piątek, 22 czerwca 2018

Czym mierzyć prawdziwego mężczyznę

Kiedy byłem małym chłopcem na bóle i smutki reagowałem płaczem.
- Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze – powtarzał mi ojciec.
- Prawdziwy mężczyzna nie wie co łzy - śpiewał w radio popularny zespół
Tak to straciłem kilka możliwości do okazania zwykłej ludzkiej słabości.
Trzymałem fason choć mało nie posrałem się z wysiłku.
Musiało minąć jeszcze trochę lat, zanim zrozumiałem, że wszyscy w tej kwestii mnie oszukiwali.
Kiedy stałem się dojrzałym mężczyzną, zacząłem nabierać dystansu do rzeczywistości. Może to doświadczenie, a może tylko upływ wieku z jego spadającym ( co tu ukrywać ) poziomem  testosteronu. Nagle zacząłem dogadywać się z żona, teściową i własnym dziećmi.
Niezmuszany przez nikogo przesunąłem swoje priorytety na inne kwestie. Kiedy już wszystko zaczęło iść swoim spokojnym jakby lekko sennym rytmem, usłyszałem, że to nie jest dobrze.
Całkiem za friko otrzymuje medialne wskazówki, w co drugiej przerwie reklamowej. Bombardowany jestem sugestywnym obrazami i informacjami, że prawdziwy „mężczyzna nigdy nie wymięka”
Podejrzewam, że analogicznie do czasów dziecięcych, ktoś próbuje robić mnie w balona.
Ja zaś uważam, że z tego balona powinno się (nomen omen) spuścić nieco powietrza.
Bo niewymiękanie jest jednostką chorobową, a uporczywy wzwód jest o tyle kłopotliwy co i bolesny.
Priapizm,  lub nieco przyjaźniej ciągotka to objaw chorobowy polegający na występowaniu długotrwałego, bolesnego wzwodu członka, który nie jest związany z podnieceniem lub pobudzeniem seksualnym. Nazwa priapizm wywodzi się od starożytnego boga Priapa, którego wizerunki przedstawiały mężczyznę z członkiem w stanie erekcji.
Napraw tu człowieku kran w kuchni lub pomaluj ogrodzenie ze sterczącym fajfusem. Działasz boś prawdziwy mężczyzna, a prawdziwy przecież nigdy nie wymięka.
W przypadku tego ogrodzenia to nawet trochę głupio przed sąsiadami.
Sąsiadka zgorszona ale w głębi dumna, że to na jej widok, sąsiad podku...ony że rwiesz mu żonę. 
Poza tym mówią, że dobry pan Bóg dał mężczyźnie mózg i penisa, ale krwi tylko tyle by obsługiwać na raz  tylko jeden z tych narządów. Można więc albo bzykać, albo rozwiązywać zadania z trzema niewiadomymi.
Być może z tego powodu mamy w około tyle idiotycznych decyzji i zachowań.
Wpływ uporczywej sztywności prącia na trafność podejmowanych decyzji strategicznych – w niedalekiej przyszłości będzie z pewnością tematem niejednej pracy doktorskiej.
Zastanawiam się tylko nad jednym, jaki narząd zabrał mózgowi potrzebną do funkcjonowania krew, skoro faceci kupują w sprzedaży wysyłkowej preparaty na długość, grubość, tęgość i sprężystość ?
Z pewnością nie sztywniak. 

poniedziałek, 18 czerwca 2018

O używaniu narzędzia niezgodnie z jego przeznaczeniem

Uwaga! Tekst kontrowersyjny

Dowcipy są śmieszne dlatego, że są absurdalne.
Pewna kobieta zgłosiła się do lekarza z następującym problemem :
- Mój mąż ma zbyt długiego penisa
- Nie rozumiem pani problemu – odpowiedział lekarz – zwykle żony narzekają na zbyt krótkie przyrodzenie męża.
- Kiedyś gdy jeszcze uprawialiśmy sex wszystko było w porządku, teraz jednak on tylko mnie nim bije.
Dowcip opowiadano przed nastaniem akcji #metoo, teraz do opowiadania takich dowcipów jest jakby mniej chętnych, bo nikt raczej nie chce łazić z metką męskiej szowinistycznej świni.
Dzięki akcji #metoo udało się jednak po raz kolejny udowodnić, że życie przerasta kabaret.

Kobieta powiedziała organom ścigania, że Jamie Foxx spoliczkował ją swoim przyrodzeniem, gdy nie zgodziła się uprawiać z nim seksu oralnego. Do zdarzenia miało dojść podczas przyjęcia w posiadłości Foxxa w Las Vegas 16 lat temu.
No cóż od dawna chodziły plotki o bogatym wyposażeniu Foxxa.
Pomijając kwestię zgodny na seks lub inne zachowania o charakterze seksualnym, bo co do tego nie ma chyba żadnych wątpliwości, samo zdarzenie wydaje się mocno działające na wyobraźnię.
Po prostu trudno to sobie technicznie wyobrazić.
Jak solidnie trzeba być wyposażonym przez naturę by zdecydować o użyciu takiego narzędzia przestępstwa.
No i jak wam białasy? Zazdrościcie?
Ja nie, bowiem przy swoim wzroście miałbym spore problemy z poruszaniem się, co rusz depcząc swego „najlepszego przyjaciela”.




wtorek, 12 czerwca 2018

A ja dalej zadziwiony


Przeglądając spore zasoby postów z poprzednich lat w poszukiwaniu sensu, a może tylko straconego czasu, zauważyłem tekst który popełniłem i opublikowałem w listopadzie 2009 roku.
„Heterosi - czyli rzecz o splataniu się przeszłości z przyszłością w sposób dalece ironiczny”
Do napisania tekstu w 2009r sprowokowała mnie pewna absurdalna informacja, a na jej bazie dopisałem ciąg dalszy trochę w stylu pure nonsense. Kiedy teraz przeczytałem tekst, po raz kolejny i spojrzałem na niego poprzez pryzmat tego co dzieje się wokół nas, zadrżałem. Nie uspokoiło mnie wielokrotnie powtarzane powiedzenie, że życie często przerasta kabaret.
A oto wspomniany tekst

12 listopada 2009 roku

Kiedy skończyłem z piętnaście lat, zacząłem interesować się swoim wyglądem. Nie żebym do tej pory chodził zaniedbany, wręcz przeciwnie. Tradycyjni rodzice zmuszali mnie do tradycyjnej elegancji. Spodnie prasowane na tak zwany kant lub kantkę (w zależności od regionu), a tu serce by chciało jak na zachodzie: barwnie, kolorowo, swobodnie. Wytarte spodnie i podkoszulek najlepiej z czymś, ale to coś trzeba było sobie zrobić samemu. Podkoszulka z napisem SZMP (Socjalistyczny Związek Młodzieży Polskiej) nie wypadało nosić poza przymusowymi spędami na których oblekano wszystkich „członek nie członek”.
Mój pomysł na nadruki był następujący. Szablon wycinany żyletką na arkuszu bloku technicznego. Przykładaliśmy to na koszulkę, na to kalka maszynowa czarna, lub ołówkowa fioletowa i żelazko. Półminutowe wprasowanie i tusz z kalki barwił tkaninę. Wystarczało maksimum na trzy prania ale i tak motywem można było kłuć w oczy znajomych. Najczęściej z jakimś angielskim hasłem lub znaną postacią. Do wyboru mieliśmy opracowane dwie twarze : Jimiego Hendrixa, oraz Che Guevarę. Dwie ikony młodzieżowej rewolucji obyczajowej, były dla trzymającego rączkę rozgrzanego żelazka tak komplementarne, że z czasem zlały się w jedną, wielką ikonę. Niedokładność przerysowywanych od nowa i do nowa postaci powodowała, że tylko po gwiazdce na wysokości czoła czy beretu można było odróżnić Jimiego od Che. Do tego jeansy, starte pumeksem podczas nieobecności starych w domu i już byliśmy gotowi na Woodstock, tylko nie miał nam go kto zorganizować. Na Owsiaka wypada poczekać jeszcze prawie dwadzieścia lat. A potem historia przyspieszyła i kiedy nabrała już szybkości jak ekspres Inter City, przewracała pędem powietrza najpierw tablice informujące, potem ostrzegające, an koniec zaś znaki zakazu i nakazu. A bez znaków, to wiadomo z kodeksu drogowego, obowiązuje zasada prawej ręki. I wtedy się zaczęło na całego .
Od kilku lat obowiązuje zakaz noszenia podkoszulek z Che Guevarą, o sierpie i młocie nie wspominając. A za trening w koszulce z napisem CCCP, hokeista Cracovii został skazany na 60 godzin dozorowanych prac społecznych.
Samo słowo „komunizm” nabrało tak negatywnego znaczenia, że używano go najpierw jako przekleństwa, a później całkowicie zakazano. Parlamentarzyści poszli za ciosem i wraz z zakazem homoseksualnych praktyk postanowiono wymazać z naszego życia i języka wszystko co się z tym procederem kojarzy. Jak czas letni wprowadzono te zmiany z soboty na niedzielę i już w poniedziałek przyszło nam żyć w nowej rzeczywistości.
Rano wstałem jak zwykle szósta dwadzieścia, wrzuciłem dwie grzanki do opiekacza i otworzyłem drzwi lodówki, aby upolować coś co można by na te grzanki położyć. Zostało tylko masło, a z braku mleka wypiłem kawę w najczarniejszej jej postaci. Trudno, zrobię zakupy przed pracą. W osiedlowym sklepiku czas jak zwykle biegł sobie swoim trybem. Pan Miecio miejscowy menel wysupławszy z kieszeni dwa czterdzieści, nabył drogą kupna puszkę z piwem i trzymając ją w trzęsących się z emocji rękach, z olbrzymią desperacją usiłował toto otworzyć. Kupiłem bułki, dżem i zabrałem się do nabiału.
- Pani Danusiu, poproszę serek homogenizowany - zdecydowałem.
- Heterogenizowany - poprawiła mnie sprzedawczyni.
- A to nie chcę, może mleko homo…
- Od dzisiaj także tylko heterogenizowane - oświadczyła zdecydowanie Pani Danusia.
- A cóż to za głupoty? - spytałem naiwnie.
- To Pan nie wiesz Panie Antoni - stwierdził ze znawstwem Miecio, osiedlowy menel - że od dzisiaj jest koniec z pedalstwem i żadnego „homo” już nie będzie. Bo my Polacy i katolicy na to się nie zgadzamy i tyle. I takie jest prawo.
Miecio w czasach realnego socjalizmu był dyrektorem z partyjnego klucza w jakiejś poważnej firmie. Ze względu na swoje lewicowe poglądy chrzcił dzieci we wsi oddalonej od jego miasta o jakieś sto kilometrów. Później przyszło nowe i to nowe zamiotło Miecia na margines historii. Tak to odkrył był nagle swoją prawdziwą twarz. Twarz Polaka i Katolika, a może nawet tego drugiego na pierwszym miejscu.
- A chrześcijańska miłość bliźniego Panie Mieciu ? – spytałem bez nadziei otrzymania rozsądnej odpowiedzi. Pokiwałem ze współczuciem głową.
Trudno kupię żółty edamski, albo „mazdamer królowo”, jak zachęcają w telewizyjnej reklamie.
Nie wierząc do końca w to co spotkało mnie w sklepie dotarłem do pracy, a tam komentarzom nie było końca. Kazek złożył oficjalną gazetę na czworo, zagaił też zaraz po tym jak zasiedliśmy z kawą przy swoich biurkach.
- To co koniec pedalstwa. Wystarczyło tylko wziąć się za to raz i porządnie. A ty Antoni z tą Twoją tolerancją daleko nie zajdziesz. Przemysł to, bo tam gdzie tłuką wyznawców, czasem przypadkiem zebrać może tolerancyjny, – zakończył uspokajająco. Nie wiem jednak czy mnie tym uspokoił.
A potem było już tylko gorzej.
Nie naprawiono mi samochodu, ponieważ przegub heterokinetyczny był bez heterologacji czyli atestu. Kiedy przechodziłem przez Główny Rynek, gdzieś w okolicach postoju dorożek zdałem sobie sprawę z czegoś innego
Dobrze, że koń pociągowy to przeżytek, bo jakby się czuły gdyby na kark założyć im heteronto (dawniej homonto )
Nie ma już łączeń homonicznych są heteroniczne, chociaż te ostatnie były już poprzednio, ale znaczyły dokładnie coś odwrotnego.
Nie ma już homonimów zastąpiły je heteronimy a hetgerozygota zastąpiła homozygotę.
Cała Europa zamarła i patrzy na nas swoimi zdziwionymi oczyma i nawet Google Earth nie chce pokazywać Wąwozu Heterole, tylko uparcie twierdzi że to Homole.
Zawsze posłuszni władzy bez względu na to kto rządzi, językowi puryści zastanawiają się jak teraz nazwać homofoba. Heterofob to w końcu gol strzelony do własnej bramki.
Damy radę w końcu nie na darmo należymy do prześwietnego hetero sapiens.
Obudziłem się zlany zimnym potem. Prawdopodobnie wczoraj wieczorem zbyt długo siedziałem na forach.

5 czerwca 2018 roku jesteśmy bliżej absurdu niż mógłbym to sobie dziewięć lat temu wyobrazić.
Mieciowie rządzą.
W czasach nieodległej przeszłości o pewnym współpracowniku Prezydenta Wałęsy mówiło się żartobliwie  -  Kto nie z Mieciem tego zmieciem.
Zmieciem nie zmieciem to się jeszcze zobaczy, co znaczy mniej więcej - "Pożywim - uwidim".  Tak właśnie lubił mówić abp Hoser. 
 

piątek, 8 czerwca 2018

Lawendowe wahadło

Właśnie zjadłem pierwszego ogórka z własnego ogródka. Właściwie to tylko połowę, bo drugą zjadła koleżanka małżonka.  Teściową która teraz wypoczywa nad morzem ominął ten radosny moment. Ogórków będzie jeszcze dużo, ale żaden nie smakuje tak jak ten pierwszy.
W związku z wojażami szanownej mamusi, my też mamy taki mały urlopik.
Z rozrzewnieniem skonsumowałem ostatnią rzodkiewkę, na następny rzut przyjdzie poczekać. 
Przyzwyczaiłem się do tych rzodkiewek, które w marketach dostępne są przez cały rok. Nie wyobrażam sobie śniadania bez nich. Poplątało się wszystko w codzienności.
Kiedy szlifowałem ławki w pierwszych klasach szkoły podstawowej, życie było proste. Wiosną był szczypiorek i rzodkiewka, latem czereśnie wiśnie, jesienią jabłka, pomidory, gruszki. Jakże prosto było odpowiedzieć na pytanie, po czym poznać wiosnę i jak odróżnić ja od lata i jesieni ?
Teraz na okrągło pomidory, młoda cebulka, jabłka, gruszki i winogrona.
O mojej rzodkiewce oczywiście nie zapominam.
Trudno teraz zarobić piątkę.
I ta temperatura, 32 stopnie na plusie w maju.
Kto to widział?
Francuzi, szczególnie ci z południa Francji.
Teraz jednak u nich leje i wieje, a mój francuski "brat" nie zdążył posiać soi.
U nas natomiast wybujała lawenda w pełni kwitnienia.


To chyba jakieś wahadło klimatyczne. Oni już mieli i nam się teraz też należy.
Od co najmniej dwóch lat słyszę, że coś nam się należy. 
Może coś jest w tym powiedzeniu, że to my jesteśmy "narodem wybranym".
      Jakiś czas temu drogą kupna nabyłem piwo "żigulewskie" opisywane szeroko w rosyjskiej literaturze.



 Może najpierw spodobała mi się puszka o pojemności 1litra z barmanką jakby żywcem z PRL-u. Może pamięć piwiarni z tamtego czasu mocno wygładziła mi wspomnienia, ale piwo kupiłem. 
Dość długo szukałem wspólnika do drugiej połowy, aż w końcu syn zgodził się pomóc mi w tym problemie. 
Kilka dni po tej degustacji, trzymałem jeszcze te puszkę w spiżarni, w żaden sposób nie mogąc się jej pozbyć.
Dopiero reportaż interwencyjny w telewizji o ludziach z manią chomikowania spowodował, że zdecydowanym ruchem zgniotłem wizerunek barmanki a aluminiowy złom wrzuciłem do odpowiedniego worka.
      Działając wspólnie choć bez porozumienia udało mi się stworzyć sympatyczną instalację artystyczną.
Ja postawiłem na półce stare osie z wozów drabiniastych, kiedyś spięte łańcuchami. Przędziorki  zasnuły to jakby od niechcenia pajęczyną, a pęd winogrona przepasał całość niczym wstęgą.



A może tylko ja to tak widzę?
W związku z powyższym odpuszczam w tym tygodniu przędziorkom. Opryski na mszyce, gąsienice i  wspomnianych artystów w przyszłym tygodniu.
W przyszłym, w przyszłym, gdyż na wskutek poluzowania szprych w tylnym kole motocykla, musiałem oddać koło do centrowania.
Specjaliści od centrowania są w zaniku, niczym bednarze. Kto by pomyślał, że teraz karnie będę musiał godzić się na wszystkie stawiane przed usługą warunki.
Niczym samolot jestem uziemiony, stoję więc w korkach w drodze do pracy i z pracy. Dobrze jednak, że udało się wyłapać usterkę przed lądowaniem w rowie.
Czuje się jak dziecko któremu zabrano zabawkę, ale przecież nie będę tupał nogami. Najwyżej sobie zaklnę gdzieś cicho na boku. Motyla noga.
  

  
   
 
      

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zgaga, a może tylko zwykły niesmak ?

Niesmak, nazywany też przez jednego znanego polityka absmakiem.
Nie wiem czy polityk ten jest Wielki, to pokaże historia. Póki co inny, znany z wazeliniarskich wypowiedzi stwierdził, że ten pierwszy przerósł Piłsudskiego.
Jako miłośnik dwudziestolecia międzywojennego mam raczej  zrównoważoną ocenę klasy politycznej II RP, ale na takie porównanie nigdy bym się nie odważył. Precz z polityką bo ona śmierdzi jak gość na trzecią noc w naszym domu, albo i znacznie gorzej. 
Nie będzie więc żadnych opisów zachowań i nie zasiądę napuszony niczym mentor na lewicy, ani na prawicy.
Przypomnę tylko prosty wierszyk fraszkę nawet  " Na pewnego "Polaka, jaką Konstanty Ildefons Gałczyński napisał w 1934 roku.  

- Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! -
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował.

Potem mieliśmy po kolei: II Wojnę Światową, PRL i na koniec III RP.
I co z tego wynika?
Odpowiem krótko, nic z tego nie wynika,  bo my Polacy ...
Coś dodać? chyba tylko ostatnią zwrotkę słynnych  "Skumbrii w tomacie" tegoż samego autora z 1936 roku

Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Chcieliście Polski, no to ją macie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)

Smacznego.
A jak mi kto powie, żebym wypierdalał z tego kraju jak mi się coś nie podoba to mu odpowiem, że nie zamierzam tego zrobić. Troska bowiem, a satyra jest formą troski, wynika z miłości do kraju.
Bo ojczyzna to nie jest słoik z konfiturami.
Ojczyzna to jest wielki zbiorowy obowiązek, jak napisał CK Norwid

 



poniedziałek, 28 maja 2018

Nowy stary napęd

Odebrałem samochód od mechanika. Koszty naprawy wyczyściły mi portfel, który i tak przed wyjściem po odbiór musiałem solidnie uzupełnić.
Auto niby w Niemczech robione, ale pomysł na niego był amerykański.
Ponieważ lubię cytować przysłowia i powiedzenia nie mogłem się oprzeć by nie napisać :
Ford gówno wort, a Fiat jego brat.
To co kupić ? zastanawiacie się pewnie ( nie wyłączając Nitagera ). Możliwości są ograniczone bowiem nie kupuje się samochodów na literę F, czyli Fiatów, Fordów i francuskich.
Można dalej pielęgnować stary samochód jako wartość emocjonalną, bo jak to mawiał mój ojciec w okresie małej stabilizacji gomułkowskiej, kiedy to autobus PKS miał cię zawieść w każde miejsce, choć najczęściej zawodził – Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
Powiedzenie pasowało jak ulał do tamtych czasów, choć samo pochodzi mniej więcej z 1925 roku.
Ba, pasuje nawet dzisiaj i dorobiło się różnych jego wersji. Pewną odmianą powyższego powiedzenia wytłumaczyłem sobie ową gorąca i niepohamowaną miłość do motocykla. Powiedzenie brzmi - "Gdy nie mamy, co kochamy, trzeba kochać to, co mamy.”
Jakoś tak, zawsze tworzyłem listę tego co mam by czuć się lepiej zamiast tworzyć listę życzeń jedynie w celu zdołowania.
Tak więc samochód służy mi do przemieszczania, a motocykl do kochania. Oczywiście jest to uczucie w motoryzacyjnym sensie słowa „kochać”.
Moja największa miłość życia, chociaż od kilku lat z niesprawnym napędem, jest stała i niezmienna.
Wracając zaś do motoryzacji.
KIA to południowokoreański producent samochodów. Minął już czas gdy żartobliwie nazywano je „kijankami” a kolejka tych samochodów zawsze czekała na naprawę.
Obecne samochody mają nowoczesna linię i równie nowoczesne rozwiązania konstrukcyjne.
Być może z tego powodu zerknąłem na informację o prezentacji nowych modeli.
Materiał ozdobiony był zdjęciem takiego napędu, o czym świadczył podpis pod fotką.
Boże mój, odkąd świat światem ta forma napędu jest w użyciu. Nie dość, że służy do przenoszenia z miejsca na miejsce samego posiadacza to napędza przy okazji wyobraźnię całego otoczenia.
Jest napędem przedsiębiorczości, kreatywności, pomysłowości. Powodem heroicznych czynów i całkiem głupich zachowań.
Każdy facet gotów jest na wszelkie wyrzeczenia, by pobyć na chwilę w pobliżu owego nowoczesnego napędu.
Odmieniany przez wszystkie przypadki napęd ten jest zaiste elektryzujący.
Problemem jest tylko to, że nie można mieć go na własność, a każdy myślący inaczej jest kretynem.
W najgorszym razie można liczyć na dłuższy lub krótszy leasing. Szczęściarzom  zdarza się czasami użyczenie i jak w motoryzacji, zawłaszczenie w celu krótkotrwałego posiadania jest karalne.
Mówiąc w skrócie to jest najpotężniejszy napęd w dziejach ludzkości i choć elektryzuje jak diabli jego paliwem jest testosteron. Nie wierzycie? Proponuję raz jeszcze na spokojne obejrzeć Testosteron, lub choćby poniższy fragment




czwartek, 24 maja 2018

Po co ? Na co ? Za co?

Tytuł artykułu po prostu zwalił mnie z nóg

Minister Elżbieta Rafalska: Świadczenia mogłyby być wyższe, ale nie jest tak, że niepełnosprawni nie mają na co żyć”
Nie chodzi tu o użyte stwierdzenie „na co żyć", bo nie jestem jak pewna matka.
Jej córka będąca w klasie maturalnej, zdobyła się na szczere wyznanie
- Mamusiu jezdem w ciąży
- Matura na karku, a ty mówisz jezdem? - zwróciła jej uwagę matka.
Co prawda żyje się raczej nie „na co” a „po co”, ale zdumiała mnie nie forma a przewrotna myśl przewodnia. To swego rodzaju czyjeś na to życie przyzwolenie
Wczytałem się w treść.
Poniżej było już inaczej

Żyć „za co” rzeczywiście zmienia sens wypowiedzi.
Po pewnym czasie redakcja poprawiła ewidentny błąd portalu i do czytania zachęcał już poprawny tytuł, ale jak to mówią - niesmak pozostał.
Nie odważyłbym się kwestionować lub akceptować prawa do życia, bądź wyznaczania temu życiu sensu.
Co zaś się tyczy kwestii „za co”, to jako małżonek osoby niepełnosprawnej, korzystającej z regularnej płatnej rehabilitacji, mam na ten temat własne zdanie.