czwartek, 6 września 2012

Wykorzystam swój czas na gderanie

Gdzie się podziały tamte prywatki niezapomniane
Elvis, Sedaca, Speedy Gonzales albo Diana

Nie, To nie tylko rzężenie starego pryka, któremu nic nie pasuje u dzisiejszej młodzieży
To jest jak krzyk rozpaczy – Co się dzieje?
Wiadomo muzyka ewoluuje, choć ponoć zapisano już wszystkie kombinacje nut jakie mogą przypominać muzykę i rodzi się problem. Dlatego rozpoczęła się bitwa nie na dźwięki a na sound wofeery. Dla niezorientowanych, to takie głośniki które dają najniższe tony.
Dla mnie sound wofeer to rzeczywiście trochę jak wynalazek szatana. Powoduje drżenie podłogi i ścian a jego dźwięk dochodzący z sąsiedniego pokoju, napawa mnie przekonaniem, że ten gmach runie za chwilę. Pojawiły się już pierwsze sejsmiczne wstrząsy.
Bez niego zaś potrafię cieszyć się każdą muzyką, dubstepu nie wyłączając. Chociaż to właśnie on na tych niskich dźwiękach się opiera.
Nie każdy jednak pielęgnuje w sobie nerwicę połączona z klaustrofobią, dlatego z bólem, ale i tę skłonność ludzką staram się przynajmniej zrozumieć.
W końcu to jednak już nie moja bajka, o czym przekonałem się po pewnej służbowej kolacji. Wylądowaliśmy na sam koniec imprezy w jakimś lokalu, który niefachowo nazwałbym dyskoteką.
Muzyka wypełniała całe wnętrze. Była tak gęsta, że z trudnością przebijało się przez nią światło stroboskopu. Migające światła i ścielące się po po parkiecie kolorowe wzorki, wywoływały u mnie zawroty głowy. Traciłem tez poczucie równowagi. Jak na jachcie w pełnych szkwale, czułem początki morskiej choroby.
Poza tym, przy bawiącym się wokół tłumie młodych ludzi wyglądaliśmy raczej żałośnie. A zdradzały nas dodatkowo garnitury.
- Ja chyba nie z tej bajki - powiedziałem rozglądając się wokół.
Z ulgą opuściłem imprezę w towarzystwie paru innych „garniaków” 
 
Pod paltem wino a w ręku kwiaty wieczór, Bambino i Ty
Same przeboje Czerwonych Gitar tak bardzo chciało się żyć

Jestem młodszy niż te wspominki. Ja używałem nie Bambino a Fonomastera z porządną igłą
i płyt przywiezionych z zachodu.
I kiedy przytulony do dziewczyny, kiwałem się w rytm melodii Santany, rzeczywiście chciałem by ta muzyka nigdy się nie kończyła. Jak nie lubi tańczyć.
Wino rzeczywiście przynosiliśmy ukryte. Bo jakże to? Przecież socjalistyczna młodzież nie pije.
Zaręczam, że piła, paliła i uprawiała seks, nawet na prywatkach. Nie byliśmy aniołami.
To co nas wyróżniało, to była dyskrecja.
Teraz pod kurtką targa się telefon komórkowy. Każdy z modeli zawiera już funkcję nagrywania.
Zawsze można spoić kolegę, a kiedy zmęczony zaśnie, sfotografować w zainscenizowanej sytuacji.
Następnego dnia ze zdjęciem zapoznają się wszyscy znajomi na Facebooku, a jeżeli spity gość był przypadkiem sławny, ma zapewnione miejsce na pierwszej stronie tabloidów.
O co chodzi?
Szanowni Państwo, ale o co chodzi?
O ile koledze z sąsiedniej ławki, łamie się życie dla tak zwanych jaj, osobom publicznym dla pieniędzy. Ponoć sporych. Nie wiem, nigdy nie próbowałem i z pewnością nie spróbuję.
Kwoty jakie jednak gotowe są zapłacić redakcje brukowców, muszą być znaczne, bowiem przełamują wszelkie opory. Nie chce mi się bowiem wierzyć, że ktoś kto filmuje i sprzedaje, takich oporów nie posiada.
A może ja po prostu zbyt wierzę w ludzi?
Z drugiej strony, musi być zapotrzebowanie na tego typu atrakcje, skoro pisma gotowe są płacić odszkodowania sądowe a i tak wychodzą na swoje.
Może chodzi tu o to, że oglądając zalanego aktora, taki pijaczek z socjalnego baraku myśli sobie:
- On nie jest wcale lepszy, albo, ja wcale nie jestem taki zły. Gość ma tylko lepszą fuchę.
Nie jest to wyłącznie nasz, krajowy problem. O tym że jest to problem globalny boleśnie przekonał się młody angielski książę.
Komuś nie wystarczył sam prestiż uczestnictwa w elitarnej imprezie.
Tamte prywatki...
Kiedy Młody wrócił z jakieś sylwestrowej prywatki, stwierdził z rozbrajającą szczerością:
- Zawsze uważałem, że prywatek się nie organizuje u siebie. Na prywatki się chodzi. Po ostatniej imprezie bardzo się w tym przekonaniu umocniłem.
Do sprzątania mieszkania i klatki koleś zatrudni chyba MPO.
Kiedyś zbiorowym wysiłkiem starano się zachować strukturę mieszkania w niepogorszonym stanie.
Wiadomo, że wtedy można było liczyć na powtórkę. Teraz domówka jest wydarzeniem ekstremalnym rzadko artystycznym, nie rzadko jednorazowym. Bo jak mówią - śmierć frajerom.
Osobny temat to ta dziwna skłonność do nagrywania chwil intymności na telefon. Po co komu ta dokumentacja w związku. To takie proszenie się o kłopoty.
Bo to telefon zginie, wyśłe gdzieś „sam z siebie”, albo co.
Zaraz po zerwaniu można go opublikować w internecie. Bezpłatnie i beztrosko na zasadzie bezinteresownej złośliwości. Stało się to już jakimś niepisanym zwyczajem.
Teraz zgodna na nagranie wspólnego seksu, jest formą dania dowodu miłości.
Seks już dawno przestał być takim dowodem, od czasu gdy stał się lekiem na całe zło, oraz zwykłą poprawę samopoczucia.
Gdyby jakimś przypadkiem tekst ten przeczytał współczesny młodzieniec, powie, że to takie starcze narzekania faceta, który ma życie za sobą.
A przecież jako autor tego tekstu nie uważam, że mój czas już minął.
Niczym wilk z popularnej rosyjskiej kreskówki gotów jestem zakrzyczeć
- Ja Wam jeszcze pokażę.
Staję natomiast w obronie, elegancji i dyskrecji. Kiedyś te właśnie cechy określały gentlemana.
Kto to jest gentleman?
To taki facet, który potrafi opisać kobietę beż używania rąk.

19 komentarzy:

  1. Teraz wszystko jest na sprzedaż, ale po co ??
    Milionów się na tym nie zarobi, rachunków nie wyrówna...
    A młodzi ,
    kiedy lat im przybędzie
    będą zastanawiać po co to było i na co :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie że raz wrzucone do sieci nigdy nie ginie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ooooo, to też mają problem :-)))

      Usuń
  2. http://www.youtube.com/watch?v=QCjdPGm8mG0 - musiałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami człowiek musi, inaczej się zakrztusi - Tak śpiewaj Jerzy Stuhr.
      Słuchałem tego dzisiaj,nie odmówiłem tej przyjemności.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. to prawda, że w dobie telefonów komórkowych z funkcją filmowania i korzystania z dyktafonu życie zostaje odarte bardzo brutalnie z intymności. Ja już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tzw. celebrytami, którzy za jakąś kasę wpuszczają paparazzich w swoje życie rodzinne i intymne. Nasuwa się tu pytanie - w imię sławy, pieniędzy, bycia ciągle na ustach prasy. A już umieszczanie takich filmików czy zdjęć w imię złośliwości do drugiej osoby to podstawa do wizyty u specjalisty wiadomo jakiego. Z techniką jak widać nie ma żartów. Obecnie młodzi ludzie nie widzą w tym nic złego, czy aby napewno? Albo ja jestem stary ramol i nie idę z postępem?
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Władza jak i popularność jest narkotykiem. Czasem trudno zrozumieć uzależnionych.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć Antoni. Całkowicie sie z tobą zgadzam w sprawie tych sound wofeer'ów, ale. Właśnie ale. Był rok 1972. Wróciłem własnie ze szkoły. Dom(jednorodzinny) był pusty, rodzice nie wrócili jeszcze z pracy, a bracia ze szkoły. Cudownie, pomyślałem. Nie ściągając nawet butów pobiegłem do pokoju i przekręciłem chromowaną gałkę szpulowego ZK-120T. Całe 4 waty mocy. Przysunałem głowę do głośnika i popadłem w ekstazę; z głosnika poleciało /Eleanor Rigby picks up the rice in the church where a wedding has been—Lives in a dream/. Zauroczony nie dosłyszałem że ktoś wszedł do pokoju. Ocknąłem się kiedy mój dobry i wyrozumiały zazwyczaj tatuś krzyczał: wyłącz tych wyjców bo mnie chyba szlag trafi, łeb pęka od tego wrzasku. A to były tylko 4 waty i głośniczek ledwo co odtwarzający dźwięki poniżej 60 Hz. I dlaczego wyjce. Pozdrawiam melancholijnie. JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie i te barbarzyńskie fryzury które nie pasowały naszym rodzicom.
      A teraz i to szanowana klasyka a ostatni z wielkiej czwórki dumnie nosi tytuł sir
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. W liceum pewnego dnia rano przyszliśmy do szkoły i na korytarzach porozklejane były screeny z filmiku nakręconego przez dwoje naszych uczniów. Na filmiku owym dziewczyna świadczyła usługi oralne chłopakowi. Cała szkoła widziała, a jeszcze tego samego dnia również inne szkoły, rozniosło się. Afera z wzywaniem rodziców, dziewczynę przenieśli do innego LO, co z chłopakiem nie wiem, ale zniknął z korytarza, więc pewnie też zmienił szkołę, podobno go zawiesili. Jego tłumaczenie opierało się o to, że był winien pieniądze dwóm kolegom z klasy, więc oni zabrali mu telefon, no a tam znaleźli nagranie i je rozpowszechnili. Tydzień później to samo stało się w sąsiedniej szkole. Co więcej, media donosiły wówczas (a było to ładne pare lat temu) o dziewczynce, która zmuszona do rozebrania się w szatni przy wszystkich do naga, popełniła samobójstwo, o innej, która była wyszydzana z podtekstem erotycznym i również nie zniosła takiego brzemienia społecznego ucisku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, codziennie prasa donosi o ludzkich tragediach, a chętnych do filmowej kariery nie brakuje.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Wszystkie bardzo mądre, nowoczesne, urządzenia są wspaniałe w rękach odpowiedzialnych i mądrych ludzi. Jak kretyn dorwie się do nowoczesnej techniki to nic dobrego z tego nie wyniknie.Nigdy.
    Celebryci sprzedający swoje "pijane" zdjęcia tak zarabiają na życie w luksusach. Czytelnicy brukowców są wielkimi sponsorami.

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie i w technice najważniejszy jest człowiek.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Klik dobry:)

    A ja tu dzisiaj urodzinowo - jubileuszowo z opóźnionymi życzeniami dalszej satysfakcji z blogowania. Na tort nie mogłam się załapać, ale blogowi i Autorowi życzę jak najlepiej.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ważne że późno ważne że szczerze.
    Dziękuję i pozdrawiam. W końcu nasza znajomość datuje się prawie od początku mojego blogowania

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również nie załapałam się na tort, ale życzenia jak najserdeczniejsze przesyłam!!!
    Co do prywatek i ich obecnego klimatu w zasadzie w całości dołączam się do Twojego zdania, choć nie byłam już młodzieżą socjalistyczną.
    Nam się jeszcze chciało i potańczyć, a czasem nawet pograć na gitarze i pośpiewać!
    Teraz są inne rozrywki, w tym te opisane przez Ciebie, czyli m. in. robienie sobie jaj z kolegów/osób znanych i zamieszczanie ich zdjęć i filmików w necie, ale żadnej z nich jakoś nie było mi wtedy brak!
    Jak dla mnie to żenujący brak pomysłu na zabawę, zamiast tego łamane są tylko coraz to kolejne bariery intymności.
    To jest po prostu niesmaczne!
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Już starożytni- mawiali O tempora, o mores!.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Od, jak sądzę, stworzenia świata każde kolejne pokolenie dorastając, wyrzekało na starych zgredów i pierdzieli z ich archaicznym systemem wartości, zasię dorastało, dorabiało się własnych dzieci, od których słyszało, że jest bandą starych zgredów i pierdzieli etc.etc. i na których wyrzekało, że owi młodzi to już absolutne dno dna etc.etc... Nieuchronność owej powtarzalności i jej, w sumie banalna prostota, każe mi jednak być optymistą względem przyszłości świata...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, gderania na młode pokolenie jest cykliczne i może jest nawet jakimś prawem natury.
    Przecież powraca cyklicznie. Ja już przerabiałem dwa etapy, narzekania na starych i gderania na dzieci.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń