piątek, 13 grudnia 2013

To już dzisiaj

Miło mi zakomunikować, że w dniu wczorajszym czyli w wigilię naszej pierwszej rocznicy zamieszkania na wsi, rozłożyłem ostatni karton. Dwa pudła po bananach drzemały sobie spokojnie w rogu pokoju gościnnego. Wczoraj przed południem, fachowiec który wcześniej robił mi meble do kuchni, zamontował regał z drewnianymi bokami i szklanymi półkami.
Od góry wykorzystałem istniejące podświetlenie w postaci reflektorka halogenowego. Światło przechodzi łatwo przez szklane półki i oświetla nawet tę najniżej położoną. Znalazły na niej miejsce płyty DVD płyty CD oraz albumy ze zdjęciami.
Ponieważ półki nie są równej szerokości ponieważ zostały docięte po skosie, wolne miejsce zajęły bibeloty które ocieplają wygląd tego z pozoru bibliotecznego regału.
Póki co, wrzuciłem na te półki jak leci byle pasowało wielkością, przyjdzie czas na kategorie.
Następnie rozłożyłem kosmetyki w szafkach łazienkowych, które dotarły niejako przy okazji.
W ten sposób zakończyłem wszystkie zaplanowane wcześniej prace adaptacyjne. Teraz pozostaje mi tylko bieżąca fantazja.
Kiedy skończyłem była już 21.00 i razem z Koleżanką Małżonką pozostało nam tylko wypić po małej lampce Metaxy na podsumowanie dnia. I oczywiście po to żeby meble się nie rozeschły.
Na dzisiaj zapowiedzieli się znajomi, na jutro kolejni. Być może więc nie jesteśmy tak całkiem odcięci od świata na tej podkrakowskiej wsi.
Dzisiaj w ramach pracy spotkałem klienta, który okazał się mieszkańcem mojej byłej gorczańskiej wsi. Szybko zgadaliśmy się co? Gdzie? Kto? Komu? i jak?. Jak te baby na targu obgadaliśmy wszystko i wszystkich. Siedzi ta wieś jeszcze we mnie. Mocno siedzi.
Trzynasty grudnia mój prywatny jubileusz, nie jeden zresztą.
Nie jestem przesądny i nie narzekam na pecha związanego z tym dniem czy cyfrą.
Informacja o tym, że jest wojna . mnie w bardzo prywatnej a rzekłbym nawet intymnej sytuacji. Chwilę trwało nim ona do mnie dotarła. Byłem przecież siedem dni przed ślubem cywilnym i czternaście przed kościelnym. Działo się, ale o temu poświęciłem nawet specjalny post gdzieś na początku prowadzenia bloga.
W pierwszą rocznicę wprowadzenia, bezpośrednio po obchodach imienin Łucji w pracy ( bo kiedyś to się świętowało) kupiłem swój pierwszy kolorowy telewizor w komisie. Pomimo imieninowego zmęczenia, wszystko udało się medal a odbiornik radzieckiej produkcji służył mi jeszcze wiele lat.
Paradoksem było to, że miał ponoć amerykański kineskop.
Nie piszę tego wszystkiego by umniejszać rangę pamięci i wspomnień.
Chce tylko zauważyć, że życie toczy się bez względu na czyjeś zakazy i nakazy, Bariery i policyjne godziny. Wobec tego prawa natury jesteśmy śmiesznie malutcy ze swoimi wizjami świata.
Mroczne noce stanu wojennego stały się początkiem życia wielu dzisiejszych trzydziestolatków,
bo jak wspomniałem życie ma głęboko w dupie politykę.

14 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Dokładnie tak. Choć polityka jest nieodłącznym elementem życia, to jednak ono toczy się własnymi drogami. Nawet w czasie wojen światowych ludzie kochają się, biorą śluby, bawią i rodzą dzieci.
    Ja zapamiętałam 13 grudnia, jako dzień, w którym odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ już byliśmy zmęczeni sytuacją w kraju. Może to złe słiowo "ulga", bo to był taki spoecyficzny rodzaj ulgi, zupełnie niepojęty dla tych, którzy nie cierpieli różnych dolegliwości związanych z kompletnym paraliżem życia.

    Gratuluję pomyślnego zakończenia w zagospodarowywaniu zawartości kartonów alurat narocznicę przeprowadzki.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję pomyślnego zakończenia zagospodarowywania zawartości kartonów akurat na rocznicę przeprowadzki.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem! Istnieje (oprócz mnie) jeszcze ktoś, kto na takim luzie traktuje rozpakowywanie kartonów:-)). Życzę wielu miłych komitywek z Koleżanką Małżonką. To mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już taka nasza świecka tradycja.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Vulpian de Noulancourt13.12.2013, 15:59

    Ja byłem w trakcie miesiąca miodowego. A że nie wpadłem na to, żeby od razu po ślubie zmieniać adres zameldowania (miałem na to cały miesiąc), więc w chwili wezwania studentów do powrotu do rodzinnych miejscowości musiałem wsiąść w pociąg i jechać do rodziców. Tam okazało się, że pozwolenie na powrót do żony może mi wystawić tylko Wojenny Komendant Miasta (może się oficjalnie jakoś inaczej nazywał). Zgłosiłem się do miejscowego sztabu / jednostki, a tam jedna wielka panika! Wszyscy pod bronią, nerwowi i w całym tym bałaganie (pewnie sami byli w strachu) trzymali mnie dość długo na korytarzu, zanim dostąpiłem audiencji. To było przykre kilka godzin, bo nie wiedziałem przecież, czy dostanę zezwolenie na powrót do Gdańska (że też tam akurat musiałem studiować i się zakochać), czy, skoro się już sam zgłosiłem i jestem na miejscu, to dostanę umundurowanie i skierują mnie do jednostki, czy innego uwojskowionego lasu.
    Pan Komendant okazał się być zupełnie przyzwoitym człowiekiem, wysłuchał mnie, pokiwał głową i oznajmił, że dostanę oficjalne pozwolenie na przejazd i zameldowanie się u żony. Pamiętam doskonale, że nawet nie zadawał mi żadnych głupich pytań (typu: a jaki jest was stosunek do naszej rzeczywistości?). Pół godziny później wyszedłem z budynku szczęśliwy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. "...życie ma głęboko w dupie politykę." i o to właśnie chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam, że jako pracownicy służby zdrowia mieliśmy przepustki i absolutnie nie zgodziliśmy sie na dłuższe godziny dyżurów, by uniknąć kontroli. Mój kolega z pracy mieszkający w Rynku wychodził o doprawdy dziwnych porach nocnych z psem na spacerek tylko po to, by w razie czego pomachac triumfalnie przepustką przed nosem wroga wolności. i co? I nic! Stało w tym miejscu pełno wojska, policji, zomo i nikt nie chciał wylegitymowac faceta wałęsającego sie po nocy. Znaczy to oczywiście o niekompetencji służb he he.

    OdpowiedzUsuń
  6. szybko się uporałes.... bo my jeszcze w lesie:(

    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w 2010 napisałem na swoim blogu :
    "Pracowałem wtedy w Urzędzie Gminy. Dla administracji wyznaczono obowiązek wdrażania reguł godziny milicyjnej. Pełniliśmy dyżury, wydawaliśmy przepustki dla ludzi, którzy z jakichkolwiek względów musieli wyjeżdżać poza miejsce zamieszkania. Dzisiaj młodzi uśmiechają się na wiadomość o tym, że na zorganizowanie wesela w karnawale należało uzyskiwać zgodę. Zgłoszenie zamiaru zawarcia związku małżeńskiego w USC upoważniało jednocześnie do zakupu obrączek ślubnych i alkoholu na weselne przyjęcie. Każda gmina miała komisarzy wojskowych, którzy nadzorowali działanie wszystkich służb i byli ostatnią wyrocznią władzy. Nawet organizatorzy studniówek w szkołach musieli uzyskiwać zgodę na organizację imprezy, a te były nadzorowane przez patrole żołnierskie. Wiele opowieści o tamtym czasie mogą snuć ludzie, którzy go przeżyli. Różne to będą opowieści, bo ich treść była zależna od miejsca jakie dany człowiek zajmował w strukturze społecznej. Ci ludzie jeszcze żyją i mogą świadczyć o tym, co przeżyli – już bez obawy o to, że za dużo powiedzieli. Czy dajemy im okazję do snucia ich opowieści? Czy młodzi pytają rodziców i dziadków o te sprawy? Czy mógłby się powtórzyć odwieczny u nas model przekazu międzypokoleniowego treści ważnych dla polskości, patriotyzmu i innych wartości, których jako naród nie zatraciliśmy mimo rusyfikacji czy germanizacji w czasie 123-letniej niewoli. Szkoła, jak widać nie zasypie przepaści w zakresie wiedzy o najnowszej historii w jaką wpada młode pokolenie. Może powinny ten obowiązek wziąć na siebie rodziny? Świąteczny czas sprzyja rozmowom. Dlaczego nie pogadać o tych sprawach? Nie tylko wiedza na tym zyska, ale wzmocnią się przy okazji kontakty międzypokoleniowe, które już pora odświeżyć."

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, ale nie jednemu ta właśnie data sporo namieszała w życiorysie, byłam wtedy na pierwszym roku studiów, coś o tym wiem, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Okazuje się, że i Ty i Poeta macie rację: "niech na całym świecie wojna byle nasza wieś spokojna..." Cytat może nie kompletny ale cytuje z pamięci to czego nauczyłam się jeszcze w szkole a więc wiele rocznic temu:))))
    Spokojności i ciepła życzę nieustannie.

    OdpowiedzUsuń