środa, 5 czerwca 2019

Zapiski na drugiej stronie zużytego kalendarza

Powoływałem się już na ten rysunek.
Uroczystości pogrzebowe.  Jest trumna i mnóstwo pustych krzeseł. Z boku stoją dwie osoby. Jedna mówi do drugiej. Liczyliśmy na większą frekwencję, na Facebooku miał dwa  tysiące znajomych.
Rzuciłem się na sieć i  rysunek odnalazłem



Ilu ich masz tak naprawdę, dowiesz się  w chwili gdy porzucisz swoją aktywność w sieci.
Pokusiłem się o to i już wiem.
Nie będę jednak nikomu nic ułatwiał  mówiąc więcej.
Dziękuję tym którzy się odezwali i zainspirowali mnie do tego wpisu.
Jesteście fantastyczni

***
Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Wszyscy to znają,bo tak pisał Adam Mickiewicz w wierszu do M w 1823 r.
Poeta dostał kosza i został wieszczem 
Dziś trudniej o wieszczów bo wyznania ograniczają się do SMS-a który ma ograniczoną pojemność. Poza tym, w tej chwili jeśli już to wiersz zaczynałby się od słów

Wynoś się z fejsa ! .. bana ci założę
I z Instagrama wykasuję zdjęcia
skasuję pamięć, lecz to nie pomoże
Sieć nie zapomni, nie miałaś pojęcia ?

Zazdroszcząc młodym, dziękuję bogu, że okres moich wzlotów i uniesień przypadał w takim analogowym czasie.

***

Młodzi podchodzą  naukowo do życia 
Komputerowy dobór partnerów  i testy psychologiczne pomóc mają w wiciu szczęśliwego gniazdka z osobą najbardziej odpowiednią ( a może wystarczyłoby tylko z odpowiednią)
Jeżeli zaczynają się problemy to zamiast rozmawiać, można wypełnić test dziesięciu pytań.  
O czym tu jeszcze rozmawiać gdy według partnerki masz tylko dwa plusy 
Pierwszy, że lubi cię kot twojej kobiety 
Drugi, że lubi cię niedoszły teść. 
Dwadzieścia procent które każe Ci zapakować do torby szczoteczkę do zębów i maszynkę do golenia.
Nie zazdroszczę tego naukowego podejścia do życia.

*** 
To chyba oznaka starości narzekać na młodych i na politykę.
Na młodych już sobie ponarzekałem  a ponieważ wszyscy  do nieprzyzwoitości  drą łacha z polityków, posłużę się jedynie małym skojarzeniem które przyszło mi do głowy.
O wielkim zderzaczu hadronów wie każdy choćby z książki Dona Browna.
Gdybym mógł, namalowałbym na budynku parlamentu napis - "Wielki zderzacz andronów" i to nawet w święto rodzimego parlamentaryzmu.
Wystarczy.

***
Dwie młodziutkie dziewczyny  reklamują kolejno kawę i wyszukiwarkę ubezpieczeń.
Odnoszę wrażenie, a być może to tylko starcza zarozumiałość, że trzeba trochę pożyć na tym świecie by poznać się na dobrej kawie i mieć wiedzę na temat ubezpieczeń.
Dla mnie nie są przekonujące.
A ja choć znam się nieco na kawie i mam rozeznanie w ubezpieczeniach zmuszony jestem brać pod uwagę budżet. Żadna więc ładna buzia nie  wpłynie na moją decyzję.
Dobrze chociaż, że klej do protez i tabletki na wywołanie wzwodu reklamują ludzie z bagażem wieku.

***

Powoli przyzwyczajam się do myśli że jestem najstarszy w nowej pracy.
Całkiem nie widać tego gdy ubrany w czarną skórzaną kamizelkę  ze stylowymi naszywkami zsiadam z motocykla aby udać się do pracy. Chyba burzę komuś wyobrażenia o sześćdziesięciolatkach.
Praca przy winie  ma swoje plusy oraz minusy o których dowiedziałem się z opóźnieniem. Po kilku degustacjach dobrego wina jakby mniej smakuje mi to które wybierałem do tej pory w pobliskiej sieciówce.
Gdzie  tkwi problem? Smak podniósł mi się na wyższy poziom, a budżet - parafrazując poetę - budżet jest milczeniem.

***   

Nowoczesne budownictwo. Deweloperzy wciskają  budynki gdzie się da. Udaje im się ta sztuka również tam gdzie się nie da. 
Wizytując jeden z takich budynków wsiadłem do nowoczesnej szybkobieżnej windy. Ponieważ nie wszyscy jeszcze zwlekli swoje graty, winda wyłożona jest płytą OSB na której pomysłowi rzemieślnicy przyczepili ulotki oferujące swoje usługi w dziedzinie malowania, flizowania czy innych prac wykończeniowych. Pośród tego marketingowego bełkotu trafił się filozof który uwiecznił czarnym flamastrem taką oto złotą myśl


Zgadza się. Może nie jest dobrze, ale jako tako z pewnością .

***
Świat dzięki zwierzętom jest lepszy.
Co powiedzieć o idiocie który busem przejechał psa nagrywając to na smartfona. Dla większego efektu powtórzył procedurę.
Potem nagranie umieścił w Internecie.
Mój kot spokojnie leży na kolanach. Może mi ufa
Z pewnością mi ufa


Pies chyba też
Co się z nami porobiło?
Dzisiaj czytałem, że jak tak dalej pójdzie to do 2050 roku będzie już "po ptokach "  czyli jak mówią inni " po herbacie". I nie pomoże, że Polska jest mesjaszem narodów.
Inna wersja tego powiedzenia brzmi tak - może są narody wybrane, ale my Polacy jesteśmy narodem wybrańszym.

***
Wino wciąga.
Spokojnie, to nie zapis uzależnienia. Chodzi o temat.
Popełniłem kilka wierszowanek na temat wina i umieściłem na branżowym portalu. Z założenia  miały być zabawne jak wyszło? Oceńcie sami


Mam  w sobie taką moc pędzoną winem

Że czuję się kapitanem, czuję się adminem
Dowódcą  Santa Marii lub karaweli  Pinta
Partnerem  samego Eastwooda Clinta
Młodszym bratem Johna  Rambo
Co nie wdepnie nigdy w szambo
Chirurgiem od transplantacji
Mistrzem riposty i sytuacji
Gondolierem w Wenecji
Kochankiem Borgii  Lukrecji
A czasem, kiedy otwarta butelka druga
To duch historii na mnie mruga
U ramion rosną mi skrzydła
Z worka wyciągam szydła
Znajduję istotę sporu
Jestem człowiekiem honoru
To ostatnie na trzeźwo także
Lecz jak  żyć na trzeźwo ? Jakże?


Strach pomyśleć o efektach trzeciej butelki.
Spałbyś Antoni jak małe dziecko. Latka lecą.

***

Nie bawię się w poszukiwanie straconego czasu. Dziękuję za to co było wczoraj, żyję tym co jest dzisiaj.
Mój stary znajomy podkręcony widokiem mojego motocykla, zebrał się w sobie i kupił jesienią zapuszczonego Intrudera. Cała zimę polerował szprychy i zmieniał uszczelki. To on tej wiosny jest spiritus movens naszych wypadów w step. 
Step okiełznany dawno, ale i tu można znaleźć coś dla siebie


W ostatnią niedzielę przejechaliśmy prawie 300 kilometrów
- Co tam trzysta - ktoś powie.
- Zgoda - odpowiem - planujemy już następne.  



niedziela, 23 grudnia 2018

Wawrzynu liść lub korona czyli zapiski na byle czym


Wychowano mnie skromnie, ale przecież miałem marzenia. Marzenia o fajnym rowerze, potem o fajnej dziewczynie i takie tam z racji wieku z ową fajną dziewczyną związane.
W którymś momencie odniosłem wrażenie, że odwiedzać zaczęły mnie córki Zeusa i Mnemosyny
Z wiadomych powodów związanych z dojrzewaniem, najpierw była Erato z taką małą lirą.
I jakoś tam potem pojawiła się Euterpe z aulosem;
Wtedy właśnie uwierzyłem w siebie i odważyłem się zaprosić do siebie Kaliope z tabliczką i rylcem
Zamarzyły mi się z tych spotkań wawrzyny lśniące na mej skroni, ale dla odmiany miejsce odwiedzających mnie sióstr zajęła Melpomene z maską tragiczną. To by mniej więcej pasowało, wszak każdy z nas ( no może prawie każdy) zanim staje się wkurwionym starcem najpierw jest młodym gniewnym z tragicznie smutną powagą.
Kiedy siwizna przyprószyła mi włosy i doszedłem do wniosku, że to już raczej z górki zaczęła pojawiać się Polihymnia bez atrybutu.
Każdy tak jakoś na starość poprawia relację z Panem Bogiem, bo jeśli okaże się, że naprawdę jest...
Z perspektywy czasu odnoszę wrażenie, że cały czas i pomimo wszystko, cały czas przyglądała się mojemu życiu Talia z maska komiczną. Jak to u mnie, wymieniając od czasu do czasu swoja maskę na maskę Melpomeny.
Nie odwiedziła mnie nigdy Terpsychora z lirą i plektronem, ani Urania z cyrklem i kulą. Nie umiem więc tańczyć i niczym dziecko mylę gwiazdy na niebie.
A kiedy w pobliżu pojawiła się Klio — muza historii, ze zwojem papirusu,spojrzałem na zapiski i uzmysłowiłem sobie, że tak naprawdę to siostry Klio nie pojawiały się u mnie, a ledwie przechodziły ulicą przy której mieszkałem i to często chodnikiem z drugiej jej strony.
Zresztą sama Klio tez pewnie przyśniła mi się na wskutek weekendowej degustacji.
Tym większe zaskoczenie spłynęło na mnie gdy usłyszałem
- Będzie Pan miał dwie korony.
- Dobrze, że dwie a nie trzy – odpowiedziałem - Zawód papieża jest teraz taki niepewny.
Zakręcona dentystyka z lusterkiem w ręce nie załapała dowcipu, albo tylko nie przyzwyczaiła się jeszcze do mnie.
Swoją drogą, jakże przewrotnie nazwał ktoś „koroną” produkt do zakrycia zużytego dziadostwa.
Gdy patrzę jednak na to co dookoła, na te wznoszone piedestały i celebrowane koronacje, myślę, że autorzy nazwy tej odmiany dentystycznej protezy mieli rację i to nie tylko w kontekście stomatologii.


 ***

I co ja robię jak nie piszę?
Żyję, ale Panie co to za życie.
Życie pełną piersią. Przynajmniej w weekendy.
Dzisiaj dowiedziałem się że już wkrótce będę sobie mógł żyć pełna piersią  i w pozostałe dni tygodnia z powodu likwidacji firmy w której pracuję.

***

Znam doskonale to powiedzenie, ale po ludzku błądzę
Jakiś czas temu napisałem, że z okazji okrągłego jubileuszu poważyłem się na zrobienie prawa jazdy kategorii A. Przy poprzednich dziesiątkach zmieniałem robotę,przy tej nie będę juz taki odważny.
- Antoni!,  Antoni!- skandowało życie podpuszczając mnie prymitywnie.
- Nic z tego - zdałem się mówić mu w odpowiedzi - Nie ze mną te numery Brunner.   

Nie wierzcie pogodzie,
gdy deszcze trzydniowe zaciągnie wśród drzew
Nie wierzcie piechocie,
gdy w pieśni bojowej odwaga i gniew.
Nie wierzcie, nie wierzcie,
gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił –
wy jeszcze nie wiecie,
co komu pisane i kto będzie żył.

Niby uważam Okudżawę  za mistrza, a o treści pieśni pozwoliłem sobie zapomnieć. 

I nie wierz gdy życie
Rozściela kobierce na drodze zmęczonych twych stóp
I nie wierz, bo ono chichocząc okrutnie
podłoży ci nogę, byś ryjem uderzył o bruk.

To już ja, bo nastrój mi się zrobił jakiś taki nostalgiczny. Byle tylko ta nostalgia nie wzięła góry nad zdroworozsądkowym myśleniem.

***
Myślę, że strata pracy nie jest tak dolegliwa jak głupota, chociaż paradoksalnie głupota mniej boli. A połączenie braku pracy i głupoty to dopiero mieszanka. Czytam oto w prasie że pewna para, która na stałe mieszka w Austrii, niedawno przyjechała do Polski. 35-latek i 28-letnia kobieta zatrzymali się w wynajętym domku nad jeziorem. Gdy skończyły im się pieniądze, postanowili obrabować kasę w gminnym sklepie we wsi Dominów.
Tuż przed napadem 35-latek dla niepoznaki założył kominiarkę, jak się później okazało zrobił to przed kamerą monitoringu, i wtargnął do sklepu. Mężczyzna wymachiwał czymś, co przypominało pistolet, zmusił ekspedientkę do wydania z kasy znacznej sumy pieniędzy. Następnie wybiegł ze sklepu i odjechał samochodem, w którym czekała na niego kobieta.
Jak ustalił "Super Express", który ochrzcił parę przydomkiem "głupi i głupsza" nawiązując tym samym do słynnej komedii z 1994 roku, rabusie poruszali się charakterystycznym samochodem, starym kabrioletem marki Renault. Auto zapamiętali świadkowie napadu, a policjanci z drogówki w Świdniku łatwo je namierzyli. Zatrzymali parę do kontroli. W środku znajdował się 35-letni mężczyzna oraz 28-letnia kobieta, którzy odpowiadali rysopisowi sprawców. Para została zatrzymana i doprowadzona do świdnickiej komendy. *
W jakimś sensie stworzyłem podobne połączenie, ale tylko braku pracy i kabrioletu.
W związku z naprawą naszego regularnego samochodu i nieodpartą potrzebą  spojrzenia na góry, pożyczyliśmy kabriolet. 
Automatycznie otwierany dach, jasnopopielata skórzana tapicerka  i dwa tysiące centymetrów pod maską tworzyły w trakcie tej przejażdżki piorunując,e wrażenie dla nas i porażające dla niektórych znajomych. Profilaktycznie nie wspomniałem nikomu że właśnie zostałem bezrobotnym.
Nie dokonaliśmy też żadnego napadu na żadną Biedronkę a za drożdżówki w Lewiatanie grzecznie zapłaciłem przy kasie. 
Może to coś trzeba mieć w genach?
Głupotę albo elementarną odrobinę uczciwości ?

***  


Piłem. Kto mówi że nie piłem?  Butelkę wytrąbiłem a może drugą też otworzę.

Żyję  a więc muszę komuś o tym  komuś powiedzieć.

Żyję choć ponad miesiąc temu świat mi się zawalił na głowę.

Odszedłem ze starej pracy.
No może bardziej to ona ode mnie odeszła.
I co ? Myślałem, że świat zwali mi się na głowę. 
Stało się trochę inaczej. Od 1 października pracuję
W sumie zrobiłem sobie raptem tydzień urlopu i zaraz potem rzuciłem się na głęboką wodę.
Trochę zmotywował mnie starszy Syn który stwierdził:
- Rozumiem, że nie interesują cię już wyzwania, a raczej idzie ci o spokojną stabilizację. 
- Nie tak chociaż w moim wieku łatwiej decydować się na stabilizację. 
Zaraz potem pomyślałem - Cholera zrobię to ! 
Zrobiłem 
Od następnego poniedziałku podjąłem wyzwanie.
Zmieniłem branżę, a ta nowa jest tak różna od poprzednie jak dzień od nocy, lato od zimy, jak... jak..
No dobra jest inaczej, chociaż oczekują ode mnie tego czego mniej więcej w poprzedniej pracy. Porządku w dokumentach i wizji 
Porządek zacząłem robić od zaraz, na wizję przyjdzie trochę poczekać.
Muszę to wszystko kurde poznać
Przypomniałem za to sobie jak potrafi boleć  zmęczony kręgosłup.
Trafiłem tu akurat na tak zwany harvest time  czyli czas zbioru.
Wszyscy w zespole od prezesa do sprzątaczki zbierają.
Papierologia musi poczekać.  

I ja wziąłem w tym udział. W końcu jak wszyscy to wszyscy
Gdzieś tak koło trzynastej miałem ochotę popłakać się.
W dupę dawał mi kręgosłup.Mógłbym to określić w sposób bardziej cywilizowany ale to zdanie najdokładniej określa moje samopoczucie w tamtej chwili.
Wytrzymałem bez płaczu a po czterech dniach kręgosłup się przyzwyczaił.

