi popękać.
No cóż, jak to mówią nobody`s perfect.
Po piątym zjeździe czyli po przejechaniu na nartach ok 10 km, udaliśmy się do bacówki na stoku. Trochę by się nieco ogrzać, a trochę na małe co nieco. Młodszy od pierwszego ślizgu myślał już o szarlotce która podają w tutejszym barku
Po piątym zjeździe czyli po przejechaniu na nartach ok 10 km, udaliśmy się do bacówki na stoku. Trochę by się nieco ogrzać, a trochę na małe co nieco. Młodszy od pierwszego ślizgu myślał już o szarlotce która podają w tutejszym barku
Była więc i herbata i kawa oraz szarlotka
- Herbata 10 zł,-/ szt
- Podwójne espresso 24 zł,/ szt
- Szarlotka 18 zł,; / szt
- Podwójne espresso 24 zł,/ szt
- Szarlotka 18 zł,; / szt
- Mała cola 16 zł-/but
Nie traktuję tych cen w kategorii paragonów grozy, bo w końcu nikt mi nie kazał składać zamówienia, a ogrzać się mogłem za darmo. Myślę tylko, że taki wyjazd rodzinny z dwójką dzieci którym trudno omówić zakupu w połączeniu z ceną karnetów to naprawdę spory wydatek.
Nie traktuję tych cen w kategorii paragonów grozy, bo w końcu nikt mi nie kazał składać zamówienia, a ogrzać się mogłem za darmo. Myślę tylko, że taki wyjazd rodzinny z dwójką dzieci którym trudno omówić zakupu w połączeniu z ceną karnetów to naprawdę spory wydatek.
Moje dziecko obstawiło mi karnet, a więc nie miałem oporów by zapłacić za nas rachunek w "Bacówce"
Wróciliśmy na stok i zjechaliśmy jeszcze 4 razy. Wtedy też poczułem, że nogi mnie już nie trzymają, a więc postanowiłem odpuścić. Rozsądek na pierwszym planie.
Ponoć najgorsze są te ostatnie przejazdy, kiedy mówisz sobie - jeszcze ten jeden ostatni zjazd...
O godzinie 12.45 ruszyliśmy w drogę powrotna do domu. Stok przybrał już kolorowy wygląd z powodu zagęszczenia narciarzami. Na parking pod wyciągiem wjeżdżały kolejne samochody
O godzinie 12.45 ruszyliśmy w drogę powrotna do domu. Stok przybrał już kolorowy wygląd z powodu zagęszczenia narciarzami. Na parking pod wyciągiem wjeżdżały kolejne samochody
Kto rano wstaje temu pan bóg daje - zacytowałem stare ludowe przysłowie.
Słońce towarzyszyło nam w całej powrotnej drodze.
Na 14.00 wróciliśmy do domu, gdzie czekał na nas gorący bigos. Był dobry, ale po tylu godzinach pobytu w mrozie smakowałoby nam wszystko co gorące.
Słońce towarzyszyło nam w całej powrotnej drodze.
Na 14.00 wróciliśmy do domu, gdzie czekał na nas gorący bigos. Był dobry, ale po tylu godzinach pobytu w mrozie smakowałoby nam wszystko co gorące.
Sobotę zakończyłem już z Małżonką we dwójkę. Wieczorem pozwoliliśmy sobie na odrobinę Single Malt i był to dwunastoletni finisz udanego dnia.
Młody zmontował taki filmik, na którym wszystko wygląda tak jak powinno.
Z tym filmem jest jak ze wspomnieniami Te są zawsze bez wad.
P.S filmu niestety nie umieszczę ponieważ ma jakieś problemy z odtwarzaniem na blogu
Z tym filmem jest jak ze wspomnieniami Te są zawsze bez wad.
P.S filmu niestety nie umieszczę ponieważ ma jakieś problemy z odtwarzaniem na blogu
W zamian podrzucam takie zdjęcie dla sceptyków
Nie umiem jeździć na nartach, szczerze podziwiam tych , którzy potrafią :)
OdpowiedzUsuńTak naprawdę zacząłem jeździć w wieku 38 lat. Uważam że każda pora jest dobra aby zacząć. Współczesne narty taliowane lub carvingowe z których korzystam to nowoczesne narty z charakterystycznym wcięciem w talii (wąskie pośrodku, szersze na dziobie i piętce), co umożliwia łatwe i dynamiczne skręty na krawędziach, bez utraty prędkości, dzięki czemu dominują na stokach i ułatwiają jazdę zarówno amatorom, jak i zaawansowanym narciarzom. Zachęcam do spróbowania. Mnie ujęło od razu.
UsuńDołączam się do wyrazów podziwu. Tak dawno nie było śniegu, że gdy już jest należy wykorzystać. Choć dla Ciebie koszt zamówienia, nie był paragonem grozy, to jednak ja uważam, że wszystko mocno zawyżone. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDla mnie ceny gastronomii na stoku są też zdecydowanie zawyżone. Nie chciałem jednak tego problemu wysuwać na plan pierwszy wspomnień z wyjazdu. Teraz pełno relacji z wyprawy do knajpy z prezentacją paragonu. Przecież w widocznym miejscu wisi cennik lub menu z cenami. Jak już zdecydowałem się zaszaleć i coś jednak zamówić, to potem po prostu nie narzekam na końcu. Pozdrawiam
UsuńCoś pięknego! - mam na myśli to ostatnie zdjęcie.
OdpowiedzUsuńImponujesz mi swoimi wyczynami. Moja przygoda z nartami trwała jeden dzień. Jeszcze nie zaczęłam zjeżdżać, jak już się wywaliłam. Poplątały mi się nogi, narty i nogi z nartami. Cała ta plątanina była wysoko i nie umiałam wstać. Potem nawet uroczystego ślubowania nie musiałam składać, bo i bez niego nigdy więcej nie tknęłam nart. No, talentu bozia nie dała...
W jednym z odcinków "Wojny domowej" instruktor narciarski ( Bogusław Kobiela) mówił : Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz.
UsuńA ja się przewróciłam i już nigdy się nie nauczyłam.
UsuńTwardym - to trzeba być na wysokim stanowisku państwowym...
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/shorts/0Op6vT3siLo?feature=share
Pozdrawiam i do spotkania na stoku!
Tak, znam ten film. O dwóch takich co przygotowywali film w Zakopanem. Świetny duet Maklakiewicza z Himilsbachem. A może już gdzieś, kiedyś, na stoku mijaliśmy się całkiem nieświadomie?
Usuń😁No przecież! Poznaję Cię po uśmiechu 😉!
UsuńPod kominiarką ? 😊
UsuńDla mnie to, bez względu na trasę, sport ekstremalny. A to ubieranie na cebulkę to połowa przyjemności w tył czyli minusy ujemne. Ale podziwiam i nie zazdroszczę nawet niezawistnie.
OdpowiedzUsuńTo tylko drobne niedogodności, by po chwili poczuć się wolnym, tak choć przez chwilę
UsuńCześć Antoni. Po głowie mi chodzi taki wierszyk, już nie pamiętam czy to z mojego dzieciństwa czy z dzieciństwa moich dzieci. Tu jego zapamiętany fragment:
OdpowiedzUsuńMy się mrozu nie boimy,
Chociaż z mrozem to nie żarty.
Lecz się dobrze uzbroimy,
Każdy do nóg przypnie narty
Cóż, jego buńczuczność wskazuje że jest chyba z moich młodych lat, albo i wcześniej. W domu rano, kiedy piec już dawno wygasł, były 4 stopnie, na szczęście w plusie, to i potem na nartach minus 20 nie przerażało. A i siniaki na tyłku i obtarte na lodowej skorupie pyski były rzeczą normalną, której nie godziło się wspominać, ponieważ "twardym trzeba było być a nie miętkim". Co innego teraz. Wybraliśmy się z kolegą na pobliski wyciąg w początkach tego miesiąca. Na dolnej stacji było -12, na górnej -16 i do tego huraganowy wiatr przewalający ciemne skołtunione chmurzyska przez górski grzbiet. Po jego drugiej stronie wyciągi nie chodziły z powodu tego wiatru. Do tego byliśmy lekko ubrani, bo przez okno to pogoda fajna była . Po kilu zjazdach podaliśmy tyły i z godnością, aczkolwiek dyskretnie opuściliśmy stok. Cóż, śpiewało się kiedyś piosenkę: na starość dziadziowi zmieniły się wdzięki, ma wszystkie członki twarde a jeden miękki . Należałoby ją strawestować: niestety kości twarde a charakter "miętki".
A wierszyk kończył się jakoś tak:
Tego chłopcy się nie boją,
Czapka się odnajdzie w śniegu,
A siniaki wnet się zgoją! Pozdrawiam. JerryW_54
PS. Czytając Twój poprzedni post przypomniał mi się taki trochę infantylny dowcip
Adam w raju budzi się po pijaństwie. Wstaje i konstatuje, że nie ma ani jednego żebra. Woła: Panie Boże co ze mną zrobiłeś. Rozstąpiły się chmury i rozległ tubalny głos: a kto wczoraj co chwilę zamawiał dziewczynki :)))
Kiedyś taka pogoda nas nie przerażała, ale starość czymś się musi różnić od młodości. Dowcip fajny, a i bóg miłosierny.
UsuńGratulacje za sprawność, bystrość i umiejętność sprawdzania swoich sił. Aktywność przywraca zdrowie, jest to najtańszy i najbardziej skuteczny lek na nieuchronny upływ czasu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
W ten weekend powtórzyłem to doświadczenie przy bardziej sprzyjającej pogodzie Pozdrawiam
Usuń