sobota, 15 września 2012

Tester

Tester, to potocznym rozumieniu taka próbka kosmetyku, która można nałożyć na skórę i sprawdzić czy ładnie pachnie, dobrze się wchłania i takie tam. To również człowiek, który sprawdza działanie nowych produktów zaawansowanej technologii. Pomaga w ten sposób producentom składając sprawozdania i relacje z testów. Taki na przykład Gagarin. Mówi się, że był kosmonautą, ale na dobrą sprawę był i testerem.
Przykładów wykorzystywania testerów jest znacznie więcej.
Na przykład u mnie w domu, bo po co daleko szukać.
Do tej pory, to z reguły moi synowie testowali mnie pod kątem wytrzymałości nerwowej organizmu. Od czasu do czasu dorzucała do tego swoje trzy grosze żona, jakby chciała sobie przypomnieć gdzie są te granice. W czasach Schengen mowa oczywiście o granicach wytrzymałości.
W powyższych przypadkach, to ja byłem obiektem testów. Miałem jednak większe ambicje, to ja chciałem testować.
Nie udało się jednak testować nowych sportowych bryk, a najwyżej sałatkę sprzed trzech dni, pod kątem jej przydatności do spożycia. Nie było z tego żadnych korzyści materialnych, a i straty moralne niezbyt duże, poza przydarzającą się od czasu do czasu sraczką.
Kiedy jednak, jak to się mówi - doszedłem do lat, świat zobaczył we mnie idealnego testera.
Stoję kiedyś przy aptecznej ladzie i realizuję kolejne recepty. Zysk jaki przysparzam regularnie tej aptece, upoważnia mnie do pewnej swobody. Ale ja nie, ja grzecznie i taktownie.
Kierownik apteki spojrzał na mnie i powiedział:
- Mam coś dla pana. Jak każdy facet, powinien pan to wypróbować.
Krew podniosła delikatnie swoje ciśnienie, a przez myśl przebiegło pytanie – czy będę testował antykoncepcję? Czy może najpierw motywację?
Magister rzucił na ladę pudełeczko. Ponieważ litery były w tym ułożeniu pudełka do góry nogami, chwilę trwało nim złożyłem do kupy nazwę specyfiku.
Podniosłem oczy w kierunku faceta z drugiej strony lady.
- Co prawda mój wiekowy samochód ma zużyte amortyzatory, uszkodzoną stacyjkę i okresowe trudności z zapalaniem, w żadnej mierze nie potrzebuje jednak jeszcze prostownika – sparafrazowałem reklamę innego leku o podobnym działaniu.
- To, tutaj puknął palcem wskazującym w opakowanie, śmiało można zaczynać po czterdziestce, a więc dla Pana czternaście lat temu – popisał się znajomością matematyki na poziomie podstawowym mój magister farmacji.
Cwaniak ma moją datę urodzenia na recepcie – pomyślałem.
Wrzuciłem jednak pudełko z tym dobrotliwym dla mężczyzn w pewnym wieku suplementem diety. Tak zwykło się nazywać lekarstwa, które puszcza się na rynek bez potrzeby uzyskiwania aż tak dużej ilości papierów, jak w przypadku leków.
Specyfik przeciwko nocnemu wstawaniu, czyli wspomaganie prostaty. Ponoć... nie nie ponoć, to udowodniony fakt, że w okresie kiedy już nie musimy tak często udowadniać naszej męskości, gruczoł prostaty zaczyna się lenić i degenerować. Wszystko z powodu lenistwa się degeneruje, a więc ten argument mnie przekonuje.
Medycyna ludowa w jej męskiej odmianie sugeruje, aby nie obniżać poprzeczki. A jeżeli własna ślubna żona, w łóżku odwraca się do nas tyłem, mrucząc:
- Spij już nie musisz mi nic udowadniać.
Znajdź sobie odpowiedniego testera swej męskości. Znaczy się testerkę.
Z tego to założenia wyszedł pewien mój znajomy, który regularnie cudzołożył z dwiema, jak to kiedyś określił: młodymi góralkami, do tego religijnymi i zamężnymi. Oczywiście robił to z nimi na zmianę i za pieniądze.
- W trosce o swoją prostatę to robię – przekonywał mnie, usprawiedliwiając się jednocześnie.
- Znam tańsze sposoby - pomyślałem wtedy.
Teraz, zapakowałem próbkę leku do torby, a po powrocie do domu położyłem na stole, przed sobą.
Znów ktoś wytknął mi mój wiek. Wyciągnąłem ulotkę i poczytałem sobie o składzie i działaniu. Nie czytam o efektach ubocznych, bo robi to doskonale moja teściowa. Czyta, a potem znajduje u siebie wszystkie działania niepożądane. Taka autosugestia.
Doczytałem się, o czym zaraz poinformowałem żonę, że podstawą owego specyfiku na „się niestarzenie” prostaty jest olej z pestek dyni.
- Od dzisiaj do pieczonego przeze mnie chleba dorzucam więcej dyni zamiast słonecznika, uzyskam w ten sposób połączenie doskonałego smaku, z dobrotliwym działaniem ziaren. Taki chleb co leczy.
- To musiałbyś chyba odwrócić proporcje mąki i dyni – sprowadziła mnie na ziemię żona.
One się chyba uczą tego w szkole, na zajęciach z wychowania technicznego - jak ściągnąć swojego faceta za nogi na samą ziemię.
- Ale oleju z dyni solo nie widziałem.
I tu okazało się, że tak naprawdę to ja w życiu niewiele widziałem.
W jakiś czas później, kiedy odebrałem pocztę mailową, przeczytałem informację od osoby, która określa siebie i swoich znajomych jako prawdziwych pasjonatów oleju z pestek dyni.
A więc jest!
Olej o wyjątkowym smaku i działaniach - tak przekonywali mnie autorzy tekstu.
I jak działa. Poprawia, albo wpływa korzystnie (nie wiem czy to duża różnica) układ krwionośny, pracę: naczyń głowy; wzrok i słuch; serce i naczynia wieńcowe. Co w tym wydało mi się najważniejsze, albo zapamiętanie z tamtej ulotki - prostatę.
Co w moim wyglądzie, albo pisanych tekstach jest takiego, że aż się chce zaproponować mi specyfik na prostatę?
I czy w ogóle, powinienem się z tym czuć dobrze?
Gdyby tak tamten magister rzucił na ladę stupak nowej linii gumek i powiedział - niech pan testuje - sam z pewnością postawiłbym mu piwo, a nawet dwa. A jaka duma rozpierała by całe moje ciało.
A tak muszę mówić – wie Pan, nie jest jeszcze tak źle.
A może nie powinienem wszędzie wietrzyć podstępu. Może to tylko profilaktyka, a ja jestem tylko edukowany?
Może to z powodu wspaniałego ponoć smaku, dostałem tę propozycję?
Ja przecież lubię porządzić sobie w kuchni.
- Spróbujemy, przekonamy się – pomyślałem, a za chwilę po staremu – dlaczego nie mogę testować na przykład nowych SUV- ów, jakiejś znanej firmy motoryzacyjnej?
- Ty się Antoni zdecyduj czego chcesz – usłyszałem głos mojego Anioła Stróża – Chciałeś być testerem? Jesteś testerem. Zawracasz głowę Szefa ględzeniem o testowaniu, a jak już coś ci znalazł i dostałeś szansę, to marudzisz. Szef ma pod kontrolą parę miliardów ludzi i każdy sobie o czymś marzy i coś chciały testować. A to auto, a to jacht, a to cudzą żonę.
Chcesz? mogę Ci załatwić testowanie sąsiadki.
- Nie! Nie! Nie! - zakrzyczałem. Po stokroć wolę olej z pestek dyni.
- Co tak krzyczysz - żona szarpnęła mnie za ramię.
- Śniły mi się jakieś totalne koszmary - Mój anioł stróż chciał mi załatwić coś niezgodnego z Dekalogiem.
- A więc to rzeczywiście musi być sen.
- Ja tam wiem? Ostatnio czytałem coś o aniołach zemsty. Chociaż swoją drogą anioł stróż Zemsty, to głupio brzmi. Ale już mściwy anioł stróż jest dobrym tematem na horror.
Następnego dnia postanowiłem wypróbować olej z pestek dyni, póki jeszcze mam  jakąś alternatywę.
Skrobnąłem stosowanego maila, zaraz też otrzymałem informacje o wysyłce.
Czekam na przesyłkę, czytając na Onecie artykuł o zapaści Polskiej Poczty.W piątek od wysyłki minął właśnie tydzień.
Na domiar złego, jakby potęgując  mój niepokój spowodowany brakiem przesyłki,  wieczorem wpadł nasz Starszy z żoną. Syn z zapałem turlał przed sobą dynię o wadze około piętnastu kilo.
-   Na zupę, na dżem, na ciasto z dyni -  powiedział parkując  masywną kulę na balkonie.
- I na prostatę - dodałem bezwiednie, widocznie pod wpływem wspomnianego oczekiwania na przesyłkę – swoją drogą dlaczego mówi się ciasto ze śliwkami, ale już    tu jest ciasto z dyni. Czyżby dynia robiła za mąkę?.
 Nie wiem,  przetestujemy jutro – powiedziała żona. Mnie pozostało domknięcie  drzwi na balkon.
W sobotę, czyli dzisiaj, zaraz po śniadaniu   rzuciłem się z nożem  na dynię. Rzeźnickie ostrze wbiło się aż po rękojeść  i prawie słyszałem jak owoc wydał ostatni jęk. Ja  sam sapałem i jęczałem, próbując podzielić dynię na dwie połowy, nie  obcinając sobie przy okazji dłoni. Udało się. Chciałem dobrać się do pestek, ale po wejrzeniu w farsz wypełniający wnętrze okazało się, że jest to chyba odmiana bezpestkowa. Na palcach jednej dłoni  policzyć można nasiona. Na dobrą sprawę, nie wycisnę z tego nawet  małej łyżeczki oleju. Ale jak w kimś drzemie moc i silne postanowienie, nie cofnie się przed niczym. Wspólnie i w porozumieniu z żoną, zamknęliśmy  w słoiki moc drzemiącą w dyni. Zajęło nam to kilka godzin, a same  słoiki wypełniły prawie połowę kuchni. Będzie też zupa i ciasto.
Na mój rozum z dynią.        







A jako bonus, pierwsze  oficjalne zdjęcie Antoniego Relskiego zamieszczone  na blogu. Z dynią




24 komentarze:

  1. ładnie się skryłeś Antoni za tą dynią. Ale wracając do tematu nigdy nie testowałam na sobie niczego, natomiast uczestniczyłam w tzw. próbach lekowych jeszcze za czasów pracy. Z przykrością powiem, że ludzie chorzy nie biorą pod uwagę tzw. objawów niepożadanych. No cóż koncerny farmaceutyczne jakoś muszą istnieć prawda?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesująco wyglądasz za tą dynią Antoni :)
    Testowanie czegokolwiek to zawsze jakieś zagrożenie, a przecież ten preparat, zanim został dopuszczony do aptek, musiał przejść już szereg badań. Może czasem zwyczajnie warto zaufać?
    U mnie też niby nie jest aż tak źle, ale suplement na poprawę stanu kolan sobie kupiłam i łykam.
    Nie wiem, na ile poprawa ich stanu zależy od niego, ale moja wiara za to pewnie działa bardzo dobrze :)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma jadła kolorowe żelki Haribo, ponoć miały odbudowywać chrząstkę w kolanach i biodrach. Taka plotka krążyła.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. bardzo dobry pomysł z przykryciem folią stołu.
    O testowaniu przemilczę, bo co u Ciebie przeczytam to mam ochotę próbować na mężu rodzonym , to się dobrze nie skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy siak o pewne rzeczy, w pewnym wieku facet musi dbać.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. A ja myślałam ,że faceci niczego nie testują
    i że to domena kobiet :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testują,testują. Męskie zabawki.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Antoni, olej z pestek dyni jest dostępny w supermarketach. Drogi, niestety. Ten ojej jest drogi ale jak podnosi wartość mężczyzny:)))
    Super notka! Zdjęcie z dynią - bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przez to że robię zakupy z kartki i na nic więcej nie zwracam uwagi.
      Drogi mówisz ten olej?
      To to może w końcu przetestuję coś drogiego.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Proponuję zmienić awatarek :)
    Sezon sprzyja testom środków naturalnych, na sztuczne przyjdzie czas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ten łysy facet, całkiem dynię przypomina.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Klik dobry:)
    Antoni, trochę niżej tę dynię...

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już pocięta ta dynia, więc nie mogę spełnić twojej prośby.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. My dziś testujemy swoją cierpliwość Syn urządził urodziny... Zaczęło się po południu. Teraz trawa piżamowe party. Jak dożyje jutra? Czy dożyję?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba było wzorem naszych starych iść do kina
      Na marginesie,przez piżamowe party Michael Jackson miał kłopoty
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. ...po czym poznajecie, że to Antoni trzyma dynię? a słoiczki pomarańczowe chętnie bym przetestowała :) smacznego popołudnia - Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu jak będziesz w Krakowie, to czemu nie?
      A ja potwierdzam - ten z dynią to ja.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. A nawet do twarzy Ci z tą dynią. Mnie się dynia nie najlepiej kojarzy, taka trauma z dzieciństwa-zupa z dyni na mleku- fuj. I choćby teraz była najładniejsza, i choćby ktoś ją przyrządzał na sto sposobów i zamykał kolory, zapachy i smaki na potem...fuj, fuj, fuj. Ale to tylko moje zdanie. Dyniożercom nie mówię nie. Pozdrawiam, Hanula

      Usuń
    3. ...a może i będę:) moja córuś ma praktyki na Wawelu więc prawdopodobnie wpadnę:) do zobaczenia :) Ania

      Usuń
    4. A ja miałem dzisiaj krem z dyni na ostro, był dobry
      I też na trochę mam dość dyni po przerobieniu na dżem tych piętnastu kilo
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. No proszę jakiś świat jest mały

      Usuń
  10. Nie będę powtarzał banałów, że do twarzy z tą dynią... osobliwie temu Negrowi na koszulce...:) O wieleż mię memoryja nie zwodzi, to wszelkie "prostowniki" są w absolutnej niezgodzie z lekami na nadciśnienie, o czem naturaliter wiem jeno ze słyszenia:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też gdzieś o tym czytałem
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń