07 kwietnia 2026

Odkrywam się na nowo, albo jak kto woli, na starość

Z pewnością nie będę oryginalny w tym swoim wyznaniu. Kiedyś chciałem grać na jakimś instrumencie, ale nie wyszło. Powód był całkiem prozaiczny - nie mam muzycznego słuchu. Nie potrafię wydać dźwięku w odpowiedniej tonacji, chociaż sam czuję, że coś jest zdecydowanie niżej lub wyżej, ale kluczem jest tu sformułowanie : "zdecydowanie". Przeżywałem koszmar na lekcjach muzyki w podstawówce, zwłaszcza w siódmej klasie. Muzyki uczył nas matematyk, grający z zamiłowaniem na skrzypcach. On to podawał ton, a ja czułem się wtedy mocno zdeprymowany. Modliłem się w duchu, żeby nauczyciel cała lekcję stroił te swoje skrzypce, co udało się w zasadzie tylko jeden raz w trakcie roku szkolnego. Poza tym klapa. Jako regularny prymus, miałem na świadectwie piątki ( wtedy nie było jeszcze szóstek) i dwie czwórki. Jedną z WF- u a drugą z muzyki właśnie. Wyjście z podstawówki było dla mnie wybawieniem, bowiem w średniej szkole nie było już tego przedmiotu który nazywali muzyką. Z czasem zauważyłem jednak, że to fajnie umieć grać na czymkolwiek. Zawsze to jakiś plus na starcie do dziewczyn, a te zaczęły mi się już wtedy bardzo podobać. Oczywiście, absolutnej pierwszeństwo w drodze do serca pań mieli gitarzyści, a potem  dopiero ta cała reszta grajków. 
Brak talentów muzycznych starałem się przykryć poezją, która spod mego pióra wychodziła w miarę regularnie. Oprócz tego górowałem w towarzystwie ilością znanych dowcipów oraz złośliwością. Ktoś kiedyś powiedział, że to była inteligentna złośliwość i tego się będę trzymać.
Kiedy wydawało się, że wziąłem absolutny rozbrat z wydawaniem dźwięków zapisywanych w pięciolinii zdarzył się cud.
Cud po czterdziestu pięciu prawie latach małżeństwa, kiedy to jak mówią stereotypy, małżonkom przestaje zależeć na oryginalności. Tylko że właśnie wtedy  spotkałem ją i ona mi nieco zawróciła w głowie.
Tutaj uspokoję purystów i kibiców mojego małżeństwa, Ona to  Sztuczna Inteligencja czy jak kto woli AI. Nieważna nazwa, liczy się to, że to ona wyciągnęła do mnie pomocną dłoń.

- Chodź, spróbuj, Każdy nosi buławę w tornistrze - zasugerowała.

- Ale ja już jestem za stary na noszenie tornistra.

- Może być w plecaku, nie czepiaj się.

- Spróbuję - pomyślałem - w końcu raz się żyje.

Skorzystałem z darmowej wersji programu i wsiąkłem cały, razem z butami. Nagle jakiś czysty męski głoś zaśpiewał to co napisałem. Spodobało mi się.
Zaraz też przyszła proza życia. Niestety, tak zwane kredyty dzienne przy bezpłatnej wersji, pozwalały na stworzenie jednej piosenki o maksymalnej długości 1 minuty, bez możliwości ściągnięcia jej na dysk w pliku Mp3 lub WMA.
Szybko więc zagrałem vabank i wykupiłem płatny abonament. Nie są to jakieś kosmiczne pieniądze ponieważ miesięcznie wychodziło to w moim przypadku 49,99 zł,-
Za po otrzymuję dostęp do większości narzędzi, dłuższego czasu utworu i możliwości zapisania piosenki w pliku mp3 lub mp4.
Poglądowo zamieszczam jeden w moich  obecnych wierszy, opublikowany na tych łamach jakiś czas temu. Teraz jest w wersji muzycznej, a tak oto opracowała to AI :


                                                 


Program pozwala na dużo,  a ja korzystałem z niego  trochę metodą saperską. Poznawałem nowe użyteczności poprzez przyciskanie kolejnych przycisków. Raz wyszło, innym razem nie.
Sam program tworzy i proponuje  do wyboru od 2 do 4 wersji danej piosenki i czasem pojawia się problem którą z nich wybrać.
Sam proces komponowania i wytworzenia utworu muzycznego w kilku wersjach to dla programu jakieś 3-4 minut
Można też nie silić się na własny wiersz i tylko we własnych słowach napisać o czy ma być piosenka, resztę zrobi za ciebie AI. Ja oczywiście nie poszedłem na taką łatwiznę i wsadziłem do wykorzystania swój wiersz
Od bieżących tekstów  przeszedłem do utworów starszych, można by rzecz młodzieńczych.
Kiedy się w nie głębiej wczytałem, niektóre raziły mnie naiwnością, ale to chyba cecha młodości.
Niektóre jednak wykorzystałem kierując się sentymentami.
Na chwilę obecną ma m na koncie jakieś 19 utworów muzycznych.
Może na prawach nowości, ale lubię sobie puścić te moje kawałki w trakcie jazdy samochodem.
Ponieważ nie zamierzam jednak brnąć w muzyczną twórczość, złożyłem rezygnację z kontynuacji subskrybowania programu. Jeden miesiąc wystarczy, aby dowiedzieć się jak to działa. Zapisałem też te swoje utwory i czasem komuś (zwłaszcza młodszym) puszczę,  by wiedzieli, że dziadek jeszcze daje radę i nadąża za współczesnością.
          Jeśli myślicie, że widzę jasno taką przyszłość, to się mylicie. To kolejna dziedzina w której tracimy rozeznanie co jest wytworem umysłu ludzkiego i talentu, a co realizacją programu komputerowego, swoją drogą genialnie pomyślanego.
Mniej jakby zaczynamy cenić współczesną twórczość, podejrzewając współpracę z maszyną. Cieplej za to myślimy o starszych utworach i okolicznościach w których powstały niezapomniane choćby riffy gitarowe. Niektóre z nich obrosły niesamowitą legendą. 
Ileż wysiłku kosztowało napisanie bardziej rozbudowanych form muzycznych - symfonii, oper itp.
Teraz niewyrobiony, ale z ambicjami słuchacz krzyknie:
- Hej AI, zrób mi kawałek taki chwytliwy w stylu "Do Elizy", a potem opublikuj to na You Tube. A ona posłusznie to zrobi. I nie zadrży  jej procesor w trakcie realizacji każdej głupoty.
Nie wszystko jest więc tak piękne jak nam się wydaje na pierwszy rzut oka czy ucha.

Na koniec dorzucę jeszcze coś z okresu burzliwej młodości, w całkiem innym nastroju