wtorek, 12 marca 2013

Dopóki śmierć nas nie rozłączy




Nie, nie będzie o związkach partnerskich. Media wystarczająco często huczą na ten temat, wałkując problem na tak cienkie plastry, że powoli staje się to niestrawne.
W dobrym tonie jest przecież zapytać polityka, co o wspomnianych związkach sadzi.
Mnie interesuje rodzina jako ta jak to mówią podstawowa komórka społeczna.
Niestety zdobywając wiedzę na ten temat, mam ambiwalentne uczucia. Stoję w takim rozkroku pomiędzy tak a nie, próbując zrozumieć zachowania stron zainteresowanych jak by nie było w jej rozwoju. Myślę o hierarchach kościoła katolickiego.
Z jednej strony płacz w mediach, że ślubów mało. Pewnie przez kłopotliwe formalności, których i ja sam doświadczyłem. Byłem i jestem za tym by procedury uprościć, a tu czytam coś zupełnie innego. Teraz narzeczeni, którzy planują zawrzeć związek małżeński w kościele powinni uzbroić się w cierpliwość.
Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że Kościół Katolicki wprowadza zmiany przepisów w udzielaniu ślubów kościelnych. Żeby wziąć ślub kościelnych trzeba będzie załatwić określone formalności. Kurs przedmałżeński przed ślubem będzie trwał nie 10 godzin, a 6 miesięcy.
Zamiast wykładów mają być organizowane spotkania w formie warsztatów.
Kto na tych warsztatach będzie ćwiczyć co? i z kim?
Pamiętam praktyczną rozmowę przedślubną na temat planowania rodziny. Spuszczę jednak nad tym zasłonę milczenia.
Poza tym przyszli małżonkowie będą musieli wypełnić ankietę, w której odpowiedzą na pytania dotyczące ich cielesnego pożycia.
Zaraz też podawany jest powód owego zaostrzenia przepisów.
Stolica Apostolska chce, by przyszli małżonkowie zdali sobie sprawę, że małżeństwo to nie tylko papier legalizujący związek, ale przede wszystkim wytężona praca nad budową szczęśliwego związku dwóch ciał i dusz.
Wiele osób poległo w tej walce o lepszą jakość małżeństwa.
Ponoć w samej archidiecezji warszawskiej liczba spraw o unieważnienie małżeństwa w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosła z 300 do 400 rocznie.
Zadaję sobie pytanie czy ten wzrost wniosków o kościelny rozwód wynika z niedojrzałości czy jedynie z powodu pojawiających się możliwości.
Nie rozumiałem o co chodzi kiedy mój dziadek deklamował taki wierszyk
Za pieniądze ksiądz się modli
Za pieniądze świat się podli
Za pieniądze się ożenisz
Za pieniądze babę zmienisz.
Minęło jeszcze trochę lat zanim przekonałem się jak bardzo świat potrafi się upodlić.
A dziadek żył w czasach wyjątkowości rozwodów. A, że śluby były kościelne to i takie musiały być rozwody. Elity drugiej Rzeczypospolitej radziły sobie z tym zmieniając wyznanie, czego przykładem jest sam Pan Marszałek. Biedni zadręczali się nawzajem aż do śmierci.
- Aż do śmierci – uczyła nas i powtarzała katechetka.
- Dopóki śmierć nas nie rozdzieli – wypowiadałem słowa przysięgi małżeńskiej.
Co więc się dzieje? Dlaczego Ci którym powinno zależeć na wzroście słupków mnożą problemy?
Człowiek jest stanie uczynić wiele dla wiary swoich przodków zwłaszcza jeżeli wychowywał się w tradycyjnych wartościach. Wiele to nie znaczy wszystko. Wiele zmieniło się od czasu, gdy z kościelnej ambony nawiedzony misjonarz opowiadał jak wygląda życie w gorącej Afryce.
Uczymy swoje dzieci myślenia i zadawania pytań. I oni myślą i te pytania zadają.
Nie ma już że coś się powinno, że coś trzeba.
- A dlaczego trzeba? - pada pytanie
Nie zapytam wtedy – a lekcje odrobiłeś? - ponieważ nigdy nie uciekałemod rozmowy w ten sposób.
Jakby na moje zamówienie pojawił się ostatnio artykuł w Polityce Tytuł to „Szycie życia na miarę”
Zmienia się podejście to małżeńskich więzów. Niechęć do ich założenia widoczna jest w statystykach
W związkach nieformalnych żyje w Polsce ok. 2 mln ludzi. Rocznie w takich związkach rodzi się ok. 60 tys. dzieci czyli 25 proc. wszystkich narodzin.
Z drugiej strony do 63% wzrosła akceptacja dla nieformalnych związków
Już te cyfry powinny dać nam do myślenia. Mnie dają pomimo tego że już nie jestem zainteresowany. Żal mi jednak tej pięknej tradycji.
Pamiętacie swoje śluby? Ja swój ślub w stanie wojennym dość dokładnie opisałem na blogu.
Jak pisze autorka artykułu z Polityki, Pani Martyna Bunda, na ślubnych zdjęć widać tych młodych spłoszonych ludzi. Pewnie przez to wszystko co dzieje się wokół.
Bo co zyskują poprzez zawarcie małżeństwa?.
Zyskują nowe obowiązki. Których gwarantem i bezwzględnym egzekutorem jest Państwo.
Od tej pory Państwo będzie tylko żądać, wymuszać wykonywanie ciążących obowiązków i straszyć sądem.
Odsyłam do tego artykułu wszystkich zainteresowanych, w innym przypadku powinienem cytować słowo za słowem, a to już byłoby nadużycie.
Oj niewesoły obraz małżeństwa jawi mi się po przeczytaniu tego artykułu. Zaczynam tez rozumieć dlaczego młodzi i inteligentni ludzie po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw wybierają tak zwane wolne związku. Nie napisałem, że popieram. Napisałem że rozumiem.
Co mam do zarzucenia instytucji małżeństwa?
Nic. Wspólnie z Marią żyjemy w związku od trzydziestu kilku lat. Rzuciliśmy się na głęboką wodę bez podstawowej wiedzy w tym temacie. Dzięki bogu dotychczas nam się udaje, ale życie jako takie dopuszcza również porażki.
Mam nadzieję, że uda nam się ominąć jak do tej pory to się udawało wszelkie rafy i niebezpieczne mielizny.
Jeżeli zaś nauczyliśmy nasze dzieci mieć wątpliwości, nie dziwmy się że je mają
Sam mam, chociaż za moich czasów wystarczyło by rodzice powiedzieli tylko
Tak, bo tak. 



                 

21 komentarzy:

  1. Łatwość życia w nieformalnym związku nie oznacza,
    że będzie łatwiej w życiu ...
    Łatwiej, szybciej, dalej, wyżej
    a potem tyłek boli mocno jak spadniemy na ziemię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie że w związku nieformalnym wcale nie żyje się łatwiej. Tu suę trzeba cały czas starać. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Pamiętam. Miałam dwa cywilny i kościelny, dlatego, że tak chcieliśmy. Nie wyobrażam sobie kursu (który i tak niewiele wnosi) trwającego 6 miesięcy (w niektórych wypadkach powód zamążpójścia będzie już na świecie :p).
    Czy kościelne przepisy będą zaostrzone czy poluzowane to i tak rozwody będą, ludzie będą się rozstawać, nieodpowiedzialni będą się parować przed Bogiem. Taki jest świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kto przeżył nauki przedślubne wie na ile one mu się przydały. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Gorzka to prawda ale prawda. Kościół zniechęca do formalizowania związków, mnoży trudności przy udzielaniu sakramentów i posług. Wszystko po to aby podkreślić ważność instytucji, człowiek niewiele się tu liczy. Wzrost pozwów o unieważnienie małżeństw tłumaczę wzrostem dostępności do informacji oraz świadomości społeczeństwa. Czy Kościół rzetelnie informuje o takich możliwościach np w trakcie wymaganych kursów przedmałżeńskich? Za "naszych czasów" taki temat nie istniał.
    Natomiast trzeba uczciwie zauważyć, że państwo z jednej strony straszy sądem i egzekwuje ale tym samym pomaga stronie pokrzywdzonej, np w sprawie alimentów, spadków itp.
    Wątpliwości jednak pozostają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w sprawie tej pomocy państwa, odsyłam do artykułu (jest dostępny na stronie internetowej polityki). To dziwna pomoc.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Czytałam, czytałam...

      Usuń
  4. Brałam trzy razy ślub i jakoś nie mam nabożeństwa do tego rodzaju formalności. Tak się złożyło i już. Moja córka ma wielkie wątpliwości. Wie, ze najpierw jest ślicznie i apetycznie, a potem różnie bywa. Poza tym warunki ekonomiczne nie sprzyjają braniu ślubu. Najbardziej optymalnym dzisiaj wyjściem jest nawet nie związek partnerski, ten raczej dotyczy ludzi 30 +, a mieszkanie solo przy rodzicach i częste spotykanie się. Dwoje ludzi, zarabiających po 8000 złotych na rękę nie ma szans utrzymać się razem w odrębnym mieszkaniu.
    Cyrk wokół ślubów i rozwodów napawa mnie niesmakiem. Po co ludziom narzucać te całe utrudnienia, koszty i otoczki. To powinna być bardzo uproszczona formalność urzędowa w jedną i w drugą stronę, a wesele i wszystkie bajery to sobie ludzie sami dodadzą, żeby było co wspominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez jestem za prostą formalnością. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Na Facebooku zamieściłem kiedyś na zasadzie "Udostępnij" demota pokazującego parę młodą przed księdzem w kościele w momencie gdy ona przyrzeka: I przyrzekam, że cię nie opuszczę, aż do rozwodu.." Dodałem swój komentarz typu..."co to się teraz wyrabia ?" Byłem zdziwiony reakcją pań po przejściach. Były oburzone, że mnie to dziwi.
    A mnie dziwi stan jaki się upowszechnił i kwitrnie wg. słów proroczej piosenki "Lepszy model".
    Nie mam do Ciebie cierpliwości
    To pewne że już nie będę mieć
    Minął termin twojej przydatności
    Gwarancja nie obejmuje Cię
    Nie pozostawiasz mi wyboru
    Na lepszy model zmienię Cię
    Nie potrzebuję w domu złomu
    Dłużej nie
    Nie mam do Ciebie zaufania
    To pewne że już nie będę mieć
    Dosyć mam tego naprawiania
    Gdy co chwilę się psuje inna część
    Jesteś zupełnie do niczego
    A na dodatek powiem że
    Pożytku z Ciebie tu żadnego
    Nie ma nie

    Ref.
    Znów się zepsułeś
    I wiem co zrobię
    Zamienię Ciebie
    Na lepszy model / x2

    Nie mam do Ciebie sentymentu
    To pewne że już nie będę mieć
    Robisz za dużo tu zamętu
    A nie wynika z tego żadna dobra rzecz
    Nie pozostawiasz mi wyboru
    Na lepszy model zmienię Cię
    Nie potrzebuję w domu złomu
    Dłużej nie
    Nie mam do Ciebie nic już nie mam
    To pewne że już nie będę mieć
    Możesz wysyłać zażalenia
    I tak naprawy Ciebie nie podejmę się
    Jesteś zupełnie do niczego
    A na dodatek powiem że
    Pożytku z Ciebie tu żadnego
    Nie ma nie ...

    Przepraszam za tak długi tekst, ale może trzeba przypomnieć te wszystkie okoliczności towarzyszące wymianie na lepszy model?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólna młodość, wspólna starość. Myślę że wtedy łatwiej znosić własne ograniczenia.
      Ja mam naturę łabędzia i przyzwyczjam się do starych sprawdzonych modeli. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Cześć Antoni
    Ze ślubem czy bez, związek po kilkunastu latach najczęściej jest tak nudny i wyprany z wszelkich emocji, że zęby cierpną, a i do orgazmu ciężko dojść. A jeżeli chodzi o śluby to przypomina mi się ten stary kawał: Co jest najczęstszą przyczyna rozwodów? Małżeństwo.
    PS. jako wielce doświadczony w tej materii (14 lat związku partnerskiego)mogę jednak powiedzieć że zerwać taki kilkunastoletni zwiazek jest również ciężko jak i ten ślubny. Ot przyzwyczajenie. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak widać jesteś ekspertem. Twoja opinia jest dla nas ważna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie byłoby tylu rozstań i rozwodów, gdyby w małżeństwie był związek partnerski. Nie w rozumieniu lewicowym z parytetami typu raz ty przybijasz gwoździe raz ja, ale z poszanowaniem drugiego małżonka i jego odmienności w wielu rzeczach.

    Małżeństwo powoli przestaje być ostoją i zamienia się w korporację, lub spółkę z o.o., gdzie tak jak na zewnątrz trzeba walczyć o pozycję. Skoro praca, funkcjonowanie na zewnątrz, przyjaciele i hobby to walka o to, żeby się pokazać, być najlepszym i wszelkimi sposobami udowadniać swoją wartość, nawet idąc po trupach, to nic dziwnego, że takie rzeczy przeniesione siłą rzeczy na małżeństwo, dobrze mu nie służą. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małżeństwo i dom rodzinny, nazywano kiedyś wytchnieniem wojownika. Coś w tym jest. Nawet największy twardziel kiedyś musi trochę spuścić z tonu, zwolnić.
      Walka o pozycję w związku i ciągłe napięcie nie służą żadnej ze stron
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. A ja mam za sobą roczny kurs przedmałżeński/ obowiązkowy/ . Jakieś 26 lat temu obowiązywał w mojej parafii. A co się na nim robiło? Zakonnica wtłaczała nam/ pewnie z własnego doświadczenia/ zasady metody naturalnej antykoncepcji czyli kalendarzyka. Nic poza tym, żadnych metod negocjacji, mediacji, rozwiązywania konfliktów itp.
    Udało mi się zawrzeć związek małżeński raz, a dobrze / chciałoby się rzec/, ale czy dobrze? Po 25 latach mam niejakie wątpliwości, ale że rozwody są teraz w modzie, a ja jestem zawsze na przekór obowiązującym modom, zatem trwam... A można jeszcze dodać, był czas przywyknąć:)
    Decyzję o związkach luźnych, formalnych, partnerskich, pozamałżeńskich, wolnych,małżeńskich, , nieformalnych, a nawet zakazanych czy wyznaniowych pozostawiam sumieniu każdego z nas. Żyjmy i pozwólmy żyć innym. Ot i cała filozofia tolerancji i akceptacji. Pozdrawiam, Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie idzie, by pozostawić innym możliwość decydowania o własnym losie.
      Rok mówisz? Podziwiam determinację. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jest jeszcze inna kwestia " kto będąc w związku /czyt.małżeńskim/, bierze sobie inną kobietę -cudzołoży, czyli grzech ciężki. Ale jeśli nie jest w związku, a bierze kobietę, to to już jest seks przedmałżeński, czyli inny gatunek grzechu, mnie ciężki, bardziej wykroczenie.
      A co do roku, jak mnie do małżeństwa nikt w tym czasie nie zniechęcił, to i te 25 lat dało się znieść:))) Ha.

      Usuń
    3. Ciekawa uwaga z tym seksem w wolnym związku.
      Stażu gratuluję.

      Usuń
  10. no tak, te półroczne kursy są raczej przeciwmałżeńskie.
    syn jest w związku partnerskim (narzeczeńskim, lepiej to brzmi) i śmiejemy się, że połączyli się z narzeczoną kredytem mocniej niż ślubem. Szanujemy ich decyzję, jak będą chcieli się pobrać to zrobią to bez naszych nacisków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacy my nowocześni jesteśmy i tolerancyjni. Prawda?
      Oczywiście, że każdy jest kowalem własnego szczęścia. Pozdrawiam

      Usuń