Kto by pomyślał. 
Mało szczegółów ale więcej nie będzie. W końcu ma ustaloną swoją czerwoną linię.
Ciągnie mnie do bloga, choć myślałem, że odwyk się udał.
Tworzę posty ale ich nie publikuję. Najwyżej zbiorę to później do kupy. Może to kogoś urazi ale uważam że ta forma  straciła ostatnimi czasy trochę ze swej świeżości. Tak tkwi we mnie potrzeba napisania  drugiej książki, bo pierwsza tkwi już w szufladzie od paru lat. Problem jednak w tym, że teraz każdy pisze a mało kto czyta.
Pewnie teraz też usłyszę że to nieprawda.
Mniej więcej takiej treści e-maila wysłałem do swojego wirtualnego znajomego blogowego półtora miesiąca temu, ale nie dostałem odpowiedzi.
Chcę myśleć że wynika to tylko z przepracowania adresata

***
Tyle dzieje się wokół aż można dostać od tego poplątania z pomieszaniem. Nie wierzycie ? Oto dowód
No cóż. Ponoć cały ten ziemski ład wynurzył się z chaosu. Czyżby więc był to słuszny kierunek ?

***
Wczoraj dotarła do mnie smutna wiadomość.  W wieku 30 lat zmarła synowa moich znajomych pozostawiając dwójkę drobnych dzieci  ( dwa i pięć lat), nie wspominając o załamanym niewiele starszym mężu mężu.
Choroba zniszczyła ją w ciągu dwóch miesięcy. 
Wiem, że nie umawialiśmy się na sprawiedliwy świat, nie bluźniłem też do Boga. Stać mnie było jedynie na krótkie lecz wymowne - kurwa mać.

***
Jestem najstarszy w biurze. Wyliczyłem sobie, że jestem dokładnie o tyle starszy od Pani Prezes o ile jestem młodszy od jej ojca.
Skomplikowane?
Chyba nie ale daje do myślenia.
Myślę, że trochę trudno wydawać jej polecenia dla mnie i za każdym razem gdy je wykonam mówi - dziękuję.
Myślę, że większość managerów nie ma tego problemu, gdy mogą sobie porządzić

*** 

Zastanawiam się czy nie zachowałem się seksistowsko, ale czasem mój język działa po krótkim łuku nerwowym, chociaż myślałem, że już z tego wyrosłem. W każdym razie powinienem.  
A było to tak
Pilnie potrzebowaliśmy nowej drukarki bo stara dopisywała  na dokumentach granatowe plamy i kilka linni wzdłuż dokumentu.
Odpowiednią zamówiono on line.
Żeby wykonać terminowe prace wziąłem  do roboty własną drukarkę.
Niektórzy też biorą do roboty własną łopatę. Nie?
Karta drukuje się za kartką, temat za tematem gdy wchodzi Zastępca Pani Prezes i mówi z zakłopotaniem
- Drukarka jeszcze nie doszła 
- Drukarz z pewnością już by doszedł - odparłem natychmiast.
Uświadomiłem sobie wtedy, że obok siedzi Prezesowa. 
Może z czasem powinienem nieco więcej milczeć?
Tylko, że jeżeli będę milczał to przy moim wzroście ktoś mnie zdepcze nie zauważając.

***
Kto pyta nie błądzi -mówi stare przysłowie. Obowiązywało ono przed wynalezieniem nawigacji samochodowej. Teraz parę klików w urządzenie i ono już nie pozwoli nam zabłądzić. I nie trzeba pytać. 
Ludzie mają jednak wątpliwości i oczekują odpowiedzi na swoje ...


Bytaj więc bez lęku i stresu

***
Odpiąłem akumulator od motocykla. Czyli jak to mówią już "po ptokach"
Pożegnałem sezon w Mnikowie tradycyjnym miejscu zlotów wiosennych i jesiennych. Uczestnicząc w paradzie motocykli czułem się  wyjątkowo, chociaż chyba po raz pierwszy pokonałem ten dystans tak wolno.
Do moich nowych szefów dotarło że nie jestem jeszcze takim zapyziałym staruszkiem, kiedy podjechałem na targi branżowe motocyklem. Oglądali go z niedowierzaniem.  Lubię takie chwilę, bo lubię zaskakiwać. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
 Akumulator podpięty pod ładowanie, kubek gorącej herbaty grzeje zmarznięte dłonie a pies leży u mych stóp. Przyjemnie.


***

Przyniosłem dzisiaj do pracy kalendarz książkowy na  rok 2019.
Nie wiem czy nie jestem  zbyt bezczelny z tym planowaniem  przyszłego roku w tym miejscu - powiedziałem wykładając terminarz na biurko.
Szefowie zaskoczeni zaniemówili.
I mnie zatkało ale w innym czasie i z nieco innego powodu.
Tak się złożyło że ostatnimi czasy nawiązałem trochę nowych znajomości z pensjonariuszami DPS-u  czyli Domu Pomocy Społecznej. 
Jeden z nich, mocno podekscytowany opowiedział mi jaki prezent świąteczny zrobił mu Maciuś. Maciuś to kot przybłęda który pojawił się znikąd. Kotem zaopiekował się Pan nazwijmy go Waldek.
Kot posiadał pewien feler. Złamany jakiś czas temu ogon ( może był on przycięty łapką na szczury, może i przetrącony przez człowieka).  Wisiał na tak zwanym włosku i utrudniał życie kocurowi.
 Pan Waldek przeniósł swoje ciało całkowicie pozbawione dolnych kończyn na inwalidzki elektryczny skuter, wsadził kota pod kurtkę i pojechał do weterynarza który miał swoją siedzibę koło ośmiu kilometrów dalej.
Można by się pokusić o stwierdzenie - wiódł ślepy kulawego, gdyby nie to, że oni obaj raczej kulawi na swój sposób, a dodatkowo Pan Waldek chociaż sam bez grosza, nie pozostał ślepy na krzywdę zwierzaka. Kiedy po prawie dwóch kwadransach jazdy pojawił się przed gabinetem weta, cieszył się że cierpienia kota to już prawie przeszłość. 
Pan doktor od zwierzaków  wysłuchał opowieści o cudownym spotkaniu zranionego kota i niepełnosprawnego człowieka z domu pomocy społecznej,  obejrzał kota, coś tam w głowie liczył i kombinował, aby  rzucić w zdziwione oczy Waldemara - To będzie dwieście dziesięć złotych.
Niestety, o takim groszu Pan Waldek może sobie tylko pomarzyć. Pewnie tak samo o bezinteresownej ludzkiej dobroci. Zapakował kota pod kurtkę i ruszył do tego domu który zgotował mu na ostatnie lata przewrotny los.
- Panie Antoni, Pan sobie wyobraża jaki Maciuś zrobił mi prezent na Mikołaja?
Odpadł mu ten przetrącony kawałek i to całkiem za darmo.
Wartość  kociego prezentu można podać z dokładnością do dziesięciu groszy, czyli równe dwieście dziewięć złotych. 
Ogon się wygoi ponieważ Pan Waldek dokarmia kota czym może, kupując ze skromnego kieszonkowego kocią karmę. 
Czasem mnie jeszcze złapie zębami - śmieje się pokazując palec - ale już mamy umówiony system wychodzenia na codzienne kocie spacery.
- Siada na parapecie i tak cicho miauczy. Siadam  wtedy na wózek i otwieram mu okno. I wie pan co ? Nagle okazało się, że znowu jestem dla kogoś ważny i potrzebny. Że kurde to wszystko znów ma sens.
Pan Weterynarz też nie będzie miał straty. Podniesie trochę stawki za czyszczenie uszu tych dwóch persów kupionych  za półtora tysiąca od sztuki przez pewną bogatą wdowę z pobliskiego osiedla pilnie strzeżonych rezydencji.
A kto umarł ten nie żyje, jak mówił Franz Maurer czyli po naszemu - śmierć frajerom.
Do Świąt pozostały dwa tygodnie.
Boże, jak ten czas leci

***
Horror powyżej? To jak nazwać to poniżej
Pewien portal informacyjny podjął próbę kompresowania wiadomości . W jednym miejscu umieszcza się dwa newsy, ale efekty zaskoczyć potrafią chyba wszystkich
I co tu czytamy w efekcie?
"W sortowni odzieży znaleziono ciało noworodka możliwe. Rewolucyjna metoda podbija serca Polaków."  o haśle sprawdź już nawet nie chcę wspominać.
Cholera, pewnie będę miał senne koszmary.
Swoją drogą to od jakiegoś W czasu straciłem tę łatwość zasypiania. Pewnie przeszkadza mi w tym tak zwane doświadczenie życiowe, chociaż coraz mniej  mnie potrafi zdziwić.


***

Mam w domu szarą szmacianą ekologiczną torbę z napisem po angielsku.
Ponieważ co nieco umiem sobie z angielskiego  przetłumaczyć  wiem już, że prawdziwa poezja tkwi w winie.
Nie jestem więc pijusem, ochlaptusem czy początkującym alkoholikiem, a jedynie  aktywnym miłośnikiem poezji. Niby to samo a jak brzmi. 
Od pewnego czasu zastanawiam się nad  doborem  już nie kilku wierszy ale całej zgrabnej antologii na nadchodzące święta.

***
Idą Święta. To już tylko cztery dni do Wigilii. Tak sobie myślę - A może by opublikować w sieci ten cały zapis w jednym kawałku, przedzielając tylko wpisy gwiazdkami.
Pytanie tylko jedno mnie dręczy - czy komuś mój wpis jest do czegoś potrzebny? A może tylko ja pragnę sobie coś udowodnić?
Co?
Że rok się kończy. Zwariowane dwanaście miesięcy które czyniły mnie na przemian: pełnym euforii easy riderem, zatroskanym mężem, zmartwionym synem, dumnym ojcem, pozbawionym pracy starszym facetem i w końcu gościem który zamiast stabilizacji podjął wyzwanie. Na sam koniec jakoś się w tym wszystkim odnalazłem.
Może kilku byłych znajomych odezwie się w te święta ludzkim głosem. Nie jestem pamiętliwy, to też przywilej wieku.

***
 Słyszałem tę piosenkę dzisiaj w radio . Słowa lecą mniej więcej tak :

Moja żona mnie dzisiaj skrzyczała,
Powiedziała, że mazgaj, że głupi.
Że ze wstydu się za mnie rumieni,
Kiedyż wreszcie zmądrzeję już raz.

A na śmiesznym tle sprawa powstała:
Poprosiłem, poziomek niech kupi.
"Zdziecinniałeś - powiada - w jesieni?".
To już jesień? Jak leci ten czas!


Pojęcie sezonowości owoców odchodzi do lamusa. Cały rok jadam rzodkiewki które oczywiście są jarzyną, ale non stop są obecne na sklepowych półkach.
Dzisiaj odkryłem kolejny całoroczny produkt


- A mnie jest szkoda lata -  na widok ceny zacząłem nucić pod nosem refren wspomnianej wyżej piosenki.


***

Pojutrze Wigilia. Dzisiaj znalazłem w skrzynce odbiorczej maila od mojego wirtualnego kolegi. To ten sam o którym pisałem jakieś piętnaście centymetrów wyżej. Dzięki bogu żyje i ma się dobrze. To dobrze.
Kupiłem filety z karpia, czyli jestem w zgodzie z własnym sumieniem, choć niosłem rybę w folii. Od ponad piętnastu lat nie kupuję żywych ryb.
Czy tym zbawię świat? Niby nie, ale, żeby przebyć tysiąc mil trzeba wykonać pierwszy drobny krok. Mały krok dla człowieka... i tak dalej.

***
Wieniec z jodły udekorowany wisi pod sufitem. Dom ustrojony światełkami i zaprogramowany do włączania i wyłączania w określonych  godzinach.
Sałatka się kroi.
-Sama się kroi - skwitowałaby z pewnością małżonka.
Dopinamy drobiazgi.
Wychodzi na to, że i w tym roku się uda jak w latach ubiegłych.
Może to już pora by złożyć najserdeczniejsze Życzenia Świąteczne wszystkim którzy  zaparli się i dotarli do końca tego długaśnego posta postów.

Spokojnych a jeżeli można to i Wesołych  Świąt Bożego Narodzenia. Kasy odpowiednio do potrzeb i zdrowia bez ograniczeń. 

~ Antoni