czwartek, 5 grudnia 2013

Nasi Starzy

Tekst inspirowany
Kiedy dotarłem na drugie piętro z trzema skrzynkami narzędzi, trochę bolała mnie ręka z powodu zadawnionej kontuzji prawego nadgarstka. Nie dałem mu szans by w spokoju doszedł do siebie, bo i tyle roboty dokoła. Jak nie kopanie to cięcie, a na deser rabanie drzewa na podpałkę do kominka.
- To gdzie jest ten okap- spytałem na wejściu i zaraz zdałem sobie sobie sprawę z głupoty tego pytania.
Sam bowiem skierowałem się do kuchni wiedząc, że na pewno nie odprowadza on ciepła znad telewizora.
Wołanie było dramatyczne – okap mi się urwał i wisi bokiem opierając się na szafce. Wpadłbyś zięciu i naprawił mi to. Trzeba przyznać, że teściowa nie narzuciła mi terminu, ale było wiadomo, że powinno być to szybko. Synowa wpada z wizytą po raz pierwszy od dwóch lat i wypada żeby wszystko było na błysk.
Szczęśliwie dla niej nadchodzi zima a przeraźliwie zimny wiatr z deszczem skutecznie zniechęca do prac w ogrodzie. Sobotnie rąbanie drewna zrobiłem pomiędzy jednym a drugim porywem wiatru.
Potem była niedziela gdzie nie wypada uruchamiać wiertarki, zwłaszcza w bloku. Poniedziałek z rehabilitacja żony a wtorek z wizytą w poradni i zakupami, a środa z wizytą faceta od mierzenia rolet.
Nie mogłem więc wybrać się do niej bezpośrednio po pracy, co byłoby lepsze z tak zwanego ekonomicznego punku widzenia.
Zaraz po wizycie fachowca który okazała się nad wyraz rozmowny, po akceptacji ceny usługi, wsiadłem w samochód i pojechałem.
Nie w tym rzecz żeby wypominać, ale to dwadzieścia kilometrów w jedną stronę.
Pod blokiem zameldowałem się koło siódmej. Bez zbędnej zwłoki wziąłem się też do roboty.
Zdjąłem okap i klnąc w duchu mizerię poprzedniej ekipy, wyrwałem stare kołki wiercąc głębsze otwory. Nowy kołek i solidny wkręt powinny sprawę załatwić.
- Jak już Cię tu mam to bądź tak dobry Antoni i zamocuj mi uchwyt pod prysznic.
Wszedłem posłusznie do łazienki wiercąc otwory pod kołki rozporowe. Po chwili prysznic w sposób stabilny lał wodę.
- I jeszcze to gniazdko - pokazała za wersalką wyrwane ze ściany gniazdko elektryczne.
Potem był jeszcze jeden mały gwózdek i konsultacja w sprawie zasilania telefonu bezprzewodowego. Z tym telefonem wyszło na moje, ale trzeba było dopiero pokazać palcem pukając w aparat aby było ważne.
Uciekłem przed rozmowa o przygotowaniu świąt ze względu na późna porę.
Kiedy dotarłem do domu, mogłem już tylko siąść na chwilę w ulubionym fotelu. Dzień minął.
W poprzednią sobotę odwiedziłem własną matkę i to dokładnie z tego samego powodu.
Scenariusz bardzo podobny, drobne naprawy, wymiana węża do prysznica, porządkowanie grobów. Dodatkowo potrzebowała instrukcji użytkowania nowej, wypasionej pralki automatycznej. Można było kupić coś prostego ale tradycyjne wychowanie nie pozwoli kupować tanich rzeczy, które jak to się mówi są na całe życie. Na co jej te ekstra funkcje ? Tego nie wiem.
Szkolenie odbyło się dwa tygodnie temu, ale do dzisiaj nie prała bo przecież zrobi to przed samymi Świętami. Ciekaw jestem ile zostanie z tej nauki w siwej głowie po trzech tygodniach od instruktażu. Z pewnością nie obejdzie się bez kolejnej wizyty. To kolejne sześćdziesiąt kilometrów w jedna stronę.
A wizyta najlepsza sobotę. Próbowałem negocjować, żeby w tygodniu po pracy, sobota to jedyny dzień żeby ogarnąć się koło domu przy dziennym świetle.
Zgadnijcie z jakim rezultatem. Zdałem sobie sprawe że idzie o ten cmentarz. O zmroku zamykają bramu cmentarne.
W chwili kiedy sam muszę ogarniać przynajmniej parę podstawowych tematów dla domu jak zakupy, remonty i pomoc żonie, czuję się już wszędzie spóźniony.
Nie znaczy to, że wypominam pomoc. Absolutnie nie chciałbym żeby byto tak zabrzmiało.
Ja lubię te manualne prace więc nie są one dla mnie problemem. Problemem jest grafik, chciałbym by dopasowano się do mojego.
Chciałbym żeby rodzice nauczyli się na pewnym etapie swojego życia grać drugie, a może trzecie skrzypce.
Kiedy listonosz przynosi emeryturę, można już cieszyć się urokami posiadania kochającej rodziny, nie trzeba nią za wszelką cenę zarządzać.
A jeżeli wszystko było w porządku to i w porządku pozostanie.
To pewnie było już z dziesięć lat temu. Mój wspaniały Ojciec zadzwonił do mnie z następującą dyspozycją:
- Jak będziesz jechał w piątek po pracy, to zawiń się do rodziny co tam niedaleko mieszka i weź dwa worki ziemniaków. Załatwiłem, jeden dla ciebie a drugi dla twojego brata. Jemu przywieziesz do mnie ten worek w następnym tygodniu.
Tylko się cieszyć. Nie? Bo przecież Ojciec pomyślał o swoich dzieciach. Pełen wdzięczności musiałem odmówić, Ojciec nie był zadowolony i chyba nawet trochę zaciął się w sobie.
On to tak dobrze wykombinował
Realia zaś były takie.
Pracowałem 120 kilometrów poza Krakowem i jednocześnie miałem w tym czasie żonę w szpitalu w Katowicach. W piątek po pracy wyruszałem wprost do niej, łamiąc wszelkie możliwe ograniczenia prędkości. Już widzę siebie ubranego w miarę elegancki garnitur, ładującego te dwa worki ziemniaków i natychmiast umykającego od rodzinnych pytań w stylu - jak żyjecie?.
A co tam u Marii, a jak tata?
Przecież wypada grzecznie odpowiedzieć zapytać o to samo i wypić chociaż herbatę.
Dodatkowo zboczyć z trasy o jakiś dwanaście kilometrów.
Pal lich mój worek, zniosę do piwnicy, a co zrobić z drugim? Rodzinne spotkanie przewidziane było dopiero w następnym tygodniu. Wychodzi na to, że trzeba jeździć z ziemniakami w bagażniku cały tydzień. Smród piwnicy w całym aucie murowany.
Albo wynieść duży wór do piwnicy a z a tydzień z tej piwnicy na nowo do auta.
Trzeba dodać, że worek ziemniaków na placu kosztował gdzieś koło dychy.
Tylko miłość rodzinna jest bezcenna.
Pomysły na oszczędność z reguły są powalające. Żeby było po równo to przykład z drugiej strony.
Kiedyś wpadła do nas teściowa z rozpaloną głowa i gazetką promocyjną w drugiej ręce.
- Od jutra jest schab jest tańczy o złotówkę w sieci T. Może byśmy tam podjechały samochodem?
- Mamo – odpowiedziała żona - ile tego schabu chcesz kupić? Kilo dwa trzy? Jeżeli trzy, to trzy złote oszczędności. Ja muszę przejechać w tę i z powrotem czterdzieści kilometrów. To samej benzyny wychodzi jakieś trzy litry. Trzy razy pięć (kiedyś) to piętnaście. Wychodzi na to, że do twojego schabu dołożę minimum dwanaście złotych. Co to dla mnie za promocja?
Trzeba było widzieć tę zawiedzioną minę.
Starzeją nam się rodzice z każdym rokiem bardziej. Bogu dziękuję, że bez oznak starczej demencji czy choroby Alzheimera. Widziałem chorą na tę chorobę matkę moje znajomej. Czasem sama miłość to za mało, gdy brakuje sił. Nie wiadomo tez nad kim litować się bardziej.
Z czasem nauczyłem się odrobiny asertywności. Szczególnie przy telefonach w stylu
- Antek ty przyjedź jutro i zobacz co sąsiad zrobił na klatce.
- Musisz tu być jutro
Ciekawe ale to samo uważa mój pracodawca że muszę być tu jutro, znaczy się w mojej pracy.
Tu przynajmniej mam wybór, bo jak nie chcę to zawsze mogę wypierdzielać. Oczywiście po okresie wypowiedzenia.
Szacunek dla siwej głowy to oczywiste. Miłość do rodziców to naturalne, Wdzięczność to bezdyskusyjne.
Tylko czy w ramach powyższego powinniśmy bez słowa dać się terroryzować?
Przeczytałem taki komentarz, że kiedyś rodzice nie marudzili i byli kiedyś do naszej dyspozycji stale. Ja jestem zdania, że ten dług spłacamy będąc dyspozycyjni dla własnych dzieci.
Uważam nawet, że ja ten dług rodzicielstwa, tak przez mnie rozumiany już spłaciłem.
A teraz ... A teraz usilnie uczę się nie pchać przed orkiestrę. Uczę si.ę partytury dla trzecich skrzypiec i muszę przyznać, że nie jest to wcale takie proste. Pracuje jednak nad sobą, organicznie od podstaw.
Mam świadomość, że wkładam kij w mrowisko. Wiem, że ludzie starsi są różni, a my z reguły cieplej patrzymy na własnych staruszków. Przykładów na to o czym pisze wyżej jest jednak całe mnóstwo.
Czasem w chwilach zwątpienia wydaje mi się, że wygodniej być gdzieś daleko. W Irlandii, Niemczech w Kanadzie. Telefon raz w miesiącu załatwia rodzinne powinności.
Wpada się raz do roku, a na pytanie - czy coś potrzebujecie? - zawsze pada odpowiedź - mamy wszystko. Bo jakże narzekać przed synem czy córką, którzy za kawałkiem chleba wyjechali za granicę. Toż im trzeba współczuć i może nawet podesłać jakąś paczkę z wdowiej renty.
A oni się na to łapią i nie tracą dobrego nastroju.
W czasie ostatniego pobytu w kraju, mój szanowny szwagier powiedział, że zastaje własna matkę w doskonałej kondycji, zdrowiu i pełną energii. Nic nie potrzebuje bo wszystko robi sama.
Powyższe wnioski wysnuł chyba tylko na podstawie gracji z jaka mamusia smażyła mu kotlety schabowe. Bo kto mu tam za granicą tak ładnie usmaży?
A tu pora na rozmowy zasadnicze dzieci co dalej? Po co? gdy takie zadowolenie dokoła.
Raz to życie nas zaskoczyło?

32 komentarze:

  1. Vulpian de Noulancourt05.12.2013, 11:58

    - Dzień dobry, ciociu!
    - Przyszedłeś, to trudno – wchodź. A ileż to ciebie nie było, co?
    - No, ze dwa tygodnie...
    - Umrzeć można, a nikt się nie zainteresuje. Rodzina!
    - Oj, zaraz umrzeć.
    - A umrzeć, umrzeć. Chora byłam, to nikt nie przyszedł!
    - No a skąd mi wiedzieć, że ciocia chora? Dzwoniła ciocia?
    - Obcy ludzie pomogą. Prawda, że za pieniądze. A własna rodzina - nic.
    - No właśnie – coś kupić? Żeby ciocia nie dźwigała.
    - Nie!! Niczego nie potrzebuję od ciebie.
    - No może jednak.
    - Nie!!!
    - A dlaczego ciocia nie zadzwoniła od sąsiadów, że choruje?
    - Do sąsiadki poszłam; porządna kobieta. Kupiła, przyniosła. Nie to, co ty.
    - No a skąd miałem wiedzieć?
    - Trzeba było przyjść. Ale do samotnej ciotki ubogiej to nikt się nie kwapi.
    - Mam obowiązki i codziennie tu latać nie będę. Proszę dzwonić.
    - A ten znowu swoje. Boże, czego doczekałam.
    - Może kupię cioci komórkę? Proponuję od kilku lat. Za wszystko zapłacę, a będziemy w kontakcie.
    - O! O! Zabić mnie chce! Toż wszyscy wiedzą, że te komórkowe telefony to zabijają ludzi. Jedną panią w klatce E to znaleźli w środę na podłodze. I nic jej nie pomogło, że telefon miała.
    - Co ciocia opowiada?
    - Noo, nie darmo ty stale do mnie przychodzisz, a oczy to ci tylko latają dookoła. Pasowałoby moje mieszkanie, co?
    ========================
    To taka never ending story. No i, nie wiadomo dlaczego, są ludzie, którzy to cierpliwie wytrzymują.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to powiedział Tewje Mleczarz
      Na to jest tylko jedna odpowiedź - Tradycja
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. i z wielką uciechą podpinam swoje gorzkie żale pod Twój post bo u siebie nie mogę -
    "po co robisz te soki jak można lepsze kupić w B za parę złotych (ja robię sok z aronii a teściowa kupuje o smaku aronii)
    czemu nie przyjedziecie tak jak proszę na 16 (pracujemy do 19) od 19 zaczynają się najlepsze seriale
    i najlepsze - czemu nie zburzyliście swojego domu, żeby na tym miejscu postawić większy dla siebie i syna, po co on kupował mieszkanie jak i tak będzie miał kiedyś po was jak pomrzecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre rady są bezcenne, za wszystko inne zapłacisz karta kredytową Mastercard, albo Visa wszystko jedno
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Antoni, a mnie przyznam denerwuje to 'nic nam nie trzeba' 'wszystko dobrze', wiec draze dalej bo wiem, ze czegos trzeba i ze nie wszystko jest dobrze...a jak juz jestem na miejscu to nie da sie wszystkiego zrobic bo 'nie przyjechalas tu robic tylko odpoczac' i 'cos Wam ugotuje bo tylko tak moge wam pomoc'.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na niem trzeba to klasyczny przykład polskiej kurtuazji
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Z uciechą stwierdzam żem staruszka :) bo to panie powyżej 6 ...lat już mam. Tak, też uważam jak i Ty swoje zobowiązania spłaciłam wobec rodziców wychowując potomstwo własne. Ale, ale nie jest łatwo samemu być na świecie starszej osobie, za każdą usługę trzeba płacić, gniazdka nie ma komu naprawić gwoździa w ścianę i wejść na drabinę. Są kobiety co pomalują ściany i przybiją deski podłogę położą szczęściary zdolne na starość jak znalazł. Najgorzej jest jednak że starość zapomina iż młodość pracować musi i jest: czemu nie przyjdziesz a najlepiej posiedź ze mną to opowiem pierdylion raz tę samą historię. Taak pamiętam moi już od kilku lat nie żyją, ale pamiętam, ważne nie stać się podobnym i pamiętać że młodzi pracują więc o swoją wiedzę dbać i poszerzać by mieć co im ciągle dawać. I tym optymistycznym akcentem kończę życząc miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie uczę się tego pamiętania
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. właśnie tego się boję..... że dopadnie mnie takie "starcze" przepraszam zachowanie, że ja mam b yć na pierwszym miejscu.... a to czasami nawet bez mojej swiadomości coś w główce sie poprzestawia...
    dlatego boję sie starości i tego.....nieogarnięcia rzeczywistości....
    serdeczności
    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się mówi pracuj nad sobą
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. A nam się często wydaje,że na starość nie będziemy tacy jak nasi "wymagający" Starsi ...Powoli polska wielopokoleniowość odchodzi w zapomnienie i czeka nas dom spokojnej starości. Coraz częściej zaczynam "ciepło" myśleć o takich miejscach, właśnie po to, aby nie być ciężarem dla dzieci. I nie chodzi tu o odrzucenie czy zaniedbanie , ale o brak możliwości organizacji zajęć. Nie da się żyć na odległość i zaspakajać potrzeb najbliższych. Pozdrawiam, Hanula
    PS Antoni, a może tak klonowanie?:) Tylko musisz sprawdzić, które komórki masz najmłodsze. A może nie musisz być wcale młodszy, wystarcz Twoja niezłomność i siła charakteru. Pomyśl, jakby Was było kilku.../ tylko nie w jednym miejscu/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Nie
      Widziałem taki film "mężowie i żona"
      Dało mi do myślenia

      Usuń
  8. Opiekuję się starą matką, która traci pamieć. To nie ona mi utrudnia życie, a rodzeństwo, które w ogóle się nią nie opiekuje, nie interesuje, ale ciągle ma o coś w tym zakresie do mnie pretensje. A najchętniej to wzięliby matki emeryturę, a ja za friko miałabym się nią opiekować. O upierdliwości moich rodziców, kiedy byli na chodzie nie będę mówiła. Dość, że uważali mnie ciągle za dziecko na ich usługi i zawołanie.
    Staram się bardzo, żeby wobec moich dzieci być w normie i nie truć im głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się że pretensje rodzeństwa co do sposobu opieki nad rodzicami są jakieś takie typowe.
      Pojawić się raz do roku, podburzyć starych i okazać aktywność dopiero przy dzieleniu spadku
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Znam to, bo mój mąż nigdy nie ma urlopu, bo jak jedziemy do Polski, a bywamy i tak stosunkowo często, co cale wakacje mąż realizuje taką właśnie listę niezbednych reperacji i przwie nie ma dnia wolnego, bo tyra w domu i na działce obojgu rodziców. I to nic, że sa tam jeszcze inne dzieci, ale przecież nikt "tak lepiej nie zrobi":) Myslę, że czasami jestesmy za malo asertywni. z drugiej strony mam poczucie uciekającego czasu i zdaje sobie sprawe, że rodzice sa coraz starsi... i juz niebawem nie będzie komu reperować plotów na działce, odsnieżarek, czy przykręcać kranów... i wiem, że bedzie mi tego brakowało w pewnym sensie...
    z drugiej strony, to nie zawsze jest egoizm, sa rzeczy, których oni sami nie sa w stanie zrobic, więc na kogo liczyć, jak nie na dzieci...
    pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, bo jak mówię warto pomagać. Dlaczego jednak tylko ja potrafię wywiercić dziurę w ścianie?
      Dlaczego tylko mnie to wychodzi?
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. U mnie, kiedy zyli nasi meżowie, mówiło się im, co trza i pilnowało, by się nie ociągali. Teraz moja mama mówi do mnie, ale nie w formie: trza to i to, bo nie działa, ino memle pode nosem, ze coś tam, coś tam. Pytam, co zepsute, słyszę, ze nic własciwie, a po pół roku tragedia, ze mówiła, ze nie działa i że co teraz bedzie?! I jest gorzej, bo rzeczywiście awaria może być większa, niż przed pół roku, kiedy coś tam było albo i nie, tylko ja się powinnam domyślic i przewidzieć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ode mnie rodzice nic nie chcą, bo...ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak też gotów byłbym wybaczyć mojemu ojcu więcej ale zmądrzałem za późno
      A może byłem tylko konsekwentnie asertywny?
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Antoni masz 100% racji tylko, że... Prawdopodobnie Twoje dzieci będą pisać podobne teksty za ileś tam lat. Punkt widzenia zmienia się z wiekiem, chyba. Ale nie trać nadziei i ćwicz, ćwicz te trzecie skrzypce. Może akurat się uda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie uważają nas za dobrych teściów.
      Tylko żeby to utrzymać.
      Z drugiej strony ja jestem cholernie ambitny
      Pozdrawiam

      Usuń
  13. Jak ja znam tę historię...Mieszkałem z teściami, a o rzut beretem mieszkali moi rodzice. Mamy dość wcześnie zabrały się do lepszego świata, a pozostali ojcowie rocznik 1906/7. Żyliśmy z żoną na dwa, a przez kilka lat na trzy domy. Były zatem wyjścia i akcje planowe, a były też takie interwencyjne, na telefon i zawsze bardzo pilne. Często okazywało się, że wezwanie nie było wcale tak pilne, bo mogło poczekać do czasu ujętej w kalendarz wizyty. Nie narzekam jednak. To było częścią mojego życia. Teraz, gdy jesteśmy sami często nachodzi nas refleksja, kto nas odwiedzi w chorobie, kto pomoże w czasie niesprawności? Przez Skype nie da się zrobić zakupów, czy naprawić czegoś. Jakoś jest. Jak długo jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie myśleć o sprawach dalekich. Sprawami na pojutrze będę martwił się dopiero jutro.
      Taki to wyrobiłem w sobie
      A Skype to te cholerne kilobajty o których pisałem wcześniej
      Pozdrawiam

      Usuń
  14. To,jakie mamy relacje z rodzicami jest konsekwencją metod wychowawczych,jakie były praktykowane w naszych domach.Tego,jak nas traktowano,ile dostaliśmy ciepła,miłości wsparcia.Jeśli te relacje nie były chore,jesli rodzice jednakowo kochali wszystkie swoje dzieci,dbali o nie,to dorosłe dzieci opiekują się starymi rodzicami z potrzeby serca,a nie z powodu ich emerytury,bo takie przypadki też się zdarzają:) I tak ,jak mówi Czesław - jest to wpisane w nasze życie.
    pozdrawiam, Nina

    OdpowiedzUsuń
  15. Wraz z upadkiem wielopokoleniowych rodzin upada takie naturalne podejście do starszych ludzi.
    Być może wraz z upadkiem ZUS u powróci
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Najlepszy dla starzyków jest dom nomen omen starców. Nie wku.....wiają wtedy swoje dzieci i maja szansę zachować dobre wspomnienie o sobie. I tego się będę trzymał. Ale ogólnie mam nadzieję że wykorkuję wcześniej niż będę skazany na czyjąkolwiek opiekę, ha...ha "opiekę". Po drugim portugalskim wytrawnym z Biedronki (rocznik 2010 wytrawne i wcale dobre) JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest takie powiedzenie szczerość do bólu.
      Pozdrawiam życząc smacznego ( nieco spóźnione te życzenia)

      Usuń
  17. Jestem matką i teściową. I starką. Twój tekst pisany z drugiej strony racji to dla mnie mądre lustro. Materiał do przemyśleń, jak mówił von Stirlitz w 17 mgnieniach wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też tylko kilka kroków do drugiej strony barykady. Ciekaw jestem czy zdając sobie z tego wszystkiego sprawę uda mi sie uniknąć mielizn
      Pozdrawiam

      Usuń
  18. świętą prawdę piszesz, aż miło poczytać, że nie tylko ja... A ja się skrupulatnie pilnuję żeby pewnych zachowań tekstów kiedys - modelu wychowania itp.po mojej mamuśce wobec swoich dzieci nie powielać. za to model współpracy się sprawdza - od kontaktów 'codziennych ' jest telefon, obgadać można wszystko, sprawy życie politykę i refleksje, natomiast od napraw zwykłych są płatni ludkowie, a raz na pół roku, może rok zapowiedziana od miesiąca jest wizyta techniczna synusia w sprawach poważnych wymagających wiedzy staranności i innych takich wysokich wymagań, niedostępnych dla zwykłych złotorączek, lista "do zrobienia" ( obejmująca również marzenia) musi być przygotowana i przedyskutowana wcześniej no i następuje Ten Wielki Dzień kiedy super mistrz wkracza i zap... bo inaczej tego nazwać nie można 12, 14+ godzin praktycznie bez przerwy żeby mamuśce zweryfikować funkcjonowanie gospodarstwa. UUUU nie daj boziu, żeby w narzędziach bałagan albo braki podstawowe ( diax się zepsuł - to dlaczego nowego nie kupiłaś?). jak mi się cosik zespuje to jakiś sąsiad pod ręką się znajdzie żaby za ekwiwalent naprawić - więc po co mój syn miałby zasuwać 75 km czyli w prakyce 1,5h co najmniej żeby powiedzmy prysznic naprawić???? zreszta trzeba przywyknąć do nowej epoki - teraz się nie naprawia tylko nowe kupuje.
    o zagranicy też prawda - co słuchać? wszysko dobrze, jakoś leci - pisze mailika mamuśa leżąc sobie z zapaleniem płuc w łóżeczku i dusząc się od kaszlu. bo po co pisać - przecież córuchna nie przyjedzie 800 km żeby rosołek ugotować. ale po prawdzie - ja też nie pojadę. chcesz rady - radz se sam, umiesz liczyć - licz na siebie.
    miło się czyta twoją mądrość życiową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z teorii jestem przygotowany, już niedługo przyjdzie czas na praktykę.
      Dziękuję za dobre słowo.
      Pozdrawiam

      Usuń