wtorek, 2 kwietnia 2013

Tydzień zaczyna się od wtorku



Było minęło. W zasadzie przygotowania były dłuższe od świętowania.
Zimowa pogoda i dodatkowo przenikliwy wiatr pokrzyżowały plany spacerowe. Nie wspominałem nawet o jakimś zwariowanym pomyśle w stylu - skoczmy do Szczawnicy.
Kiedy dzisiaj parzyłem poranną służbową kawę, poczułem, że wróciłem do cywilizacji.
Po północy Cyfrowy Polsat przywrócił mi w domu łączność internetową.
Młody tak zagłębił się w zasobach sieci, że wyżarł wszystko. Z początkiem świąt pojawił się komunikat informujący, że korzystać można ale tylko ze strony www dostawcy.
Nie chciałem patrzeć na smętne zero w pozycji dostępny internet i nie przypadł mi do gustu żaden film z ichniejszego VOD. Nie korzystałem więc z laptopa wcale.
Nie nastąpiło jakieś tam radykalne zwolnienie z możliwością przejrzenia poczty, tylko klasyczna blokada. Akurat w czasie wolnym planowałem sobie dokonać płatności i wysłać PIT-y. Nie zrobiłem tego jednak z powyższych powodów. Pretensje mogę kierować wyłącznie do Młodego,
bo zasady i limity są wyraźnie określone.
Tylko jak tu zarzucić mu, że za dużo korzystał z sieci?
Jak to za dużo? Z internetu?
I czy w ogóle te dwa słowa mogą funkcjonować obok siebie?
Za dużo i internet.
Śmieszne.
Dopiero dzisiaj, z samego rana wysłałem odczyt licznika gazu. Jak zawsze na koniec miesiąca.
Dzisiaj też poczytałem zaległe komentarze i zaproszenia z których już, nie dane jest mi skorzystać.
W zasadzie i bez internetu nie cierpiałem na nudę, wręcz odwrotnie zapychałem jak mały samochodzik. Aby odciążyć odrobinę żonę rozkładałem i składałem świąteczny stół a potem zapychałem i rozkładałem zmywarkę.
W misternie zaplanowany scenariusz świąt wkradł się fałszywy ton. Wielkanocne śniadanie odbyło się bez teściowej. Najpierw zamówiła sobie fryzurę u kichającej i kaszlącej fryzjerki,
Ta w gratisie podarowała jej dorodne bakterie grypy.
Żeby bakterie miały dogodne warunki, teściowa wybrała się zgodnie z krakowskim obyczajem na obchód kościołów. Wizytuje się groby, a potem je ocenia. Coś się dzieje.
Nikt nie potrafi jej jednak wytłumaczyć, że jeżeli tylko kilku lat brakuje do osiemdziesiątki ,nie jest koniecznym praktykowanie zwyczaju z lat młodości. Zwłaszcza w taka pogodę.
Kaszel, katar i temperatura.
Nie przeszkadzało jej to oczywiście na uczestnictwo w rezurekcji. Co prawda zarzekała się, że w procesji już nie brała uczestnictwa, ale znając ją...
Na śniadanie już jednak nie dojechała i święta  odbyły się tylko w towarzystwie dzieci.
W pierwszy dzień z synową jako nowym i mam nadzieję stałym gościem. W drugi dzień z dziewczyną młodszego.
W niedzielę w trakcie śniadania puściłem nieco wodze fantazji, ale już następnego dnia poprzestałem na lekkim posiłku.
Kiedy dzisiaj rano stanąłem na wadze z uśmiechem zauważyłem, że niewiele jest do odrabiana.
A poza tym nie ma o czym mówić.
Zamrożona wędlina i inne dobra, z pewnością obsłużą jeszcze długi majowy weekend.

12 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Ja nie mam żadnych dóbr zamrożonych, bo u mnie nigdy nic nie zostaje. Pewnie to źle, bo w razie niespodziewanych głodnych gości, trzeba pędzić do sklepu.

    Pozdrawiam poświątecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmrażanie zaś trwa dłużej n iż niespodziewana wizyta.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. jednak brak cywilizacji w postaci odcięcia od sieci działa podobnie na wszystkich :)
    Cóż Święta krótkie a do tego przy takiej pogodzie jedyna możliwość to konsumpcja połączona z leniuchowaniem tudzież konwersacja w większym lub mniejszym gronie. Zapasów gratuluję bo albo obżarstwa nie było (znaczy umiar w jedzeniu) albo stoły tak zasobne :)
    pozdrawiam ciepło, pomimo zina na zewnątrz
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. A mój tydzień zacznie się dopiero jutro:))) Mrożonki można robić tym razem nawet na balkonie. Wiosny nadal nie widać więc w majowy weekend też już nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wierzę. Zobaczysz zacznie się już lato. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ja znam takich, którzy już wczoraj nie brali alkoholu do ust, bo jutro(znaczy dzisiaj) do roboty. Mocno walczyli w pierwszym dniu i stąd ta ostrożność. Ogólnie - nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, prawda? A nadwyżkami się nie martw. Dzięki blogowi potencjalni goście będą mieć informację o zasobach lodówki.
    Pozdrawiam już poświatecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo chciałem napisać że ja nie znam, ale moi znajomi to ponoć znają takich co nie biorą alkoholu do ust.Potem doczytałem całość.Zgadzam się, to bardzo mądre nie pić gdy jutro do pracy. Szczególnie że większość dojeżdża autem.
      Moje piątkowe degustacje biorą się właśnie z tego powodu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. U nas święta w tym roku były spokojne, ciche i bez przepychu :) Tak właśnie chcę obchodzić i kolejne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to walczę. Spokojnie i bez przepychu.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). A to dlatego nie przyszedłeś mnie odwiedzić.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to tłumaczyć na blogu?
      Pozdrawiam

      Usuń