poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Moje zmagania z mitami

Sierpień to ponoć miesiąc walki z alkoholizmem. Ja na własny użytek wykorzystuję wrzesień dla odtrucia organizmu po wakacyjnych swawolach. Dieta i wstrzemięźliwość wystarczą. Nigdy do tej pory nie zachowywałem się tak by była potrzebna włosiennica.
Aby jednak poprzeć główny nurt walki na polu abstynencji, dzisiejszy Dziennik.pl zmaga się z mitem picia. Na stronie głównej alarmuje tytułem - Alkohol wcale nie pomaga. 5 największych mitów.
Redakcja wzięła się za obalanie mitów, co wydaje się nieco karkołomne, ponieważ naród nasz a nawet całe społeczeństwo mitami żyje. Przedstawiciele tego narodu żyją nawet z mitów i to chyba całkiem nieźle.
Kogo nie stać na mit, rozpowszechnia bajki, choćby to miały być bajki z mchu i paproci.
Wróciłem właśnie z mojej gorczańskiej wsi, pełnej tych mitów i bajek.
No więc co jest kłamliwego w alkoholu o którym już starożytni mówili in vino veritas.
Później poddano vino destylacji, a więc i veritas powinna być wszelka i bardziej skondensowana.
Setka na trawienie
Ponoć to bzdura, bo alkohol drażni zamiast pomagać. Zastanawiam się czy autor tego stwierdzenia chociaż raz w życiu jadł golonkę? A jeżeli tak, to czy próbował bez pięćdziesiątki lub choćby małego piwa?. Przyznam, widziałem kiedyś rozdrażnionego Józka, ale to tylko z powodu ograniczenia dostępu do alkoholu.
Gdybym tak przyszedł do Jaśka na świniobicie, ze słoikiem musztardy, sam mógłbym zaliczyć w ryja. Kiedy przynoszę flaszkę, zapraszany jestem szerokim, gospodarskim gestem. Na dodatek dostaję na drogę przetwory bez chemii, emulgatorów, zagęszczaczy i całych tych E czterysta coś tam. Takie wędliny to ekologia i samo zdrowie, a więc suma sumarum, alkohol podziałał na lepsze trawienie.
Alkohol wzmacnia organizm.
Nie? A na jakie wyczyny potrafi zdobyć się znietrzeźwiony facet? Buduje gmachy, przenosi rzeki, pcha lokomotywy i nie boi się własnej żony.
Działo się to kiedyś w trakcie imprezy, w pewnej fińskiej knajpie. Nasz znajomy księgowy, mały łysawy pan koło pięćdziesiątki, zerwał się był nagle od stolika i podszedł do pijącego piwo dobrze ponad stu kilowego motocyklisty. Nie wdając się w dłuższe dyskusje, stanął na palcach, złapał odzianego w skóry za głowę i na czole olbrzyma złożył wielki, soczysty pocałunek. Przymknęliśmy oczy, aby nie oglądać, tej miazgi jaka powstanie za chwilę z naszego księgowego. Olbrzym zaśmiał się jednak i poklepał go po plecach tak serdecznie że ten złożył następny pocałunek na barowej ladzie.
Potem powiedział coś po fińsku, albo w innym niezrozumiałym języku i postawił księgowemu piwo.
Czy toś słaby zdecydowałby się na pocałowanie lwa w nos, w jego legowisku?
Herbatka "z prądem" na rozgrzewkę.
To mit i nie działa. Dalej jest nam zimno tylko tego nie czujemy.
Działa więc tylko na głowę, a to też dobrze. Jak gdzieś czytałem, że nawet udany seks rodzi się w głowie. A więc warto.
Poza tym taka góralska herbata rozgrzała już niejedno towarzystwo, nawet sceptycznie nastawionych do siebie ludzi.
Ileż to razy przyszło mi to sprawdzić.
Kieliszek za zdrowe serce
Tak mówił mój prawie stuletni dziadek, a wiedział co mówi bo o zdrowie dbał. A medycynę ludową cenił.
Mój kardiolog też tak mówił, jakiś czas temu. A potem już nie poruszałem tych tematów jako oczywistych. W końcu nie będę się pytał jak szczeniak czy mogę wypić
Poza tym taka na przykład treściowa mówi, że mam dobre serce.
Niezmienne powtarzam jej, że po drinku mam jeszcze lepsze. Oddałbym nawet przysłowiową ostania koszulę, dla innego człowieka. Wszak jest mi bratem, swatem i czym tam jeszcze trzeba.
A jak dobre serce nie może być zdrowe?. Przecież zdrowe i dobre to synonimy.
Drink na dobry sen.
Że ponoć po alkoholu sen jest niespokojny.
Mój znajomy o którym już kiedyś było, po degustacji alkoholu miejscowej produkcji, w pewnej chwili odszedł od stolika. Sprawdziliśmy i okazało się, że zapikował lotem nurkowym w świeżo obleczone i zasłane łóżeczko. Spał do rana jak dziecko i tak spokojnie, że wcale nie trzeba było poprawiać pościeli. Jak mówiła jego żona - zawsze po nocy kopał jak koń. Klasyczny przykład syndromu niespokojnych nóg.
I tak to naukowcy swoje, a życie i tradycja swoje.
Kiedy moja żona doświadczała pierwszej a później drugiej ciąży, zaleceniem lekarzy było picie czerwonego wina. Oczywiście odrobinę i od czasu do czasu.
Szczególnie przy pierwszym dziecku, nabycie tego trunku było trudne i czasochłonne.
Wystałem gdzieś tę butelkę Cabernet Savignone i od czasu do czasu, zgodnie z zaleceniem lekarza, podawałem żonie przy kolacji.
Teraz doczytałem się, że nawet najmniejsze ilości alkoholu w ciąży szkodzą.
Patrzę na te moje dzieci - nie wyglądają na „zaszkodzonych”.
Zalecenia lekarzy zmieniły się w tej kwestii o 180 stopniu.
A aptekarze jak kiedyś, nadal robią nalewki na spirytusie.
Szkodzi. Wszystko szkodzi, nawet golonka, a nie będę przecież popijał alkoholem zdrowych płatków owsianych.
Szkodzi, wędlina, ser, masło, mleko odtłuszczone i to bardzo tłuste. Jarzyny z metalami ciężkimi i pryskane owoce.
Parafrazując inżyniera Mamonia – chciało by się proszę Pana, aż wypić na uspokojenie wystraszonej duszy. I jak proszę Pana siadam i piję.
Od razu czuję, że chrom mniej mi szkodzi, mięśnie tężeją. Ja jestem świadom swej wartości i dobroci. Bo jak już wspomniałem - wszystko rodzi się w głowie.
I jeszcze jedno co przemawia za alkoholem, jak każe dobre lekarstwo, ma swoje dobrze znane i szeroko opisane skutki uboczne. Czyli ma plusy i minusy.
A w życiu o to chodzi, aby te plusy nie przesłoniły nam tych minusów.
I nie o naukowe metody obrzydzania idzie, a przed wszystkim idzie o umiar szanowni Państwo.
O umiar.

24 komentarze:

  1. Przerażają doniesienia z dziedziny dietetyki. Masz rację, żywmy się z umiarem, a w razie kryzysu liczmy na postęp medycyny. Nie warto truć sobie myśli tym, co nas truje (wszystkim?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie oglądam już programów - Wiem co jem, pomimo że prowadząca mocno wyszczuplała
      (Co jadła?)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Niesamowite;) Pięknie napisane!
    Zgadzam się w całej rozciągłości;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to z umiarem i do przodu
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Świetny wpis ;))
    czuję się rozgrzeszona z mych wystepków :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ, że nie namawiam.
      A grzechy? Cóż czy jest coś bardziej ludzkiego?
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Znalazłem kiedyś na fejsie taki tekst po angielsku, który teraz zapodam. Drogi Alkoholu
    Umówiliśmy się, że z tobą , będę dowcipniejszy
    Intelignetniejszy i że będę lepszym tancerzem...
    Widziałem film...
    Musimy pogdadć!
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest ta rozbieżność w realizacji umów. Jak w każdym związku.
      Rozmowy z alkoholem twarzą w twarz kończą się tragicznie, a same są żenujące.
      Fajny tkst

      Usuń
  5. to się dorzucę - jeśli na weselu dochodzi do zbiorowego zatrucia jakimś jedzeniem to kto najbardziej choruje? Kto nie pił wódki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, to.
      Znam to z autopsji, ale nie powiem w której frakcji byłem. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Bardzo dobre, biorę to jak swoje i będę uspakajać sumienie w razie czego. Nie tylko swoje sumienie - bliźnich też usprawiedliwię. Też mam dobre serce nawet na trzeźwo...hi,hi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ja chciałem zawsze potrząsać sumieniami, a nie je uspokajać.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Chodzi o to żeby plusy dodatnie nie przesłoniły nam minusów ujemnych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie mówił klasyk.
      Czasem cytowałem go gdy mówiłem do żony - kochanie nie chciałem ale musiałem.
      Teraz jakby coraz mniej muszę musieć.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. to jeszcze kieliszeczek koniaku na dobrą pracę serca. A tak naprawdę to wszystko można ale w granicach zdrowego rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze jeden?
    Jeżeli lekarz zaleci jeden kieliszek a chcesz wypić więcej, musisz leczyć się dodatkowo u innego. Wtedy pozwolenia się sumują. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Klik dobry:)
    Jednym słowem wszystko z głową i umiarem!

    Ale w sprawie golonki nie popitej alkoholem to się nie zgadzam. Jadam bez pięćdziesiątki, a nawet małego piwa. Pyszna i żadnych podrażnień nie zauważam.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko z umiarem, a wtedy nie ma problemów z głową
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Miałem kolegę, lekarza i wzór cnót wszelakich. Zawsze brzydziło go moje uzywanie tzw cck /cołkiem cysto kapslowano/, palenie oraz wszelkie inne czyny nieobyczajne /nie było ich za duzo/. Był wzorem zdrowego odzywiania, uzywania sportu i higienicznego sposobu zycia /nawet nogi mył/. Niestety zmarł juz ponad 25 lat temu - biedaczek /ale zmarł na pewno bardzo zdrowy/.
    Nie wymieniłes wielu zalet alkoholu, bo przeciez ludzkość nie durna i sama sobie by na złośc nie robiła.
    Człowiek staje się /w swojej wiekszości/ dobry i rozdaje nie tylko buziachy ale czasami i pieniądze, majatek. Niestety wraz z trzeźwieniem owa szlachetność staje się coraz mniejsza.
    Ujawniają się wszelakie talenty. Czy ktos widział człowieczka po alkoholu aby nie umiał śpiewać, aby nie znał historii a w szczególności ostatnich 100 lat. Wiedza ta jest uśpiona a tylko nieliczne okoliczności moga ja wydobyć.
    Niestety, w moim wypadku, nie moge uzywac alkoholu jak "wyjdę z nerw", bo co czytam na sieci, co widzę w TV...........niewiele czasu a był "anonimowym".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to prawda.
      Warto żyć pełnią życia. Bo inaczej nie ma czego wspominać na starość.
      Mówię oczywiście o wspominaniu z uśmiechem a nie wstydem. Czyli z głową.
      Znałem pewną panią żyła 60 lat na ścisłej diecie. Ona cieszyła się wiekiem, a ja jej współczułem.
      Dziękuję za wizytę i Pozdrawiam

      Usuń
  12. Te "nie zaszkodzone dzieci" - sprawdź! Wrzuć w Google - FAS syndrom!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciżem bym zezuł, by się nie tylko rękami pod tem podpisać, aliści mam z tem frasunek, bo obiedwie nogi gdzie poszły i nie znam zali wrócą trzeźwio:) Co do polotu, to spomniało mi się, jakeśmy za jakiej biesiady sprawą ryczeli jako te barany pieśni przeróżnych, aż przyszło do "Sokołów", gdzie jegomość pewien, któregom na trzeźwo o nijaką nie podejrzewał fantazję, przy słowach "omijajcie góry, lasy, pola, doły" wskoczył był na stół i z rozpaczą zgoła nieprzytomną zawył: "To gdzie, k...a, mamy latać?!!!"
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Alkohol uskrzydla i wyzwala co tu gadać
    Pyszna historia
    Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń