czwartek, 25 lipca 2013

Zamknąć za sobą drzwi, tak na zero


 Kiedy założyłem swojego bloga borykałem się ….
Nie nie, prawidłowe rozpoczęcie powinno brzmieć tak:
Blog mój powstał prawie pięć lat temu z potrzeby. Z potrzeby rozliczeń. Kiedy mija człowiekowi pięćdziesiąt lat i już nie jest nawet szpetnym czterdziestoletnim jak określała to Agnieszka Osiecka, zaczyna się wtedy rozliczać ze swojego życia.
Taki mały lub duży, jak u kogo, kryzys tożsamości. Jedni zmieniają żony inni samochody.
Ktoś skoczy na spadochronie, ktoś inny wypali marychę by ocenić czy rzeczywiście wiele stracił w młodości.
Doświadczają spóźnionej miłości, bądź seksu na jaki nie mogą już liczyć w zgodnym i przewidywalnym małżeństwie. Nie oceniam bo nie mam do tego prawa, a poza tym nie chcę.
Każdy ma jakiś powód i każdy to życie przeżywa po swojemu, jak chce, albo przynajmniej na tyle na ile pozwalają mu okoliczności.
Można wpaść w depresję, kiedy po posumowaniu dokonać okazuje się, że tak naprawdę niewiele nam się udało w tym życiu. Dodatkowo stajemy się coraz bardziej podobni do własnych rodziców od których jeszcze ćwierć wieku temu odciąć chcieliśmy wszystkie łączące nas więzy podobieństw.
Ja wybrałem ten drugi sposób na jubileusz mojego półwiecza. Depresja nie uderzyła mnie jak przypuszczałem w dniu moich urodzin ale dopiero w jakieś dwa miesiące po.
Dodatkowo ogarnął mnie syndrom marynarza. Po dwunastu latach pracy poza domem powróciłem na rodzinne śmieci i nagle okazało się, że reszta mojej rodziny radzi sobie w dotychczasowej sytuacji całkiem dobrze. Wręcz poczuła się znużona moją ciągła obecnością. Każdy wytyczył sobie własne ścieżki, które teraz co chwilę krzyżowały się z moją drogą życia.
Od tamtego czasu odradzam wszystkim instytucję rodziny na odległość.
Korzyści finansowe nie rekompensują rozluźnienia więzi.
Może byłem tylko przewrażliwiony w tamtym czasie? Być może nie miałem racji ani w tej ani w kilku innych sprawach. Jeżeli myliłem się to trudno, nmajwyżej może być mi przykro. Życia nie można przeżyć powtórnie i inaczej. Było jak było a jest jak jest.
- Antoni Relski – pomyślałem. Los sprawia, że nie znajduje szczęścia w życiu, nie odnosi również sukcesu. Wiecznie drugi, wtórny i przez to śmieszny dla otoczenia.
- Antoni Relski - witaj mój opiekunie duchowy.
Wystarczyło tylko nadać mu tytuł nawiązujący do filmu w którym ów Relski występuje.
Z biegiem lat z biegiem dni?
Nie, jeżeli to podsumowanie to niech będzie – Suma lat z biegu dni.
Poszło. Dyskretnie i anonimowo.
Szybko jednak okazało się, że nie będę mógł bezkarnie narzekać na swoje życie i otaczający mnie świat. Takie było pierwsze założenie nowego bloga.
Dość szybko na pierwszej stronie Onetu pojawił się mój tekst – Powiedz Ojcu, że go kochasz.
Komentarze które dostałem, pokazały mi, że moje wspomnienia i przemyślenia są dla kogoś ważne.
Już nie byłem Panem Nieistotnym, rozpocząłem prawdziwą wirtualną przygodę.
Sięgnąłem do pokładów swojej pamięci i bieżących przeżyć. Zrozumiałem też, że nikt nie chce czytać o cudzych kłopotach bo i własnych ma bez liku.
Blog podziałał na mnie terapeutycznie i dzięki Bogu udało mi się zwalczyć w sobie jakąś potrzebę misji.
Kto dobrowolnie chce żeby go pouczać i wychowywać?
Nieświadomie narzuciłem więc sobie pewną autocenzurę. Nie pisałem o polityce, a więc i o kościele. Nie narzekałem i mam nadzieję nie wychowywałem, a jeżeli już to przynajmniej nie za bardzo.
Wpadłem natomiast w manię statystyk.
Podkręcały mnie liczniki odwiedzin i ilość zamieszczanych komentarzy.
Tu muszę przyznać, że miałem szczęście do czytelników. Ileż to razy zazdroszczono mi kulturalnej atmosfery komentarzy.
Z tego miejsca wszystkim komentującym serdecznie dziękuję.
Poinformowałem rodzinę o tym, że prowadzę blog. Nie podałem natomiast nikomu z moich bliskich i znajomych adresu mojego bloga.
- Piszę z wiedzą, że nikt z Was tego nie czyta. Mogę więc pozwolić sobie na swobodę wypowiedzi. Jeżeli zaś jakimś cudem traficie na mój blog, być może poznacie mnie od innej strony. To chyba jest warte wysiłku?
Nie trzeba było tego wysiłku wiele, ponieważ w Internecie pozostawiłem wiele śladów. Poza tym nikt w sieci nie jest do końca anonimowy.
Stan pełnej anonimowości trwał jakieś trzy lata. Skończył się za również za sprawą Onetu. Po kilku notkach opublikowanych na pierwszej stronie, nie sposób było nie skojarzyć, że zbyt dużo wspólnego mają niejaki Antoni z własnym mężem i ojcem.
I tak upadła jedna z zalet prowadzenia bloga anonimowość.
Chciałem tej utraty i nie chciałem.
Jeżeli rodzina podejdzie do tego tematu tak jak bym sobie życzył to wysiłek opłacił się z nawiązką. Jeżeli nie to trudno.
- Nic nie jest takie na jakie wygląda – podkreślałem, często mieszając wątki w wprowadzając fikcyjnych bohaterów.
Bo życie jako takie nie jest nudne, można tylko o nim opowiadać w bardzo nudny sposób.
A przecież działo się. Świeże wspomnienia i gorczańska wieś. High life targów i biznesowych spotkań i prostota świniobicia. Naprawdę duża różnorodność.
Z czasem pisanie stało się radością i potrzebą. Na koniec czułem się źle jeżeli nie napisałem codziennie przynajmniej jednej strony tekstu.
Później ta radość pisania lekko osłabła i pozostało przyzwyczajenie do pisania. Jak ten dojrzały małżeński seks. Wszyscy fachowcy piszą, że jest bardzo ważny, tylko ty nie potrafisz doszukać się w nim głębszego sensu, poza samym przyzwyczajeniem.
Niespodziewanie temu kryzysowi pomógł pewien wywiad.
Jedno z wydawnictw postanowiło nakręcić film o blogerach. Załapałem się w nim na wypowiedź.
Pewnie się trochę wymądrzałem, ale wypłatę z tego tytułu zainkasowałem, a w umowie o dzieło nazwano mnie twórcą. Spodobało mi się ale to koniec przyjemności, film nie ukazał się do dzisiaj. Przez rok była to dla mnie mocna motywacja do prowadzenia bloga. Po tym wszystkim co tam naopowiadałem, nie wypadało by odwiedzający trafili na martwego bloga.
Dzisiaj straciłem już nadzieję na powstanie tego edukacyjnego „dzieła”.
W którymś momencie zapikowałem i zaryłem twarzą a chłodną trawę. Żona rozpoczęła życie na wózku, a ja z tego powodu miałem pretensję do całego świata.
Żona uczyła się życia na nowo i dla mnie życie w poprzednim formacie się już skończyło.
Trzeba było ponad roku i wizyty u francuskiego specjalisty usłyszała uczciwą diagnozę – w tej chwili medycyna nie zna sposobu by odwrócić to co Panią spotkało.
I wtedy zmieniliśmy jeszcze bardziej nasze życie.
Sprzedałem ukochany dom na wsi. Odciąłem to co mnie wiązało z Gorcami i chociaż nowi właściciele zapraszają do odwiedzin, nie spieszę w wizytą. W trosce o własne serce, mogło by tego nie wytrzymać.
Nie ma już więc już Jaśków Marysiek, Franków, bimbru i sianokosów Nie ma też tamtej wsi do której sprowadzaliśmy się dwadzieścia lat temu. Teraz na każdym domu wisi satelita, a w środku LCD. Przed domem parkuje jeden lub nawet dwa samochody. Do pola jeździ się quadem lub motocyklem crossowym. Wokół coraz więcej łąk, bo i do nich Unia dopłaca a są mniej pracochłonne. Zaoszczędzony zaś czas można przeznaczyć na pracę w mieście.
Wszyscy więc załatwiają swoje gospodarskie sprawy w soboty, czyli wtedy gdy ja właśnie chciałem odpocząć w ciszy wsi po tygodniach szumu miasta.
Nie ma już tamtej wsi. Tak przynajmniej potrafię to sobie wytłumaczyć
Mieszkanie w bloku na trzecim piętrze razem z jego nowymi właścicielami, które ze względu na wysokość stało się dla nas uciążliwe, mijam bez emocji. A to przecież też ćwierć wieku mojego życia.
I jadę na swoją nową wieś. Tam gdzie płasko i równo, porządnie jak w szafie z pościelą.
Dziesięć arów ogrodzonych siatką. Od frontu ogrodzenie z metalowych profili. Domofon i automat bramowy. Teraz kostka brukowa łącząca bramę z wiatą garażową.
To ostatnio cały mój świat. No może jeszcze droga do pracy, sama praca i zakupy po.
Potem wracam. Automatyczna brama otwiera i zamyka podwoje, aż kusi by wyciągnąć paszport albo jakiś inny dokument tożsamości. Tylko komu go pokazywać?
Potem już tylko jak ta piłeczka do nauki gry w tenisa, zawiązana na sznurku, ląduję dalej lub bliżej ale zawsze jest to jakoś przewidywalne i ograniczone długością sznurka.
Cest la vie Cały ten Paryż z pocztówki i mgły wymyślony.
Cest la vie – śpiewał Andrzej Zaucha - Cały Twój świat knajpa kościół widok z mostu...
Koszenie trawy, nawożenie, przycinanie i pewnie zbieranie jakichś plonów z czasem. Ileż poezji jest w opróżnianiu zbiornika z trawą w spalinowej kosiarce?
Czy opis kolejnych prac remontowych ma w sobie chociaż nutkę romantyzmu.
Ileż można eksploatować ten wątek?
Przyznam to sam sobie uczciwie – Antoni nudzisz !
Wypaliłem się chyba. Bo czuję jakąś taką pustkę w głowie i nawet w gronie znajomych wydaje mi się, że opowiedziałem już wszystko.
Zmuszam się do pisania kolejnych tekstów traktując to jako konieczność a nie przyjemność
z drugiej strony patrzę na świat przez blogowe okno fotografując karteczki, plakaty już w trasie obmyślając opisy. Działa jak silnik spalinowego statku pasażerskiego, wszystko jest przewidywalne, a kapitan marzy o luzowaniu żagli i walce o kurs.
Pamiętacie film Amator z Jerzym Stuhrem w roli głównej? Tytułowy Filip Mosz filmowiec amator patrzy na żonę która zmienia pieluchy ich córce poprzez ramkę kadru utworzonego z dłoni. Filmowcy robią tak często. Wtedy jego żona w złości obrzuca go tymi brudnymi pieluchami.
Ja jak on przekroczyłem tę strefę. Kiedy w szpitalu siedząc przy łóżku żony nie raz nie dwa budowałem w pamięci nowy tekst aby opublikować go po powrocie. Ganiłem się za takie postępowanie ale jak alkoholik wytrzymywałem w postanowieniu do następnego razu. Były chwile kiedy Antoni Relski zaczynał nade mną dominować.
Kiedy zacząłem zdawać sobie z tego sprawę postanowiłem że trzeba wstać i wyjść. Tylko jak pisał Młynarski trzeba wyczuć kiedy w szatni płaszcz zostaje przedostatni...
Przed opublikowaniem tego tekstu powstrzymuje mnie świadomość straty jaką ponoszę.
Przez te bez mała pięć lat dorobiłem się grona wirtualnych znajomych. Z niektórymi przekroczyłem nawet bramy realu.
Dziękuje za te pięć lat tym którzy dopingowali mnie na początku i tym wszystkim którzy zostali tutaj do dzisiaj
Nie napiszę żegnajcie, bo tęsknota z pewnością zagoni mnie na Wasze blogi, a może i na mój. Być może pozostawię dla wprawy jakiś tekst. Nigdy nie powinno się zamykać za sobą wszystkich drzwi.
- Nie zamykajmy drzwi, zostawmy uchylone – śpiewali Skaldowie
A teraz, czy odważę się nacisnąć klawisz "publikuj" ?
A swoją drogą - Czy ktoś zauważył końcowe odliczanie w tytułach?
Jeżeli przeczytaliście ten tekst to znaczy, że się odważyłem


 Kiedy wstać i wyjść

I jeszcze jedno 
Ta uśmiechnięta twarz która towarzyszyła mi na na blogu jako Antoni Relski nie jest moja prawdziwą twarzą. Zgodne to jest z zasadą bloga, że nic nie jest takie na jakie wygląda. Poszukiwałem odpowiedniego wizerunku Antoniego Relskiego i w internecie znalazłem kogoś kto spełniał wszystkie moje oczekiwania w tym względzie.
Podpis brzmiał "man"  czyli człowiek. To też mi odpowiadało. Dopiero po pewnym czasie kiedy zżyłem się z moim nowym wizerunkiem, otrzymałem informację od kogoś zza wielkiej wody że jest Dr Phil prowadzący w Stanach jakieś popularne Tv Show.
Mam nadzieję że Dr Phil wybaczy mi to zapożyczenie wynikające z nieświadomości
A że Dr Phil jest popularny świadczy choćby ten rysuneczek z Ophrą najpopularniejszą kobietą w USA.
Dziękuję i przepraszam Dr Phil 


  
  
A teraz to już naprawdę










63 komentarze:

  1. Przestań sie mazać - wytrzyj nocha w rękaw - zrób sobie urlop i wracaj.
    Mysle ża każdy blogujący tak ma............
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja - również po 60-tce, popieram Piotra
      Zasmuciłeś Antoni..
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie będę pisać o odpoczynku czy powrotach. Zrobisz co musisz. Głos serca zawsze najważniejszy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też , liczę że to chwilowy kryzys , lubię Twoje pióro :) będę czekać ....
    Ps. ikonka zdjęcia .....w pierwszej chwili myślałam , że to mój znajomy ...ale on ,nie byłby w stanie tak pisać z polotem , ciekawie ...
    Pozdrawiam Cię serdecznie :)) wracaj ...
    Ilona

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję:)
    Ja w blogowym świecie żyje od niedawna.Ale już wiem, że trzeba się bardzo pilnować, żeby nie dać się wciągnąć na całego.Równowaga jest potrzebna:)
    Będę zaglądać z nadzieją, że jednak nie zniknąłeś CAŁY;)
    Dziękuję za ciekawe teksty i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Vulpian de Noulancourt25.07.2013, 08:08

    1. Podobno najwięcej do wspominania i oceny życia ma się po osiemdziesiątce. Chyba że skleroza wcześniej dopadnie.
    2. Moja przerwa trwała prawie dwa lata. Bazując na tym doświadczeniu usiądę i zaczekam. Może też zmienisz zdanie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. niech Ci inni piszą o poszanowaniu decyzji i takie tam, ja doczytałam do końca i wrzasnęłam - cholera jasna, nie zgadzam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko! Ty też chciałaś odpoczynku!:)) Z mądrością nie oponowałam:)
      Zwolnienie tak, calkowity koniec nie;)
      Z nadzieją, że i Antoni zatęskni wyjeżdżam na tygodniowe wakacje;))

      Usuń
  7. Tak to bywa, plan na początek, na jak ma być, a potem coś wymyka się spod kontroli i dzieje się inaczej; po swojemu. Też podkręcałem ów licznik, a czytając poznawałem i wykradałem anonimowość. Wg mnie kto raz świadomie zaczął pisać, nie wymknie się już temu na wieki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja cie pinkolę, że tak powiem z ... no kurde żalem:( Łączę się z Klarką w: NIE zgadzam się!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sie nie robi, jestem przeciw! Szanuje decyzje itd ale jestem na NIE!

    OdpowiedzUsuń
  10. muszę to napisać - dzięki Antoniemu zrozumiałam, co chciałam uczynić. Nie bardzo można tak ludzi zostawiać, polubili, przychodzą bo znajdują kawałek normalności, zwyczajności, miejsca, które nie razi głupotą i nie rani. Tak niewiele jest miejsc, gdzie czujemy się dobrze. A tu KONIEC!

    Nie musimy pisać codziennie, ale nie odchodźmy całkiem, na to jeszcze jest czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoja droga dobrze, ze zrozumialas :) bo ja juz sie balam.

      Usuń
  11. Antoni, twoja decyzja trochę szokuje i tak do końca nie bardzo wierzę, że to koniec. Ale cóż, wypada zaakceptować, przyjąć pożegnanie, podziękować za wspólne blogowanie i życzyć wszystkiego dobrego w nowym życiu.
    Trzymaj się i pamiętaj o nas!

    OdpowiedzUsuń
  12. 5 lat , 50 lat w sumie to piekny, madry wiek (w sumie! :)) Twoja wola, Twoje rozwiazanie. Zycze 100 lat! W zdrowiu i humorze jak na blogu.
    Podobienstwo Antoniego do dr Phila bylo oczywiste bo i dr Phil to jakis Antoni Relski na codzien :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Antoni
    Muszę pozbierać myśli.... jest mi tym trudniej że za chwilę wyjeżdżam na ponad dwutygodniowy urlop bez komputera i chciałem tylko zerknąć co nowego wysmażyłeś i powiedzieć cześć. A w tej chwili przychodzi mi tylko na myśl to co wielokrotnie juz Ci pisałem. Pisz, pisz dalej, nie musisz tak często jak do tej pory. Pisz, tyko wtedy kiedy sprawia Ci to radość, a wtedy i my wierni czytelnicy bedziemy też szczęśliwi. Myśle że jak wrócę z urlopu bedzie jednak co poczytać.
    PS. Będę machał do kamery z widowni sobotniego Pikniku Country w Mrągowie. Cześć, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  14. Relski, Antoni zresztą... bój się Boga...Jakże to tak rozkochać, przyzwyczaić i porzucić?... Skoro wypełniła się Twoja misja, osiągnąłeś terapeutyczne uspokojenie , pisz dla przyjemności...
    Nie zamykaj drzwi, zostaw uchylone...Serdeczności,Hanula
    PS Ja tam się niczego nie domyślałam, wierzyłam,że co jak co, ale Twój blog i Ty będziecie wieczni:)
    PSS A może to taka "Wojna światów", jak w tym sławetnym słuchowisku Wellsa? Na pewno tak...lubisz zaskakiwać i prowokować...
    PSSS prima aprilis?...plissssss:))))
    PSSSS Ja jako jedna z wielu stałych pisaczek i czytaczek mówię kategoryczne NIE!!!
    PSSSS teraz Łza się w oku kręci i mi już słów barkuje, ale...jeszcze tu wrócę...
    PSSSSS...czy będzie po co?...cdn?
    PSSSSSS...

    OdpowiedzUsuń
  15. nie mówię żegnaj...
    mówię do widzenia....
    tak brzmiały słowa dawnej piosenki, więc myślę, że spotkamy sie niedługo.....czasami trzeba dać sobie odpocząć od własnych mysli....ale do licha obok tych satelitów , bramek automatycznych , samochodów mas do licha jeszcze DUSZĘ !!!!!
    więc pisz od serca, bo masz ciekawe pióro, pisz kiedy spotkasz coś ciekawego, kiedy wpadnie ci w ucho jakieś magiczne słowo....usłyszysz słyszysz dźwieki które pomiziają serce....
    masz przecież oprócz pracy i "roboty" swoje zainteresowania, weź aparat i idź w łąki, do lasu....
    czekam na chociażby "relacje" ale proszę aby były takie od serca.... dobrze wiesz o czym piszę....
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  16. No jakże to tak Antoni ...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też się z tym nie pogodzę bez walki. Klarka dobrze napisała, pośród mnogości idiotycznych wpisów, Ty zawsze byłeś powiewem zdrowego rozsądku. Wierzę, że po obecnym kryzysie w którymś momencie wrócisz. Nadzieją napawa mnie to, że nie zablokowałeś komentarzy, więc może planujesz do nich zajrzeć. Bądę cierpliwie czekać, aż Ci ta chandra przejdzie.
    Siwa

    OdpowiedzUsuń
  18. Niewiele jest miejsc, gdzie się wypoczywa, tak jak na Twoim blogu, czasem refleksyjnie, czasem z usmiechem, ale nie nudno, o nie.
    I bardzo by tego miejsca brakowało, choć sama rozumiem co to znaczy to pewne wypalenie, przymuszanie, przyzwyczajenie... Czasem jednak zdarza się coś, co CHCE się opisać i pozostańmy przy Skaldach - nie domykajmy drzwi :)

    Serdeczności dla Ciebie i dla Małżonki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie masz kiedy kończyć, tylko wtedy gdy JA zacząłem zaglądać? Ja Cie przepraszam, ale w końcu kto tu jest najważniejszy? Autor może? A skąd - czytelnik! To tyle żartem, a tak na poważnie to widziałem już trochę takich decyzji, mniej lub bardziej radykalnych i desperackich i powiem Ci że nie ma nic smutniejszego i zniechęcającego niż pusty link lub martwy blog. Jednak przyzwyczaiłem się, chociaż nie pogodziłem, że decyduje autor i jak się zaprze, to nie ma siły, która by jego decyzje zmieniła. Zawsze możesz zmienić nick, adres, styl, tematykę, postawę, charakter - sam zmieniłem już tyle razy nick i resztę, że przestałem liczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Zaskoczyłeś mnie Antoni.Szanuję cudze wybory i rozumię przemęczenie ale ot tak napisać koniec i wyjść się nie da !Kilka lat temu było u Ciebie pożegnanie pory roku (lata ,jesieni ?)-zabawa była wspaniała i trwała kilka godzin ,pamiętam naszą drogą Bet z cytrynówką i wielu innych uczestników Twoich przyjaciół blogowych i co teraz ? Co mamy zrobić ? Wierzę ,że jak odpoczniesz to wrócisz !Chcę wierzyć,że drzwi zostają uchylone ? Odpoczywaj i ładuj akumulatory . Pozdrawiam serdecznie Ciebie i p.Marie -Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak koniec? Co koniec? Czego koniec?
    Przykro mi, bo uwielbiam do Ciebie zaglądać, czytać Twoje notki. Wierzę, że to nie koniec, jeśli jednak tak zdecydujesz, życzę powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja wprowadzony w stan zasmucenia Twoją decyzją drogi autorze próbowałem dokonać takiego blogerskiego obrachunku. Zapraszam: http://tatulowe.blog.onet.pl/2013/07/26/motywacja-blogera/

    OdpowiedzUsuń
  23. Absolutnie sie nie zgadzam!!!To jest cos nie tak....Jak to ..Ja przecie dopiero niedawno zaczela zagladac i choc nie zawsze zostawialam slowo to wiernie bylam...Cieszylam sie,ze mam jednego chociaz Faceta,do ktorego moge zagladnac i o seksie poczytac w kulturalny sposob napisanym...Czasem uchyliles "zaslone duszy" i miedzy wierszami poczytac mozna bylo o ciekawej osobowosci - twojej.
    "Powrocisz tu.." jeszcze, masz jeszcze wiele slow do napisania.
    To zaden koniec ! Nie zgadzam sie ! :o)
    Serdecznie pozdrawiam i wiele cieplych mysli sle w twoja strone!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mocno wstrząśnięty (choć nie zmieszany:), przyjmę z pokorą każdą Twoją decyzję, bo to Twoje włości i Ty tu rządzisz, a my przecie jeno gośćmi... Aliści skoroś nas tu jednak w gości prosił, przyjął grzecznie i gawędził z nami, toś widzieć winien, że nie zachodzilim tu dla nudy pustej zabicia, a dla przemyśleń Twoich, które czasem ku facecji, częściej ku refleksyi pobudzały i bynajmniej nie mam ja tego czasu za przetraconego, zatem i Tobie odmawiam prawa do zwania tego mało co wartem... Primo, że nieprawda oczywista i krygowanie się pensjonarki godne, secundo, że to wyborów naszych obraża, bośmy nie dla kurtuazji rzecz tą czynili, a czując takiej widać potrzeby, już to wytchnienie znajdując, już to ku zadumie powód. I jeśli masz Waćpan jakiej choć jeno ku nam krztyny sympatii, nie porzucajże nas! Odmień formuły, jeśli tego potrzebujesz, pisz rzadziej, jeśli czasu nie staje, przecie nie opuszczaj nas! I doceń Waść, że póki co, grzecznie proszę... Póki co, powiadam, jakem Wachmistrz, a niech Vulpian zaświadczy, że trudno mi w zajadłości dorównać, gdy idzie o odchodzących zawracanie...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Antoni,ze jesli to co Wachmistrz tu napisal do serca twego nie trafi , to juz nie bedzie nadzieji zadnej...Z kazdym Jego slowem sie zgadzam, a napisane wybornie zaprawde :o)
      Serdecznosci !

      Usuń
  25. Klik dobry:)

    Miło było, Antoni. I będzie jeszcze - mam taką nadzieję, bo w żadne przepowiednie "końców" nie wierzę, o!

    Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z Twoim blogiem.
    - Widziałaś blog Antoniego? Kapuśniak gotuje!
    - O! Jakiś fajny facet i dobrze piórem włada.
    - A Ty byłaś?
    - Zabawę w limeryki ogłosił!
    ..... Podobne dialogi krążyły @mailami wśród koleżanek...

    Tak i teraz będzie. Wiem, że będzie...
    - Antoni się pojawił! Czytałaś? Napisze koleżanka,która pierwsza zauważy.

    Pewnie, że przeczytam, o!

    Pozdrawiam serdecznie.


    OdpowiedzUsuń
  26. Dziękuję za te wszystkie miłe słowa które padły pod moim adresem w komentarzach. Jest mi bardzo miło chociaż tak jakoś smutno.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawie od roku bywałam u Ciebie regularnie, ale komentarze zostawiałam rzadko. Mieliśmy wspólnych blogowych znajomych /Wachmistrza, Laviolette, Mironqa, Tatula,Vulpiana.../
    Wiem, że decyzja należy tylko do Ciebie. Ale może ją zmienisz?
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twoim najbliższym.








    OdpowiedzUsuń
  28. Antoni milczysz Twoje prawo ,ja tylko chciałam powiedzieć ,że tvp historia powtarza serial Z biegiem lat ,z biegiem dni i tak to jakoś się ZBIEGŁO z Twoim odejściem od nas...Pierwszy odcinek przegapiłam ale 2 i 3 obejrzałam i sprawdziłam że odc 4 i5 będzie na tym kanale w dniach 03 i04 sierpnia o godz 17,05 i 17.00 -pewnie to wiesz ale warto przypomnieć...Ja mam to na dvd ale oglądam bo lubię. Pozdrawiam -Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
  29. Napominam Waszmości, że rzeczy przemyśleć czasu już trochę było... Tandem nie czynże nam Wasze przykrości więcej i wracaj...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  30. To co? Napisz co tam u Ciebie, a nie tak cicho siedzisz!

