niedziela, 17 stycznia 2021

Niewęglowy ślad życia

Pamiętam, jak moja babka mówiła  - W przyszłym roku, jak dożyję...
Strasznie irytowało mnie to powiedzenie.
Teraz mnie samemu zdarza się użyć tego sformułowania. Bynajmniej nie z powodu podeszłego wieku, chociaż  od pewnego czasu załapałem  się na sklepowe godziny dla seniorów. 
Czasem dochodzi do tego jakiś rabat.
Miłe zaskoczenie
Prócz życiowej mądrości z której nikt nie chce skorzystać i problemach z prostatą, zdarzają się też przynależne do wieku serwituty.
Częściej niż poprzednio liczę ile mi do tej mojej emerytury zostało.
Nie nie z tego powodu, że jedyne czego pragnę do zasiąść z piwem przed telewizorem i narzekać na wszystko.
Myślę że emerytura to takie  powracające comiesięczne bezpieczeństwo, kiedy wiem, że będzie z czego opłacić płatności. Teraz gdzieś w tyle głowy pojawia się strach, że może nie być z czego. Przy tym tempie rozdawnictwa połączonego z kryzysem.
Przeczytałem w którejś z gazet takie określenie - o trzy pensje od bezdomności - I pewnie to mnie tak przeraża.
W zeszłym miesiącu  przejeżdżałem obok kuchni  dla ubogich, prowadzonej w Krakowie na ulicy Dietla. Była pora  wydawania posiłków i wzdłuż ulicy ustawiła się kolejka. Jak dla mnie była to spora kolejka. Być może to z powodu  zaleceń o bezpiecznym odstępie ta kolejka była tak długa.
Zamieszało mi totalnie w głowie. Jakże krucha jest ta tak zwana stabilizacja.
Wydawało mi się, że nie jestem zbyt mocno przyszyty do tej materii zwanej życiem. Teraz uświadomiłem ile spraw pozostało jeszcze do zrobienia, ile w połowie zaczętych i niedokończonych.
No więc - w ciągu tego roku, jak dożyję... 
 
Odwiedzę te wszystkie miejsca które w 2020 roku przywitały mnie napisem nieczynne. 
Słowo nieczynne mieści się pewnie w pierwszej dziesiątce najczęściej używanych w  roku 2020                Poprawność, poprawność polityczna wokół nas. tylko w naszym "domu" poprawność  znaczy coś całkiem innego.Być może ta poprawność przybiera czasami śmieszne formy, ale daje wszystkim prawo do godnego życia.
Bo czyż nie jest zabawną  taka oto informacja : 
Na żądanie potomka Agathy Christie we Francji zmieniono tytuł jednej z jej najpopularniejszych książek „Dziesięciu małych murzynków”, na „Było ich dziesięciu”. „Nie chcę by ten tytuł szokował” – powiedział w wywiadzie dla radia RTL James Prichard, prawnuk pisarki.
Kpiliśmy kiedyś, że w ramach poprawności politycznej nie mówi się już czarny węgiel, tylko węgiel afro-śląski. Teraz  można bić w: pedała, żyda, lewaka.
No cóż, albo coś się z domu wynosi albo nie. 
Jako mieszkaniec wsi, może nawet chłop z zamiłowania, koszę i sadzę, ścinam, obsługuję glebogryzarkę, piłę łańcuchową i tarczową. Nie używam pestycydów i trochę czytałem o ekologii a nawet biodynamice.
Czytam o zagrożeniach  dla moich roślin i sposobach ich unikania. Gdzieś tam wpadnie w ucho nazwa jakiegoś żyjątka. Czasem śmieszna, czasem nie do zapamiętania. 
Kto to wymyśla? 
Dlaczego tak wymyśla?
Czepiam się ? Oto próbka :
  • śmietka kapuściana
  • chowacz czterozębny {chrząszcze}
  • chowacz galasówek {chrząszcze}
  • żaczka warzuchówka {chrząszcze} 

A to prosta biedronka azjatycka. Znaleziona w fałdach namiotu imprezowego w połowie grudnia ubiegłego roku. Można prosto? Można.

Popsuł mi się kaloryfer w łazience. Po prostu przestał grzać. Sprawdziłem, że nie był zapowietrzony, więc czując podskórnie poważniejszą naprawę, wyszukałem w internecie odpowiedni punkt i udałem się do fachowca. Fachowiec już na wstępie pozbawił mnie wszelkich złudzeń, informując, że do takich pierdół to mu się nie opłaca wysyłać pracownika. Może to bagaż doświadczeń sprawił, że nie zdenerwowałem się prawie wcale.  - Jakaś głupota po prostu - w końcu tak twierdzi fachowiec. Przy okazji obejrzałem jak wygląda zawór do grzejnika łazienkowego i otrzymałem skróconą instrukcję jego działania. Po powrocie do domu wykonałem rutynowe rozruszanie zaworu i wszystko wróciło do normy. Rzeczywiście głupota. Do standardowego odpowietrzania układu dołożyłem nową umiejętność odwieszania zaworów. Czasem tylko  zastanawiam się jak to jest, że z jednej strony nie ma pracy, a z drugiej strony brakuje ludzi do roboty.  Dylemat  nie nowy , a zawsze na czasie.  Póki co, też  trzeba trochę wyżej podnieść poprzeczkę od której zaczynają się tak zwane głupoty.


"Swój świat projektował węglem bo myślał przebiegle"  Odczytałem na murze gdzieś w Nowej Hucie.Gdzie tu przebiegłość ? Węgiel jest ostatnio de mode, po cichu przystępuje się do likwidacji kopalń, a co rusz ktoś oskarżany jest o tak zwany ślad węglowy. Zerknąłem do definicji .
Ślad węglowy – całkowita suma emisji gazów cieplarnianych wywołanych bezpośrednio lub pośrednio przez daną osobę, organizację, wydarzenie lub produkt. Jest rodzajem śladu ekologicznego. Może i tak, ale spece od reklamy i marketingu już wpletli to określenie jak modne zaklęcie do reklam. To jak reklamowana kiedyś woda mineralna bez cholesterolu. Segreguję odpady, nie palę kiepskim bądź zabrudzonym drewnem, chociaż używam kominka. Pewnie mogę więcej.  Kiedyś krążył taki dowcip -

 Kiedy można poczuć się naprawdę kiepsko?  Kiedy stoimy w kolejce do Nieba za Matką Teresą , a Święty Piotr mówi do niej: - Droga Matko można było zrobić więcej. 

