niedziela, 29 lipca 2012

Orzeł wylądował


Powinien dopisać  dwójkę  do tytułu, ponieważ w zeszłym roku z pewnością tak samo nazwałem post z powitania  ślubnej małżonki, na rodzinnej ziemi.
 Powtórka czy kontynuacja? Sequel jednym słowem.
W sobotę od samego rana  malowałem trawę na zielono, mrucząc pod nosem słynną piosenkę Eugeniusza Bodo – Umówiłem się z nią na dziewiątą. Znając moje poczucie rytmu, była to bardziej melorecytacja. Słowa jednak pamiętam  dokładnie. Bez potrzeby zaciągania od szefa akonta, sporych rozmiarów wazon wypełniony został różami.
Siódma cztery jakaś płyta
Ósma dziewięć ktoś coś czyta
To nie ważne, najważniejsza dziś jest ona…
Mieszkanie na błysk, obiad powitalny  przygotowany, a na balkonie schnie pranie. Pewnie zdążę go zdjąć ze sznurków przed wyjazdem na lotnisko.
Gorąco jest  dzisiaj  okrutnie,  może po to, żeby  żona nie odczuła szoku klimatycznego  po wylądowaniu.
Pierwsza - siódma, trzecia, piąta
Ktoś mi wszystko dziś poplątał…
Lot z przesiadką w Paryżu wymagał ponad sześciu godzin warowania na lotnisku, został więc odrzucony. Jedynym możliwym połączeniem z południa Francji okazała się  trasa Tuluza – Londyn – Kraków. I tylko w Londynie trzeba się było poszwendać po korytarzach poczekalni przez jakieś dwie godziny. To całkiem niedługo, a dodatkowo zawsze można opowiadać, że w czasie Igrzysk Olimpijskich odwiedziło się Londyn.  Trzeba tylko w każdym utrudnieniu widzieć jaśniejsze fragmenty.
Najpierw dostałem  SMS z numerem lotu, a zaraz potem z prośbą o przeliczenie funtów na euro. O ile godzinę przylotu odszukałem natychmiast, przeliczniki wymagały operacji na kalkulatorze.  Oj chyba te dwie godziny, szczęście moje spędza w sklepach bezcłowych.
Jak ten czas powoli leci
Pierwsza druga, w pół do trzeciej
Do tej dobrej  jeszcze tyle, tyle godzin
Gdyby można zrobić czary
Ponapędzać te zegary
By właściwa była już…
Doczekałem się.
Wspólnie z Młodym opuściłem mieszkanie. W zasadzie bez stresu mógłbym się oddać pod ocenę perfekcyjnej pani domu. Pytanie tylko jak wyglądałbym na lotnisku z  otrzymaną nagrodą - kryształową koroną na głowie.
Po drodze dosiadła się babcia. Teściowa nie wyobraża sobie, aby nie powitać swojej pięćdziesięcioletniej córki w kraju.
A ja z czasem stałem się taki koncyliacyjny, Aż się  sobie sam dziwię.
Samolot siadł na płytach balickiego lotniska „on time” i za chwilę w rozsuwanych drzwiach pojawiło się moje Życiowe Szczęście. Opalona do nieprzyzwoitości, odchudzona  i  mocno zadowolona.
Zapakowaliśmy się do auta i pomknęliśmy w drogę powrotną do domu.
A tu jak małe dzieci. Obsiedliśmy  czerwoną walizę dookoła, niczym Indianie ognisko. Chrzęst otwieranego zamka wprowadził nas w świat prezentów.
Foie Gras,  sery  i oliwki,  przywiezione wprost z wiejskiego targu.  Doskonale zgrały się z tymi dobrami moje bułeczki, które dopiero co ostygły i uzupełniały kompozycję stołu. I oczywiście wino. Zresztą tradycyjny winny wieczór z powodu powrotu żony został przeniesiony na sobotę.
Placek ze śliwkami autorstwa teściowej zakończył część oficjalną wieczoru. Najpierw lekko chwiejnym krokiem opuściła nas mamusia, a zaraz potem Młody z dziewczyną  wyszli na imprezę.
Pozostaliśmy sami i w tej atmosferze, aż prosiło się aby otworzyć jeszcze jedną butelkę wina.
W tym momencie zakończę opis oficjalnego powitania żony na polskiej ziemi.
Później dzięki łaskawości rodziny rozpoczęło się powitanie nieoficjalne. Z którego, z wiadomych powodów  nie będę składał relacji.
Całość  udała się  wyśmienicie i bez potknięć.
I dopiero dzisiaj po śniadaniu,  żona  kobiecym zwyczajem, dyskretnie zagląda w kąty mieszkania. Niech zagląda, rządził tu ostatni miesiąc perfekcyjny pan domu.
Mogę to napisać, bo to nie moje słowa. Usłyszałem je  wczoraj od teściowej.
Czy po czymś takim, mógłbym jej  czegoś nie wybaczyć?
- No to Kochanie skończył nam się urlop. Wracamy do normalnego życia.
Okazało się, że jakieś ciuchy zostały we Francji.
 - Masz tu już  swoją stałą  szufladę  - stwierdziła Claire.
A więc punkt zaczepienia do powrotu w przyszłości już jest.

23 komentarze:

  1. Pięknie jest mieć gdzieś w świecie swoją szufladę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tak
      Ja mam w tych Gorcach nawet cała szafę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. i nawet północ ich nie rozdzieli:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. A szarfę odpowiedzialności chociaż dostałeś? ;)
    Wzruszający jest fragment o tym oczekiwaniu na przybycie Twej Pani.
    Szuflada jest dobrym znakiem. Choć i tak nie pamięta się, co tam zostało i bierze nowe rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale sama świadomość, że gdzieś czeka taka szuflada jest miła.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jak Ty się umiesz pięknie witać , tylko wyjeżdżać, a potem wracać. Tęsknota i czekanie także Ci nieźle wychodzi. Pozdrawiam gorąco, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałem ten Twój komentarz żonie. Spójrz ja patrzą na mnie inni.
      Chociaż zwykle autopromocja nie wychodzi mi zbyt dobrze. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nawet nam, doświadczonym Żonom, przydaje się świeże spojrzenie innej kobiety , bo człowiek to szybko przyzwyczaja się do dobrego i czasami, przez zwykłe roztargnienie, zapomina docenić i pochwalić. A może wraz z upływem lat, stajemy się bardziej wymagające i ciągle udoskonalamy to, co już jest niemal doskonałe. Pozdrawiam , Hanula

      Usuń
  5. Jako romantyczce spodobał mi sie zwrot "Życiowe szczęście":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z perspektywy wspólnych lat.....
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni. Zazdroszczę Ci tych serów prosto z targu. Kiedy moja córka z zięciem pracowali we Francji jadałem od czasu do czasu te smakowitości. Tylko w samolocie musiały być hermetycznie zapakowane, aby nie drażnić powonienia profanów. Pozdrawiam i smacznego. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre sery były rzeczywiście zapakowane hermetycznie. I chyba dobrze.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Warto wyjechać żeby być tak witaną:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje niebezpieczeństwo że jak coś jest zbyt często to może przechodzić w normę.Dobrze więc że te bilety takie drogie. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Klik dobry:)
    Ciekawe, czy wielu panów tak wita żony, jak Ty Antoni. Przeważnie słyszę, że po powrocie do domu panie nie mają nawet ani jednego czystego naczynka, żeby się napić herbaty.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to nie dopuścić do tak zwanego pierwszego bałaganu.Potem jakoś idzie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Czyli, że oboje zadowoleni. Pozdrowienia dla szanownej małżonki.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie. Pan Mąż idealny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam idealny.
      Taki tam sobie facet po pięćdziesiątce.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. ...mąż idealny, żona idealna...jakież to niedzisiejsze na dzisiejsze czasy. No i tak ładnie dzielisz się swoim szczęściem...aż żal...ściska :) Pozdrawiam, tym razem was oboje-Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję a pozdrowienia już przekazałem.
      POzdrawiamy

      Usuń