czwartek, 19 lipca 2012

Modnie czy swobodnie?

Zawsze miałem inaczej ustawione priorytety. Początkowo w tym przestawianiu mieli swój udział starzy, a potem to już poszło. Pamiętam przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Zapanowała moda na kanadyjki. Wygodne ortalionowe kurtki ze ściągaczami przy rękawach i zamiast kołnierzyka. Z przodu zasuwana na suwak. Nie można było bez takiej kanadyjki uczestniczyć w młodzieżowych imprezach kulturalnych, a nawet w tych indywidualnych. Dziewczyny znały się na modzie od zawsze.
Potrzebę zmian zauważył i mój ojciec, biorąc mnie na zakupy.
Oczywiście kanadyjki mi nie kupił, ale wróciłem do domu z płaszczem ortalionowym. Zbyt dużym, zbyt szerokim, który dla fasonu należało przewiązać paskiem. Nie było wtedy w zwyczaju sprzeciwiać się rodzicielom, szczególnie wtedy, gdy wydawali na człowieka kasę.
Płaszcz ortalionowy był kiedyś, gdy kupowało się go tylko we Włoszech symbolem elegancji. Potem dla ojca czas jakby się zatrzymał. I nagle zobaczył je na wystawie. Krajowa elegancja za przyzwoite polskie pieniądze.
W płaszczu byłem ze dwa razy. Stanowiąc obiekt kpin kanadyjkarzy, starałem się tłumaczyć w domu, że dla bieżącej pogody płaszcz jest zupełnie nieprzydatny.
Otrzymywałem również praktyczne, a nie modne swetry, spodnie o rozsądnej szerokości nogawki, rozsądne buty i czapkę dla której warto było odmrozić uszy, byle tylko nie wystawić się na żarty rówieśników. Pozostało traktować modę z przymrużeniem oka. Puszczałem je, tłumacząc gdzie tę modę mam.
Fakt, że w niedługim czasie pojawienie się kanadyjce było tak zwanym wieśniactwem, ale mój jesienny płaszcz w jodełkę wcale nie prezentował się lepiej.
Puszczanie perskiego oka weszło mi w krew, z czasem ten dystans wobec mody stał się sposobem na życie.
Z czasem dopracowałem się własnego stylu, który stanowił: T-shirt, jeansy, koniecznie w kolorze indygo i osławiona już w kilku postach amerykańska kurtka wojskowa.
Czasem tylko, szczególnie kiedy modą stało się zatrudnianie w sklepach ochroniarzy, czułem się trochę gorzej. Taki gość ze słuchawką w uchu, usiłował wszelkimi sposobami dojrzeć czy przypadkiem nie wynoszę czegoś w tych przepastnych, militarnych kieszeniach.
Mój styl - to śmieszne określenie. Ot po prostu kwestia priorytetów. Walczę se sobą na widok funkcjonalnej wiertarki, szlifierki kątowej czy chromowanego kompletu kluczy nasadowych. To w czym będę kręcić tymi kluczami ma drugorzędne znaczenie.
Poza tym, na mojej wsi najlepiej sprawdzają się robocze drelichy.
Od czasu do czasu tylko, gdy wybieram się na jakieś ważne spotkanie, przesuwam drzwi od szafy i szukam czegoś czego i tak nie znajdę. Ba wiem o tym przed przesunięciem drzwi. Nie narzekam tylko według damskiej maniery, że nie mam co na siebie włożyć.
O proszę, udało mi się. Zamiast moda użyłem słowa maniera.
Rozumiem, że nie wszędzie można iść w spranych jeansach i T-shircie z nadrukiem.
A ja lubię te z nadrukiem, stanowią 90% moich koszulek.
Może dlatego nie jestem celebrytą? Ze względu na niechęć do podążania za modą.
Modą. A co to w ogóle jest, poza techniką popularyzacji anoreksji?
Kiedy zajrzałem do Wikipedii, w mig zrozumiałem skąd ta niechęć.
Moda – to w potocznym rozumieniu potrzeba naśladowania innych, aby się identyfikować z nimi. Ta psychiczna potrzeba najdobitniej jest widoczna w ubiorze.
Od dawna nie mam potrzeby naśladowania kogoś, tylko po to, aby się z nim identyfikować. W sferze spodni i butów oczywiście.
Jeżeli ktoś chce być ze mną we wspólnym kręgu zaufania, niechaj szanuje moją inność. Tak jak ja szanuję jego. Jeżeli nie to wolna droga.
Być może jest to jeden z powodów dla którego w swoim telefonie mam jeszcze sporo wolnego miejsca.
Może to są te koszty bycia sobą?
Oczywiście wiem, że definicja mody nie zamyka się na obszarpanych spodniach projektu Tomasza Jacykowa, ale obejmuje wszystkie dziedziny sztuki.
I tak, z początkiem lat siedemdziesiątych nie do kupienia był Ulysses, bo modnie było go mieć w domowej biblioteczce.
Z powodu mody na muzykę, dzwonek telefoniczny z melodią Gotie, wywołuje u mnie dreszcze. A lubiłem go nim stał się modny.
Żeby jednak być na bieżąco z modnymi trendami, trzeba bywać na wernisażach, pokazach, otwarciach. Aby bywać trzeba być modnie ubranym, a aby wywołać dyskusję na temat swojego wyglądu nie wystarczy już brak majtek pod prześwitująca suknią.
Współczuję niewolnikom mody. Tak łatwo jest z pozycji hit spaść do pozycji ubraniowy kicz. Szczególnie gdy tak dużo drogowskazów sprzecznych ze sobą.
Całkiem niedawno widziałem dwa podobne zdjęcia Magdy Gesler. Fotki jakich setki, zrobione na jakimś otwarciu.
Praktycznie to te same zdjęcia i dwie skrajnie różne opinie do tego.
A może w tej modzie chodzi o to, żeby mówili. Nie ważne jak ale żeby mówili.
To wychodzi na to, że ja też jestem modny.
Moja żona mówi do mnie w kółko, ten sam tekst.
- Musisz sobie koniecznie kupić coś do ubrania. Nie spędzisz całego życia w T-shircie i jeansach.
- Wychodzi na to, że dwie trzecie mojego życia świetnie mi się to udaje. Poza tym na ślubie syna wystąpiłem w garniturze.
Może nie był modny, ale za to idealnie dopasowany. Sam patrząc na swoje zdjęcia z tej uroczystości, powtarzam:
- Spójrz jak na mnie leży, jak żaden do tej pory.
Humor psuje mi tylko spostrzeżenie, że to być może z powodu tego, że uległem modzie na odchudzanie.
Niech tam. Nie jestem taki ortodoksyjny. 
 

14 komentarzy:

  1. Istny hipster ;-) Jak już coś modne to z ironiczną nutą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipster, nawet ta skłonność do muzyki rockowej.
      Pozdrowienia

      Usuń
  2. a nie dla zdrowia się odchudzasz? A palnę gafę jak zapytam - czy jesteś gadżeciarzem? Mam na myśli modny zegarek, telefon, telewizor, samochód itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odchudziłem się dla zdrowia, ale teraz i na zdrowie panuje moda.
      Mam stary samochód, zegarek który jest prezentem od żony na pięćdzieiątkę, bardziej solidny niż modny, telefon służbowy a telewizor tradycyjny. Bo nic mi złego nie uczynił abym go musiał wymieniać na plazmę. Wychodzi z tego że w poscie napisałem prawdę. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Zawsze można nałożyć koszulkę z nadrukiem na plecach i nie zdejmowac marynarki :D Masz co lubisz, w czym czujesz się dobrze, a jednocześnie nie łamiesz norm :D

    Trudne jest zderzenie praktycyzmu dorosłości z dziecięco-młodzieżową potrzebą przynależności grupowej. Dorosły zapomina, że też miał swoje marzenia lub próbuje je po latach przełożyć na swe dzieci, podczas gdy one oczekują czegoś całkiem innego... I nie kazde dziecko ma tyle siły wewnętrznej, by inni uwierzyli, że ma swój styl, a nie zbyt biednych rodziców ;)

    Umiejętność takiego korzystania z mody, by nie być szablonowym i także zbyt szybko nie kończyć sezonu - jest cenna lecz niestety nieczęsta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kilka procent t-shirtów jest bez nadruku, komponują się z marynarką
      I tak też bywam.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Wczoraj przeszłam sobie ulicami mojej Wsi Nadmorskiej. Tłum był różnokolorowy. Doszłam do wniosku , że jestem okropnie niemodna. I jakoś mi z tym nienajgorzej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś chciała być trendy, to odstępstwo od modnego tłumu było by bolesne. A tak jest spoko
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Lubię ubierać się modnie, tzn. wygodnie i odpowiednio do sytuacji. Udało mi się wypracować własny styl, a właściwie dwa, domowy i pracowy. Nie mogę do pracy ubierać się na sportowo, a właściwie czemu nie, mogę , ale znacznie pewniej czuję się niejako na galowo.Nie lubię , gdy jakaś pani ma taką samą rzecz co ja, staram się unikać takich sytuacji. / A co jeśli się okaże ,że będzie we wdzianku wyglądać lepiej ode mnie? Wtedy będę je musiała szybciutko zdjąć./ A może koszula, taka bez kołnierzyka, do tej Twojej nieśmiertelnej bluzy. Co? Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszulka na stójce?
      Mam taką
      Pozdrowienia

      Usuń
    2. A nie miałeś w Swojej karierze modowej okresu ramoneski? Hanula

      Usuń
    3. Nie miałem, ale zrealizowałem marzenie młodości, kupując ją starszemu synowi. Dalej chodzi w niej, chociaż już jest mocno sfatygowana

      Usuń
  6. Ja sie tam ubieram w byle co i wali mi to co o mnie pomyślą inni.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewne zasady jednak obowiązują.Nie jestem taki do końca wyluzowany
      Pozdrawiam

      Usuń