Teraz jest jakby nieco inne spojrzenie na Jej działalność, ale  określenie - można więcej - po tym dowcipie dalej urasta we mnie dalej do czegoś niemożliwego

        I na koniec  słów kilka w temacie tak zwanej męskiej solidarności. Chociaż solidarność jest męska, to wg Słownika Języka Polskiego jest  to rzeczownik rodzaj żeńskiego. 

Do czego potrzebni są facetom inni faceci i o co w tym wszystkim chodzi ?  Mężczyznom inni mężczyźni potrzebni są do tego, żeby mogli być mężczyznami – mówi terapeuta Jacek Masłowski w wywiadzie dla Zwierciadła.

Przeżyłem kilka imprez w tak zwanym męskim gronie. Byłem świadkiem gestów jednych mężczyzn wobec drugich. 
Choćby taka impreza. Pijanego kumpla wyprowadzało się do drugiego pokoju, aby nie brnął dalej w kompromitację. Wypowiadane w tym stanie kwestie, zasłaniane były następnego dnia woalem milczenia i jakoś było. 
 Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami 
Tak pisał w jednej z piosenek Andrzej Sikorowski.
Czy naprawdę tacy sami ? W dobie Facebooka, Instagrama, oraz pożądanych lajków nic nie jest już takie samo.
Przykład ?
Przebywający na imprezie urodzinowej  z okazji pięćdziesiątki Piaska  niejaki Nergal, nagrał chwilę euforii Piaska spowodowaną z pewnością wcześniejszym  nadmiernym zażyciem "elementu bajkowego"
Padło parę słów dotyczących tego co należy teraz pieprzyć, poza wołowiną i wieprzowiną oczywiście.
W normalnych warunkach wszystko rozeszło by się w efekcie zamroczenia alkoholowego. Kto by to nazajutrz pamiętał i któż by wspominał. 
Niestety, wspomniany Nergal  upublicznił nagranie w mediach społecznościowych i mleko się rozlało. 
Piasek kaja się i jest gotów przeprosić, chociaż mówi, że impreza była udana.
Według mnie powinien zweryfikować listę swoich przyjaciół.
Patrząc na to co się teraz publikuje na wszelkiej maści Yutubach, stwierdzam, że nie ma męskiej solidarności, a wobec jej braku życie jawi mi się jak proces przebiegania przez jezdnię na czerwonym świetle. 
-Żyj tak jakby wszyscy chcieli cię zabić - mówił Wielki Szu w filmie pod tym samym tytułem.
Prorok jaki czy co?
 
 

 

wtorek, 16 czerwca 2020

Zostań w domu, albo i nie zostawaj czyli dziwaczeję

Najlepiej zacząć od  jakiegoś mocnego akcentu, a potem akcja może lekko przyspieszać.
Podziałajmy więc na zmysły, jak produkty z poniższej reklamy

Moja polonistka napisałaby poniżej tekstu - "masło maślane". Była na to wyczulona. 
A przecież pończochy są jedynie bodźcem dla zmysłów.
Na drugiej stronie ktoś napisał już  rozsądniej - Zmysłowe pończochy, które rozgrzeją atmosferę.  I to jest lepiej.  A więc zostań w domu i bądź seksi

*
Problem wychodzenia z domu ale za to w Rosji rozwiązał poniższy mem


Gdyby tylko twórca wiedział jak się pisze "opcja"   Chyba że  ta druga to już jest tak zwana "obcja" atomowa
A może  przy okazji taka obcja  to jakaś odmiana obstrukcji ? Mózgu?
*
Wybrałem się do pewnej sieci aby odebrać zamówiony towar. Po odstaniu swojego i założeniu maseczki udałem się do środka. Podałem kod i grzecznie czekałem na odbiór paczki.
Wtedy zauważyłem te  niezamknięte drzwi na zaplecze, a tam takie kwiatki :


Myślałem że wystarczy wziąć taki wyłącznik  z czółka, sam tak nieraz robiłem.  Instrukcja jest jednak wyjątkowo  nomen omen jasna.
Twarz masz jak matkę, tylko jedną. I to bez względu na kontekst 
*
Punkty fryzjerskie zamknięte. 
Zaczynam wyglądać jak Rysio Ochódzki w Misiu.

 
Czyżby jedynym ratunkiem dla mnie miał być szampon do włosów Samson z tego  właśnie filmu ?
Szukając odpowiedzi na to pytanie jeździłem motocyklem dopóki głowa wraz z bujną fryzurą mieściła się jeszcze w kasku.
A potem odblokowali. Kiedy więc po trzech  miesiącach dostałem się do fryzjera  z którym żyję w pewnym emocjonalnym związku niczym z terapeutą, zadedykowałem jej wierszyk lub jak kto woli fraszkę. Ostrzegam !  Raczej pikantną jak to z fraszkami bywa
Nie będę  obłudny i nie kropkuję akcentów

Na nic dzisiaj kawał młodej oraz chętnej piczki
Bo faceci teraz wolą fryzjerskie nożyczki
Na nic kawał ostrej dupy lub drobnej dupinki
Wszak facetów dziś rajcują trymer i maszynki
A życiowe doświadczenie myśl mi w głowie jeży
Chociaż sex jest fantastyczny to rządzą fryzjerzy.

Swoja drogą co to się porobiło z tymi facetami ? Dziwię się chociaż z wiekiem mocno złagodniałem.
To chyba  dobrze, że się jeszcze dziwię, bo jak powiedział poeta -  kiedy się dziwić przestanę,  będzie po mnie.
Mimowolnie po raz kolejny cytuję  Mistrza Jonasza.

*
Nie ma szczęścia na tym świecie, ni sprawiedliwości
Anioł pije piwo trzecie, diabeł mu zazdrości
A to już  z Osieckiej
A żeby coś twórczego od siebie dodać to powiem, że wymyśliłem  taki system  który nazwałem 
Praca na 200 2%
O co chodzi?
Chodzi o to że zatrudniając się  do pracy liczysz że dasz z siebie 100 %  a pracodawca wypłaci ci umówione 100 % wynagrodzenie.
To sto za sto daje nam 200% bez wzgklędu na to jakby się nie zżymali matematycy.
W chwili obecnej, w związku z pandemią sięga się po warianty oszczędnościowe, A ponieważ rodzimy biznesmen najpierw stosuję metodę ograniczenia wynagrodzenia, co rusz któryś z nas ma możliwość uczestniczenia w scenach rodem z Ojca Chrzestnego, otrzymując propozycję nie do odrzucenia.
Tak więc raz po raz wypada ktoś z hukiem z gabinetu , godząc się na pensję mniejszą o ćwieć czyli o 25%
100 minus 25 daje nam 75 % wynagrodzenia.
 No tak, ale ponieważ zasada 200 % obowiązuje, oczekuje w zamian 125% dyspozycyjności i wydajności. 
Suma musi się zgadzać
Media piszą,  że skończył się rynek pracownika.
Mam  trzy lata do emerytury. Mówią, że wystoję nawet w przedpokoju.
Co zaś myślą sobie młodsi?
- Nie jestem niedouczonym ciulem i wiem że gospodarka działa jak sinusoida.
Poczekaj, kiedy moje będzie na górze policzymy te  dwieście procent  tak aby się zgadzało.
Tak to kwitnie dziewiętnastowieczne podejście do pracownika i postrzeganie pracodawcy.
 a mogło by być jak u Osieckiej
 Nie ma szczęścia na tym świecie, ni sprawiedliwości
Anioł z diabłem piją piwo, cały raj zazdrości
Co tam raj. Kraj, Europa, Świat
Chociaż jak brzmiał tytuł jednego z Bondów? - Świat to za mało.
*

Przed wejściem do akademików AWF, obok platformy dla niepełnosprawnych, zastałem taki oto widok.



Porzucone  rowery, zarosły zielskiem ze wstydu że takie zrobiły się niepotrzebne.
Rozumiem taką scenerię przed  Domem Seniora, no może przed szpitalem ortopedycznym, ale przed AWF-em?
O tempora,  o mores !


    

niedziela, 29 marca 2020

Pisanie jest jak picie, uzależnia


Oglądałem go chyba z pięć razy i z pewnością wrócę jeszcze do tego filmu.  
"Scenariusz filmu oparto na motywach powieści  Henryka Manna z 1905 r. Przedstawia on tragiczną historię nauczyciela gimnazjum, który doprowadza się do upadku w wyniku fascynacji  piosenkarką kabaretową o pseudonimie Lola Lola. W tej roli wystąpiła sama  Marlena Dietrich.
Profesor Rath surowo traktuje swych uczniów pozostających pod urokiem frywolnej Loli, występującej w miejscowym kabarecie „Błękitny Anioł”. Pewnego wieczoru udaje się tam w zamiarze zaskoczenia ich dla przykładnego ukarania. Przypadek jednak sprawia, że poznaje Lolę osobiście i natychmiast również ulega jej urokowi, a następnie, odsuwając innych adoratorów, nawiązuje z nią romans. Stając się przedmiotem drwin własnych uczniów i obiektem krytyki miejscowych obywateli, zrywa z dotychczasowym przykładnym życiem i rezygnuje nawet z posady szanowanego nauczyciela. Wkrótce poślubia frywolną piosenkarkę i na dobre przystaje do wędrownej trupy sztukmistrza Kieperta. Kiedy kończą się jego oszczędności, zmuszony jest w niej pracować jako żałosny klaun, budzący politowanie i kpiny.
Po kilku latach, kiedy niedobrany związek traci wszelką atrakcyjność, a w Loli narasta lekceważenie i niechęć do męża" *... Dosyć nie będę spoilerował
Czemu przytaczam ten opis filmu?
Bo "Błękitny Anioł" to było moje  pierwsze skojarzenie gdy usłyszałem o ostatnich decyzjach w brytyjskiej rodzinie królewskiej.
Niby Świat gna do przodu, a pewne związki  obarczone są sporym ryzykiem. 
Niechaj każdy żyje jak chce. No chyba, że nie może jak taki dajmy na to król. Tylko, że ona za ten dyskomfort bierze niemałe pieniądze.
Dlatego też nie powinien mieć zbyt cienkiej skóry 
                                                                                                                   *)  opis filmu Wikipedia






  *
Ostatni dzień stycznia. Czytam ja sobie, że oto:
Zakończyła się aukcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na której można było wylicytować oryginalną skórę, którą Franz Maurer nosił w legendarnym filmie "Psy" w 1992 roku. Zainteresowanie filmowym gadżetem przerosło najśmielsze oczekiwania.
Dzięki kultowej kurtce konto WOŚP zostanie zasilone kwotą 100 600 zł.Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy potwierdziła, że kurtka przekazana na aukcję przez Bogusława Lindę jest aktualnie piątym najdroższym przedmiotem tegorocznej zbiórki
- Hurra - zakrzyknąłem ponieważ od lat kibicuję akcjom WOŚP i Jurkowi Owsiakowi.  
Chwila refleksji przyszła  kiedy przeczytałem kolejne zdanie :
 Dla porównania – uznawany za najcenniejszy przedmiot tegorocznych aukcji – replika medalu noblowskiego Olgi Tokarczuk – poszła pod młotek za 106 000 złotych.
Kurtka  Franza  i  noblowski medal Olgi Tokarczuk.
Hura. To razem 206.600 zł,- do wydania dla potrzebujących, ale i powód do głębszej refleksji.
Nie wiem jak wygląda czytelnictwo  Ministra Kultury i Sztuki w związku ze złożonym deklaracjami, ale ja bez deklaracji przeczytałem z niekłamaną satysfakcją Prawiek. Właśnie zaczynam mierzyć się z Biegunami. Dobrze mi z tym 


*
W codziennej poczcie znalazłem jakaś reklamę. Czujny wzrok odczytał - nimfomanki.pl
Co prawda wzrok powędrował już dalej ale lampka w głowie rozbłysła. Co ? 
Wróć !
Powtórne spojrzenie na tekst rozwiało magię. Adres do strony brzmiał - nietylkofiranki.pl
Prysły zmysły, albowiem prysły zmysły jak pajęczyny wątła nić...
Mądrze prawią fachowcy, że prawdziwy seks zaczyna się w głowie.

*
Polacy nie gęsi i swój języka mają
Zauważył to już Mikołaj Rej.
Czasem jednak najtrudniej cenić i dbać o to co się posiada
Tak oto  zamówił zakup  elementów wod-kan pewien znajomy hydraulik



Niestety z braku "przeduszek' zakupiono przedłużki
Na dociętej już rurce  PCV majster  dopisał "odpat" aby nie pomylić elementów w trakcie montażu.
Powiecie, że to wychowankowie 'oczu zielonych przez które można oszaleć '? Że nie ma się czemu dziwić?
Nieprawda.
Tak zachęca do picia ziół popularny portal. W końcu dla pracujących tam język polski to narzędzie pracy
Ponoć niektóre zioła działają na uciążliwe "kucie" w boku. A jak kogoś tylko kłuje?









albo ten fragment z Onetu







 *
 
Oczka już nie te, a więc po czterech latach oczekiwania, już w pierwszych  dniach marca poddany zostanę operacji usunięcia zaćmy. 
Kompletuję papiery bo najwięcej ich potrzebuje anestezjolog. 
To ciekawski facet. W ankiecie aż roi się od intymnych pytań. Przez wszystkie przeszedłem, łącznie z pytaniem o to kiedy ostatnio byłem u fryzjera?.
Zastanawiać zacząłem się przy pytaniu o alkohol.
-Jak często i ile spożywam ?
-Jedną butelkę wina tygodniowo  - napisałem w przypływie szczerości. 
Żona spojrzała na mnie i zapytała - naprawdę tak napisałeś ?
-A jak miałem napisać ?
- Okazjonalnie. 
- A oni uwierzą, że ja mam w każdy weekend okazję?
Swoją drogą jakie to są fajne określenia - niewielka ilość i okazjonalnie.
Za te dwa słowa należy się Literacka Nagroda Nobla, a przynajmniej Nike.

*    


Kiedy wczoraj mijałem się w przejściu do gabinetu dentystycznego z pewną młoda kobietą, mój Dentysta tak mnie przedstawił
- A ten Pan to czyta Tokarczuk.
A potem jakby dla równowagi dodał
- A ta Pani jest filozofem
- Jeżeli jest Pani filozofem to z pewnością ma Pani za sobą wszystkie jej książki - powiedziałem zachęcony przez Dentystę. 
- Z wyjątkiem Ksiąg Jakubowych.
- Dlaczego?
 - Bo to ciężka książka i spada mi boleśnie na twarz kiedy zasypiam. 
Przyznam, że sam nie wymyśliłbym takiego powodu, ale co filozof to filozof.
Uznanie z tytułu czytania Tokarczuk nie wpływa na finalną cenę usług stomatologicznych. Gruntowna renowacja trzonowych przebiła już dno mojego portfela.

*

Dzień kota. 17 lutego. 
Wszyscy opiekunowie kotów powariowali
Dobrze, że mój kot zachował w tym wszystkim stoicki spokój. 
Niczym Sfinks

*

Nie żeby tak w związku z planowanym zabiegiem, ale dręczą mnie czasem  pytania zasadnicze. 
Można by rzec nawet, że tylko czasem nie dręczą. 
Nie są to już młodzieńcze pytania  Grechuty - kto pierwszy była fakirem ?, kto pierwszy astrologiem?, a kto chciał zostać bogiem?
O ten "sens" raczej idzie.
Najczęściej pytam siebie - po cholerę tak się szarpię?
Wczoraj znalazłem taki oto paradoks rozsyłany po sieci



To jak rozwiązanie dla tych co to chcieli zjeść ciastko i mieć ciastko, tylko zdecydowanie mniej tuczące. 
Odejść podczas orgazmu, albo w podobnie ekscytujących okolicznościach.   
Przywoływałem kiedyś  opowiadanie związane pośrednio z okolicznościami śmierci Andrzeja Zauchy. Mój Boże to już tyle lat.  Kto ciekaw, może zajrzeć w przepastne archiwum do tekstu "Przy okazji gór"

*
Ktoś tam twierdził że kobiecie do przeżycia dnia wystarczy kromka suchego chleba i dwa komplementy
Myślicie, że faceci nie lubią komplementów?
Bardzo lubią 
Mój pierwszy dyrektor, nerwus i wrzodowiec co jakby lubi chodzić w parze, unikał komplementowania swoich pracowników.
uważał, że po to płaci ludziom aby byli idealni. 
Największa pochwałą która spiłem z jego ust (czy wypada  by facet tak wyraził się o facecie?) było:
- Relski ! Masz ku..a szczęście.
Tylko tyle i aż tyle. 
Potem jakby mniej zależało mi na romantycznej walucie, preferowałem bowiem praktyczne rozmowy. 
A teraz kiedy to nawet ksiądz odpuszcza mi obowiązek postu w popielcową środę ze względu na wiek ( już się łapię) z przyjemnością usłyszę o sobie coś miłego.
Trafiło mi się w zeszłym tygodniu. 
"Kompliment" nieco  zawoalowany, ale zawsze. 
Otóż rozmawiając o jakich czynnościach które wykonuję cyklicznie w pracy usłyszałem takie o to zdanie:
- Wie Pan czego ja się obawiam?
- Nie wiem
- Obawiam się, że mi kiedyś Pana zabraknie.
Jako człowiek ciętej riposty gotów byłem na odpowiedź ostrą jak nóż tapicerski, ale pohamowałem się  by nic nie stracić z biegnącej chwili. 
Ta umiejętność powstrzymania to kolejny, jakby bonus po braku obowiązku postu w popielcową środę 
Po raz kolejny, aż prosi się by krzyknąć jak Johann Wolfgang von Goethe  Trwaj chwilo, jakże jesteś piękna



Ekoterroryzm, ideologia gender i LGBT do wyrzygania w liście pasterskim  arcybiskupa Jędraszewskiego. Na dokładkę było jeszcze o żołnierzach wyklętych. Proboszcz z nabożnym skupieniem odczytywał te brednie w których arcybiskup podpiera się dla swoich celów słowami papieża Franciszka. Przecierałem uszy ze zdziwienia. Jak tak można?
Już teraz całkiem na bezczelnego, sąsiadka będzie mogła palić śmieci, styropian, plastik, jednorazowe pieluchy i stare gąbkowe kołdry. 
Dotychczas czyniła to z delikatnymi obawami, teraz na moje uwagi powie  śmiało:
- spieprzaj lewaku i ekoterrorysto. Czyńcie sobie ziemię poddaną - tak powiedział Chrystus i arcybiskup.
Tylko, że ta Ziemia nie jest już poddaną ,  ona kona pod butem głupiego człowieka. Zdycha w imię brudnej polityki. Tej właściwej i tego nurtu który dla odmiany nazwano religią. 
Arcybiskup Jędraszewski wyciska ze mnie niczym pryszcze całą moją religijność. Zastanawiam się na ile mi jeszcze wystarczy cierpliwości ?


Sam wypieram własny wiek i tylko okoliczności przypominają mi że już nie należę do pokolenia młodych gniewnych
Zaćma starcza - tak napisano w diagnozie i zlecono operację. 
Sam zabieg trwał parę minut i tylko upierdliwe zakrapianie oka co kilka godzin, paroma różnymi kroplami, przypominało mi o obowiązku rekonwalescencji. 
Dodatkowo zakaz na okres  jednego miesiąca  dźwigania ciężarów powyżej 1 kilograma i zawiązywania  sznurówek w butach, co jest związane z zakazem schylania  się. 
Tak więc spędzam  życie w niezawiązanych żółtych butach roboczych, co paradoksalnie czyni mnie modnym, a nie rekonwalescentem. 
Zabieg przywrócił mi radość podziwiania wszelkich kolorów tego świata okiem lewym. Prawe w dalszym ciągu pokazuje obraz jakby zza okularów przeciwsłonecznych. 
Po raz pierwszy od ponad pięćdziesięciu lat  chodzę całymi dniami bez okularów co wprawia w zakłopotanie wszystkich moich znajomych nie wyłączając ślubnej małżonki, która mówi, że nie znała mnie od tej strony.
Muszę doczekać do majowej operacji oka prawego, a potem ewentualnie dobrać jakieś cienkie szkiełka. 

*
Nie będę zawracał wam głowy ta całą hecą z wirusem. I beze mnie każdy prawie posrany ze strachu, bez względu na to jaką prezentuje wersję oficjalną. 
Dzisiaj przeczytałem informację, że we Włoszech nie podpinają osób starych od 60 roku życia do respiratora.
Ku.wa. To znaczy, że już od dwóch lat, ktoś gdzieś położył na takich jak ja kreskę. 
Nastrój zrobił mi się filozoficzny, a głupi umysł już przystąpił do robienia bilansu. 

*
Najbardziej zapracowani (według własnej opinii ) przesyłają mi poprzez Messengera jakieś filmiki, gify i memy. Jak oni znajdują, tyle czasu by to wyszukać i przesyłać ?
Rekordzistka przesłała mi  ponad siedem wiadomości i to tylko w jedno popołudnie. Mój telefon piska z informacjami o nadejściu tego spamu radosnym popiskiwaniem. Czasami wydaje mi się, że trzymam w kieszenie głodne pisklę a nie w miarę nowoczesny smartfon z budżetowej półki.
Gorset dobrego wychowania  nie pozwala mi, żeby zabronić, zakazać, zablokować, usunąć numer. 
Że to ją powinien gorset wychowania uciskać?
Być może w ramach kwarantanny niektórzy zdjęli bieliznę, nawet tę w mentalnym tego słowa znaczeniu.
A gdy majtek braknie to dupa udaje księżyc.

*
Wiosna w pełni. Nawet bazie już przekwitły
Przyroda nie ogląda się na nic i nie zastanawia się - czy warto ?
Świat widziany zza szyb własnego domu wydaje się taki bezpieczny.
 

I ja nadrobiłem zaległości spowodowane rekonwalescencją.
Przejechałem glebogryzarką  ogródek, wytyczyłem ścieżki i oddzieliłem od siebie tematycznie grządki. Tu pomidory, tam ogórki pamiętając o tym by czymś je przedzielić. Zwykle sadzę tu ostrą paprykę. W ziemi na razie wylądowały rzodkiewka i cebula dymka.
Na oknie w kuchni wyszły pomidory koktailowe i kilka sztuk odmiany o wdzięcznej nazwie Noire de Crimee czyli po naszemu Czarny Książę.
Moja teściowa woli bawole serca i pewnie na jakiś kompromis trzeba będzie iść.
Jeżyny ogrodowe podwiązane, winorośl przycięta i to wszystko w jedną sobotę.
Dodatkowo przejechałem swoje pierwsze pięćdziesiąt kilometrów  Drag Starem otwierając tym samym nowy sezon motocyklowy.
Jeżeli dołożę do tego wieczorną degustację szlachetnego wina z kozim serem, to taj jakby opisać krainę szczęśliwości. 
Starajmy się przynajmniej żyć pozytywnie, na przekór wszystkiemu co do nas dociera.
 





 
   
   


 

sobota, 21 grudnia 2019

Dobry człowiek


Jednym z powodów dla którego zrobiłem sobie przerwę w pisaniu było to, że nie chciałem po raz kolejny nudzić o nachalnym promowaniu świąt i to zaraz po Dniu Wszystkich  Świętych, chociaż w tym roku czekoladowe mikołaje reklamowano już w październiku. Parę razy dałem już w tym miejscu wyraz swego  désintéressement tą sprawą i chyba wystarczy. Co nie znaczy, że nie wkurza.
Są jednak rzeczy które wywołują u mnie żywą reakcję, a przynajmniej lekkie zainteresowanie. 
Świat się zmienia. Zmienia go technika, nie wiem jednak czy na lepsze. 
Kiedyś gdy nie było jeszcze ta popularnych PC-tów o i o telefonach komórkowych nawet nie marzyliśmy, jako człowiek zorganizowany prowadziłem swój terminarz. 
Pod datami widniały damskie imiona skorelowane z godziną i miejscem.
Żeby być precyzyjnym, biorąc pod uwagę moje zasady i możliwości, z reguły było to ciężko wywalczone jedno imię. Potem inne ponieważ nigdy nie unikałem ciężkich zadań, a kochliwy byłem.
Teraz technika smartfonów pozwala na łatwe prowadzenie kalendarza  i ja z tego korzystam. Zapisuję skrupulatnie. Skorelowane z datą i godziną są wpisy typu:  kardiolog, urolog, diabetyk i okulista. 
No nie wiem czy ten rozwój techniki wpłynął na mnie aż tak pozytywnie.
Nie jestem jednak luddystą.

***

Oglądam przetarcia i zabrudzenia na mojej skórzanej  kurtce motocyklowej i takich samych spodniach. 
Z obcasów butów kowobojskich pospadały blaszki a to z powodu intensywności  jazdy. Sakwy przy motocyklu też wyglądają na zdefasonowane. Ileż  to razy kończyłem już sezon w tym roku. Najpierw 22 września w Czarnym Potoku koło Nowego Targu, po to by miesiąc później  wybrać się do Zakopanego. A kiedy ściął mróz pokazując - 6 stopni, powiedziałem - koniec. 
 


I znów nie dotrzymałem słowa. 8 grudnia jechałem w paradzie motocykli, były przecież tak zwane Motomikołaje.
Zbieramy się na motocyklach przebrani w stroje mikołajów, wrzucamy do puszki  jakieś datki które idą na szczytny cel. A potem w towarzystwie policji i służb porządkowych ruszamy do centrum. W tym roku na Placu Szczepańskim spotkało się około tysiąca motocyklistów, by rozdawać  cukierki i cieszyć dzieci swoim widokiem.















 
 

















Z uzbieranych pieniędzy  remontuje się już świetlica w jednym z ośrodków pomocy matce i dziecku. 
Warto pomagać, to pierwsze spostrzeżenie.
A drugie to takie, że motocykliści to nie tylko tak powszechnie określani  dawcy narządów. Każdy z nas  ma przecież swoją drugą stronę.  



 ***
   
Działo się to kiedyś, bardzo dawno temu, kiedy nie w głowie były mi dzieci, żona i stabilizacja, a większość czasu zajmowały mi  rozmyślania o tak zwanej chwilowej bliskości. Otrzymałem list od pewnej dziewczyny z którą łączyło mnie z dnia na dzień coraz mniej. 
A ponieważ od dawana lubiłem ubarwiać swoje wypowiedzi treściami patetycznymi, powiedziałem jej, że odchodzę ponieważ zacząłem myśleć o niej jak o kobiecie, a chciałbym być wobec niej uczciwy. 
Pewnie już kiedyś o tym wspominałem, a nie mam w głowie wszystkich popełnionych 1200 postów. Wybaczcie.
Niezbędne wydaje mi się przypomnienie, młodszej części czytelników że dorastałem  w okresie kiedy nie ciągnęło się dziewczyny do łóżka na pierwszej randce, a bywało, że najpierw trzeba było trochę zedrzeć zelówki.
Wracając zaś do tematu.
List mój z tym hiobowym wyznaniem, przeczytała jej matka. 
(Tacy bywali kiedyś rodzice). 
Dziewczyna napisała  co pamiętam  pomimo upływu ponad czterdziestu kilku lat
- Moja mama mówi, że ja to mam szczęście do porządnych ludzi. 
Nie zastanawiałem się wtedy nad sarkazmem tej wypowiedzi, a jednie nad tym, że ktoś inny  został świadkiem tej "dyplomatycznej"wypowiedzi.
Z czasem zaczęło mnie z tego powodu uwierać sumienie, ale przyznam szczerze - nie za bardzo.
Potem zachowywałem się tak lub siak, ale nie stawiałem sobie tak wysoko poprzeczki. Z reguły chciałem być tylko w porządku, czasem trzeba było być aż... 
Dobry człowiek, zły człowiek. Czy dla słusznej sprawy można być złym ?
A czy kilka złych zachowań nawet takich niewielkich, pozbawia nas możliwości bycia  dobrym?
Kto ma prawo do ocen?
Zawsze uważałem,  że ludzie są dobrzy z natury.
Jestem świeżo po lekturze książki  Piotr Reszki - "Płuczki"
Książka ma również podtytuł - Poszukiwacze żydowskiego złota,  co tłumaczy prawie wszystko.
Trafiłem tam na taki oto fragment rozważań autora :                 
"Staram się nikogo nie oceniać. Myślę, że człowiek jest zły z natury. Rodzi się egoistą. Kocha tylko siebie. Złe cechy ma rozwinięte od początku, dobra musi się nauczyć. Dobrym człowiekiem można się dopiero stać, ale trzeba wykonać pewną pracę. Wierzę, że każdy ma w sobie zalążek dobra, od niego zależy co z nim zrobi. Ale też nie każdy jest w stanie podjąć taki wysiłek i nie każdy czuje taką potrzebę "
Chociaż nie chciałbym stracić tej naiwnej wiary w ludzi, coraz częściej łapię się na tym, że mój optymizm wynika z braku informacji. 
Stare powiedzenie głosi - optymista to tylko źle poinformowany pesymista.
Nie masz większych problemów ? - spytał ktoś podsumowując moje rozważania.
Mam ale to nie zwalnia mnie od zadawania pytań. Zwłaszcza sobie. 


***

Pewnie  zadajecie sobie pytanie co gnało mnie na koniec października motocyklem do Zakopanego?

Powiem więcej przez następny miesiąc byłem prawie co tydzień w tej stolicy polskich gór.  Po prawie trzech latach, małżonka moja otrzymała skierowanie na turnus rehabilitacyjny. 
Rzuciła się więc w wir wirówek, masę masaży i w fale szpitalnego basenu. 
A że po prawie czterdziestu wspólnych latach, nawet kawa smakuje inaczej w pojedynkę, siadałem za kierownicą i gnałem na ile Zakopianka pozwoliła. 
Ponieważ w domu został domowy pies i kot który co prawda jest wolny jak dzika świnia, ale od czasu do czasu wpada do domu by łyknąć coś z michy lub sprawdzić obecność, żona zaprosiła do domu teściową. 
Teściowa samą swoją obecnością  zapewnić miała rozrywkę i poczucie bezpieczeństwa  domowemu inwentarzowi. 
Na wszelkie możliwe sposoby prosiłem by nic nie gotowała, bo mnie nie odpowiada kuchnia rodem z PRL-u. Ciężkie zawiesiste sosy, obowiązkowe mięso  ( bo zdrowe)  i pełna od śmietany 18-stki  zupa.
W zamian, to ja po powrocie z pracy uruchamiałem kuchenkę i tworząc, a to spaghetti, a to ryż po chińsku, nie gardząc  parówkami lub pamiętaną z PRL_u jajecznicą. 
Mamusia przyjęła konwencję czekając dzień w dzień  nad pustym talerzem na moje przyjście. 
Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało - można by powiedzieć, ale w ten sposób jadłem z przyjemnością w ilościach które nie blokują tchu w piersiach.
 Aby uprzedzić finał powiem, że wytrzymałem z teściową półtora miesiąca cierpliwie ucząc ją po obiedzie jak odbierać telefon nie wyłączając mu całkowicie dzwonka, oraz to, że o funkcjonowaniu telefonu decyduje nie siła naciskania guzików a kolejność ich naciskania. 
Ktoś pewnie krzyknie teraz w moim kierunku
Santo subito   ( Święty natychmiast)  
Ja powiem raczej - Santo Dio ! (Boże Święty !)
A jeżeli już to  raczej   subito dopo  ( zaraz potem )
Zaraz po czym?
Zaraz po tym gdy teściowa myjąc schody na piętro ( nie wiem po co ?) wodą kapiącą z mopa zalała mi płytę główną wieży RTV Pionieer i to tak skutecznie, że koszt wymiany spalonej przekracza koszt zakupu nowej wieży.
Myślałem, że wraz z wyjściem dzieci z domu wyjdzie też samosię.
Jak widać samosię ma się dobrze, a ja nie zrobiłem nawet dymu.
Ponoć z wiekiem mężczyznom  obniża się  testosteron.
Cała prawda jest zaś taka, że pomimo towarzystwa teściowej,  suce zaszkodził niedźwiedź polarny. Ledwo przez niego uszła z życiem.
Jakimś sposobem suka weszła w posiadanie  maskotki niedźwiedzia polarnego wielkości około 15 cm. Być może stres spowodowany brakiem małżonki, być może ciekawość spowodowały, że suka zeżarła tylne łapy niedźwiedzia z całym syntetycznym wnętrzem który miśka wypełniał. 
W efekcie którejś kolejnej nocy musiałem wziąć na ręce  cierpiące suczysko i dowieść do weterynarza. 
Śmieci z polarnego miśka  spowodowały niedrożność przewodu pokarmowego   Weterynarz musiał więc zajrzeć do środka psa i co nieco z niego wyciągnąć. 
A potem?  




Potem mieliśmy szczęście, że w tym przypadku sprawdziło się powiedzenie  o tym iż coś goi się jak na psie. 
A ileż było z tego nerwów ?
Może i w naszym przypadku spełni się kolejne powiedzenie - czas goi rany, albo raczej nerwy. 
A kota ? Kota ma to wszystko gdzieś


W związku z rekonwalescencją psa żona wróciła tydzień wcześniej, a teściowa poszła do swojego domu. 
Jeżeli zaś myślicie, że to koniec tej historii, to powiem tak - w ciągu kolejnego tygodnia los zakręcił tak ruletką naszego życia, że to gotowy temat na kolejnego posta, albo nawet na kilka. Może, jak spojrzę na to z dystansu i dojdę do wniosku, że nie przekracza to mojej czerwonej linii.
Boże, nie mam jednak nudnego życia. 
Kiedy czytam o tym ile emerytury mam otrzymywać w przyszłości,  to albo to będzie bardzo nudna i utrzymana w jednym miejscu egzystencja, albo  survivalowa walka o przetrwanie. 
Pytanie którego sobie ze strachu nie zadaję brzmi -  co lepsze?     

 ***

W jakiś niezamierzony przeze mnie sposób blog mój stał się miejscem wymiany poglądów i doświadczeń z dziedziny magii i rzucania uroków. W zasadzie to była reklama jakiegoś speca od tych spraw.Pod jednym z postów zaroiło się od komentarzy, a każdy dziwnie opatrzony namiarami wraz z numerem telefonu.
Ponieważ podchodzę do tematu w sposób ostrożny, czyli nie rozważam spraw  ani z tak zwanym mędrca szkiełkiem i okiem, ani jako wyznawca, postawiłem więc na neutralność. Postąpiłem jak ztem jak z węzłem gordyjskim.
Parafrazując Jachowicza mógłbym dodać - tylko posta, posta szkoda.
Ileś tam lat temu, pewna kobieta nie rzuciła na mnie uroku, ale posiadała tyle wewnętrznego ciepła, że to mną rzuciło o ścianę i zatrzepało jak postaciami w popularnych kreskówkach. Od tego czasu jestem pod wpływem tej samej kobiety i tego samego ciepła.  Jak więc mawiają Rosjanie  - nu i chwatit ! czyli no i wystarczy.  
Poza tym powiedzenie żyć jak pies z kotem, ma w naszym domu pozytywne zabarwienie.  Oto jak kot podjada z psiej miski
 

 ***
Zdecydowałem odpiąć sakwy i piórnik ze Yamahy. Przemyję i zakonserwuję w chłodne dni. Tylko tych dni chłodnych, a nawet zimnych na horyzoncie nie widać. Dzisiaj z rana temperatura na zewnątrz wynosiła 11 stopni Celsjusza.
Więc może nie odpinać jeszcze akumulatora? Tak przejechać w Boże Narodzenie motocyklem na Kazimierz, to by był dopiero lans.
Wiem, wiem zawsze lans atakowałem. Odrobina jednak chyba mnie nie zepsuje. Tak jak odrobina wódki, wina czy kawy. Specjalnie napisałem odrobina bo ta jednostka miary dla każdego znaczy co innego. 
O "Maryśce" nie piszę bo nie wiem. Nie próbowałem, a do dziś żyję w przekonaniu że nie warto ryzykować. 
Spoglądam na lampki do dekoracji domu. Aż się nie chce przy takiej temperaturze.
- Antoni - rzekł mój Anioł Stróż - tobie to naprawdę trudno dogodzić.
W latach poprzednich, kiedy na zimnie grabiały ci dłonie przy rozwieszaniu girland, marudziłeś, że zdałoby się trochę ciepła. Teraz jak masz ciepło to chcesz zimna.Ty się zdecyduj albo Hawaje albo Norwegia.
- A nie można by tak po staremu, w Polsce z umiarkowanym klimatem?
Brodzić w Wigilię po kolana w śniegu i wypatrywać pierwszej gwiazdki przy umiarkowanym chłodzie? Iść na Pasterkę słysząc skrzypienie butów na mrozie?
Anioł Stróż zamyślił się i nie wiem dlaczego odpowiedział mi po czesku :  
- Pane Antonin to se nevrati  
Jakoś dziwnie to przeczuwałem. 

***
Polityka mnie brzydzi z każdym dniem coraz bardziej. 

W czasach słusznie minionych Jacek Kaczmarski śpiewał

... Zapisałem się do takich,
co tym interesem kręcą,
mówią, że się to opłaca i pomaga w studiowaniu,
muszę składki płacić, chodzić na zebrania i nic więcej,
za to wezmą pod uwagę mnie przy każdym typowaniu
Mówią że jak wytypują,
to zbić można szmal nie wąski
i tak samo bez kolejki można dostać tu mieszkanie,
lepsze to niż trzymać świnie, bo się nie ubabrzesz w łajnie
tylko w samym tym że jesteś - swoje masz wyrachowanie...  

List... - Jacek Kaczmarski 

Ustrój się zmienił a zasady pozostały.  
Włosy stają mi dęba i chociaż wydaje się to już niemożliwe, to z każdym dniem bardziej.
Nie mam talentu Kaczmarskiego, ale muszę to wyrzucić z siebie. Taką odrobinę naiwności, bo mnie to okrutnie drażni.

Siedzi lisek przy korycie
taki to ma dobre życie
I tym wcale się nie łamie
Że co powie zaraz skłamie
Szampan, kawior, marmolada
A na ludzi trwoga blada
Spada i pikując pyskiem
Sprawy im zohydza wszystkie
Czy  polityk kłamać musi?
Kiedyś w dupę od mamusi.
Ojciec strzelał ręką w pysk
Aby zalśnił  prawdy błysk.
Dość już tego oszukaństwa 
że to jest dla dobra państwa.
Tego Państwa          

Ponoć z myślą o politykach, przed samymi świętami wypuszczono partię golarek, z których można korzystać bez lustra. W ten sposób nie trzeba patrzeć sobie w oczy.  Z pewnością się przyjmą. Amen

***

Bez względu na to czy tego chcemy czy nie, każdy kolejny dzień zbliża nas do Świąt. Potem do Nowego Roku, następnie do świąt kolejnych, a wszystkie przeżyte dni przybliżają do emerytury, którą chciałbym jak już przyjdzie potraktować nie jako odpoczynek wojownika, a swego rodzaju finansowe bezpieczeństwo.
A niechaj i na emeryturze oglądają moja gębę codziennie jacyś ludzie z którymi mógłbym załatwiać służbowe sprawy. Jeśli tylko zdrowie pozwoli. 
Póki zaś to się jeszcze nie staje, biorę się do rozplątywania sznura światełek 
i wieszania  wokół domu.
Zona narzeka zaś, że w tej temperaturze ani kapusty, ani grzybów, ani ryb na zewnątrz nie można zmagazynować. Jak na Hawajach. 
Ja podpijam czerwone wino które można podawać w temperaturze pokojowej.

Korzystając zaś z okazji składam Najserdeczniejsze życzenia  wszystkim tym  którzy pomimo moich  pisarskich kaprysów, zaglądają w to miejsce  od czasu do czasu 
    
  
 Wesołych Świąt 
i Dużo Zdrowia
 w Nowym 2020 roku