niedziela, 10 listopada 2013

Pomysł na urodziny



Przygotowujemy się do Narodowego Święta,  próbując zmienić nasze nastawienie do sposobu jego obchodzenia.  Jak by nie było to są  kolejne swoiste urodziny naszej ojczyzny. Dziś już nikt dzięki bogu nie każe za tę ojczyznę umierać, a dzisiejszy patriotyzm bliższy jest mi do tego o czym śpiewa Maria Peszek. W końcu uczciwość wobec własnego kraju to także bardzo pożądana cecha. Poza tym mam mało zaufania do tych co krzyczą najgłośniej i to bez względu na polityczną stronę. Z zazdrością patrzę na przyjaciół Francuzów i ich festyny, ale o tym już chyba pisałem. Świąt radosnych, świąt oczekiwanych tak jak oczekuje się urodzin przyjaciela. Świąt bez zadęcia, patetycznego łopotu sztandarów  i  równie poważnego marszu,  jakby z manifestacji trzeba było od razu obstawiać barykady.  Leszek Wójtowicz śpiewał kiedyś w innych warunkach
 Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach ….
 A więc  bawmy się, radujmy świętem. Lansowany jest dzień jedzenia polskiej gęsi.  Tylko skąd pewność, że złożona w worku foliowym gęś nie jest tanią chińską podróbką, a naprawdę  pochodzi Polski?  Był taki dowcip o sprawdzaniu pochodzenia drobiu, skąd jednak wziąć fachowca? Żeby święto się udało, gęś powinna być biało - czerwona. Pomimo upływu lat i zmiany klimatu, daleko nam jeszcze do gęsi zielonej. A może napisać to inaczej, pomimo upływu lat i zmiany klimatu nie wyrośliśmy jeszcze z gęsi zielonej. Tutaj informacja dla rozkojarzonych. Nie idzie mi o stan świeżości drobiu ale o jego odmianę, o tak zwaną gęś kabaretową.
Ponieważ mam wprost genetyczną skłonność do zachowań paralelnych, dopisuję poniżej ciąg dalszy ryzykując odsądzenia od czci wiary i patriotyzmu.  
Kiedy my tak śledzimy najbardziej topowe przepisy na smalec z gęsiego kupra, jakoś uciekło nam to, że na świecie obchodziło się właśnie dzień, jak się okazuje równie mocna związany z jedzeniem.  9 listopada  – „Światowy dzień gry wstępnej”  Można, a nawet wypada zaraz  zapytać, co ma piernik do wiatraka?
Po lekturze takiej Konopielki wiemy, że gra wstępna ograniczała się do działań polegających na zrobieniu sobie miejsca  pod pierzyną, gdy w chałupie wszyscy spali na kupę w jednym łóżku.
„Nogami rozgrzebawszy dzieciska  zacząłem to swoje mężowskie w te i nazad”
Są i inne wspomnienia znaczone cytatami.
Pieszczota słowna w stylu -  No Mamuśka zaczynamy
W grę wchodzi również striptiz - ściągnięcie skarpetek, lub w przypadku Atrakcyjnego Kazimierza -  beretu.
No i do tej pory wystarczyło.
Teraz  czytam na „jego stronie” że najważniejsze jest jedzenie. Ponoć jedzenie jest największym afrodyzjakiem.
Żarcie w łóżku? Przecież okruszki na prześcieradle tak drapią dupsko, że trudno skoncentrować się na czymś innym.
Co prawda były światłe przykłady jak w filmie 9 i 1/2 tygodnia. Te sceny z miodem, kto nie pamięta?
 Ponoć po wejściu tego filmu do kin, sklepy spożywcze odnotowały zwiększony popyt na ten pszczeli produkt. Każdy kto ma swoje lata   pamięta jednak, że w PRL-u nie było łatwo, nawet z miodem.  Nasi rodacy używali więc miodu sztucznego czyli udawanego . Czy w zamian mieli prawo liczyć na coś więcej niż tylko udawany orgazm?
Miód to taniocha w dobie wspomnianych wyżej  tanich chińskich podróbek.
Czekolada, szampan, kawior... Istnieją dziesiątki afrodyzjaków, którymi możesz zaskoczyć swoją partnerkę. Dodatkowo:  kozie mleko, owoce morza, morele zmiksowane z mleczkiem pszczelim, miód...
I zasmażka - wypadałoby  dodać  za  kabaretem OTTO ( kto jeszcze pamięta?)
Tu aż prosi się jeszcze jeden cytat tym razem z filmu Kingsajz.  Szyszkownik  Kilkujadek miał zwyczaj mówić -  Popowiększali się i w dupach się poprzewracało. Za dobry byłem!



18 komentarzy:

  1. Sztuczny miód i wyroby czekoladopodobne, pamiętam z dzieciństwa, no i teraz trudno sie dziwić,że wszystko udawane jest...A życie , to jedna wielka chińska podróbka , na dodatek. Jak zerkniemy do kalendarza, nie ma dnie bez świętowanie, codziennie jakieś święto przypada, i fajnie, bo życie bez świętowanie, to nudne by było i monotonne./ Wyobraźmy sobie codziennie Dzień Kobiet/ A tak, jednego dnie dzień bez papierosa, kolejny dzień bez wylgaryzmów, dzień gry wstępnej, przed, po itd. Fajnie jest i ciekawie, Bylebyśmy tylko zdrowi byli . Pozdrawiam świątecznie, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli jest dzień bez wulgaryzmów i dzień bez papierosa to konsekwentnie powinie być dzień bez gry wstępnej. Tak na logikę Nie?
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. O ile bez wulgaryzmów i popierosa mogę się obejść, to bez wstępu już nie, bo po nim jest szansa na rozwinięcie i zakończenie, ot! taka tam poprawna kompozycja:) a i jeszcze należy pamiętać o zachowaniu proporcji, nie za krótki wstęp, rozbudowane rozwinięcie i konieczne zakończenie, może być zaskakujące i z polotem. Hanula

      Usuń
  2. I rurociag z kremem, a na to wszystko zasmazka :) oj pamietam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A potem jeden odszedł i sypnęło się.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Taaa, problem rozległy i wcale nie taki jednoznaczny. W ubiegłym roku dałam upust uczuciom 'patriotycznym' na blogu oświadczajac, ze najbardziej cieszą mnie zadymy 11 listopada. Czemu? Bo cos sie dzieje dynamicznego, bo ludnosć pokazuje, że o coś jej chodzi, bo halas, rwetes, niezgoda oraz zgoda, ale uczuciowość duża, grzmi i bulgocze. Natomiast klejenie kotylionów, cudowne uśmiechy prezydentostwa, propaganda telewizyjna, słodycz przesłodzona przypomina mi 'radosne' zwyczaje PRL. Dziś tak naprawde te bójki uliczne mają jakieś znaczenie, reszta 'patriotycznych' zachowań to nudy, bo nie da się byc radosnym na rozkaz ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie same marsze, ale uczestnicy i głoszone hasła wywołują u mnie niepokój.
      A kotyliony to się lepiło i pod zaborami.
      Oczywiście wiem to z opowiadań
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. No w tem sęk, że na rozkaz się nie da, co tylko dowodzi, że tego nie mamy w sercu, czyli nie było i w głowie... A szkoda, bo naprawdę nie mamy poczucia wyjątkowości chwili w dziejach naszych zgoła niezwykłej, że od paru dziesiątków lat nie musimy o Najjaśniejszą stawać zbrojno... Drugiego tak długiego okresu nibyż formalnie możnaby za Sasów znaleźć, ale cóż to był za pokój i jakaż to niepodległość? Prawdę prawią ci, co mówią, że jak co za łatwo przychodzi (nam, nie pradziadom naszym!) to się tego waży lekce...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mądrość spod pióra Twojego płynie. Nie cenimy tego co nam dane.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Święta racja, tylko czemu nie mamy tego w sercu? Ano nie pielęgnowaliśmy w pamięci i nie tłumaczylismy dziatkom. Teraz dziecię trzydziestoletnie zapytane o sens świętowania powie: bo teraz możemy robić, co chcemy, myślec, co chcemy i jeździć, gdzie chcemy...

      Usuń
  5. Dobre! - fajnie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dziś będę radować si e niepodległością pacyfistycznie, i uchowaj mnie Boże przed włączeniem telewizora! Narobiłes mi apetytu tymi gęsiami, idę zjeść śniadanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też unikam jak ognia programów informacyjnych. A że marsze przeniesiono do Krakowa również spacerów po centrum
      A poza tym niech się święci...
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Klik dobry:)
    Nie lubię żadnych świąt, które przedłużają weekend. Za dużo się wtedy wali... i trudno o radość. A i często emerytury nie ma na czas, np. na początku maja czy listopada.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nie pomyślałem, bo mam jeszcze kilka lat czasu do emerytury.Ale to też ważne, a może i bardzo ważne.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. A tu pospolitość skrzeczy....
    I trudno radować się Niepodległością gdy jest tak jak jest....
    Jako mieszkanka stolicy nosa bałam się wczoraj z domu wychylić.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak oglądałem wczorajsze relacje to serdecznie współczułem mieszkańcom Warszawy
      Pozdrawiam

      Usuń