piątek, 20 grudnia 2013

Prawa prawie ekonomiczne

Dzisiaj znowu zapomniałem o ekologii. Pierwszy i trzeci piątek miesiąca to dzień wywożenia śmieci. W trzeci dodatkowo wywożą segregowane odpady. Pamiętałem o tym jeszcze wczoraj, w południe. Zaraz jednak po pracy udałem się na zakupy. Szybko i według listy. Kupiłem wszystko, ale jak znam życie to i w poniedziałek na stole zlegnie spisana maczkiem kartka. Od czterech lat robię wszystkie zakupy do domu, a w dalszym ciągu nie potrafię wyjść z podziwu nad potrzebami zakupowymi kobiet. A wszystko to ponoć niezbędne do domu, a więc i dla mnie.
A ja mam naprawdę niewielkie potrzeby. Jakiś czas temu usłyszałem nawet, że zrobiłem się minimalistą. Nawet się nie obraziłem, nawet nie dyskutowałem.
Czy to mądrość życiowa czy ów minimalizm właśnie? Nie wiem.
Gdybym jeszcze i ja odczuwał jakąś przyjemność w chodzeniu między półkami i w tak zwanym zbieractwie, kasa skończyłaby się już w pierwszy weekend miesiąca. Dobrze, że markety traktuję jak wroga i nic poza listą nie potrafi mnie skusić. Z drugiej strony lepiej mieć znanego sobie wroga niż fałszywego przyjaciela.
Nie wiem co chciałem udowodnić tym ostatnim stwierdzenie?
No może to, że w tym odhumanizowanym środowisku (czytaj markecie) zakupy kosztują mnie zdecydowanie taniej inż w wiejskim sklepiku, gdzie sprzedawca gratis spyta o zdrowie żony.
A rachunek jest bardzo prosty. Zastosuję klasyczny, męski przykład.
Jeżeli za dwa sześciopaki piwa w sklepiku płacę tyle ile za trzy w markecie, to kupuję w markecie.
Raz nawet chciałem w takim markecie powiedzieć kasjerce - dziękuję z żoną wszystko w porządku.
Jej mina z pewnością byłaby bezcenna. Nie będę jednak kpił sobie z osoby, która za gówniane pieniądze przewala przez czytnik tony produktów.
Chciałbym tylko wzajemności i żeby obrońcy polskich osiedlowych sklepików zwolnili mnie z obowiązku deklarowania patriotyzmu w zakupach biorąc również pod uwagę moje gówniane wynagrodzenie.
No to sobie ponarzekałem.
Wracając zaś do tematu segregacji. Kosze i worki zauważyłem u sąsiadów już po wyjeździe na uliczkę. Szybko zawróciłem i wystawiłem swoje śmieci przed bramkę. Zdążyłem związać i zostawić, bo czasem zdarza się, że panowie są zdrowo przed siódmą rano. Dodatkowo ekipy sprawiają wrażenie, że owo wywożenie śmieci jest jakąś formą kary, czy obowiązkiem prac społecznych. A przecież płacę za wywózkę.
Stosując jednak usprawiedliwiająca analogię, dlaczego śmieciarz ma się uśmiechać przy opróżnianiu kubłów gdy pracuje za takie gówniane pieniądze?
Tak to przez przypadek odkryłem prawo braku sympatii, empatii i wielkich dup w których mieści się prawie wszystko.
Pierdzielę mam to w dupie. Za takie pieniądze.
To dlaczego tak samo zachowują się Ci którzy w porównaniu z nami zarabiają całkiem przyzwoite pieniądze?
Tu dochodzi jeszcze tak zwana zasada porównanie. Zawsze można powiedzieć:
- Przecież ja w porównaniu z takim ekonomistą na zachodzie pracuję za jakieś gówniane pieniądze.
Stare prawo mówi, że nie ma tak dużych pieniędzy których nie moglibyśmy wyobrazić sobie na swoim koncie bankowym.
A ja robię sobie wolne na święta i nawet sobie tego nie wyobrażam.
Z tego lenistwa myślowego wyrwał mnie telefon od teściowej. Jednak nie uda mi się wymiksować od tej jazdy po ryby. To już nie jest jej upór, to nie walka. Odkryłem, że to chyba wynika z jej ciekawości.
- Chcę wiedzieć gdzie to jest – powiedziała zaraz na początku
- Ja bez jazdy wiem. To kilka kilometrów od naszego domu, jadąc główną drogą. Po prawej stronie. Ta wiedza zupełnie zabezpiecza moją ciekawość
A potem żeby nie drzeć kotów przed Wigilia powiedziałem, że zrobię to co ustali z moją żoną
- Myśmy już ustaliły – powiedziała
- To po co ten telefon?
A żeby zostało coś z moich przekonań, poinformowałem, że nie wezmę do auta żywych karpi.
Nie wiem czy teściowa pamięta jak lubię być konsekwentny.
A poza tym zaczynają się już życzenia, a w mediach straszenie zakładowymi Wigiliami.
Ponoć po takiej imprezie można się obudzić ze szkłem w tyłku. Wszystko to zaś z powodu dziwnej mody na kserowanie swojej gołej dupy.
Takie pomysły przechodzą z reguły po kilku drinkach. Jak zresztą można odreagować to, że zarabiamy takie gówniane pieniądze.
Dobrze że mój szef nie jest wielbicielem takich imprez. No i nie będę na trzeźwo siadał na zimne szkło. Jakoś po drinku też mi to nigdy nie przyszło do głowy. Byłem za to autorem kilku szalonych pomysłów. Każdy z nich wydał mi się idiotyczny następnego dnia, ale o swoich zarobkach już wspominałem.
W głowie siedzi mi już plan prac na weekend.
Trochę się tego zebrało. I trzeba odwalić żeby potem zasiąść przy wigilijnym stole i na chwilę zapomnieć o bożym świecie.
Do północy bo wtedy pies lub kot wypomną ci, że żarcie kupujesz w markecie i według cen

14 komentarzy:

  1. Vulpian de Noulancourt20.12.2013, 15:30

    Nawet się nie dziwię, że "za te pieniądze" ludzie nie chcą robić nic ponad zakres obowiązków. Jednak to, co w obowiązkach mają zapisane robić powinni bez specjalnych fochów. Gorzej, gdy w obowiązkach stoi jak byk "i spełnianie z uśmiechem wszelkich pomysłów i fanaberii szefa" - wtedy okazuje się, że podpisali cyrograf na bycie entuzjastycznymi niewolnikami.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecny zakres prac ogranicza się w zasadzie do jednego zdania - I inne zlecone przez przełożonego czynności. Inne - słowo worek
      Pozdrawiam
      .

      Usuń
  2. Miało być o ekologii a wyszło o pieniądzach. Oj, Antoni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jaka kosztowna jest ekologia?
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Powiem tak: że nie rozumiem tego powiedzenia - w porównaniu z zachodem ta ja zarabiam gówniane pieniądze. Dlaczego my się ciągle musimy porównywać z zachodem?
    No i przeliczać oczywiście też musowo. A wkurzają mnie politycy informujący ze u nas w Polsce jest tanio bo na zachodzie drogo i ile by musiał kosztować kilogram cukru czy mąki bo tam cena jest 1 funt za kilo cukru u nas musiałby w przeliczeniu kosztować 5 zł. O giełdach zbożowych się nie wypowiadam ciut za mało wiem. :) Ale tamto mnie wkurza. Bo czemu moja emerytura nie jest tak przeliczana hę? Skoro w jedną stronę to i drugą należy przecież czemu tylko w jedną, wiem nie umieją. :)
    Ale byłabym bogata.
    Rybów :) żywych nie kupuję od lat całych już, karpia nie lubię podziwiam w wodzie piękna ryba to i duża. Dorsz będzie, taki jakiś dziwny, zapomniałam już skąd, w rybnym gdzie mają świeże ryby kupiony. Tylko dwa takie sklepy na cale milionowe miasto są i daleko. Ale za to jakie dziwne te ryby mają tam, np. takie co przy dnie pływają i oczko świeci się im i na to oczko mniejsze ryby łapają ale zębiska posiadają - potrójne wprost. :)
    A poważniej, nie przejeść się jakby się kilka miesięcy nie jadło, smacznie i zdrowo by było no i potrawy z sercem robione to i na zdrowie pójdzie.
    Z zakładowych wigilii już szczęśliwie wyrosłam.
    Pozdrawiam ciepło i na cukrzycę sposób napisałam przed świętami zrealizować by makowca móc spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię karpia.
      W święta jadam delikatnie, a jedyny wystawny posiłek do śniadanie w pierwszy dzień świąt. Potem nikt już nie chce obiadu.
      W drugi dzień ciągnie wilka do lasu i jest biały ser, dżem i grzanka.
      Tak po europejsku
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Oj, obniżył się nastrój przedświąteczny. Ale to minie. Wszystko mija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz że to taka depresja przedświąteczna?
      Musi minąć
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ciekawa jestem tej rybnej konsekwencji. O pieniądzach ponoć dżentelmeni nie dyskutują. Ja tam dżentelmenem nie jestem. Nie dyskutuję, bo po prostu one są tak małe, że nie warto:)
    No i zastanawiam się nad cudem śmieciowym. U nas też wywożą o 7 rano. Ponoć na sąsiednich ulicach też o siódmej rano. Wszędzie kubły mają już stać o siódmej rano, bo oni tam o tej godzinie na pewno będą. I ta cudowna 7 rano trwa przez następne 8 godzin.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie będzie oszczędzone zajęcie pt: sprawianie karpia. Żona postanowiła, wzorem innych osób zakupić filety . Brdzie zatem mniej ostro, a chyba równie smakowicie.
    Zarobki? Wiemy, że nigdzie nie ma urawniłowki. Miała być w komunizmie , gdzie każdemu według potrzeb... Na szczęście nie udało się tego wcielić w życie.Chcąc dobrze zarabiać, należy wyzbyć się skrupułów i iść w politykę. Tam dobrze płacą, zwłaszcza eurodeputowanym, a do tego nie wymagają, aby tam przebywać, jak to widać po obecności Kurskiego, Ziobry i paru innych w naszych mediach.
    A o zwierzętach warto pamiętać, bo w Wigilijną noc mogą nam to wypomnieć.
    Pozdrawiam śwątecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzmy więc sobie:
      A więc wszyscy do Europarlamnetu
      Pozdrawiam
      .

      Usuń
  7. Cześć Antoni
    Wczoraj moja Pani cały dzień ciągała mnie po sklepach. Napatrzałem się więc, jak z jakimś niesamowitym ogniem w oczach kobiety napełniały przepastne wózki marketową paszą . A obok nich najczęściej pałętało sie jakieś indywiduum o oczach smutnych i zgaszonych. "Mąż" jak to słowo brzmi beznadziejnie powiedziała kiedyś aktorka w czeskiej komedii. A ja tylko dodałem w myśli wisząc na poręczy wypełnionego po brzegi wózka: Nie tylko mąż, oj nie tylko. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety mnie towarzyszy tylko kartka. Plusem jest to że w ten sposób kupuję tylko z listy
      Pozdrawiam

      Usuń