piątek, 15 lutego 2013

Trzy klucze

Z tym zamiarem nosiłem się już od dnia przeprowadzki, ale tak jakoś zeszło.
Wymienić zamki. To wydaje się oczywiste. W końcu za tym drzwiami znajduje się cały nasz dobytek. Mam dobre relacje z poprzednią właścicielką, dzwonimy do siebie nie tylko z okazji przychodzącej na jej stary adres korespondencji, ale też tak sobie, aby spytać jak postępuje remont jej świeżo nabytego mieszkania. Przyznam szczerze, że było mi bardzo trudno przebić się przez ten mur nieufności który ta pani wybudowała wokół siebie.
Jednak to się udało i jest w porządku.
- Po co to wszystko? - ktoś spyta - Był towar czyli dom, były pieniądze, była wymiana i do widzenia.
A ja jakoś tak nie umiem. W końcu ktoś zostawił w moim już ogrodz.ie kawałek swojego życia i jeżeli nie wyrazi zdecydowanej odmowy (co potrafię z tego samego powodu zrozumieć), to zawsze jest mile witany z odwiedzinami. Zapowiedziany lub nie. Tak samo mam z nowymi właścicielami naszego górskiego domu. Dzwonią, składają relacje z nowych inwestycji. Zapewniają jednocześnie, że poza drobiazgami nie dokonali przemeblowania, ponieważ nie warto zmieniać rzeczy doskonałych.
No cóż kupili mnie sobie tym komplementem. Zapowiadają wizytę u nas co przyjąłem z sympatią. Ja zaś nie specjalnie dążę do takiej wizyty w moim starym domu, bo pewnie by mi serce pękło.
No więc wymienić zamki. Nie jest jakiś brak zaufania, ale klucze krążyły, po dzieciach, zięciach , krewnych i znajomych królika.
Po zmianie będę miał poczucie tak zwanego starannego działania. Po co komu staranne działanie? Wierzcie mi, czasem się przydaje.
Drzwi antywłamaniowe z solidnym szyld zabezpieczający wkładki, wszystko to trzeba odkręcić, żeby dokonać pomiaru. Raz to zrobiłem tylko zmierzyłem po swojemu. I według mojej miary nie było w Polsce wkładki do takich drzwi. Kiedy jednak zdecydowałem się skorzystać z instrukcji w Internecie, wszystko stało się jasne a rozmiar typowy.
Zadzwoniłem do firmy wymieniającej zamki, ale podana cena powaliła mnie.
- Wkładki o których warto rozmawiać zaczynają się od kwoty 350 zł,- my proponujemy taką za 570 zł,- - recytowała nie znoszącym sprzeciwu głosem, jakaś z pewnością miła pani.
W tych okolicznościach przyrody, nie zdecydowałem się nawet na pytanie o wkładki tańsze.
Sam mozolnie zgłębiłem oznaczenia klasy wytrzymałości i odporności na rozwiercanie. Tutaj też bardzo pomocny okazał się Internet. Myślę, że dzięki temu rozpoznaniu zaoszczędziłem koło 50 % ceny nie licząc oczywiście kosztów montażu i dojazdu.
Kiedy położyłem na stole w kuchni trzy nowiutkie wkładki, teściowa spojrzała najpierw z zaciekawieniem na wkładki, a potem z niedowierzaniem na mnie
- Dasz sobie z tym radę ? - spytała jakby zapomniała już co widziała w swoim nie krótkim już życiu.
- Dla mnie to małe piwo przed śniadaniem - powiedziałem nieskromnie niczym dozorca Prokop ze znanego serialu Dom. Nie przypuszczałem nawet, że na zasadzie kompletności postaci dopadnie mnie również klątwa Prokopa, ale po kolei.
Ledwo doczekałem końca obiadu. Rozłożyłem warsztat i nie zważając na lekki mróz, przystąpiłem do wymiany. Gdzieś tam śruby nie chciały puścić, a gdzieś tam elementy wyglądały na zbyt dopasowane. Nic to, po około pół godziny wkładki w drzwiach i bramce wejściowej lśniły nowym złotem mosiądzu. Wszystko działało.
Aby ułatwić rozpoznanie kluczy w nocy, poprzez małe nacięcie z boku zaznaczyłem ten do zamka górnego.
Po tym wszystkim postanowiłem jeszcze sprawdzić czy rzeczywiście wszystkie klucze otwierają zamek.
Wyszedłem na zewnątrz, sadziłem klucz do otworu i przekręciłem. Po wykonaniu jednego obrotu zamek zastygł w swoim pół-zamknięciu. Ani w lewo ani w prawo. Ani zamknięte ani otwarte. Z tą tylko różnicą, że nie da się wejść, ani wyjść. Zależy z której strony drzwi aktualnie się znajdujesz. Żaden z kolejnych kluczy również nie pasował.
Ciśnienie które natychmiast mi wzrosło, pozwoliło nie odczuwać niskiej temperatury na zewnątrz.
Zapukałem w szybę i gestykulując, pokazałem teściowej, aby spróbowała otworzyć z drugiej strony.
Trwało to chwilę i już wiem, że teściowa nie nadaje się do tej zabawy z odgadywaniem hasła poprzez odczytywanie gestów czyli kalamburów. Po moim zresztą dłuższym machaniu, zdecydowała się udać do wiatrołapu, ale jej nerwowe kręcenie zdało się również psu na budę. Chciałem wejść do domu poprzez okno w mojej sypialni, co oznaczało, że po chwili wzburzenia nie wróciło mi jeszcze logiczne myślenie.
Za to logiką popisała się moja żona, wpuszczając mnie do środka poprzez drzwi tarasowe.
Zapomniałem o ich istnieniu.
- Dziesięć, dziewięć, osiem... - zacząłem odliczać w celu uspokojenia.
- Myśleć, myśleć - motywowałem się.
Pomysł telefonu do pogotowia zamkowego na razie odrzuciłem. Może z powodu tych komentarzy którymi fachowcy dołują amatorów.
- A któż to Panu tak skopał robotę ? Ja bym takiemu nawet noża do schabowego nie dał.
Udałem się do feralnych drzwi. Postukałem, popukałem i zacząłem powtarzać procedurę otwierania, klnąc przy ty niemiłosiernie. Wiem bowiem, że przekleństwa nie tylko uśmierzają ból, ale i ułatwiają odkręcenie zapieczonej śruby.
Po piętnastym chyba razie, gałka przekręciła się i uwolniła zamek. Wyjąłem najpierw wkładkę a później cały wkład zamka. Na sucho powtórzyłem kręcenie.
- Na mój rozum to ruchomy element wkładki był o pół milimetra za wysoki i za szeroki. Podniósł zbyt wysoko elementy wewnętrzne i zablokował się – podzieliłem się diagnozą ze resztą rodziny.
Mądrze zabrzmiało.
Przy pomocy szlifierki kątowej dopasowałem obrotowy języczek wkładki.
Zadziałało. Posmarowałem zamek omijając wkładkę. W nią nie wolno nic wlewać.
Skręciłem całość.
Kiedy wróciłem do pokoju, oświadczyłem, że nie będę już używał powiedzenia Prokopa. Jemu również wychodziło tak pół na pół.
Kiedy pomogłem żonie udać się na spoczynek, zegarek wskazywał już 21.45. Z popołudnia nie zostało już nic, nawet internet nie kusił. Gorący prysznic i widok nowego kompletu kluczy leżących spokojnie na biurku musiał mi wystarczyć na zakończenie dnia.
A kiedy zgasiłem światło pojawiła się myśl - a w jakim stanie jest wstępny filtr wody w domowej instalacji?
Siła powstrzymałem się przed sprawdzeniem tego natychmiast.
- Ty Antoni pieprznięty jesteś zdrowo – upomniałem się ostro.
Wsadziłem w uszy słuchawki, włączyłem radio, ale nie trafiłem na żaden radiowy teatr, albo chociaż na ciekawe gadanie o bzdurach.
Po całym dniu mam przesyt muzyki, ale to niestety najprostsze, puścić płytę i niech leci.
Na zasadzie wyjścia awaryjnego, w moim telefonie mam nagrane kilka starych słuchowisk.
Najlepszy do zasypiania jest Transatlantyk Gombrowicza.
Tak też było i tym razem

23 komentarze:

  1. Rozkoszne opowiadanko, Antoni, prawie się wzruszyłam i szczerze podziwiam twoje samozaparcie i zdolność dążenia do doskonałości.
    Hmmmm... dom to nie jest zwykły towar... No, nie jest.Prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie czyni wielką różnicę jak mówią w reklamie, ale i to doceniam
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie ma to jak wrodzona oszczędność - czyni z Mężczyzny Złotą Rączkę, ale... Z ekonomicznego punktu widzenie można Ci zarzucić,że rozkładasz małe biznesy tj. usługi, wrogą robotę robisz Polsce/ i nam obywatelom/, nie można być samowystarczalnym, system się wtedy wali. Nie dajesz ludziom zarobić, a co za tym idzie nie płacą podatków, a jak nie płacą , to kraj się nie rozwija i jest mało kasy,a jak jest mało kasy , to wystarcza tylko na nagrody dla elit politycznych, a Naród głoduje. O! Hanula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wyszło na to że to ja jestem winien nagrody dla jednaj Pani Vice Marszałek Sejmu zresztą.
      Ech ta polityka, jest wszędzie. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ależ oczywiście i cała reszta Zosiów Samosiów. :)

      Usuń
  3. witam
    nikt Ci nie powiedział że można mieć wkładki do drzwi otwierane jednym kluczem taki kpl 2 wkładek w tym jedna z gałką w klasie C to koszt ok 200 zł
    lub system kilku wkładek otwieranych jednym kluczem
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten system i korzystam w pracy, ale świadomie nie chciałem go u siebie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Mogę wiedzieć dlaczego?

      Usuń
    3. Może to tylko przesądy. Ale z kompletem kluczy czuję się pewniej

      Usuń
  4. no ładnie... scenariusz na film...." Panie Majster" .. jak znalazł....ale widać twarda Sztuka z Ciebie.....
    a swoja droga my dostaliśmy klucze do domu na miesiąc przed podpisaniem umowy notarialnej, zwozilismy juz tam swoje graty,
    a właścicieli odwiedzamy i my i oni nas....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różny jest w ludziach poziom nieufności.Tu maiłem istne Himalaje
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Cześć Antoni
    Wreszcie w domu (sic). Z krótką przerwą na weekend w górach, przez ostatnie dwa tygodnie remontowałem halę handlową w pięknym mieście Stefana Żeromskiego, które zapewne słusznie, nazwał Klerykowem. Ha ha, Kleryków w Klechistanie (to nawiązanie do Twojego poprzedniego posta). Dwa tygodnie w mokrych butach wśród zimnych metalowych konstrukcji, pełnych przeciągów i wilgoci, wieczorem tani hotelik, dobrze chociaż, że jako białokaskowiec miałem jedynkę. Ale uwaga: było wi-fi. Gdybym wiedział wziąłbym laptopa. A tak, miałem kontakt z internetem tylko na malutkim ekranie mini smartfona. Przeczytałem wieczorami wszystkie Twoje posty, próbowałem nawet komentować, ale komantarze poszły gdzieś w diabły (Android żądał deklaracji że to nie spam i tym podobne pierdoły). W poniedziałek o trzeciej w nocy znowu wyjazd do owego Klerykowa. Pecunia olet, ale życie i te miłe sercu napoje kosztują niestety. Najbardzej mnie w k...wia że moja Pani jak tylko wróciłem pieprzy mi cały czas o umyciu łazienki, podłogi i tym podobne głupoty, Może by tak lepiej w tym hoteliku, baba z woza.... Góry, niskie co prawda, blisko. Pozdrawiam, JerryW_54

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I są górale świętokrzyscy. Znam ten typ.
      Swoją drogą z Kielcami mam ostatnio wiele do czynienia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. No to sie porobiło :-)
    Dobrze, że happy end :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle jest jakiś end czasami nawet happy.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. A jaka radość z dokonanej wymiany zamka? Przez lata będzie powracać to wspomnienia przy każdym zamykaniu drzwi czy sięganiu do klamki.
    Czy próbowałeś słuchać Jedynki Polskiego Radia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałem słuchać jedynki, potem trójki.Teraz RMF classic, czasem dwójkę.
      A czy mam coś konkretnego w tej jedynce słuchać?

      Usuń
    2. Ja słucham Jedynki jak leci i przywykłem do zmienności tematów oraz ramówki. Mnie ona odpowiada właśnie ze względu na różnorodność tematyki i dlatego pomyślałem, że i Tobie też się spodoba. Jeśli ją znasz to wiesz co oferuje. De gustibus...

      Usuń
    3. Nasze pokolenie porzuciło jedynkę, gdy zaczął funkcjonować UKF i tak zostało.
      Ojciec rozciągał się przy porannej gimnastyce, ja podgłaśniałem Piotra Kaczkowskiego.
      Potem mój wypasiony amplituner mi miał w ogóle pasma AM.
      A teraz nie jestem zatwardziałym fanem jednej stacji i wybieram to co mi sprawa przyjemność.
      Nawet tych stacji wydaje mi się za dużo.
      Chętne posłucham czegoś co polecisz.

      Usuń
  8. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Samo słowo zkaląć oznacza, że za pomocą magicznego słowa wywołujemy pożądany skutek w rzeczywistości. Np. "o kurdebalans" to jest najlepsze zaklęcie odnajdujace przedmioty.A ja podobnie jak ty zasypiam przy muzyce. Od kilku dni jest to "Survival" Boba Marleya.
    Pozdrawiam Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłem to w młodości,zasypiałem przy radiu. Potem kobieta wybiła mi te pomysły z głowy, bo miałem zasypiać przy niej.
      Pozdrawiam

      Usuń
  9. Na chwilę wystarczy bloga opuścić, a tu tyle nowych postów!
    Wielka literacką plodnością cechuje się Antoni :) zaglądałam już tu wcześniej, ale jakoś czasu nie było zostawić slad swojej obecności, co niniejszym czynię. a komentarze tutasj wymagają trochę więcej wysiłku, nie wystarczy krótkie: "great", "amazing", czy "super" jak w przypadku fashion blogów :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sa chwile gdy siadłbym z piwem przed telewizorem, ale cóż, nie pijam piwa między październikiem a majem.
    Pozsdrawiam

    OdpowiedzUsuń