poniedziałek, 19 września 2016

A miało być tak pięknie

Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze.
To bardzo znane polskie powiedzenie, które teraz zyskało międzynarodowe znaczenie, określa sytuację w której następuje rozdźwięk między wspaniałym pomysłem a jego realizacją lub przyjęciem tej realizacji przez innych.
Czytam oto, że z początkiem tego roku władze Nowego Jorku postawiły kioski, które miały zastąpić tradycyjne budki telefoniczne. Ich możliwości były jednak zdecydowanie większe niż tradycyjnej budki. Mieszkańcy mogli tu naładować swojego smartfona, połączyć się z hot-spotem Wi-Fi, lub nawet skorzystać z darmowego internetu.
Wspaniałe! Nieprawda?
Prawda, bo to nie jedna lub dwie eksperymentalne budki, ale aż 400 takich kiosków. Potęga.
Ledwo minęło jednak pół roku a władze Nowego Jorku zdecydowały się zablokować dostęp do internetu w tym publicznie dostępnych kioskach.
Okazało się, że niektórzy użytkownicy zmonopolizowali tablety Link ( taka nazwa tego cuda) i korzystali z nich w niewłaściwy sposób, co pozbawiło innych dostępu do urządzeń i wpuściło we frustracje.
Z relacji mieszkańców można wyrobić sobie taki oto obraz sytuacji
Niektóre osoby na wiele godzin blokowały innym dostęp do urządzeń. W tym czasie oglądały seriale na Netfliksie i surfowały po po stronach pornograficznych. Kioski stały się popularne przede wszystkim wśród bezdomnych mieszkańców Nowego Jorku, którzy zaczęli traktować je jak swoją własność.
Będąc daleki od rasistowskich uprzedzeń wobec osób w trudnej sytuacji materialnej pomyślałem, że to być może tylko złe ludzki języki tych co to nie załapali się do oglądania.
Jednak ich relacje są bardzo obrazowe
„Jedna z takich osób przychodziła pod kiosk z własnym krzesłem i codziennie spędzała tu wiele godzin” - żali się mieszkaniec pobliskiego osiedla,
Jeden z jego sąsiadów przyłapał innego mężczyznę, który masturbował się podczas oglądania filmu na ekranie urządzenia.
No to już przesada, marszczenie Freda za pieniądze podatników to gruba przesada. Nawet gdy instrument takiego osobnika nie należy do przesadnie potężnych.
Sam jestem zwolennikiem teorii, że jeżeli już trzepiemy, to czyńmy to na własny rachunek.
W związku z powyższymi incydentami, burmistrz Nowego Jorku poinformował, że kioski te zostaną pozbawione dostępu do internetu. Jednocześnie zaznaczył, że pozostałe funkcje, takie jak ładowanie smartfonów, hotspot Wi-Fi czy darmowe połączenia ze służbami miejskimi, wciąż będą dostępne dla mieszkańców.
Mając na uwadze dotychczasowe osiągnięcia mieszkańców i ich pomysłowość, tylko czekać gdy któreś z nich zwlecze w okolice budki wibrator, bądź sztuczną waginę dopasowaną do złącza USB które jest odpowiedzialne właśnie za ładowanie smartfonów. Wiem, wiem że smartfony ładowane są za pomocą złącza micro USB, ale od czego jest przejściówka?
Zaprawdę powiadam wam, że nie jest możliwe ochronić kogoś przed śmiesznością jeżeli jemu samemu na tym nie zależy. Wtedy kiedy zależy mu wyłącznie na oszczędności.
Zaraz po napisaniu tego posta inspirowanego tekstem w gazecie.pl, pomyślałem chwilę.
No przecież nie ma czegoś takiego jak wibrator na USB
Wpisałem hasło do wyszukiwarki i zwątpiłem. Od wyboru do koloru
 Przykład? Proszę bardzo jest USB a nawet nastrojowe LED


A więc wynika z tego, że wszystko już było
Wszystko już było - rzekł Ben Akiba, a gdy nie było - śniło się chyba ( Kabarecik Olgi Lipińskiej)
Kiedy tak rozejrzymy wokół zobaczymy wiele przykładów wykorzystywania dobra wspólnego do swoich niecnych celów. Ja już nie mówię o bzykaniu w parku, ale o zwykłym sraniu w przestrzeni publicznej. Upychaniu śmieci byle gdzie i tak dalej i tak dalej. Pomysłowość ludzka nie ma zresztą granic.
Na automatycznej myjni z której korzystam zainstalowano dla wygody korzystających, automat rozmieniający banknoty. Rozmieniasz dychę na drobne i już możesz te drobne wrzucić w otwór maszyny. I myć, płukać woskować do woli, czyli do minięcia określonego czasu.
Wszystko by było dobrze gdyby nie . okolicznych firm i włościanie z pobliskiego targu. Powodują oni, że w parę chwil automat rozmienia się na śmierć. Nigdy nie ma w nim wielkich kwot, bo nie chodzi w nim o zarabianie a ułatwianie korzystającym z myjni.
- Wymienia pan od dłuższego czasu pięćdziesiątki – zwróciłem uwagę facetowi który wpychał w wąski otwór rozmieniarki dziesiątą już chyba pięćdziesiątkę - A inni ?
- Inni? - pomyślał chwilę - A ja pier..lę innych
- Tak publicznie?
- Publicznie
Nie wiedziałem wtedy jeszcze jak bliski Nowego Jorku był ten posiadacz samochodu osobowego eleganckiej marki.
Ponoć w niektórych bankach za taką wymianę nominałów pobierane są jakieś drobne pieniądze.
Drobne jak widać oszczędzane konsekwentnie, skutkują zakupem choćby samochodu eleganckiej marki
No i kto znajduje się po właściwej stronie przyciemnianej szyby ?




czwartek, 15 września 2016

Po wyroku, po drinku, po latach

Temperatura rozleniwia. Nadal jak w Afryce choć to już połowa września.
Nie do końca jednak jest tak bosko, bo po zmroku atakują komary a i wieczorny nadciągający nie wiadomo skąd chłód zmusza do działania czyli ucieczki do domu.
Dwie jabłonie są już po wyroku i nie doczekają nowego roku. Cóż z tego, że owocują skoro nie dojrzałe owoce spadają na trawnik stając się pożywką dla os, mrówek i wszelkiej maści grzybów.
Drzewa i tak od kilku lat korzystały z tak zwanego drugiego życia, czyli nowych odrostów na starym pniu.
Posadzę jakąś inną wczesną odmianę jabłoni, a może i dwie.
Do egzekucji bardzo powoli dojrzewam, bo to jeszcze i nie pora. Póki liście na drzewach, a sok krąży w gałęziach mam czas na rozmyślania. Z powodu tych rozmyślań już kilka razy chciałem je ułaskawić, ale zaraz przypominają mi się te taczki pełne zgniłych owoców nad którymi całymi eskadrami latają muchy owocówki. Na dodatek nie bardzo wiadomo co z tymi owocami zrobić.
Fachowcy zdecydowanie odradzają kompost.
Oglądam ślady po ukłuciach komarów. Swędzą tam, że nie muszę oglądać rąk i nóg by bezbłędnie wskazać feralne miejsca.
Jakimś dziwnym trafem komary pojawiły się dopiero w połowie sierpnia, traktując nas dotychczas bardzo łagodnie.
Jak wieść gminna niesie, spokój od komarów spowodowany był tym, że od zeszłego roku w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży intensywnie opylano tereny wokół Brzegów.
W każdej plotce jest przynajmniej ziarno prawdy. W zeszłym roku też komary nie były takie upierdliwe. Wychodzi na to, że w związku ze ŚDM odniosłem kolejną po obwodnicy korzyść.
Codziennie jeżdżę tamtą drogą, mijając rondo ŚDM. Zaraz za nim znajduję się mały parking i zarazem lądowisko helikopterów. Co rusz zatrzymuje się tam autokar z którego wychodzą turyści spragnieni atmosfery tamtych dni.
Nie przypuszczałem, że jest to co zwiedzać. Wychodzi na to, że się myliłem.
Przedwczoraj po raz kolejny oglądałem „Czwartą siostrę” w Teatrze TV.
Błogosławię przepastne archiwa TV Kultura. Czasem jeszcze znajdę tam coś dla siebie.
Teraz uświadomiłem sobie zmianę stosunku. Stosunku do mediów oczywiście.
Jakiś czas temu pisałem na tych łamach, że na Kulturze często znajduję coś dla siebie.
Teraz powiedziałbym, że pomimo wszystko, czasem znajdę tam coś dla siebie.
No cóż, jakby to powiedział Albert Einstein – wszystko jest względne. Dlaczego kultura też?
Wracając do sztuki. Jeden z bohaterów (Janusz Gajos) odmawia spożycia wódki. Namawiająca go do tego kobieta (Stanisława Celińska) pyta:
- A co ona ci zrobiła,ta wódka, że jej nie chcesz?
No właśnie, co ona i mnie zrobiła, że szukam okazji by się z tej konsumpcji wymiksować ?
Chyba romans w winem tak na mnie działa.
Nie powinienem używać słowa romans, ponieważ stawia mnie to w dziwnym świetle.
To wódka jest rodzaju żeńskiego, a wino choćby jak się starać jest niestety rodzaju nijakiego.
Bohaterowie filmu „Mój rower” ( z Michałem Urbaniakiem w jednej z głównych ról) piją wódkę, a raczej bimber. Wnuk jednego z nich widząc radość na twarzach imprezowiczów pyta:
- A dobre to chociaż jest ?
Odpowiedź zwala z nóg.
- Słuchaj, każda wódka jest bardzo dobra z wyjątkiem denaturatu który jest tylko dobry.
Dobrze, że przeciwnicy mojego spożywania wina nie widzieli tego filmu, nie miałbym argumentów.
Póki co, za sąsiedzką pomoc przy wylewaniu płytki betonowej moja żona otrzymała butelkę burbona. Nie to nie jest pomyłka. To ja szalowałem i mieszałem a flaszkę otrzymała Ona.
- To przez twoje zasady – powiedziała żona.
- Przez jakie zasady? Przecież ja też pijam whisky ze Schweppesem, a bourbona z colą. Wiesz co to oznacza? - odgryzłem się natychmiast – konieczność zakupu Coli, dorobienia lodu i zaproszenia sąsiadów.
Będziemy cieszyć się końcem lata i końcem tygodnia. Być może przy tej okazji niektórzy z nas nagną swoje zasady.
Jak to mówił mój dziadek – dla dobrej zabawy cygan dał się powiesić.
Dlaczego akurat cygan? Nie wiem.
Póki co, roboty ci u mnie dostatek, ale to chyba wszyscy tak mają.
Tylko na dzisiaj wpadło mi kończenie płytki u sąsiada i wizyta w składzie drewna w celu zamówienia polan do kominka. Nie wspominam już o samym kominku w którym wymieniam okładziny z płyt szamotowych. Po dwóch tygodniach czekania, właśnie dzisiaj nadeszła przesyłka.
Jak z tym wszystkim zdążyć Dobry Panie Boże?
Nie chcę podejrzewać Dobrego Pana Boga, że poświęca przesadnie dużo czasu moim problemom, są bowiem miejsca na tym świecie z których ani na moment nie powinien spuszczać wzroku.
Ale... Ale spotkało mnie coś co można spotkać w opowiadaniach o dobrych radach rabina.
Pamiętacie tę historie w której biedny żyd żalił się rabinowi na to, że ma małe mieszkanie?
On zaproponował mu dokwaterowanie teścia, teściowej a na sam koniec kozy.
Kiedy po miesiącu, za radą rabina pozbył się teściów i kozy wydawało mu się, że mieszka w wielkim i przestronnym pałacu.
Dlaczego wspominam rabina? W sam środek mojego planu pracy zapowiedzieli się goście.
Goście dalsi i goście codzienni. Obiad przesunięty w czasie. Potem towarzyskie bla, bla, a tam płytka stygnie, a w tartaku drzazgi lecą. Leca tylko nie z mojego drewna.
I jeszcze dwa słowa o alkoholu.
Nie, nie, dzisiejsi goście są bezalkoholowi. Zresztą kto dzisiaj pija w środku tygodnia?
Otóż doczytałem się w magazynie „Zdrowie”, że co czwarty Polak w wielu od 18 do 45 lat uprawiał z kimś seks, z kim nigdy by nie poszedł do łóżka, gdyby nie wpływ alkoholu.
Czy mnie to wystraszyło?
W żadnym wypadku. Po pierwsze, statystyka ogranicza się do osób poniżej 45 roku życia.
Później człowiek jest chyba wdzięczny życiu za każdą intymną okazję.
Mówię tu o sytuacjach innych niż regularne małżeńskie bzykanko, bo to już nie okazja, to rutyna.
Wdzięczność z powodu niespodziewanych ( a może wypracowanych) okazji mija gdy kiedyś tam z filozoficznym spojrzeniem znad szklanki piwa wydusimy z siebie złotą myśl :
Ten cały seks jest mocno przereklamowany
Powoli kończy się czas koszenia traw, wraz z nim kończy się mój apetyt na piwo.
Chwalić Pana, żadna „złota myśl” jeszcze w tym roku nie wpadła mi do głowy 

 

czwartek, 8 września 2016

Emocje w promocji

Stary wróbel a oczywiście dałem się ponieść.
Zrobiłem zakupy w pewnej sieci która rozdawała bony na 20 zł,-
No może nie tak do końca rozdawała, bo trzeba było dokonać zakupu za minimum 100 zł,-
I bez tej akcji zrobiłbym tam weekendowe zakupy, ponieważ pawilon znajduje się blisko mojej pracy. Jestem częstym klientem kilku sieci wybierając pewne ulubione produkty z każdej.
Z doświadczenia wiem, że aby nie wspierać mody na picie alkoholu i palenie tytoniu, kwot wydanych na w/w produkty nie wlicza się do kwoty uprawniającej do otrzymania bonu.
Szanuję to, a ponieważ nie palę, w wózku nie znalazła się ani jedna paczka papierosów.
Znalazła się za to jedna butelka wina.
Ponieważ wydałem ponad dwieście złotych, bon wraz z resztą i paragonem wylądował w moim portfelu.
Kwoty wydane na alkohol i tytoń nie wliczane są do ogólnej kwoty i to mogę zrozumieć. Za diabła nie wiem natomiast dlaczego nie liczą się również produkty lecznicze i i preparaty do początkowego żywienia niemowląt. Tak przynajmniej wynika z wyciągu regulaminu zamieszczonego na odwrocie bonu. .
Czyżby i tu w grę wchodziło jakieś uzależnienie?
Ja na przykład jestem uzależniony od chleba i białego sera, nikt jednak nie wrzucił tego do kategorii – Nie wolno.
Moja mądra żona wymyśliła zaraz, że powinienem śledzić kasę i po osiągnięciu magicznych stu złotych krzyknąć „stop”, zapłacić i kasować dalej. W ten sposób mógłbym zarobić dwa talony.
Ponieważ nie jestem aż tak praktyczny, albo jestem tylko zamulony, nie wpadłem na to proste rozwiązanie.
Moja żona od czasu do czasu mnie zadziwia.
Przepraszam, moja żona stale mnie zadziwia.
Konkurencyjna sieć wyśmiała w swoich reklamach wspomnianą kwotę 20 zł,- tłumacząc, że żeby z talonu skorzystać należy wydać kolejne 100 zł-.
Robi się z tego 200 zł,- i promocja staje się jakby mniej atrakcyjna. Uśmiechnięte początkowo miny emerytów zrobiły się jakby bardziej powściągliwe.
Konkurencyjna sieć dała 25 zeta za zakupy powyżej 199 zł,-
Rozpoczęła się walka. W odpowiedzi na negatywną reklamę, znana sieć podniosła wartość rabatu z dwudziestu do trzydziestu złotych.
Do czego to dojdzie Pani kochana – zapytała kobieta w wiejskim sklepiku. Nie doczekała jednak satysfakcjonującej odpowiedzi.
Właśnie wyjeżdżaliśmy z IKEI w której moja żona nazbierała niezbędnych ponoć drobiazgów za kwotę ponad 200 zł,- lekko licząc i pechowo nie złapała się na ani jedną złotówkę rabatu w ramach karty IKEA Familly. Włączyłem radio czekając na chwilę gdy sam będę mógł włączyć się do ruchu.
Kiedy to w końcu się udało, popularna sieć przypominała w radio, że bony rabatowe ważne są jeszcze tylko jeden dzień.
Szkoda bo w gazetce zapowiadano na przyszły tydzień jakieś produkty techniczne. Wydawały mi się całkiem atrakcyjne z rabatem 30 zł,-.
- Zrobimy jakieś zakupy i wykorzystamy bon.
Zrobiliśmy zakupy, ale niestety w ich składzie znajdowały się dwie butelki wina.
Nikt mi ich nie wrzucił, sam je starannie wybrałem, ale to był początek
- Wino się nie liczy – powiedziała sprzedawczyni.
- Wiem, dlatego do otrzymania bonu nie zaliczono mi takiego zakupu. Z bonem rabatowym mogę już chyba zrobić wszystko co chcę
- Z wyjątkiem zakupu alkoholu i tytoniu – nie ustępowała sprzedawczyni.
- A przecież to nie jest bon z opieki społecznej – powiedziałem i dodałem zaraz - no jest chyba jeszcze gorszy, bo za ów bon nie mogę kupić według logiki tej sieci również: środków medycznych i produktów do żywienia niemowląt we wczesnym okresie rozwoju.
- Ale może Pan dokupić za trzydzieści złotych coś praktycznego.
- Ale czy wino nie jest praktyczne? Poza tym ja mam już wszystko na co najmniej cały tydzień.
- A gdyby Pan kupił piętnaście kilo mąki? Mąka się przyda a będzie limit.
- Przyda się to najbardziej molom spożywczym - włączyła się żona.
- No to piętnaście kilo cukru. Cukier zawsze się przyda – nie ustawała sprzedawczyni.
- I bez tego mam cukrzycę. Dziękuję
- To znaczy Kochanie, Pani mówi żebyśmy wydali jeszcze na siłę trzydzieści żeby otrzymać zniżkę trzydzieści? Spytała żona.
- Dokładnie.
- Biorąc pod uwagę to wszystko o czym rozmawialiśmy to zrezygnuję z realizacji bonu – oświadczyłem sprzedawczyni.
- ???
- Mogę go przecież oprawić w ramki, żeby mi przypominał bym pod żadnym pozorem nie brał udziału w takich akcjach.
Zebraliśmy zakupy i wyszliśmy żegnani pełnym niezrozumienia wzrokiem sprzedawczyni.
Nic do niej nie mam. W kulturalny sposób próbowała mi jakoś pomóc.
Tylko, że ja nie chciałem takiej pomocy. Sam potrafię przeliczyć kwotę na kubki jogurtu, wykałaczki czy papier toaletowy, o jakże on jest praktyczny
W ogóle nie chcę gdy próbuje się mnie traktować jak ubezwłasnowolnionego szczeniaka.
Po pierwsze, zebrałem limit zgodnie z regulaminem i dostałem bon.
Tylko na bonie widnieje tajemnicze słowo „akcja”, czyli późniejszy upust dotyczy tylko produktów wskazanych przed sprzedawcę.
Ktoś powie - taki regulamin.
A ja zapytam – A dlaczego właśnie taki? 
To tak, jak babcia daje wnukowi stówę. Wnuk rzuca się babci na szyje, a na twarzy widniej największy z możliwych bananów bo właśnie w pewnym sklepie ruszyła sprzedaż gier komputerowych.
Babcia przyjmuje czułości i mówi – te pieniądze masz sobie dołożyć do książek szkolnych na przyszły rok.
Szkoda, że nie zaczęła od tego, wtedy rzucania na szyję by nie było.
A cała sprawa poszła o dwie butelki wina ze średniej półki.
Ech te promocje.
Bo nie o przepisach tu piszę ale o emocjach, moich emocjach.
Pracuję nad sobą ale czasem dam się jednak sprowokować.
Kiedyś konkurencyjna sieć wprowadziła bonus: sześc kajzerek za zakupy powyżej 100 zł.
Ponieważ dokonałem zakupu za ponad dwieście, pani przy kasie bez słowa odliczyła mi dwanaście bułek.
- Czy te bułki są obowiązkowe? – spytałem ze strachem.
- Nie – powiedziała zdziwiona sprzedawczyni.
- Co ja miałbym z tymi bułami robić przy dwóch osobach w domu? - spytałem po przyjściu do domu.
- Moglibyśmy zmielić na bułkę tartą – odpowiedziała na moje pytanie moja jak zawsze praktyczna żona.
Ja zaś przestraszyłem się marnowania pieczywa.
A wiadomo chleb to Dar boży. To też mi zostało z edukacji dziadków.


poniedziałek, 5 września 2016

Pytanie stare jak świat

Pytanie jest tak stare jak najstarszy zawód na świecie.
Dlaczego mężczyźni korzystają z usług prostytutek.
Ja znam odpowiedź na to pytanie a brzmi ona – bo są.
Okazuje się jednak, że nie wszystkich ta odpowiedź zadowala i naukowcy postanowili przeprowadzić badania wyjaśniające.
Pytaniem na które nie doszukałem się odpowiedzi brzmi: w jakiej sytuacji ową ankietę przeprowadzano. Przed wejściem czy po wyjściu od pracującej dziewczyny. To szalenie istotne bowiem przed wejściem toczy człowieka ogólna nerwowość, a po wyjściu wszechogarniająca apatia czyli stosunek do stosunku po stosunku.
Zaznaczono natomiast, że badania prowadzone były w religijnej nomen omen Irlandii Północnej.
Około 17 500 mężczyzn korzysta rok rocznie z usług prostytutek.
Dużo to czy mało? Pytanie uzupełniające powinno brzmieć, ile razy w roku, miesiącu czy tygodniu, taki przyznający się do tego klient odwiedził swój ulubiony przybytek. Tu brak danych, zaczynają się odpowiedzi
Po pierwsze, bo taki seks jest tani i służy utrzymaniu zdrowia psychicznego.
To potwierdzenie starego przysłowia o pragnieniu szklanki piwa i kupowaniu na tę okazję całego browaru. Z tym zdrowiem psychicznym to też racja. Wiele razy w swoim życiu słyszałem choćby przy piwie.
- Jak sobie dzisiaj nie puknę to chyba zwariuję.
Bywały zaś takie dni, że można sobie było tylko puknąć w łeb. Z nudów i braku okazji.
To z pewnością wygodne uzasadnienia dla singli. A co na ten temat powiedzą żonaci, bo i oni stanowią klientelę burdeli?
Żonaci panowie, wyczuleni niejednokrotnie przez swe żony na ludzką krzywdę, kierują się „chęcią wspierania kobiet, którym w jakiś sposób się w życiu nie powiodło”.
No tak. Od dawna mówiono, że jeśli chcesz komuś pomóc to nie dawaj mu ryby tylko wędkę.
Biegną więc ci wspaniali faceci na spotkanie tych biednych kobiet z wędziskami gotowymi do użycia
- Naści Jaguś, naści.
A pieniądze? Zostały zarobione, a jak sami faceci przyznają „znacznie łatwiej płacić za seks kobietom, które pilnie potrzebują pieniędzy”.
I tylko jedna myśl świta mi w tyle głowy. Widział kto kiedy żonę która nie potrzebuje pilnie pieniędzy? No tak, tu ma zastosowanie sygnalizowana już przypowieść o browarze.
Są i odpowiedzi które zaskoczyły ankieterów, że na przykład niektórzy mężczyźni wolą „pójść za swoimi pragnieniami”
Wiadomo, że lepiej zapłacić za seks, niż całymi latami próbować znaleźć porozumienie z ukochaną osobą. Mam przed oczami te feministyczne plakaty z hasłem: Nie znaczy Nie !
W nocnej ciszy akademika słyszałem kiedyś jak mój współlokator namawiał dziewczynę
- No weź, bardzo cię proszę weź. Na chwilkę tylko weź.
Kiedy opuszczałem nad ranem pokój ona dalej nie była do tej formy bliskości przekonana.
Wygodną alternatywą mogło być poświęcenie stypendium, tylko kto widział w tamtych czasach porządną agencję?
Inni z ankietowanych dorabiali do swych zainteresowań watek iście freudowski tłumacząc, że korzystanie z usług agencji towarzyskich jest pewną formą „psychoterapii”, albo „szukają kobiecego towarzystwa i kogoś, kto ich wysłucha”
Są też tacy, którzy po prostu szukają „ciekawych wrażeń”.
W grę mogą wchodzić naprawdę mocne wrażenia, bo i niebezpieczeństwo całkiem konkretne.
Jakże śmiesznie wyglądają później ci którzy w skrytości ducha proszą Pana Boga o syfa.
Tylko syfa.
Amatorzy ciekawych wrażeń, z pewnością piszą książkę, lub nie dostali jeszcze w mordę od ochroniarza lokalu.
Są też tacy co to są od tego uzależnieni.
To hobby kosztowne jak ruletka, przy czym prawdopodobieństwo zwrotu nakładów finansowych jest równe zeru.
Na samym końcu ci których „nie zadowala seks z żoną”, która wraz z upływem czasu stała się „niechętna do podejmowania nowych wyzwań seksualnych”.
Łgarze! Sąsiad spod piątki nigdy na nudę nie narzekał, a inicjatywy sąsiadki wprawiały go nawet w lekkie osłupienie.
Można też bredzić, że płacą za seks bo chcą zaspokojenia swoich niezrealizowanych fantazji.
Co to może kryć się pod takim tajemniczym określeniem?
Rzeczywiście dewizą lupanarów jest powiedzenie Trencjusza Homo sum; humani nihil a me alienum puto ( jak się nie rąbnąłem przy przepisywaniu) czyli po naszemu Jestem człowiekiem; nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Przy czym i tam granica normalności jest w jakiś sposób zaznaczona.
Jeden z klientów, który zażyczył sobie nietypowego seksu został wyrzucony z burdelu zaraz po tym gdy pragnienia wyartykułował do ucha szefowej
- Jak chciał? - Dopytywały się zatrudnione tam panie
- Jak chciał? Za darmo chciał, zboczeniec jeden.
PS jak ktoś uważa, że tekst jest niesmaczny niech dla porównania zerknie na screen poniżej.





A Adele to przecież kultura co sama sączy się do ucha.


środa, 31 sierpnia 2016

A w moim ogrodzie jest ogórek co bodzie

Przestronnie robi się w naszym ogródku. Krzaki ogórków już uprzątnięte, a po fasolce nie zostało nawet śladu. Buraki dochodzą w spokoju, czerwieniąc się z zazdrości na wydajność cukinii.
Pomidory dojrzewają na ostatnich krzakach ale i tak jest nieźle bo oparły się zarazie która spustoszyła sadzonki sąsiadów.
Rośnie kupa suszonych łodyg i wyschniętych liści. Teściowa dorzuca do piramidki kolejne łodygi nie dając w spokoju wyschnąć już leżącym.
Wszystko to spalę w mgle gryzącego ogrodowego dymu, który tak bardzo przypomina mi jesienne kartofliska i właśnie ową jesień zapowiada.
Wszystko to idzie zbyt szybko jak dla mnie. A może ze względu na wiek mam już spore doświadczenie w przeżywaniu tych lat, sezonów, miesięcy, bo tygodni i dni już wcale nie zauważam. Myk, myk, myk zmiana kalendarza.
Wygrałem rywalizację z osami o gruszki. Po prostu, zebrałem nie do końca dojrzałe i czekam aż dojdą w koszu.
Jabłka sypią się z drzewa i dosłownie nie wiemy już co z nimi robić. Mrówki wiedzą uwijając się wokół leżących owoców jak mrówki
No przecież nie pójdę z jabłkami do kina. Wszystkie słoiki zapełnione owocami a na propozycję szarlotki każdy z domowników w pośpiechu opuszcza kuchnię.
Dziel każdy przepis na pół - proszę żonę, bo bardzo odpowiadają mi wskazania łazienkowej wagi.
- Masz nóżki jak własny ojciec – krytycznie ocenia to moje subtelnie szczupłe ciało małżonka
- Genetyka – odpowiadam cierpliwie, wiedząc już ze pomimo starań nie uniknąłem jego błędów.
- Najprościej zwalać na genetykę – kpi ze mnie moje wewnętrzne ja, w czasie nocnych bezsennych rozliczeń.
Lato winem pachnące. W moim wypadku dorzucam do słoja na ratafię. W moim przypadku tylko leciutko słodką. Wina nie robię patrząc na ceny w marketach., chociaż i winogrona zaczynają wybarwiać się na niebiesko.
Klęska urodzaju, dla mnie nie jest problemem, z moimi trzema drzewami. Co zaś mają powiedzieć ci którzy z tego żyją?
Dziesięć groszy za kilogram jabłek? Niech i dwadzieścia, to tragedia.
Ponieważ nasz warzywny ogródek staramy się traktować z przymrużeniem oka, (choć czasem to przymrużenie wynika ze zmęczenia kopaniem czy pieleniem) znalazło się w nim miejsce na oryginalne rośliny. Nie wspominam tu o melonie czy arbuzie, które też już zebraliśmy w tym roku. Oryginalne są pepino i kiwano.
O pepino niewiele mogę powiedzieć bo owoce jeszcze malutkie
Psianka melonowa ( pepino) jako o niej piszą to bylina rodem z Peru, uprawiana obecnie w całej strefie tropikalnej w górach, w strefie subtropikalnej i w szklarniach w cieplejszych regionach z klimatem umiarkowanym. Roślinę uprawia się ze względu na słodkie, jadalne owoce.
No właśnie, klimat się zgadza tylko z tą szklarnia nieco się zaniedbałem( brak) więc nie wiem czy coś z tego będzie.
Inaczej z kiwano. Kiwano to taki pancerny ogórek i do tego afrykański. W naturze występuje w Afryce od Kraju Przylądkowego po Senegal i Sudan na północy, także Jemen na Półwyspie Arabskim. Żeby nie było tak prosto, to nazwę kiwano nadano mu w Nowej Zelandii. Pochodzi ona od słów kiwi i banan, gdyż przypomina pod względem smaku i aromatu te owoce. W anglojęzycznych krajach nazywany jest też rogatym ogórkiem, lub rogatym afrykańskim melonem.




Zwał jak chciał, odnalazłem pierwsze owoce pośród gęstwy liści.
Jeden, który przegrał rywalizację z jakimiś stworami leżał przy obeschniętej łodyżce.
Suka zastała mnie przy pracach ogrodowych i zaraz zauważyła kolczastego ogórka. Zbliżała się do niego powoli, ostrożnie, wycofując się raz po raz, Sierść na grzbiecie czujnie postawiona i to szczekanie dla dodania odwagi. Rzeczywiście z tej perspektywy kiwano wygląda niczym jeż czy chomik z postawiona na żelu sierścią. Kiedy niosłem toto z ogrodu do domu, cały czas podskakiwała do niego jakby się chciała upewnić czy to zwierzątko nie ucieknie.
Po obejrzeniu i sfotografowaniu rogatego ogórka, położyłem kiwano na oknie. Może jeszcze „dojdzie”


Od tamtego czasu suka trzyma straż przy kuchennej szafce. Nie wiadomo bowiem co może się wydarzyć.
Ponieważ wczoraj co rusz przywoływała mnie do ogórka, postanowiłem dać jej szansę.
Położyłem owoc na podłodze i obserwowałem reakcję suki. Jej próby zaprzyjaźnienia się z kiwano uwieczniłem telefonem. Zabawa była lepsza niż wszystkie topowe obecnie kabarety.




- Tak tu se mieszkamy, tak tu se żyjemy – mógłbym powiedzieć zapożyczając zdanie od filmowego Świrusa z „Anioła w Krakowie”.
Ale to tylko część prawdy.
Druga to to opatrunki podciśnieniowe V.A.C. I nowo poznane słowo - „makrofagi”.
To dla równowagi bo wydawać by się mogło, że raj to my już mamy w ogrodzie.
A przecież cała rzecz idzie o Ogród Pana.
A kota?
Kota podchodzi do świata z dystansem. Wyłożyła się na całej kupie poduszek do ogrodowych krzeseł i zasnęła.


- Jak księżniczka na ziarnku grochu – oceniła żona.
By dać szansę bajce podłożyłem pod poduszki pestkę z gruszki.
Kota przeciągnęła się raz i drugi a potem znowu zasnęła. Ziarenko pod materacami wcale jej nie przeszkadzało.
To zwykły wiejski kot – powiedziałem po próbie. Zawsze wiedziałem.
Może i zwykły powiedziała żona, ale otoczenie bajkowe.
Ją też uniosła chwila. Widziałem jak szybuje nad jabłoniami i gruszą patrząc na ten pędzący świat z bezpiecznej perspektywy.
Już miałem prosić ją by uważała przy lądowaniu, ale dzwoniący nagle telefon załatwił sprawę za mnie.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Nieśmiały uwodziciel

Tomasz Lis wyznał publicznie, że w młodości bywał chorobliwie nieśmiały. Dołączył tym samym do grona ludzi którzy publicznie przyznają się do tej przykrej dolegliwości. Nie wiem ile szczerości a ile kokieterii jest w wyznaniach znanych i bardzo popularnych aktorów. Mówią oni, że za każdym razem od nowa przeżywają tremę związaną z występami przed publicznością.
Jeśli mówią to takie osoby jak Janusz Gajos to nie mam żadnych powodów by im nie wierzyć.
Ja też powinienem dołączyć do tego grona ludzi nieśmiałych i zestresowanych kontaktami z otoczeniem. To zaś, że bywam bezczelnie wygadany i wyluzowany to tylko taka maska, za która skrywam swoją nieśmiałość.
Kiedy komuś zrobiłem wyznanie z tej mojej nieśmiałości, spojrzał na mnie kpiąco i rzekł
- Ty nieśmiały? To niemożliwe.
Ponieważ nieśmiałość to problem globalny, powstał cały sztab ludzi którzy zawodowo zajmują się pomocą ludziom którzy unikają kontaktów z innym. Określono to ładnie fobia społeczną.
Jedni okupują gabinety terapeutów, inni odrzucają wszelką psychoanalizę jako zbyt amerykańską i stawiają na stare sprawdzone sposoby.
- Ja sobie strzelam kielonka na odwagę i walę śmiało.
Są jednak ludzie tak nieśmiali, że przypadłość owa wepchnęła ich w szpony nałogu a następnie do AA czyli do klubu Anonimowych Alkoholików.
I kiedy już wydawać by się mogło, że sytuacja jest beznadziejna, przeczytałem taki oto tekst
„Odczuwasz paraliżujący strach przed ośmieszeniem w towarzystwie? Czujesz, że zaczynasz się czerwienić, kiedy musisz coś opowiedzieć na forum publicznym?
Cierpisz na fobię społeczną.
Jak z nią walczyć? Naukowcy znaleźli lekarstwo, które załagodzi jej objawy.”
Kiszony ogórek w duecie z kiszoną kapustą jawią się tutaj niczym prawdziwi zbawcy. Tak zwane kiszonki są "lekarstwem" na nieśmiałość.
To nie mój wymysł a wynik badań naukowców. Przeprowadzili on badania mające sprawdzić związek między spożyciem kiszonek a fobiami społecznymi u ludzi.
Wyszło im, że osoba cierpiąca na fobię odczuwa niesamowity strach przed otoczeniem, boi się ośmieszenia lub kompromitacji w towarzystwie a dodatkowo co widać na zewnątrz
- czerwieni się,
- drżą jej ręce,
- występują u niej palpitacje serca
- nadmierne poci się
- ma duszności
Taka nieśmiała osoba powinna więc przed planowanym kontaktem z otoczeniem, zagryźć kiszonym ogórasem i po kłopocie.
Wybrać zawartość słoika z kiszoną kapustą, tak dwoma palcami jak w dzieciństwie. Potem sporą porcję kiszonej kapusty wsunąć w usta i zajadać się tak by uszy się trzęsły.
Niech i sok kapie po brodzie byle by tylko nasze wejście było na właściwym poziomie.
Być może nasza dziecięca naturalność i brak skrępowania brała się z tej miłości do kiszonej kapusty i małosolnych ogórków?
Być może jest jakiś głębszy sens w tym, że niejedną butelkę wódki wypito pod korniszona?
W końcu to co było od zawsze mądrością ludową, potwierdzają teraz naukowcy po serii skomplikowanych i długotrwałych badań. O kosztach badań nawet nie wspominam.
Zagryź więc małego głoda ogórkiem małosolnym i spokojnie patrz co przyniesie przyszłość.
A przyszłość będzie dla ciebie łaskawa pod warunkiem nie łączenia kiszonego ogórka z jogurtem kefirem czy nawet zwykłym mlekiem.
Zaraz też znajdą się malkontenci którzy powiedzą, że kiszona kapusta wzdyma.
To co ? Nie lepiej być wzdętym i wyluzowanym, niż spiętym gościem z właściwą perystaltyką.Taki gość ma spocone dłonie i czerwone uszy. O dusznościach i palpitacjach już nawet nie wspominam.
Luz!, luz! a każde towarzystwo nas pokocha
Jak się nazywa facet który króluje w towarzystwie kobiet?
Może to trochę archaiczne określenie – bawidamek.
Słyszałem kiedyś w dowcipie taką jego definicję
Baronowa tańczy na balu z generałem i w pewnym momencie pyta:
- A ten młody oficer przy drzwiach to kto?
-Aaa, to porucznik Rżewski. Wica opowie, bąka puści – Bawidamek taki.

Wszystko się zgadza. Skąd więc potem to święte oburzenie?