    OdpowiedzUsuń
  31. miałam dziś taki telefon - Klarka, zrób coś, żeby ten Antoni znów pisał, a może się coś tam u niego stało i dlatego tak siedzi cicho.
    To ja proszę, Antoni, napisz, co u Ciebie, czy już jesteś po żniwach i takie tam. Pozdrawiam, nie gorąco;) poza tym Mrozek dziś wszędzie mile widziany;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja podobnie jak Klarka -mam takie życzenie :odezwij się i daj znak ,że żyjesz ;....Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
  33. Antoni, ach Antoni, nie bądź uparty, jak Panie / i zacni Panowie także/ tak ładnie Cię proszą, przemów żesz wreszcie, już się chyba namilczałeć dosyć? Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
  34. Antoni milczysz Twoje prawo i Twój wybór ...Widzę ,że to nie przelewki-chyba naprawdę masz nas dość albo inne problemy o których nie zawsze chce sie mówić ? ja tak bardzo polubiłam te twoje gorczańskie opowiastki'czyli bajdy' ,że parę chciałam sobie wydrukować . Nie będę rozpowszechniać .To tylko dla mojej i mojego wnuka przyjemności ''bo jak on może dorosnąć'' jak przed Wigilią mu nie przeczytam ''O góralu w zatłuszczonym serdaku'' i innych ciekawostkach -tego nigdzie nie znajdę -więc chociaż pozwól -proszę -ElizaF.

    OdpowiedzUsuń
  35. Skopiowałem sobie ten napis KONIEC. Będzie jak znalazł, gdy ja dojrzeję do decyzji. Wydaje mi się, że coraz bardziej Cię rozumiem Antoni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  36. No, Mości Antoni, będzie tego leniuchowania! Tematów Waści potrzeba to na kusztyczek zapraszam, podrzucę co z brzega, jeno nie każże się Waść prosić!
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Antonii zawsze ceniłam u ludzi, szczególnie płci męskiej konsekwencję ale tym razem odstąpię od swoich upodobań i jeszcze raz poproszę o zmianę decyzji. Przemyśl to jeszcze raz ,albo nie ,nie myśl tylko napisz coś .

    OdpowiedzUsuń
  38. Mości Wachmistrzu ,prędzej spotkamy się przy kuśtyczku -nim Antoni odpowie -zaparł się i tyle...SZKODA !!! -Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ależ bo też Szanowny Antoni nie zna jeszcze mego uporu...:) Przyjdzie zatem po więcej radykalne sięgnąć metody, co nie znaczy iżbym się od kusztyczka wymawiał, Boże Broń:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić blogowego świata bez Twojego bloga i Twoich tekstów.
    Mam nadzieję, że to kryzys, który przechodzą wszyscy blogerzy. Są momenty, że mnie się mojego nawet otworzyć nie chce!
    Ale potem mija trochę czasu, zniechęcenie i znużenie zastępowane jest ponowną ciekawością napisania czegoś i pojawia się ta dręcząca potrzeba zamieszczenia swoich wrażań o wszystkim: o sprzedawczyni w sklepie, o codziennych zmęczeniach i radościach, o różnych takich sprawach, które się mija. Nie zapisane giną. Ich zapisanie pozostawia jakiś ślad w nas i w czytelnikach.
    Uszanuję Twoją decyzję, ale z wielkim żalem bym żegnała Antoniego Relskiego.
    Więc nie napiszę żegnaj, a do zobaczenia :) Tak czy inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  41. No jak to to tak? Nie rób nam tego? Mam nadzieję, że pokażą ten film o blogerach!!!! Wrócisz... wrócisz na pewno....:))))) Od czasu do czasu, ale wrócisz.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ojj, mocno się trzymasz, Antoni, w tej blogowej abstynencji. Za mocno !! Wracaj już !!

    OdpowiedzUsuń
  43. Milczący, bo milczący, ale jednak bloger.
    Życzenia Wszystkiego Najlepszego z okazji przypadającego na 31 sierpnia Dnia Blogera racz przyjąć Antoni. Wiele satysfakcji z pisania w nowym miejscu, pod nowym szyldem lub tylko z czytania tego co piszą inni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  44. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Wczoraj miałem piękny sen/ Naprawdę piękny sen / Victorio moja śniłem że wziąłem z tobą ślub / Słońce nam błogosławiło i księżyc też tam był / Wszystkie gwiazdy nieba / wszystkie gwiazdy bo... / O Victorio moja Victorio / o Victorio ma / Wolności moja ty Victorio / O victorio ma /...solo... / O gdyby tak wszyscy ludzie mogli przeżyć taki jeden dzień / gdy wolność wszystkich wszystkich zbudzi i powie idźcie tańczyć to nie sen / O Victorio moja ty Victorio dlaczego mam cię tylko w snach / wolności moja ty Victorio opanuj w końcu cały świat / O Victorio ma.
    Ta przesmutna piosenka leci właśnie, kiedy przeczytałem twoją ostatnią notkę. Późno nie? Ale cóż mam zatrudnień chmarę na facebooku - założyłem tam fanpage "Opowieści Maku" i zamieszczam co pon., śr., pt. zdjęcia u swoich znajomych, więc dawnym znajomym nie pozostało mi czasu się już zająć. Dzisiaj przez przypadek wszedłem na twojego bloga, bo mi na facebooku odcięli możliwość jakiejkolwiek aktywności na trzy dni za zamieszczenie niestosownego według moderatora zdjęcia, a tu TAKA!!! niespodzianka. No cóż wiem dobrze co to odpływ weny - sam przeżywam go od dobrych dwóch lat - od kiedy napisałem 34 strony mojej najnowszej książki. Mam ja całą w głowie, ale nie chce mmi się jej przelać na klawiaturę. No po prostu nie mogę się zmusić, żeby otworzyć edytor, bo pisze mi się nadal łatwo. Ale nie. Wolę wdawać się w pyskówki na fejsie, niż zabrać się za pisarstwo. Nie wiem czy kiedykolwiek skończę swoją najnowsza książkę...
    Wiec wiem co to jest wyczerpanie weny i rozumiem twój postępek.
    Znajdź mnie na fejsbooku - zostaniemy znajomymi mój adres to:
    ( mirek.konieczny.9@facebook.com ).
    Pozdrawiam Mirek
    Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  45. Jak tam sobie chcesz, choć myślę, że jak odpoczniesz, nabierzesz ochoty, żeby znów postukać, a na razie żadne "żegnaj" - wrzuć czasem oko do mnie. Nie ma tam podsumowań ani poważnych opracowań, komentuję różne przejawy rzeczywistości na bieżąco ot tak stuk stuk ;). Narazicho, jak mawiał mój św. pamięci Cud

    OdpowiedzUsuń
  46. Quo usque tandem abutere, Catilinam, patientia nostra?

    OdpowiedzUsuń
  47. To jest najlepszy tekst Antoniego Relskiego jaki czytałam !! Ale ja dawno tu nie zerkałam... i teraz mam co czytać :)))
    Jabłoń

    OdpowiedzUsuń
  48. Antoni jak myslisz, ze tu nie zagladam to sie mylisz...zagladam i sprawdzam.

    OdpowiedzUsuń
  49. I JA, JAK WACHMISTRZ CZEKAM CIERPLIWIE ... od dawna tu zaglądam

    OdpowiedzUsuń
  50. Ja też...
    Jedna moja blogowa znajoma milczała od maja, ale wróciła i ucieszyła wielu

    OdpowiedzUsuń
  51. Twardy jesteś skurczybyku!

    OdpowiedzUsuń
  52. Ależ, bestyja, zawzięta...:) No cóż, ja nie mniej...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  53. I ja zaglądam.
    A jak się rozeźlę, to... nie wiem, co... :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Mam nadzieję, że jako sprytny człek zrobiłeś sobie przekierowanie komentarzy na maila. Jak nie, to pewnie w końcu zajrzysz. Nie było mnie sporo czasu przy komputerze, więc dopiero teraz wizyta. Czytając Twoją notkę zauważyłem, że miałem podobne odczucia dotyczące blogowania. Pęd za statystykami przeszedł mi na szczęście dość szybko, tzn w momencie kiedy zobaczyłem, jak inni pędzą za tym samym. Dobrze, że nie kolekcjonowałem wpisów "Onet polecił"

    Później, kiedy pisałem już na blogspocie odczułem, że nie muszę pisać pod publikę, choć nigdy tak naprawdę nie zależało mi na tym, żeby się komuś przypodobać. Moje przerwy w blogowaniu, trwające nawet kilka miesięcy jakoś nie odstraszyły ludzi z wirtualnego świata.

    Mimo że nie pisałeś o polityce (ja czasem piszę i aż dziw bierze, że ktoś to nie dość że czyta, to jeszcze komentuje) to myślę, że miałeś podobny problem jak ja. Nie dawałeś ludziom szans na to, żeby się z Tobą nie zgodzili. Może z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej trochę denerwuje, jak wszyscy się z autorem zgadzają. Mam nadzieję, że co jakiś czas coś skrobniesz - to odświeżanie ostatnich wpisów to super rzecz - zauważę. Ale pisz tylko wtedy, kiedy będzie Ci to sprawiać choć trochę przyjemności. :-)

    OdpowiedzUsuń
  55. Och, Antoni, Antoni... Ty przynajmniej umiałeś jednym cięciem zakończyć ten nierówny pojedynek z pisaniem. Mnie już dawno wypaliły się bateryjki, ale nie umiem odciąć całkowicie pępowiny blogowej. A przecież nie pisałam ani tak fajnie jak Ty, ani tak regularnie. Może przez krótki okres (wtedy też miałam niezłe statystyki:))).
    Tak myślę, że może jeszcze zatęsknisz i coś czasem skrobniesz. Może być rzadziej:) A to życie nasze zmienia się, zmienia...pewnie u wszystkich. Co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz.
    Buziaki posyłam***
    (mag)

    OdpowiedzUsuń
  56. Antoni...mam nadzieje, ze gdzies jednak piszesz. Bede szukac.

    OdpowiedzUsuń
  57. 62 głosy (jak dotąd) za tem, byś powrócił, warte są chyba choćby tylko poważnego raz jeszcze rzeczy przemyślenia?
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń