środa, 3 kwietnia 2013

By każdy tekst był o czymś, bo tak wiele jest o niczym

No właśnie. Podnoszą się głosy, że blogi pisane są dla znajomych. Tworzą oni z autorem sieć blogowych znajomych. To takie towarzystwo wzajemnej adoracji, gdzie członkowie piją sobie z dzióbków. Tematy są błahe a problemy wymyślone.
Wzorem niezapomnianego Wiesława Dymnego chcą chyba powiedzieć - dość już tego memłania (na blogach). Koniec o swojskich makatkach, pieczeniu chleba i zdrowiu teściowej.
Teksty powinny być zaangażowane. Istotne w walce o pokój, albo sprawiedliwość społeczną.
Chyba zaczyna nam brakować określeń z poprzedniej epoki.
Bez memłania? Proszę bardzo.


Polska B. Niektórzy chcą krzyczeć, że zapóźnienie i oddalenie od władzy.
Przepraszam mieszkańców ściany wschodniej, ale ja tak nie uważam. W dobie wszechwładnego internetu nie ma już miejsc zapomnianych i prowincjonalnych.
Czytając wiadomości można dojść do wniosku, że bywa tam czasem ciekawiej niż w wielkim mieście.
Przykład? Proszę bardzo.
Do szkoły w Skomacku Wielkim (woj warmińsko-mazurskie) chodzi tylko 8 dzieci – pięcioro do zerówki, jedno do klasy pierwszej i dwoje do drugiej. Natomiast zatrudnionych jest w niej aż 9 nauczycieli.
Czy widział ktoś taką szkołę w Krakowie czy Warszawie gdzie na każdego ucznia przypada 1,1 nauczyciela?
Jak z tym żyć ?

* * *

Fragment z internetu:
Jeśli chcecie wkurzyć sąsiadów, to w soundbarze (cokolwiek to znaczy) LG i tu długi numer ustawcie basy na maksimum. Przy okazji skazujecie się jednak również na gniew innych domowników.
No tak. Z dalszej treści wynika, że jest to zestaw mogący zastąpić tradycyjne kina domowe 5.1
Mój sąsiad z góry uwielbiał kino domowe, nie uznawał natomiast wykładzin i dywanów.
Kiedy włączał kino akcji z efektami audio sound woofer podskakiwał na panelach niczym irlandzki tancerz. Wywoływał tym u mnie na dole przygnębiające wrażenie, że zaraz cały sufit runie, grzebiąc mnie pod jego resztkami.
Na sąsiada kinomana nie było silnych, a policja nie reagowała, być może z powodu kłopotów z właściwym zapisem słowa sound woofer w raporcie.
Tak czy inaczej z radością przyjąłem informację o nowej pracy sąsiada. Bywał w domu rzadziej a po powrocie słychać było raczej pracujące sprężyny materaca niż opróżniany magazynek pistoletu Stevena Seagala.
Ten ostatni dźwięk jak zgodny z naturalnym zachowaniem człowieka nie przeszkadzał mi zwłaszcza, że sąsiadka przyjmowała kolejne orgazmy w ciszy i spokoju.
Z rozrzewnieniem wspominałem też rozmowę z sąsiadem z dołu któremu przeszkadzały moje kąpiele po dwudziestej trzeciej.
Dzięki Bogu nie miałem wielu imprezujących sąsiadów.
A przecież mogliby w myśl piosenki Oddziału Zamkniętego (potem popularyzował ja Liroy).
Zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt,
Niech sąsiedzi walą, walą, walą,walą do drzwi.
Sztuczne ognie niech się palą, palą, palą, a Ty
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat,
Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat.
A przecież kiedyś było inaczej. Czy razem z PRL- em odeszło do lamusa liczenie się z sąsiadem?
Bo przecież i my kiedyś będziemy mieli gorszy dzień i przyda nam się spokój dla skołatanej duszy?
Powyższe działanie nie różni się niczym od wystawiania śmieci na klatkę schodową. Bo przecież my home is my castle. A za drzwiami i murami to już mi wszystko jedno.
To trochę prymitywne, nie?
Z pewnością nie dla targającego 200 watowy wzmacniacz sąsiada z trzeciego piętra.
Przecież to dźwięk 5.1 jak można tego nie lubić?

* * *

Daniel Olbrychski twarzą Biedronki. Pamiętam jeszcze jego debiut reklamowy z lodami. W duecie z Marylą Rodowicz reklamował wyroby pewnego polskiego producenta.
Jakby odpierając zarzuty malkontentów, Daniel Olbrychski stwierdził, że po to wiele lat pracował na swoje nazwisko by teraz mógł z tego skorzystać. Zgadzam się z nim. Staramy się żyć w dobrobycie, ale tego samego zabraniamy jednak innym. Chcielibyśmy by popularny aktor występował tylko w ambitnych produkcjach, krzywiąc się na udział w telenowelach.
Tylko tych ambitnych filmów nikt nie kręci, albo kręcone są niezwykle rzadko. Rachunek za gaz czy owies dla konia trzeba płacić regularnie.
Tak więc poeta ma klepać biedę by być wiernym własnym wierszom, a aktor odgrywanej postaci.
Mieszkaniec gór powinien żyć ekologicznie, wyrabiając samemu ser i masło. Krzywimy się na jego zakupy w dyskoncie. W koszyku bowiem chleb z sieciowej piekarni i margaryna do smarowania pieczywa. Przecież powinien sam zasiać, zebrać, zemleć, zagnieść i upiec. Każmy mu jeszcze pleść kapcie z łyka, byśmy mogli w ramach dwóch tygodni urlopu rozkoszować się dzika prostotą, po której oczywiście wrócimy, do lunchów brunchów i klimatyzacji.
Nie mam pretensji do Daniela Olbrychskiego o występ w reklamie. Nie zniszczył tym swojego wizerunku mocnego faceta. W moich oczach nadgryzł ten wizerunek fotografując się dla jakiegoś kolorowego magazynu ze swoim psem rasy …. york, ale prawa do posiadania takiego właśnie psa też mu nie odmawiam.
I jeszcze jedna rzecz w tym temacie.
Stowarzyszenie przeciwko wykorzystywaniu przez Biedronkę pisze w liście do aktora:
"Chcielibyśmy nadal kojarzyć Pana raczej jako Kmicica z 'Potopu' i Karola Borowieckiego z 'Ziemi obiecanej' niż jako Starszego Pana Lubiącego Polskie Jedzenie z Biedronki". To może nie najlepszy przykład. Jeżeli ktoś nie czytał książki, ale karnie obejrzał „Ziemię Obiecaną” do samego końca ten wie, że her Borowiecki nie wahał się wysłać zbrojnych przeciwko robotnikom swojej fabryki.
Ale to tylko tak przy okazji.

20 komentarzy:

  1. trochę mnie przeraża myśl, że pisanie bloga jest misją i nie można o kwiatkach, kotkach i teściowych.
    Artysta ma stworzyć dzieło i umrzeć z głodu, wszak jego praca jest nijak niewymierna, chyba, że policzysz znaki albo powierzchnię płótna i ustalisz stawkę, ale to przecież będzie chałturzenie.

    Widzisz to za oknem? Gazownia zaciera ręce:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pojechałeś Antoni. Można powiedzieć, że bez memłania rozprawiłeś się z patologią występującą wciąż jeszcze w naszym nowoczesnym i postępowym państwie. Krytykować nie chcę, chwalić nie wypada, aby nie podpaść pod kategorię.".. takiego towarzystwa wzajemnej adoracji, gdzie członkowie piją sobie z dzióbków. Tematy są błahe a problemy wymyślone...."
    Przyjmuję wyzwanie i ograniczę memełanie.
    Z pozdrowieniami dla Nowatora
    Tatul

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja tam lubię memłanie, zwłaszcza,że nie mam siły na ustosunkowanie się do wszystkich treści.Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie było "memłania" i przeczytałam z przyjemnością bo wiele prawd odnalazłam, zwłaszcza dot. stosunków sąsiedzkich. Dziś już mnie to tak nie dotyczy bo wyprowadziłam się z bloku.
    Co do istoty "memłania" na blogach to jestem z natury tolerancyjna i niech tam sobie każdy pisze co mu w duszy gra. A my możemy czytać to co nas interesuje. Choć może nie do końca tak jest z ta moją tolerancją, bo ostatnio napisałam post (http://przytulnydom.blogspot.com/2013/03/prawdziwe-kamstwa-czyli-co-mi-chodzi-po.html) o tym, że coraz częściej wolę blogi prawdziwe, nie przesłodzone z pięknymi czyściutkimi zdjęciami i obrazkami szczęśliwych, spełnionych gospodyń domowych.

    OdpowiedzUsuń
  5. o sąsiadach to prawda, sama mieszkałam w bloku przez xx lat i wiem co to znaczy dreptanie w sabotach po linoleum, o reszcie sie nie wypowiadam....
    teraz mieszkam na swoich włościach ale i tak łapie sie na tym aby nie za głosno drało radio :)

    a co do bloga, tak juz jest że wytwarzaja sie jakies osobiste sympatie, podobne spojrzenie na pewne sprawy,
    ja lubie czytać oczywiście bez wścibstwa o nor,alnym ludzkim zyciu, o wzlotach i upadkach, u mnie też tak jest.....
    natomiast blogi czysto naukowe, prześmiewcze czy pseudo ...cos tam..... czasami podczytuję, ale nie lubuję się w takiej literaturze....

    ciekawe są równiez dla mnie blogi młodych mam, które traktuja swoje dzieci prawie jak zabawki, te wyprawki, pokoiki, zabawki....
    wiem że sie może naraże ale dawniej wychowywało sie dzieci troche inaczej, nie powiem że surowiej ale w poczuciu jakiegos szacunku do dorosłych...
    teraz wiekszość młodych to bezstresowce, którym wszystko wolno... biegać po marketach, ściągaż towar z półek, wrzeszczeć, siadac z butami w autobusach na siedzeniach....
    ech za dużo tego.....
    pozdrawiam bez memłania...:)

    OdpowiedzUsuń
  6. To już nie wolno prowadzić bloga po swojemu ??! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie chcę być zaangażowana w nic innego, niż sprawy, które mnie samą żywo obchodzą! :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyjmuję u siebie regułę złotego środka- trochę memłania, trochę misji:))) Ponieważ Twój post wyczerpała tygodniowy limit misji, idę do siebie napisać memałny post:)))
    Ten fragment na samej górze o nauczycielach i dzieciach, to sytuacja idealna, o której marzy niejeden rodzic i nauczyciel. Indywidualne kształcenie przynosi uczniowi najlepsze efekty. Niestety, finansowo rujnuje Gminę. Co będzie w tej miejscowości dalej ze szkołą? Wiadomo... dzieci czeka dojeżdżanie do nowej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie rozmemłana jest aktualna polityka, celebryci i tragedie z pierwszych stron gazet. Wolę to swojskie blogowe - przynajmniej tytuły się zmieniają ;)

    Pozdrawiam ciepło - Blogowa Adoratorka :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też jestem zdania by memłać do woli

    OdpowiedzUsuń
  11. To co, nie będzie już nic o teściowej?

    OdpowiedzUsuń
  12. A może zamiast na memłaniu, skupmy się na mymłonie...albo może każdy na swoim:)

    OdpowiedzUsuń
  13. memłanie na blogach w myśl zasady: " Nie mam nic mądrego do powiedzenia, muszę więc założyć bloga?" :) Bez przesady! Nie wszystko musi być śmiertelnie ambitne i poważne. Nie przeszkadzaja mi blogi o kwiatkach, makatkach, zdrowiu teściowej czy kto jakie dżinsy wsadził dzis na pupę :) każdy śpiewać może trochę lepiej lub trochę gorzej i każdy bloga prowadzić może trochę lepiej lub trochę gorzej... Myślę, że to też znak naszych czasów. A z blogami tak jak ze wszystkim: jakie społeczeństwo - taka kultura i takie blogi. A jak jest każdy widzi :) Pozdrawiam i uciekam spać!

    OdpowiedzUsuń
  14. Róbta co chceta - mówił Jurek Owsiak. Z memłania również można uczynić sztukę.
    Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem za wolnością, blog jest czyjś i właściciel może pisać, o czym i jak chce, to nie gazeta poważna oraz odpowiedzialna. Wspomnę o mej nieskromnej osobie, teraz piszę, bo owdowiałam i jest to dla mnie terapią, spijamy sobie z dzióbków z koleżankami, bo dzięki nim udaje mi się odstawić pigułki, co je mam nazbierane na wypadek, gdybym już nie zdzierżyła dlużej. Rozumiem, ze to podpucha była, ale wpisałam się na wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy wziąć ten "apel" na poważnie i tylko tak. Dziękuję, pozdrawiam Ceśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dopisuje sie jeszcze raz pod Cesia, bo madrze prawi dziewczyna!

      Usuń
    2. Cesia,ale takie memlanie ma sens . To chyba o inne memlanie chodzi..?
      Btw trzymaj sie dzielnie, niech czas dziala na korzysc dla Twojej duszy.x
      AM

      Usuń
  16. Pewnie sie naraze i to ostro,ale powiem ,ze mam takie odczucie- memlane blogi,znawcy fashion and style,mamo to ja( a'propos ,pamietam 16 lat temu , dobry miesiecznik dla mam to byl wtedy)czy inne o tesiowych;).... jestemy wszyscy tak zagubieni , nie potrafimy odnalezc sie w tym swiecie,ze chcemy byc widoczni ? Oczywiscie ,zycie jest jakie jest, punkt widzenia zalezy od siedzenia ,ale ten obraz i ilosc blogow memlacych wydaje mi sie zatrwazajacy,jako zjawisko niepokojace. Jak zyc ? And why so serious ? slogan,ktory rozumiem,ale doprowadza mnie do zadumy...pozdrowienia dla wszystkich
    AM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był taki trochę prowokacyjny tekst, który pokazać miał jak daleko odeszliśmy od tego co w PRL-u było normą. I bardzo dobrze. Efekty uboczne to takie właśnie zagubienie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  17. tak wlasnie myslalam ;)Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń