poniedziałek, 3 września 2012

Nie żałuj Jorika, czasami pomyśl o sobie

Przez ostatnie dwa dni czułem się tak, jakbym mieszkał na lotnisku i jednocześnie cofnął się w czasie o jakieś pięćdziesiąt lat. Już w piątek po południu gdy wracałem do domu z zakupami, przeleciał mi nad głową mały samolocik. Początkowo myślałem, że to z wysiłku. Targałem właśnie dwie solidne torby, wypełnione wszelkim dobrem, w postaci jak to mówią spożywki i chemii gospodarczej. Żona dała mi tradycyjnie kartkę z wykazem niezbędnych rzeczy, a ja odhaczając z listy, wszystko co tam było zapisane kupiłem. Może z wyjątkiem błonnika, ponieważ nie potrafiłem rozszyfrować hasłowego wpisu. Cały czas wychodził mi tonik. A tu z kolei nie wiedziałem, czy chodzi o ten do twarzy czy ten do whisky?. Ponieważ kupiłem wcześniej czerwone wytrawne, odpuściłem sobie ten tonik.
No więc dźwigam te torby z ziemi, przyjmuję wyprostowaną postawę, robię dwa kroki i widzę ten czerwony samolocik. Czerwony? Myślałem, że to krew zalewa mi oczy z wysiłku, ale zaraz przypomniałem sobie, że to kolejny małopolski piknik lotniczy.
Kiedy mijałem drugie piętro przypomniałem już sobie więcej rzeczy. Widocznie mój umysł, podpowiadał mi te szare i mocno szare uczynki, aby jakąś pokutą usprawiedliwić to dźwiganie ponad miarę.
Żona radzi abym nosił na raty, dwa lub trzy razy. Nie chce mi się tyle razy ganiać w te i drugą stronę.
Najbardziej lubię w tej sytuacji, kiedy żona przegląda zawartość torby, a ja próbuje złapać głęboki oddech, to charakterystyczne pytanie?
- A czegoś słodkiego nie kupiłeś?
- Nie było na liście - mówię i wyciągam z kieszeni kartę, na której skreśliłem wszystkie zakupione rzeczy. Z wyjątkiem tego błonnika pomylonego z tonikiem, wszystko pracowicie skreślone.
- Myślałam, że się domyślisz.
Zabawa w domyślanie, to chyba najbardziej ulubiona damska gra. Panie lubią w to grać, ponieważ zawsze wygrywają. Ja też lubię grać w to w co wygrywam.
Ponieważ z góry znałem wynik, nie emocjonowałem się za bardzo, szczególnie że przeciągnąłem zakupy i po złapaniu tchu wcisnąłem korkociąg do korka.
- O korek z prawdziwego korka – zauważyłem.
A w sobotę padał deszcz.  Z ewolucji i akrobacji wyszły nici. I targały mną takie sprzeczne emocje.
Po pierwsze, w kolejna rocznicę pierwszego września, nie musiałem oglądać w TV scen utrwalonych przez wojennych operatorów, na zmianę z pikującymi samolotami za oknem. Wpływa to na mnie  trochę stresująco. Taka odmiana empatii dla historii. Zaraz jednak moje zrozumienie stawało po stronie uczestników pikniku. Szkoda przecież tego święta prawdziwych zapaleńców. I tak na zmianę. Jakaś taka niezdecydowana ta moja empatia.
Zaryzykuję nawet powiedzenie, że niezdecydowana jak moja teściowa.
Teściowa gra w naszym codziennym życiu swoją rolę. My zaplanowaliśmy dla niej rolę małą.
Ale i mała rola i nawet niema, jak pamiętna Ludwika Solskiego jako Starego wiarusa w Warszawiance, potrafi przejść do historii.
Niestety na rolę niemą teściowa nie da się namówić. Ba, nie odpowiada jej nawet rola mało mówiąca.
Kiedy zrozumiała, że jej głos jest istotny, już poleruje czaszkę do hamletowskiego monologu.
Oczywiście nie swoją, mam na myśli czachę biednego Jorika.
I tak wyjdzie na nasze, będzie tylko trochę trudniej.
Ale łatwiej to ja już ponoć miałem
Od pokoleń rodzi się pewnie to samo pytanie.
Dlaczego z wiekiem tak trudno o rozsądne kompromisy?
Nie wiem, ale będę wiedział za parę lat, na własnym przykładzie.
Póki co, Marek Kondrat z udziałem paru osób pokazuje w reklamach pewnego banku, że układy z rodziną zawierają w sobie ładunek wysokich i nieprzewidywalnych kosztów.

15 komentarzy:

  1. Cześć Antoni. Ogólnie to nie lubię reklam, ale ta z Kondratem jest rewelacyjna. Samo życie po prostu. Pozdrawiam, Jerry_W54

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to szczera prawda. W tym naszym katolickim kraju zupełnie nie pamięta się o słowach z Biblii - jeżeli czynisz dobroć, niechaj Twoja lewica nie wie co czyni prawica.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z kartką na zakupy sama chodzę, ale siatek nie dżwigam bo mam dwukółkę. U mnie kilka dni temu też tak latały samoloty. Niby do lotniak jest niedaleko ale tych pasażerskich raczej u mnie nie słychać. Musiała być jakaś parada.
      Miłego dnia

      Usuń
  3. Stan emocjonalny związany z lataniem/cudzym/ rozumiem, 10 lat w pobliżu lotniska wystarczy, aby czuć dyskomfort na myśl o pikniku lotniczym. Teściowa dochodząca/sic!/ jeszcze ujdzie, gorzej jak gra pierwsze skrzypce w domu, który z konieczności musisz z nią dzielić. U Ciebie nie jest chyba jeszcze tak źle. Cóż, czasami zdarzają się role , nie do końca dobrze obsadzone lub napisane.Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 10 latach przy lotnisku to nawet super boeing nie straszny.
      Ludzie mają jednak niesamowitą zdolność adaptacji.
      Życzmy sobie aby nie wypaść ze swojej roli.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Tak, te scenki są rzeczywiście świetne, zwłaszcza "Zygi" przerysowane, ale prawdziwe. Gra w domyśl się jest faktycznie przyjemna, wbrew pozorom zwłaszcza, kiedy wygrywa partner i się domyśla. Zazdroszcze szanownej małżonce męża wyposarzonego w umiejętność robienia zakupów. Mój jak ma drukowanymi napisane OTRĘBY PSZENNE, to nie kupi, a przy BATON MUESLI dzwoni jakie ma kupić te płatki...achhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymuszone przez życie te zdolności co nieco, ale są
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ta... to jedna z lepszych reklam. Mnie jednak ostatnio pasjonuje zupełnie inna, zupełnie nieapropo; żyrafa skubiąca tęczę i dająca tęczowe cukierki zamiast mleka;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie rozśmieszające cukierki. Widziałem
      Ale nie zapamiętałem czego to reklama, to chyba nie dobrze.Dla produktu oczywiście
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Skittlesów- właśnie tych cukierków, które ona daje.

      Usuń
    3. No tak proste skojarzenie.
      Dziękuje

      Usuń
  6. Chybam nareście zaległości nadgonił:) Kolejnych wspólnych doznań dostrzegam, bo i nad mojem latały domostwem, a względem zakupów nieskromnie pozwolę sobie jeden z moich dawniejszych polecić tekstów:
    http://wachmistrz.blog.onet.pl/Operacja-Market-poradnik-dla-m,2,ID264522996,n
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za wytwałość w czytaniu tych tekstów, a już pod wskazany adres swoje kroki kieruję.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zawstydziłam się... chyba jestem jedyną osobą krytykującą chwalone tu reklamy. Muszę się nad sobą zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może nie miałaś takich doświadczeń. Gratuluje w takim układzie.
    Ja miałem, więc kumam , jak to się mówi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń