poniedziałek, 18 marca 2013

Jak cudne są wspomnienia





Jakieś dzwonki, jakieś talerze i dwa stare żelazka. To namacalne ślady posiadania kiedyś chałupy w górach. Zabrałem ze sobą jakbym z pożaru wynosił Nie o wartość materialną szło, ale o tę emocjonalną. Z pieczołowitością zostały odczyszczone i złożone w nowym miejscu. Właśnie fachowcy skończyli montować szafki w kuchni. Jest inaczej, ale to nowoczesne wnętrze nawiązuje do pozostałego wyposażenia. Nie drażni chromem i nierdzewną stalą, chociaż są takie elementy, ale dopasowuje się do reszty mebli, jakby uzupełniając je. Lodówka została zamaskowana z boku, regałem z półokrągłymi półkami. Tu znalazły swoje miejsce moje bibeloty. Niekompletna lampa naftowa, moździerz z dwoma ubijakami, figurka kota o której kiedyś wspominałem i dwa żelazka. Jedno jest z duszą, a drugie na węgiel drzewny. Stara obżarta przez czas dusza telepie się jeszcze w środku i kiedy tak nim potrząsam, myślę sobie, że w mam żelazko z duszą a może dorobię się i domu z duszą. Ten w Gorcach duszę miał.
Z powyższego wynika, że dom mam urządzony w stylu eklektycznym. To takie łagodne określenie zestawu sprzętów od sasa do lasa. Z drugiej jednak strony, jakie ma być po tylu latach życia?
Wszak różnie bywało, a z każdego etapu życia pozostała jakaś pamiątka. Jestem chyba sentymentalny, walcząc z żoną o ograniczenie zmian do minimum. Przecież każda z tych rzeczy ukrywa w sobie swoją historię. Pierwsze filiżanki na kawę jakie kupiliśmy wspólnie. Boże jak ta kawa smakowała, pierwsza wspólna kawa we własnym domu. Nie dorównał jej żaden z później zakupionych superekspresów. Nie dziwcie się, że nie chcę wyrzucić ostatniej pozostałej i całej filiżanki.
Mam też dwie wizytówki z drzwi. Oprawiam je właśnie w drewniane ramki. Zawisną w pomieszczeniu wiatrołapu zaraz po wejściu do domu. Każda z nich to wielka radość ze zmiany w naszym życiu.
Pamiętam jak zamawialiśmy tę pierwszą.
Trzy dzwonki z czterdziestu które stanowiły wiejską kolekcję. Spiąłem je w zestaw i powiesiłem w przedpokoju. Pozostałe cieszą nowych właścicieli. Tak przynajmniej mówili.
O przepraszam jest jeszcze jeden taki z ozdobnym kogutem na płocie. Taki do montowania przy furcie. Przyjechał z Prowansji. Znajdzie miejsce przy wejściu.
I tak dalej i tak dalej. Mógłbym wymieniać i opowiadać. A do szczęśliwych chwil mam dobrą pamięć. Smutków i rozczarowań staram się nie pamiętać, poza nauką którą owe wydarzenia mi przyniosły.
- To starość – ktoś powie – i pojawiająca się z wiekiem mania gromadzenia.
Może i ma rację, bo z wiekiem rzeczywiście zmieniamy się. Czasem jest to zmiana na plus, czasem na minus.
Jakiś czas temu, teściowa korzystając z  ładniejszej pogody, dokonała przeglądu warzywniaka. Ponoć cebula siedmiolatka już wychodzi, a truskawki są w dobrym stanie. Ja tego nie potrafię poznać po tych mikrych pędach, ale w połowie roku powinienem być zorientowany. Ponoć gdzieś pod siatką rosną ogrodowe jeżyny.
Mogło by być już ciepło, a tu jak nie posypuje śniegiem, to mrozi. Dla rewanżu zaś słońce jak nad Jamajką.
Na porządkowanie czeka szopa na narzędzia ogrodnicze. Muszę tu wyroić kącik na motocykl Młodego. Chyba nie wyraziłem się poprawnie. Z szopy na narzędzia będziemy robić garaż na motocykl, a w części wygospodaruje się miejsce na narzędzia ogrodnicze. To punkt widzenia Młodego, a ja znając życie ulegnę.
Póki co cieszę się, że prawdopodobnie opanowałem zużycie gazu w domu. Rachunek zdecydowanie się zmniejszył, przy nie pogorszonym komforcie wnętrza. Ostatnia korespondencja z PGNiG potwierdza to.
Oby tak dalej.

24 komentarze:

  1. Lubię takie sentymentalne podejście do życia :-)
    A co zrobiłeś z gazem,że komfort ten sam ?
    Bardzo mnie to interesuje, ale to bardzo
    i będę wdzięczna za odpowiedź :-)
    Grzeję dom gazem właśnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja się dołączam - ostatni rachunek za gaz 1300:(((((

      Usuń
    2. Właściwa czyli zdrowa temperatura wnętrza, a poza tym dopalanie kominkiem. Pozdrawiam

      Usuń
    3. No tak, czyli jednak na przyszły sezon dobrze by było założyć kominek...
      pozdrowienia!

      Usuń
  2. A z moim starzeniem się jest odwrotnie, wyrzucam rzeczy wraz ze wspomnieniami. To co było minęło, wszystkie dobre chwile uleciały , a obraz tego dobrego, co minęło bezpowrotnie , raczej drażnił, niż nastrajał pozytywnie. Stąd rozstania, może i z żalem, ale jak to mówią , co z oczu, to i z serca, a nie mam na myśli trosk, tylko miłe wspomnienia, które teraz trochę "gniotą". Nie wiem , czy wyrażam się jasno? Mam trudności z definiowaniem ,i poczuciem także,szczęścia. Ogarnia mnie przerażenie, może pozbywanie się przedmiotów, które wiążą się z przeżyciami, odziera moją rodzinę z tradycji? I co ja powiem wnukom, co im pokażę? Skoro nawet zdjęcia od jakiegoś czasu przechowuję tylko w komputerze. Straszne są rewolucje, a techniczne najbardziej.
    Do tej pory wydawało mi się ,że wiele nas łączy, A dzisiaj czuję się zdołowana, że ja już tak nie umiem , jak Ty. Już mnie nie cieszy stare żelazko, nawet jeśli ma bogatą duszę i historię. Już mnie nie cieszy...Hanula

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolekcjonować elementy przeszłości tak, ale nie można żyć przeszłością choćby jak piękna była. Tak naprawdę liczy się tylko dzień dzisiejszy. Wspomnienia nie są walutą nie nadają się też do handlu wymiennego. Moja żona która zdecydowanie gotowa pozbyć się moich pamiątek też nie lubi zdjęć na komputerze. Papier to jest papierek- mówi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzystam ze zdobyczy techniki, w granicach rozsądku i potrzeby, nie lubię jak mi się wciska nowości na siłę / dosłownie i w przenośni:)/.Przeraża mnie wszechobecna cyfryzacja, komputeryzacja.A podobno moje pokolenie na emeryturze będzie o niebo w lepszej sytuacji od obecnego, za sprawą umiejętności wykorzystania najnowszych zdobyczy technicznych:)Pożyjemy zobaczymy. Nie wiem jak mnie to uszczęśliwi, skoro już teraz mam awersję do mizianych telefonów, a za chwilę już innych nie będzie. I weź tu żyj w takim świecie, co to nie liczy się jednostka, tylko ...nie wiem co się liczy. Hanula
      PS Wiem,że jesteś zapracowany, ale już od dawna nie degustowaliśmy u Ciebie na blogu win:)

      Usuń
    2. Zapracowanie nie przeszkadza mi w degustacji. Poprawię się. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Zacznę od gratulacji w związku z kosztem gazu, mój ostatni rachunek mnie powalił :/, a kolejny śni mi się w kategorii koszmarów nocnych.
    Lubię pamiątki o wartości emocjonalnej, więc nie dziwię się, że i Wy przechowujecie je chętnie.
    Mój ogródek póki co zasypany śniegiem ... i modlę się po cichu, żeby nie dopadało, a jeśli, to niech będzie jak najmniej!
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy rachunek mnie powalił bo miałem jeszcze blokowe przyzwyczajenia.
      W drugim zacząłem myśleć, a teraz widać efekty. To i tak dużo, ale mniej niż na początku.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się pomysł z oprawieniem i ekspozycją starych wizytówek. Świetnie! Nie dość, że wspomnienia pozostaną to ocalasz od zapomnienia obyczaj opisywania mieszkań. Kto zacz tam mieszka. Zauważ, że wizytówki na drzwiach są rzadkością. To część świata, który przeminął. Ochrona danych osobowych przerobiła ludzi na numery.
    A gdyby tak stworzyć zbiór domowych wspomnień opisując poszczególne przedmioty mające dla Was wartość sentymentalną? Można by to czytać wnukom zamiast bajek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką rolę pełnią muzea. A tych wizytówek nie potrafię wyrzucić przecież "M.A Relscy" jest nadal aktualne. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Uwielbiam takie przedmioty z duszą, nawet jeśli sa nadgryzione zębem czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszą być nadgryzione inaczej wydają się nieprawdziwe. Pozdrawiam

      Usuń
    2. ale znam przypadek, ze jeden pan na wsi chcial ofiarowac znajomemu stare zelazko, ktorym ten sie zachwycil. Obiecal mu je przywiezc za kilka dni. I zeby lepiej, w jego mniemaniu wygladalo, niezle je podrasowal. Starannie pokryl stare zelazko taka wstretna, srebrna, blyszczaca farba, ona ma jakas nazwe, ale nie znam sie na tym. Obdarowany omal nie zemdlal z wrazenia, a pan sie cieszyl, myslac, ze to z zachwytu :)

      Usuń
  7. To nie sztuka wybudować nowy dom.
    Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
    Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
    Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń.
    To nie sztuka wytrenować sobie mózg.
    Sztuka sprawić, by rozumiał ludzi,
    By pozwolił nam się wsłuchać w deszczu plusk,
    By nie budził z marzeń nas jak budzik. http://www.youtube.com/watch?v=YhI1SBgAiGM

    Te słowa dotyczą każdego domu - nie tylko nowego.
    Jesteś więc artystą...
    Gratulacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję , bardzo dobry tekst. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Masz rację, są takie rzeczy w domu, dla wielu bezwartościowe, ale ja bym ich nie oddała za żadne skarby świata. Rzeczy wypełnione wspomnieniami :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jak te kolorowe szklane kulki z młodzieńczych lat. Są do niczego a ile wspomnień. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Po kilku przeprowadzkach, w tym ostatnim domu, zmieściły się już tylko same pamiątki. W starym kredensie jest wbudowana plazma50'', lodówka schowana w biurku, PC-et w pomocniku, jeden z dużych laptopów ukryty jest w toaletce żony, w każdym pokoju wiszą i stoją chodzące zegary z kurantami, sprzęt elektroakustyczny zamaskowany w starej fisharmonii pradziadka (super dźwięk). Niestety dla osób z zewnątrz to nie jest eklektyzm, tylko klekotyzm. Niech będzie ...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. W chałupie w Gorcach miałem telewizor bo był mi potrzebny do obejrzenia prognozy pogody i sprawdzenia czy żyje jeszcze w Państwie w którym się obudziłem. Odbiornik odbijał od wnętrza, no po prostu wył. Kupiłem starą szafkę w sklepie z tak zwanymi belgijskimi meblami. Świetnie ukrywała odbiornik nadając wnętrzu właściwy klimat.
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Ja tez jestem sentymentalnym facetem. Zbieram wszystko, co ma ze mną styczność. Potrafiłem dociągnąć do 45 roku życia stare swetry, w których zaklęty był jeszcze dym z haercerskich ognisk z drugiej połowy lat '70. Niestety kiedy miałem rozciętą stopę i nie mogłem chodzić jedna nasza opiekunka podarłą je i wyrzuciła. Do dzisiaj jej to wypominam, mimo że przyniosła mi kilka swetrów jej męża. No ale tego jej nie zapomnę do końca życia.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety niestety tak mają, Ja też mam co wypominac własnej małżonce w tej kwestii.
      Pozdrawiam

      Usuń