środa, 19 września 2012

Grappa finita

Grappę otrzymaną jakiś czas temu prosto z Italii, wypiłem. Wszystko wspólnie z małżonką, która tylko na początku wzdragała się mówiąc, że to pamiątka. Kiedy już alkohol znalazł się w kieliszkach, wzięła się do wyszukiwania winogronowych nut zapachowych. Dominujące jednak były maliny, o czy zresztą informowała załączona etykietka. Tak więc pozostały mi tylko wspomnienia miłego spotkania z ofiarodawczynią i mała buteleczka z drewnianym korkiem, której moja żona już znalazła zastosowanie w kuchni.
W końcu jestem nowoczesnym mieszkańcem nowoczesnej Europy i nie muszę posiadać relikwii do wiary i wspomnień. Dyskusja na ten temat pojawiła się jakiś czas temu w naszej prasie.
Pomimo więc braku zawartości owej buteleczki, wierzę w przyjazne spotkania blogowych przyjaciół w realu i jak już pisałem, że grappa jest fantastica.
W końcu powód wzniesienia owego toastu nie był taki sobie przyziemny. Marzenia i plany uskrzydliły nas, a ta odrobina procentów była paliwem do podróży w czasie.
I tyle w tym temacie, przynajmniej na razie.
Kilka dni temu, musiałem złożyć wizytę w Urzędzie Skarbowym. Dla człowieka który konformistycznie szanuje obowiązujące prawo, wszystkie wizyty w takich instytucjach jak Policja, Sąd, czy wspomniany Urząd Skarbowy wywołują dyskomfort. Podobnie i konfesjonale. Chociaż minęły już te czasy, gdy moje wyznania rozbudzały wyobraźnie wielebnego, jakby bardziej się denerwuję.
Mój znajomy, który z omijania przepisów zrobił sobie sposób na życie, z uśmiechem i pobłażliwością podchodzi do mojego stresu.
- Raz się uda, raz się nie uda. Na tym polega życie – mówi
Uważa też, że szczerość w zeznaniach jest czystym frajerstwem.
Wiem już, a przynajmniej potrafię to sobie wytłumaczyć, skąd u mnie brak sukcesów w prywatnej przedsiębiorczości. Z szacunku dla prawa.
Z drugiej jednak strony, zastanawiam się dlaczego za cichym przyzwoleniem stanowiących prawo aktualne jest dalej hasło - śmierć frajerom.
Kiedyś twierdziłem, że satysfakcja jest pojęciem wymyślonym na użytek biednych, teraz do tego mogę dorzucić uczciwość.
Bezsenna noc i stawienie się u bram urzędu w chwili otwarcia instytucji, kosztowało mnie wiele psychicznego wysiłku. Spojrzałem na siebie w połyskujących drzwiach obrotowych, w chwili gdy próbowałem przełknąć ślinę w zaschniętym gardle.
- Spójrz na siebie. Takich jak ty najłatwiej się goli - pomyślałem.
A kiedy wszedłem do wskazanego pokoju, odruchowo przyjąłem postawę godną carskiego urzędnika niższego stopnia.
Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego” – stanowiło zarządzenie cara Rosji Piotra I.
Tutaj jednak spotkała mnie nie lada niespodzianka. Nie dość, że wyszedłem bez ran, to jeszcze z darmową poradą prawną.
Może i tu idzie nowe?
Po takim stresie na rozpoczęciu dnia, wszystko inne co zdarzyło się potem, było już tylko błahostką i przysłowiową betką.
A trochę się dzieje. Rozwiązały się stare drobne sprawy co dobrze rokuje na przyszłość. I tylko dmucham na zimne, by los nie poprzestał na drobiazgach.
Dynia opisana wcześniej, spokojnie zasnęła na półkach w piwnicy i tylko nasza francuska przyjaciółka ma podejrzenie, że wielkość sugeruje pochodzenie spod pewnej felernej elektrowni jądrowej na Ukrainie.
Dla własnej informacji doczytałem się, że w Polsce uprawiane są trzy gatunki – piżmowa, olbrzymia i zwyczajna. Może to jest ta olbrzymia, chociaż takie twierdzenie z pewnością rozśmieszy każdego Amerykanina.
Zapowiadany olej z pestek dyni nie dotarł do mnie w dalszym ciągu. A z końcem tygodnia przyjdzie z pewnością uznać sprawę za zamkniętą.
Do soboty jeszcze trzy dni.

17 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Widziałam jeszcze większe dynie na ogrodach działkowych w mojej okolicy. To niedaleko od owej elektrowni, więc może... coś jest na rzeczy? Przypuszczam, że znikną, gdy i nasze dynie obejmą normy unijne.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Banany tez przyjęły normy unijne a jakie były krzywe takie dalej są.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Witaj Antonio :)
    "okoliczności przyrody" sprawiły, że nie udało nam się zobaczyć podczas mego ostatniego pobytu, a .... grappa, tym razem bez dodatków, czekała na spotkanie z Tobą ;) Cóż, biedulka, schowana w ciemnym kąciku mojego krakowskiego mieszkanka, musi uzbroić się w cierpliwość. Ale obiecałam jej, że niedługo przyjadę, a wtedy dodam jej do towarzystwa koleżankę - ciemnozieloną butelczynę, wypełnioną aromatycznym - no zgadnij, zgadnij !!! - taak - olejem z pestek dyni ( używamy, a jakże !! ) I obie, przy mojej pomocy, potuptają sobie do Ciebie :):)
    ps. jakbyś jeszcze poprawił to \ wzdrygała się \ na /wzdragała się /
    pozdrawiam
    mmzd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt jeśli chodzi o dobry alkohol to moja żona wzdraga się nie wzdryga. Poprawiłem
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Grappa wypita, strach przed Fisjusem, to przecież normalka. Byel nie dać się ponieść stachowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoszą mnie emocje ale w innych sytuacjach. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Cześć Antoni. Olej ten olej, a najlepiej zastąp grappą lub czymś swojskim a równie smacznym (smacnym).Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu chciałem być testerem. Olej to przypadek
      Dzisiaj testuję francuskie, ale tylko kieliszek dla zdrowia.
      Dobrze że mam te kieliszki 350 cl
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Potwierdzam, że urzędy zachowują się po ludzku. I to się rozprzestrzenia.
    Nie zrozumiałam, dlaczego sobota jest dniem krytycznym w stosunku do dyniowego oleju? Posłuchaj mojej rady i odwiedź Carrefour'a - tam znajdziesz cudowny olej nawet w niedzielę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze trzeba wyznaczać sobie cele i wytyczać granice.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja raczej liczę dni do piatku, bo mam babską imprezę i zamiaruję się dobrze bawić. Z Garappą. Bez oleju;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czego oczywiście życzę
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem frajerem :-/ Eh, tak mnie po frajersku wychowali :p
    O urzędach się nie wypowiem, bo sama urzedas jestem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma się czym publicznie chwalić, ale nie jest to powód do wstydu, gdy bez stresu patrzymy w lustro. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Uważam się za człowieka uczciwego, co nie oznacza, że mam pozwalać się okradać fiskusowi i innym łasym na mój grosz w kraju o jednej z wyższych stóp podatkowych. W dodatku ze świadomością, że lwia część tego, co oddam, pójdzie na zmarnowanie...:( Zatem dopóki mogę w miarę legalnie manewrować kosztami czy datami faktur, to nic w tem zdrożnego nie widzę, osobliwie, że po drugiej stronie nie widzę nic poza pazernością i imaginacyi brakiem, że lepsza owca długo z wełny strzyżona, niźli raz nad ogniem upieczona... A pomnę jako nastał na premiera Mazowiecki, jakem sobie na fali powszechnego patriotyzmu uniesień obiecywał, czego to ja dla ojczyzny lubej nie poświęcę... Już popiwek mnie z tej naiwności dość szybko wyleczył, bom mało przez niego nie został dzisiejszym bywalcem śmietników...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Małą łyżeczką - tak mówiła mi matka.
    Gdzieś uciekają potem te mądrości. A fiskus rzeczywiście jest pazerny.
    Może teraz wymierza z uśmiechem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje życiowe doświadczenie, choć raczej krótkie, mówi mi, że to była metoda kija i marchewki. Część marchewkowa. Teraz pozostaje tylko drżeć i i wyczekiwać razów wymierzonych kijem.
    Pozdrawiam i życzę żeby zbytnio nie bolało.

    cAnalia

    OdpowiedzUsuń