niedziela, 29 marca 2020

Pisanie jest jak picie, uzależnia


Oglądałem go chyba z pięć razy i z pewnością wrócę jeszcze do tego filmu.  
"Scenariusz filmu oparto na motywach powieści  Henryka Manna z 1905 r. Przedstawia on tragiczną historię nauczyciela gimnazjum, który doprowadza się do upadku w wyniku fascynacji  piosenkarką kabaretową o pseudonimie Lola Lola. W tej roli wystąpiła sama  Marlena Dietrich.
Profesor Rath surowo traktuje swych uczniów pozostających pod urokiem frywolnej Loli, występującej w miejscowym kabarecie „Błękitny Anioł”. Pewnego wieczoru udaje się tam w zamiarze zaskoczenia ich dla przykładnego ukarania. Przypadek jednak sprawia, że poznaje Lolę osobiście i natychmiast również ulega jej urokowi, a następnie, odsuwając innych adoratorów, nawiązuje z nią romans. Stając się przedmiotem drwin własnych uczniów i obiektem krytyki miejscowych obywateli, zrywa z dotychczasowym przykładnym życiem i rezygnuje nawet z posady szanowanego nauczyciela. Wkrótce poślubia frywolną piosenkarkę i na dobre przystaje do wędrownej trupy sztukmistrza Kieperta. Kiedy kończą się jego oszczędności, zmuszony jest w niej pracować jako żałosny klaun, budzący politowanie i kpiny.
Po kilku latach, kiedy niedobrany związek traci wszelką atrakcyjność, a w Loli narasta lekceważenie i niechęć do męża" *... Dosyć nie będę spoilerował
Czemu przytaczam ten opis filmu?
Bo "Błękitny Anioł" to było moje  pierwsze skojarzenie gdy usłyszałem o ostatnich decyzjach w brytyjskiej rodzinie królewskiej.
Niby Świat gna do przodu, a pewne związki  obarczone są sporym ryzykiem. 
Niechaj każdy żyje jak chce. No chyba, że nie może jak taki dajmy na to król. Tylko, że ona za ten dyskomfort bierze niemałe pieniądze.
Dlatego też nie powinien mieć zbyt cienkiej skóry 
                                                                                                                   *)  opis filmu Wikipedia






  *
Ostatni dzień stycznia. Czytam ja sobie, że oto:
Zakończyła się aukcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na której można było wylicytować oryginalną skórę, którą Franz Maurer nosił w legendarnym filmie "Psy" w 1992 roku. Zainteresowanie filmowym gadżetem przerosło najśmielsze oczekiwania.
Dzięki kultowej kurtce konto WOŚP zostanie zasilone kwotą 100 600 zł.Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy potwierdziła, że kurtka przekazana na aukcję przez Bogusława Lindę jest aktualnie piątym najdroższym przedmiotem tegorocznej zbiórki
- Hurra - zakrzyknąłem ponieważ od lat kibicuję akcjom WOŚP i Jurkowi Owsiakowi.  
Chwila refleksji przyszła  kiedy przeczytałem kolejne zdanie :
 Dla porównania – uznawany za najcenniejszy przedmiot tegorocznych aukcji – replika medalu noblowskiego Olgi Tokarczuk – poszła pod młotek za 106 000 złotych.
Kurtka  Franza  i  noblowski medal Olgi Tokarczuk.
Hura. To razem 206.600 zł,- do wydania dla potrzebujących, ale i powód do głębszej refleksji.
Nie wiem jak wygląda czytelnictwo  Ministra Kultury i Sztuki w związku ze złożonym deklaracjami, ale ja bez deklaracji przeczytałem z niekłamaną satysfakcją Prawiek. Właśnie zaczynam mierzyć się z Biegunami. Dobrze mi z tym 


*
W codziennej poczcie znalazłem jakaś reklamę. Czujny wzrok odczytał - nimfomanki.pl
Co prawda wzrok powędrował już dalej ale lampka w głowie rozbłysła. Co ? 
Wróć !
Powtórne spojrzenie na tekst rozwiało magię. Adres do strony brzmiał - nietylkofiranki.pl
Prysły zmysły, albowiem prysły zmysły jak pajęczyny wątła nić...
Mądrze prawią fachowcy, że prawdziwy seks zaczyna się w głowie.

*
Polacy nie gęsi i swój języka mają
Zauważył to już Mikołaj Rej.
Czasem jednak najtrudniej cenić i dbać o to co się posiada
Tak oto  zamówił zakup  elementów wod-kan pewien znajomy hydraulik



Niestety z braku "przeduszek' zakupiono przedłużki
Na dociętej już rurce  PCV majster  dopisał "odpat" aby nie pomylić elementów w trakcie montażu.
Powiecie, że to wychowankowie 'oczu zielonych przez które można oszaleć '? Że nie ma się czemu dziwić?
Nieprawda.
Tak zachęca do picia ziół popularny portal. W końcu dla pracujących tam język polski to narzędzie pracy
Ponoć niektóre zioła działają na uciążliwe "kucie" w boku. A jak kogoś tylko kłuje?









albo ten fragment z Onetu







 *
 
Oczka już nie te, a więc po czterech latach oczekiwania, już w pierwszych  dniach marca poddany zostanę operacji usunięcia zaćmy. 
Kompletuję papiery bo najwięcej ich potrzebuje anestezjolog. 
To ciekawski facet. W ankiecie aż roi się od intymnych pytań. Przez wszystkie przeszedłem, łącznie z pytaniem o to kiedy ostatnio byłem u fryzjera?.
Zastanawiać zacząłem się przy pytaniu o alkohol.
-Jak często i ile spożywam ?
-Jedną butelkę wina tygodniowo  - napisałem w przypływie szczerości. 
Żona spojrzała na mnie i zapytała - naprawdę tak napisałeś ?
-A jak miałem napisać ?
- Okazjonalnie. 
- A oni uwierzą, że ja mam w każdy weekend okazję?
Swoją drogą jakie to są fajne określenia - niewielka ilość i okazjonalnie.
Za te dwa słowa należy się Literacka Nagroda Nobla, a przynajmniej Nike.

*    


Kiedy wczoraj mijałem się w przejściu do gabinetu dentystycznego z pewną młoda kobietą, mój Dentysta tak mnie przedstawił
- A ten Pan to czyta Tokarczuk.
A potem jakby dla równowagi dodał
- A ta Pani jest filozofem
- Jeżeli jest Pani filozofem to z pewnością ma Pani za sobą wszystkie jej książki - powiedziałem zachęcony przez Dentystę. 
- Z wyjątkiem Ksiąg Jakubowych.
- Dlaczego?
 - Bo to ciężka książka i spada mi boleśnie na twarz kiedy zasypiam. 
Przyznam, że sam nie wymyśliłbym takiego powodu, ale co filozof to filozof.
Uznanie z tytułu czytania Tokarczuk nie wpływa na finalną cenę usług stomatologicznych. Gruntowna renowacja trzonowych przebiła już dno mojego portfela.

*

Dzień kota. 17 lutego. 
Wszyscy opiekunowie kotów powariowali
Dobrze, że mój kot zachował w tym wszystkim stoicki spokój. 
Niczym Sfinks

*

Nie żeby tak w związku z planowanym zabiegiem, ale dręczą mnie czasem  pytania zasadnicze. 
Można by rzec nawet, że tylko czasem nie dręczą. 
Nie są to już młodzieńcze pytania  Grechuty - kto pierwszy była fakirem ?, kto pierwszy astrologiem?, a kto chciał zostać bogiem?
O ten "sens" raczej idzie.
Najczęściej pytam siebie - po cholerę tak się szarpię?
Wczoraj znalazłem taki oto paradoks rozsyłany po sieci



To jak rozwiązanie dla tych co to chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko, tylko zdecydowanie mniej tuczące. 
Odejść podczas orgazmu, albo w podobnie ekscytujących okolicznościach.   
Przywoływałem kiedyś  opowiadanie związane pośrednio z okolicznościami śmierci Andrzeja Zauchy. Mój Boże to już tyle lat.  Kto ciekaw, może zajrzeć w przepastne archiwum do tekstu "Przy okazji gór"

*
Ktoś tam twierdził że kobiecie do przeżycia dnia wystarczy kromka suchego chleba i dwa komplementy
Myślicie, że faceci nie lubią komplementów?
Bardzo lubią 
Mój pierwszy dyrektor, nerwus i wrzodowiec co jakby lubi chodzić w parze, unikał komplementowania swoich pracowników.
uważał, że po to płaci ludziom aby byli idealni. 
Największa pochwałą która spiłem z jego ust (czy wypada  by facet tak wyraził się o facecie?) było:
- Relski ! Masz ku..a szczęście.
Tylko tyle i aż tyle. 
Potem jakby mniej zależało mi na romantycznej walucie, preferowałem bowiem praktyczne rozmowy. 
A teraz kiedy to nawet ksiądz odpuszcza mi obowiązek postu w popielcową środę ze względu na wiek ( już się łapię) z przyjemnością usłyszę o sobie coś miłego.
Trafiło mi się w zeszłym tygodniu. 
"Kompliment" nieco  zawoalowany, ale zawsze. 
Otóż rozmawiając o jakich czynnościach które wykonuję cyklicznie w pracy usłyszałem takie o to zdanie:
- Wie Pan czego ja się obawiam?
- Nie wiem
- Obawiam się, że mi kiedyś Pana zabraknie.
Jako człowiek ciętej riposty gotów byłem na odpowiedź ostrą jak nóż tapicerski, ale pohamowałem się  by nic nie stracić z biegnącej chwili. 
Ta umiejętność powstrzymania to kolejny, jakby bonus po braku obowiązku postu w popielcową środę 
Po raz kolejny, aż prosi się by krzyknąć jak Johann Wolfgang von Goethe  Trwaj chwilo, jakże jesteś piękna



Ekoterroryzm, ideologia gender i LGBT do wyrzygania w liście pasterskim  arcybiskupa Jędraszewskiego. Na dokładkę było jeszcze o żołnierzach wyklętych. Proboszcz z nabożnym skupieniem odczytywał te brednie w których arcybiskup podpiera się dla swoich celów słowami papieża Franciszka. Przecierałem uszy ze zdziwienia. Jak tak można?
Już teraz całkiem na bezczelnego, sąsiadka będzie mogła palić śmieci, styropian, plastik, jednorazowe pieluchy i stare gąbkowe kołdry. 
Dotychczas czyniła to z delikatnymi obawami, teraz na moje uwagi powie  śmiało:
- spieprzaj lewaku i ekoterrorysto. Czyńcie sobie ziemię poddaną - tak powiedział Chrystus i arcybiskup.
Tylko, że ta Ziemia nie jest już poddaną ,  ona kona pod butem głupiego człowieka. Zdycha w imię brudnej polityki. Tej właściwej i tego nurtu który dla odmiany nazwano religią. 
Arcybiskup Jędraszewski wyciska ze mnie niczym pryszcze całą moją religijność. Zastanawiam się na ile mi jeszcze wystarczy cierpliwości ?


Sam wypieram własny wiek i tylko okoliczności przypominają mi że już nie należę do pokolenia młodych gniewnych
Zaćma starcza - tak napisano w diagnozie i zlecono operację. 
Sam zabieg trwał parę minut i tylko upierdliwe zakrapianie oka co kilka godzin, paroma różnymi kroplami, przypominało mi o obowiązku rekonwalescencji. 
Dodatkowo zakaz na okres  jednego miesiąca  dźwigania ciężarów powyżej 1 kilograma i zawiązywania  sznurówek w butach, co jest związane z zakazem schylania  się. 
Tak więc spędzam  życie w niezawiązanych żółtych butach roboczych, co paradoksalnie czyni mnie modnym, a nie rekonwalescentem. 
Zabieg przywrócił mi radość podziwiania wszelkich kolorów tego świata okiem lewym. Prawe w dalszym ciągu pokazuje obraz jakby zza okularów przeciwsłonecznych. 
Po raz pierwszy od ponad pięćdziesięciu lat  chodzę całymi dniami bez okularów co wprawia w zakłopotanie wszystkich moich znajomych nie wyłączając ślubnej małżonki, która mówi, że nie znała mnie od tej strony.
Muszę doczekać do majowej operacji oka prawego, a potem ewentualnie dobrać jakieś cienkie szkiełka. 

*
Nie będę zawracał wam głowy ta całą hecą z wirusem. I beze mnie każdy prawie posrany ze strachu, bez względu na to jaką prezentuje wersję oficjalną. 
Dzisiaj przeczytałem informację, że we Włoszech nie podpinają osób starych od 60 roku życia do respiratora.
Ku.wa. To znaczy, że już od dwóch lat, ktoś gdzieś położył na takich jak ja kreskę. 
Nastrój zrobił mi się filozoficzny, a głupi umysł już przystąpił do robienia bilansu. 

*
Najbardziej zapracowani (według własnej opinii ) przesyłają mi poprzez Messengera jakieś filmiki, gify i memy. Jak oni znajdują, tyle czasu by to wyszukać i przesyłać ?
Rekordzistka przesłała mi  ponad siedem wiadomości i to tylko w jedno popołudnie. Mój telefon piska z informacjami o nadejściu tego spamu radosnym popiskiwaniem. Czasami wydaje mi się, że trzymam w kieszenie głodne pisklę a nie w miarę nowoczesny smartfon z budżetowej półki.
Gorset dobrego wychowania  nie pozwala mi, żeby zabronić, zakazać, zablokować, usunąć numer. 
Że to ją powinien gorset wychowania uciskać?
Być może w ramach kwarantanny niektórzy zdjęli bieliznę, nawet tę w mentalnym tego słowa znaczeniu.
A gdy majtek braknie to dupa udaje księżyc.

*
Wiosna w pełni. Nawet bazie już przekwitły
Przyroda nie ogląda się na nic i nie zastanawia się - czy warto ?
Świat widziany zza szyb własnego domu wydaje się taki bezpieczny.
 

I ja nadrobiłem zaległości spowodowane rekonwalescencją.
Przejechałem glebogryzarką  ogródek, wytyczyłem ścieżki i oddzieliłem od siebie tematycznie grządki. Tu pomidory, tam ogórki pamiętając o tym by czymś je przedzielić. Zwykle sadzę tu ostrą paprykę. W ziemi na razie wylądowały rzodkiewka i cebula dymka.
Na oknie w kuchni wyszły pomidory koktailowe i kilka sztuk odmiany o wdzięcznej nazwie Noire de Crimee czyli po naszemu Czarny Książę.
Moja teściowa woli bawole serca i pewnie na jakiś kompromis trzeba będzie iść.
Jeżyny ogrodowe podwiązane, winorośl przycięta i to wszystko w jedną sobotę.
Dodatkowo przejechałem swoje pierwsze pięćdziesiąt kilometrów  Drag Starem otwierając tym samym nowy sezon motocyklowy.
Jeżeli dołożę do tego wieczorną degustację szlachetnego wina z kozim serem, to taj jakby opisać krainę szczęśliwości. 
Starajmy się przynajmniej żyć pozytywnie, na przekór wszystkiemu co do nas dociera.
 





 
   
   


 

sobota, 21 grudnia 2019

Dobry człowiek


Jednym z powodów dla którego zrobiłem sobie przerwę w pisaniu było to, że nie chciałem po raz kolejny nudzić o nachalnym promowaniu świąt i to zaraz po Dniu Wszystkich  Świętych, chociaż w tym roku czekoladowe mikołaje reklamowano już w październiku. Parę razy dałem już w tym miejscu wyraz swego  désintéressement tą sprawą i chyba wystarczy. Co nie znaczy, że nie wkurza.
Są jednak rzeczy które wywołują u mnie żywą reakcję, a przynajmniej lekkie zainteresowanie. 
Świat się zmienia. Zmienia go technika, nie wiem jednak czy na lepsze. 
Kiedyś gdy nie było jeszcze ta popularnych PC-tów o i o telefonach komórkowych nawet nie marzyliśmy, jako człowiek zorganizowany prowadziłem swój terminarz. 
Pod datami widniały damskie imiona skorelowane z godziną i miejscem.
Żeby być precyzyjnym, biorąc pod uwagę moje zasady i możliwości, z reguły było to ciężko wywalczone jedno imię. Potem inne ponieważ nigdy nie unikałem ciężkich zadań, a kochliwy byłem.
Teraz technika smartfonów pozwala na łatwe prowadzenie kalendarza  i ja z tego korzystam. Zapisuję skrupulatnie. Skorelowane z datą i godziną są wpisy typu:  kardiolog, urolog, diabetyk i okulista. 
No nie wiem czy ten rozwój techniki wpłynął na mnie aż tak pozytywnie.
Nie jestem jednak luddystą.

***

Oglądam przetarcia i zabrudzenia na mojej skórzanej  kurtce motocyklowej i takich samych spodniach. 
Z obcasów butów kowobojskich pospadały blaszki a to z powodu intensywności  jazdy. Sakwy przy motocyklu też wyglądają na zdefasonowane. Ileż  to razy kończyłem już sezon w tym roku. Najpierw 22 września w Czarnym Potoku koło Nowego Targu, po to by miesiąc później  wybrać się do Zakopanego. A kiedy ściął mróz pokazując - 6 stopni, powiedziałem - koniec. 
 


I znów nie dotrzymałem słowa. 8 grudnia jechałem w paradzie motocykli, były przecież tak zwane Motomikołaje.
Zbieramy się na motocyklach przebrani w stroje mikołajów, wrzucamy do puszki  jakieś datki które idą na szczytny cel. A potem w towarzystwie policji i służb porządkowych ruszamy do centrum. W tym roku na Placu Szczepańskim spotkało się około tysiąca motocyklistów, by rozdawać  cukierki i cieszyć dzieci swoim widokiem.















 
 

















Z uzbieranych pieniędzy  remontuje się już świetlica w jednym z ośrodków pomocy matce i dziecku. 
Warto pomagać, to pierwsze spostrzeżenie.
A drugie to takie, że motocykliści to nie tylko tak powszechnie określani  dawcy narządów. Każdy z nas  ma przecież swoją drugą stronę.  



 ***
   
Działo się to kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy nie w głowie były mi dzieci, żona i stabilizacja, a większość czasu zajmowały mi  rozmyślania o tak zwanej chwilowej bliskości. Otrzymałem list od pewnej dziewczyny z którą łączyło mnie z dnia na dzień coraz mniej. 
A ponieważ od dawana lubiłem ubarwiać swoje wypowiedzi treściami patetycznymi, powiedziałem jej, że odchodzę ponieważ zacząłem myśleć o niej jak o kobiecie, a chciałbym być wobec niej uczciwy. 
Pewnie już kiedyś o tym wspominałem, a nie mam w głowie wszystkich popełnionych 1200 postów. Wybaczcie.
Niezbędne wydaje mi się przypomnienie, młodszej części czytelników że dorastałem  w okresie kiedy nie ciągnęło się dziewczyny do łóżka na pierwszej randce, a bywało, że najpierw trzeba było trochę zedrzeć zelówki.
Wracając zaś do tematu.
List mój z tym hiobowym wyznaniem, przeczytała jej matka. 
(Tacy bywali kiedyś rodzice). 
Dziewczyna napisała  co pamiętam  pomimo upływu ponad czterdziestu kilku lat
- Moja mama mówi, że ja to mam szczęście do porządnych ludzi. 
Nie zastanawiałem się wtedy nad sarkazmem tej wypowiedzi, a jednie nad tym, że ktoś inny  został świadkiem tej "dyplomatycznej"wypowiedzi.
Z czasem zaczęło mnie z tego powodu uwierać sumienie, ale przyznam szczerze - nie za bardzo.
Potem zachowywałem się tak lub siak, ale nie stawiałem sobie tak wysoko poprzeczki. Z reguły chciałem być tylko w porządku, czasem trzeba było być aż... 
Dobry człowiek, zły człowiek. Czy dla słusznej sprawy można być złym ?
A czy kilka złych zachowań nawet takich niewielkich, pozbawia nas możliwości bycia  dobrym?
Kto ma prawo do ocen?
Zawsze uważałem,  że ludzie są dobrzy z natury.
Jestem świeżo po lekturze książki  Piotr Reszki - "Płuczki"
Książka ma również podtytuł - Poszukiwacze żydowskiego złota,  co tłumaczy prawie wszystko.
Trafiłem tam na taki oto fragment rozważań autora :                 
"Staram się nikogo nie oceniać. Myślę, że człowiek jest zły z natury. Rodzi się egoistą. Kocha tylko siebie. Złe cechy ma rozwinięte od początku, dobra musi się nauczyć. Dobrym człowiekiem można się dopiero stać, ale trzeba wykonać pewną pracę. Wierzę, że każdy ma w sobie zalążek dobra, od niego zależy co z nim zrobi. Ale też nie każdy jest w stanie podjąć taki wysiłek i nie każdy czuje taką potrzebę "
Chociaż nie chciałbym stracić tej naiwnej wiary w ludzi, coraz częściej łapię się na tym, że mój optymizm wynika z braku informacji. 
Stare powiedzenie głosi - optymista to tylko źle poinformowany pesymista.
Nie masz większych problemów ? - spytał ktoś podsumowując moje rozważania.
Mam ale to nie zwalnia mnie od zadawania pytań. Zwłaszcza sobie. 


***

Pewnie  zadajecie sobie pytanie co gnało mnie na koniec października motocyklem do Zakopanego?

Powiem więcej przez następny miesiąc byłem prawie co tydzień w tej stolicy polskich gór.  Po prawie trzech latach, małżonka moja otrzymała skierowanie na turnus rehabilitacyjny. 
Rzuciła się więc w wir wirówek, masę masaży i w fale szpitalnego basenu. 
A że po prawie czterdziestu wspólnych latach, nawet kawa smakuje inaczej w pojedynkę, siadałem za kierownicą i gnałem na ile Zakopianka pozwoliła. 
Ponieważ w domu został domowy pies i kot który co prawda jest wolny jak dzika świnia, ale od czasu do czasu wpada do domu by łyknąć coś z michy lub sprawdzić obecność, żona zaprosiła do domu teściową. 
Teściowa samą swoją obecnością  zapewnić miała rozrywkę i poczucie bezpieczeństwa  domowemu inwentarzowi. 
Na wszelkie możliwe sposoby prosiłem by nic nie gotowała, bo mnie nie odpowiada kuchnia rodem z PRL-u. Ciężkie zawiesiste sosy, obowiązkowe mięso  ( bo zdrowe)  i pełna od śmietany 18-stki  zupa.
W zamian, to ja po powrocie z pracy uruchamiałem kuchenkę i tworząc, a to spaghetti, a to ryż po chińsku, nie gardząc  parówkami lub pamiętaną z PRL_u jajecznicą. 
Mamusia przyjęła konwencję czekając dzień w dzień  nad pustym talerzem na moje przyjście. 
Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało - można by powiedzieć, ale w ten sposób jadłem z przyjemnością w ilościach które nie blokują tchu w piersiach.
 Aby uprzedzić finał powiem, że wytrzymałem z teściową półtora miesiąca cierpliwie ucząc ją po obiedzie jak odbierać telefon nie wyłączając mu całkowicie dzwonka, oraz to, że o funkcjonowaniu telefonu decyduje nie siła naciskania guzików a kolejność ich naciskania. 
Ktoś pewnie krzyknie teraz w moim kierunku
Santo subito   ( Święty natychmiast)  
Ja powiem raczej - Santo Dio ! (Boże Święty !)
A jeżeli już to  raczej   subito dopo  ( zaraz potem )
Zaraz po czym?
Zaraz po tym gdy teściowa myjąc schody na piętro ( nie wiem po co ?) wodą kapiącą z mopa zalała mi płytę główną wieży RTV Pionieer i to tak skutecznie, że koszt wymiany spalonej przekracza koszt zakupu nowej wieży.
Myślałem, że wraz z wyjściem dzieci z domu wyjdzie też samosię.
Jak widać samosię ma się dobrze, a ja nie zrobiłem nawet dymu.
Ponoć z wiekiem mężczyznom  obniża się  testosteron.
Cała prawda jest zaś taka, że pomimo towarzystwa teściowej,  suce zaszkodził niedźwiedź polarny. Ledwo przez niego uszła z życiem.
Jakimś sposobem suka weszła w posiadanie  maskotki niedźwiedzia polarnego wielkości około 15 cm. Być może stres spowodowany brakiem małżonki, być może ciekawość spowodowały, że suka zeżarła tylne łapy niedźwiedzia z całym syntetycznym wnętrzem który miśka wypełniał. 
W efekcie którejś kolejnej nocy musiałem wziąć na ręce  cierpiące suczysko i dowieść do weterynarza. 
Śmieci z polarnego miśka  spowodowały niedrożność przewodu pokarmowego   Weterynarz musiał więc zajrzeć do środka psa i co nieco z niego wyciągnąć. 
A potem?  




Potem mieliśmy szczęście, że w tym przypadku sprawdziło się powiedzenie  o tym iż coś goi się jak na psie. 
A ileż było z tego nerwów ?
Może i w naszym przypadku spełni się kolejne powiedzenie - czas goi rany, albo raczej nerwy. 
A kota ? Kota ma to wszystko gdzieś


W związku z rekonwalescencją psa żona wróciła tydzień wcześniej, a teściowa poszła do swojego domu. 
Jeżeli zaś myślicie, że to koniec tej historii, to powiem tak - w ciągu kolejnego tygodnia los zakręcił tak ruletką naszego życia, że to gotowy temat na kolejnego posta, albo nawet na kilka. Może, jak spojrzę na to z dystansu i dojdę do wniosku, że nie przekracza to mojej czerwonej linii.
Boże, nie mam jednak nudnego życia. 
Kiedy czytam o tym ile emerytury mam otrzymywać w przyszłości,  to albo to będzie bardzo nudna i utrzymana w jednym miejscu egzystencja, albo  survivalowa walka o przetrwanie. 
Pytanie którego sobie ze strachu nie zadaję brzmi -  co lepsze?     

 ***

W jakiś niezamierzony przeze mnie sposób blog mój stał się miejscem wymiany poglądów i doświadczeń z dziedziny magii i rzucania uroków. W zasadzie to była reklama jakiegoś speca od tych spraw.Pod jednym z postów zaroiło się od komentarzy, a każdy dziwnie opatrzony namiarami wraz z numerem telefonu.
Ponieważ podchodzę do tematu w sposób ostrożny, czyli nie rozważam spraw  ani z tak zwanym mędrca szkiełkiem i okiem, ani jako wyznawca, postawiłem więc na neutralność. Postąpiłem jak ztem jak z węzłem gordyjskim.
Parafrazując Jachowicza mógłbym dodać - tylko posta, posta szkoda.
Ileś tam lat temu, pewna kobieta nie rzuciła na mnie uroku, ale posiadała tyle wewnętrznego ciepła, że to mną rzuciło o ścianę i zatrzepało jak postaciami w popularnych kreskówkach. Od tego czasu jestem pod wpływem tej samej kobiety i tego samego ciepła.  Jak więc mawiają Rosjanie  - nu i chwatit ! czyli no i wystarczy.  
Poza tym powiedzenie żyć jak pies z kotem, ma w naszym domu pozytywne zabarwienie.  Oto jak kot podjada z psiej miski
 

 ***
Zdecydowałem odpiąć sakwy i piórnik ze Yamahy. Przemyję i zakonserwuję w chłodne dni. Tylko tych dni chłodnych, a nawet zimnych na horyzoncie nie widać. Dzisiaj z rana temperatura na zewnątrz wynosiła 11 stopni Celsjusza.
Więc może nie odpinać jeszcze akumulatora? Tak przejechać w Boże Narodzenie motocyklem na Kazimierz, to by był dopiero lans.
Wiem, wiem zawsze lans atakowałem. Odrobina jednak chyba mnie nie zepsuje. Tak jak odrobina wódki, wina czy kawy. Specjalnie napisałem odrobina bo ta jednostka miary dla każdego znaczy co innego. 
O "Maryśce" nie piszę bo nie wiem. Nie próbowałem, a do dziś żyję w przekonaniu że nie warto ryzykować. 
Spoglądam na lampki do dekoracji domu. Aż się nie chce przy takiej temperaturze.
- Antoni - rzekł mój Anioł Stróż - tobie to naprawdę trudno dogodzić.
W latach poprzednich, kiedy na zimnie grabiały ci dłonie przy rozwieszaniu girland, marudziłeś, że zdałoby się trochę ciepła. Teraz jak masz ciepło to chcesz zimna.Ty się zdecyduj albo Hawaje albo Norwegia.
- A nie można by tak po staremu, w Polsce z umiarkowanym klimatem?
Brodzić w Wigilię po kolana w śniegu i wypatrywać pierwszej gwiazdki przy umiarkowanym chłodzie? Iść na Pasterkę słysząc skrzypienie butów na mrozie?
Anioł Stróż zamyślił się i nie wiem dlaczego odpowiedział mi po czesku :  
- Pane Antonin to se nevrati  
Jakoś dziwnie to przeczuwałem. 

***
Polityka mnie brzydzi z każdym dniem coraz bardziej. 

W czasach słusznie minionych Jacek Kaczmarski śpiewał

... Zapisałem się do takich,
co tym interesem kręcą,
mówią, że się to opłaca i pomaga w studiowaniu,
muszę składki płacić, chodzić na zebrania i nic więcej,
za to wezmą pod uwagę mnie przy każdym typowaniu
Mówią że jak wytypują,
to zbić można szmal nie wąski
i tak samo bez kolejki można dostać tu mieszkanie,
lepsze to niż trzymać świnie, bo się nie ubabrzesz w łajnie
tylko w samym tym że jesteś - swoje masz wyrachowanie...  

List... - Jacek Kaczmarski 

Ustrój się zmienił a zasady pozostały.  
Włosy stają mi dęba i chociaż wydaje się to już niemożliwe, to z każdym dniem bardziej.
Nie mam talentu Kaczmarskiego, ale muszę to wyrzucić z siebie. Taką odrobinę naiwności, bo mnie to okrutnie drażni.

Siedzi lisek przy korycie
taki to ma dobre życie
I tym wcale się nie łamie
Że co powie zaraz skłamie
Szampan, kawior, marmolada
A na ludzi trwoga blada
Spada i pikując pyskiem
Sprawy im zohydza wszystkie
Czy  polityk kłamać musi?
Kiedyś w dupę od mamusi.
Ojciec strzelał ręką w pysk
Aby zalśnił  prawdy błysk.
Dość już tego oszukaństwa 
że to jest dla dobra państwa.
Tego Państwa          

Ponoć z myślą o politykach, przed samymi świętami wypuszczono partię golarek, z których można korzystać bez lustra. W ten sposób nie trzeba patrzeć sobie w oczy.  Z pewnością się przyjmą. Amen

***

Bez względu na to czy tego chcemy czy nie, każdy kolejny dzień zbliża nas do Świąt. Potem do Nowego Roku, następnie do świąt kolejnych, a wszystkie przeżyte dni przybliżają do emerytury, którą chciałbym jak już przyjdzie potraktować nie jako odpoczynek wojownika, a swego rodzaju finansowe bezpieczeństwo.
A niechaj i na emeryturze oglądają moja gębę codziennie jacyś ludzie z którymi mógłbym załatwiać służbowe sprawy. Jeśli tylko zdrowie pozwoli. 
Póki zaś to się jeszcze nie staje, biorę się do rozplątywania sznura światełek 
i wieszania  wokół domu.
Zona narzeka zaś, że w tej temperaturze ani kapusty, ani grzybów, ani ryb na zewnątrz nie można zmagazynować. Jak na Hawajach. 
Ja podpijam czerwone wino które można podawać w temperaturze pokojowej.

Korzystając zaś z okazji składam Najserdeczniejsze życzenia  wszystkim tym  którzy pomimo moich  pisarskich kaprysów, zaglądają w to miejsce  od czasu do czasu 
    
  
 Wesołych Świąt 
i Dużo Zdrowia
 w Nowym 2020 roku







    

sobota, 28 września 2019

O wypaleniu w inny sposób

Gdzieś mi się podziała moja twórcza wena
Siadam przed laptopem, ale weny nie ma.
Niby jest jak zawsze, siedzę wino piję
Lecz rym się nie składa, z myślą się nie biję.
Przeszukałem rzeczy szukając natchnienia
Dla spokoju swego albo i sumienia.
Otworzyłem portfel, wytrzepałem buty
Od pewnego czasu chodzę wprost jak struty.
Nic nie czerpię z Euterpe, zaginęła mi Kaliope
Że nie wspomnę o Erato. Co wy na to?
Sprawdziłem pod biurkiem i w butelek kupie
Boję się, że wenę zwyczajnie mam w dupie.



A gdybyś miał człeku skojarzenia inne 
to od razu powiem

czwartek, 15 sierpnia 2019

Słowa dawno zapomniane przypominam sobie


Składam litery w słowa, a słowa w zdanie. - Mam urlop.
Zaraz tam urlop, po prostu tydzień wolnego. Ostatni tydzień wolnego miałem ponad dziesięć lat temu, muszę najpierw nauczyć się to wyartykułować. 
Jeszcze raz.
A więc mam urlop.
Szefowie namawiali mnie na tę przerwę w pracy. To uspokoi ich sumienie, a zarazem spowoduje, że nie wypadnę gdy nadejdzie harvest time  czyli czas zbiorów. Przy tym tempie w jakim gna świat stanie się to za chwilę.
U - r - l - o - p.
Ponieważ pracuję w cyklu wolne poniedziałki w zamian za pracujące soboty, zaczynam we wtorek.

Póki co mamy poniedziałek
Poniedziałek  czyli dzień wolny przed urlopem. Udałem się jeszcze do Sanepidu w celu dokonania uzgodnień. W pracy nazwali mnie magikiem od kontaktów z urzędami więc nie mogłem odmówić.
Zaraz potem zawiozłem żonę na zakupy. Sam zacząłem rozglądać się za miejscem wymiany oleju w aucie. No trochę już na starym pojeździłem. Minęło 25.000,  trochę wstyd.  Każdy chce się umawiać na  czwartek, na przyszły tydzień, za dwa tygodnie. Czwartek? W czwartek to ja będę ... No właśnie co będę?
Nie robiłem wielkich planów, kierując się powiedzeniem Woodyego Allena - chcesz rozśmieszyć Pana Boga ? Powiedz mu o swoich planach na przyszłość.
Trafił się w końcu punkt wymiany oleju w którym dokonali tego na poczekaniu. W ciągu pół godziny oglądałem zdjęcia rozwieszone na ścianach, pokazujące skutki zaniedbywania wymiany oleju.
Straszą.
Olej wymieniony, sumienie uspokojone, żona zadowolona z zakupów.
Po drodze dzwoni kolega od motocykla. 
- Taka fajna pogoda, jedziemy?
Jedziemy. Siadam na Drag Stara i proponuję kawałek trasy. Odwiedzamy miasto mojego dzieciństwa. Potem ojca, z którym niestety już nie pogadam.  Ojciec milczy już od ponad dwunastu lat. Jak ten czas leci.
Chwila zadumy nad granitową płytą. Dokąd my się tak wszyscy spieszymy?
No właśnie.  Tylko czy dla takiej refleksji muszę wybierać się na cmentarz?
A może to właśnie jest to co mówi do mnie ojciec?
Żeby szanować to życie bardziej, nie ganiać się i przeżywać go świadomie.
Może?
Refleksje cmentarne są krótkie. Opuszczają człowieka zaraz za  bramą.
Siadamy na  motocykle.
Zamek Rabsztynie, Wolbrom, Miechów, Skalbmierz, Nowe Brzesko, Niepołomice. Złożyło się z tego prawie 190 kilometrów.


Wieczorne wino smakuje doskonale, chociaż dzień wcześniej tak nie smakowało.
Sąsiad, który dowiedział się o moim urlopie, popędził do sklepu po piwo by mnie nim ugościć.
- Będziesz pił piwo po winie? - spytała żona
- W końcu od jutra mam urlop. W sumie idzie o jedno piwo.
Jutro, czyli tomorrow przytnę krzaki i wykoszę trawnik. A w środę....

Wtorek
Dzień zaskoczył mnie deszczem. Gałązki krzaków zwisały nisko nad ziemię od nadmiaru wody która dokładnie pokryła liście.
Niby modliłem się o deszcz, ale nie we wtorek.
Tobie Antoni to trudno dogodzić - rzekłby z pewnością dobry Pan Bóg gdyby miał czas mnie posłuchać. Przecież i on musiał dopasować się do tego świata i gna do przodu, a jego siwa broda rozwiewa się na boki przy każdym zakręcie.
Korzystając z gorszej pogody moja żona wraz z teściową rozpoczęły etiudę na cztery ręce.
Miotła i ścierka do kurzu. Obie uwijają się sprawnie.
Wciskam się w kąt. ale i tak muszę w którymś momencie podnieść nogi.
Nie lubię omiatania, czuję się niezręcznie jak ktoś robi koło mnie a ja siedzę.  Wilgoć wokół wszystko mokre jak robić.
Porządkuję papiery, chcę przegrać zdjęcia na osobny dysk.
Zbliża się  godzina kiedy jadę z żoną na rezonans. Po ośmiu miesiącach wyczekiwania  nadszedł ten termin. Termin na NFZ. Wcześniejszy mieliśmy prywatnie i za dwa tygodnie.  Tylko czy mnie stać na  kolejne siedem stów?
Szczególnie, że tych cyklicznych przelewów jest u nas sporo.
Badanie spóźnione ponad godzinę i to spóźnienie z każdym klientem się powiększa. Kiedy wjeżdża żona opóźnienie wynosi już dwie  godziny.
Mieliśmy jechać do znajomej. Czekaliśmy na sygnał.
Wobec  braku odpowiedzi od przyjaciółki żony, planuję zrobić porządek z krzakami w środę od rana.
Nieśmiało myślę, że jak się uwinę, a ona odpisze, może, skoczymy do niej na kawę. To tylko 170 km.

Środa
Rano i już po deszczu.
Z krzakami dupa, a dodatkowo pojawia się syn z psem.
Przypomina mi się ta historia o dyskusji filozofów na temat : kiedy zaczyna się życie.
Jak wiecie w mediach trwa na ten temat spór.
Powtórzę się bo już kiedyś tę historię przytaczałem.
Zebrali się filozofowie z różnych religii.
Przedstawiciel Watykanu mówił,  że życie zaczyna się od chili kiedy  plemnik połączy się komórką jajową. Protestant twierdził, że od chwili porodu. Przysłuchujący się dyskusji rabin, żachnął się.
 - Co wy tam wiecie. Jak pies zdechnie a dzieci wyuczą się i pójdą z domu wtedy zaczyna się prawdziwe życie.
Dzieci wyuczyły się, ale to nic nie zmienia. Wiadomo idzie o to by go przygarnąć na parę godzin. Dodatkowo przychodzi mail od znajomej, że jednak odwiedza ją siostrzenica z córką. Z kawy w dość dalekim Jastrzębiu nici.
Pies drze ryja jak to ma w swoim zwyczaju. Nasza suka dopasowuje się do entuzjazmu setera. Zwariowane lotnisko.
Krzaki ciężkie od wody. Spoglądam w górę, być może rozjaśni się wkrótce,. Synoptycy zapowiadają powrót upałów. Ja znam życie to od przyszłego tygodnia.
Zacząłem drugi dzień urlopu.
Obeschło. Rzuciłem się do roboty, jak przysłowiowy szczerbaty na suchary Przyciąłem wierzbę hakuro, bordowego klona i wszystkie krzaki dokoła.
Obniżyłem wysokość noża w kosiarce i pojechałem po całym trawniku. Koło czternastej było po robocie.Zadzwonił znajomy, który miał dzwonić wczoraj. Zdecydował się na wizytę.
Przyjechał późnym popołudniem. Kolega ma problemy z córką.  Taka się już urodziła - mówią w takich razach ludzie.
Kolega ma 50 lat i dylemat kto zajmie się jego córką za powiedzmy dwadzieścia lat.
Kuźwa, to niby dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam poukładane, ale jakoś nie potrafię się cieszyć, że ktoś ma do dupy ( nawet z dodatkiem "też")
Kolega posiedział trochę nie spuszczając oka z córki. Potem pojechał, a ja odpuściłem mu wszystkie zaniedbania w pielęgnowaniu naszej znajomości.  Cholera, muszę namówić naszego wspólnego znajomego do odwiedzin kolegi.
Może trzeba się będzie nieco skuć ? Pewna polska piosenkarka śpiewa - Czasami trzeba  odejść od zmysłów  by nie zwariować. Może rzeczywiście tak trzeba.
Koniec dnia czerwonym pachnie winem - napisał i śpiewał Jonasz Kofta.
Otworzyłem czerwone wino i nawet cyknąłem fotkę  na Facebooka. Kieliszek na tle zachodzącego słońca.

Media społecznościowe mnie wciągają.  Miłość do czerwonego wina trwa od dawna.
Mija drugi dzień urlopu.
W związku z urlopem manifestuję swoją miłość do wina codziennie. Codziennie ale w granicach rozsądku.
W końcu na piję jak szewc, a urlop jest krótki
Swoją drogą na wspominanym już forum zachęcałem by nie pić jak szewc. Wszyscy mówią o piciu  jak o groźnym zjawisku, ale o kulturze związanej z tym zjawiskiem jakoś się zapomina. Więc ja, jeśli Państwo pozwolą, proszę bardzo. Nie Kamyczek a swego rodzaju Kamerdol  savoir-vivre

Nie pij jak szewc, napij się z szewcem
Może narzekać  ci się odechce.
Lecz jakie  wypić z tym panem wino ?
Białe  wytrawne mój poczciwino.
Zresztą nie kolor  stanowi  clou
By się zebrało kolesi dwu .
Wszak od Zgorzelca aż do Królewca
Problemem bywa odnaleźć szewca
Zaproś do stołu także stolarza
Który codziennie dłonie  naraża.
Jemu w kielichy czerwone lej
Wszak z każdym rokiem palców ma  mniej
Wypij z prawnikiem  co reputację
Postawi w życiu ponad kolację.
Strzel sobie winko z panem doktorem
I wyrzuć z siebie pomysły chore.
A po tych winach,  niech ci się  zdarza
Odnaleźć radość  w pracy grabarza

Czwartek.
Na piątek wymyśliłem sąsiedzkie spotkanie. 
Grill czy gulaszówka ? Targają mną wątpliwości.
Co do alkoholi nie mam dylematu.
A może tak po polsku? Zastaw się a postaw się, czyli jedno i drugie?
Bez przesady. Przecież jestem uosobieniem rozsądku za rozsądną cenę.
Grill.  W końcu mam nowego, wypasionego grilla w prezencie od syna. Mogę grillować, wędzić, tylko jakoś straciłem apetyt na mięso.
Ważę tyle, że aż wstyd o tym mówić.
Moje BMI mówi mi jednak  - waga idealna.
Zona mówi -  musisz więcej jeść. Kogo słuchać?
- A z kim śpisz? Z BMI ? - spytał znajomy.
Proste a jakie  mądre.
Robię grilla i wpierdzielę poza kolejką parę kawałków grillowanego boczku.
Szkoda mi jednak tego widoku w lustrze, mięśni pod brzuchem które układają się w tak zwaną v-kę.
Zdjęcia jednak nie udostępnię  bowiem nie jestem pieprzonym celebrytą.
Razem z pojawieniem się V-ki spadło mi parę innych rzeczy. Na przykład dupsko przypomina przysłowiowe ziarenko kawy, A tu trzeba między nogi brać ten ćwierćtonowy  motocykl i nim manewrować.
Więc jak tu wybrać priorytety ? Navigare necesse est i wszystko jasne.
Słonce wita od rana, działka posprzątana. Żyć nie umierać.
Postanowiłem wymienić olej w silniku motocykla.
Olej kupiłem, filtr kupiłem. Za specjalnymi oringami pogoniło mnie do Krakowa. Zakup za całe 2,40 ale zajął mi półtorej godziny.
Po powrocie do domu zastałem już listę innych, pilnych rzeczy do zrobienia.
Odhaczyłem wszystkie nabrzmiałe sprawy i wyszedłem z psem. Okazało się, że już osiemnasta.
Nie chce mi się babrać z wymianą oleju.
No, no, po raz pierwszy nie chce mi się czegoś związanego z motocyklem, a przecież nie ogarnęło mnie w żadnym stopniu  urlopowe nicnierobienie. Nie będę wyciągał z tego małego w końcu faktu żadnych wniosków. Wymienię jutro przed południem.  Powoli, krok za krokiem, minuta za minutą, dzień odchodzi do historii. Żeby tylko to żegnanie dnia nie weszło mi w nawyk.
Jak siebie znam to nie wejdzie.
W historii popijania wielu twierdziło już to samo, a wychodziło inaczej.
Moja 82 letnia teściowa odmawia wypicia przed snem kieliszka domowej ratafii na dobry sen, z obawy przed uzależnieniem.
Uśmiecham się wtedy pod nosem.


Piątek
Olej poczeka bowiem urząd wzywa.
Nawet nie wzywa, ale dzień wcześniej  wypełniałem pewne papiery i składałem oświadczenia przed urzędnikiem. Wieczorem odniosłem wrażenie, że oświadczenie jest chyba niekompletne.
O trzeciej nad ranem byłem już tego pewien i  miałem kupę czasu by uporać się z najtrudniejszym. Dotrwać do rana.
Punkt ósma byłem w urzędzie, mówiąc, że po nieprzespanej nocy. Pani spojrzała na mnie jak na jakieś zjawisko.
Wyłuszczyłem sprawę.
Okazuje się, że wczoraj zrobiłem wszystko jak trzeba, a przypomniane później zdarzenia  Pani nie interesują.  Odetchnąłem z ulgą, a przygotowywane nad ranem misterne tłumaczenia przydało się za przeproszeniem psu na budę.  Pewnie to lepiej. Zdecydowanie lepiej.
Po powrocie do domu zająłem się olejem.
Celebrowałem wszystkie czynności, doczyszczając, polerując, dokręcając. Kontrolne odpalenie motocykla i jego praca na wolnych obrotach by nowy olej rozrzucił się po całym układzie zakończyło dzieło.
Potem pojawiła się znajoma i zaczęła opowiadać o budowie mózgu. Jej wypowiedź była nakierowana na rywalizujące ze sobą  obszary przyjemności i rozsądku.
A więc przyjemność odpowiada za przyjemność (proste) na przykład za sen, a ów rozsądek  nie pozwala zasnąć  podrzucając coraz to nowe problemy.
- Odnoszę wrażenie, że mój mózg ma wyłącznie obszary rozsądkowe o czym może świadczyć ostatnia noc.
Na Facebooku znalazłem też mem który to dobitnie to obrazuje. Chciałem go wstawić, ale  natłok newsów spowodował, że nie mogę go znaleźć.
Boże kto daje radę to wszystko przeczytać lub chociaż przejrzeć ?
W zastępstwie wklejam zdjęcie naszego kaktusa, który zakwitł swoim kwiatem jednego dnia, ale w czwórnasób
Po wojskowemu w równym rządku. Dodatkowo wyczuł właściwy moment.


Co za porządek pełna symetria. 
Kto to powiedział że symetria jest estetyką idiotów?  No tak Julian Tuwim.
Wieczorkiem rozpaliłem grilla  i rozpoczęliśmy sąsiedzkie spotkanie.  Dużo szumu, jedzenia i coś na popitkę. Mam nadzieję, że goście wyszli zadowoleni bo dym grilowanego mięsa mocno szczypał mnie w oczy jeszcze po zakończeniu imprezy.
Starzejemy się. Kiedyś wystarczyło tylko hasło i już dzwoniło szkło, teraz umawiamy się dużo wcześniej, tak by wszystkim pasowało. Potem zawsze okazuje się, że, jednak  ktoś nawalił. A przecież  to chyba jedyne takie spotkanie w roku. W takim składzie i takiej okazji.
Kiedyś nie potrzeba było okazji. Czyżby wszystkim nam zdrowy rozsądek wyżerał te połacie mózgu które odpowiadają za przyjemność?
To kalectwo na swoją nazwę jak "wariat" czy "gruźlik".  to się nazywa tetryk.
W dupie tam.
Dzisiaj jeszcze tylko sprzątnę ze stołu, a grilla wypucuję jutro.
Z ostatnim kieliszkiem wina kiedy goście poszli, zasiedziałem się na tarasie spoglądając na lampkę własnej konstrukcji która delikatnie rozświetlała mi zmrok
 Użyłem do zrobienia jej kolorowych butelek po winie i likierach oraz zestaw lampek świątecznych.
Coś tam jeszcze dopracuję, ale nie dzisiaj.








Sobota

Zabronili podlewać ogródek. Spoglądam z żalem na schnące ogórki, a przy okazji na sąsiada za siatką który planował napełnianie basenu na sierpień.
Obu nas ten zakaz dotknął, ale ja przynajmniej trochę tych ogórków zjadłem. Mój żal jest więc jakby mniejszy. Dodatkowo w tym roku wiele z nich było gorzkich, bez względu na stronę od której zaczynałem obieranie.
Pocieszające jest to, że obu nas cechuje postawa par excellence obywatelska. Bez względu na to w jaki sposób owo określenie zostało ostatnimi czasy zdegradowane.
A może to taka zwykła powszednia przyzwoitość?
Pies stoi przede mną i patrzy mi prosto w oczy. Hipnotyzuje mnie tymi ślepiami w prośbie o spacer.
Przyzwyczaiła się od tych przechadzek. Tylko miejsca do spaceru jakby mniej. Pobliska żwirownia rozpoczęła eksploatację kolejnego kawałka łąki. Małej ojczyzny kilku saren, grupy bażantów i przynajmniej jednego zająca, którego z zapamiętaniem szukała suka. Zając robił ją jak chciał o potem przystawał w pewnej odległości i patrzył na sukę. Wiedział, że nie musi walczyć o życie, a tylko unikał zabawy i wąchania pod krótkim zajęczym ogonem.
 Kiedy przegoniono zwierzęta, przy pomocy ciężkich spychaczy,  ściągnięto życiodajny humus. Potem powiększano  dziurę wybierając piach. Kamienie są pewnie niżej. Całość przypomina krajobraz księżycowy. Człowiek to jednak super destruktor.   Wiem, wiem piach jako składnik betonu jest elementem, rozwoju. Pytanie pozostaje tylko takie - jakim kosztem ? 
Rozumiem strajkujących przeciwko nowym kopalniom węgla brunatnego.
Dziura w ziemi rośnie, albo raczej pogłębia się.
 
Nie wszystko jeszcze  na szczęście przeliczono na tak zwane kubiki piasku i żwiru.
Wokół pracują kombajny a potem zbija się słomę w zgrabne prostopadłościany. Wychodzę, nie dam się długo prosić.

Sobota wieczorem.
Praktycznie koniec mojego tygodniowego urlopu. Obył się bez fajerwerków i rozkładania  parawanów. Kupowania o-scypków i baranków z Chin. Stania 6 godzin w kolejce do kolejki na Kasprowy.
- Sknera - powie ktoś - urlop jest po to, żeby stracić.
Można stracić z głową i tak by przy okazji nie stracić głowy.
Korzyści są
Wymienione oleje i filtry w  domowym parku maszynowym.
Zadbany ogród, kilka napraw i lista spraw do załatwienia jakby nieco mniejsza.
No i to żegnanie dnia na tarasie, pod starą jabłonią, z kieliszkiem dobrego, albo przynajmniej niezłego wina w dłoni.
No i ten luz, że nie muszę a mogę. Z wyjątkiem oczywiście tych rzeczy które robię nie zastanawiając się nad tym czy muszę, czy tylko chcę je robić.
Wiadomo, że można się zrelaksować, ale nie aż tak by się z tego luzu posrać.
Może to wulgarne wyznanie ale w punkt.


Więc  kochani jak to szło?
Urlop, urlop i już po !



Spostrzeżenia na marginesie i nie na temat

W malowaniu paznokci nastał nowy trend, który polega na zabarwieniu jednego paznokcia na inny kolor
Wczoraj wpadłem na to dlaczego. 

  
Przecież to tak zwany fuckowy palec.
Tak to jakaś roztrzepana właścicielka kolorowego manicure wie, że trzeba złożyć dłoń w piąstkę a palec z pomalowanym inaczej paznokciem wystawić na sztywno. 
Proste, a jakie pomocne.