poniedziałek, 24 września 2012

Gdy będę starszym panem

Kiedy na koncertach widzę zatroskaną twarz Jaromira Nohavicy, aż wierzyć mi się nie chce, że napisał tekst do piosenki – Gdy będę starszym panem
Gdy będę starszym panem
siądę pośród starych ksiąg
obok młodego wina dzban
gdy będę starszym panem
będę wreszcie wiedział co
i kogo kochać mam
pergamin kupię oraz pędzel i tusz
jak chiński mędrzec zacznę medytować bo
stary będę już
Wszystko ładne takie i przynależne do wieku, ale autor ani słowem nie zająknął się o tym, że będę miał kiepskie ciśnienie, sterane serce, a moja odporność spadając, przekroczy w niepokojący sposób granicę normy.
Ja rozumiem, że trudniej znaleźć poetycki rym do słowa gorączka, kaszel, zmarszczki czy nadciśnienie. Chociaż z nadciśnieniem rymuje się – sumienie, a z tego to już można wykroić cały poemat.
Dzięki Bogu nie jestem już najmłodszy i mam świadomość, że tak jak Księżyc tak i starość ma swoją ciemną stronę.
Póki co organizm przesyła mi sygnały, że w zasadzie powoli staje się gotowy do różnych dysfunkcji.
Póki co, wraz ze spadkiem temperatury przyplątało mi się uciążliwe pokasływanie i coś czego jeszcze nie można nazwać katarem, ale jest już uciążliwe.
- Nic to Baśka – mówię do siebie, próbując nie zauważyć faktu. Od czego jest jednak kochana żona, która na moje pokasływania w rękaw, wyartykułuje ni to pytanie ni stwierdzenie
- Antoni, Ty kaszlesz?
- Nie, to tak tylko - ucinam dyskusję, bo zaraz otrzymałbym baterię niezbędnych leków.
Ja myślę, że samo przejdzie, tylko, że to z każdym rokiem dłużej trzyma.
Póki co w sobotni weekend spędziliśmy na miejscu, co jednak nie oznaczało, że nie aktywnie.
W związku z nadciągająca jesienią popularna stała się nasza chałupa w Gorcach. Jak tak dalej pójdzie, przyjdzie się chyba zapisywać na społeczną listę oczekujących. Ostatnio był Młodszy, jeszcze wcześniej Starszy, a nasz weekend dopiero nadciąga. Cieszą mnie więc zapowiedzi meteorologów o powrocie lata na te parę dni.
Przyda się i temperatura i zdrowie, bo z najbliższymi sąsiadami organizuję coś na kształt przyjęcia poweselnego. Będzie oglądanie filmu, zdjęć i przynajmniej kilku denek od butelek. Wiedziałem, że mnie to nie ominie. Dodatkowo, towarzystwo znajduje się w grupie testujących cięższe alkohole, a więc zdrowie jest jak najbardziej wskazane.
Spotkania niezbędne chociaż nie towarzyskie, były naszym udziałem w sobotę. Ponieważ z rana padał deszcz, odbyliśmy je bez głębszego żalu za jesienną pogodą.
Szczególnie, że doszło do plątaniny powodów i wątków. Na koniec zaś trudno było zaprzeczyć miłej atmosferze, która nas ogarnęła.
A na niedzielę zaprosiła nas teściowa. Wyrwaliśmy się wcześniej i w pojechaliśmy jeszcze nad Wisłę. Na wysokości stopnia wodnego na Dąbiu, usadziliśmy się na brzegu wolnym od wędkarzy o tej porze dnia a może tygodnia. Jakieś pary siedziały na ławkach, a po ścieżce rowerowej sunęły chmary rowerzystów.
Prawdą jest to co mówią, że Kraków opanowany jest przez przez amatorów tej sztuki poruszana się po mieście.
Dla naszych dwóch dużych i dwóch małych kółek nie bardzo umiałem wybrać odpowiedni pas. Czy po stronie spacerujących? A może po stronie rowerzystów? W końcu żona wybrała biała linię oddzielającą pasy ruchu i wzięła ją między koła.
Kiedy dojechaliśmy nad jakiś zaciszny kawałek rzeki, zaparkowaliśmy frontem do leniwie przepływającej Królowej polskich rzek.


Zaraz też podpłynął do nas łabędź, albo łabędzica, bo z tej perspektywy tego nie było widać. Znając moje przygotowanie sexera, to z każdej perspektywy płeć łabędzia pozostanie dla mnie zagadką.
Ptak przypłynął dumnie wystawiając do góry skrzydła w oczekiwaniu na rzut. A ponieważ nie przynieśliśmy ze sobą obwarzanków nie było czym rzucać.
Ptak cumował chwilę przy naszym nabrzeżu, a nie doczekawszy się karmienia, prychnął dość głośno, zanurzając głowę pod wodą. Wypiął przy okazji swój kufer wystawiając do na nas swoją pełną ekspozycję.
- Czytałam gdzieś, że nie wolno dokarmiać łabędzi – powiedziała żona. Zrobiła to dość głośno, tak, że słowa popłynęły nad wodą za odpływającym łabędziem. Nie odwrócił głowy.
- Myślę, że go nie przekonałaś - zauważyłem - Chodźmy stąd, bo nawet wodne ptactwo demonstracyjnie pokazuje nam dupę.
W istocie nie o obrazę szło, ale zbliżał się termin niedzielnego obiadu u teściowej



 (za darmo nawet łabędź na zatrzepoce skrzydłami)


Dodatkowe nakrycie poza porą Wigilii sugerowało obecność jeszcze jakiegoś gościa. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogłem powiedzieć, że to przyjaciółka teściowej, będzie dzielić stół wraz z nami. Nie pomyliłem się.
Teściowa podała zupę i próbując trochę zaszpanować, zwróciła się do nas z niby zarzutem.
- Ileż to już czasu nie byliście u mnie na obiedzie?
Przyjaciółka czujnie podniosła wzrok znad łyżki.
- Może doprecyzujmy to pytanie – zaproponowałem – Ile razy odrzuciliśmy zaproszenie na obiad, powiedzmy w okresie ostatnich trzech lat?. Wydaje mi się, że ani razu.
- No tak, to ja przychodzę do was - stwierdziła.
Resztę zupy zjedliśmy w milczeniu. Ale to tylko chwilowa cisza.
Po obiedzie, przy kawie próbowałem ustawić nowy telefon teściowej, a potem wytłumaczyć jej zasadę działania guzika nawigacji w Nokii.
Niestety umysł w pewnym wieku nie potrafi przyjąć do wiadomości, że jeden guzik można naciskać na pięć różnych sposobów dla pięciu różnych funkcji.
Oj Panie Jaromirze.
Za którymś powtórzeniem poległem, wychodząc z zaawansowanych funkcji ustawienia skrzynki mailowej.
- W sumie to moja żona jest córką, niech ona jutro od rana cierpliwe to z mamusią przećwiczy.
Na sam koniec przepiąłem kartę SIM do starego aparatu.
- Wam młodym dobrze tak mówić – stwierdziła przyjaciółka teściowej.
Przypominam, że jestem już grubo po pięćdziesiątce- zareagowałem
Powrót Młodszego ze wsi i jego opowiadania: co, kto, komu i po co na górskim osiedlu zamknął plan ostatniego weekendu.
Niby nic, a nie było okazji walnąć się z pilotem na fotelu przed telewizorem.
Myślę że bardziej że szkodą dla TV.


17 komentarzy:

  1. Oj Antoni, dobrze że żona pilnuje i wszystko widzi i słyszy. Jako młodzież ignorowaliśmy pokasływanie a potem w dojrzałym wieku wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Kuruj się bo kto nam takie cudne notki będzie pisał aj ci sił zabraknie. Zdrowia zyczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję walczę po godzinach pracy
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Cześć Antoni. Nie wszyscy są takimi optymistami jak Jaromir. Na dowód poniższy wierszyk znaleziony w sieci. Pozdawiam z tetryczym humorem, JerryW_54

    "Trudy życia jeszcze pestką,
    kiedy jest się przed czterdziestką,
    Lecz gdy piąty krzyżyk stuknie,
    tam coś łupnie, tam coś puknie.

    Tu coś pęknie, tam wysiądzie,
    Wzrok zmętnieje, błędnik zbłądzi,
    pęcherz puści, wzwód zawiedzie,
    z hemoroidem trudno siedzieć...

    W stawach strzyka, w sercu pika,
    dupsko boli po zastrzykach.
    Szczęka z dziąsłem nie pasuje,
    klimakterium humor psuje.

    Gęba zmienia się w rzodkiewkę,
    gdy prostata ściśnie cewkę.
    Tętno pędzi jak sto koni,
    w uszach dzwon Zygmunta dzwoni.

    Sypie piach w maszyny tryby,
    w głowie łupież, w butach grzyby.
    Jeszcze gorzej jest niewiastom,
    tu za sucho, tam za ciasno.

    Tu obwisnąć coś potrafi,
    z tym by trza do mamografii.
    W krzyżu młotem bólu gruchnie,
    papierosem z gęby cuchnie.



    Czas wciąż kradnie coś z pamięci,
    reumatyzmem w pałąk skręci.
    Człek się potknie, coś ukłuje,
    czasem się jak ZOMBI snuje.

    Przed oczyma mu ciemnieje,
    aż do reszty nie zgłupieje.
    W mózgu śmietnik i badziewie....
    W końcu nic już prawie nie wie
    Oprócz jednej rzeczy może.....

    ZA ROK BĘDZIE JESZCZE GORZEJ!!!! "

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no witaj Jerry...kwintesencja wieku dojrzałego...ha ha ha. Nie dajemy się!!! Pa - Ania

      Usuń
    2. Druga strona medalu
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Katar i pokasływanie nie ma wiele wspólnego z wiekiem... młodzież, a nawet dzieci to mają. Jeszcze jak!
    Opowiastka o łabędziach jest urocza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście! Niech tevał żałuje...;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie też dopadło jesienne przeziębienie, czy jak to zwać "ale w głębi naszych ciał zdrowy mieszka duch, a więc smutki precz" .Życzę zdrowia.
    cAnalia

    OdpowiedzUsuń
  6. Klik dobry:)
    Antoni, nie zganiaj niczego na wiek i trzymaj się tego, co powiedziała przyjaciółka teściowej: "wam młodym"

    Pozdrawiam serdecznie i zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ustawiam się po stronie młodych, ale mam nadzieję że będę wiedział kiedy przejśc do grupy - doświadczeni wiekiem
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Starsi Panowie też z rozkoszną niefrasobliwością obiecywali, że "wesołe jest życie staruszka"... Ciekawe, czy chociaż siebie przekonali...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kofta też śpiewał - jak dobrze wstać skoro świt, sam zaś nie otwierał oczu przed południem
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. ...oj Starszy Panie...fajnie czyta się twoje opowiadania o życiu :) a mnie do szczęścia brakuje Wisły w Katowicach...chociaż mamy tzw. 3 Stawy :) Powinnam w ramach relaksu póść i powypatrywać łabędzi...tudzież Łabędzia jakiegoś albo co:) Pozdrowienia - Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem te trzy stawy.
      Próbuj
      Pozdrawiam

      Usuń